• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Bliskie Okolice Londynu v
1 2 3 Dalej »
[10.06.1972, nieopodal Londynu] Mój przyjaciel świnka | Fiery & Thomas

[10.06.1972, nieopodal Londynu] Mój przyjaciel świnka | Fiery & Thomas
Good Boy
I've got a twisted way of making it all seem fine
wiek
30
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Wysoki na metr i dziewięćdziesiąt centymetrów co do milimetra - no więc wysoki, ale za to z drobną budową ciała. Czarne, kręcone włosy i ciemne oczy. Twarz pokryta kilkudniowym zarostem zdradza, że niezbyt dba o siebie.

Thomas Figg
#11
22.07.2024, 00:25  ✶  
- Ktoś mógł nam wykręcić numer i nas tam przenieść dla zabawy - taka miał nawet myśl, ale faktem było, że kiedy powiedział to podejrzenia na głos, zabrzmiało to zbyt absurdalnie. Podejrzewał, że nigdy nawet nie planowali trafić do chlewu, tylko dlaczego opuszczali pub razem i dokąd zamierzali się udać. Czy głównym prowodyrem tego działania był alkohol? Musieli naprawdę nieźle dać do wiwatu, skoro poniosło ich naprawdę ładny kawałek drogi od najbliższego miasta, a pili niemalże w centrum Londynu.
- Bell - powtórzył cicho pod nosem wpatrując się w nią intensywnie. - Pochodzisz z cyrku Bellów, prawda? - zapytał chcąc się upewnić, że ma rację, na Merlina, czyli jednak ona była wiedźmą, a nie mugolakiem? Cóż za idealny zbieg okoliczności. Powrót będzie o wile łatwiejszy niż m się wydawało.
Nie miał pojęcia co o tym wszystkim ma myśleć, ale chyba nawet był trochę zadowolony, bo skoro oboje mieli urwany film i nie pamiętali nawet co działo się do końca w lokalu gdzie spożywali alkohol, to fakt, ze skończyli w chlewie był jakby darem od losu, bo przecież mogłoby to się skończyć o wiele gorzej.
Na szczęście las, a raczej niewielki zagajnik był niezwykle mały, dlatego też spomiędzy drzew wyszli dość szybko. Jednak nie pomogło im to ani trochę. Widoki wskazywały, zbyli daleko poza miastem, jednak nie dał się jednoznacznie odgadnąć dokąd ich powiało.
- To jest kolejna rzecz, na którą też chciałbym znać odpowiedź. Niestety, gospodarz naszego hotelu nie był tak łaskawy nam zdradzić gdzie się znajdujemy - między Merlinem a prawdą to chyba nawet nie musieli się dowiadywać gdzie się znaleźli, mogli wrócić za pomocą teleportacji. To jednak z drugiej strony, Thomas nie czuł się jeszcze na tyle dobrze, aby teleportować się bez ryzykowania rozszczepieniem się.
Kiedy wyszli spomiędzy drzew dość szybko natrafili na drogę, która zdawała się prowadzić do cywilizacji, w niewielkim oddaleniu od nich widoczny był nawet znak oznajmiający, ze jakaś miejscowość znajduje się pięć mil od tamtego miejsca.
- Wattsville... Mówi ci to coś? - zerknął na swoją wspólniczkę w niepokojeniu świń, jemu nazwa tej miejscowości nic nie mówiła, jedno było pewne, nadal byli na Wyspach.
Tańcząca ze lwami
Did you think the lion was sleeping because he didn't roar?
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarne niczym węgiel źrenice to pierwsze na co zwrócisz uwagę kiedy na nią spojrzysz. Później będzie uśmiech, zadziorny, zachęcający do dyskusji. Usta zawsze podkreślone czerwoną szminką, co wyróżnia się na tle jasnej cery, a zarazem idealnie pasuje do kasztanowych włosów Fiery. Jest filigranową kobietą, ma 160 cm wzrostu, chociaż na pierwszy rzut oka tego nie widać, gdyż ubrania, które nosi są zwiewne, więc nie do końca wiadomo, co się pod nimi kryje. Jej ruchy są szybkie, jakby ciągle się gdzieś spieszyła. Głos ma melodyjny, nieco wysoki, jednak nie denerwujący ucha. Możesz wyczuć w nim akcent, tylko ciężko określić jaki, na pewno angielski nie jest jej pierwszym językiem. Pachnie wiatrem, czasem sierścią zwierząt, jednak najbardziej wyczuwalny jest zapach goździków z cynamonem.

The Beast
#12
22.07.2024, 05:01  ✶  

Niby tak, niby ktoś mógł uważać to za całkiem niezły żart i przenieść ich tam dla zabawy, tyle, że nie do końca chciało jej się wierzyć, żeby ktoś sobie zrobił tyle zachodu. - Tak, to też jakaś opcja. - Może gdyby tam był ktoś znajomy, to jeszcze by to zrozumiała, ale nie umiała sobie przypomnieć żadnych twarzy, które kojarzyła. Czy obcym osobom faktycznie chciałoby się zrobić coś takiego? Powątpiewała, w sumie to była skłonna bardziej uwierzyć w to, że znaleźli się tam zupełnym przypadkiem, kiedy próbowali wrócić do domu, najwyraźniej dosyć mocno okrężną drogą.

- Tak, to moja rodzina, jestem z cyrku. - Dodała z uśmiechem, chyba też był czarodziejem, co ułatwiało sprawę, choć wydawało jej się, że jeszcze nie powinni korzystać z translokacji, mogliby się rozszczepić podczas teleportacji, a w tym stanie wolałaby uniknąć szukania swoich kończyn chuj wie gdzie.

Udało im się przejść ten wcale nie największy zagajnik i z niego wyjść. Fiery poprawiła swoją grzywkę, deszcz bowiem spowodował, że zaczęła wyglądać jak zmokła kura, co tak naprawdę jej nie przeszkadzało do momentu, w którym zaczęło ograniczać jej pole widzenia. Warunki robiły się coraz trudniejsze, a wędrówka wydawała wcale nie mieć końca.

- Jakoś wrócimy, w ostateczności możemy poczekać, aż będzie z nami lepiej i wtedy się teleportować. - Nie do końca wiedziała, czy chodzenie bez celu miało większy sens. Niby mogliby się odnaleźć, czy coś, ale wtedy musieliby wrócić do siebie w mugolski sposób, na samą myśl o tym transporcie robiło jej się niedobrze, chociaż może gdyby skorzystać z pociągu? To wcale nie był taki głupi pomysł, tylko skąd na tym wypizdowie weźmie stację kolejową? Strasznie dużo niewiadomych pojawiało się w tym równaniu, powoli było widać w niej rezygnację, i chyba delikatne zmęczenie.

- Nie, nic mi to nie mówi, niestety. - Westchnęła ciężko. Niby odwiedzała z cyrkiem wiele miejscowości, jednak większość z nich wydawała jej się być taka sama. Z czasem wszystko się rozmazywało i nie dostrzegała zbyt wielkich różnic w miejscach, w których bywała.

Na domiar złego zaczęła się robić głodna, a to nie wróżyło nic dobrego, bo głodna Fiery stawała się bardzo nieprzyjemną Fiery, chociaż naprawdę próbowała walczyć z tym zachowaniem. - Nie wiem, czy to ma sens. Będziemy tak iść i iść, tylko dokąd? Teleportacji nie ma sensu ryzykować, mam wrażenie, że po tej nocy mogłoby nas rozszczepić. - Zaczęła myśleć głośno nad swoimi obawami.

- Tak właściwie, Thomas, czy spieszysz się gdzieś? - Nie powinna zakładać, że ma tyle czasu, co ona. Nie wszyscy mieli taką pracę, która nie wymagała od ludzi zbyt wiele. Bellówna tym pytaniem chciała sprawdzić, czy istnieje jakaś szansa, że uda im się zjeść po drodze śniadanie. Wydawało jej się, że to mogłoby ułatwić sprawę, na pewno pomogłoby im otrzeźwieć.

Good Boy
I've got a twisted way of making it all seem fine
wiek
30
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Wysoki na metr i dziewięćdziesiąt centymetrów co do milimetra - no więc wysoki, ale za to z drobną budową ciała. Czarne, kręcone włosy i ciemne oczy. Twarz pokryta kilkudniowym zarostem zdradza, że niezbyt dba o siebie.

Thomas Figg
#13
22.07.2024, 10:36  ✶  
Uśmiechnął się kiedy okazał się, że miał rację i wylądował na tym odludziu wraz z kimś ze swojego świata - mógł izanem posłużyć się magią nie tylko żeby stąd się wydostać, ale też zapewnić sobie nieco wygód jak osuszenie się i wyczyszczenie ubrań.
Popatrzył na równie przemoczoną co on kobietę, faktycznie jak będą tak chodzi i chodzić to tylko się zmęczą, przemokną do suchej nitki i nic z tego im nie będzie. Miała co do tego rację, że chyba faktycznie będzie lepiej odpocząć, aż będą w stanie się teleportować, żeby mogli wrócić w bardziej znajome rejony. A tutaj? Nie było co liczyć na to, że znajdą kogoś kto im pomoże odnaleźć się w terenie, nie mówiąc już o jakiejś mapie. Zresztą co im by to dało tak naprawdę. Poszukiwanie mogolskiego środka transportu nie miało sensu jeżeli nie mieli och pieniędzy.
Zatrzymał się, stali na drodze, na której chyba nie jeździło nic zbyt często, bo była dość wąska, dwa auta nie dałyby rady się tu wyminąć bez zjeżdżania na pobocze.
- Zdecydowanie na teleportację jest zbyt wcześnie - zgodził się, bo nawet on mimo swej smykałki i doświadczenia w teleportacji nie czuł się pewny by przenosić się choćby o dziesięć metrów, a co dopiero w inny rejon kraju. - Tylko jak nie będziemy się ruszać to zostaniemy tutaj, bez jedzenia czy picia, ciągle pod deszczem - powiedział przecierając czoło dłonią, aby pozbyć się stróżek wody, które popłynęły mu z głowy i zatrzymały się na brwiach. Nagle na jego twarzy pojawiło się przerażenie, gdy zapytała o to czy nigdzie się nie spieszy, zerknął na zegarek, który jaszczeście pokazywał mu też datę i głośno odetchnął z ulgą.
- Nie, dzisiaj jest niedziela, nigdzie się nie spieszę - odpowiedział uspokojony faktem, że nie spóźni się nigdzie. - A Ty, Fiery? - zapytał, kiedy w końcu dotarło do niego, ze ona mogła się gdzieś spieszyć. Na kacu jego mózg zdawał się mieć konkretne lagi.
Tańcząca ze lwami
Did you think the lion was sleeping because he didn't roar?
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarne niczym węgiel źrenice to pierwsze na co zwrócisz uwagę kiedy na nią spojrzysz. Później będzie uśmiech, zadziorny, zachęcający do dyskusji. Usta zawsze podkreślone czerwoną szminką, co wyróżnia się na tle jasnej cery, a zarazem idealnie pasuje do kasztanowych włosów Fiery. Jest filigranową kobietą, ma 160 cm wzrostu, chociaż na pierwszy rzut oka tego nie widać, gdyż ubrania, które nosi są zwiewne, więc nie do końca wiadomo, co się pod nimi kryje. Jej ruchy są szybkie, jakby ciągle się gdzieś spieszyła. Głos ma melodyjny, nieco wysoki, jednak nie denerwujący ucha. Możesz wyczuć w nim akcent, tylko ciężko określić jaki, na pewno angielski nie jest jej pierwszym językiem. Pachnie wiatrem, czasem sierścią zwierząt, jednak najbardziej wyczuwalny jest zapach goździków z cynamonem.

The Beast
#14
22.07.2024, 11:23  ✶  

Cóż, zawsze lepiej było utknąć z kimś ze swoich. Wiedziała i wśród czarodziejów są tacy, którzy nie życzą takim jak ona dobrze - była w końcu mugolaczką, trochę jakby zawieszona między dwoma światami. Nie pasowała do jednego i drugiego, każdy znała po trochę, bo przecież dzieciństwo przeżyła jakby magia nie istniała, a później wysłano ją do szkoły, której zresztą też nie skończyła, bo bracia zabrali ją ze sobą w świat po śmierci rodziców. Rozsądne więc było mieć i do Thomasa ograniczone zachowanie, chociaż o rodzinie Figg nie słyszała zbyt wiele. Jednak zawsze lepiej być nieco ostrożnym.

- Cóż, to chyba utknęliśmy na tym zadupiu. - Odpowiedziała bez większego entuzjazmu. Faktycznie droga wyglądała, jakby nie była szczególnie często uczęszczana. No nic, jakoś się przemęczą, nie był to jeszcze najgorszy poranek jej życia. Zdecydowanie wolała nie ryzykować i unikać teleportacji, szczególnie, że jej umiejętności związane z tą dziedziną magii nie były szczególnie wybitne. Miała w sobie nieco rozsądku, którego postanowiła posłuchać.

- Przynajmniej ten typ nas nie złapał, mam wrażenie, że mógł chcieć nas przerobić na mięso na obiad. - Spróbowała zażartować i znaleźć jakieś pozytywy w zainstniałej sytuacji, zawsze mogło być gorzej, czyż nie?

- Możemy iść, może znajdziemy jakieś miejsce, gdzie będziemy mogli to przeczekać. - Nie, żeby spodziewała się cudów, faktycznie ta miejscowość wyglądała jak koniec świata, miejsce, gdzie psy szczekają dupami, czy coś.

Dostrzegła przerażenie w jego oczach, kiedy zapytała o to, czy nigdzie się nie spieszy. Nie znała go przecież wcale, może gdzieś tam czekała na niego rodzina, ktoś się o niego martwił, czy coś. Pozostawało jej się domyślać, bo nie chciała zbytnio wypytywać go o wszystko, chyba nie wypadało.

- Nie do końca, znaczy mam nadzieję, że ktoś nakarmi moje lwy, na pewno się na mnie obrażą, że zniknęłam, ale powinni zauważyć moją nieobecność. - Chociaż, czy faktycznie, czy ktoś naprawdę dostrzegłby, że nie ma jej w cyrku? Mogła tylko gdybać, miała nadzieję, że któreś z rodzeństwa zainteresuje się tematem, dzięki czemu Leo i Theo nie będą głodni.

Good Boy
I've got a twisted way of making it all seem fine
wiek
30
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Wysoki na metr i dziewięćdziesiąt centymetrów co do milimetra - no więc wysoki, ale za to z drobną budową ciała. Czarne, kręcone włosy i ciemne oczy. Twarz pokryta kilkudniowym zarostem zdradza, że niezbyt dba o siebie.

Thomas Figg
#15
22.07.2024, 14:02  ✶  
Odkryj wiadomość pozafabularną
Link do rzutów

Nie miał podejrzeń co do kobiety z którą znalazł się wiej niecodziennej sytuacji. Co prawda nie ufał jej bezgranicznie, ale fakt, że nie próbowała uciekać się do przemocy czy używania magii na zapewne mogolskim hodowcy świń, gdy ten z całą swoją mocą rzucał obelgami świadczyć by tylko mogło o tym, że nie należy do tej mrocznej cześci społeczeństwa. A przynajmniej taką chciał mieć obecnie nadzieję - jak jest naprawdę będzie się martwił jak już dostaną się w bardziej cywilizowane tereny.
Zaśmiał się z dwóch komentarzy Fiery, bo co innego im pozostało. Utknęli gdzieś w zapomnianym przez Merlina miejscu i nie mieli zbyt wielu widocznych perspektyw na szybkie wydostanie się stąd.
- Myślę, że na nas by dużo nie zarobił i się nie najadł, zostalibyśmy paszą dla jego świń - zachichotał już wyraźnie rozluźniony. Głowa powoli go przestawał boleć, nadal ćmiła, jednak nie był to tak samo intensywny ból jak wcześniej zaraz po przebudzeniu.
Odwrócił szybko głowę w stronę kobiety kiedy powiedział o karmieniu lwów, aż zasyczał bo od tej szybkiej zmiany pozycji go rozbolała szyja, która zaraz jął pocierać aby nieco złagodzić ból.
- Masz lwy? To dopiero niezwykłe! - dopytał podekscytowany, choć w sumie nie powinien się dziwić, Fiery żyłą w cyrku, a na dodatek magicznym cyrku, więc posiadanie lwów nie było tak naprawdę już niczym niezwykłym. Może gdyby poznał historię tych zwierząt to zmieniłby nieco zdanie, ale żył w błogiej nieświadomości. Thomas bez zastanawiania się wyciągnął różdżkę i za pomocą jednej alohomdry otworzył drzwi, byli uratowani od deszczu!

Okolica doprawdy wyglądała na opuszczoną, zupełnie jakby coś ich przeniosło gdzieś w górach Karpackich, a nie nadal znajdowali się na Wsypach. Niespiesznym krokiem przemierzali okolice nadal rozmawiając, aż po przejściu połowy mili mogli zobaczyć, że za zakrętem pomiędzy drzewami wyłania się dach jakiegoś domku. Niepocieszający był fakt, że nie widać było, aby z komina leciał dym, jednak wszystko było lepsze niż stanie w deszczu, który zaczął już przybierać na sile.
- Zobacz, chyba jesteśmy uratowani - powiedział wskazując na już dobrze widoczny dach niewielkiej chatki. Gdy podeszli bliżej wyglądało na to, ze było to coś w rodzaju wakacyjnego domu, w którym dawno nikogo nie było, choć mimo zapuszczonego trawnika dom wyglądał z zewnątrz na ogarnięty, cieżko za to było ustalić co znajdą w środku, bo okna były zasłonięte.
Tańcząca ze lwami
Did you think the lion was sleeping because he didn't roar?
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarne niczym węgiel źrenice to pierwsze na co zwrócisz uwagę kiedy na nią spojrzysz. Później będzie uśmiech, zadziorny, zachęcający do dyskusji. Usta zawsze podkreślone czerwoną szminką, co wyróżnia się na tle jasnej cery, a zarazem idealnie pasuje do kasztanowych włosów Fiery. Jest filigranową kobietą, ma 160 cm wzrostu, chociaż na pierwszy rzut oka tego nie widać, gdyż ubrania, które nosi są zwiewne, więc nie do końca wiadomo, co się pod nimi kryje. Jej ruchy są szybkie, jakby ciągle się gdzieś spieszyła. Głos ma melodyjny, nieco wysoki, jednak nie denerwujący ucha. Możesz wyczuć w nim akcent, tylko ciężko określić jaki, na pewno angielski nie jest jej pierwszym językiem. Pachnie wiatrem, czasem sierścią zwierząt, jednak najbardziej wyczuwalny jest zapach goździków z cynamonem.

The Beast
#16
22.07.2024, 14:33  ✶  
Odkryj wiadomość pozafabularną
rzuty

Rzadko kiedy sięgała po przemoc. Z jej rodzeństwem bywało różnie, ale Bestyjka była jedną z najbardziej łagodnych osób z trupy cyrkowej. Zresztą już na pierwszy rzut oka mogła wydawać się bardzo nieszkodliwa i w tym przypadku ocenianie książki po okładce miało sens.

Tak naprawdę nie zamierzała narzekać na to, jak potoczył się ten poranek. Mogli trafić w zdecydowanie mniej malownicze miejsce, pogoda mogła jeszcze bardziej nie dopisywać, ogólnie nie było najgorzej, chociaż faktycznie musieli jakoś się przemęczyć, aby wrócić do domu. Deszcz wcale nie był taki zły, znaczy robiło się trochę chłodno, dobrze by było się osuszyć, ale tak naprawdę Fiery lubiła kiedy padało. Niedługo wyjdzie słońce, a rośliny będą rosnąć jeszcze piękniejsze, powietrze będzie orzeźwiające, potrzebowali tylko chwilę czasu, aby to się ustabilizowało.

- Myślisz, że te świnki by nas zjadły? - Mógł zauważyć, że dosyć mocno poruszył ją ten komentarz, jej ciemnie oczy błysnęły, sama myśl o tym, że mogłaby skończyć jako pokarm dla zwierząt strasznie nią wstrząsnęła. Może jednak powinna być nieco bardziej odpowiedzialna.

Usłyszała jego syknięcie, przez co wpatrywała się w mężczyznę trochę dłużej. Coś mu się stało? Umierał? Będzie żyć? W sumie to nic sobie nie zrobił, a przynajmniej nie wyglądał, jakby sobie zrobił.

- Mam, dwa, mają nawet skrzydła, to naprawdę piękne okazy. - Rozmarzyła się nawet trochę, gdy zaczęła opowiadać o swoich towarzyszach. Zdawała sobie sprawę, że może się to wydawać w pewien sposób wyjątkowe, bo ludzie mieli zazwyczaj psy, czy koty, a ona hodowała lwy. - Mogę ci je kiedyś pokazać. - Oczywiście o ile miałby chęć je poznać. Miała świadomość, że ludzie mieli różny stosunek do takich zwierząt, nie miała pojęcia zresztą, czy Thomas choć trochę interesuje się magicznymi stworzeniami, ale zwyczajnie chciała być miła, w końcu spędzili razem już trochę czasu.


Zrobiło się całkiem malowniczo, jakby wcale nie byli w Wielkiej Brytanii, deszcz nie przestawał padać, co nieco komplikowało podróż do domu. Zresztą nie zakładała w ogóle, że uda im się tam dotrzeć na piechotę, nie było takiej opcji. Dobrze by było gdzieś przeczekać.

Wtedy Thomas zwrócił uwagę na dach, który wyłonił się z zarośli. - Hmm, czy na pewno jest to dobry pomysł? - Ostatnio wkroczenie na czyjś teren nie skończyło się dla nich dobrze. Tyle, że tutaj nie było słychać głosów, miejsce chyba było opuszczone, a przynajmniej w tej chwili nie wydawało się, żeby ktoś był w środku.

- Może będziemy mieli więcej szczęścia. - Cóż, chęć osuszenia się chyba wygrała ze strachem.

Ruszyła nieco ostrożnie w stronę drzwi wejściowych, rozglądała się przy tym uważnie, aby nie nadziać się znowu na wkurzonego właściciela, chyba jednak dobrze założyli. Miejsce było opustoszałe.

Nie zamierzała zwlekać, weszła więc do środka, szła bardzo cicho i ostrożnie, uważała, gdzie stawia stopy, aby nie zwrócić na nich uwagi.

Wydawało się, że w środku nie ma nic, ani nikogo. To wcale nie było takie złe. Zaburczało jej w brzuchu, rozpoczęła więc poszukiwanie kuchni, było prawodopodbieństwo, że jeśli ktoś przyjeżdzał tutaj od czasu do czasu to miał też i spiżarkę. Gdy weszła do kuchni zaczęła otwierać szafki, wiedziała, że to trochę może być uznane za kradzież, ale nie zamierzali przecież nic stąd wynieść tylko pożyczyć sobie na zawsze odrobinę. - Jest kawa. - Rzuciła znad jednej z szafek. To był całkiem niezły początek.

Good Boy
I've got a twisted way of making it all seem fine
wiek
30
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Wysoki na metr i dziewięćdziesiąt centymetrów co do milimetra - no więc wysoki, ale za to z drobną budową ciała. Czarne, kręcone włosy i ciemne oczy. Twarz pokryta kilkudniowym zarostem zdradza, że niezbyt dba o siebie.

Thomas Figg
#17
22.07.2024, 18:05  ✶  
- Wszystko zależy jak by nas zaserwował, ale świnie zjedzą wszystko - czasami wolałby nie wiedzieć tego, co wie, jednak wolałbym już nie opowiadać o tym, ze niektórym wykorzystywali świecie do zabijania ludzi. Swoją drogą nadawały się one do tego nie tak całkiem źle, patrząc na fakt, że były wszystkożerne. Ale nie ma co rozmyślać nad tym zbyt długo, odetchnął głęboko, byli już dawno bezpieczni, tutaj na pewno ich nie dopadnie ten rolnik. Byli już spory kawałek drogi od jego gospodarstwa, więc zanim on by tutaj ich dogonił. Stosunkowo łatwo poszło im wydostanie się, na co nie zamierzał narzekać. Cała ta sytuacja wydawała się tak surrealistyczna, ze pokryjomi aż uszczypnął się w udo - ale nie, to była jawa. Czasami był zaniepokojony jak surrealistyczna mogą okazać się faktycznie wydarzenia.
Zamrugał intensywnie kiedy wspomniała o skrzydłach u lwów. Coś mu się tu nie zgadzało, może i nie chodził do mogolskiej szkoły, aby uczyć się o biologii, ale nie była aż tak kiepski z tej dziedziny. Wiedział, że lwy nie mają skrzydeł, może to były jakieś magiczne lwy? Jego ciekawość wzrosła wprost proporcjonalnie do liczby skrzydeł u tych zwierząt.
- Bardzo chętnie je kiedyś zobaczę - zgodził się na takie zaproszenie. Ah to magiczne "kiedyś mogę"/"musimy kiedyś", idealne zaproszenie, gdy chce się być na tyle uprzejmym, a jednocześnie nie umawiać się konkretnie - choć tu wiedział, że kobieta nie miała nic takiego na myśli, bo była to forma zaproszenia z jej strony - chyba odzyskiwał ostrość umysłu.

- Nikogo tu nie widzę, i lepiej będzie przeczekać tutaj deszcz - odpowiedział, kiedy weszli na werandę i dach chronił ich przed ulewnym deszcze, który właśnie się zaczął. Chyba w ostatniej chwili uratowali się przed przemoczeniem do suchej nitki. Tak byli mokrzy, ale nie wyglądali na wyciągniętych z jeziora. Doprawdy teraz nie byli już ani pijani, ani kompletnie wczorajsi, więc gdyby okazało się, ze ktoś jest w środku to sobie z nim by mogli poradzić w razie potrzeby. Ale mieli to szczęście, że domek był opustoszały.
Wszedł tuż za nią do środka i poszukał włącznika światła. Z racji tego, ze znaleźli się w chatce mugoli to mieli elektryczność. W końcu wymacał na ścianie i pstryknął włącznikiem, a w jednej chwili całe pomieszczenie rozświetliło się ukazując wnętrze. Kuchnia połączona z salonem udekorowanym niezbyt krzykliwie. Stół, cztery krzesła, dwa fotele i kanapa ustawione przy kominku. Oprócz tego w rogu znajdowały się schody wiodące na piętro, ale tam na razie nie mieli po co się ruszać. Zresztą nie znaleźli by tam nic ciekawego poza dwiema sypialniami i łazienką, a nic z tego im się raczej nie przyda.
- Kawa! - uradował się na jej znalezisko, bo to ratowało im tyłki. Pytanie tylko czy znajdą coś do jedzenia. Podszedł do lodówki i niestety z niezadowoleniem znalazł tam jedynie kostkę masła i mleko, wątpliwej świeżości.
- Z jedzenia chyba nici - mruknął i zaczął rozglądać się po szafkach, znalazł jakieś płatki, suszone owoce, chleb i dwa słoiki dżemu i jeden masło orzechowego. - Uczta to to nie będzie, ale coś do jedzenia mamy - powiedział wyciągając wszystko na blat kuchenny. Była jaki, ale jednak jakiś posiłek z tego uda im się zrobić. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, że przecież nadal oboje ociekają wodą. - Ale chyba najpierw wypadałoby się wysuszyć i zaparzyć kawę - stwierdził jakże błyskotliwie.
Tańcząca ze lwami
Did you think the lion was sleeping because he didn't roar?
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarne niczym węgiel źrenice to pierwsze na co zwrócisz uwagę kiedy na nią spojrzysz. Później będzie uśmiech, zadziorny, zachęcający do dyskusji. Usta zawsze podkreślone czerwoną szminką, co wyróżnia się na tle jasnej cery, a zarazem idealnie pasuje do kasztanowych włosów Fiery. Jest filigranową kobietą, ma 160 cm wzrostu, chociaż na pierwszy rzut oka tego nie widać, gdyż ubrania, które nosi są zwiewne, więc nie do końca wiadomo, co się pod nimi kryje. Jej ruchy są szybkie, jakby ciągle się gdzieś spieszyła. Głos ma melodyjny, nieco wysoki, jednak nie denerwujący ucha. Możesz wyczuć w nim akcent, tylko ciężko określić jaki, na pewno angielski nie jest jej pierwszym językiem. Pachnie wiatrem, czasem sierścią zwierząt, jednak najbardziej wyczuwalny jest zapach goździków z cynamonem.

The Beast
#18
22.07.2024, 19:50  ✶  

Świnie zjedzą wszystko. Nieco się skrzywiła, gdy usłyszała te słowa, bo było to trochę przerażające, może i dobrze, że hodowała lwy, a nie prosiaki, bo jeszcze by ją zeżarły, czy coś. Obrzydliwe.

Może faktycznie mieli więcej szczęścia niż rozumu skoro udało im się uciec przed tym wkurwionym rolnikiem, kto wie, jak mogłoby się wszystko potoczyć, gdyby Thomas tak spektakularnie nie strzelił mu w pysk. Miała szczęście, że był tam z nią, niezaprzeczalnie. Sama pewnie w życiu nie dałaby rady stamtąd uciec. Pewnie nadal tkwiłaby w tym chlewie. Z drugiej jednak strony, czy gdyby wracała sama do domu to w ogóle by się tam znalazła? Kto wie, mogła tylko i wyłącznie gdybać.

- Niedługo będziemy mieszkać w Londynie, przez chwilę, jakbyś miał chęć się pojawić to zapraszam. - Wcale nie tak łatwo było coś ustalić, kiedy całe życie było się w drodze. Fiery niby do tego przywykła, miała w końcu swoją przyczepę, ale ciężko było dogadywać cokolwiek w momencie w którym nie miało się stałego miejsca pobytu. Cyrkowcy przemierzali Wielką Brytanię, zatrzymywali się w różnych miejscach na chwilę, a później znikali. Czasem zastanawiała się jakby to było, gdyby kiedyś osiadła gdzieś na stałe. Czy w ogóle byłaby w stanie to zrobić? Praktycznie całe swoje życie podróżowała, nie potrafiła sobie nawet wyobrazić siebie mającą dom.


- Tak, chyba jest tu bezpiecznie. - Nie powiedziała, że na pewno, bo wolała się nie rozczarować, nigdy nie wiadomo, co może czaić się za ścianą, czy za rogiem.

Faktycznie miejsce wydawało się odpowiednie do przeczekania tego deszczu. Mogli schronić się przez chwilę, trochę ogrzać i jeśli los będzie łaskawy to coś zjeść. Po raz kolejny fortuna im sprzyjała w tym wszystkim.

Deszcz dobrze im zrobił, Fiery czuła się lepiej, pomógł jej poradzić sobie z kacem, nie kręciło jej się już w głowie, za to czuła, że zrobiło się jej chłodno. Coś za coś, była trochę przemoczona, ale jakoś powinna sobie z tym poradzić. Miała nadzieję, że się nie przeziębi, bo na dniach czekało ją sporo występów.

Trochę czuła się nieswojo grzebiąc po czyichś szafkach, ale zdarzyło jej się to już wcześniej. Życie zmuszało ją do podobnych zachowań, czasem musiała sobie radzić właśnie w ten sposób. Skoro znalazła już kawę, wspięła się wyżej na palcach, aby sięgnąć po kubki, udało jej się jakimś cudem je zgarnąć nie tłukąc ich przy tym. Nie miała pojęcia dlaczego ktoś włożył je do szafki, która znajdowała się najwyżej.

Czajnik stał na niewielkiej kuchence, sięgnęła więc po niego i nalała do środka wody, udało jej się wyczarować płomień, na którym go postawiła. Widać było, że Fiery nie ma problemu z tym, aby odnaleźć się w mugolskiej chatce, sporą część życia bowiem spędziła między niemagicznymi, jej rodzice przecież byli jednymi z nich.

- Szkoooda. - Wymsknęło jej się, bo faktycznie zaczynała być głodna, kawą pewnie uda jej się chociaż na chwilę sprawić, że głód zniknie, jednak nie sądziła, że to wystarczy.

Oczy jej się zaświeciły, gdy zobaczyła znalezisko Thomasa, może nie było tego dużo, jednak zawsze mogło być gorzej. - Nie umiem gotować, chociaż tu chyba nie ma czego gotować, może to i lepiej. - Wystarczyło posmarować chleb czymkolwiek i problem głodu się rozwiąże.

- Kawa zaraz będzie gotowa. - Już się tym zajęła, pozostawało chwilę poczekać, aż wrzątek będzie gotowy. - Chodź, wysuszę cię. - Powiedziała, jakby wiedziała, jak się to robi. To nie tak, że była jakąś bardzo słabą czarownicą, nawet uczyła się przez moment w szkole, jednak nie zawsze jej to wychodziło.

Good Boy
I've got a twisted way of making it all seem fine
wiek
30
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Wysoki na metr i dziewięćdziesiąt centymetrów co do milimetra - no więc wysoki, ale za to z drobną budową ciała. Czarne, kręcone włosy i ciemne oczy. Twarz pokryta kilkudniowym zarostem zdradza, że niezbyt dba o siebie.

Thomas Figg
#19
23.07.2024, 01:20  ✶  
I wszystko wskazywało na to, że faktycznie byli bezpieczni i pod dachem, skóry zapewniał im schronienie przed deszczem. Czego chcieć więcej, skoro udało im się znaleźć schronienie, a nawet kawę i coś do zagryzienia głodu? Co prawda jedzenie przypominało bardziej zapasy nastolatka, który został na weekend sam w domu.
Thomas nie wydawał się mieć jakichkolwiek skrupułów z grzebaniem po szafkach - nie robili tego przecież dla zabawy, tylko potrzebowali jakoś przetrwać te ciężkie chwilę jakim był kac i bycie przemoczonym. Normalnie by czegoś takiego nie zrobili, ale sytuacja czasem zmuszała do podejmowania radykalnych kroków, które normalnie nie były nawet brane pod uwagę.
Zaczął rozglądać się za jakimiś talerzami i kubkami, aby mieli w na czym zjeść kanapki. Znalazł po drodze jeszcze paczkę ciastek i czipsy, które też położył na blacie kuchennym.
- Cóż, jemy dzisiaj jak nastolatek, którego rodzice zostawili samego i dali pieniądze na jedzenie, żeby sobie kupił - zaśmiał się, bo faktycznie przekrój posiłku jaki mogli sobie zaserwować nie powalał, ale cóż. Przynajmniej żołądki nie będą im burczały.
Machnął różdżką, może nie znał się za bardzo na zaklęciach domowych, ale dwa noże smarujące chleb dżemem i masłem orzechowym łatwo było sterować za pomocą czarów translokacyjnych, co akurat było jednym z jego atutów. Być może to dlatego kanapki powstawały całkiem sprawnie, bez konieczności manualnego robienia ich. Niby zapełnił jeden talerz powstrzyma zaklęcie. Nie potrzebowali ich tak dużo, zapewne nie zjedzą ich i tak.
- To idealnie, ja zrobiłem już kanapki, może to nie szczyt kunsztu, ale masło dżem to całkiem dobre połączenie, przynajmniej nie będziemy pić kawy na puste żołądki. Ja je przygotuje - zaoferował się, całkiem zadowolony z ich "polowania", kto by pomyślał, że z chlewu trafią na deszcz, a potem do jakiejś chatki? Nawet w najbardziej wybujałych scenariuszach, które niekiedy układał sobie w głowie nie wymyśliłby takiego obrotu spraw. Nadal miał nieodparte wrażenie, że to wszystko było jakimś dziwnym snem.
Co prawda nie lubił kiedy ktoś nieznajomy rzucał na niego zaklęcia, ale fakt, ze samemu nie był w takich czarach zbyt dobry, oraz fakt, ze była jego "wspólniczką" w zbrodni przeciwko świniom to podbudowywało kredyt zaufania jakim mógł obdarzyć Fiery. Skinął głową i podszedł do niej bez słowa - nie żeby też dzieliła ich wielka odległość, chatka nie była zbyt przestronna.
- Dziękuję - powiedział oglądając się po tym jak poczuł, że na powrót staje się suchy i ubrania aż tak nie ciążą na nim. Nigdy by nie pomyślał, ze zwykłe kanapki, kubek ciepłej kawy i suche ubrania sprawią, że będzie się czuł tak dobrze.
- Zjedzmy i wypijmy kawy - dodał przenosząc talerz na stół i zasiadając przy stole. Dopiero teraz poczuł ,że całe te wydarzenia z poranka go zmęczyły. Kto bowiem na kacu budzi się, żeby biegać? A oni nie dość, że musieli biegać to jeszcze przejść spory kawałek, aby tu dotrzeć. Tak po prawdzie to kusiło żeby wrócić jeszcze i zdrzemnąć się, ale wolałby raczej nie nadużywać "gościnności" tego miejsca. - Trochę odpoczniemy i będzie trzeba ruszać - zwrócił się do panny Bell chwytając za kanapkę i nieomal całą wpychając sobie do ust na raz, maniery chyba zostawił w tamtym chlewie, ale nagle poczuł się piekielnie głodny i nie mógł powstrzymać tego odruchu. Palący głód domagał się ugaszenia, a po wcześniejszych wydarzeniach mógł sobie raczej odpuścić udawanie arystokraty - zresztą nim nie był, więc mijałoby się to z celem.
Tańcząca ze lwami
Did you think the lion was sleeping because he didn't roar?
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Czarne niczym węgiel źrenice to pierwsze na co zwrócisz uwagę kiedy na nią spojrzysz. Później będzie uśmiech, zadziorny, zachęcający do dyskusji. Usta zawsze podkreślone czerwoną szminką, co wyróżnia się na tle jasnej cery, a zarazem idealnie pasuje do kasztanowych włosów Fiery. Jest filigranową kobietą, ma 160 cm wzrostu, chociaż na pierwszy rzut oka tego nie widać, gdyż ubrania, które nosi są zwiewne, więc nie do końca wiadomo, co się pod nimi kryje. Jej ruchy są szybkie, jakby ciągle się gdzieś spieszyła. Głos ma melodyjny, nieco wysoki, jednak nie denerwujący ucha. Możesz wyczuć w nim akcent, tylko ciężko określić jaki, na pewno angielski nie jest jej pierwszym językiem. Pachnie wiatrem, czasem sierścią zwierząt, jednak najbardziej wyczuwalny jest zapach goździków z cynamonem.

The Beast
#20
23.07.2024, 09:10  ✶  

Jeden dzień bez jedzenia nie był jeszcze niczym strasznym. Fiery w swoim życiu zaznała prawdziwego głodu i wolałaby tego nie powtarzać, dlatego właśnie nie przeżywała, aż tak bardzo tego, że zaczęli czuć się tutaj jak u siebie. Zresztą wiele razy wcześniej była zmuszona do kradzieży, to też nie była do końca kradzież bo nic stąd nie wynieśli tylko zamierzali napełnić swoje żołądki.

- Mogło być gorzej, to przynajmniej da się zjeść. - Nie zamierzała narzekać na jedzenie typowe dla dzieciaków, może nie było szczególnie zdrowe, ale kto by się tam tym przejmował? Grunt, że brzuszki będą pełne. Przynajmniej przez chwilę, bo, że to jedzenie nie miało jakichś specjalnych wartości odżywczych też wiedziała, ale nie zamierzała się tym przejmować.

- Sprytne. - Skomentowała jeszcze to, jak Thomas zaczarował noże. Wszystko robiło się samo, niesamowite, Fiery nie wykorzystywała magii do takich drobnych czynności, przynajmniej zazwyczaj, więc było to dla niej coś zupełnie nowego.

W pomieszczeniu rozległ się pisk, woda zdążyła się zagotować. Skłoniło to Bestyjkę do tego, aby zająć się kawą. Nie miała specjalnych wymagań co do smaku napoju, ważne, aby ich rozgrzał, no i może trochę pobudził po wyczerpującym poranku. Tak naprawdę nie mieli specjalnie dużo czasu, aby się obudzić. Wreszcie mogli na spokojnie dojść do siebie i trochę się ogarnąć po tych wszystkich przygodach.

W sumie współpraca wychodziła im całkiem nieźle, każde znalazło sobie czynność, w której mogło pomóc, nikt nie narzekał, chcieli dać coś od siebie. Nie mogło być lepiej. Zabawne, że byli sobie zupełnie obcy, a tak dobrze się dogadywali.

Postawiła na stole kubki z kawą, później udało jej się wysuszyć Thomasa, w końcu rzuciła zaklęcie i sama na siebie, żeby też wreszcie przestać ociekać wodą. Taka mała zmiana, a jak cieszyła.

- Nie ma sprawy, to nic takiego. - Rzuciła jeszcze. Przynajmniej mieli pewność, że nie będą chorzy, chociaż kto wie, może ta krótka chwila wystarczyła, aby się przeziębić, w sumie to się dopiero okaże.

Wreszcie i ona usiadła przy stole, westchnęła przy tym z ulgą. Fiery również odczuwała zmęcznie, bo trochę się działo, nie przywykła do takich intensywnych poranków. - Tak, to świetny pomysł, dzięki za jedzenie. - Sięgnęła w końcu po jeden z talerzy, wzięła w rękę kanapkę i się w nią wgryzła. Smakowała jak najwspanialszy posiłek, chociaż przecież nie było to nic wymyślnego. Nie potrzebowała jednak zbyt wiele do szczęścia, szczególnie gdy była zmęczona i głodna. Upiła łyk kawy, przyjemne ciepło zaczęło rozchodzić się po jej ciele. Powoli chyba też schodziła z niej cała adrenalina, przez co jeszcze bardziej odczuwała zmęcznie.

- Myślę, że jeszcze trochę i będziemy mogli się teleportować. - Ryzyko roszczepienia minie, będą mogli wrócić do domu. - Tak właściwie, to gdzie mieszkasz? Daleko masz do domu? - Zagadała go jeszcze, bo właściwie to nic o nim nie wiedziała, a w sumie to spędzili razem całkiem intensywny poranek, więc może i dobrze by było się nieco poznać.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów The Beast (5238), Thomas Figg (4955)


Strony (3): « Wstecz 1 2 3 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa