A teraz? Znajdowali się pod dachem, gdzie nie śmierdziało, mieli pachnąca kawę, która pozwoli im nabrać sił i rozbudzić się do końca. Tak jakby potrzebowali jeszcze czegoś dodatkowego do rozbudzenia się po przygodach jakie uświadczyli zanim pojawili się w tym miejscu.
- Dziękuję, pewnie bym je zrobił normalnie, ale nie mam do tego cierpliwości dzisiaj - odpowiedział zgodnie z prawdą, bo raz, że samodzielnie robiłby to o wiele dłużej, a dwa, ze czasami warto było ułatwić sobie życie, niż marnować niepotrzebnie czas. Nie chciał się też popisywać swoimi zdolnościami, po prostu skorzystał z faktu, że może coś sobie usprawnić.
Kiedy pomieszczenie wypełnił głośny dźwięk obwieszczający, że woda zagotowała się i można zaparzyć kawę, zerknął w tamtą stronę i przypatrywał się jak Fiery przygotowuje napój. Nie żeby jej nie ufał, że mu czegoś nie dosypie do kubka, po prostu spojrzał w tamtą stronę wiedziony piskiem czajnika i teraz zawiesił się przyglądają jak panna Bell zaparza im czarny trunek.
- Czasami mam problemy z takimi czarami, więc nie mów, że to nic takiego, dzięki tobie nie będę chory - powiedział zgodnie z prawdą i faktycznie był jej wdzięczny. gdyby sam miał rzucać takie zaklęcia to byłą trochę loteria, czy stanie się suchy czy jeszcze bardziej wszystko przemoczy. A tak? Ryzyko choroby nie wisiało już nad nim tak bardzo, przydałby się jeszcze eliksir pieprzowy, aby na pewno zapobiec jakiejś chorobie, no ale nie miał go przy sobie. Chyba powinien zacząć nosić torbę z rzeczami na wszelki wypadek - co nie było wcale taki głupim pomysłem. Może niekoniecznie miał często tak niezwykłe sytuacje jak dzisiaj, ale przy zadaniach dla zakonu też byłoby to przydatne. Będzie musiał pomyśleć nad takim rozwiązaniem jak już wróci do siebie - zaczynał mieć coraz więcej pomysłów, chyba będzie musiał w jakiś magiczny sposób rozciągnąć swoją dobę, żeby mu na to wszystko starczyło czasu.
- Nie ma za co, wsuwajmy póki ciepłe - dodał jeszcze żartobliwie, bo jak kanapki miały by być niby ciepłe? Nie jedli tostów tylko chleb z dżemem i masłem orzechowym.
Samemu złapał za drugą kanapkę i odgryzł połowę nim sięgnął po kubek i wreszcie napił się ciepłego napoju. Poczuł jak ciepło rozlewa mu się po ciele zaczynając od gardła, a potem już od brzucha rozlewa się na wszystkie kończyny - to było niemal jak kwintesencja szczęścia, zapełniał brzuch jedzeniem i pił ciepłą kawę. Czego chcieć więcej? Może wygodnego łóżka, żeby móc sobie odpocząć jeszcze trochę.
- Tak, też tak sądzę, że niedługo będziemy mogli wrócić do siebie. Będziesz mogła sprawdzić czy lwy są nakarmione należycie - zgodził się z uśmiechem i nim odpowiedział gdzie mieszka dojadł trzymaną w ręce kanapkę - dwie były na razie wystarczające dla niego. - Na Pokątnej, w Klubokawiarni Nory, musisz kiedyś tam wpaść, Nora robi najlepsze słodycze na Wyspach - zachwalał słodkość swojej siostry, bo naprawdę uważał, że każdy powinien ich spróbować bo potrafiły poprawić humor nawet w najgorszy dzień.