• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 … 11 Dalej »
[01/06/1972] Wyżyny dawnej wielkości || Erik & Bard Beedle

[01/06/1972] Wyżyny dawnej wielkości || Erik & Bard Beedle
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#1
14.05.2024, 02:03  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.07.2025, 15:52 przez Baba Jaga.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Anthony Shafiq - osiągnięcie Bajarz I
Rozliczono - Erik Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic III

—01/06/1972—
Uliczki, Aleja Horyzontalna
Erik Longbottom



Maj niezaprzeczalnie zostanie zapamiętany jako miesiąc ciężki i nadzwyczaj smutny. Nie tylko dla wszystkich mieszkańców Warowni Longbottomów, którzy dalej dochodzili do siebie po śmieci i pogrzebie Derwina, ale też dla całej społeczności czarodziejów, która została skonfrontowana z tym, jak wygląda zmasowany atak Śmierciożerców na jeden z najważniejszych festiwali w trakcie roku. Lwia część czarodziejów była ofiarą tamtych zdarzeń lub przynajmniej znała kogoś, kto był na obchodach Beltane w Dolinie Godryka.

Chociaż od ataku na Polanę Ognisk minął miesiąc, tak dopiero teraz Erik miał wrażenie, że trochę wraca do życia. Czy tego chciał, czy nie, nadszedł czas, aby wziąć się w garść: dokończyć parę spraw i rozpocząć kolejny rozdział w tym przeklętym roku '72. Gdyby ktoś mu powiedział podczas zeszłorocznego Yule, że tak to się wszystko potoczy, to chyba by nie uwierzył. Pomimo tego, że należał do Zakonu Feniksa praktycznie od jego powstania. A skoro on miał takie problemy z wiarą, to co z całą resztą?

Longbottom wodził spojrzeniem za nielicznymi przechodniami, którzy przemykali chodnikami Alei Horyzontalnej. Na powrót dzieciaków z Hogwartu trzeba było poczekać jeszcze kilka tygodni, toteż ulice nie były pełne skłonnej do harców młodzieży. Było spokojnie. Paru artystów nawet rozłożyło się z obrazami przy małej galerii sztuki zlokalizowanej w podniszczonej kamienicy. Erik wygładził poły uniformu Brygady Uderzeniowej; był akurat na przerwie, ale niedługo miał zacząć patrol. Jego uwagę przykuł spory obraz przedstawiający szkockie góry.

Zawsze kojarzyły mu się z siłą. Z pokonywaniem własnych ograniczeń i niekończącej się drodze ku wielkości i szlifowania własnych umiejętności. Eh, gdyby tylko wiedział, że za parę dni Brenna postanowi zabrać go na małe polowanie na górskie trolle. Zbliżył się do wystawy, wodząc wzrokiem po tym małym dziele sztuki. Obraz był ładny, jednak nie pasował do żadnego wnętrza w Warowni. A przynajmniej teraz Erik nie potrafił sobie o żadnej przypomnieć.

A jednak korciło go, aby mieć ten widoczek na własność. Przypominałyby mu o tych wszystkich chwilach, gdy musiał walczyć sam ze sobą i...

Ogarnij się w końcu, pomyślał tępo Erik, obracając różdżkę między palcami. Rozbiegane spojrzenie na chwilę zeskoczyło z przeciwnika, aby zwrócić się do widowni. Całkiem sporej jak na zwykły sparing, na jaki namówił go dziadek Godryk. To tylko taka pokazówka mówił! Dla rozrywki! Teraz młody Longbottom zastanawiał się dla czyjej rozrywki? Innych członków klubu pojedynku, którzy raczyli zjawić się w jego głównej siedzibie w Londynie czy zaproszonych gości o czystokrwistym pochodzeniu, którzy byliby skłonni rzucić parę groszy za dobry spektakl?

Miał do czynienia z doświadczonym przeciwnikiem. Wiele razy widywał go podczas sparingów, jednak do tej pory nie skrzyżowali różdżek publicznie. A to wcale nie napawało Brygadzisty jakimś entuzjazmem. Z drugiej strony, gdyby udało mu się wygrać... Przy wszystkich... Chyba nie byłoby osoby, która by mu nie pogratulowała! Longbotom wziął głęboki oddech i pokłonił się przed przeciwnikiem, a kiedy nadeszła pora, aby zacząć... Zdecydował się na ofensywę, postanawiając posłać w stronę przeciwnika ognistą wstęgę.

(Kształtowanie) Wyczarowanie wstęgi ognia x2
Rzut PO 1d100 - 91
Sukces!

Rzut PO 1d100 - 90
Sukces!


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#2
17.06.2024, 18:20  ✶  

Jego przeciwniczka, Phoenix Black spoglądała hardo lodowacie błekitnym ślepiem na młodzika z którym miała się zmierzyć. Widział jej walki, wiedział, że walczy brudno, na pograniczu zasad, naginając je do swojej woli tak, aby zwycięski pojedynek nie był z przyczyn formalnych jej ostatnim. Wysoka, smukła, spod mankietu szaty wystawały tatuaże bogato zdobiące jej skórę. Była ścięta krótko, podgolona na karku, choć z długą grzywą zarzuconą do przodu twarzy, przesłaniającą drugie oko. Obserwowała go czujnie, czekając na pierwszy krok, z życzliwości jaką można oddać świeżakowi.

Erik świsnął w kobietę stojącą po drugiej stronie ringu ognistym biczem, który wyszedł mu doskonale. Brawo, dziesięć punktów dla Gryffindoru. Jeszcze gdy leciał w stronę przeciwniczki, dostrzegł słabe halo tarczy, ale zaraz potem tarcza zniknęła a płomień uderzył prosto w niewiastę. Zamiast jej krzyku jednak, zamiast swądu palonej skóry, Longbottom usłyszał donośny, nieprzyjemnie wgryzający się w uszy śmiech.

– Nieprzygotowany do walki, dlaczego mnie to nie dziwi? – Krzyknęła w jego stronę postępując krok do przodu, z wysoko uniesioną ręką z różdżką, którą teraz kręciła kółka, jak gimnastyczka szarfą. Akompaniament ognistych języków kręcił się wkoło, czerwono-złotą migotliwą wstęgą. Cmoknęła kilkukrotnie kiwając głową na boki z kpiącym niedowierzaniem, nie przestając bawić się ogniem.
– Dziadek z pewnością nie jest zadowolony, że nie odrobiłeś pracy domowej. Nie wiesz chłopczyku, że moją matką jest Parkinsonówna? – Na Sali zapanowało absolutne milczenie. Nikt nie odważył się spojrzeć na zasiadającego na honorowym miejscu obserwatora Godryka, który z palcami złożonymi w piramidkę obserwował całe starcie. Oceniał. Wyczekiwał.

Zaraz potem Phoenix smagnęła swoją giętką, kilkunastocalową różdżką przeformułowując ognistą wstęgę na cienką żyłkę, która miała owinąć się wokół kostek młodego członka klubu, unieruchomić, a kto wie, może powalić na ziemię.


Rzut PO 1d100 - 94
Sukces!

Rzut PO 1d100 - 41
Sukces!
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#3
17.06.2024, 23:33  ✶  
Przeklął krótko pod nosem, pozostawiając kolejne słowa siarczystej wiązanki w odmętach swojego własnego umysłu. Powinien był się domyślić, że ''zdolność'' kobiety mogła zadziałać i w tym przypadku. Przechwałki na temat odporności na ogień przed innymi członkami Klubu to jedno...

Bądź co bądź, Phoenix przedstawiała się pod nazwiskiem Black, a dodatkowe ochrony przed zaklęciami tego konkretnego żywiołu można było powiązać z zaklinaniem własnych ciuchów. Wprawieni krawcy z najlepszych pracowni magicznego Londynu na pewno mogli bez problemu wpleść takie czary między szwy kurtki, spodni czy bluz sportowych.

Niestety, jakby na to nie spojrzeć Erik dalej okazał się... głupcem. Jeśli jakoś wykaraska się z tej opresji, będzie mógł opowiadać, jak to chciał ''przetestować'' mityczne bariery Parkinsonów, ale jeśli przegra... Cóż, na pewno usłyszy całą litanię na temat tego, że przecież mógł przewidzieć jej posunięcia. Mógł dowiedzieć się o niej więcej. Znaleźć luki w jej strategii. A zamiast tego po prostu ruszył do przodu, nie myśląc o niczym innym. Błąd. Głupi błąd.

Rozsądek podpowiadał, że powinien wznieść tarcze ochronne. Zminimalizować potencjalne obrażenia, skoro kobieta planowała obrócić jego atak przeciw niemu samemu, dodając od siebie specjalną posypkę. Magia rozpraszania nigdy jednak nie była jego mocną stroną. Za to refleks... Lata treningów i grania w szkolnych rozgrywek musiały się na coś zdać. Nie zapewni mu to dużej przewagi, nie będzie w stanie tak szybko wykonać kontry, ale... Precyzyjny unik mógłby wytrącić jego przeciwniczkę z równowagi.

(Aktywność Fizyczna) Próba uniku x2
Rzut PO 1d100 - 13
Akcja nieudana

Rzut PO 1d100 - 29
Akcja nieudana


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#4
21.06.2024, 19:46  ✶  

Unik wyszedł jak wyszedł. Widzowie tej walki spekulowali później, czy to Erik był za wolny, czy niezgrabny, czy może Phoenix zwyczajnie zamachnęła się z werwą amazonki, doświadczeniem kobiety, która nie raz trzaskała z magicznego bicza. Złocista lina owinęła się wokół kostek i rosły mężczyzna runął na ziemię. Nie oznaczało to przegranej. Jeszcze nie... Miał jednak teraz spore utrudnienie by się podnieść - dosłownie i metaforycznie, by wywalczyć sobie przewagę.

Tymczasem Blackówna upojona zwycięstwem zacisnęła kościste dłonie mocniej na swoim złocistym narzędziu upokorzenia i zaczęła się śmiać, okrutnie, gardłowo.
– No dalej piesku, pokaż że potrafisz coś więcej, niż obrastanie futrem raz w miesiącu! – warknęła do niego, ale wcale nie cicho. Prowokacja odbiła się echem szeptów po trybunie, coraz więcej osób odważało się spojrzeć w stronę Godryka, gdy ciekawość przeważała nad strachem. Ale stary Longbottom siedział tylko i obserwował błękitnymi oczyma całe zajście, milcząc jak marmurowy posąg w świątyni.

Oponentka upojona dotychczasowymi sukcesami, w pysze chwyciła różdżkę między zęby i oburącz ciągnąć swoją stronę liny szarpnęła gwałtownie kilkukrotnie, próbując ściągnąć Erika ku sobie, być może nieco szarżując, bo jej mięsnie wcale nie miały kroju atletycznego.


Rzut N 1d100 - 43
Slaby sukces...

Rzut N 1d100 - 99
Sukces!

w przypadku niepowodzenia węzeł rozluźnia się uwalniając przeciwnika
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#5
24.06.2024, 22:44  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.06.2024, 22:45 przez Erik Longbottom.)  
Szczęście w nieszczęściu, że jego przeciwniczka zdecydowała się na owiązanie mu zaklętą liną jedynie kostek. Gdyby sięgnęła po coś mocniejszego pokroju zaklęcia Incarcerous, byłby w dużo większych tarapatach. A tak... Dalej mógł korzystać z różdżki, którą jakimś cudem udało mu się utrzymać w dłoniach pomimo niezbyt chwalebnego upadku. W przeciwieństwie do gości Klubu Pojedynków nie miał zbytnio czasu zerkać na Godryka, czy nawet odpyskować na prowokację ze strony kobiety.

Poczuł jednak w kościach, że gdyby popchnęła go nieco dalej, pobawiła się jego kosztem jeszcze dłuższą chwilę, zaczęłaby faktycznie igrać z ogniem. Może i obrastał futrem raz w miesiącu, ale potencjalnie mógł wytargać wilczego ducha na zewnątrz samą siłą woli. Wymagałoby to ogromnego zacietrzewienia i złości skierowanej ku kobiecie, ale mógłby to zrobić. Czy była jednak tego warta? Czy chwila zastraszenia i panika w oczach wszystkich zebranych była warta tego, aby pozwolić, żeby Phoenix poczuła oddech wilkołaka na swojej skórze?

Nie. Ale za to Erik wpadł na pomysł - ryzykowny bo ryzykowny, ale jednak. Zacisnął mocno palce na różdżce i szarpnął całym ciałem, próbując wycelować w linię, za którą ciągnęła Parkinson. Może nie uda mu się jej łatwo wyrwać, ale przy odrobinie szczęścia, mógłby spróbować sam się wyplątać z liny. Iskry. Modląc się w myślach o to, aby zaklęcie nie obróciło się przeciwko niemu, Longbottom wycelował w linę z zamiarem wyczarowania iskier, które miały przejechać po linie ku Phoenix, zmuszając ją do opuszczenia liny pod wpływem ładunku magicznego. A może i różdżki pomyślał Erik. Raz Longbottomowi śmierć.

(Kształtowanie) Wyczarowanie iskier x2
Rzut PO 1d100 - 23
Akcja nieudana

Rzut PO 1d100 - 88
Sukces!


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#6
25.06.2024, 19:15  ✶  

Lina wpijała się boleśnie w kostki, zostawiając pod nienaruszoną nogawką krwiaki i sińce od zacisku i szarpnięć, których moc zaskakiwała chyba nawet samą Phoenix. Patrząc na zaciekłość z jaką walczyła kobieta, na jad który wypadał z jej ust, nie sposób było nie odnieść wrażenia, że jest w niej jakaś zadra, która teraz, na ubitej ziemi "Klubu Pojedynkowego" znajdowała swoje ujście. Szczupłą twarz wykrzywiał grymas, przydługa grzywka lepiła się do białego, naznaczonego żyłami czoła, a w oczach jarzyła się wściekłość pompująca w jej ramiona siłę.

Nikt jednak nie mógł odczytać powodów, choć dwóch magów posiadających możliwość podejrzenia nici powiązań, pozwoliło sobie na tę małą, nie do końca uprzejmą aktywność podglądactwa i bez zdziwienia odkryło czarną jak nazwisko kobiety nić, biegnącą od niej do młodego pojedynkowicza. Cóż też było powodem? Spekulacje przychodziły same widowni do głowy, nawet tej części, która nie widziała obsydianowej linii biegnącej wprost z serca do serca. Czyżby było to jakieś zastałe nieporozumienie z czasów szkolnych? A może zwykła zazdrość o splendor jaki w naturalny sposób spływa na dziedzica Warowni z Doliny Godryka? Wiadomo było, że Phoenix jest z bocznej, nieco zubożałej linii. Takiej, której nie przeszkadzały jej wyszczekany język, chłopięcy ubiór i ciało pokryte tatuażami. Może różnice majątkowe były powodem. Faktem było, że nigdy dotąd nie szarpała się tak zajadle, wygrywając i przegrywając bez słowa, lecz nie teraz, zdawało się, jakby czekała na tę walkę od momentu przekroczenia przez Erika drzwi tego miejsca.

Tak teraz ściągała młodego mężczyznę, jak upolowanego we wnyki wilka, który nie miał szans z metalowymi zębiskami zaciśniętymi na stopach. Szczęśliwie nie był wilkiem, a czarodziejem, powstrzymał bestię, która z zainteresowaniem być może czekała wypuszczenia z klatki. Czy byłoby to honorowe zwycięstwo? Czy byłoby godne z nazwiskiem, które nosił? Pomimo upodlenia skoncentrował energię i posłał inny żywioł na pomoc. Iskry pognały po przewodzie, ślizgając się po jego mieniącej się blado-złotym światłem prosto w ręce zaskoczonej Phoenix, która zbyt pewna siebie, nie spodziewała się kontrataku.

– Szmata... – sarknęła, piorun przypalił ją lekko, nawet gdy momentalnie wypuściła magiczną linę z dłoni. Utracona koncentracja sprawiła, że w tym samym momencie wiązania uniemożliwiające powstanie z ziemi zniknęły. Erik znów był wolny, a czy impet wypuszczonej gwałtownie liny nie odwrócił ich położenia?


Utrzymanie równowagi. Porażka oznacza upadek, sukces utrzymanie bojowej pozycji.
Rzut N 1d100 - 38
Akcja nieudana

Pamiętanie o różdżce między zębami. Porażka oznacza, że różdżka wypadła na ziemię, sukces, że ma ją w ręku.
Rzut N 1d100 - 77
Sukces!
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#7
25.06.2024, 22:37  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.06.2024, 22:55 przez Erik Longbottom.)  
Nie miał pojęcia, co konkretnie aż tak rozzłościło Phoenix, że postanowiła wyładować na nim wszelkie swoje frustracje. Zazdrość? Chęć pokazania, że kobieta-wojowniczka też zasługuje na uznanie i poważanie pośród konserwatywnych członków Srebrnych Różdżek? No przecież nie zabiłem jej psa, pomyślał z przekąsem Longbottom. Kiedy cała ta pokazówka się skończy, powinien zapytać Godryka, co tak naprawdę wiedział o tej czarownicy.

Wprawdzie świat czarodziejów szedł do przodu i przypadki jawnej dyskryminacji kobiet pozostawili względnie daleko w tyle, tak zdaniem co poniektórych kobiety dalej powinny trzymać się z daleka od magii bojowej i wszystkiego, co ''agresywne''. Może to dlatego droga przyjaciółka Erika z czasów szkolnych, która trudniła się łowiectwem, miewała co jakiś czas spięcia z klientami z bogatych domów? A może powód zawiści Parkinson tkwił gdzie indziej?

W oczach Erika błysnęły zadowolone iskierki, gdy okazało się, że pierwsze zaklęcia zadziało zgodnie z planem. Wprawdzie poczuł, jak prąd przebiegł także po drugiej stronie zaklętej linii i jego smagając ostrymi jak igła nakłuciami, jednak był w stanie to przeżyć. Nie powinnaś tak o sobie mówić, skomentował bezgłośnie Erik, wydychając gwałtownie powietrze przez usta. Gdy zdołał wyplątać kostki z lin, skierował różdżkę tuż pod stopy Phoenix.

Pierwsza myśl? Transformacja pola bitwy. Mógł pójść w teatrzyk, zabawić się jej kosztem, tak jak ona igrała chwilę wcześniej z nim samym. Usunąć zaklęty dywan spod jej nóg i sprawić, że wywaliłaby się z impetem na podłogę. Druga myśl? Za duże ryzyko. Co, jeśli różdżka mu się omsknie i sam zaraz wyląduje na podłodze. Potrzebował czegoś, co zapewni mu te kilka sekund marginesu czasowego, aby przemyśleć kolejny ruch. Ruchome piaski, zdecydował, wykonując zamach różdżką. Przy pomocy magii transmutacyjnej chciał przekształcić podłoże pod Phoenix, sprawiając, że zaczęłaby się w nim powoli topić..

Następny ruch był w gruncie rzeczy zostawieniem wszystkiego szczęściu. Samej różdżki Phoenix niezbyt mógł tknąć; magia translokacyjna nie była jego mocną stronę, ale gdyby tak sięgnąć po kształtowanie i wymusić na różdżce, aby wyślizgnęła się spomiędzy palców kobiety… Tak, to mogłoby się udać.

(Transmutacja) Zaczarowanie podłoża
Rzut N 1d100 - 78
Sukces!

(Kształtowanie) Wytworzenie ciśnienia wokół różdżki Phoenix
Rzut PO 1d100 - 78
Sukces!


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#8
27.06.2024, 18:52  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.06.2024, 19:27 przez Bard Beedle.)  
Iskry zatańczyły w złocisto-zielonych oczach Erika, iskry przysmażyły dłonie, ale nie to było największym zmartwieniem hardej Phoenix Black. Siła z jaką ciągnęła wielkie ciało swojego przeciwnika do siebie i impet jaki powstał z braku podparcia w postaci tejże magicznej liny sprawił, że zachwiała się utraciwszy równowagę i upadła boleśnie na dywan podłużnego toru pojedynkowego.

Z wściekłością nie było jej do twarzy, szczęśliwie dla niej zaciśnięte w gniewie zęby nie pozwoliły wysmyknąć się hebanowej różdżce, szczęśliwie dla niej pojedynek wciąż trwał. Pokój był kłamstwem, czy więc jej pasja przyniesie jej zwycięstwo? Czy furia szarpiąca sercem będzie dobrym doradcą? A może szczęście raczej sprzyjało odważnym, podejmującym ryzyko? A może tym, którzy w ostrożności trzymali się swoich mocnych stron?

Ona podążała inną, przeciwną do Longbottoma ścieżką. Panna Black płonęła, jej aura z pewnością jarzyła się obecnym na sali aurowidzom czerwienią przetkaną czernią krwi i własnych uprzedzeń. Sala milczała, sala nie oddychała, choć wydarzenia następowały po sobie błyskawicznie, każda sekunda odcinana była plasterek po plasterku, wszystko zdawało się dziać w zwolnionym tempie.

Sprowadzona do parteru w odpowiedzi Longbottoma dostrzegła, że splata kolejne zaklęcie. Ogień pasji zatańczył w zmrużonych oczach przesłoniętych czarną, lepiącą się od potu grzywką, a to dodawało jej siły by nie przestawać walczyć o swoje. Złapała pewnie za różdżkę uwalniając jadowite wargi.
– Nie zrobisz tego! – siła krzyku dała jej moc, choć przecież nie była zbyt władna w rozpraszaniu zaklęć. Jego próba transmutowania dywanu spełzła na niczym, ziemia nie uwięziła jej, ani nawet nie stała się giętka jak guma by utrudnić jej powstanie. Cala próba spełzła na niczym, więc nim cokolwiek się zadziało przeszła do ofensywy by znów dzięki wewnętrznej energii zawłaszczyć zwycięstwo dla siebie. Pół leżąc, wspierając się ledwie na jednej ręce, zamachnęła się przywołując znów złocisty bicz, smagając nim bezlitośnie Erika po twarzy. Wszystko by zmazać ten pyszałkowaty uśmiech, pełen poczucia wyższości i przekonania, co do jednej słusznej drogi. Wszystko po to, by upokorzeniem wyszarpać zwycięstwo, zdemaskować prawdę, napompowaną szumnymi hasłami o honorze, pierdoleniu o równości i panowaniu nad sobą. Wszystko by poczuć smak krwi w ustach z rozciętego policzka przypudrowanego lalusia.

Smagnięcie pręgą odcisnęło się na twarzy przeciwnika, lecz uśmiech zwycięstwa nie zagościł na twarzy czarnej walczącej z nim duszy. Wraz z wyrzutem ramienia, bez pudła Longbottom trafił w jej dłoń, kształtując wewnątrz ciśnieniową piłkę rozwierającą palce. Różdżka wypadła na ziemię, a sekundy dzieliły dwie moce od ostatecznej konfrontacji decydującej o tym, czy pojedynek będzie trwał nadal, czy zakończy się przegraną rozbrojonej.

Rozproszenie na transmutacje gruntu
Rzut N 1d100 - 97
Sukces!

Złocisty bicz
Rzut PO 1d100 - 97
Sukces!
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#9
27.06.2024, 22:00  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.06.2024, 22:38 przez Erik Longbottom.)  
Gdyby Erik znajdował się pośród licznie zgromadzonej na sali gawiedzi, zapewne postrzegałby Phoenix w kategorii dzikiej bestii. Europejskiej wilczycy, egzotycznego jaguara czy czarnej jak noc pumy, która mogła w każdej chwili oderwać człowiekowi ramię i pozostawić resztę ciała na pastwę natury, a w tym też i innym zwierząt. Czy gdyby poddał się teraz jej woli, skończyłby jako jedyna ofiara? A może odrzuciłaby go zaraz jak zabawkę, aby szukać kolejnego rywala, na którym mogłaby wyładować swoje frustracje.

Złość nie była dobrym przewodnikiem; młodym czarodziejom i czarownicom wmawiano to już od pierwszych lat nauki w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. Chociaż ich magiczne zdolności były w dużej mierze manifestacją ich emocji opruszoną iskierkami mistycznej siły, tak raczej zachęcano, aby młode pokolenie skupiało się na tym, co dobre i sprawiedliwe, zamiast wchodzić po szyję do basenu swych najgorszych uczuć, licząc, że te pomogą wymierzyć przeciwnikowi kolejny cios.

Przeklął siarczyście, gdy siła zaklęcia kobiety przekroczyła jego własną, praktycznie kompletnie anulując efekty magii transmutującej. Zbyt nieprzewidywalna, pomyślał z niezadowoleniem. Za grosz ogłady. Za grosz wyczucia. Napędzana ambicją, chęcią zwycięstwa i wywalczenia wyższości swych idei za pomocą kilku ruchów różdżki. Jak daleko mogłaby zajść, gdyby... Nie miał nawet szansy, aby głębiej się nad tym zastanowić, bo zaraz smagnął go po policzku zaklęty bicz. To na szczęście nie powstrzymało go przed ukształtowaniem kolejnego czaru.

Różdżka Phoenix wypadła z jej dłoni, a to z kolei otwierało Erikowi pole do kolejnego manewru. Krok pierwszy: zmniejszyć widoczność. Wyczarowana chmura ciemnej mgły powinna wystarczyć. A co dalej... Accio, pomyślał, celując swoją różdżką w stronę hebanowej broni panny Black. Szarpnął za rączkę, licząc, że różdżka przeciwniczki potoczy się w jego stronę i wyląduje tuż przy bucie.

(Kształtowanie) Wyczarowanie zasłony z ciemnej mgły wokół Phoenix
Rzut PO 1d100 - 45
Sukces!

(Translokacja) Przemieszczenie różdżki Phoenix do stóp Erika
Rzut N 1d100 - 83
Sukces!


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Tło narracyjne
koniecpsot1972
zasady korzystania
rzuty kością
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarodziej nieznanego statusu krwi, będący baśniopisarzem oraz autorem książki Baśnie Barda Beedle'a. Żył w XV wieku, ale większość jego życia pozostaje dla nas tajemnicą.

Bard Beedle
#10
28.06.2024, 15:57  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.06.2024, 15:59 przez Bard Beedle.)  
Z roztoczonej przez Erika zasłony dobył się wrzask irytacji, a gdy hebanowa różdżka przeciwniczki trafiła w jego dłonie, dopiero wtedy zza ciemnej chmury wyłoniła się rozczapierzona biała dłoń czołgającej się ku niemu Phoenix.

Uniósł obie różdżki w górę, przeciwnik został rozbrojony. Pojedynek zakończony.

Kobieta dźwignęła się, jej ciało było naprężone, jakby gotujące się do skoku, jakby dla niej wyzwanie wciąż trwało, nawet jeśli nie na magię, to na siłę mięśni. Nawet jeżeli pod tym względem nie miała z Longbottomem najmniejszych szans. Mężczyzna mógł być pewien, że sekundy dzieliły ich od ponownego ataku.

A wtedy rozbrzmiał głośny sygnał oznaczający koniec pojedynku. W sali wybrzmiewał wzmocniony głos sędziego ogłaszający zwycięstwo Longbottoma. Wzniósł się zwyczajowy rejwach, oklaski, pokrzykiwania uznania dla refleksu i szybkiego ciągu zaklęć. Tymczasem czarne źrenice pochylonej, wciąż wściekłej Black były utkwione w nim, nieprzerwanie. W końcu drgnęła i podeszła, ale nie po to by znów, zgodnie ze zwyczajem uścisnąć sobie dłoń. Gwałtownie wyrwała mu swoją różdżkę z dłoni.

– To nie koniec. Kiedyś... kiedyś spotkamy się znów, a wtedy pozostanie po Tobie tylko krwawa plama. – syknęła przez zaciśnięte zęby tak, że tylko Erik mógł ją usłyszeć, po czym odwróciła się i bez słowa opuściła Klub pojedynkowy, by nigdy więcej się w nim nie pojawić...
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Bard Beedle (1478), Erik Longbottom (2075)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa