— Tak, dokładnie...
Skinęłam głową, gdy do Sama docierało, że ludzie bywali bardziej skomplikowani i nieprzewidywalni, niż nam się to wydaje. Wydałam ciche parsknięcie śmiechu, gdy wspomniał źle narysowany skrzyp. Rzeczywiście, totalna czerwona flaga. Ale już zmarszczyłam brwi o historii ze szczurem.
— Powiedziałabym, że bardziej niż nieuprzejme. Takie coś mogłoby bardzo popsuć jej renomę... Ale dobrze, że pan Longbottom zapewnił dobre zakończenie... Wiesz, wydaje mi się, że on jest po prostu dobrym człowiekiem, dlatego chciał usprawiedliwić zachowanie Neila.
Po tym jednym spotkaniu z nim ciężko było wnioskować cokolwiek o moralności pana Longbottoma. Z pewnością posiadał dobre maniery, ale nie wiadomo, co się może pod tym skrywać... Chociaż tak oświecony człowiek jak on z pewnością kieruje się szlachetnymi motywami. Szczególnie z takiej rodziny!
Uśmiechnęłam się na miłe słowa Sama, chociaż było to trochę niezręczne i zawstydzające. Najwyraźniej pomogłam mu trochę odsapnąć po skomplikowanych wydarzeniach z Neilem, ale przez to uwaga przeniosła się trochę na mnie... a to stresujące.
— Czyli jednak ten nieszczęśliwy maj przyniósł też jakieś dobre owoce... Wiesz, sama też nie mam dużo znajomych i nie mam potrzeby posiadania więcej... Ale to się przydaje. Moja babcia, na przykład, przez to, że zna tyle osób, była w stanie znaleźć mi miejsce, tu, u Lysandra.
Wyobraziłam sobie pana Longbottoma bez butów... na piasku... na plaży... Oświetlonego tak jak wtedy, gdy oblały go pojedyncze promienie zachodzącego słońca.
— Bez butów... Nie, ale chcia... Nie, znaczy, nie poznałam go przez Lysandra. Poznałam go na polach. Spacerował, biegał... Cóż, był nieco zmęczony w każdym razie. Ma uczulenie na szałwię. Rozmawialiśmy. O wróżbiarstwie. — Nie zdawałam sobie sprawy, że moje wewnętrzne rozmarzenie wylewa się w mowie i ekspresji. — To naprawdę niesamo... wity człowiek. — Ale powoli zaczęłam to zauważać i pilnować się w słowach. — W sensie, no wiesz, bardzo dużo wie, hm, o wróżeniu i tak dalej... Jest bardzo taki... uduchowiony.
I niesamowicie przystojny, ale tego już na głos nie powiem.
— A ty... Znasz go jakoś... lepiej niż z widzenia?
Nawet jeśli nazywał go PANEM Morpheusem to być może mieli jakiś regularny, przyjazny kontakt. Liczyłam, że tak. I że mogłabym z tego jakoś skorzystać.