04.01.2023, 17:17 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.02.2023, 22:29 przez Morgana le Fay.)
Rozliczono - Florence Bulstrode - Piszę, więc jestem.
Muzyka wciąż grała, ludzie wciąż dobierali się w pary, a materiały co dłuższych sukienek sunęły po parkiecie w rytm kolejnych dźwięków.
Ciasto było dobre, na pewno pomogło w przyswojeniu alkoholu wypitego na pusty żołądek - nierozsądnie, acz z braku innej możliwości, aby zatonąć w rozmazanym wszechświecie własnych myśli i nie czuć się aż tak wyobcowanym. William westchnął, gdy towarzystwo, któremu pomógł zajęło się sobą. Mieli swoje sprawy, znali się od dłuższego czasu, a on sam niezbyt wiedział co mówić w takich sytuacjach. Zajmowanie sobie głowy 'small talkiem' wydawało mu się niesamowicie nudne, do tego stopnia, że podnosił się i opadał na palcach stóp, aby w ostatnich momentach powstrzymać się po prostu od odejścia bez słowa.
Wrócił do sali z balkonu i odstawił talerzyk na jednym ze stołów, omiótł salę spojrzeniem szukając kogoś znajomego, a w międzyczasie złapał kolejny kieliszek, tym razem z białym winem - te zawsze, nawet jak nie lubiło się danego szczepu czy rodzaju, było bezpieczniejszą opcją niż czerwone. Upił łyk mrużąc oczy, widząc, że żona znalazła sobie towarzystwo. No tak, mógł się tego spodziewać, czy był zły? Niekoniecznie na sam fakt, że Eden tańczyła z innym mężczyzną. Już przy pierwszym spotkaniu powiedział jej, że może spotykać się z innymi ludźmi, jeżeli ma potrzeby, którym on nie mógłby zaspokoić. Teraz jednak, w perspektywie ostatniej rozmowy i dzisiejszej kłótni czuł jakby taniec i każdy ruch wykonywany przez blondynkę był wykonywany przeciwko niemu. Nie lubił tego uczucia, było nielogiczne i brało się znikąd, ale żyjąc z byłą Panną Malfoy, nauczył się, że niektóre czyny wymierzone są w innych nawet jeżeli nie są odpowiednio wokalne. Może faktycznie nie widział czego chciał? Albo przyzwyczaił się do statusu Quo, w którym Eden zawsze była pewnym punktem w jego życiu. Ona, dom, kłótnia w jadalni. Przedziwne jak zarażając ta rutyna działała na jego zmysły, chociaż nie każdy aspekt związany z tymi czynnościami był pozytywny.
Odwrócił spojrzenie postanawiając zignorować nieprzyjemne uczucie, jakie gromadziło się na dnie żołądka i popił je winem, które opłukało podniebienie i na chwilę przyniosło uczucie lekkości.
Skupił się na całkiem innej osobie, której twarz przynosiła na myśl tematy i rewiry o wiele lepiej mu znane i zbadane - szkolne mury, krukońską ciekawość i samo uzdrowicielstwo. Zauważając, że kobieta nie ma przy sobie nikogo, z kim mogłaby aktualnie prowadzić rozmowę wypił resztkę wina w sporym łyku, można by pomyśleć, że na pewność siebie i przeszedł odległość jaka ich dzieliła.
- Florence, cieszę się, że em. - właściwie to z czego się cieszył? Że mogli porozmawiać? Że w końcu znalazł kogoś, przy kim nie będzie musiał udawać, że interesuje go cała ta szopka? Nie, tego chyba nie powinien mówić - że udało mi się ciebie złapać w całym tym zamieszaniu. Dawno nie ... rozmawialiśmy. - pomimo różnicy wieku Will wciąż nie wiedział jak powinno się zagadywać czy zwracać do ludzi w sytuacjach, które nie były zjazdami naukowymi, wykładami czy po prostu, pracą. Uśmiechnął się nawet, bardzo koślawo, ale hej, liczyło się, że chociaż spróbował.
- Znalazłaś czas żeby przyjść? - zaciekawił się, pomijając całą resztę 'small talku', jaką mógłby wepchnąć w tę rozmowę i przeszedł prosto do tematu, w jakim, wydawało mu się, obydwoje będą się dobrze czuli.
Sometimes, I wonder if I should be medicated;
If I would feel better just lightly sedated
If I would feel better just lightly sedated