• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 … 16 Dalej »
[marzec 72] Pretend for me

[marzec 72] Pretend for me
Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#11
07.05.2024, 10:03  ✶  
– Jeżeli ja jestem księżniczką, to ty jesteś rycerzem? – spytał Christopher z odrobiną zaciekawiania. W innych okolicznościach pewnie oburzyłby się na to stwierdzenie, ba, jeszcze ze dwa, trzy lata temu, oburzyłby się na nie w każdych – bywało, że koledzy próbowali się z niego trochę wyśmiewać, bo oczy miał niebieskie, włosy jasne, i w dodatku od dziecka sporo czasu spędzał rysując suknie. A Rosier nie znosił dobrze naigrywania się z jego osoby. Ale w tym przypadku może do pewnego stopnia to pasowało.
Jego świat pełen był blichtru, jedwabi, satyny i drogiego wina, dźwięków fortepianu i zapachu perfum Potterów.
Jej świat przesiąkała woń tanich papierosów i piwa, gdzieś w tle ktoś bluzgał (i często to była ona, chociaż tego Rosier jeszcze nie wiedział), a z ubrań spierało się plamy krwi.
W tym kontekście faktycznie był księżniczką, ewentualnie księciem.
– W takim razie do pracowni, Mildred – powiedział, mrużąc nieco oczy i powstrzymując uśmiech, cisnący się mu na usta. Bo Yvette czy tam Yvonne zabierać tam nie miał zamiaru, zwłaszcza, że odmówienie jej sukni (a odmówiłby) wywołałoby konflikt z przyjacielem, ale do Moody niektóre jego projekty pasowały, a poza tym pochlebiało mu, że dostając propozycję pójścia gdziekolwiek, do miejsc, do których normalnie przecież na pewno nie mogła wejść, zdecydowała, że chce iść właśnie do tej pracowni. Nie żeby było to ogromnym zaskoczeniem, przecież jego suknie były najwspanialsze na świecie, ale i tak do pewnego stopnia go to zadowalało. Poza tym – obiecał zabrać ją gdziekolwiek, obietnicy zamierzał dotrzymać, więc po co się złościć z tego powodu?
I wreszcie…
W jego głowie rodził się pomysł. Dla Rosiera inspiracją były zwykle kobiety – tworzył najczęściej suknie dla konkretnych osób, bo patrzył na nie i rozważał, co będzie do nich pasowało. I teraz gdy tak na nią patrzył, w umyśle kłębiły się mu koncepty, aż chętnie przelałby je na papier.
– O tej porze akurat zamykają butik, więc będziemy mieli spokój. Mamy w barku parę butelek szampana, otwieranych na specjalne okazje albo gdy pojawiają się specjalni klienci, nikt się nie obrazi, jeżeli wezmę jedną z nich.
Bo w końcu był synem jednego z właścicieli. I był wściekle pewny, że ten szampan jest znacznie lepszy od tego, który Moody straciła, bo opuścili wystawę fotografii.
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#12
11.05.2024, 17:54  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.05.2024, 17:18 przez Millie Moody.)  
– A nie? Przypomnieć Ci kto w naszym związku nosi mundur i odznakę, a kto całymi dniami obraca się wśród pięknych kiecek? – pokpiwała dostosowując od razu krok do zmiany kierunku. Znała drogę do pracowni, miała wydeptane ścieżki magicznego Londynu wieloma latami patroli, tych obowiązkowych, tych łapanych w zastępstwie i karniaków, za niezbyt miłe traktowanie innych ludzi, nie ważne czy poszkodowanych, czy przestępców, czy potencjalnych przestępców, czy kolegów z pracy. Mildred szybciej robiła niż myślała, ostatecznie ciężko było się połapać które patrole z czego wynikają.

Słowa Christophera wywołały w niej przyjemne uczucie w żołądku, kobieca próżność choć była w niej Bardzo Głęboko zagrzebana, wylazła na wierzch jak oliwa na wodzie. Moody miała kiepskie warunki do eksplorowania swojej kobiecej natury. Jej matka umarła nim skończyła 8 lat, a brat - najmężniejszy z mężczyzn - nie widział nic zdrożnego w tym, że dziewczynka wychowywała się w gronie jego i jego kumpli, co owocowało dużą ilością siniaków i odcisków zębów na skórze, a nie potrzebą zabawy lalkami. Spodnie były bardziej funkcjonalne niż sukienki, a późniejsze przygody w Hogwarcie tylko zabetonowały podejście w którym wiele osób miało wątpliwości czy płaska jak deska Moddy jest dziewczyną, czy tylko udaje. To znaczy... schody ją przepuszczały na piętro itd, ale kto wie, może nawet one dały się nabrać.

Ale teraz stała się specjalną klientką, a Christopher w przeciwieństwie do jej poprzednich kochanków (nie żeby zamierzała się z nim ruchać) z wysokich sfer, nie pławił się w jej tańcu na krawędzi życia i śmierci. Nawet jej takiej nie znał. To było dziwne. To było jak gra, jak udawanie tego całego jebanego kopciuszka, który nagle dostał dobrą kiecę i nagle książę nie zauważył jej spracowanych dłoni z brudem za paznokciami.
– Brzmi jak doskonały plan. Nad czym pracujesz teraz? Czy może zupełnie nowa kolekcja? – podpytywała, z zaskoczeniem odkrywając, że w sumie na prawdę ją to interesuje. Nie musiała aż tak udawać. Tylko język tak, język trzeba było trzymać zawiązany na supełek. – Projektujesz też dla facetów? Wydaje mi się, że kiedyś widziałam podobną metkę z różą u Morfi... znaczy u... u Niewymownego Longbottoma. – Bo Morfina miał na imię Morfeusz, Morpheus, Morfiniusz czy właściwie Morphineus? Nigdy nie pamiętała.

Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#13
13.05.2024, 17:16  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.05.2024, 17:17 przez Christopher Rosier.)  
– Sam ich przecież nie noszę, Mildred. Można powiedzieć... Że jestem raczej twórcą księżniczek. Chociaż nie każda kobieta potrzebuje właśnie sukni księżniczki.
Wbrew pozorom rozumiał to doskonale. Kobiety były różne, i różne były okazje, na które zakładały swoje stroje. Księżniczka, artystka, czy rycerz właśnie - każda mogła mieć w sobie tę iskrę, którą uważał za inspirującą. Rosier projektował najchętniej wspaniałe suknie balowe, ale nawet pośród tych znajdowały się i bardziej strojne, i te prostsze w kroju. Jedna kobieta zabłyśnie najpiękniej w lodowej sukni królowej śniegu z mnóstwem ozdób, dla innej lepszy był prosty krój i materiał jak nocne niebo usiane gwiazdami. Zdarzało się i że projektował koszule, spódnice czy spodnie, do noszenia niekoniecznie na wielkie bale, bo uznawał, że taki strój najlepiej pasuje do danej kobiety – i że ta będzie wyglądać w nim dość dobrze, aby była tego projektu warta.
Nie zawsze chodziło tylko o urodę. Istniało wiele urodzinowych kobiet, dla których szyć nie miał ochoty, bo tę urodę uznawał za banalną. Jak w przypadku szanownej pani fotograf.
– Najczęściej przygotowuję stroje dla konkretnych osób. W tej chwili przygotowuję ubranie dla mojej kuzynki, na przyjęcie po premierze jej nowej sztuki. – Christpher lubił mówić o sobie, a jeszcze bardziej lubił mówić o swojej pracy. O krojach, materiałach, fakturach, o doborze kolorów, o maskowaniu mankamentów i podkreśleniu tego, co podkreślić warto. Rozwodził się nad tym nieraz nieco nadmiernie, nie zauważając lub nie chcąc zauważyć, że nie każdego to interesuje – choć miał to szczęście, że obracał się raczej w towarzystwie ludzi owszem zainteresowanych. – Gra w niej Helgę Hufflepuff. Serce mnie boli, że kazali jej występować w żółtych sukniach. Jest bladą blondynką i żółć to nie jej kolor. Jej suknia na przyjęcie będzie za to czarna, z żółtymi akcentami, nawiązanie do sztuki i barw Hufflepuff, ale kontrast kolorów i odpowiednie ich proporcje sprawią, że nie będzie przypominać zwiędniętego kwiatka, jak w tym okropnym kostiumie…
Skrzywił się lekko, na samą myśl. Kostiumy w teatrze Selwynów były całkiem niezłe, ale zwyczajnie, ta żółta suknia absolutnie nie pasowała od jego kuzynki!
– Czasem. Pojedyncze płaszcze, koszule, szaty. Wolę jednak projektować dla kobiet, to daje większe pole do popisu. Longbottom prawdopodobnie miał na sobie projekt mojego ojca albo wuja, metka z różą to symbol całego Domu Mody Rosierów. Jeśli to mój projekt, jest oznaczony z jej drugiej strony – wyjaśnił Rosier. Bywało, że po prostu miał fantazję uszyć męską koszulę albo uznawał, że jakiś mężczyzna będzie dobrą reklamą jego projektów i przy okazji zaprojektowanie czegoś dla niego dobrze pokaże, że Rosier jest wszechstronny. Kobiety były jednak bardziej inspirujące, ich moda bardziej różnorodna, i przede wszystkim, to one najczęściej błyszczały w towarzystwie.
A wraz z nimi jego suknie.
Gdy zbliżyli się do Domu Rosierów, Christopher pociągnął ją do bocznego wejścia. Mieszczący się na parterze sklep dopiero zamknięto, sprzątano tam pewnie, obliczano utarg, zamiast więc przepychać się tamtędy, poprowadził ją bezpośrednio do części budynku, gdzie znajdowała się jego prywatna, już jej znana pracownia.
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#14
14.05.2024, 22:40  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.05.2024, 17:18 przez Millie Moody.)  
– Ach, więc jesteś wróżką chrzestną! To się doskonale składa, bo w sumie mojej matce zmarło się gdy miałam osiem lat – wypaliła bardzo bezpośrednio rzecz, która pewnie spaliłaby ją na pierwszej randce. Ale Milie nie dbała o to, to w sumie nawet nie była randka tylko oddanie przysługi. Więc w sumie mogła mu mówić takie rzeczy, ruchać się przecież nie będą. – Ogarniasz też karoce z dyni? Bo te szczury w lokajów, to moim zdaniem byli ewidentnie jakieś zapodziane w tańcu animagi, co się ich po prostu zmusiło do powrotu do ludzkiej postaci. Słyszałam o tym, że czasem animagia wchodzi za mocno i człowiek zapomina jak to jest być człowiekiem. Dlatego nigdy nie chciałam nawet próbować się tego nauczyć. Chociaz gdybym miała wybór to pewnie chciałabym być krukiem. A Ty? – rozmowa przychodziła jej łatwo. Kiedyś z politowaniem patrzyła na ludzi którzy tak się fapają na widok sukienek, ale w sumie ta pieprzona Narnia i ten błysk w oku Rosiera, gdy o nich mówił... Dla Millie bardziej tworzył obrazy niż ciuchy. A to było interesujące.

– Kurwa nie chciałabym grać Helgi, jakby mi płacili. Ona na wszystkich obrazach jest taka wielka i w ogóle... robią z niej Hogwarcką kucharkę trochę. Co to w ogóle za numer? Co to za sztuka? Wcisnęli tam jakiś romans chociaż? Morderstwo jak w Hamlecie? Ale dobry pomysł z tym żółtym. To bardzo niedoceniany kolor ale przez choroby utrwaliło się z nim złe skojarzenie. No i przez ikonografię, wszyscy zdrajcy noszą żółte płaszcze. Ha, to byłby plot twist, jakby złolem wśród założycieli była Helga, a nie wcale Salazar. – fantazjowała swobodnie, wyobrażając sobie, że Helga układa straszliwą klątwę, która sprawia, że żarcie w Hogwarcie miesza ludziom w głowach i chcą sypiać z mugolami. Z resztą, amortencja na liście eliksirów do poznania w SZKOLE to na pewno był jej pomysł. Idźcie i rozmnażajcie się jak borsuki! Domena puchonów, to pewne. – Byłeś pewnie ślizgonem co?– wypaliła nagle rozbawiona, bo znów kolejny randkowy strzał w stope, wyzywać ojca założyciela pana mówię po wężowemu od bad guyów. W dupie to miała. I tak jej wisiał szampana, a sukienki z szafy jej zabrać by nie mógł.

Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#15
16.05.2024, 08:29  ✶  
Christopher spotykał się z różnymi kobietami – głównie czystej krwi, ale były i takie półkrwi, chociaż wyłącznie ze starszych rodów, jak Abbottowie, wiodący ród od Hufflepuff.
Te półkrwi, na które wpadał niekoniecznie w sytuacjach towarzyskich, najczęściej albo kleiły się jak Yvette (czy jak jej tam było) lub przynajmniej starały się pokazać z jak najlepszej strony, zainteresowane jego pieniędzmi i nazwiskiem, albo wręcz przeciwnie: bardzo chciały pokazać, jak ich to wszystko nie interesuje i nie robi na nich wrażenia. I tak, jasne, mogły nim pogardzać, i szukać w życiu innych rzeczy, ale gdyby to było im takie obojętne, to nie czułyby się w obowiązku aż tak tego podkreślać – jak to są takie inne niż wszystkie. Nawet jeżeli nie robiło to na nim pozytywnego wrażenia, to drażniło.
Dlatego zachowanie Miles wcale go do niej nie zrażało. Pewnie gdyby od razu wyskoczyła ze swoimi wiązankami rodem z rynsztoka, których nauczyła się wychowywana bardziej przez ulicę niż rodziców, skrzywiłby się z niesmakiem i nie miał najmniejszej chęci z nią rozmawiać, ale obecnie bawił się całkiem nieźle, niezależnie od tego, czy należało to określić przypadkowym spotkaniem, czy przypadkową randką.
– Nie z dyni wprawdzie, ale tak, mógłbym ogarnąć jakąś karocę – powiedział, chociaż średnio rozumiał, o czym właściwie mówiła w tym momencie, bo jako potomek szacownego rodu czystej krwi wychowywał się na bajkach Barda Beedle’a nie Kopciuszku. I oczywiście na tej baśni dla ich rodziny najważniejszej: o dziewczynie, która zamieniła słomę w złoto i została żoną króla, według rodzinnych legend protoplastkę rodu Rosierów.
– Nigdy nad tym się nie zastanawiałem. Lubię być człowiekiem i w gruncie rzeczy nie widzę korzyści z zamiany w jakiegoś psa czy niedźwiedzia – stwierdził. Niedźwiedź był niebezpieczny, owszem, ale czy bardziej niż czarodziej z różdżką w dłoni? Christopher ośmielał się w to wątpić. Był dobry z transmutacji, ale jakoś animagia do tej pory zupełnie go nie kusiła. – Dlaczego właśnie kruk?
Puścił ją, by otworzyć drzwi kluczem i zdjąć zaklęcia, chroniące wejście, a potem ruszyli po schodach do miejsca, które już znała. Teraz było nieco bardziej zabałaganiona niż ostatnim razem. Christopher pracował tutaj ostatnio dość intensywnie i nie pozwalał Catherine posprzątać, szkice leżały więc już nie tylko na biurku i nie były przyczepione tylko do ścian, ale zaścielały też podłogę, poniewierały się tu różne próbki materiałów, kilka manekinów stało w kręgu, jakby planowały przywoływać jakieś mroczne byty – choć w istocie Christopher po prostu wyczarowywał na nich wzory sukien, by sprawdzić pewne rzeczy. Tylko na jednym manekinie znajdowała się suknia już niemal dokończona, zapewne ta, o której mówił. Przeważała w niej czerń, ale tę rozjaśniały ciemnożółte linie, biegnące wzdłuż dekoltu, rękawów, wyznaczające pas skomplikowanym splotem i przecinające gorset na przedzie. Na dole znajdował się skomplikowany haft.
– To trochę niesprawiedliwe wobec Helgi, ale czy takie dziwne? Gdy Założyciele byli młodzi, nikt pewnie nie traktował ich na tyle poważnie, by malować ich portrety, a musiała urodzić najmniej kilka córek. Nic dziwnego, że się roztyła. I tak, byłem Ślizgonem. Dalej jestem. Czy Salazar Slytherin to naprawdę zła postać w tej historii? Nie mamy przecież żadnych dowodów na to, że kogokolwiek skrzywdził, a jedynie chciał uważać, kogo przyjmuje się do szkoły. Jak sądzisz, czy tysiąc lat temu w Brytanii można było kontrolować, czy przyjęte do Hogwartu dziecko mugoli potem nie wróci do rodzinnej wioski i na przykład… nie ujawni wszystkim mieszkańcom, że czarodzieje istnieją?
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#16
18.05.2024, 17:43  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.05.2024, 13:07 przez Millie Moody.)  
Millie znalazłaby kilka korzyści w zamianę w psa lub niedźwiedzia. Największą byłoby to, że podczas pełni mogłaby towarzyszyć swojemu bratu. Niestety, jej antytalent do transmutacji, skutecznie zamykał jej tę drogę. Przedmiot ledwo zdała, oszukując i kantując ile wlezie, a co dopiero żeby sama siebie była w stanie morfować? Niewykonalne!

– Kruk bo... no... to mój totem. Wiesz mam czarne włosy, lubię latać na miotle, fajnie byłoby latać no nie wiem... skrzydłami. I jeszcze jestem malutka, a kruki to bysiory spośród krukowatych. No i wiesz... Morrigan – podała imię Irlandzkiej boginii, jakby to miało tłumaczyć absolutnie wszystko.

Gdy tylko weszła do środka, jej złociste oczy rozświetliło zainteresowanie, ale nie suknią samą w sobie, choć tej zaiste niczego nie brakowało, a projektami porozwalanymi po podłodze. Była ciekawa jak Rosier zapisuje swoje myśli, jak mocno przyciska ołówek do kartki, jaki jest jego sznyt. Nosem niemal szorowała po podłodze, próbując wyłowić te projekty, które nawet nie tyle co się jej podobały najbardziej, ale te które rezonowały z nią. Poszarpane. Zdradzające płomień pasji w zimnym ślizgonie. Zdradzające jego ostre kły, twórczy chaos, który być może gdzieś mieszkał w ułożonym ciele. Powiadają, że ciekawość zabiła kota, w przypadku Millie była to groźna mieszanka ciekawości i odpływających myśli, gdy wyobraźnia podsuwała jej istoty, które w tych sukniach toczą zacięty bój pod sztandarem kapryśnej bogini śmierci i moru.

– Brak dowodów nie oznacza braku winy – mruknęła mu w odpowiedzi – To co mówisz o mugolakach oczywiście ma sens tak, ale co zamiast tego hmm? Przymusowa magiczna kastracja, bo miało się pecha? Lobotomia? Czy właśnie szkoła nie miała na celu raz pomóc dzieciom opanować talent, dwa wychować je tak, aby trzymały buzie w ciupeł? Ha! Czy nadal to nie jest celem Hogwartu? – Millie miała oczywiście swoje poglądy wynikające z faktu, że jej rodzice byli oboje czarodziejami, a zbyt wielu mugolaków znała, którzy czarowali zdecydowanie lepiej od niej. – Nie gadajmy o tym mów mi o tym co masz w sercu, a nie głowie. Opowiedz mi o jakiejś najbardziej szalonej, ekscentrycznej sukni jaką chciałeś zrobić i stchórzyłeś. – Bezceremonialnie usiadła na biurku i wyszczerzyła białe ząbki do Rosiera. Dyndała nogami i czekała na opowieść oraz szampana.

Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#17
19.05.2024, 21:07  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.05.2024, 21:09 przez Christopher Rosier.)  
– Kruki kojarzą się z mrokiem. Lubisz mrok, Mildred?
Szkice były pewnego rodzaju chaosem. Milie mogła wyłowić jednak, że najwyraźniej wymyślanie sukni na bal po przyjęciu z okazji premiery pchnęło Christophera ku projektom związanym z motywem Hogwarckich domów. Była tam zielono – srebrna suknia, niebieska, czerwono-złota i wreszcie żółta (zapewnie nie dla kuzynki, która źle wyglądała w żółtym) – wszystkie w balowym stylu. Było i kilka szkiców koszul, nieco mniej strojnych, wszystkich w barwach domów, z dyskretnymi ozdobami na mankietach – na zielonej wił się srebrzysty wąż, na niebieskiej zamiast kruka pojawiały się pióra, na czerwonej złocisty odcisk lwiej łapy, a na żółtej charakterystyczny czarno – biały pasek, mający pewnie nawiązywać bo borsuka. Kilka niedokończonych szkiców, gdzie najwyraźniej od motywu Domów wychodząc przeszedł do żywiołów – lub próbował je ze sobą połączyć. Gdzieś z boku leżał szkic niedokończonej ciemnej sukni, która opływała ciało, z ciasnym gorsetem i długim rozcięciem, inspirowaną bodaj azjatycką modą: tu krój był dość prosty, ale ozdobny wzór biegnący od dekoltu aż do kolan decydował o wyjątkowości projektu.
– Nie wiem. Przed Hogwartem większość z nich pewnie przeżywała swoje życia jako mugole chyba że mieli dość szczęścia, aby jakiś czarodziej wziął ich na uczniów: ale wtedy opuszczali swoje rodziny i szli z czarodziejem. Nie tkwili na granicy światów – powiedział Christopher, przyznając się do tego swojego braku niewiedzy z zadziwiającą beztroską. W takich sprawach jednak nie myślał udawać, że ma jakieś głębsze przemyślenia, bo system edukacji zbytnio go nie interesował, a co do mugoli uważał po prostu, że te dwa światy nadmiernie się przenikały. Rzadko jednak zaprzątało to jego głowę na dłużej, bo czemu by miało?
Roześmiał się na jej pytanie, a potem podszedł i oparł się o biurko tuż obok niej, pochylając się, bo górował nad nią nawet, kiedy siedziała na blacie.
– Jeśli mam ochotę uszyć jakąś suknię, to ją szyję i powstrzymać może mnie tylko jedno: projekt uznałem za nie dość dobry. Tchórzyć? – zapytał zaczepnie. – Ja nigdy nie tchórzę, Mildred Moody – powiedział, nim się odsunął. – Przyniosę szampana.
Rzadko zostawiał kogoś samego w swojej pracowni, ale pójście po butelkę miało mu zająć góra trzy minuty, a choć w pracowni panował swego rodzaju chaos, był pewien tego, że gdyby Moody spróbowała zabrać jakieś szkice, on szybko zauważy ich brak – jeszcze nim kobieta opuści Dom Mody. Znikł na chwilę dosłownie, by wrócić z butelką drogiego trunku: szklanki mógł już łatwo znaleźć w gabinecie.
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#18
21.05.2024, 20:15  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.05.2024, 13:07 przez Millie Moody.)  
Zamyśliła się nad jego pytaniem i jasnym stało się, że rozmyśla nad odpowiedzią najprawdopodobniej chcąc odpowiedzieć uczciwie, mimo że przecież nie znali się zbyt dobrze. W końcu przecząco pokiwała głową.
– Nie lubię morku bardziej niż światła. Pragnę oślepiającej ciemności, płonącego lodu. Nie chce nudy, szarych fotografii reklamujacych kawiarniane stoliki. Sztuka powinna nieść niepokój spokojnym i ukojenie rozchwianym. Coś może być tętniącą czernią, coś może być rozbłyskiem tęczy. Nigdy miałkie, nigdy nudne, przewidywalne. – rozmawiali wciąż o krukach? O nocnych marach? Millie potrafiła być straszydłem, odgrywać klątwę ze swoimi długimi czarnymi włosami, białą skórą, wątłą budową i bezsennością. Myśli splatały się w tańcu z okolicznościami ich "randki" nieudanym wernisażem i jakże przyjemnym lądowaniem znów tu, znów w pracowni.

Wywróciła oczami na jego sielankową wizję mugolaków, którzy pozbawieni szkoły próbowaliby rozwijać swoje umiejętności na własną rękę, płynącã w żyłach magią robiąc sobie i innym krzywde. Miała swoje teorie, bardzo krwawe na temat tego dlaczego Salazar ostatecznie zgodził się na mugolaków w Hogwarcie, ale bardzo, bardzo nie chciała psuć sobie wieczoru.

Zwłaszcza gdy dużo wyższy Rosier stanął tak blisko, zwłaszcza gdy mogła nie tylko ześlizgnąć się po ostro zarysowanej szczęce ale też zaciągnąć się zapachem czystokrwistego delikacika, który w życiu uczciwie nie przepracował jednego dnia, a sprzedawał sukienki za więcej niż ona zarabiała w rok.
– Nigdy? – złociste oczy lśniły powątpiewaniem. I nie chodziło bynajmniej o trudy przeżycia na ulicy, które złamałyby go pierwszej nocy poza wygodnym łóżeczkiem. Rzucała mu wyzwanie.

Gdy powrócił nie musiał zgłaszać kradzieży. Może tylko zawłaszczenie mienia. Moody zsunęła pantofle ze stóp i wyłożyła się na biurku, energicznie szkicujac coś na znalezionej wolnej kartce. Mogło być gorzej. Mogła z nudów zacząć palić.


Czarodziej
wiek
25
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
projektant mody
Twarz o ostrych rysach, jasne włosy, jasne oczy, 190 cm wzrostu, sylwetka kogoś, kto wprawdzie nie jest wojownikiem, ale komu wyraźnie zależy na tym, aby dobrze się prezentować, więc czasem trochę ćwiczy. Zawsze dobrze ubrany - oczywiście wyłącznie w ubrania z Domu Mody

Christopher Rosier
#19
22.05.2024, 08:15  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.05.2024, 08:16 przez Christopher Rosier.)  
Nigdy nie musiał martwić się o pieniądze. Nie zaznał fizycznej pracy: nawet takimi rzeczami, jak sprzątaniem zajmował się skrzat, a posiłki Christopher zazwyczaj jadał w dobrych restauracjach lub Catherine przynosiła mu coś do Domu Mody, gdy nie chciał odrywać się od zajęć. Jego ręce były dłońmi artysty, trzymającymi ołówek, kredki, ewentualnie igłę (choć i tę zwykle wprawiał w ruch różdżką). Nie nosiły ciężarów. Pokłóciłby się z nią jednak pewnie okropnie, gdyby usłyszał, że nie pracuje, bo pracował przecież sporo, czasem całe noce nie wychodząc z pracowni, w szale twórczym albo goniony terminami.
Miał jednak bez wątpienia ten ogromny przywilej, że mógł pracować ile chciał, kiedy chciał i dla kogo chciał. Był bogaty z urodzenia, a zarabiał dość, by nie pracować choćby całe życie.
- Nigdy - potwierdził, uśmiechając się do niej, też trochę prowokacyjnie, bo przecież też celowo trochę prowokował. Nie próbował jej wprawdzie osaczyć, gdy się pochylał nie odcinał drogi ucieczki, ale doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że to nie jest niewinny gest.

Wrócił z butelką szampana i przesunął wzrokiem najpierw po swojej cennej pracowni i rozsianych wszędzie szkicach, później po Millie, wyciągniętej na jego biurku. Pracownika oczywiście za takie zachowanie wyrzuciłby pewnie przez okno, tutaj nie zgłosił pretensji: sam ją tu zaprosił, sam przesunął pewne granice, oferując tego szampana.
- Trunek podany, milady Moody. A może sir Moody? - zapytał, odrobinę kpiąco, podając jej szklankę, rzecz jasna taką odpowiednią do szampana, i to jeszcze sygnowaną znakiem róży Rosierów. Drobiazgi, przypominające, jak bardzo różne potrafiły być te dwa światy, oddzielone od siebie zaledwie o parę kroków. Zerknął krótko na jej szkic, po czym sam też porwał jeden ze swoich notatników i opadł na fotel, z notatnikiem i ołówkiem w jednej dłoni, z szampanem w drugiej. – Nie próbuj podglądać – uprzedził jeszcze, nim upił łyk szampana, a potem zaczął szkicować. Czy było to niegrzeczne? Może. Ale ona pierwsza zaczęła, poza tym chciała zobaczyć, jak pracuje, prawda?
Nie potrzebował wiele czasu, zwłaszcza że jeden projekt miał już niejako w głowie, drugi powstawał na bieżąco, a to były szkice zaledwie. Christopher właściwie głównie to robił przez całe życie: rysował i upominał materiały na manekinach czy kobiecym ciele. Spędzał na tym długie godziny, tak jak ona na patrolach, a w szkole przez wiele przedmiotów prześlizgiwał się raczej niż faktycznie je zdawał, bardziej zainteresowany własnym szkicem z boku pergaminu niż treścią wypracowania. Próżnie uważał, że gdyby chciał zostać artystą malarzem, tworzyłby najpiękniejsze dzieła sztuki. Malował zresztą czasem, ale bardziej dla rozrywki niż czegokolwiek innego: jego pasja leżała zupełnie gdzieś indziej.
– Suknia kruka – powiedział w końcu, jakiś czas później posyłając ku niej zaklęciem jeden ze szkiców. – Ale muszę przyznać, że sam widzę cię w innych strojach. Wcale nie potrzebujesz strojnych piór i wielu ozdób, Mildred – dodał, i kolejny rysunek, tym razem przedstawiający ją samą, pomknął ku Moody. – Proste kroje i dobre materiały wystarczą, twoje oczy i twarz zrobią całą resztę.
Uwielbiał strojne suknie i fantastyczne ozdoby, ale nie tylko takie miały znaczenie. Christopher nie miał jednego, bardzo charakterystycznego stylu swoich projektów: za szybko się nudził, za bardzo lubił eksperymentować. Kluczem było dobranie odpowiedniej sukni dla odpowiedniej dziewczyny – lub odpowiedniej dziewczyny do odpowiedniej sukni…
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#20
22.05.2024, 08:32  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.05.2024, 13:10 przez Millie Moody.)  
rzemiosło 0:
Rzut T 1d100 - 33
Akcja nieudana

Rzut T 1d100 - 59
Slaby sukces...

Leżała na biurku i szkicowała, choć nie były to zdecydowanie próby skopiowania jego strojów, czy stanięcie w szranki z nim i licytowanie się kto ciekawszą rzecz zaprojektuje. Mógł być tego pewien, ponieważ jej szkice nie zawierały ani grama ubrań na sobie, a drugi był trochę lepszy od pierwszego, kompletnie pobazgranego w gniewie, choć widać było spod gniewnych kresek pierwotny zamysł.

[Obrazek: ff508fbcd21131402fac2ef96e355217.jpg]

Początkowo nawet go nie zauważyła, nie zwróciła uwagi, że wszedł do środka, że miał dla niej szampana, po którego przecież tu przyszła. Skupiona na pracy, starała się wydobyć detal z lotek, nawet jeśli męskie ciało pozostało tylko w kółkach i kwadratach lekko zarysowane.
– Wszystko mi jedno – mruknęła w odpowiedzi skupiona na szkicu, choć łaskotanie bombelków po podniebieniu na moment ją otrzeźwiło. Zaraz potem wlała w siebie szampana, jakby był podrasowaną, słodzoną wodą gazowaną i oblizała wargi by nie stracić tej słodyczy. – Następnym razem przyniosę Ci trochę mojej karmelówki. Jestem ciekawa, czy też tak łatwo Ci wejdzie jak mi Twoje bombelki eleganciku. – trochę było tak, że chciała wypić, bo rysunek ją ściągał do siebie, myśli trudno było uczesać, wyprofilować, by prowadzić jakąś rozmowę. Z wielka ulgą przyjęła fakt, że sam wziął szkicownik, że nie musieli rozmawiać, a każde zajęło się swoim... projektem. To było dziwne. To było niezwykłe. To było miłe.

W końcu gdy podał jej swoje rysunki przypatrzyła im się z zainteresowaniem, choć nie dało się ukryć, że prostota i biel drugiej zaciekawiła ją bardziej. Jej twarz długo nie zdradzała myśli, tego że metafory pognały, o kanwie, o punkcie wyjścia, białej karcie, ale też o niewinności, której nikt by w niej nigdy nie zobaczył. Nikt kto ją znał. Suknia, kawałek materiału, nagle burzył i układał od nowa narrację o kimś. Wytrącał z równowagi. Niepokoił zestawieniem kontrastów.

– Dobrze. – powiedziała nagle, zachrypnięta, dziwnie zmieszana. Zsunęła nogi ze stołu i stanęła przed nim podnosząc nań wyczekujące złociste ślepia, jak kot ze śmietnika, któremu zaproponowano tłustą makrelę, a ręka która to zrobiła zamiast bić, głaskała po głowie. A potem zdjęła przez głowę swoją grantową bluzkę w piękne żaglówki, zupełnie jakby zamierzała inicjować coś więcej, coś dalej... Tymczasem odwróciła się do niego plecami i zagarniając kaskadę czerni pokazała mu piękny rozłożysty piorun zdobiący jej lewy bark, ciągnący się aż do lędźwi. – Chciałabym, żeby był w całości widoczny.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Christopher Rosier (5290), Millie Moody (3870)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa