• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Little Hangleton v
« Wstecz 1 2 3 4 Dalej »
[25.07.72] Miła wycieczka z mamą

[25.07.72] Miła wycieczka z mamą
Evil Queen
Kill them with success and bury them with a smile
wiek
sława
V
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
Niewymowna
Ma jasne włosy, jasne oczy i 177 centymetrów wzrostu. Chętnie chodzi w butach na obcasach, mimo wysokiego wzrostu. Potrafi uśmiechać się bardzo pięknie i ciepło, ale zwykle uśmiech ten jest absolutnie fałszywy.

Charlotte Kelly
#1
25.06.2024, 07:45  ✶  
Niektóre matki zapraszały swoich dorosłych synów na niedzielne, domowe obiady, ewentualnie zabierały ich do restauracji albo proponowały inną, w miarę rozsądną formę spędzana wolnego czasu. Charlotte Kelly zamiast tego zaproponowała najstarszemu potomkowi wyprawę na cmentarz.
Co gorsza nie chodziło o odwiedzenie grobów jakichś krewnych czy nawet o to, że stary cmentarz w Little Hangleton był szczególnie malowniczy (nie był: jego atmosferę wielu określało jako odrobinę upiorną). Nie, Charlotte po prostu usłyszała, że w jednym ze starych grobowców pochowano ghula, po ostatecznej śmierci. I leżał tam sobie ten ghul, zupełnie nikomu niepotrzebny, tak zostawiony na zmarnowanie, kiedy znacznie bardziej przydałby się w Komnacie Śmierci. To było okropne marnotrastwo, które niemożebnie ją irytowało. Jemu przecież i tak było już wszystko jedno, dlaczego więc tak samolubnie ukrył swoją cenną tkankę gdzieś w grobie? Ghul jednak szczęśliwie nie miał rodziny, bo przeżył ją o wiele lat, grobowiec był stary, nic tylko wchodzić i go sobie obejrzeć.
Obejrzeć, niestety. Może, tylko może, pobrać próbki. Charlotte chętnie zabrałaby całe ciało, oczywiście, nic to, że było to nielegalne, bo do prawa miała stosunek bardzo swobodny, czyli stosowała się do niego, kiedy jej to pasowało albo kiedy ktoś mógł ją złapać. A w Departamencie Tajemnic rzadko zadawano tak niewygodne pytania jak "ale Charlotte, skąd wzięłaś te szczątki?" (Częściej padało: dałabyś radę załatwić ich więcej?) Niestety, transport trupa z Little Hangleton do Ministerstwa Magii nie był łatwy, wymagałaby zaplanowania, odpowiednich przygotowań... Na razie więc była gotowa zadowolić się oględzinami. Może próbą przywołania ducha. Też tak na krawędziach legalności, ale Brygada Uderzeniowa jednak rzadko kręciła się po cmentarzach przed zmierzchem, a oni tylko obejrzą sobie grobowiec, prawda? Nic nie zostanie ukradzione, no może jakaś mała kosteczka, to i po co się przejmować...
Niestety, na grobowcu ciążyła klątwa. I po to potrzebny był jej syn.
- Piękny dzień na spacer - powiedziała pani Kelly pogodnym tonem, gdy przemierzali cmentarne alejki. Przeczesała palcami włosy, czarne, o kolorze odmienionym eliksirem, ot na wypadek, gdyby ktoś jednak potem miał absolutnie nieuzasadnione pretensje o jakieś świętokradztwo, i zastanawiał się, kto chodził po okolicy. Nie zbliżyli się jeszcze do właściwego grobowca, najpierw Charlotte chciała przejść się i upewnić, że w pobliżu nie kręcą się akurat zadni czarodzieje. I najlepiej też by nie było mugoli, mugole to w ogóle tylko przeszkadzali.
Czarodziej
Less colours but still colorful
wiek
21
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Średniego wzrostu (174 cm), lekko umięśniony. Włosy ma w kolorze ciemnego brązu, zazwyczaj schludnie ułożone, z opadającymi na oczy w barwie orzecha laskowego kosmykami. Nos ma lekko zadarty, na słońcu wychodzi mu te kilka piegów, zdobiących jego policzki.

Jessie Kelly
#2
25.06.2024, 12:09  ✶  

Niektóre matki zabierały swoich dorosłych synów na obiad do restauracji. Niektóre zabierały swoich dorosłych synów na wycieczkę po mieście. Zobaczyć jakieś zabytki, może jakiś występ, jeżeli akurat jakiś miał miejsce w mieście. Niektóre matki zabierały swoich synów do parku albo nad rzekę, żeby spędzić z nimi czas, bo przecież praca, znajomi, ewentualna rodzina tychże dzieci, którą trzeba było się przecież zaopiekować. Większość matek spotkała się ze swoimi dorosłymi dziećmi po to, by się z nimi zobaczyć, by mieć pewność, że niczego im nie brakuje, że zostały dobrze przygotowane do wejścia w dorosłość. Że matka spełniła swoją powinność i wychowała swoje dzieci do bitwy, którą była właśnie dorosłość.

Gdzie Charlotte Kelly zabrała swojego najstarszego syna pewnego dnia na spacer? Hm?

Na Cmentarz.

I to nie jakiś bardzo stary, gdzie spoczywały legendy świata czarodziejów albo świata mugoli. Nie jakiś malowniczy, który to miejsce spoczynku wielu uczyniło dziełem sztuki. I z pewnością nie był to cmentarz, na którym Jessie mógłby znaleźć nagrobki jakichś krewnych, o których istnieniu mógł nawet nie wiedzieć i Charlotte mogłaby opowiedzieć mu jakąś niesamowitą historię o swoim kuzynie, czy stryjecznej.

Nie, nie i nie. To był zwykły (może trochę upiorny) cmentarz w Little Hangleton, z ponurymi alejkami, ponurymi pomnikami, na których stały zapalone, równie ponure znicze, i ponurymi grobowcami, do których najpewniej mądrze byłoby za bardzo się nie zbliżać.

Właśnie w takie miejsce Charlotte zabrała swojego syna na "spacer". Czyż nie był to uroczy sposób spędzenia czasu matki z dzieckiem?

-Wręcz wspaniały - powiedział bez większego entuzjazmu. -I naprawdę wspaniałe miejsce. Cmentarz. Jeszcze pomyślę, że szczerze mówiłaś o tym dzieciobójstwie. Pozwolisz mi jeszcze wybrać sobie miejsce spoczynku?

Miał pewne wątpliwości co do całej tej "wyprawy". Wejście do grobowca, w którym podobno pochowano ghula, nie brzmiało, jak coś, co powinni robić, jeżeli nie chcieli problemów z prawem. Tym bardziej że na grobowiec nałożono klątwę, co dla wielu stanowiłoby jasny przekaz: NIE ZBLIŻAĆ SIĘ!

No ale kim był Jessie, żeby odmawiać matce, gdy chciała zobaczyć ghula?

Dopóki nich ich nie zobaczy.

Evil Queen
Kill them with success and bury them with a smile
wiek
sława
V
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
Niewymowna
Ma jasne włosy, jasne oczy i 177 centymetrów wzrostu. Chętnie chodzi w butach na obcasach, mimo wysokiego wzrostu. Potrafi uśmiechać się bardzo pięknie i ciepło, ale zwykle uśmiech ten jest absolutnie fałszywy.

Charlotte Kelly
#3
25.06.2024, 12:44  ✶  
Charlotte nie czuła potrzeby sprawdzania, czy jej dzieci są dobrze przygotowane do wejścia w dorosłość, bo szczerze wierzyła, że owszem. Potrafiły się bronić, potrafiły myśleć, potrafiły za pomocą magii ugotować posiłek, wiedziały do kogo iść, gdyby ktoś się im naprzykrzał, gdyby musiały pozbyć się czyichś zwłok albo gdyby potrzebowały pieniędzy. Gdyby miały jakiś inny kłopot, albo by o tym powiedziały jej, albo któremuś z wujków (to byłby jednak skandal, bo to ona oczywiście dawała najlepsze rady i najlepiej radziła sobie w trudnych sytuacjach, i nikt nie przekonałby jej, że jest inaczej), albo (była pewna), wyciągnęłaby informacje o tym kłopocie sama, w ten czy inny sposób.
I jak przystało na kochającą mamę, zadbałaby, aby kłopot przestał być kłopotem.
Zresztą i tak wciąż mieszkali wszyscy przy Horyzontalnej - pewnie gdyby postanowiły wyfrunąć gdzieś za ocean, patrzyłaby na to inaczej, ale mając je pod ręką, nie widziała żadnego problemu we wspólnym spędzaniu czasu na cmentarzu w upiornym Little Hangleton.
– Zawsze bardzo lubiłam cmentarze – oświadczyła Charlotte, zupełnie obojętna na ten absolutny i skandaliczny brak entuzjazmu Kelly'ego. Bo tutaj w pobliżu było ciało ghula! Nie szkodzi, że on nie był entuzjastyczny, ona będzie entuzjastyczna za nich dwoje. – Ten podobno jest bardzo nawiedzony, ale jakoś wszystkie duchy chowają się na mój widok. Chyba ktoś wspomniał im, że jestem spirytystką i mogły uznać, że je egzorcyzmuję…
Gdy akurat specjalizowała się raczej w wywoływaniu duchów niż ich egzorcyzmowaniu.
– Nie rób takiej miny, skarbie, nie będziesz musiał wchodzić do środka – zapewniła i poklepała go po ramieniu. Ostatecznie nie wszyscy nie mieli żadnego problemu z babraniem się w szczątkach, zwłaszcza szczątkach ghuli. Na Charlotte nie robiło to żadnego wrażenia, ale po pierwsze, na niej mało co robiło wrażenie, po drugie uważała, że po tylu latach pośród Amerykan martwi (obojętnie czy pod postacią trupów czy duchów) nie są już żadnym wyzwaniem. – Ty tylko zdejmiesz klątwę, mama da sobie radę z resztą.
Przesunęła wzrok po okolicy, ale w świetle zachodzącego słońca jak okiem sięgnąć widać było tylko groby. Doskonale. Oto jeden z powodów, dla których Charlotte lubiła cmentarze: rzadko spotykało się tutaj żywych.
Skierowała się w odpowiednią alejkę, zmierzając do wiekowego grobowca, porośniętego bluszczem. Rodzina, do której należał, wymarła już dość dawno: człowiek (ghul!), którego tu pochowano był podobno jej ostatnim przedstawicielem…
Czarodziej
Less colours but still colorful
wiek
21
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Średniego wzrostu (174 cm), lekko umięśniony. Włosy ma w kolorze ciemnego brązu, zazwyczaj schludnie ułożone, z opadającymi na oczy w barwie orzecha laskowego kosmykami. Nos ma lekko zadarty, na słońcu wychodzi mu te kilka piegów, zdobiących jego policzki.

Jessie Kelly
#4
25.06.2024, 13:17  ✶  

Kochana była ta mama Kelly.

-Albo może boją się, że jak ci się pokażą, to przyzwiesz ducha ich babci, żeby ci opowiedziała ich wszystkie żenujące historie? Wstyd nawet po śmierci. Tego by już nie przeżyli - nawiązał tu oczywiście do krótkiej historyjki, którą powiedział mu Jonathan, gdy byli w Szkocji.

Podejrzenia Charlotte mogły być słuszne, ale Jessie nie był obeznany w spirytyzmie na tyle, by powiedzieć, czy duchy były w stanie wyczuć egzorcystę. Może tacy ludzie emanowali inną aurą, bardziej uduchowioną? A może nie różnili się pod tym względem od innych ludzi i duchy dostrzegały prawdę, kiedy było już za późno, i musiały odejść na drugą stronę, bo tak kazał im ludzki łącznik świata żywych i umarłych? A może ten cmentarz wcale nie był nawiedzony i do uszu Charlotte po prostu dotarła jakaś plotka, której zadaniem było zniechęcenie lokalnej młodzieży do bezczeszczenia tego miejsca spoczynku urządzaniem schadzek i innymi głupotami?

A może wszystkie ścierwa zebrały się w grobowcu i tylko czekały, aż ktoś do nich przyjdzie?

-Nie? - uniósł brwi. -Nawet jeśli tak mówisz, chyba jednak wolałbym cię tam samej nie puszczać. Jeszcze by cię ten ghul nie chciał wypuścić i co my zrobimy bez naszego słoneczka? - tym razem odpowiedział jej już z uśmiechem.

Poza tym, ghul i duchy nie były jakimiś gnomami, które wystarczyło ogłuszyć i posłać w trzy diabły odpowiednio wymierzonym uderzeniem kija do Quidditcha. Jego matka mogła być spirytystką, ale nie oznaczało to, że nie była narażona na jakiekolwiek niebezpieczeństwo. A gdyby coś jej się stało, Jessie nie mógłby spojrzeć w twarz swojej siostrze i wujom. Nie mógłby spojrzeć w twarz sam sobie. Dlatego najchętniej wcale by nie zdejmował tej klątwy, żeby oboje nie mogli tam wejść, bo po co kusić los, ale skoro jego mama tak bardzo chciała zobaczyć (może tylko zobaczyć, a może miała na niego jakiś plan...), to zdejmie tę klątwę i z nią tam wejdzie.

-Oczywiście, że sobie poradzisz, ale nie wejdziesz tam sama - w końcu po to też miała dzieci, żeby samej do takich miejsc nie wchodzić, czyż nie? -Obyśmy tylko tego nie żałowali.

Rozejrzał się jeszcze, czy na pewno nikogo nie było w pobliżu, podszedł do grobowca i wyciągnął różdżkę.


Rozproszenie na próbę złamania klątwy grobowca
Rzut PO 1d100 - 39
Slaby sukces...

Rzut PO 1d100 - 60
Sukces!
Evil Queen
Kill them with success and bury them with a smile
wiek
sława
V
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
Niewymowna
Ma jasne włosy, jasne oczy i 177 centymetrów wzrostu. Chętnie chodzi w butach na obcasach, mimo wysokiego wzrostu. Potrafi uśmiechać się bardzo pięknie i ciepło, ale zwykle uśmiech ten jest absolutnie fałszywy.

Charlotte Kelly
#5
26.06.2024, 08:20  ✶  
Charlotte nie wstydziła się przyzwania ducha babci jednego ze współpracowników. W ogóle rzadko wstydziła się czegokolwiek, a jeśli kiedykolwiek czegoś żałowała, to były to pojedyncze rzeczy i nie przyznawała się do tego głośno. Mimo to zacmokała z pewnym niezadowoleniem. Ot tak pro forma, bo przecież musiała ponarzekać, skoro już pojawiła się okazja.
– Twój chrzestny znowu nie umiał utrzymać języka za zębami, tak? Chętnie opowiedziałabym ci o nim kilka żenujących historii, ale obawiam się, że on byłby z nich co najwyżej dumny. Jak z tego dnia, gdy namawiał pierwszaków do przebrania się za niuchacze – odparła, po czym zatrzymała się, przypatrując grobowców uważnie. Szukała oznak jakichś innych zabezpieczeń poza klątwą, ale nie zauważyła run, pieczęci ani niczego podejrzanego. Na pierwszy rzut oka przynajmniej.
- Uschlibyście z żalu - odparła bez mrugnięcia okiem na pytanie chłopca. Biedny dzieciak, większość matek prawdopodobnie nie rozmawiała z dziećmi w taki sposób. Większość matek też prawdopodobnie nie była tak zainteresowana ghulimi zwłokami jak ona. – Bez obaw, słyszałam, że miał dość życia i zakończył je ostatecznie, nic więc mnie nie zje – zapewniła. Charlotte była daleka od brawury właściwej Jonathanowi, ale bała się naprawdę niewielu rzeczy i wizyty na cmentarzach nie należały do jednej z nich. Grobowiec i ciało ghula nie wzbudzały w niej ani odrobiny lęku, a klątwa ciążącą na wejściu była zaledwie drobną niedogodnością. - Oczywiście, że nie będę żałować - zapewniła jeszcze, a potem cofnęła się odrobinę, by dać mu pole do działania, uniosła jednak różdżkę, w razie potrzeby gotowa otoczyć ich tarczą.
Klątwa jednak nie była najwyraźniej silna, bo zaklęcia młodego Kelly’ego szybko podziałały, i nie pojawił się żaden rykoszet. Charlotte pokiwała głową z zadowoleniem, i machnęła różdżką, chcąc odsunąć bluszcz, by upewnić się jeszcze raz, że nie ma żadnych zabezpieczeń…
A wtedy jeden z pędów wystrzelił ku niej i owinął się wokół jej ręki.
– No, no, takie rzeczy nie przed pierwszą randką – zirytowała się, błyskawicznie przekładając różdżkę do drugiej dłoni. Od jakiegoś czasu trenowała z powrotem magię bezróżdżkową, ale jednak wolała spróbować pozbyć się pędów czarując drugą, nawet jeśli miało to być trudniejsze niż prawą.
Bluszcz przy wejściu do grobowca zadrżał złowieszczo. Jessie był pewien, że zdjął klątwę broniącą przystępu do drzwi, to musiało być więc coś innego.
Czarodziej
Less colours but still colorful
wiek
21
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Średniego wzrostu (174 cm), lekko umięśniony. Włosy ma w kolorze ciemnego brązu, zazwyczaj schludnie ułożone, z opadającymi na oczy w barwie orzecha laskowego kosmykami. Nos ma lekko zadarty, na słońcu wychodzi mu te kilka piegów, zdobiących jego policzki.

Jessie Kelly
#6
26.06.2024, 11:22  ✶  

-Jeżeli jakkolwiek cię to pocieszy, to nie wdawał się w szczegóły tej historii, a wszystkie historie, które mi opowiadał, jedynie podkreślały twoją karierową niesamowitość - trochę miodu się polało, żeby mamusia za bardzo się nie gniewała na jego chrzestnego. -I oczywiście, że chętnie posłuchałbym tych historii, ale... Dlaczego akurat niuchacze? Nie byłoby śmieszniej za chochliki kornwalijskie? Chociaż... Biedny woźny.

Raczej ciężko było spodziewać się po Charlotte innej odpowiedzi i na twarzy Jessiego pojawił się delikatny uśmiech. Tak, zdecydowanie uschliby z żalu, gdyby coś jej się stało. Chociaż Jessiego mogłoby to ominąć, bo z pewnością najpierw zginąłby marnie, gdyby jego matce faktycznie coś się stało, a on by jej nie pomógł. Musiałby się wtedy zmierzyć nie tylko z żalem Rity, ale również z gniewem swoich trzech wujów, przyjaciół Charlotte. Tego chyba nawet Jonathan by mu nie wybaczył.

-Wciąż będę czuł się lepiej, nie puszczając cię tam samej - odpowiedział, modląc się w duchu, żeby ten ghul należał do jakiegoś arcyważniaka, któremu trzeba było wybudować grobowiec o wiele większy w środku, niż wyglądał na zewnątrz.

Jeszcze tego brakowało, żeby go powaliła jego własna klaustrofobia, kiedy już zgrywał bohatera.

Klątwa, nałożona na grobowiec, nie była silna i tak łatwe pozbycie się jej było wręcz niesatysfakcjonujące. Jessie westchnął cicho, zawiedziony, i już chciał jakoś to skomentować, kiedy bluszcz wystrzelił tuż przed jego twarzą, by złapać Charlotte.

Dobra, tego się nie spodziewał.

-Jestem absolutnie pewien, że zdjąłem tę klątwę - powiedział, w razie, gdyby Charlotte w swojej uroczej złośliwości chciała jakoś skomentować jego pomoc.

Machnął różdżką, kierując magię w pęd, który chwycił rękę jego matki, by go przeciąć.


Kształtowanie, czy magia przetnie pęd...
Rzut N 1d100 - 53
Sukces!


Bluszcz przy samym wejściu uniósł się jakby ostrzegawczo. Kolejne pędy zaatakowały ich.

Evil Queen
Kill them with success and bury them with a smile
wiek
sława
V
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
Niewymowna
Ma jasne włosy, jasne oczy i 177 centymetrów wzrostu. Chętnie chodzi w butach na obcasach, mimo wysokiego wzrostu. Potrafi uśmiechać się bardzo pięknie i ciepło, ale zwykle uśmiech ten jest absolutnie fałszywy.

Charlotte Kelly
#7
26.06.2024, 17:49  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.06.2024, 18:06 przez Charlotte Kelly.)  
– Nie jestem pewna, czy uznać za komplement, że uważasz, że trzeba go przede mną bronić czy raczej martwić się, że aż tak ci na nim zależy – oświadczyła Charlotte. Tylko w połowie szczerze: o tyle, że czasem wietrzyła, że ta dwójka może zawierać jakieś pakty, by ukrywać przed nią pewne rzeczy, o których przecież wiedzieć powinna, na przykład gdy Jonathan (znowu) zrobi coś bardzo głupiego. Ale zaskoczona tak naprawdę nie była, wiedziała przecież doskonale, że łączy ich głęboka więź. Związki Rity i Jessiego z chrzestnymi wzmacniało to, że wcześnie stracili ojca, a ten i wcześniej, choć był najmilszym z ludzi, bardzo wiele energii i czasu poświęcał wytwórstwu, i że ich chrzestni z kolei nie mieli ani dzieci, ani żon. Rozpieszczali więc bliźniaki niemożebnie, zwłaszcza że pieniędzy im nie brakowało, a od wychowania była jednak głównie Charlotte (oraz hogwartcy nauczyciele, pod opieką których dzieci spędzały ponad połowę czasu przez siedem lat swojego życia).
– To urocze z twojej strony, kochanie, ale ten ghul i tak już nie żyje. Nie zrobię mu przecież krzywdy – zapewniła Kelly łagodnym niemalże tonem, być może nawet trochę rozczulona (na ile u niej w ogóle możliwe było rozczulenie) tym, że syn chce ją bronić przed ghulami. Nie żeby tego potrzebowała, oczywiście…
Chwilę później Jessie miał jednak okazję faktycznie wesprzeć matkę. Bluszcz opleciony wokół jej ręki pękł pod wpływem zaklęcia, zanim sama zdążyła rzucić własne: część oplatająca nadgarstek opadła na ziemię, a ta druga, ucięta, zwinęła się jak wąż na chwilę przed atakiem.
Rzut PO 1d100 - 84
Sukces!

Kelly uniosła w tym momencie różdżkę i pomiędzy nimi a grobowcem pojawiła się półprzezroczysta tarcza, o którą z furią zaczęły uderzać rośliny.
– Doprawdy – powiedziała, z odrobiną irytacji, bo to przedziwne zjawisko krzyżowało jej plany na ten wieczór. – Albo to znów te dziwne zjawiska po Beltane, albo zabezpieczył grobowiec dodatkowo: jakby miało mu to w tej chwili robić jakąś różnicę, czy ktoś do niego wejdzie…
Choć bluszcz został zatrzymany czarem Charlotte, Jessie dostrzegł, że jakaś inna zaczyna się wić w pobliżu jego nogi…
Czarodziej
Less colours but still colorful
wiek
21
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Średniego wzrostu (174 cm), lekko umięśniony. Włosy ma w kolorze ciemnego brązu, zazwyczaj schludnie ułożone, z opadającymi na oczy w barwie orzecha laskowego kosmykami. Nos ma lekko zadarty, na słońcu wychodzi mu te kilka piegów, zdobiących jego policzki.

Jessie Kelly
#8
26.06.2024, 19:52  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.06.2024, 20:00 przez Jessie Kelly.)  

-Czy to powinien być dla ciebie powód do zmartwień? Sądziłem, że to dobrze, że ja i Rita mamy dobre relacje z wujami. W końcu to twoi przyjaciele i w ogóle. Sami wybraliście Jonathana na mojego chrzestnego - nie skarżył się, oczywiście, bo Jonathan jak najbardziej sprawdzał się w roli chrzestnego ojca. -Poza tym, dlaczego miałbym go przed tobą bronić? Wydaje mi się, że zna cię na tyle, by był w stanie poradzić sobie sam - w końcu z pewnością była jeszcze nie jedna zabawna bądź zawstydzająca historia o Charlotte, którą Jonathan znał, ale z jakiegokolwiek powodu nie podzielił się nią z chrześniakiem, a Charlotte z oczywistych powodów sama się nią nie chwaliła.

Miał wątpliwości co do tego "Nie zrobię mu przecież krzywdy", ale gdyby to był jedyny problem, nie martwiłby się tak bardzo. Martwił się, ponieważ istniała możliwość, że nałożona na grobowiec klątwa nie była jedynym zabezpieczeniem, który nałożono na miejsce spoczynku ghula. W środku mogło być coś więcej, o czym Charlotte mogła nie wiedzieć i to mogłoby wyrządzić jej krzywdę. Charlotte jednak zdawała się nie brać tego pod uwagę i to również martwiło Jessiego.

Nawet, jeśli uważała, że wsparcia nie potrzebowała.

-A ty byś chciała, żeby jakieś ciekawskie małolaty buszowały po twoim grobowcu? Albo chciałabyś, żebyśmy my pozwalali tak po prostu bezcześcić twoje zwłoki? - zadawał pytania z równą matce irytacją, bo nawet jeśli to dziwne zjawisko nie zepsuło mu planów na wieczór, to rośliny atakowały jego matkę i jego. Mało prawdopodobne, żeby kogoś to nie zirytowało.

Czy to było dziwne zjawisko po Beltane, czy faktycznie dodatkowe zabezpieczenie grobowca - czy miało to jakiekolwiek znaczenie? Zmieniało to cokolwiek w ich obecnej sytuacji? Jak dla Jessiego, niekoniecznie. Rośliny ich atakowały, a oni musieli się bronić.


Kształtowanie, żeby ogniem spalić chwasty
Rzut N 1d100 - 38
Akcja nieudana


Czający się przy jego nodze pęd nie umknął jego uwadze, ale był szybszy. Zanim Jessie zdążył wyczarować ogień, którym chciał spalić wredne chwasty, pęd owinął się wokół jego kostki i pociągnął go. Z krótki okrzykiem Jasper upadł na kamienną ścieżkę, niefortunnie uderzając potylicą o twarde podłoże, a pęd przeciągnął go w drugą stronę, oddalając od grobowca i matki.

Szlag!, zawołał w myślach, lekko zamroczony, i wycelował w roślinę, pętającą jego nogę.


Znowu na Kształtowanie, żeby magią ściąć zielsko
Rzut N 1d100 - 62
Sukces!
Evil Queen
Kill them with success and bury them with a smile
wiek
sława
V
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
Niewymowna
Ma jasne włosy, jasne oczy i 177 centymetrów wzrostu. Chętnie chodzi w butach na obcasach, mimo wysokiego wzrostu. Potrafi uśmiechać się bardzo pięknie i ciepło, ale zwykle uśmiech ten jest absolutnie fałszywy.

Charlotte Kelly
#9
27.06.2024, 14:15  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.06.2024, 14:22 przez Charlotte Kelly.)  
- Jestem oburzona samą sugestią, że gdybym zechciała zrobić mu krzywdę, zdołałby się przede mną obronić - oświadczyła Charlotte, która nie miała wstydu, i żadne wyciąganie żenujących historyjek nie zdołałaby jej poruszyć. Opowieści o wywoływaniu ducha babci albo zmuszania urzędnika do przenoszenia rzeczy? Była raczej z nich dumna! - Ja, skarbie, planuję żyć wiecznie. A gdyby ten plan nie zadziałał, zapiszę moje ciało nauce, żeby nie marnowało się w jakimś tam grobowcu - odparła z żelaznym spokojem i w tym wypadku ciężko było powiedzieć, na ile mówiła poważnie. Niewykluczone, że całkiem, bo Charlotte nigdy nie była szczególnie sentymentalna (co nie oznaczało jednak bezuczuciowej, przecież bardzo lubiła swoich przyjaciół oraz swoje dzieci), od lat pracowała w Komnacie Śmierci i na pewne rzeczy patrzyła... inaczej.
Na pogawędki na ten temat skończył się jednak czas, ponieważ rośliny postanowiły ich zabić.
I pół biedy, kiedy chciały po prostu złapać ją za rękę albo atakowały z furią tarczę. Jedna z nich postanowiła ukraść jej dziecko. Jej dziecko! I to najstarszego syna! Niech sobie kradną pierworodnych jakimś mugolkom, co ich przyhandlowują za garść złotej słomy!
Charlotte syknęła z wściekłością, celując w rośliny, by za pomocą transmutacji sprawić, że zaczną usychać, a chwilę później machnęła różdżką, otaczając syna ochronną tarczą. I było to protego iście popisowe, z gatunku tych, przez które przedarłaby się co najwyżej avada: Kelly może i nie celowała szczególnie w pojedynkach, ale najwyraźniej kiedy była zła, potrafiła użyć paru naprawdę potężnych zaklęć. Gdy bluszcz zaczął usychać, ruszyła pośpiesznie w stronę Jessiego, by sprawdzić, czy się przypadkiem nie uszkodził – naprawdę, nie po to męczyła się kilka miesięcy z ciążą, a potem z opieką nad niemowlakiem, żeby teraz tak po prostu sobie umarł, rozbijając głowę na jakimś cmentarzu!
– Jesteś cały, Jessie? – spytała, przyklękając przy nim i marszcząc czoło z wyraźnym niezadowoleniem. – Chyba odłożymy wizytę u ghula na później. To skandal, że Ministerstwo pozwala na to, by takie rośliny szalały po cmentarzu i atakowały absolutnie niewinnych przechodniów.

Pod edycję
Rzut O 1d100 - 64
Sukces!

Rzut PO 1d100 - 99
Sukces!
Czarodziej
Less colours but still colorful
wiek
21
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Średniego wzrostu (174 cm), lekko umięśniony. Włosy ma w kolorze ciemnego brązu, zazwyczaj schludnie ułożone, z opadającymi na oczy w barwie orzecha laskowego kosmykami. Nos ma lekko zadarty, na słońcu wychodzi mu te kilka piegów, zdobiących jego policzki.

Jessie Kelly
#10
27.06.2024, 14:59  ✶  

-Jeśli faktycznie masz zamiaru się na mnie o to denerwować, to pamiętaj, że od nerwów mogą ci się zrobić zmarszczki - powiedział i pochylił się, żeby dokładniej przyjrzeć się twarzy Charlotte. -Chyba nawet widzę jedną. O tu - powiedział, wskazując na idealnie gładkie czoło matki, na którym żadnej zmarszczki tak naprawdę nie było.

Może to nawet dobrze, że byli na cmentarzu? Jeżeli Charlotte chciałaby pozbyć się syna, wystarczyłoby, żeby wykopała dziurę i zrzuciła tam ciało. Na szczęście za bardzo męczyła się podczas ciąży, żeby tak po prostu się swojego dziecka pozbyć.

Gdyby tylko te rośliny brało to pod uwagę...

Roślina, która tak pięknie przeciągnęła Jaspera po kamiennej ścieżce, została przecięta magią. Część, wychodząca z serca rośliny, zaczęła wić się w powietrzu i uderzać o perfekcyjną tarczę, którą Charlotte osłoniła syna, podczas gdy jej odcięta końcówka, oplatająca kostkę chłopaka, rozluźniła się i opadła na ziemię.

Jessie podniósł się powoli do siadu, sycząc cicho z bólu z tyłu głowy. Pomacał palcami miejsce, z którego ten ból emanował. Trochę go zamroczyło, ale raczej nie stało mu się nic na tyle poważnego, by zacząć panikować.

-Tak, wszystko w porządku, będę żył - odpowiedział, kiedy Charlotte znalazła się obok niego. Rozejrzał się jeszcze, czy przypadkiem jakiś pęd nie kręcił się za blisko jego matki, ale rośliny były uschnięte i pokładły się tak żałośnie, że komuś, kto nie widział, co te chwasty wyrabiały, mogłoby się zrobić szkoda, że nikt o roślinność w takich miejscach nie dba. -Zdecydowanie nie tego się spodziewałem, kiedy mówiłaś o wycieczce na cmentarz i jestem pewien, że Ministerstwo nie brało pod uwagę, że ktoś będzie chciał włazić do grobowca, ale, dzięki tobie, raczej nikt już nie będzie musiał się tym martwić. A skoro już tu i tak jesteśmy, to możemy wejść do tego grobowca, jeżeli chcesz. Po tych roślinach raczej nic na tu więcej nie zaskoczy.

Nawet gdyby te przeklęte rośliny dostały się do środka, to raczej nie zdołałyby ich już zaskoczyć. A jeśli nie, a w środku był jedynie ghul - daliby radę.

-Wchodzimy? Czy chcesz wrócić do domu?

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Charlotte Kelly (2139), Jessie Kelly (2063)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa