21.06.2024, 14:26 ✶
Opakowanie było ubłocone, ale jeszcze nie rozmiękłe, a w środku było pięć papierosów, więc prawdopodobnie ktoś raczej je zgubił niż wyrzucił tutaj celowo. Nie był to może najlepszy przedmiot dla widmowidza – na rzeczach i miejscach niejako osiadała ludzka energia, i Brenna podejrzewała, że to ona podsuwała wizje, tak samo, jak to nią żywiły się w domu Mildred Found widma, im dłużej miały styczność z właścicielem albo im więcej znaczyły tym lepiej – ale może jeśli nie palił dużo, miał tę paczkę przy sobie jakiś czas…
– Spróbuję, nie mam pojęcia, co mogło przylgnąć do paczki papierosów, ale warto sprawdzić.
Na skrytkę z piórem Brenna patrzyła odrobinę podejrzliwie, bo nawet jeśli teraz uszkodzone i pewnie nie działające, to chyba nie było zwykłym piórem, skoro je tu umieszczono – ktoś ewidentnie nie chciał trzymać w domu czarnomagicznych rzeczy (i wybrał miejsce na skraju nawiedzonego lasu może z nadzieją, że tu się nikt nie zbliży, jakby nie wiedział, że nadzieja to matka głupców). Pomyślała, że może trzeba będzie sprawdzić, czy czyjegoś domu ostatnio nie przeszukiwano albo kogoś nie sprawdzano, bo może usunął te przedmioty nie bez powodu…
– Można fotografować – rzuciła do fotografa, który faktycznie rzucił się robić zdjęcia papierosów i pióra, i rozstawiać przy nich oznaczenia pokazujące długości, i sama też cofnęła się, zerkając jeszcze na pracownika, który skończył pobierać próbki czarnej wody. Atreus miał rację, pozostawało poczekać, aż koroner dotrze i pozwoli zabrać ciało do Ministerstwa, a specjaliści usuną z rzeki tę paskudną czerń. I zaraz to na nim skupiła wzrok na wzmiankę o powracających wspomnieniach.
– Taaaak, jakiś czas temu jedno wróciło, a dziś… w sumie nie jestem pewna, chyba wróciło i uciekło – przyznała, zniżając odruchowo głos. Było to na swój sposób frustrujące, zwłaszcza że jeśli nawet sama pozwoliła mu umknąć, teraz czuła się tym skonfundowana i przede wszystkim nie podobało się jej to, że to mogło się powtórzyć. Co jeżeli tych utraconych wspomnień było więcej? Jeżeli były ważne? Jeśli wrócą w nieodpowiednim momencie i ulecą, zanim zdąży je zatrzymać? – To dotyczy też innych, którzy byli na tej polanie. Chyba każdego, kto spojrzał w ten cholerny ogień.
Być może Departament Tajemnic mógłby to zbadać i mądrze byłoby podzielić się z nimi tą rewelacją. Problem polegał na tym, że oprócz jednego Morpheusa, Brenna zupełnie nie ufała większości Niewymownych – za bardzo lubili zostawiać wiedzę dla siebie i do zbyt wielu rzeczy by się posunęli, aby tę wiedzę zdobyć. I teraz naprawdę wolała, aby skupili się raczej na Zimnych niż tajemnicy skradzionych odłamków pamięci.
– Tak w ogóle… może to nie jest odpowiedni moment na takie pytania… – rzuciła, pochylając się nieco w jego stronę, żeby przypadkiem reszta ekipy nie usłyszała. To na pewno nie był dobry moment, ale przynajmniej nie stali już nad ciałem, i akurat nikogo nie było obok, prawda? Nawet jeśli trochę absurdalne było przerzucanie się z rozmowy o zbrodni i utraconych wspomnieniach na takie tematy, to i tak nie zdołała ugryźć się w język. – Ale to prawda, że na środku Lammas władowałeś Philipowi Nottowi do nosa rzeźbę o em, kontrowersyjnym kształcie, i potem musieli mu ją wyciągać w Mungu? – spytała, starając się skryć tę odrobinę absolutnie nie pasującego do sytuacji rozbawienia.
Nie żeby popierała atakowanie ludzi na sabatach, ale nie była przecież jego matką, żeby tu prawić kazania odnośnie bójek albo przynajmniej odpowiedniego miejsca dla tych (zresztą znając paru Prewettów podejrzewała, że pani Prewett rzadko takie wygłaszała), ta historia brzmiała jednak tak absurdalnie, że ciężko było wspominać o niej z kamienną twarzą, poza tym podejrzewała, że trochę te plotki wyolbrzymiono.
– Spróbuję, nie mam pojęcia, co mogło przylgnąć do paczki papierosów, ale warto sprawdzić.
Na skrytkę z piórem Brenna patrzyła odrobinę podejrzliwie, bo nawet jeśli teraz uszkodzone i pewnie nie działające, to chyba nie było zwykłym piórem, skoro je tu umieszczono – ktoś ewidentnie nie chciał trzymać w domu czarnomagicznych rzeczy (i wybrał miejsce na skraju nawiedzonego lasu może z nadzieją, że tu się nikt nie zbliży, jakby nie wiedział, że nadzieja to matka głupców). Pomyślała, że może trzeba będzie sprawdzić, czy czyjegoś domu ostatnio nie przeszukiwano albo kogoś nie sprawdzano, bo może usunął te przedmioty nie bez powodu…
– Można fotografować – rzuciła do fotografa, który faktycznie rzucił się robić zdjęcia papierosów i pióra, i rozstawiać przy nich oznaczenia pokazujące długości, i sama też cofnęła się, zerkając jeszcze na pracownika, który skończył pobierać próbki czarnej wody. Atreus miał rację, pozostawało poczekać, aż koroner dotrze i pozwoli zabrać ciało do Ministerstwa, a specjaliści usuną z rzeki tę paskudną czerń. I zaraz to na nim skupiła wzrok na wzmiankę o powracających wspomnieniach.
– Taaaak, jakiś czas temu jedno wróciło, a dziś… w sumie nie jestem pewna, chyba wróciło i uciekło – przyznała, zniżając odruchowo głos. Było to na swój sposób frustrujące, zwłaszcza że jeśli nawet sama pozwoliła mu umknąć, teraz czuła się tym skonfundowana i przede wszystkim nie podobało się jej to, że to mogło się powtórzyć. Co jeżeli tych utraconych wspomnień było więcej? Jeżeli były ważne? Jeśli wrócą w nieodpowiednim momencie i ulecą, zanim zdąży je zatrzymać? – To dotyczy też innych, którzy byli na tej polanie. Chyba każdego, kto spojrzał w ten cholerny ogień.
Być może Departament Tajemnic mógłby to zbadać i mądrze byłoby podzielić się z nimi tą rewelacją. Problem polegał na tym, że oprócz jednego Morpheusa, Brenna zupełnie nie ufała większości Niewymownych – za bardzo lubili zostawiać wiedzę dla siebie i do zbyt wielu rzeczy by się posunęli, aby tę wiedzę zdobyć. I teraz naprawdę wolała, aby skupili się raczej na Zimnych niż tajemnicy skradzionych odłamków pamięci.
– Tak w ogóle… może to nie jest odpowiedni moment na takie pytania… – rzuciła, pochylając się nieco w jego stronę, żeby przypadkiem reszta ekipy nie usłyszała. To na pewno nie był dobry moment, ale przynajmniej nie stali już nad ciałem, i akurat nikogo nie było obok, prawda? Nawet jeśli trochę absurdalne było przerzucanie się z rozmowy o zbrodni i utraconych wspomnieniach na takie tematy, to i tak nie zdołała ugryźć się w język. – Ale to prawda, że na środku Lammas władowałeś Philipowi Nottowi do nosa rzeźbę o em, kontrowersyjnym kształcie, i potem musieli mu ją wyciągać w Mungu? – spytała, starając się skryć tę odrobinę absolutnie nie pasującego do sytuacji rozbawienia.
Nie żeby popierała atakowanie ludzi na sabatach, ale nie była przecież jego matką, żeby tu prawić kazania odnośnie bójek albo przynajmniej odpowiedniego miejsca dla tych (zresztą znając paru Prewettów podejrzewała, że pani Prewett rzadko takie wygłaszała), ta historia brzmiała jednak tak absurdalnie, że ciężko było wspominać o niej z kamienną twarzą, poza tym podejrzewała, że trochę te plotki wyolbrzymiono.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.