• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Wyspy Brytyjskie Walia Snowdonia [17.08.1972] Doppelganger. Piękne słońce świeci o poranku... - Ger x Asek

[17.08.1972] Doppelganger. Piękne słońce świeci o poranku... - Ger x Asek
Panicz Z Kłami
Hot blood these veins
My pleasure is their pain
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Bardzo wysoki - mierzy 192 cm wzrostu. Z reguły ubiera się w czarne bądź stonowane kolory, ale można go spotkać w wielobarwnym ubiorze. Włosy ciemnobrązowe, oczy zielone. Jest bardzo blady, ma sine wokół oczu, które nieco jaśnieje, kiedy jest nasycony, ale to nieczęsto się zdarza.

Astaroth Yaxley
#1
25.05.2024, 16:39  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.11.2024, 22:09 przez Baba Jaga.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Geraldine Yaxley - osiągnięcie Badacz Tajemnic II

//WALIA, OKOLICE SNOWDONI

Koń galopował przed siebie w najlepsze. Kompletnie się mnie nie słuchał, zapewne mając mnie zawieść w jedno konkretne miejsce, gdyż za mną coraz bardziej zanikał złowieszczy śmiech Thorana. Głupi żart. Zostawiał mnie samego sobie i nie byłem pewny, co dokładnie chciał ugrać, gdzie mnie dostarczyć póki koń nie zatrzymał się na kompletnym wypizdowie, a ja ani drgnąłem, kiedy próbowałem z niego zsiąść. Zbliżał się świt, czułem to całym sobą, a to oznaczało jedno - Thoran postanowił się mnie pozbyć.
Na początku próbowałem rzucić zaklęcie, ale byłem tak zmęczony i przerażony wizją świtu, że ta upadła na ziemię tuż pode mną. Do zapięcia siodła również nie mogłem dosięgnąć własnymi rękoma. Obrócenie siodła na koniu ze mną nie wchodziło w grę, a rozerwanie drogich pasów było palcami niemożliwe. Próbowałem dłubać, przeklinając rodziców, że nie oszczędzali na stajni. W końcu się poddałem, bo jaśniało. Doskonale znałem te momenty, ale za swojego życia. Pierwsze promienie słońca miały paść na moją twarz i rozświetlić ją po raz ostatni.
Zacząłem się zastanawiać, czyj to był pomysł? Czy aby na pewno Thorana, czy może jednak Ojca? Pozorowali wypadek czy samobójstwo? Jaką wersję sprzedadzą pismakom? Że zmarłem podczas polowania? Zaginąłem? W końcu zapewne zamienię się w marny popiół. Nikt mnie nie namierzy. Jedynie gnijące zwłoki wycieńczonego konia, którego kolejnej nocy porozrywają wilki.
A powinienem być bardziej podejrzliwy... Właściwie to byłem. Nie wiem, czemu zgodziłem się na tę wycieczkę. Thoran od zawsze za mną nie przepadał. Może zrobiłem to ze względu na Geraldine, ale... to wydawało mi się absurdalne. Nie krytykowałem jej relacji z własnym bliźniakiem, ale sam nie zamierzałem mu przez jej miłość wchodzić w tyłek. Więc... Jakieś czary? Może od samego początku nie miałem szans? Może od samego początku było wiadome, że to zrobi? Niezależenie od tego, co bym zrobił, w końcu wsiadłbym na konia i pogalopował z nim w mrok nocy. Miła przejażdżka jednak przemieniła się w koszmar, który przypłacę życiem.
Drżałem ze strachu. Nie chciałem znowu umierać. Wtedy czułem niemoc, teraz znowu to do mnie wracało. Niczym bumerang. Może to było moje przeznaczenie? Może już tamtej nocy nie powinienem był przetrwać, obudzić się po tym czasie, może martwy, ale jednak... żywy? Tylko że teraz już się nie obudzę. Nie miałem co liczyć na szczęście, na fart od losu. Byłem tu sam i czułem ból na całym swoim ciele. Zaraz zapewne będzie on prawdziwy. Prawdziwy i piękny... Jakby nie patrzeć, pragnąłem ponownie poczuć ciepło słońca na swojej skórze. Będę miał ku temu okazję. Ten ostatni raz.
Podniosłem się, wyprostowałem. Aktualnie trwałem przytulony do szyi konia, jakbym miał ostatnie nadzieje, że jego postać ochroni mnie przed promieniami, ale nie było ku temu nawet cienia szans. Wyprostowałem się i spojrzałem na tę jaśniejącą łunę w oddali. Nie chciałem tego, a jednak to się działo. Świt nadchodził coraz szybszymi krokami. Nic nie mogłem na to poradzić.
Objąłem się rękoma, próbując dodać sobie otuchy i wpatrywałem się w ten jeden punkt na horyzoncie. Koń był chyba na to nastawiony, odpowiednio magicznie przygotowany, bym nie stracił z oczu tego pięknego spektaklu, wyreżyserowanego przez samego Thorana.
Wstrzymałem oddech. Wokół beztrosko ćwierkały ptaki, budziły się ze snu, a ja czekałem na definitywny koniec.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#2
25.05.2024, 22:03  ✶  

Wiedziała, że nie powinna się pojawiać w rodzinnej posiadłości. Florence mówiła, żeby broń Merlinie tutaj nie spała, bo mogło się to skończyć źle. Unikała więc domu rodzinnego, pojawiała się tu tylko wtedy kiedy musiała, na chwilę. Sprawa Thorana nie dawała jej spokoju, była już niemalże pewna, że on nie istnieje, że go nie ma, że jest tylko demon. Póki co jednak nie wspomniała o tym Astarothowi, bo nie złożyła wszystkiego w całość. Nie chciała go niepokoić. Jak zawsze, może niesłusznie, powinien wiedzieć cokolwiek, szczególnie, że przecież Thoran też kręcił się koło niego. Nie sądziła jednak, że zrobi mu krzywdę, z drugiej strony, może chciał się na niej zemścić? Za to, że zaczęła wokół niego węszyć, kto wiedział, co ten demon miał w głowie, co sobie myślał, co planował poza tym, że chciał ją zeżreć, albo tak jak wspominał Morpheus przejąć jej życie.

Musiała być w pełni przygotowana na starcie z potworem, dlatego tak bardzo zwlekała z tym, żeby się z nim skonfrontować, była jednak bliska ułożenia wszystkiego w całość.

Geraldine była w ich mieszkaniu, to znaczy jej mieszkaniu, w którym i on stał się lokatorem. Niepokoiło ją trochę, że Astaroth nie wraca, sama nie spała najlepiej, nie miała pojęcia, że Thoran zaprosił go na przejażdżkę, wydawało jej się, że zrobił to ojciec. Wspominał o tym, że wróci do domu, że nie zostanie tam przez kolejny dzień. Czuła ogromny niepokój, przez to właśnie teleportowała się do Snowdonii, do rezydencji rodziców.

Szukała go w domu, służba poinformowała jednak, że wybrał się z bratem na przejażdżkę. Najstarszego z nich nie było w domu, to musiał być więc Thoran. Ta informacja spowodowała, że w mgnieniu oka znalazła się w stajni. Dosiadła konia - tego, który niby miał należeć do bliźniaka, którego kupił jej ojciec. Na całe szczęście była już po kilku lekcjach z Laurentem, nie była całkowitym laikiem. Kiedy chodziło o życie lub nieżycie Astarotha nie przejmowała się tym, że jest raczej średnim jeźdźcem, ruszyła przed siebie, aby go znaleźć. W końcu zbliżał się świt, który dla niego mógł być naprawdę morderczy.

Mknęła przez las jak najszybciej potrafiła, trochę żałowała, że nie wzięła jednak miotły, bo to na niej radziła sobie zdecydowanie lepiej, ale między drzewami wcale nie latało się tak prosto. Zaczęła krzyczeć imię brata. Nie widziała go nigdzie, może usłyszy jej krzyk? Ciekawe, czy wampiry miały wyczulone zmysły, jakieś na pewno, ale czy słuchu też? Nigdy go o to nie spytała.

- Astaroth, kurwa, gdzie ty jesteś, chcesz się zabić? - Darła się ile tylko miała sił w płucach, w jej głosie można było usłyszeć panikę, bo nie miała pojęcia co się dziej, ani czy go znajdzie. Już jeden raz pozwoliła mu umrzeć, nie zamierzała zawieść go po raz kolejny, nie, gdy wiedziała, że tym razem łączyłoby się to z tym, że straci go na zawsze. Docisnęła mocniej stopy, żeby pospieszyć konia, musiała go znaleźć.

Panicz Z Kłami
Hot blood these veins
My pleasure is their pain
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Bardzo wysoki - mierzy 192 cm wzrostu. Z reguły ubiera się w czarne bądź stonowane kolory, ale można go spotkać w wielobarwnym ubiorze. Włosy ciemnobrązowe, oczy zielone. Jest bardzo blady, ma sine wokół oczu, które nieco jaśnieje, kiedy jest nasycony, ale to nieczęsto się zdarza.

Astaroth Yaxley
#3
26.05.2024, 22:58  ✶  
Wpatrywałem się w to przeklęte niebo. Gdybym wiedział, że marzenia zaprowadzą mnie do tego miejsca, to już nigdy więcej nie zapragnąłbym poczuć promieni słonecznych na swojej skórze. Mógłbym żyć w głębokiej, wilgotnej jaskini albo zamknięty w jednym pokoju, ale żyć. Nie żyć. Bynajmniej funkcjonować gdzieś w pobliżu, mieć na oku Geraldine, Kimi, Daisy... Były na tym świecie osoby, o których zdrowie i życie się obawiałem, a teraz miałem pozostawić je same sobie. I nie tylko je... Całą swoją rodzinę, choć nie byłem pewien w tej chwili, która jej część chciała mojej zguby. Thoran na pewno. Thoran... Czy to zemsta za to, że zamieszkałem u Geraldine? Czy po prostu nie podobało mu się, że umarłem i z martwych również powróciłem?
Nie chciałem umierać. Nie chciałem oglądać słońca. Ten jeden raz w życiu nie chciałem tego robić za wszelką cenę... Tylko że ta cena nie istniała. Już nic nie mogłem zrobić. Mogłem trwać niczym posąg i czekać w tym całym przerażeniu na koniec. Na nadchodzący powolnymi krokami koniec. Odmierzany tym bezlitosnym świtem.
A ptaki ćwierkały. Coraz więcej ptaków ćwierkało. I gdybym może nie wsłuchiwał się w ich ćwierkanie, być może nie usłyszałbym tej fałszywej nuty w tłumnym ćwierkaniu.
Odruchowo złapałem za lejce. Chciałem odwrócić konia i skierować się w tamtą stronę, gdzie w oddali słyszałem echo głosu Geraldine. Koń ani drgnął, a ja ponownie sobie uświadomiłem własne położenie, nachodzący koniec, niecierpliwe tykanie nieobecnego zegara.
- GER-GERALDINE! TUTAJ! JESTEM TUTAJ! GERALDINE! - obróciłem się, ile mogłem, i krzyczałem, ile tylko sił miałem w płucach. Głupi fart czy to tylko kolejne nieszczęście, kolejny pech, gdzie Geraldine odnajdzie mnie martwego? Nie chciałem jej tego robić. Nie znowu.
- GERALDINE! TU JESTEM! GEEE-RAAAL-DINEEE! - krzyczałem, nerwowo spoglądając na horyzont przed sobą. Nie zdąży. Nie uda nam się. Nie mogło się nam udać. Nawet jeśli... Nie wrócę do domu na czas.
Przełknąłem ślinę i zacząłem ponownie nasłuchiwać jej głosu. Nie byłem pewien, czy mnie usłyszała. Obawiałem się, że nie.
- GERaldine... - wyrwało się jeszcze z mojej piersi, żałośnie zrezygnowane. Pewnie bym w tej chwili się popłakał, gdybym mógł płakać. Ani nie płakałem, ani nie miałem wyczulonych zmysłów, może poza schizą na punkcie zapachu krwi, ale tak... Pozostawała mi sucha rozpacz, bycie trupem, który zaraz spłonie.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#4
27.05.2024, 19:23  ✶  

Miała jeden cel, znaleźć go i wyciągnąć z tego pierdolonego lasu. Nie wiedziała, co tutaj robił, nie wydawało jej się jednak, żeby zamierzał się zabić po raz drugi. W końcu ostatnio to on doprowadzał ją do porządku, on pilnował, żeby się ogarnęła. Czyżby miała go zawieść po raz kolejny? Nie zauważyła, że brat nie radzi sobie z tym, że został przemieniony. Zapewne nie łatwo wcale było się pogodzić z taką zmianą, a ona jeszcze obarczała go swoimi problemami i niestabilnością, miała do siebie żal, że nie zauważyła, że coś jest nie tak. Bała się, że tym razem straci go już na zawsze.

Krzyczała ile miała tylko sił w płucach, doszły do tego łzy, bo czuła się bezradna, naprawdę nie chciała go stracić, nie wyobrażała sobie, że miałoby go zabraknąć i może było to trochę egoistyczne, ale w tej chwili zupełnie jej to nie obchodziło. Nie poradzi sobie bez niego, umrze z żalu.

W końcu usłyszała krzyk. Czuła w nim desperację, może więc wcale nie chciał się tutaj znaleźć, może nie chciał się zabić. Trochę ją to uspokoiło, chociaż jeszcze go nie znalazła, bo to oznaczało, że nie jest z nim źle, że chce walczyć.
Czas ich naglił, jeszcze chwila, a słońce wzniesie się nad horyzontem i zostanie z niego popiół, nic więcej. Wiatr rozwieje go w tym lesie. Wolała sobie nie wyobrażać tej wizji. Musiała mu pomóc.

Przyspieszyła konia i mknęła w stronę głosu. Kolejne wołanie usłyszała już z mniejszej odległości. Jeszcze chwila i wreszcie go odnajdzie. Była zdesperowana, galopowała przed siebie, chociaż nie była wprawionym jeźdźcem, nie obchodziło jej to wcale. Nie, kiedy chodziło o życie jej kochanego, młodszego braciszka.

Gałęzie haczyły o jej twarz, czuła, że co chwila pojawiają się na niej kolejne zadrapania, jechała jednak nadal desperacko przed siebie, musiała wreszcie go znaleźć. W końcu pojawił się przed nią. Nadal znajdowała się za nim, jednak była jakaś nadzieja. Dlaczego do cholery się nie zatrzymywał? Dlaczego nie wracał do stajni. Coś jej w tym wszystkim nie pasowało, szczególnie po tym, jak usłyszała ton jego głosu - potrzebował pomocy. Musiała mu więc ją dać. Coby się nie działo.

Sięgnęła lewą ręką po różdżkę, machnęła nią w powietrzu i głośno wypowiedziała zaklęcie, które miało spowodować, że koń się zatrzyma. Chciała wyczarować liny, które uniemożliwią koniu dalsze poruszanie się przed siebie.


kształtowanie - liny
Rzut Z 1d100 - 85
Sukces!

Rzut Z 1d100 - 39
Slaby sukces...
Panicz Z Kłami
Hot blood these veins
My pleasure is their pain
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Bardzo wysoki - mierzy 192 cm wzrostu. Z reguły ubiera się w czarne bądź stonowane kolory, ale można go spotkać w wielobarwnym ubiorze. Włosy ciemnobrązowe, oczy zielone. Jest bardzo blady, ma sine wokół oczu, które nieco jaśnieje, kiedy jest nasycony, ale to nieczęsto się zdarza.

Astaroth Yaxley
#5
28.05.2024, 16:04  ✶  
Tym razem serce nie waliło mi jak szalone, a na dobrą sprawę nic mnie nawet nie bolało. Jeszcze mnie nie bolało. Nie byłem pewien, czy naturalna śmierć wampira bolało, to samospalenie, czy może jednak nie poczuję już nic? Nie żyłem - taka była prawda. Już byłem martwy od ponad pół roku, mimo wszystko jednak stresowałem się, bałem przeogromnie. Tkwiłem tu taki martwy, rozbity i martwy. Tak, rozbity i martwy. Niczym głaz, zaczarowany głaz, posąg. Teraz już nie miałem pewności, czy naprawdę miałem uczucia, czy tylko udawałem, że je miałem? Może były wytworem mojej wyobraźni, a tak naprawdę wszystko było mi jedno? Może mogłoby być mi wszystko jedno, gdybym jednak nie przeżywał tej chwili tak bardzo...? Sam sobie podkładałem trosk, które tak naprawdę już mnie nie dotyczyły. Byłem przecież już martwy, byłem już martwy raz. Raz i wciąż, raz i wciąż, wciąż martwy, tak.
I to dziwne, a może nawet i nie, ale zalała mnie fala ulgi, ale też jeszcze większego przerażenia, kiedy moim oczom ukazała się Geraldine. Pragnąłem by mi pomogła, ale... Bałem się, że nie zdążymy, że to znowu się wydarzy. Będę umierał w jej ramionach. Nie chciałem umierać w jej ramionach.
- Geraldine, stój! Ten koń stoi. Niczym go nie ruszysz. Został zauroczony - odezwałem się pospiesznie, kiedy tylko ujrzałem wyczarowaną linę. Byłem nieco, może nawet nieco bardzo, rozproszony tym wszystkim, uciekającym czasem. Miałem wrażenie, że wielki, wyimaginowany zegar tyka nad moją głową, że tyka przeraźliwie głośno i że tylko sekundy dzieliły mnie od tego jego ostatniego wybrzmienia. I nie, to nie zegar się zatrzyma, tylko ja i moja świadomość.
- Thoran... on mnie zaklęciem splątał z siodłem. Nie mogę nic zrobić żeby zsiąść. Nie mogę się ruszyć, a słońce... Słońce... - zacząłem, ale nie byłem w stanie skończyć. Mój przerażony wzrok znowu padł na słońce, a właściwie wciąż nadchodzący wschód słońca. Ile jeszcze...? Czy zdążymy? - Trzeba to rozproszyć... Nie wiem... Chyba rozproszyć. Nie mam innych pomysłów. Próbowałem wszystkiego - przyznałem zrozpaczony, ale bez łez. Wciąż bez łez. Posąg, byłem niczym posąg. Ale taki posąg, co zaraz mógł spłonąć. Zamienić się w marną gromadkę popiołu. Rozwieje mnie letni wiaterek. Złączę się z naturą w tym miejscu. Będą srały na mnie ptaki i inne zwierzęta.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#6
29.05.2024, 09:28  ✶  

Udało jej się wreszcie dojechać do brata. Zeskoczyła z konia w locie, żeby znaleźć się bliżej Astarotha. Miała łzy w oczach, przyspieszony oddech, udało jej się go odnaleźć. Tak się bała, że tym razem straci go na zawsze. Serce biło jej bardzo szybko, bo czas ich naglił, słońce już za chwilę miało świecić pełnym blaskiem, a co za tym szło miało zakończyć żywot, czy też nieżywot jej brata wampira. Trzymała wysoko uniesioną różdżkę w lewej ręce, która się odrobinę trzęsła, najwyraźniej ze stresu. Musiała nad sobą zapanować, musiała go ocalić. Tym razem nie wybaczyłaby sobie, gdyby nie zdążyła na czas, bo wiązałoby się to już z jego odejściem na zawsze, przecież miał nieżyć wiecznie...

Gerry wysłuchała tego, co miał do powiedzenia Astaroth. Jebany, pierdolony Thoran, to był ten moment, w którym uświadomiła sobie, że już czas. Będzie musiała zniszczyć tego potwora, mimo, że nie wiedziała, czy jest odpowiednio przygotowana. Nie mogła sobie pozwolić na to, by po raz kolejny zaatakował kogoś, kogo kocha. Będzie musiała stawić czoła tej istocie, jak najszybciej. Odwlekała to w czasie, bo wolała mieć pewność, że na pewno sobie poradzi, jednak teraz, teraz była pewna, że już czas. Czas pozbyć się tego potwora, który rujnował życie jej i bliskich.

- Pomogę ci, pomogę ci na pewno. - Nie było innej możliwości, nie zamierzała zostawić go tutaj na pastwę losu, słońca, chuj wie czego. Nie była najgorsza w rozpraszaniu magii, nie miała pojęcia, jakie zaklęcie rzucił Thoran, czy będzie w stanie złamać ten urok.

Wyciągnęła różdżkę przed siebie, udało jej się zapanować nad drżeniem ręki. Mruknęła pewnym głosem zaklęcie, jakby faktycznie wiedziała, co robi, w końcu chodziło o jej brata. Musiała mu pomóc, musiała go uratować.


rozproszenie
Rzut Z 1d100 - 43
Slaby sukces...

Rzut Z 1d100 - 55
Sukces!
Panicz Z Kłami
Hot blood these veins
My pleasure is their pain
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Bardzo wysoki - mierzy 192 cm wzrostu. Z reguły ubiera się w czarne bądź stonowane kolory, ale można go spotkać w wielobarwnym ubiorze. Włosy ciemnobrązowe, oczy zielone. Jest bardzo blady, ma sine wokół oczu, które nieco jaśnieje, kiedy jest nasycony, ale to nieczęsto się zdarza.

Astaroth Yaxley
#7
29.05.2024, 16:15  ✶  
Miałem w głowie potworną myśl - nie uda jej się. Wciąż ta myśl do mnie wracała, wciąż wybrzmiewała z coraz większą siłą, z całą mocą, potęgą. I chyba zaczynałem w to wierzyć. Może nie godziłem się z losem, który mnie spotykał, ale byłem już pewny, że ponieśliśmy porażkę. Umrę. Tak już ostatecznie umrę. Spotka mnie los od wieków zapisany w gwiazdach - Śmierć uśmiechnie się do mnie i zabierze w nicość. Może szepnie słowo, że tylko fartem dotrwałem do dwudziestych trzecich urodzin, ale to już koniec. Nie będzie kolejnych. Już czas... Zegar zaraz przestanie tykać.
Słyszałem walkę Geraldine, widziałem brzask. Ptaki ćwierkały - teraz już bardziej irytująco niż przyjemnie. Chciałem coś powiedzieć, jakoś ją pocieszyć, przygotować na to, co miało nadejść, ale żadne odpowiednie słowa nie przychodziły mi do głowy. To ją załamie. Wiedziałem, że to ją załamie doszczętnie.
- Ger... - zacząłem nawet żeby wymusić na niej obietnicę, że tak się nie stanie, ale poczułem jakiś luz w sobie. Nie kontrolowałem za bardzo tego, być może przez długą jazdę i postój na koniu. Zsunąłem się na ziemię, właściwie zwaliłem na nią jak worek kartofli. - O! - wydobyło się ze mnie jedynie takie zdziwione westchnienie. Udało się. Byłem wolny! Ale wciąż zagrażało mi słońce.
- Gdzieś tu niedaleko była jaskinia... Pamiętasz może, w którą to było stronę? Muszę się jak najszybciej schować - wydukałem zaraz z siebie, zbierając się z ziemi, otrzepując z mchu, jak gdyby to było teraz najważniejsze, w sensie ogólna prezencja. Najgorzej, bo zaraz szukałem dziury w ziemi, ciemnej i wilgotnej by się schować. Niczym robak. I też pomyślałem, tak przelotnie pomyślałem, że gdyby była ty Kimi, to zaprowadziłaby mnie wszędzie, gdzie tylko bym sobie zamarzył, a tak...? Potrzebowałem liczyć na fart.
- Może po drodze coś widziałaś? - zapytałem z nadzieją Geraldine. Setki razy widziałem mapę okolicy domu, setki razy tu polowaliśmy, a teraz w stresie miałem pustkę w głowie, ale... skoro tam świtało, to tam mogła być wioska, a jaskinia jakoś w tamtą stronę. - Czy bliżej będzie nam do wioski? - dodałem niepewny. Chciałem ją przytulić, wtulić się w nią i zniknąć w jej ramionach, ale zamiast tego trzymałem konia. Niech wskakuje. Trzeba było czym prędzej jechać. Czułem już podświadomie słońce na własnej skórze. Czułem jak się zbliżało.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#8
29.05.2024, 20:30  ✶  

Chyba jeszcze nigdy nie zależało jej na tym, żeby zaklęcie jej się udało. Wiedziała, że czas jest ważny, że inaczej może nie zdążyć go uratować, a wiadomo, jak to bywa w takich sytuacjach, magia bywa przewrotna, nie zawsze się jej udawało, tym razem jednak wszystko poszło po jej myśli. Ulga, poczuła ją tuż po tym, jak zobaczyła strumień zaklęcia, który zmierzał w kierunku brata. Odetchnęła wtedy głęboko. Udało jej się go ocalić. To znaczy prawie, bo mieli kolejny problem. Musieli znaleźć bezpieczne miejsce. Schować się za słońcem, które przecież kojarzyło się z życiem, a jej bratu miało przynieść śmierć.

Znała te lasy jak własną kieszeń, spędziła w nich przecież całe życie. Kojarzyła każdą norę, każdą łąkę, każdy strumień. Wiedziała więc, gdzie jest jaskinia. Nie było powodu, żeby się nad tym zastanawiać, musieli znaleźć się w niej natychmiast, najlepiej w tej chwili.

- To niedaleko. - Podbiegła do niego i pociągnęła go za ramię. - Jakieś pięćset metrów w lewo, za tymi drzewami. - Na oko nie było to wcale daleko, jednak, czy faktycznie mieli tyle czasu? Wolała o tym nie myśleć, zmusiła się do biegu. To było chyba najlepszym rozwiązaniem. Musieli biec, znaleźć się tam jak najszybciej, uniknąć końca, zniweczyć plany Thorana. Nie da mu tej satysfakcji, nie odbierze jej ukochanego brata. Nie było w ogóle takiej możliwości. Zbyt wiele zła uczynił, nie zamierzała godzić się na kolejne konsekwencje.

- Po drodze nie widziałam nic, bo szukałam ciebie, ale jestem pewna, że ta jaskinia tam jest. - Zwątpiła, bo co jeśli jej nie było, jeśli prowadziła go donikąd, jeśli wcale nie było tak jak jej się wydawało. Przestała jednak myśleć w ten sposób, Geraldine nie wątpiła. Nigdy, przynajmniej ta dawna, musiała wrócić do takiego nastawienia.

- Jest, tutaj, chodź. - Przystanęła przed wejściem do niewielkiej groty. Słońce powoli wznosiło się coraz wyżej, mieli ledwie chwilę by uniknąć jego promieni, jednak im się udało. Teraz Astaroth faktycznie był bezpieczny. Puściła go przed sobą, po czym sama znalazła się w środku. Wtedy pękła, poczuła spokój, poczuła, że nie musi już się bać, rozpłakała się, sama nie wiedziała dlaczego, może z tej bezsilności, którą czuła jeszcze przed chwilą. Musiała odreagować.

Panicz Z Kłami
Hot blood these veins
My pleasure is their pain
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Bardzo wysoki - mierzy 192 cm wzrostu. Z reguły ubiera się w czarne bądź stonowane kolory, ale można go spotkać w wielobarwnym ubiorze. Włosy ciemnobrązowe, oczy zielone. Jest bardzo blady, ma sine wokół oczu, które nieco jaśnieje, kiedy jest nasycony, ale to nieczęsto się zdarza.

Astaroth Yaxley
#9
08.06.2024, 18:52  ✶  
Geraldine rzuciła się do biegu, uważając, że to niedaleko, więc dałem się jej pociągnąć, zostawiając w tyle konie. Pięćset metrów to nie było dużo, ale każda sekunda była na wagę złota. Chyba jeszcze nigdy nie zmusiłem się do tak szybkiego biegu, bezmyślnie, przed siebie, a właściwie za siostrą. Wszelką energię kierowałem do nóg i nawet nie przejmowałem się drzewami, które próbowały nas powstrzymać. Nic z tych rzeczy. Dwoje wysokich młodych dorosłych pędziło przez las [przyp. aut. - przypominało to trochę scenę z Przed Świtem, ale nie chcemy, żeby Asek zabłysnął w świetle słońca, więc nie było im tak zabawnie i beztrosko jak Edwardowi i Belli].
W końcu uderzyłem plecami o ścianę jaskini. Była zimna i nieprzyjemna, ale bezpieczna. Wystarczająco głęboka by nie dosięgnęło mnie tu słońce. Swoją drogą, jakie to było żenujące, że musiałem zwracać uwagę na takie rzeczy jako łowca. Wróć, jako bestia. Jako bestia musiałem zwracać uwagę na takie rzeczy jak schronienie przed słońcem.
Ale już zaniechałem tym myślom, bo widziałem, w jakim stanie jest Geraldine.
- Chodź tu do mnie - mruknąłem do niej i właściwie sam się do niej przysunąłem. Przytuliłem ją do siebie. Sam chciałbym się tak rozpłakać. Z pewnością by mnie to oczyściło z tych wszystkich emocji, które w tej chwili nie miały ujścia. Po prostu były w mojej głowie, dlatego spałem, żeby o nich nie myśleć, ich nie czuć tak non stop. Odświeżałem umysł. Wracałem nim do odpowiedniego stanu rzeczy, więc nie dziwić się, że świrowałem, jeszcze po tych przeżyciach.
Przytulałem Geraldine, głaszcząc ją po plecach, nico drapiąc dla przyniesienia ulgi. Nie odzywałem się chwilowo, bo płakała, ale... czułem się w obowiązku przekazać jej rzeczy, do których doszedłem. Może nawet uzyskać obietnicę, że jak umrę, jak już tak umrę definitywnie, to nie załamie się, tylko będzie żyła dalej, ale pełnią życia, a nie tym seksualnie-alkoholicznym uzależnieniem. To było dobre, kiedy byliśmy przerośniętymi dzieciakami. Trzeba było dorosnąć.
- Ger... To był Thoran. TO na pewno był Thoran. Zabrał mnie na przejażdżkę i zaklęciem przykleił do konia, a jeszcze się zastanawiam... Wiesz, rodzicom raczej nie jest na rękę, że... jestem czym jestem... Może to oni wysłali Thorana... Myślałem, że już po mnie. Świtało. I to takie chore... Ja już nigdy więcej nie chcę oglądać słońca. Nigdy nie chcę oglądać słońca. Żałuję, że marzyłem inaczej - wyznałem jej, nieco się rozklejając emocjonalnie, ale niestety wciąż nie płakałem. Miałem jednakże zbolałą minę, której akurat Ger nie widziała. I dobrze. Musiała być paskudna ta moja twarz w tej chwili.
Zgarbiłem się, bo dotarło do mnie coś jeszcze.
- Nie mogę wrócić do domu. Oni mnie zabiją - zauważyłem załamany. Różne koszmarne rzeczy brałem pod uwagę, ale nie tego, że rodzina obróci się przeciwko mnie. Obstawiałem co prawda, że ojciec mnie zapomni i będzie chciał zabić mnie we śnie, ale... chyba na dobrą sprawę w to nie wierzyłem. Albo nie chciałem wierzyć. - Myślisz... Że powinienem umrzeć? Boję się, że powinienem już wtedy... i że teraz to przeciąganie liny z losem. Nie chciałbym za bardzo jej przeciągnąć - wyszeptałem, łamiącym się głosem. Nie chciałbym swoim postępowaniem zrzucić na moich bliskich jakiegoś przekleństwa albo innej zmory.
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#10
08.06.2024, 19:33  ✶  

Udało im się uciec przed śmiercią, nie pierwszy raz. Czuła ulgę, chociaż jeszcze przed chwilą myślała, że go straci już na dobre, że to faktycznie będzie koniec, że tym razem nie uda im się oszukać kostuchy, która czaiła się gdzieś za rogiem. Słońce w tym przypadku nie było zwiastunem niczego dobrego, a śmierci jej brata.

Nie mogła przestać płakać, łkała okropnie, strasznie głośno, nie mogła dusić tego w sobie. Atak na Astarotha mocno w nią uderzył, tego było za wiele. Mogła się pogodzić z tym, że Florence nie widziała jej przyszłości, że przewidywała jej rychłą śmierć, ale nie z tym, że Astaroth również miałby odejść z tego świata. On musiał żyć, szczególnie po tym, jak już go prawie straciła, jak umierał na jej rękach.

Astaroth podszedł do niej, wziął ją w ramiona, co spowodowało, że zupełnie straciła nad sobą kontrolę. Łkała jeszcze głośniej, łzy płynęły jej po policzkach, nie przeszkadzało jej to, że jego uścisk był zimny. Najważniejsze, że znajdował się obok. Kochała go bez względu na to, czy był wampirem, czy człowiekiem, co najważniejsze nadal pozostawał jej bratem.

Ona wiedziała, nie musiał jej mówić, że to był Thoran, od samego początku zdawała sobie z tego sprawę. Nie wiedziała jednak, czy jest gotowa powiedzieć Astarothowi wszystko, czego się dowiedziała. Nie chciała go zamartwiać, nie chciała mówić mu o tym, że on nie istnieje, że jest potworem, który chce wyrwać jej serce, zabrać jej życie, przejąć je. Nie chciała, żeby się w to mieszał, musiała sobie poradzić sama z tym problemem. Nie chciała, żeby ryzykował dla niej swoje nieżycie. Nie mogła pozwolić na to, by stała mu się krzywda. Wiedziała jednak, że już czas, aby pozbyć się tej istoty, ostatnio pozwalała sobie na zbyt wiele. Nie mogła doprowadzić do tego, żeby przez jej opieszałość ktoś stracił życie, ktoś jej bliski. Chciała się trochę bardziej przygotować do tego starcia, ale najwyraźniej to, czego się dowiedziała jak do tej pory, będzie musiało jej wystarczyć.

Brat gładził ją po plecach, co przyniosło zamierzony efekt, przestawała się trząść i płakać. Miała sobie za złe ten nagły atak dramatyzmu, ale czuła się lepiej dzięki temu. Wreszcie pozwoliła sobie na wyrzucenie z siebie tych emocji, które kłębiły się w niej od czerwca.

- Wiem, że to był on. Nie myśl jednak, że to przeszkadza rodzicom, on zachowuje się dziwnie, ale doprowadzę go do porządku, wiesz, że mnie zawsze słuchał. - Głos jej drżał, nie mogła jednak doprowadzić do tego, aby brat po raz kolejny ryzykował życie.

- Nie wracaj do domu, w domu nie jest bezpiecznie, musisz zostać u mnie, tam nic ci nie grozi. - Dodała jeszcze. Florence mówiła jej, że powinna unikać rezydencji, że w posiadłości nie było już bezpiecznie. Dopóki nie pozbędzie się tej istoty nie powinni pojawiać się w domu rodzinnym.

Słysząc jego kolejne słowa wyswobodziła się z jego uścisku i odepchnęła go od siebie. - Nie mów tak nawet. - Mógł zobaczyć błysk w jej oczach, rozzłościły ją te słowa okropnie, ton jej głosu się zmienił. - Nigdy tak nie myśl, masz żyć, masz kurwa żyć, bo jeśli stracę cię znowu, to sama umrę. - Może było to lekko egoistyczne, nie zamierzała jednak ukrywać, że jest inaczej.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Astaroth Yaxley (3921), Geraldine Greengrass-Yaxley (3605)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa