02.06.2024, 21:06 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.06.2024, 21:18 przez Brenna Longbottom.)
Gdyby Mavelle wciąż tutaj była, mogłaby dać Millie kilka lekcji – i ta myśl sprawiła, że ścisnęło ją gardło.
Derwin zginął, a potem Warownię i Anglię opuściły Danielle, Lucy i Mavelle. Jeszcze jedno piętno Beltane: niektórzy już po prostu nie potrafili zostać w kraju rozdartym wojną i w domu pełnym wspomnień. Rozumiała to doskonale, żałobę córek i trudność pozostawania w miejscu, które mieszało w głowie, pełnej pamięci dwóch osób: ale czasem w tym budynku pełnym ludzi czuła się dziwnie samotna, i nieobecność kolejnych twarzy to poczucie tylko potęgowało.
Wspomnienie, które ledwo co do niej powróciło, było radosne, teraz jednak zabarwiło się goryczą.
Dani, Luc, Mav, Derwin.
Obecni wtedy, nieobecni teraz.
Ale odchodzenie i sztuka pozwalania ludziom znikać z twojego życia, była częścią dorosłości.
Mimo to uśmiechnęła się do Millie pogodnie, odkaszlnęła, niby to przypadkiem - a chciała być pewna, że jej głos zabrzmi normalnie - i odpowiedziała całkiem zwyczajnie, jak gdyby nigdy nic.
– Nauczysz się. I nie szkodzi, tłum, hałas, nie spodziewałam się, że będziesz na to gotowa.
Trochę zdziwiło ją, że poszła dzień później na wesele Blacków właśnie, ale to ostatecznie było imprezą spokojniejszą, a przynajmniej taką wydawało się Brennie. O tańcach zresztą teraz nie chciała po prostu myśleć - większość gości bawiła się chyba dobrze, ale pod podszewką tkwiły rzeczy, które zabarwiały jej myśli czernią. A nie mogła teraz myśleć o czerni, nie kiedy dziś miały być urodziny Millie, jutro zaś czekało ją zejście w ciemność.
– Nie spodziewałabym się zamiany w kapibary… na eleganckim weselu Blacków – powiedziała Brenna ostrożnie, trochę zaskoczona. Na potańcówce były magiczne drinki, ale to była jednak impreza mało oficjalna, i nikogo nie zamieniano w zwierzęta. A potem jej brwi powędrowały na moment w górę, bo nie, niekoniecznie by dała w coś takiego wiarę. W to, że Atreus postanowiłby tańczyć z Millie, że próbowałby Moody nawet podrywać, potrafiłaby uwierzyć: taniec był tylko tańcem, a gdyby miał zamienić się w coś więcej, to pękła więź, która mogłaby wypełnić jej płuca i gardło kwiatami, a to że zaprosił ją do kina, do niczego go nie zobowiązywało. I naprawdę Brenna próbowała po prostu nie myśleć o pewnych rzeczach i nie pozwolić sobie na zazdrość czy gorycz, do których nie miała przecież prawa: powinna być wdzięczna, że starał się jej nie udusić w poprzednich miesiącach, bo ona może i starała się narażać trochę mniej, niestety nie za bardzo to wychodziło. Więc nie, nawet jeżeli niekoniecznie czuła się z tym dobrze, nie była zaskoczona, pamiętając paskudne, majowe szarpanie, znając historię Ludovici i Lorraine, wiedząc o widowisku randkowym, dlaczego miałaby zakładać, że Atreus nie chciałby poderwać ślicznej Moody? Ale niekoniecznie oczekiwałaby po nim wyznawania miłości i szarpaniny o Millie: nie podejrzewałaby jej o kłamstwo, nie była jednak pewna, czy ta czegoś nie zrozumiała opacznie?
Nie zmieniła ani wyrazu twarzy, ani tonu. Jeśli szło o udawanie, że wszystko jest w najlepszym porządku, nawet gdy nic w nim nie było, to Brenna była absolutną mistrzynią.
– Przykro mi, że nie bawiłaś się dobrze. Ja właściwie nawet polubiłam takie bale, chociaż jak byłam gówniarą, robiłam wszystko, byleby tylko nie musieć na nich wylądować. Na przykład uciekałam oknem. I chyba dalej wolę... no takie nasze, mniejsze zabawy – powiedziała. – Nie spodziewałabym się, że tak się poszarpią na parkiecie u Blacków, to jednak hm, świat gdzie liczą się pozory i maniery, i to… nie za bardzo rozumiem, o taniec? Nie mogli zatańczyć z tobą po prostu jeden po drugim?
Derwin zginął, a potem Warownię i Anglię opuściły Danielle, Lucy i Mavelle. Jeszcze jedno piętno Beltane: niektórzy już po prostu nie potrafili zostać w kraju rozdartym wojną i w domu pełnym wspomnień. Rozumiała to doskonale, żałobę córek i trudność pozostawania w miejscu, które mieszało w głowie, pełnej pamięci dwóch osób: ale czasem w tym budynku pełnym ludzi czuła się dziwnie samotna, i nieobecność kolejnych twarzy to poczucie tylko potęgowało.
Wspomnienie, które ledwo co do niej powróciło, było radosne, teraz jednak zabarwiło się goryczą.
Dani, Luc, Mav, Derwin.
Obecni wtedy, nieobecni teraz.
Ale odchodzenie i sztuka pozwalania ludziom znikać z twojego życia, była częścią dorosłości.
Mimo to uśmiechnęła się do Millie pogodnie, odkaszlnęła, niby to przypadkiem - a chciała być pewna, że jej głos zabrzmi normalnie - i odpowiedziała całkiem zwyczajnie, jak gdyby nigdy nic.
– Nauczysz się. I nie szkodzi, tłum, hałas, nie spodziewałam się, że będziesz na to gotowa.
Trochę zdziwiło ją, że poszła dzień później na wesele Blacków właśnie, ale to ostatecznie było imprezą spokojniejszą, a przynajmniej taką wydawało się Brennie. O tańcach zresztą teraz nie chciała po prostu myśleć - większość gości bawiła się chyba dobrze, ale pod podszewką tkwiły rzeczy, które zabarwiały jej myśli czernią. A nie mogła teraz myśleć o czerni, nie kiedy dziś miały być urodziny Millie, jutro zaś czekało ją zejście w ciemność.
– Nie spodziewałabym się zamiany w kapibary… na eleganckim weselu Blacków – powiedziała Brenna ostrożnie, trochę zaskoczona. Na potańcówce były magiczne drinki, ale to była jednak impreza mało oficjalna, i nikogo nie zamieniano w zwierzęta. A potem jej brwi powędrowały na moment w górę, bo nie, niekoniecznie by dała w coś takiego wiarę. W to, że Atreus postanowiłby tańczyć z Millie, że próbowałby Moody nawet podrywać, potrafiłaby uwierzyć: taniec był tylko tańcem, a gdyby miał zamienić się w coś więcej, to pękła więź, która mogłaby wypełnić jej płuca i gardło kwiatami, a to że zaprosił ją do kina, do niczego go nie zobowiązywało. I naprawdę Brenna próbowała po prostu nie myśleć o pewnych rzeczach i nie pozwolić sobie na zazdrość czy gorycz, do których nie miała przecież prawa: powinna być wdzięczna, że starał się jej nie udusić w poprzednich miesiącach, bo ona może i starała się narażać trochę mniej, niestety nie za bardzo to wychodziło. Więc nie, nawet jeżeli niekoniecznie czuła się z tym dobrze, nie była zaskoczona, pamiętając paskudne, majowe szarpanie, znając historię Ludovici i Lorraine, wiedząc o widowisku randkowym, dlaczego miałaby zakładać, że Atreus nie chciałby poderwać ślicznej Moody? Ale niekoniecznie oczekiwałaby po nim wyznawania miłości i szarpaniny o Millie: nie podejrzewałaby jej o kłamstwo, nie była jednak pewna, czy ta czegoś nie zrozumiała opacznie?
Nie zmieniła ani wyrazu twarzy, ani tonu. Jeśli szło o udawanie, że wszystko jest w najlepszym porządku, nawet gdy nic w nim nie było, to Brenna była absolutną mistrzynią.
– Przykro mi, że nie bawiłaś się dobrze. Ja właściwie nawet polubiłam takie bale, chociaż jak byłam gówniarą, robiłam wszystko, byleby tylko nie musieć na nich wylądować. Na przykład uciekałam oknem. I chyba dalej wolę... no takie nasze, mniejsze zabawy – powiedziała. – Nie spodziewałabym się, że tak się poszarpią na parkiecie u Blacków, to jednak hm, świat gdzie liczą się pozory i maniery, i to… nie za bardzo rozumiem, o taniec? Nie mogli zatańczyć z tobą po prostu jeden po drugim?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.