adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic VI
Sesja dla Oriona pod przyszłą rekrutację do ZFu.
Basil Hart znikł.
Kolega Oriona z roku i z Ministerstwa - wprawdzie nie z tego samego Departamentu, ale zatrudniony jako asystent jednego z sędziów Wizengamotu - tamtego dnia, przed wyjściem z pracy wspomniał, że w domu ma odwiedzić go znajomy z Ministerstwa Magii, a potem idzie na spotkanie z koleżanką na mieście. Na to drugie spotkanie nigdy nie miał szans dotrzeć. Nie pojawił się bowiem kolejnego dnia w pracy, a kiedy ktoś z jego wydziału wpadł sprawdzić, co się stało, zastał pusty dom i bałagan, który mógł wskazywać na to, że Basil albo był strasznym bałaganiarzem, albo ktoś przeszukał mieszkanie. Zastanawiające było, że żadne zaklęcia zabezpieczające dom nie były naruszone - co zdaniem Brygadzisty, któremu powierzono śledztwo, mogło wskazywać na to, że do żadnej napaści nie doszło.
...ale mogło wskazywać też na to, że napastnika sam wpuścił do domu. W końcu Orion Bulstrode wiedział, że mężczyzna miał po godzinach rozmawiać z kimś z Ministerstwa Magii.
Basil jednak znikł, a jak mógł łatwo się dowiedzieć, nic dziwnego nie spotkało tego dnia żadnego innego pracownika.
Tymczasem wiele wskazywało na to, że śledztwo dość szybko zostanie zamknięte z powodu braku dowodów. Brakowało mrocznego znaku, zaklęcia nie zostały naruszone, bałagan mógł być rezultatem szybkiego pakowania, w dodatku wyglądało na to, że jakimś cudem śledztwo trafiło w ręce najgłupszego Brygadzisty, jakiego dało się wybrać, w końcu nie było niczego, co świadczyłoby o użyciu czarnej magii... Zwłaszcza, że ten i ów przebąkiwał, że praca dla sędziego Scorugha była bardzo stresująca, dwóch poprzednich asystentów rzuciło ją z dnia na dzień, a Basil nie miał rodziny, mieszkanie wynajmował, w dodatku wygrał ostatnio trochę galeonów na loterii...
...ale Orion był jasnowidzem.
I chociaż nie zobaczył twarzy mężczyzny, z którym Basil chciał się spotkać, a jedynie jego sylwetka, to w jego przyszłości tego wieczora faktycznie migały mu spotkania - i strzępy wskazujące na to, że Hart liczył, że pozyska jakieś informacje. Nic o żadnym, nagłym wyjeździe.
Czy ktoś z Ministerstwa przyłożył rękę do tego zniknięcia?
*
Basil Hart nie należał do Zakonu Feniksa. Nie wiedział nawet o jego istnieniu. Ale i tak - nie do końca świadomie - był jednym z informatorów. Nie popierał Voldemorta, nie popierał śmierciożerców, i kiedy zorientował się, że jeden z jego współpracowników może mieć nieco nadmiernie konserwatywne poglądy, zaczął szukać kogoś, kto mógłby w tej sprawie pomóc. Znalazł Brennę.
Która w tej chwili miała cholerne wyrzuty sumienia, że nie posłała go w diabły. Albo nie zabroniła mu tak ryzykować, bo najwyraźniej dał komuś powody do podejrzeń. Albo że nie siedziała w jego cholernym mieszkaniu, kiedy nastąpiło to cholerne spotkanie.
Wyrzuty sumienia jednak niczego nie zmieniały, podobnie jak przeprosiny, rzucone na wiatr. Mogła jedynie spróbować odnaleźć Harta, jeżeli żył albo spróbować dopaść winnych jego śmierci.
Między innymi dlatego włamywała się właśnie do jego domu przez okno.
Basil mieszkał na piętrze jednopiętrowego domu. Wynajmował dwa pokoje i kuchnię od przygłuchej staruszki, mieszkającej na parterze - w dniu jego zniknięcia akurat przebywała u krewnych. Teraz Brenna nie miała takiego szczęścia, dlatego nie mogła skorzystać z drzwi wejściowych. Pod osłoną ciemności wdrapała się więc na balkon, dzień po tym, jak Brygadziści zakończyli wszystkie swoje czynności. Przez ustawione przez nich zabezpieczenie mogła przejść bez większych problemów - sama w końcu ustawiała takie wielokrotnie, a skoro chwilowo trzymano się wersji, że nie doszło do zbrodni, nikt jakoś szczególnie tego miejsca nie pilnował...
Ciche alohomora trafiło w okno.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.