Coś w tej nocy sprawiało, że ludzie wydawali się bardziej miękcy. To przez ten olejek? Palce aż ślizgały się po jedwabiu skóry, przyjemny aromat działał na zmysły. Zapach - zapach człowieka bardzo łatwo ginął w parze. Czy to pomagało? Odprężysz się bardziej, jeśli pokusa nie będzie prowadziła prosto do Piekła, z którego wyciągaliśmy ślamazarne i niechętne wnioski o tym, że bezsens tego wydarzenia powinien nas skłonić do refleksji. Bezsens tego, że wampir - łowca - leży tutaj z selkie. Chce mieć przyjaciela, ale czy to na pewno tak działa, że "chcieć" znaczy "mieć"? Żeby chociażby znaczyło, że da się "móc", a niekiedy nawet tyle nie dostawaliśmy z inwestycji zwrotnej, jaka była przekładana na codzienność Astarotha. Chciałeś zapełnić jakąś lukę w sercu - i to w porządku. Naprawdę okej. W końcu bezinteresowność nie wpisywała się teraz w zaplątany liniami wysokiego napięcia życia Laurenta. On też czegoś chciał. Czegoś nieobjętego słowem, co było niczym konkretnym, a konkretnym zarazem. Gdzieś w swojej części chciał uwagi i bliskości, w drugiej udowodnienia samemu sobie, że słodycz już nie istnieje - wszystko jest gorzkie, albo przynajmniej goryczą zaprawione. Para wiele kryła - zaczynała też skrywać jog myśli w magii odprężenia.
Spojrzał na niego z lekką konsternacją po tym okrzyku o dzikim człowieku z Azji. Niekoniecznie połączył to ze swoimi wcale nie do końca zgrabnymi wygibasami. Odpowiedź, jakiej szukał w jego oczach, szybko umknęła przez pojawienie się Migotka, który przyniósł tacę z herbatą i położył ją na półce przy wannie. Ukłonił się, patrząc jednym okiem na Astarotha tylko przez ułamek sekundy. Jego drugie oko było zakryte opaską. Zeskoczył na dół i pozbierał ciuchy obu mężczyzn, żeby znowu zniknąć z cichym kliknięciem teleportacji.
- Tylko że Duma tresowany był do tego, by zabijać. - Laurent go tak tresował. Tak, by gotów był polować na ludzi, jeśli sytuacja będzie tego wymagała. Jeszcze nigdy nie miał tak niebezpiecznej sytuacji jak ta, kiedy napadł na Astarotha. - Instynkt... to instynkt. Zawsze będzie wodził za nos. Mantykora jest niebezpieczna dlatego, że jest inteligentniejsza od większości ludzi, ale nie chce walczyć ze swoimi instynktami i naturą. To dlatego została zakwalifikowana do grupy zwierząt, a nie istot. Ponieważ zawsze wybiera brutalność. - Czy to miało drugie dno? Laurent rozpatrywał to na płaszczyźnie wampiryzmu, wokół którego kręcił się temat. Ale może niepotrzebnie do tego wracali ciągle i wciąż? Może dobrze byłoby zapomnieć - na chwilę, dwie? Zająć się czymś innym. Wrócić do wspominek i porozmawiać dalej o rodzinie, ale, och, moment... tu też było o krwi i jej rozlewie. Przemocy.
- Zupełnie jakby śmierć cię uwrażliwiła. Nie sądzisz, że to tragedia? - Bo gdyby tylko wyłączył te wszystkie emocje, wątpliwości, gdyby oswoił się z samym sobą i pogodził ze swoją naturą, ukochał ją jak ta mantykora... w zasadzie to opowiadał mu o niej, a pewnie dobrze wiedział. Ach, już za późno... może się nie zirytował, że należał do tych osób pieprzących rzeczy zupełnie oczywiste. Większość jego przyjaciół i znajomych nie miało szerokiej wiedzy z zakresu istot magicznych. - Niektórym wydaje się, że są nieśmiertelni, bo nie zaznali śmierci. I to sprawia, że króluje ich lekkomyślność. - Albo było jeszcze więcej powodów, dla których Astaroth właśnie tak postrzegał swoje rodzeństwo. To było ciekawe - odkrywać jego świat od drugiej strony. - Podchodzisz rozsądnie do swojego pragnienia. Nie ma się czego wstydzić. - Wspomniał jeszcze apropo tego, że niekoniecznie był z siebie zadowolony, że "wykorzystywał dobroć Kim". Czymś się pożywiać musiał, tak? Laurentowi brakowało złotego środka. Chciał go ciągle zapytać jak tam mikstury z Victorią, czy coś się udało osiągnąć, ale ciągle coś innego łapało jego uwagę już i tak rozpływającą się przez zmęczenie.
- Nie bij się. - Odpowiedział na ten żarcik tak, jakby wydawał jakiś nienachalny i oczywisty rozkaz, a ta wesołość wpłynęła do jego świadomości dopiero po chwili. - Taaak... - Mruknął na to pytanie o przysypianie. Tak i nie zarazem. Coś kryło się pod tymi powiekami. Coś strasznego, co sprawiło, że znowu zadrżał i złapał głębszy wdech. Nie potrafił tego zapomnieć - widoku głowy odrywanej od ciała. - To zadbaj, żeby nie była zimna. - To wydawało się bardzo proste. Ale mimo swoich słów odsunął się ze zmęczeniem od wampira, żeby sięgnąć po filiżankę z herbatą. Uśmiechnął ulotnie od tego ruchu jego biodra, który był zachęcający do podniesienia się. Nieco mu drżała dłoń. Ale chciało mu się pić - dopóki nie zanurzył ust w ciepłym naparze nie był tego świadom. - - Nie mogę pozbyć się tego widoku. Tych ciał. Tej brudnej wody. - Wyznał cicho, wpatrując się przez moment w swoje odbicie w herbacie.