• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 … 16 Dalej »
[Lato 1972] Ain't nobody gonna leave this place alive

[Lato 1972] Ain't nobody gonna leave this place alive
Good Boy
I've got a twisted way of making it all seem fine
wiek
30
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Wysoki na metr i dziewięćdziesiąt centymetrów co do milimetra - no więc wysoki, ale za to z drobną budową ciała. Czarne, kręcone włosy i ciemne oczy. Twarz pokryta kilkudniowym zarostem zdradza, że niezbyt dba o siebie.

Thomas Figg
#1
20.07.2024, 03:03  ✶  
Thomas nie miał często snów, wręcz przeciwnie rzadko zdarzało mu się śnić o czymkolwiek, a co dopiero potem to pamiętać. Ten błogi stan mu odpowiadał jak najbardziej - noc był od wypoczynku, a nie dodatkowych trosk, które zapewne by wywołane zostały przez koszmary.
Teraz jednak przewracała się na łóżku jakby nie mogąc znaleźć sobie miejsca - co nie było winą pogody, lato na Wyspach nie było upalne, było znośne. Tym razem ewidentnie mu się coś śniło i wcale nie był to sen dobry.

Nie miał pojęcia gdzie się znajduje, nie rozpoznawał tego miejsca, wyglądało jak zwykły dom, jednak zewsząd otaczały go przeróżne zdjęcia, nieruchome zdjęcia, znaczy był w domu jakiegoś mugola. Tylko co tu robił? Czyżby uderzył się w głowę podczas kolejnej misji Zakonu, która polegała na relokacji mugolaków wraz z rodzinami? Wszystko wokół był tak realne jakby faktycznie gdzieś się znajdował. Zmełł pod nosem przekleństwo próbując zorientować co się wokół dzieje. Skierował swoje kroki w stronę czegoś co jak mu się wydawało było salonem. Z każdej ściany spoglądały na niego uśmiechnięte i wesołe twarze, jednak wszystkie były nieruchome. Ima dalej stawiał swoje kroki tym bardziej widział, że jedna z twarzy zmieniała się dość szybko - z radosnej i roześmianej, na pełną bólu i smutku, z jedynie pozornym uśmiechem wciąż na ustach - można tu było dokładnie przejrzeć czyjąś transformację z człowieka pełnego życia do kogoś kto stoi na skraju śmierci - tragiczna opowieść. Westchnął, czasami choroby atakowały ludzi, którzy byli w kwiecie wieku, zdrowi i silni jednego dnia, a drugiego niedołężni i ledwo zdolni do oddychania.
Zamarł czując jak jego nozdrza atakuje nieprzyjemny swąd - nie miał pojęcia dlaczego ale dobrze wiedział czym jest ten zapach: rezygnacja, smutek i żal wręcz unosiły się w powietrzu atakując go. Wcale nie wszedł do salonu, lecz do sypialni gdzie znajdowała się kobieta. Już na pierwszy rzut oka widać było, że jest z nią dużo nie tak, blada skóra opinająca się ciasno na ciele, zapadłe, mocno podkrążone oczy. Jeden słowem umierała, wydawała się jakby każdy jej oddech mógł być tym ostatnim na tym ziemskim padole.
- Na Merlina! Może uda się pomóc, powinno się to dać jakoś wyleczyć! - rzucił wpadając do pokoju i dopadając jej łoża. Chciał jej jakoś pomóc nie zdając sobie jeszcze sprawy z faktu, że jest w środku snu. Chciał ją ująć za rękę i się teleportować - ze zgrozą odkrywając, że nic się nie stało, jedynie zawirowało mu w głowie. Pomieszczenie zaczęło jeszcze bardziej wirować wokół, ale Thomas miał cały czas przed oczami jej blady, wymęczony uśmiech i słowa brzęczące mu w głowie "Niech przynajmniej skończy się ten ból".
Nie miał pojęcia co za choroba trawiła kobietę, jednak domyślał się, że nie było na nią lekarstwa w świecie mugoli - a co jeśli i w świecie czarodziejów nie potrafią nic z tym zrobić? A może ta choroba to tylko wymysł jego wyobraźni, która ostatnim stresem ataku śmieciożerców postanowiła mu w taki sposób zaserwować koszmar senny.

Wydawało mu się, że zaraz się obudzi, że choroba to jedynie metafora Czarnego Pana, który pragnie wytępić mugol i i to dlatego przedstawicielka tej społeczności mu się ukazała podczas snu. Ale podświadomość Figga chyba chciała się nad nim poznęcać. Zamiast obudzić się we własnym łóżku, pojawił się w przestronnym korytarzu. Widać było już na pierwszy rzut oka, ze tym razem pojawił się w domu jakichś czarodziejów. Już nie mówiąc o tym, że ze ścian wpatrywały się w niego ruchome obrazy, które szeptały coś między sobą, ale nie był wstanie zrozumieć co takiego. Wszystko stał się jasne, kiedy nagle obok niego przemknął skrzat domowy, który niósł wielką ciepłą kołdrę krzycząc coś, że pan potrzebuje jak najwięcej ciepła, a to najcieplejsza pierzyna w całym dworku. Wiedziony ciekawością ruszył w kierunku, gdzie pobiegł przed chwilą skrzat. Skierował tam się powoli, zastanawiając się przy tym co go tam czeka, czyżby teraz miał oglądać wyższość czarodziejów nad mugolami, bo coś co doprowadziło niemagiczną kobietę do śmierci zostanie uleczone jednym ruchem różdżki czy fiolką eliksiru? To byłaby chyba największa niesprawiedliwość życiowa jaką by mogli tylko wyjaśnić. Z pewną obawą odsunął masywne, dębowe drzwi, które zagradzały mu dostęp do następnego pokoju.

Nie był przygotowany na to co zobaczył i aż się zatoczył nim przegapił próg. W środku znajdowało się masywne łoże, na którym leżał mężczyzna - zdawać by się mogło, ze w tym samym wieku co Thomas. Jednak jego wyniszczona skóra i zapadłe oczy... Wszystko wskazywało na to, że w świecie czarodziejów również nie było lekarstwa na te chorobę, która trawiła mężczyznę. Mimo, ze tym razem już wiedział ,ze znajduje się w nocnej marze, to wcale nie sprawiało, że czuł się lepiej. Absolutnie nie lubił sytuacji, kiedy znajdował się wokół potrzebujacych i nie mógł mu w jakiekolwiek sposób pomóc, choćby przez głupie ulżenie w cierpieniu poprzez podanie eliksiru na ból. A może ta choroba sprawiała, że takie specyfiki już dawno nie działały? Nie był uzdrowicielem i nie był w stanie określić w ogóle, co t ona choroba. Jedyna jaka byłą śmiertelna to smocza ospa, ale ona nie dopadała przecież mugoli i wyglądała zupełnie inaczej niż to co widział. Zagryzł zęby obserwując jak czarodziej, zapewne jeszcze nie tak dawno dumny i pełen wigoru, w kwiecie wieku brylował na spotkaniach ze znajomymi. A teraz? Zniedołężniały, opuszczony i ledwo żywy. Z każdym oddechem ,który unosił klatkę piersiową chorego wydawać by się mogło, że to właśnie ten ostatni. Tym razem jednak Thomas nie rzucił się aby próbować pomóc umierającemu, wiedział dobrze, ze to bezcelowe, nic z tego nie było prawdziwe... Chociaż... To ze działo się to w głowie Figga, czy to wyznaczało, że dane sytuacje nie są prawdziwe? Zdecydowanie by wolał, gdyby to było jedynie wymysłem jego podświadomości.
Pomieszcznie ponownie zawirowało mu przed oczami, ale nim obraz całkowicie zlał się w wielobarwną plamę, usłyszał jeszcze jak osób za łóżka mówi "Niech przynajmniej skończy się ten ból". Już drugi raz słyszał te same słowa, zdawało mu się ,że odbijają mu się echem w głowie te sześć słów - niby nic wielkiego, jednak razem tworzące przesył desperacji, akceptacji ze swoim losem i pogodzenia się z tym co nadchodzi. Nikt nie powinien odchodzić w kwiecie swego wieku w taki sposób.

Kiedy ponownie nabrał ostrości widzenia zauważył, że nie znajduje się w żadnym z pomieszczeń. Tym razem wylądował na cmentarzu, gdzie znajdowało się sporo grobów. Dwa miejsca pochówku wyglądały na całkiem świeże, ziemia nie zdążyła się jeszcze tam osadzić i daty były z początku czerwca tego roku. Zasłonił sobie usta, nie do końca ufając reakcji swego ciała, chciał się obudzić, nie wiedział dlaczego to wszystko widzi w aż tak realistycznym obrazie, jednak to było dla niego za wiele.
Nawet nie zauważył kiedy obok niego pojawiła się postać pokryta wielkim, czarnym płaszczem. Roznosiła wokół siebie aurę końca, nie smutku, ale właśnie zakończenia - jakby patrząc na nią miało się świadomość, że pewien etap przygody danej osoby dobiega końca.
- Wobec mego oblicza, wszyscy jesteście równi - usłyszał głos nieznajomej osoby i aż zadrżał wpatrując się w bok. Przełknął ślinę wiedząc, że ma do czynienia z samą śmiercią, może nie był to ten patetyczny wygląd kościotrupa okrytego czarną peleryną i z kosą w dłoni, jednak wzbudzała respekt. - Nie ważne jak wielkie masz bogactwo, jakie masz umiejętności czy kim się urodziłeś. Podczas spotkania ze mną każdy jest równy i otrzymuje to samo. - usłyszał jeszcze Thomas. choć sam zdawał sobie już wcześniej z tego sprawę, ze nie jest ważny status społeczny, to kto ile ma galeonów czy posiada talent magiczny albo jest zwykłym mugolem- kiedy nadchodzi czas śmierci to nikt nie jest ważniejszy, wszystkich spotyka ten sam los - wraz z ostatnim oddechem opuszczając ten świat, aby udać się na kaszlą przygodę, albo zostają tutaj w formie ducha.
- Czasami jednak dajesz innym mniejsze czasu na świeci niż pozostałym, nie jest to do końca równe. W innym przypadku, gdyby faktycznie wszyscy byli równi to mieliby okazję spędzić tyle samo czasu przemierzając ten świat - stwierdził patrząc intensywnie na postać Śmierci. Czynię bał? Owszem, zobaczyć te postać to nie był byle sen, dobrze zdawał sobie sprawę jak wiele osób odeszła podczas snu, a co jeśli faktycznie to śnili o śmierci i ona do nich przyszła wówczas? Nie, to nie mogło się tak skończyć, nie teraz kiedy szalała wojna - musiał zostać, żeby móc bronić swoich bliskich. I chyba faktycznie ta przemożna chęć ochrony innych sprawiła ,że wszystko wokół zaczęło wirować ponownie... Tym razem jednak nie znalazł się w nowym miejscu, sen się skończył.


Obudził się cały zlany potem, serce biło mu jak oszalałe, zupełnie jakby właśnie przebiegł maraton, a nie wybudził się z koszmaru. Dźwignął się do pozycji siedzącej i zaraz po tym wstał z łóżka. Nie potrafił od tak po prostu wrócić do spania. Czy ten sen miał jakieś znaczenie, a może to był tylko zwykły sen? Przez chwilę miał nawet wielką ochotę pójść do siostry i z nią o tym porozmawiać, jednak szybkie spojrzenie na zegarek uświadomiło go, że gdyby ją obudził to tym razem spotkałby się ze śmiercią nie w śnie, ale już na jawie.  Otworzył okno pozwalając, aby chłodne nocne powietrze owiało jego twarz i nagi tors. Potrzebował chwili na na kontemplację.
Po kilku  chwilach z cichym westchnięciem zamknął okno i wrócił do łóżka, postanowił zaryzykować i złapać jeszcze nieco snu. Z lekką obawą zamknął oczy odpływając powoli do krainy snów.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Thomas Figg (1498)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa