- Na pewno tylko ten jeden raz? Nie miałeś nigdy takiej dzikiej satysfakcji, że możesz ukarać kogoś, kto cię wkurzył? - Nie chciało jej się w to wierzyć, bo wiedziała, że ludzie bywają różni i sama na pewno byłaby szczęśliwa, gdyby mogła zafundować im mandat, przy okazji widzieć ich zdenerwowanie. Taki mały prztyczek w nos, niektórzy go potrzebowali. Zresztą ją dostawanie mandatów również, jakoś specjalnie nie ruszało, szczególnie, gdy były uzasadnione, gdyby każdy robił to, na co ma ochotę zapanowałby chaos.
Geraldine nie przestawała się uśmiechać, miło było tak sobie pogawędzić, jakby nigdy nic, jakby świat wcale nie płonął, jakby ona nie tonęła i nie sięgała dna zagubiona w tym swoim depresyjnym ostatnio życiu. Thomas wzbudzał w niej taki komfort, jakiego nie czuła przy nikim innym, i spokój, którego ostatnio jej brakowało.
- Na pewno to trudne, to na pewno wprowadziło też między wami pewien dystans. - Hardwick mógł się stać dla nich w pewien sposób obcy, zważając na to, że został rzucony w świat, o którym nie mieli pojęcia. Musiało im być z tym ciężko, tak samo jak jemu, naprawdę podziwiała go za to, że mimo to, nie brakowało mu optymizmu i tej lekkości ducha, co by się nie działo w jego życiu.
- Na pewno w górach może czaić się coś, co trzeba będzie unicestwić, wystarczy jedno słowo, a cię przed tym uratuję. - To nie tak, że nie sądziła, żeby Thomas nie poradził sobie z tym sam, jednak dobrze było wiedzieć, że i dla niej znajdzie się miejsce w tym jego wymarzonym domku z kominkiem. Zabawne, bo raczej nigdy nie oczekiwała od nikogo tego, że będzie na stałe w jej życiu, jednak jeśli chodziło o niego, to wolałaby, żeby o niej nie zapomniał, żeby był, gdzieś obok. Nie zauważyła jego zarumienienia, nie sądziła w ogóle, że mógłby się przy niej wstydzić mówić o czymkolwiek, przecież widzieli siebie w naprawdę najróżniejszych sytuacjach podczas lat spędzonych w jednym dormitorium.
- Świetny toast. - Szkło zadzwoniło, kiedy ich szklanki o siebie stuknęły, za takie słowa warto było wypić, czy to nie polegało na tym, że im większą ilość alkoholu teraz wypiją, tym większe prawdopodobieństwo, że się on spełni? Ktoś jej kiedyś mówił, że tak to działa. Wypiła więc spory haust whisky ze szklanki.
- Na całe szczęście nie mam żadnej siostry, to ja byłam ich księżniczką, ale tak, świadomość, że ktoś jest obok jest naprawdę świetna. - Nie sądziła, że kiedyś przyjdzie jej to docenić, jak widać czas potrafił weryfikować niektóre poglądy.
- Nawet tak nie mów, nikt nie będzie cię wpędzał do grobu, większość z nich nie dorasta ci do pięt. - Starała się mu dodać pewności siebie, bo jej zdaniem Thomas na to zasługiwał, przecież władał magią lepiej niż niejeden czystokrwisty, zresztą nie był jedynym mugolakiem, który to robił.
- Chyba się zagalopowałeś. - Oczy jej błysnęły, bo nie mogła w ogóle uwierzyć, że wygłasza takie herezje. Co jak co, ale miotła to jeden z jej koników, nie ma szans, żeby ją prześcignął w powietrzu. - Traktuje to jako wyzwanie, następnym razem musisz zabrać miotłę, żebym mogła utrzeć ci nosa. - Yaxley przesunęła się nieco w jego stronę, nie położyła się jednak, a usiadła po turecku i bezczelnie mu się przyglądała pijąc przy tym alkohol ze swojej szklanki.