• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 … 16 Dalej »
[grudzień 1970] Światło i ciemność

[grudzień 1970] Światło i ciemność
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#1
16.05.2024, 13:52  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.08.2024, 17:08 przez Król Likaon.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic V

O tej porze roku zmrok zapadał szybko, a angielska jesień postanowiła udowodnić chyba, że wszystkie krążące o niej stereotypy są prawdziwe: było chłodno, deszczowo i mgliście, i powoli zamieniała się w chłodną, błotnistą zimę, z opadami deszczu zmieszanego ze śniegiem. I Brenna zastanawiała się mimowolnie, czy data, jaką wybrał Voldemort na ujawnienie światu swojej obecności, była związana z tym, że dopiero teraz poczuł się dość silny, czy też może celowo zrobił to w samym sercu jesieni: kiedy świat ogarniały zimno i ciemność, kiedy łatwiej było poddać się beznadziei... i kiedy mieli przed sobą całą zimę pełną długich, mrocznych nocy.
Idealnego czasu na przepuszczanie ataków.
Yule tego roku nie zapowiadało się zbyt wesoło. Przynajmniej nie w czarodziejskim świecie. W mugolskim Londynie, przez który wędrowała jakiś czas po zmierzchu, tuż po tym, jak skończyła swoją zmianę, pojawiały się już świąteczne ozdoby, a ludzie biegali za sprawunkami i prezentami, zupełnie nieświadomi, że tuż obok nich zaczyna się wojna. Brenna mijała całe tłumy przechodniów, łatwo ginąc w tłumie mugoli, odziana absolutnie nijako, w brązowy, bezkształtny płaszcz, bury szalik i ciemne spodnie. Zerkając w swoje odbicie w jednej z mijanych witryn, widoczne w blasku latarni, pomyślała, że Jonathanowi Selwynowi to się bardzo nie spodoba. Nie, żeby to miało znaczenie. Zresztą, Brenna naprawdę umiała się ubrać stosownie do okazji, a ta okazja to akurat „nie chcę, by ktoś zwrócił na mnie uwagę”.
Wysłała karteczkę z prośbą o spotkanie wcześniej, bo Selwyn był zajętym człowiekiem. Tu praca, tu randka, tam spotkanie z przyjaciółmi, tam kolejna randka, a później jakaś premiera w teatrze, czy co on tam jeszcze nie wymyśli. I głównie przez to, że już ten list wysłała, w ogóle się tu pojawiła, bo miała ochotę wycofać się w ostatnim momencie. Wcale nie była pewna, że to dobry pomysł. Jonathan był Gryfonem z krwi i kości, o tym, że nie ma niczego przeciwko mugolakom, poinformował cały świat dwadzieścia trzy lata temu, a w Warowni bywał, dokąd właściwie tylko Brenna była w stanie sięgnąć pamięcią. Umiał się bronić i miał bardzo szerokie znajomości, które mogły się im przydać – a Brennie mgliście zaczęło się wydawać, że wiele to nie osiągną, jeśli wszyscy ludzie Dumbledore’a co do jednego będą aurorami albo Brygadzistami.
Jonathan Selwyn był jednak także kimś, kto lubił błyszczeć, a to jak dobrze kłamał, stanowiło broń, która mogła razić w dwie strony.
Na szczęście Brenna nie zdążyła jeszcze dorobić się zaawansowanej paranoi - ta dopiero kiełkowała w jej głowie i sercu - ostatecznie więc stanęła na progu kamienicy należącej do Selwyna.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#2
16.05.2024, 21:02  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.05.2024, 21:04 przez Jonathan Selwyn.)  
Jonathan zazwyczaj lubił te angielskie późne jesienie. Jak to przecież zwykł powtarzać wrzesień był od przyjemnych spacerów pośród kolorowych liści i dekorowania nimi domów, październik od wywieszania kiczowatych szkieletów, a listopad i początek grudnia powinny być zarezerwowany na przechadzanie się wieczorami po zamglonych ulicach i czucie się niczym blade dziewczę z powieści gotyckiej. Z tym, że jednak ten listopad był inny, a grudzień, chociaż mugolska dzielnica, w której mieszkał powoli dekorowana była w kolorowe światełka i inne ozdoby, nie zapowiadał się lepiej i nic na razie nie było w stanie rozwiać ponurych chmur, które wisiały nad głową Selwyna od 18 listopada tego roku.
Co prawda Jonathan od razu zaznaczył przyjaciołom, że miał jak najgorsze zdanie o tym samozwańczym "Czarnym Panie", ale i tak starał się nie pokazywać, jak bardzo tym się przejął. Myśli Selwyna wciąż krążyły wokół tych kretyńskich postulatów i ataków Śmierciożerców, a z każdym przeczytanym na ten temat artykułem jego złość jedynie wzrastała. Teraz zresztą siedział w swoim gabinecie, tak pochłonięty wbijaniem wzroku w kolejny nagłówek, jakby w ten sposób, mógł rzucić na kogoś klątwę, że w pierwszej chwili nie usłyszał swojego skrzata domowego informującego, że ktoś na niego czeka przy drzwiach. No tak. Brenna. Byli umówieni. Szybko wstał od biurka, złożył gazetę i ruszył do drzwi wejściowych, przyklejając na twarz swój typowy uśmiech. Nie miał pojęcia czego chciała od niego młoda Longbottom, ale wizyty od niej nigdy by nie odmówił.
– Brenno, witaj, miło cię widzieć moja droga, proszę cię wejdź – powiedział na powitanie, wpuszczając czarownicę do przedpokoju, na którego jednej ze ścian wpatrywali się w nich ludzie, zupełnie jakby czekali na przedstawienie.
Gdy tylko Selwyn zamknął za nimi drzwi przyjrzał się młodszej czarownicy nieco krytycznie, chociaż oczywiście starał się tego nie okazywać. Na miłość Merlina, czy Longbottomowie zapomnieli o zaopatrywaniu swoich młodych w odpowiedni ubiór? Z tym płaszczem jeszcze dało się zrobić coś ciekawego, ale ten szalik? Mroczne czasy najwyraźniej nastały już wszędzie. Będzie musiał dać jej jeden ze swoich, zanim stąd wyjdzie. Na całe szczęście miał całkiem pokaźną kolekcję.
– Dobrze wyglądasz. Nowa uczesanie, czy to po prostu wiatr zrobił swoje? Jak się czujesz? – mówił, czekając, aż czarownica zdejmie swój płaszcz. – Nawet nie jestem w stanie wyobrazić sobie ile musisz mieć teraz pracy. Napijesz się czegoś?
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#3
17.05.2024, 13:50  ✶  
– Cześć. I to geny Potterów zrobiły swoje. Myślisz, że dlaczego moi krewni wynaleźli Ulizannę? – powiedziała, ściągając najpierw szalik, który tak poraził zmysł estetyczny Selwyna (to był zwykły, bury, za to ciepły szalik), a potem płaszcz. Uśmiechnęła się półgębkiem, wyłapując to krytyczne spojrzenie, choć niepewna jeszcze, czy dotyczy jej fryzury, szalika, okrycia, butów czy może całokształtu obrazka. Pewnie normalnie postarałaby się bardziej, z szacunku dla jego oczu, ale tym razem po pierwsze spieszyła się tutaj prosto z pracy, po drugie naprawdę nie chciała przyciągać w okolicy uwagi. Wolała zniknąć w tłumie mugoli, przewijających się przez dzielnicę. Włosy faktycznie miała rozczochrane, może ciut bardziej z powodu wiatru: jeśli nie użyła specyfików potterowskich, często sterczały na wszystkie strony świata. Chłód zaróżowił policzki, a nos miała czerwony, bo ledwo zanim tu weszła, wycierała lekko piegowaty nos.
– Świetnie, wprost doskonale. I mamy więcej pracy, ale nie jest tak tragicznie, myślę, że prawdziwe zamieszanie panuje w Biurze Aurorów.
Było w tym coś zabawnego, że Brenna nigdy, nawet przez pięć minut, nie miała ochoty robić kursu aurorskiego, bo wolała nie wpychać się za mocno w śledztwa dotyczące czarnoksiężników. Tymczasem teraz wmieszała się w coś, co było absolutnie pełne czarnoksiężników, i jeszcze chodziła po świecie, wciągając w to innych. Ostrożnie rzecz jasna, wybierając tych, których była pewna, ale wciąż…
– Nie trzeba. Jesteś sam? Chciałam chwilę pogadać. Hm… właściwie to przyszłam zaproponować ci coś absolutnie nieodpowiedzialnego, nierozsądnego, niebezpiecznego, problematycznego, z zyskami trudnymi do przewidzenia i do odebrania w potencjalnie dalekiej przyszłości… – wyrecytowała, uśmiechając się do niego, a potem rozłożyła ramiona, w takim trochę geście bezradności. – Nie robię najlepszej reklamy, co?
Ale przecież w tej chwili potrzebowali głównie osób, które na coś takiego faktycznie są gotowe. I takich, które dokładnie będą wiedziały, na co się piszą. Potem, w przyszłości, mogli myśleć o budowaniu sieci osób, nie wiedzących zbyt wiele, wykorzystywania ich umiejętności, nie wciągając w nic głębiej, tworzyć dalej idące struktury… w tej chwili jednak byli w proszku, Brenna, mimo całej wiary w Dumbledore’a, miała mnóstwo wątpliwości i nie wiedziała nawet, w jaki sposób powinna zabierać się do takich rozmów. Tak bardzo się do tego nie nadawała, do licha.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#4
17.05.2024, 15:31  ✶  
Roześmiał się na tę uwagę.
– No tak. Jeden z najbardziej kluczowych wynalazków naszego świata – stwierdził rozbawiony, nie dodając już, że uważał, że Potterowie nie powinni się zatrzymywać w swoich odkryciach i pójść o krok dalej. On na przykład, chociaż nie miał problemów z niesfornymi włosami, na pewno chętnie by kupił zapas Ulizanny, która pozostawiałaby we włosach złoty połysk. Albo farbowała siwiznę na jakiś ciekawy kolor. No ale nie było to teraz istotne.
– Oh z pewnością. Ostatnio za każdym razem gdy mijam aurorów mam ochotę wcisnąć im jakieś specyfiki na wory pod oczami – stwierdził, wciąż zachowując żartobliwy ton, nawet jeśli akurat w tym wypadku do śmiechu mu nie było.
Nawet jeśli ponure myśli próbowały na chwilę przysłonić humor Selwyna ten szybko powrócił, gdy usłyszał świetną reklamę tego, co Brenna miała mu do zaproponowania.
Uśmiechnął się jeszcze szerzej i oparł o ścianę.
– Brenno, pracuję już naprawdę bardzo długo w miejscu, w którym ciągle muszę czytać jakieś oferty, ale to co właśnie usłyszałem jest najciekawszą propozycją, jaką otrzymałem od lat. – Jego wewnętrzny Gryfon, już chciał krzyczeć, że tak owszem, zgadza się na cokolwiek Brenna mu proponuje, bo przecież ufał jej, a tak poza tym brzmiało to dobrze. Jednak jego wewnętrzny dyplomata, przybierajacy w jego głowie odzianą na czarno postać Anthony'ego Shafiqa, domagał się od niego, by chociaż usłyszał nieco więcej szczegółów zanim się zgodzi na cokolwiek. – Jeśli mam być z tobą szczery to najchętniej już odpowiedziałbym ci tak, ale pozwól jednak, że najpierw dowiem się nieco więcej o tym, co chodzi ci po głowie. – Czarodziej ruchem głowy wskazał korytarz prowadzący do jego gabinetu. – Chodź, porozmawiamy na spokojnie. W domu jest jeszcze mój skrzat, ale w gabinecie będziemy mieli zapewnioną prywatność.
Gdy tylko weszli do środka, Jonathan postanowił przyjrzeć się aurze czarownicy, by spróbować zorientować się w emocjach, które towarzyszyły jej przy tych odwiedzinach, jednocześnie jakby nigdy nic siadając na jednym z foteli i dając jej znać ręką, by zrobiła to samo. Ciekawość powoli zżerała go od środka.

Rzut na aurowidzenie
Rzut Z 1d100 - 33
Akcja nieudana
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#5
18.05.2024, 10:06  ✶  
Brenna mogłaby zapewnić Jonatha, żeby się nie martwił, bo szampon nadający włosom połysk właśnie wszedł do oferty, a taki na siwiznę znajduje się w fazie testów. Ale nie czytała mu w myślach, a i nie przyszła tu reklamować specyfików Potterów - chociaż ciotka wspomniała jej kiedyś, że ma takie gadanie, że gdyby dobrze się ubrała, zrobiłaby tutaj na pewno furorę.
- To okropna propozycja - powiedziała, uśmiechając się szeroko na jego reakcję, i jakoś zrobiło się jej trochę lżej na sercu. Może powinno ją zaniepokoić, jak lekko do tego podchodził, ale przecież był starszy od niej, a ona jeszcze nie rozumiała w pełni, co szykuje dla nich los i w co naprawdę weszła i wciągnęła innych. - Ale tak myślałam, że ciebie akurat zainteresuje.
Inaczej by jej tu nie było. Wybrała Jonathana, bo był typowym Gryfonem, i bo łączyło ich to, co niektórzy nazwaliby odwagą, a inni głupotą, oraz zamiłowanie do działania.
Było w tym coś paradoksalnego, że przyszła porozmawiać z nim, nie z wujem. Ale temu twardo sprzeciwiał się Derwin i tak chyba zmartwiony, że nie zdążył zapobiec zwerbowaniu córki i siostrzenicy. Poza tym Morpheus nie był wojownikiem: był profetą i naukowcem. Jonathan z kolei... mógł złapać za różdżkę i nadstawić ucha tu i tam.
Kiwnęła głową, ruszając za nim do wnętrza domu. Skrzat na pewno nie zdradziłby swojego pana, ale nie dało się wykluczyć różnych rzeczy - i lepiej było rozmawiać gdzieś, gdzie ten nie będzie mógł podsłuchać.
- Widzę, że przeglądasz prasę - powiedziała, dostrzegając na blacie Proroka Codziennego. Podeszła bliżej i zastukała palcem w sam środek mrocznego znaku, drgającego na fotografii. - O niego chodzi. O Voldemorta. Dzieje się to samo, gdy Grindewald dochodził do władzy. Ministerstwo nie może zareagować skutecznie. Za dużo biurokracji. Za dużo... zasad. Za dużo ludzi mówiących, że tak, on przesadza, ale przecież w paru sprawach ma rację. Prawie na pewno za dużo szpiegów.
Obróciła się do niego, tym razem z poważnym wyrazem twarzy. Jakby nie było, prosiła o wiele, nawet jeśli Jonathan Selwyn był więcej niż skłonny przyjąć propozycję, która przyniesie mu nieco ekscytacji.
- I tak jak wtedy, zbierają się ludzie, którzy pewne sprawy załatwią... po cichu. Jak łatwo się domyśleć, jeśli to wyjdzie, możemy mieć problemy i ze strony śmierciożerców, i Ministerstwa.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#6
19.05.2024, 17:30  ✶  
Oczywiście z jakiegoś powodu zaznaczenie, że ta propozycja była okropna, jedynie utwierdziło go w przekonaniu, że chce o niej usłyszeć wszystko, bo przecież co takiego mogła mu nagle zaproponować Brenna, że niosło za sobą tyle ryzyka.
Pierwotnie gabinet Jonathana wygladał dość skromnie i miało tak zostać po to, by łatwiej było mu się skoncentrować na pracy, ale jakoś tak wyszło, że z czasem ciemne ściany pomieszczenia dostały złoty akcent kolorystyczny, a fragment jednej ze ścian, tej obok dwóch foteli i niewielkiego stolika kawowego, został delikatnie przyozdobiony.
– Ciężko nie przeglądać prasy. Zwłaszcza teraz– powiedział, zerkając na stertę gazet, nieco niezadowolony z tego, że nie udało mu się odczytać aury czarownicy.
Nie dodał jednak nic więcej, a zamiast tego umilkł i pozwolił Brennie, by mówiła dalej. Ah... A więc o to chodziło. Gdy czarownica odwróciła się w jego stronę, mogła zobaczyć, że typowy uśmiech Jonathana zastąpiła śmiertelnie poważna mina.
– Za dużo wszystkiego poza czasem, którego może zaraz zabraknąć i realnym działaniem, które nie dopuściłoby do katastrofy – powiedział w końcu po chwili myślenia. Ponownie spojrzał na gazety. – Wiesz Brenno. Codziennie patrzę na te wszystkie artykułu i codziennie mam nadzieję, że karma wreszcie dogoniła jego i tę grupę czystokrwistych szaleńców z kompleksami, tak że wszyscy wywalili się na twarz. Albo że chociaż Ministerstwo wreszcie podejęło zdecydowane działania. I co? I codziennie doznaję tylko kolejnego rozczarowania.
Pokręcił głową i westchnął cicho. Nie odpowiedział na jej propozycję od razu tylko po to aby, jeśli kiedyś rzeczywiście musiałby stawić czoło konsekwencjom decyzji, którą zamierzał zaraz podjąć, nie mógł potem powiedzieć, że nie przemyślał tego i nie znał ryzyka. Skinął głową. Trzeba było coś zrobić. Zatrzymać tę zarazę zanim się rozprzestrzeni i pochłonie ich wszystkich w chaosie, a skoro dostał możliwość, by w tym pomóc... To nigdy by sobie nie wybaczył, gdyby ją odrzucił. A przecież wiedział, że był w stanie pomóc.
– Dobrze. Rozumiem o co ci chodzi i w pełni to popieram. Konsekwencje będą tylko gorsze, jeśli nie będziemy interwencjować. Chcę wam pomóc. Muszę podpisać krwią jakiś dokument, czy macie inne metody?
Mówiąc to ponownie sprobował zerknąć na aurę Brenny. On był zdeterminowany. A jakie jej towarzyszyły emocje?


Aurowidzenie
Rzut Z 1d100 - 43
Slaby sukces...

Rzut Z 1d100 - 12
Akcja nieudana
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#7
20.05.2024, 08:39  ✶  
"Delikatne" ozdoby Jonathana zawsze trochę Brennę bawiły - pod pewnymi względami mieli naprawdę skrajnie różny gust. Tym razem jednak nawet nie dostrzegała ich istnienia, bardziej skupiona na nagłówkach, krzyczących o ataku na małżeństwo mugolaków, dywagacjach na temat tego, czy Ministerstwo działa dostatecznie skutecznie i zapewnień jakiegoś polityka, że owego Voldemorta pozbędą się w ciągu dwóch miesięcy.
Wobec tego ostatniego Brenna była dość sceptyczna. Skoro Dumbledore zwoływał ludzi, prawdopodobnie spodziewał się większych kłopotów. W takim wypadku ta wojna nie skończy się jutro, za miesiąc ani nawet za rok, a nagłówkach gazet szybko zobaczą echa tego, co działo się w latach czterdziestych. Chociaż Brygadzistka z prawdziwym zachwytem przyjęłaby w tym wypadku własną pomyłkę.
– Chyba nie wierzę w karmę – przyznała, sięgając po najnowszą z gazet. "Czarodzieje mugolskiego pochodzenia na celowniku śmierciożerców!" – głosił tytuł i Brenna skrzywiła się trochę, bo wszyscy jakby specjalnie podkreślali, że to problem mugolaków, a cała reszta mogła powiedzieć "nas to nie dotyczy". – Wierzę za to w działanie – dodała i przewróciła stronę gazety.
Jej aura w oczach Jonathana zalśniła na moment czerwienią. Nie wyglądało na to, by w tej chwili wstrząsały nią szczególnie gwałtowne emocje – Brenna zdawała się jakby... pogodzona z nieuchronnym losem. Na pewno była jednak daleka od wesołości, nawet jeżeli uśmiechała się do Selwyna dość pogodnie.
Jeśli odczuła ulgę, że przyjął tę propozycję, to nie zdołał tego zobaczyć. Być może tej ulgi tu nie było: może Brenna po prostu dokładnie tego się spodziewała.
– Cyrografy podpisane krwią zostawmy w bajkach – powiedziała. – Twoje słowo mi wystarczy. Wycofać też możesz się w dowolnym momencie, przynajmniej na razie, po prostu w takiej sytuacji proszę o milczenie.
Uniosła gazetę, teraz otwartą na stronie, z której spoglądał czarno biały Albus Dumbledore, poproszono o komentarz w tej sprawie. Skoro Selwyn powiedział tak, przyszła kolej na następne informacje, chociaż gdzieś przez rozczochraną głowę Brenny przemknęła myśl: a co jeżeli już na samym początku ulokują w pewnym momencie zaufanie w złej osobie…
– Dowodzi Dumbledore – stwierdziła. Z jednej strony mogło się zdawać to niespodzianką: Albus był przecież dyrektorem Hogwartu, większość czasu spędzającym w szkole. Z drugiej, czy było dziwne zwracanie wzroku w jego kierunku, skoro to on na polu bitwy stanął przeciwko Grindewaldowi i wygrał? – Uruchamia kontakty, ściąga co bardziej zaufanych ludzi. Tak naprawdę sama jeszcze nie wiem, czym będziemy się zajmować… nie w stu procentach. Zbieramy informacje, zasoby, przekazujemy je sobie, obserwujemy ludzi w Ministerstwie. I wchodzimy tam, gdzie aurorzy nie chcą lub wejść nie mogą oficjalnie.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#8
21.05.2024, 17:56  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.05.2024, 18:08 przez Jonathan Selwyn.)  
Jonathan już miał opowiedzieć pewną piękną historię ze swojego krótkiego wyjazdu do Niemiec sprzed wielu lat, która świetnie podkreśliłaby to czemu czasem może jednak należało wierzyć w karmę, ale zorientował się, że przez powagę sytuacji nie miał ochoty na odkoloryzowywanie tej historii, a jeśli jej nie podkoloryzuje, to morał, który zamierzał przedstawić nie będzie miał sensu. Może więc innym razem.
– Działanie zdecydowanie przyniesie więcej rezultatów – zgodził się, wpatrując się w czerwień aury czarownicy. Czy miał się martwić tym, jaka pogodzona z tą sytuacją się wydawała, czy też wręcz przeciwnie, uznać to za dobry znak, że wiedziała co robi, a propozycja, ktorą mu przedstawiła nie była jedynie wynikiem silnych emocji. To znaczy nawet wtedy by się zgodził. Nim akurat silne emocje targały.
Pokręcił głową. Wycofać się? Jeszcze czego. Położył dłoń na swoim sercu tak teatralnie, jak tylko się dało.
– Brenno, masz moje słowo, że jestem gotowy na działanie z wami i nie wycofam się, bo uznam, że zrobiło się dla mnie zbyt niebezpieczne. A jeśli z jakiegoś powodu nie będę zdolny do dalszych działań, będę milczeć jak grób na ten temat i zrobię wszystko co w mojej mocy, by i tak was wspierać.  – Chciał dramatycznie dodać, że nawet śmierć go nie powstrzyma, ale nie chciał wyjść na nekromantę.
Gdzieś głęboko w jego umyśle, jego wewnętrzny Anthony właśnie uznał go za nierozsądnego. Ale przecież to nie była jakaś umowa handlowa, aby się nad tym zastanawiać. To było coś zupełnie innego. Ważniejszego. Tu chodziło o bezpieczeństwo ich wszystkich, a zwłaszcza czarodziejów, których krew nie była czysta. I jego bliskich. Miał bliskich, którzy mogli być zagrożeni. Pomyślał o chłopcach Charlotte. Nawet jeśli na razie celem byli czarodzieje mugolskiego pochodzenia, to fanatycy mieli to do siebie w zwyczaju, że pogrążali się w swoim szaleństwie bardziej i bardziej. Zresztą może ktoś postanowiłby ukarać jego przyjaciółkę za to, że śmiała wyjść za kogoś mugolskiej krwi? A Longbottomowie? Przy ich zawodzie i podejściu do wielu rzeczy też mogliby być dalszym celem. Anthony... Anthony poza przyjaźnią z Morpheusem i Lottie był bezpieczny, ale... Ale nie chciał by jego przyjaciel niechcący się w coś wpakował, trafił w złe miejsce o niewłaściwym czasie. Poza tym, kto wie jakim "odstającym od normy" grupom Śmierciożercy wypowiedzą wojnę, gdy zaczną się nudzić? Zresztą chaos w kraju nie był dla nikogo bezpieczny. Tak. Podejmował dobrą decyzję.
Na informacje kto im przewodził uśmiechnął się szeroko i zaśmiał się krótko z pewnym niedowierzaniem.
– No proszę. A więc to tak. Czyli jednak kłamstwem jest, że po skończeniu Hogwartu można spokojnie zapomnieć o tym, że nauczyciele kiedyś czegoś od ciebie chcieli – zażartował. Dumbledore. Świetnie. Inicjatywa rzeczywiście była poważną.
Skinął głową na dalsze informacje. Brenna mogła zauważyć, że nawet jeśli Jonathan wciąż zachowywał się jak Jonathan, to tego dnia rzucał nieco mniej radosnych uśmiechów, czy wesołych historyjek.
– Zbieranie informacji, obserwowanie ludzi w Ministerstwie, wchodzenie tam gdzie się nie powinno... Myślę – Nie myślał. Wiedział. – Że w tym jestem całkiem dobry. Oczywiście jak już mówiłem służę pomocą we wszystkim w czym tylko mogę. Dziękuję, że obdarzyłaś mnie zaufaniem Brenno. Nie zawiodę go.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#9
21.05.2024, 21:03  ✶  
Gryfonów często definiowano przez odwagę (lub głupotę, zależy kogo spytać). Brenna lubiła uważać, że swego rodzaju wyznacznikiem gryfoństwa jest też chęć do działania. Niekoniecznie mądrego, ale działania. Pewnie, dobrze je zaplanować, ale wszystko zdawało się jej lepsze niż bezczynność. Ona i Jonathan mogli nie zgadzać się pod wieloma względami (na przykład odnośnie dekorowania ścian czy wychodzenia na ulicę w burych szalikach), tutaj jednak byli do siebie bardzo podobni.
To ją chyba do tego zaprowadziło.
– Jasne. Dzięki – powiedziała, uśmiechając się do niego lekko. Może powinna zareagować trochę inaczej, rzucić kilka pokrzepiających słów, ale dysponowała co najwyżej połową charyzmy Jonathana, i w dodatku nie miała ani odrobiny tej skłonności do dramatyzmu, co on i Morpheus. Nie uważała pewnych gestów czy słów za śmieszne, ale sama nie umiała się nimi posługiwać tak, jak oni: uważała się za dziewczynę wręcz do bólu przyziemną i normalną. Zupełnie inną od zapatrzonego w przyszłość profety, szukającego symboli w otaczającym go świecie, od dyplomaty i aktora, który potrafił oczarowywać ludzi.
W teorii wywodzili się z jednej sfery. W praktyce byli trochę jak z innych światów, dziewczyna z sąsiedztwa o piegowatej buzi i kieszeniach pełnych cukierków, i oni oraz im podobni.
– Derwin i mój ojciec wiedzą – dodała, podpierając się o biurko. – Tak samo jak Lucy i Mavelle. Morpheus nie. Derwin uważa, że nie powinniśmy go w to wciągać – dodała wyjaśniająco. Nie miała może zamiaru recytować Jonathanowi pełnej listy pierwszych członków Zakonu, nie póki co przynajmniej, ale zważywszy na to, jak blisko był z Morpheusem, i że kojarzył większość jego bratanków oraz braci, warto było przedstawić sytuację. – Jeżeli chciałbyś kogoś wciągnąć, dobrze to wcześniej omówić. W tej chwili… jesteśmy ostrożni.
Raczej nie musiała tego wyjaśniać. Na starcie wszystko było zbyt kruche, aby wciągnęli kogokolwiek, wobec kogo mają wątpliwości. Czy raczej: mają więcej wątpliwości. To przecież nie tak, że nie miała ich wcale, kiedy tutaj szła. A jednak ufała Jonathanowi – w pewnym sensie włożyła mu właśnie w ręce własną karierę i własne życie.
– Teraz prace domowe mogą być trudniejsze – westchnęła z udawanym ubolewaniem. Już nie esej na temat transmutacji żywego w żywe, a narażanie życia. Chociaż Selwyn mógł przecież właśnie to woleć prawda? – Taaak, myślę, że pod względem uszu i oczu w Ministerstwie trudno sobie wyobrazić kogoś, kto poradziłby sobie lepiej od ciebie. I ja dziękuję. I mam nadzieję, że cię nie zawiedziemy.
Że nikogo nie zawiodą.
Sama nie mogła przecież jeszcze wiedzieć, jak to wszystko będzie działać: miała jedynie niemalże dziecięcą wiarę w Dumbledore’a, podpartą myślą o tym, że przecież raz już stawił czoła mrocznemu czarnoksiężnikowi i wygrał.
– Masz jakieś pytania? Nie wiem, czy na wszystkie dam radę odpowiedzieć od razu, ale spróbuję.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#10
22.05.2024, 00:21  ✶  
Jasne. Dzięki.
Brzmiało to zdecydowanie zbyt licho, jak na akceptację tak poważnej obietnicy, którą jej złożył i gdyby byli właśnie fikcyjnymi postaciami na deskach teatru, to pewnie widzowie wyszliby z oburzenia, ale na całe szczęście zbyt szanował Brennę za wiele innych rzeczy, by jej to wytknąć.
– Zgadzam się w tej sprawie z Derwinem. Twój niższy wujek jest zdecydowanie odważnym człowiekiem, ale już i tak jest narażony na zbyt wiele niebezpieczeństw przez swoją pracę – powiedział. Trochę kłamał w powodach dlaczego nie uważał, że to był dobry pomysł. Jonathan nie wątpił, że jego przyjaciel przystąpiłby do tej całej inicjatywy, a talentów, które mogłyby się przydać miałby pod dostatkiem. Od poderwania Śmierciożercy, a może i samego Voldemorta, poprzez swój intelekt, aż po oczywiście przepowiadanie przyszłości. Tylko, że no. Wołałby nie narażać Longbottoma na nic co mogłoby go jakkolwiek uszkodzić. Psychicznie, jak i fizycznie. – Tak to zrozumiałe. Na razie jednak nikt mi nie przychodzi do głowy.
– Hm... Są rzeczy gorsze od wypracowań, ale narażanie życie nie jest jednym z nich – stwierdził jedynie.
Skinął głową słysząc pochwałę jego umiejętności. No cóż, skromny nigdy nie był, a nawet od oklumentów dało się wyciągnąć informacje gadaniem.
– Usłyszałem już sporo na temat poglądów części pracowników w tej sprawie – stwierdził gorzko. – I no cóż. Będę słuchać dalej.
Mam nadzieję, że to ja was nie zawiodę – pomyślał posyłając czarownicy promienny uśmiech. Nie, że czuł się w tym niepewny. Po prostu wiedział, że nie będzie łatwo, a on mimo wszystko nie był aż tak przekonany o własnej wspaniałości.
Zerknął na czarownicę i pomyślał przez chwilę. Prawdę mówiąc na razie nie miał żadnych pytań odnośnie tej całej inicjatywy. To wszystko było chyba zbyt nowe, by wymyślić coś sensownego. Zakładał, że teraz po prostu nastąpi ten irytujący okres czekania na dalsze informacje. Było jednak coś o co chciał zapytać samą Brennę.
– Tak, właściwie to dwa. Po pierwsze, czy jesteś świadoma tego, że nie wydziesz z mojego domu w tym paskudnym szaliku? Zaraz znajdziemy ci coś lepszego. Dyskrecja też może być gustowna moja droga. A po drugie... Jak ty się z tym wszystkim czujesz?
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (2413), Jonathan Selwyn (2246)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa