• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Little Hangleton v
« Wstecz 1 2 3 4 Dalej »
[sierpień 1972] Co spotkało Basila H.?

[sierpień 1972] Co spotkało Basila H.?
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#1
11.03.2024, 19:25  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.11.2024, 21:37 przez Baba Jaga.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic VI

Odkryj wiadomość pozafabularną
Sesja dla Oriona pod przyszłą rekrutację do ZFu.

Basil Hart znikł.
Kolega Oriona z roku i z Ministerstwa - wprawdzie nie z tego samego Departamentu, ale zatrudniony jako asystent jednego z sędziów Wizengamotu - tamtego dnia, przed wyjściem z pracy wspomniał, że w domu ma odwiedzić go znajomy z Ministerstwa Magii, a potem idzie na spotkanie z koleżanką na mieście. Na to drugie spotkanie nigdy nie miał szans dotrzeć. Nie pojawił się bowiem kolejnego dnia w pracy, a kiedy ktoś z jego wydziału wpadł sprawdzić, co się stało, zastał pusty dom i bałagan, który mógł wskazywać na to, że Basil albo był strasznym bałaganiarzem, albo ktoś przeszukał mieszkanie. Zastanawiające było, że żadne zaklęcia zabezpieczające dom nie były naruszone - co zdaniem Brygadzisty, któremu powierzono śledztwo, mogło wskazywać na to, że do żadnej napaści nie doszło.
...ale mogło wskazywać też na to, że napastnika sam wpuścił do domu. W końcu Orion Bulstrode wiedział, że mężczyzna miał po godzinach rozmawiać z kimś z Ministerstwa Magii.
Basil jednak znikł, a jak mógł łatwo się dowiedzieć, nic dziwnego nie spotkało tego dnia żadnego innego pracownika.
Tymczasem wiele wskazywało na to, że śledztwo dość szybko zostanie zamknięte z powodu braku dowodów. Brakowało mrocznego znaku, zaklęcia nie zostały naruszone, bałagan mógł być rezultatem szybkiego pakowania, w dodatku wyglądało na to, że jakimś cudem śledztwo trafiło w ręce najgłupszego Brygadzisty, jakiego dało się wybrać, w końcu nie było niczego, co świadczyłoby o użyciu czarnej magii... Zwłaszcza, że ten i ów przebąkiwał, że praca dla sędziego Scorugha była bardzo stresująca, dwóch poprzednich asystentów rzuciło ją z dnia na dzień, a Basil nie miał rodziny, mieszkanie wynajmował, w dodatku wygrał ostatnio trochę galeonów na loterii...
...ale Orion był jasnowidzem.
I chociaż nie zobaczył twarzy mężczyzny, z którym Basil chciał się spotkać, a jedynie jego sylwetka, to w jego przyszłości tego wieczora faktycznie migały mu spotkania - i strzępy wskazujące na to, że Hart liczył, że pozyska jakieś informacje. Nic o żadnym, nagłym wyjeździe.
Czy ktoś z Ministerstwa przyłożył rękę do tego zniknięcia?
*

Basil Hart nie należał do Zakonu Feniksa. Nie wiedział nawet o jego istnieniu. Ale i tak - nie do końca świadomie - był jednym z informatorów. Nie popierał Voldemorta, nie popierał śmierciożerców, i kiedy zorientował się, że jeden z jego współpracowników może mieć nieco nadmiernie konserwatywne poglądy, zaczął szukać kogoś, kto mógłby w tej sprawie pomóc. Znalazł Brennę.
Która w tej chwili miała cholerne wyrzuty sumienia, że nie posłała go w diabły. Albo nie zabroniła mu tak ryzykować, bo najwyraźniej dał komuś powody do podejrzeń. Albo że nie siedziała w jego cholernym mieszkaniu, kiedy nastąpiło to cholerne spotkanie.
Wyrzuty sumienia jednak niczego nie zmieniały, podobnie jak przeprosiny, rzucone na wiatr. Mogła jedynie spróbować odnaleźć Harta, jeżeli żył albo spróbować dopaść winnych jego śmierci.
Między innymi dlatego włamywała się właśnie do jego domu przez okno.
Basil mieszkał na piętrze jednopiętrowego domu. Wynajmował dwa pokoje i kuchnię od przygłuchej staruszki, mieszkającej na parterze - w dniu jego zniknięcia akurat przebywała u krewnych. Teraz Brenna nie miała takiego szczęścia, dlatego nie mogła skorzystać z drzwi wejściowych. Pod osłoną ciemności wdrapała się więc na balkon, dzień po tym, jak Brygadziści zakończyli wszystkie swoje czynności. Przez ustawione przez nich zabezpieczenie mogła przejść bez większych problemów - sama w końcu ustawiała takie wielokrotnie, a skoro chwilowo trzymano się wersji, że nie doszło do zbrodni, nikt jakoś szczególnie tego miejsca nie pilnował...
Ciche alohomora trafiło w okno.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Holding The Grudge
do dilfs
not drugs
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki na 183 centymetry wzrostu, umięśniony, chociaż nie tak wysportowany jak większość Aurorów. Ubiera się w mundur, który nosi dumnie, lub w proste, kolorowe koszule, marynarki i spodnie od garnituru. Błękitne oczy i ciepły uśmiech sprawiają, że jego spojrzenie stopiło już niejedno serce.

Orion Bulstrode
#2
16.03.2024, 21:25  ✶  
Początkowo nawet nie wiedział, że jego znajomy nie przyszedł do pracy. Zbyt mocno zaaferowany własnym życiem, nie miał czasu się z nim spotkać. Jasne, mieli się spotkać przy okazji lunchu i przegadać kilka spraw, ale czasem sam zapominał o takich spotkaniach, pochłonięty za bardzo przez pracę. Uznał, że tym razem stało się tak ze strony Harta. Ciężko było mu się złościć, skoro sam zrobił tak już kilka razy. Wzruszył tylko ramionami, wychodząc z założenia, że nadrobią to następnego dnia. Nic bardziej mylnego.
Po przybyciu do pracy słyszał, że trwają poszukiwania jakiegoś pracownika ministerstwa, ale zaaferowany własnymi obowiązkami puścił to mimo uszu. Przynajmniej na początku. Gdy do zaginionego dodano nazwisko, przejął się tym zdecydowanie bardziej. Starał się wkręcić w śledztwo, ale to przydzielono brygadziście, którego średnio kojarzył. Z racji na to, że nie mógł podpytać u źródła, zostało mu czekać na wnioski, które przyniesie ze sobą śledztwo. To podejście okazało się zaskakująco bezcelowe i jałowe.
Rzadko kiedy bywał niemiły wobec ludzi, wychodził z założenia, że trzeba szanować innych ludzi. Tym razem było jednak naprawdę blisko temu, żeby wybuchł. Wszystko to za sprawą wyników śledztwa, którym bliżej było raczej do nieśmiesznego żartu. Pobieżne zapoznanie się z tematem i wyciągnięcie wniosków bez przesłuchania większej ilości świadków. Innymi słowy — parodia z wymiaru sprawiedliwości. Absolutnie nie kupował historii o nagłym wyjeździe i rzuceniu pracy bez słowa. Jasne, może nie zawsze było lekko, ale ciężko było mu uwierzyć w to, że mężczyzna rzuciłby to wszystko bez większego namysłu. Postanowił działać, póki co na własną rękę. Wiedział, że samo "ja zrobię to lepiej" by nie starczyło, zwłaszcza że poniekąd był z ofiarą powiązany. Jego śledztwo było więc nieoficjalne.
Zaczął od przepytania kilku osób w samym Ministerstwie. Pytania były ostrożne, nieco okrężne. Chciał zaciągnąć języka, ale jednocześnie starał się nie zwrócić na siebie większej uwagi. Musiał być ostrożnym, w końcu nie wiadomo, co tak właściwie się tutaj stało. Sprawa wciąż była niejasna i pełna niewiadomych, ale dowiedział się, że zaginiony nie planował żadnych wyjazdów, a przynajmniej z nikim się tym nie dzielił. Odkrył za to, że Hart ostatnimi czasy zachowywał się dziwnie. Był spięty, podejrzliwy i nerwowy. Ciężko było wyciągnąć z tego jakieś sensowne wnioski, ale coraz bardziej budowało się w nim przekonanie, że cokolwiek się tutaj zadziało, nie było dziełem przypadku. Nie, żeby było to wielkim zaskoczeniem. Jego rodowa zdolność znowu dała o sobie znać. Wciąż nie potrafił nad tym zapanować, ale obrazy, których doznał, nie pozostawiały wątpliwości.
Właśnie dlatego pod osłoną nocy włamywał się do domu zaginionego. Upewniwszy się, że nikt nie pilnuje domu, zakradł się na tyły i używając niezawodnej Alohomory wsunął się niepostrzeżenie do środka. Było dość ciemno, ale nie chciał używać normalnego światła. Mruknął kolejne zaklęcie i na czubku różdżki pojawiło się lekkie światło, które trochę rozświetliło ciemności. Pozostało tylko się rozejrzeć i zastanowić, od czego powinien zacząć.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#3
20.03.2024, 19:26  ✶  
Rzuty, kto pierwszy kogo zauważy, tak zajebiste, że od razu rozpoznaję i pobicie się przechodzi koło nosa…
Kobieta, mieszkająca na parterze, spała chyba – dzięki temu Orion mógł wślizgnąć się do środka niepostrzeżenie. Z jednego z pokoi (pod drzwiami przesączało się światło, pewnie nie zgasiła lampki nocnej) dobiegało ciche chrapanie.
Mógł bez większych przeszkód dostać się na piętro, do pokoi zajmowanych przez Basila – w których być może ten został napadnięty. Drzwi otworzyły się akurat w momencie, w którym Brenna, odziana w ciemną bluzę z kapturem, miała zamiar zeskoczyć z parapetu.
Zamarła, natychmiast sięgając po różdżkę, gotowa wypuścić czar w intruza lub salwować się ucieczką, gdyby okazało się, że to właścicielka domu postanowiła wejść na piętro. Niemal natychmiast zdała sobie jednak sprawę z tego, że to ani staruszka mieszkająca na dole, ani – prawdopodobnie – żaden porywacz czy morderca, wracający na miejsce swojej zbrodni. W sylwetce, która stanęła na progu, rozpoznała bowiem Oriona Bulstrode’a. Przez mgnienie oka zastanawiała się, czy i tak nie rzucić się do ucieczki, ponieważ wcale nie chciała dać się tutaj przyłapać aurorowi: byłoby gorzej chyba tylko, gdyby wpadła tutaj na Atreusa. Nawet nie na Chestera Rookwooda, bo jego mogłaby z czystym sumieniem oszołomić. Błyskawicznie wykalkulowała jednak, że to skończy się w zły sposób – jeżeli spróbuje skoczyć i szybko się teleportować, pewnie się rozszczepi, a jeżeli spróbuje skoczyć i uciekać, on rzuci się w pościg (ona przynajmniej by tak zrobiła), a potem będzie jeszcze trudniej wszystko wyjaśnić.
Poza tym chciała wiedzieć, co on tutaj robił.
To w końcu nie była sprawa prowadzona przez Biuro Aurorów – nie znaleziono dowodów na użycie czarnej magii czy zaangażowanie czarnoksiężników. Już prędzej ona mogła się wyłgać, że sprawdza coś dla Brygady Uderzeniowej, bo prowadzący sprawę nie mógł, chociaż prawdopodobnie wtedy nie powinna wchodzić do środka przez okno.
– Co ty tu robisz, do cholery? – spytała cicho, ledwo ułamek sekundy po tym, jak i on zdołał ją dostrzec, bo był na tyle spostrzegawczy, by ciemny cień na parapecie mógł rzucić się mu w oczy. Sama Brenna nie rzuciła lumos, zlewała się więc niemal z mrokiem. I chociaż nie rzucała żadnych zaklęć, to i tak wycelowała różdżkę w Oriona, bo…
…tak na wszelki wypadek po prostu. W dzisiejszych czasach nikomu nie można było ufać bez zastrzeżeń, a ona wolała być gotowa, gdyby postanowił wypalić w jej stronę jakieś zaklęcie.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Holding The Grudge
do dilfs
not drugs
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki na 183 centymetry wzrostu, umięśniony, chociaż nie tak wysportowany jak większość Aurorów. Ubiera się w mundur, który nosi dumnie, lub w proste, kolorowe koszule, marynarki i spodnie od garnituru. Błękitne oczy i ciepły uśmiech sprawiają, że jego spojrzenie stopiło już niejedno serce.

Orion Bulstrode
#4
22.06.2024, 02:23  ✶  
Lekko zamarł, gdy do jego uszu doszedł zapach chrapania. Z jakiegoś powodu kompletnie zapomniał, że na parterze mieszkała jeszcze jakaś kobieta. Taki brak rozpoznania był dość nierozsądne, ale na dobrą sprawę ciężko było odnaleźć w tym wszystkim chociażby nutkę profesjonalizmu. Bo przecież czynny auror zdecydowanie nie powinien się gdziekolwiek włamywać, nawet jeśli kierowały nim dobre intencje. Szczególnie jeśli nie miał takiego rozkazu. Orion działał na własną rękę. Dopiero teraz zaczynało do niego docierać to, jak bardzo nierozsądnie postąpił. Co Ty sobie myślałeś do jasnej cholery? — skarcił w głowie samego siebie, nerwowo ściskając w palcach różdżkę. Pierwszy raz działał poza granicą swoich obowiązków i nie napawało go to szczególnym optymizmem. Im dłużej o tym myślał, tym większy czuł niepokój. W żołądku pojawiła się gula, która po kilku chwilach przybrała nieprzyjemnie duże rozmiary i zaczęła mu ciążyć. Stres powoli przejmował nad nim kontrolę, nie pozwalając na chłodną kalkulację. W głowie przeliczył wszystkie przepisy, które złamał, działając w ten sposób, co nie poprawiło mu nastroju. Podświadomość niezwykle mocno namawiała go do wyjścia z budynku i zapomnienia o całej sprawie, ale wiedział, że nie może. Wizje, których doświadczył, wciąż tkwiły w jego głowie. Coś tutaj zdecydowanie było nie tak. Nie mógł zostawić znajomego w potrzebie. Nawet jeśli inni nie widzieli tego zagrożenia. Nerwowo zaciągnął kilka kosmyków za ucho, po czym rozejrzał się po pomieszczeniu. Wdech, wydech. Dasz radę.
Pierwszy krok, drugi. Powoli wracała do niego pewność siebie. Wciąż nie czuł się za dobrze z łamaniem prawa, ale wiedział, że nie może tego tak zostawić. Byłoby to równe zostawieniu kogoś na pastwę losu, potencjalnie nawet na śmierć. Oświetlając sobie drogę różdżką, dość szybko znalazł schody, po których udał się na piętro. To właśnie tam znajdowało się mieszkanie Basila.
Gdy dotarł pod odpowiednie drzwi, zatrzymał się na chwilę, próbując zebrać myśli. Wyrzuty sumienia mieszały się ze stresem, a wszystko to podbijała faktyczna troska o znajomego. Jeśli wizje były prawdziwe... Potrząsnął lekko głową, chcąc odrzucić nieprzyjemne myśli, po czym nacisnął klamkę, powoli wchodząc do pomieszczenia. Światło z jego różdżki powoli rozświetliło pokój, ukazując mu chaos, o którym wcześniej słyszał. Pochłonęło go to na tyle, że dopiero po sekundzie dotarło do niego, że w oknie widzi ludzką sylwetkę. Mimowolnie spiął swoje ciało, wycelowując różdżkę, ale nim zdążył zrobić cokolwiek więcej, usłyszał znajomy głos. Co do cholery robiła tutaj Brenna Longbottom i dlaczego stała na parapecie?
Mimo sporego zaskoczenia lekko się uśmiechnął, po czym zamarł, widząc skierowaną w siebie różdżkę. Było to dla niego na tyle nienaturalne, że mimowolnie poczuł się zagrożony. Tym razem nie pozwolił jednak wygrać natrętnym myślom. Znał ją zbyt długo, żeby teraz się na tym przejechać. Prawda?
— Mógłbym ci zadać to samo pytanie — rzucił w końcu, po czym powoli opuścił różdżkę, wciąż utrzymując zaklęcie. Dlaczego stała na tym parapecie? — Przyszedłem się rozejrzeć. Wiem, że Brygada już tutaj była, ale Basil to mój znajomy, a poza tym... miałem wizję. Coś się stało i nie było to nic dobrego — dokończył, powoli artykułując ostatnie słowa. Naprawdę miał nadzieję, że nie przejdzie się na tym kredycie zaufania.
— Uważam, że coś mu się stało — dodał jeszcze, zerkając nerwowo w stronę kobiety.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#5
22.06.2024, 09:56  ✶  
Brenna też opuściła różdżkę, powoli, gdy zrobił to Orion, a potem, po chwili wahania, zsunęła się z parapetu, wskakując do pomieszczenia. Prawda była taka, że dotąd nigdy nie podejrzewała starszego z Bulstrodów o współpracę z Voldemortem – prędzej do niedawna skłonna byłaby mieć wątpliwości wobec jego brata, przyjaźniącego się z Borginami, i jeśli te stopniały, to chyba z nie do końca obiektywnych powodów. Mimo to spotkanie tutaj Oriona wywoływało pewne odruchowe reakcje.
Kiedyś widziała w ludziach tylko to, co najlepsze i naprawdę potrzeba było sporo, aby kogoś skreśliła. A chociaż teraz też po prostu lubiła większość otoczenia, nabrała skłonności do wypatrywania noży trzymanych za plecami. Ale nie mogła ulegać paranoi, a jego wyjaśnienia brzmiały logicznie…
I bardzo chciała wiedzieć, co takiego mógł zobaczyć Orion. Bulstrodowie pod względem Trzeciego Oka niewiele ustępowali Trelawneyom.
– Chcą zamknąć śledztwo – powiedziała, stojąc już w pomieszczeniu. – Wygrał na loterii i wyjechał, ktoś nawet widział go podobno jakiś czas temu na stacji kolejowej, komuś przyznał, że żałował zmiany pracy i przyjścia do Ministerstwa, właścicielka domu mówi, że rozmawiał z nią o wyprowadzce…
To wszystko mogło być nawet prawdą. Skoro zdobył pieniądze, mógł kupić bilety, bardzo możliwe, że zmiana ścieżki kariery i bycie asystentem sędziego niekoniecznie napawały go radością (Brenna tego nie wiedziała, Orion zaś już mógł wiedzieć, że faktycznie niekoniecznie kochał tę pracę), i że skoro miał więcej środków, chciał się wyprowadzić, ale… bilety mogły być jej zdaniem na weekendowy wypad, narzekanie na pracę nie oznaczało zniknięcia z niej bez słowa, a chęć zakończenia najmu mogła wiązać się z planami kupienia mieszkania, zamiast wyjechania gdzieś na Madagaskar.
– Szkopuł w tym, że tamtego wieczora miał się ze mną spotkać. Po innym spotkaniu. Nigdy nie dotarł. I nie wiem, z kim miał się widzieć, ale na pewno… był tym spotkaniem zdenerwowany. Trochę nie wierzę, że w ciągu kilkunastu godzin uznał, że mnie olewa i wyjeżdża na drugi koniec świata – stwierdziła z pewną ostrożnością, bo jednak nie do końca mogła tutaj walnąć „chyba podejrzewał o coś kogoś ze swojego wydziału i planował przekazać mi informacje, a ja nie wspominam o tym w Ministerstwie, i działam na własną rękę, bo jeśli ktoś tutaj coś kombinuje, to cholera wie, czy i tak nie zamiotą tego pod dywan, i nie chcę zwracać uwagi na to, że węszę…”
– Harley raczej zwykle zajmuje się trochę innymi sprawami, dostał to, bo hm… no sprawa nie wyglądała tak z boku bardzo poważnie, Basil nie był mugolakiem, nie miał wrogów… chciałam upewnić się, że nic nie przegapili. Bo też uważam, że coś mu się stało.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Holding The Grudge
do dilfs
not drugs
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki na 183 centymetry wzrostu, umięśniony, chociaż nie tak wysportowany jak większość Aurorów. Ubiera się w mundur, który nosi dumnie, lub w proste, kolorowe koszule, marynarki i spodnie od garnituru. Błękitne oczy i ciepły uśmiech sprawiają, że jego spojrzenie stopiło już niejedno serce.

Orion Bulstrode
#6
23.06.2024, 17:27  ✶  
Jedną z najważniejszych rzeczy w pracy aurora było zaufanie do swoich współpracowników. Z całą pewnością ufał w dobre pobudki brata, ale gdy chodziło o całą resztę biura, sytuacja nie była taka prosta. Wszystkiemu winne były wydarzenia, do których doszło na Beltane. Atak, którego dopuścił się Voldemort oraz jego podwładni zostawił sporą rysę na społeczeństwie. Ludzie zaczęli kwestionować sprawczość Brygady i aurorów. W ministerstwie przez długie tygodnie unosiła się aura wzajemnej nieufności i podejrzeń, w czym nie pomogły liczne przesłuchania wszystkich pracowników. Ostatecznie udzieliło się to również Orionowi, który w tamtym okresie wciąż mocno się obwiniał za to, w jakim stanie skończył Atreus. Ograniczył kontakty z ludźmi do niezbędnego minimum, nie zdradzając więcej, niż było to konieczne. Na palcach jednej ręki mógłby wyliczyć osoby, co do których miał niemal pewność. Znajdowała się wśród nich Brenna, która przez lata naprawdę solidnej i ciężkiej pracy dała mu się poznać jako postać o nieskazitelnej wręcz opinii.
Dopiero dzisiaj poczuł się przy niej nieswojo, a wszystko za sprawą różdżki, która była w niego wycelowana. Czy to możliwe, że aż tak się co do niej pomylił? Instynkt kazał mu się pilnować, ale postanowił zaryzykować... i z ulgą przyjął fakt, że kobieta powoli opuściła rękę. Serce wciąż biło mu nieco mocniej, ale przede wszystkim cieszył się z faktu, że zaufanie jej nie było błędem.
— W takim razie jest nas dwoje — odparł z lekkim uśmiechem, wsłuchując się w dalsze wyjaśnienia. Brzmiało to naprawdę sensownie, co uspokoiło już do reszty jego podejrzenia. Poczuł nawet lekką ulgę. Znaleziono całkiem sporo sensownych dowodów na to, że Basil po prostu wyjechał, a Orion i tak doszukiwał się w tym drugiego dna. Dobrze było się dowiedzieć, że nie był w tym jedyny.
— Starałem się wypytać w biurze o jakieś szczegóły, ale dowiedziałem się mniej więcej tego, co mi opowiedziałaś. Wygrał trochę galeonów, praca u sędziego była dość ciężka. Nie słyszałem co prawda o tym, że rozmawiał z właścicielką domu, ale wpisuje się to w ogólną narrację. Wygląda to aż nazbyt idealnie — zaczął, rozglądając się przy tym po pokoju. Faktycznie panował tutaj spory rozgardiasz. — Może znałem go za krótko, ale nigdy nie dał się poznać jako bałaganiarz — dodał, nachylając się nad niewielką kupką książek, które ktoś musiał zrzucić z pobliskiej półki. Jakim cudem Brygada nie uznała tego bałaganu za co najmniej podejrzany?
— Też słyszałem o tym spotkaniu. Wspominał, że ma go odwiedzić ktoś z Ministerstwa, a potem wychodzi ze znajomą. Jak rozumiem, chodziło mu o ciebie. — niektóre elementy zaczęły się układać, ale wciąż zostawało nieprzyjemnie dużo znaków zapytania.
— Niestety nie jestem mistrzem, gdy chodzi o jasnowidzenie, przez co moje wizje były dość... wybrakowane. Widziałem sylwetkę mężczyzny, ale sama płeć wiele nam nie pomoże. Basil liczył na pozyskanie jakichś informacji — rzucił, mimowolnie przy tym wzdychając. Czasem naprawdę żałował, że nie przykładał się bardziej do opanowania tej zdolności. W tej chwili byłaby bardziej niż przydatna.
W trakcie tej rozmowy powoli chodził po pokoju, przyglądając się kolejnym fragmentom pomieszczenia. Nagle jednak się zatrzymał, zdając sobie w pełni sprawę z tego, co powiedziała kobieta. — Dostał to? To zadanie? Jeśli wiesz coś więcej o tym spotkaniu, nie obraziłbym się za uchylenie rąbka tajemnicy — mówiąc to, posłał jej uważne spojrzenie. Znowu pojawiła się w nim ta nutka nieufności. Być może Brenna po prostu źle się wysłowiła, ale na ten moment brzmiało to, jakby coś przed nim ukrywała. — Skoro bycie mugolakiem miałoby stanowić przeszkodzę... czy to ma jakiś związek z Beltane? — dodał jeszcze, nie mając absolutnie bladego pojęcia, czy dobrze połączył te kropki.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#7
24.06.2024, 08:39  ✶  
Gdyby Brenna miała zaufanie do swoich współpracowników, pewnie nie tkwiłaby w nielegalnej organizacji. Było pewnym paradoksem jej natury, to jak bardzo była otwarta na ludzi, i jednocześnie przy tym jak mocno analizowała każdy szczegół ich życiorysów, słów i zachowań.
Nie podejrzewała dotąd Oriona o konszachty że śmierciożercami, ale uważała go już za kogoś, kto bardzo ściśle trzyma się litery prawa i jest bardzo oddany Ministerstwu, a przez to myśl o jego werbunku do ruchu oporu nie powstała nawet w jej głowie. Jego pojawienie tutaj wywołało już podejrzliwości, bo nie znając dobrze Harta i jego kontaktów, nie miała pojęcia, co Bulstrode mógł tutaj robić. Najwyraźniej jednak wpadli na ten sam pomysł: skoro śledztwa nie prowadzono w kierunku porwania czy zabójstwa, skoro nie uznano, że to sprawa dostatecznie poważna dla aurorów, mogło być tutaj coś, co przegapiono.
Całe szczęście, że żadne z nich nie wypaliło odruchowo zaklęciem.
- Gdyby był mugolakiem, może prędzej uznano by, że warto to sprawdzić dokładniej pod kątem zaangażowania… osób trzecich - powiedziała, wahając się przez moment, ile mu powiedzieć. Bo przy okazji mogła niechcący pokazać, że sama o pewnych sprawach wie znacznie więcej niż powinna. - Uważał, że ktoś z jego współpracowników donosi drugiej stronie. Jakieś braki w dokumentach wzbudziły w nim podejrzenia - wyznała w końcu. - Nie zgłosił tego oficjalnie, bo cóż, jeśli ktoś z nich faktycznie donosi drugiej stronie, to mógłby tak jakby się o tym zgłoszeniu dowiedzieć i Hart znikłby w tajemniczych okolicznościach... dokładnie jak ostatecznie się stało - dodała, z pewnym trudem powstrzymując grymas, który omal nie wypłynął na jej twarz.
Basil zaufał złej osobie.
I miała tu na myśli także siebie, bo gdyby uparła się tamtego dnia mu towarzyszyć albo być chociaż w pobliżu, może skończyłoby się to inaczej.
Mężczyzna był już pewną podpowiedzią, podobnie jak to, że wiedziała, że pracował w sądownictwie. Wciąż jednak potencjalnie podejrzanych było zbyt wielu.
- Moim zdaniem miał rację, ale chciał wyciągnąć informacje z kogoś, kto był za to odpowiedzialny. Może trzasnął go zaklęciem, może coś mu podał, może ktoś podszył się pod tę osobę, ale skoro nie ma śladów włamania i przemocy... wpuścił tu kogoś sam - mruknęła, rozglądając się po pomieszczeniu. Panował tu bałagan, ale nie wyglądał, jakby był pozostałością po walce. Raczej albo po szukaniu czegoś i ogólnym bałaganiarstwie, albo po pośpiesznym pakowaniu.
- Mam zamiar się tutaj rozejrzeć, bo skoro śledztwo prowadzili pod gotową teorię, to może coś przegapili. Rozumiem, że to też twój plan, więc… po prostu zróbmy to razem? – dodała, widząc, że już pochylił się nad książkami, po czym skierowała różdżkę w stronę okna, aby je zaciemnić i nie zwracać przypadkiem uwagi kogoś z zewnątrz, że w środku zapłonęły dwa lumosy.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Holding The Grudge
do dilfs
not drugs
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki na 183 centymetry wzrostu, umięśniony, chociaż nie tak wysportowany jak większość Aurorów. Ubiera się w mundur, który nosi dumnie, lub w proste, kolorowe koszule, marynarki i spodnie od garnituru. Błękitne oczy i ciepły uśmiech sprawiają, że jego spojrzenie stopiło już niejedno serce.

Orion Bulstrode
#8
30.06.2024, 20:23  ✶  
Z każdą kolejną minutą, so kytuacja robiła się coraz bardziej skomplikowana. Wiedział, że działanie na własną rękę i włamywanie się na miejsce potencjalnej zbrodni łamało całkiem pokaźną listę przepisów, ale godził się z tym ryzykiem. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że bazowanie na niepełnych wizjach nie było najlepszym pomysłem, ale sumienie nie pozwalały mu tego tak po prostu zostawić. Szczególnie że oficjalne śledztwo nie wykazało tak naprawdę niczego. Nie chciał podważać niczyich kompetencji, ale obrazy, których doświadczył były... zbyt realne. Wciąż czuł emocje, które im towarzyszyły i po prostu nie mógł tak po prostu o wszystkim zapomnieć. Nie wybaczyłby sobie, gdyby przez jego opieszałość coś naprawdę stało się Basilowi. Orion był aurorem, do jego zadań należało dbanie o bezpieczeństwo innych ludzi, a nie siedzenie za biurkiem i przejmowanie się tym, co zje na kolację.
Był gotowy na wiele, ale przez myśl mu nie przeszło, że będzie miał w tym wszystkim wspólnika. Jakie był szanse na to, że ktoś poza nim postanowi zignorować wszelkie dyrektywy i wziąć sprawy w swoje ręce? Ewidentnie większe, niż mógłby przypuszczać. W dodatku był to nie kto inny jak Brenna. Panna Longbottom była jedną z niewielu osób, które podchodziły do ich pracy z podobnym mu zaangażowaniem oraz powaga. Skoro nawet ona miała wątpliwości, coś ewidentnie musiało być na rzeczy, prawda? Czas pokaże.
Gdy minęła pierwsza niepewność oraz nieufność, Orion ponownie skupił się na sprawie, dla której się tutaj znaleźli.
— Sporo zależy od tego, kto prowadził tę sprawę, ale obawiam się, że możesz mieć sporo racji. Ostatnie miesiące odbiły się na biurze arurorów i brygadzie, negatywnie. Niestety. Zbyt dużo zadań, za mało czasu i ludzi — mówiąc to, westchnął cicho. Wciąż nie podobało mu się to, w jakim kierunku aktualnie zmierzało Ministerstwo. Irytacja mieszała się z bezsilnością. Naprawdę miał ochotę uderzyć ręką w stół i spróbować coś zmienić, ale wiedział, że jest jedynie kolejnym trybikiem w większej maszynie.
— Jeśli to co mówisz jest prawdą... — zaczął, analizując w głowie wszystkie te nowe informacje. Jeśli Basil faktycznie wywęszył szpiega, tak szybkie porzucenie śledztwa było bardziej niż podejrzane.
— Ktoś z jego współpracowników, mężczyzna. Mało szczegółów, ale jest to jakiś start. W normalnych warunkach moglibyśmy dyskretnie przepytać pracowników z Wizengamotu i sprawdzić, z kim trzymał się Basic. Niestety działamy bez polecenia z góry, także zwracanie na siebie uwagi może jedynie pogorszyć sprawę — Sytuacja nie malowała się zbyt kolorowo, ale nie miał zamiaru się tak łatwo poddawać. Dopiero zaczynali. Był przekonany, że z pomocą kogoś tak doświadczonego jak Brenna zdołają wyciągnąć więcej, niż brygadziści, którzy kilka godzin wcześniej przetrzepali to mieszkanie.
— Wpuścił i został ogłuszony? Czarnoksięskie zaklęcia zostawiłyby jakieś ślady, a niczego nie wykryto — odpowiedział krótko, rzucając pomieszczeniu dłuższe spojrzenie. Co dokładnie się tutaj stało? Miał nadzieję, że wspólnymi siłami uda im się to ustalić.
— Zróbmy to razem. Jeśli mam być szczerym to czuję sporą ulgę. Nigdy nie bawiłem się w łamanie przepisów i rozkazów. Dobrze wiedzieć, że nie jestem jedynym, któremu coś tutaj nie pasuje — odparł, po czym zaczął się przyglądać kolejnym elementom pomieszczenia. Szukał czegokolwiek, co dałoby im wskazówkę względem losu Basila.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#9
02.07.2024, 17:00  ✶  
Brenna tak naprawdę była daleka od oceniania Ministerstwa negatywnie samego w sobie – składało się z ludzi, a ludzie popełniali błędy i nie wszyscy mieli ochotę położyć życie na ołtarzu większej sprawy. Problem miała raczej z tym, że byli w nim śmierciożercy, zwolennicy śmierciożerców albo ci, którzy uważali, że przekazanie krewnym czy przyjaciołom informacji to nic złego – gdy w efekcie takiego przymykania oczu ginęli ludzie.
Dlatego znalazła się na tym parapecie. A wcześniej w wielu innych miejscach, w których oficjalnie znaleźć się nie powinna. Dlatego słowa Oriona o tym, że nigdy nie bawił się w łamanie przepisów i rozkazów, wywoływały w jej głowie myśl sweet summerchild. Nie żeby tego nie rozumiała, bo do pewnego stopnia rozumiała, ale sama miała na koncie tak wiele działania po cichu, tam gdzie Ministerstwo skuteczne być nie chciało („bo brakuje dowodów”) lub nie mogło („bo to niezgodne z procedurami”), że zaczynała mieć już trochę zakrzywiony obraz rzeczywistości.
– Zmyśliłam to wszystko, bo tak naprawdę słyszałam, że Basil ma bardzo rzadką kartę z czekoladowych żab i koniecznie chciałam ją ukraść – powiedziała z bladym uśmiechem, trochę może chcąc żartem rozładować atmosferę, kiedy wspomniał, że „jeśli to co mówi jest prawdą”. Ale nie, wcale się nie dziwiła, że nie był skłonny ot tak natychmiast zaufać, że mówiła prawdę. Sama by sobie nie zaufała w takiej sytuacji. Nie z miejsca. – Jeśli użyli prostego oszałamiacza, który sam w sobie nie robił krzywdy, to nie byłaby czarna magia… no i mogli też po prostu uderzyć w głowę fizycznie. Albo zapach wywietrzał, brygada pojawiła się tutaj dopiero, kiedy nie było go w pracy… – mruknęła.
Obserwowała Oriona jeszcze przez chwilę, gdy ten zabrał się za przeszukiwanie, po czym jej mięśnie ramion rozluźniły się nieco, jakby ustąpiło z nich napięcie. Schowała różdżkę, wyciągnęła z kieszeni rękawiczki i też zabrała się za przeszukania. Mogłaby – i zamierza wcześniej – spróbować i widmowidzenia, ale nie lubiła korzystać z kręgu w takich okolicznościach. Na początek warto było uciec się do tradycyjnych metod.
Orion przegrzebując rzeczy w biurku i na regale, mógł po pewnym czasie zauważyć, że chyba ktoś bardzo dokładnie sprawdzał właśnie to wszystko. Brygadziści? A może jednak świadczyło to o tym, że ktoś w nich grzebał wcześniej? O pośpiechu świadczyło choćby to, że rozlano atrament, a jednak funkcjonariusze przy swoich przeszukaniach powinni być uważniejsi. W końcu natknął się na coś jeszcze: szufladę z podwójnym dnem. Tyle że…: coś chyba tam leżało wcześniej, ale ktoś zabrał z niej dokumenty, pozostawiając po nich tylko pustą teczkę. W aktach sprawy na pewno nie było słowa o takim znalezisku.
Być może naprawdę ktoś tutaj grzebał i coś zabrał.
– Hm… – mruknęła tymczasem Brenna, przerzucając kartki kalendarza na ścianie. Pokrywały ją głównie liczby i pojedyncze litery, które pewnie Brygadziści zignorowali, bo nic im nie mówiły, ale… – Tutaj, w tej dacie, mamy napisane BL. A powyżej AS. BL to mogę być ja. Inicjały? Jeśli ktoś z jego współpracownik ma inicjały AS…
Gdy Orion bardzo się skupił, mógł sobie przypomnieć, że Basil wspominał kiedyś o jakiejś Annie i Adrianie – ta pierwsza chyba miała na nazwisko Magpie, a tego drugiego nie mógł sobie przypomnieć…


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Holding The Grudge
do dilfs
not drugs
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Wysoki na 183 centymetry wzrostu, umięśniony, chociaż nie tak wysportowany jak większość Aurorów. Ubiera się w mundur, który nosi dumnie, lub w proste, kolorowe koszule, marynarki i spodnie od garnituru. Błękitne oczy i ciepły uśmiech sprawiają, że jego spojrzenie stopiło już niejedno serce.

Orion Bulstrode
#10
10.07.2024, 21:33  ✶  
Gdy włamywał się do domostwa, czuł się absolutnie paskudnie. W jawny sposób przeciwstawiał się temu, za czym stał przez całe swoje życie. Potrafił do znudzenia powtarzać, że trzeba trzymać się zasad ustalanych przez zapisy prawa. W końcu nie stworzono ich z kaprysu, pomagały społeczeństwu w normalnym funkcjonowaniu. Dlaczego więc przeszukiwał właśnie pokój obcej osoby, w dodatku bez wiedzy i zgody przełożonych? Ostatnie miesiące i wydarzenia, których był świadkiem, mocno naruszyły jego niezachwianą wiarę w sprawczość Ministerstwa. Oczywiście nie miał łapać się stwierdzenia, że jest ono skorumpowane, ale ewidentnie nie zawsze działało w prawidłowy sposób. Atak na Beltane i wszelkie wydarzenia, które za nim szły, dobitnie to udowadniały. Przy okazji wzbudzały w nim cholernie nieprzyjemne poczucie niemocy i braku sprawczości. Nie mógł pomóc bratu, gdy ten potrzebował jego pomocy. Nie chciał powtórzyć tej samej sytuacji z Basilem. W normalnych warunkach zapewne nie odważyłby się na aż tak gwałtowne działania, ale wszystko zmieniła wizja, której doświadczył. Po prostu nie mógł przejść nad tym do normalnych obowiązków, a skoro brygada nic nie znalazła, nie było sensu iść z tym do nich. Prawda?
Przeszukując powoli pomieszczenie, bił się w myślach z samym sobą. Poczucie obowiązku ścierało się z tym co słuszne. Ostatecznie wygrała chęć upewnienia się, czy jego znajomy na pewno jest cały i zdrowy. Początkowo pojawienie się Brenny mocno go poddenerwowało, ale teraz działało na niego uspokajająco. Fakt, że nie był tutaj sam, pomagał mu uciszyć wyrzuty sumienia. Nie chodziło nawet o współodpowiedzialność w razie przyłapania. Bardziej o fakt, że nie tylko on zauważył w tym "coś więcej". Mimowolnie czuł nieco większy spokój, chociaż był on dość chwiejny i powierzchowny.
— Och, nie. Źle mnie zrozumiałaś. Nie wątpię w Twoje słowa. Po prostu... tak mi się powiedziało. Wierzę Ci — odparł, lekko zmieszany tym nagłym obrotem sytuacji. W teorii mógłby się zastanawiać, czy sam Basil powiedział Brennie sprawdzone informacje, ale fakt, że zniknął, wskazywał, że coś faktycznie było na rzeczy.
— Słuszne uwagi. Jeśli tak było, ciężko będzie znaleźć jakieś ślady, jeśli jakiekolwiek zostały. Brygadziści nic nie znaleźli, miejmy nadzieję, że niczego przypadkiem nie zadeptali — rzucił cicho, rozglądając się wciąż po pomieszczeniu. Ostrożnie stawiał kolejne kroki, nie chcąc przypadkiem narobić hałasu. W końcu na parterze mieszkała właścicielka, której raczej nie chcieli zaalarmować. Chociaż, skoro o niej mowa... — Co prawda nie mamy nakazu, ale... może warto by porozmawiać z właścicielką? Gdy już tu skończymy. Wyjść i zapukać do drzwi. Niby już ją przepytywali, ale może coś zauważymy — rzucił w zamyśleniu. Zerknął przy tym w stronę kobiety, ciekaw jej reakcji i ewentualnej opinii. — Niesie to jednak ze sobą ryzyko. Gdyby brygadziści wrócili, albo ona sama wspomniała komuś, że ktoś naszedł ją po nocy... mogą się zacząć niewygodne pytania — dodał jeszcze, teraz już nieco mniej pewny swojego pomysłu. Jeśli Basilowi faktycznie coś groziło, lepiej nie było ściągać na siebie uwagi. Potencjalni porywacze mogli stracić czujność, jeśli uznają, że nikt ich nie ściga.
Poszukiwania okazały się owocne. Najpierw jego uwagę zwrócił atrament. Szczerze wątpił w niedbałość brygadzistów, a nawet gdyby zrobili to przez przypadek, czemu zostawili to nieposprzątane? Drugą, bardziej istotną rzeczą była pusta teczka schowana pod podwójnem dnem w szufladzie.
— Hm. Ja znalazłem rozlany atrament i pustą teczkę. Była schowana w podwójnym dnie szuflady. Cokolwiek było w środku, ktoś to zabrał — rzucił w odpowiedzi, unosząc przy tym przedmiot do góry. Następnie skupił się nieco bardziej na słowach Brenny. Z początku inicjały nie mówiły mu zbyt wiele, ale po chwili namysłu powoli zaczął sobie coś przypominać. — Jeśli A byłoby imieniem... kojarzę, że miał w pracy jakąś Annie, um, Magpie? Był jeszcez Adrian, ale jego nazwiska nie pamiętam. Może to to? — śladów nie było wiele, ale to co znaleźli dawało pewną nadzieję.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (2978), Orion Bulstrode (3174)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa