• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 12 13 14 15 16 Dalej »
[grudzień, 1966, Hogwart] Kolęda pośród pustych ścian

[grudzień, 1966, Hogwart] Kolęda pośród pustych ścian
Miotlara
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Jasne włosy, niebieskie oczy, niezbyt wysoki wzrost - około 166 cm, szczupła, wysportowana sylwetka. Mówi niezbyt głośno, rzadko patrzy komuś w oczy, a w tłumie nie mówi za wiele.

Mackenzie Greengrass
#11
12.01.2023, 20:13  ✶  
- Nie jakoś wielu, ale zwykle tak. W Yule, ewentualnie tuż po – odparła Mackenzie, chociaż tu nie potrafiła podać wielu szczegółów. Sama nigdy nie była tym zainteresowania, bo chyba prędzej połknęłaby żabę niż poszła kolędować po Hogmseade, a mieszkały z matką na obrzeżach wsi i z rzadka korowód kolędników zawędrowywał w okolicę ich domu.
- Szczęście sprzyja lepszym – oświadczyła Gryfonka, również z czystego uporu, który bez wątpienia był jedną z jej największych wad. – Znudzona? Skąd. Za to bycie szukającą znudziłoby mnie śmiertelnie.
Może i na ziemi nie była graczem zespołowym, za to w powietrzu już owszem. Poza tym rola polegająca na lataniu i wypatrywaniu zwyczajnie nie pasowało za bardzo do Mackenzie, która w powietrzu lubiła być aktywną częścią drużyny. Za to będąc pałkarzem mogłaby stosunkowo łatwo utrudnić życie szukającemu drugiej drużyny…
Tyle że jednak jako ścigająca sprawdzała się lepiej. Była trochę za drobna, aby stać się naprawdę doskonałym pałkarzem. Ot rozważania wynikały z jej rosnącej frustracji, że w hogwarckich rozgrywkach punkty zdobyte przez ścigających liczyły się w jednym meczu na trzy, o reszcie decydowało albo to, czy szukający był dobry, albo przypadek.
Zmarszczyła lekko czoło, kiedy podsunął własny pomysł odnośnie lustra. Była jeszcze trochę za młoda, aby przyznać nawet sama przed sobą, ze nadmiernie ulega stereotypom, bo tak było w tym przypadku. Stwierdzenie Lovegooda, bardzo sensowne, zaskoczyło ją. A może nie chodziło o stereotypy – ot trochę za słabo go znała.
- Możesz mieć rację – przyznała, chociaż z pewnymi oporami. – Ale czy to w pewnym sensie nie jest pokazywanie jednej z możliwych przyszłości? Potter miałaby w takim razie rację. Do pewnego stopnia.
Rzecz jasna Ain Engarp nie działało w ten sposób. Mackenzie jednak nigdy nie miała okazji ani w nie spojrzeć, ani więcej o nim usłyszeć, a że nie znała się na artefaktach, w głowie miała własne wizje, jak takie zwierciadło mogłoby działać.
Najeżyła się trochę, gdy spytał, czy ma coś lepszego do roboty. Z typowym dla siebie doszukiwaniem się złych intencji, zadzwoniło jej w uszach, że może Theodore chciał zasugerować, że jest tak nudną i nielubianą osobą, że nie ma lepszych planów. (Chociaż nawet gdyby, to byłoby w tym trochę racji. Acz plan miała. Pewnie poszłaby do biblioteki.)
Odetchnęła jednak i nie warknęła na niego, może uświadamiając sobie, że Lovegood nie jest chyba takim typem, a może tylko postanowiła nie prowokować kłótni w Yule. Zamiast tego sięgnęła po półmisek, nakładając sobie trochę frytek i indyka. Chrzanić dietę, było Yule, wróci do jedzenia zieleniny i gotowanego mięsa jutro.
- Jeśli wygrasz wyścig, dobrze, pójdę i znajdę to lustro – oświadczyła. Ujęcie sprawy w ten sposób, że „znajdzie” to lustro, nie „spróbuje znaleźć” wynikało z tego, że faktycznie, lubiła rywalizację, i gdy postawił sprawę w ten sposób, nie mogła zakładać, że poradzi sobie gorzej niż Potterówna. – Dobrego Yule – dorzuciła jeszcze, choć niby tak ją powitał, ale jakoś złożenie życzeń, gdy wszyscy zaczęli zajmować miejsce, zdało się jej właściwe.
Lekkoduch
Wszystko jest możliwe, kiedy kłamiesz.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Theodore Lovegood
#12
14.01.2023, 13:49  ✶  
Oczy mu się zaświeciły. A więc była jeszcze jakaś nadzieja na dołączenie do muzykantów. Uśmiechnął się szelmowsko i zerknął kątem oka na skrzaty wciąż nucące świąteczne melodie. Może po obiedzie potrenuje przy ich akompaniamencie przed małą, Hogwardzką społecznością? Spodobał mu się ten pomysł, ale na razie był zbyt głodny, by wprowadzić go w życie. Omiótł spojrzeniem stół i utkwił go w indyku. Radośnie nałożył kawałek i dołożył sobie ziemniaczków.
- Dużo wiesz o Hogsmeade w trakcie Yule – zauważył, nieświadomy tego, że tam mieszkała. Brzmiała dla niego bardziej jak stała bywalczyni w Hogwarcie w trakcie przerwy zimowej, obeznana ze wszystkim, co działo się wokół w tym okresie, a nie jak ktoś, komu przydarzyło się to raz, bo mama pojechała do krewnej.
- Znudziło? W porównaniu do takiego obrońcy to nie najgorsza opcja – Theodore również nigdy by nie rozważył zostania szukającym, bo to indywidualna robota i nie trzeba było przejmować tym, co dzieje się na boisku. Jednak istniało dużo gorsze miotlarskie zajęcie. Obrońca to według niego zdecydowanie najnudniejsza pozycja. Przez połowę gry nic się nie robiło oprócz czekania na to, aż drużyna przeciwna podleci z kaflem. Wszyscy inni zawodnicy przez cały czas mieli coś do roboty. Już chyba wolałby być tym durnym szukającym i przez cały mecz nie mieć ani jednej interakcji z innym graczem niż stać w obronie i przez cały czas pasywnie czekać na piłkę.
- Wydaje mi się, że na tym polega wróżbiarstwo. Przedstawia się coś, a jak to się nie wypali, to wtedy mówi się, że była to tylko jedna z możliwych przyszłości. Może więc rzeczywiście to zwierciadło jest wróżbiarskim artefaktem – odparł, uznając jej teorię za prawdopodobną, ale i tak zachichotał, bo rzeczy powiązane z prorokowaniem zawsze tak na niego działały. Nie miał wysokiego mniemania o sztuce czytania przyszłości. Była zdecydowanie zbyt mało konkretna. Gdyby tylko mógł na innych przedmiotach lać wodę tak, jak robią to wieszcze, to byłby piątkowym uczniem.
Nie zauważył, że w defensywny sposób zareagowała na jego pytanie. Nie miało one nikogo obrazić. Sam miał bardzo niewiele do roboty, a nie uważał się za nudną osobę. Lovegood zupełnie nieświadomy tego, co działo się w jej głowie i że właśnie przetestował jej cierpliwość, jak gdyby nigdy nic wepchnął porcję ziemniaków do ust. Jego talerz był pełen, widać było, że nie miał zamiaru się oszczędzać.
- Do-brego Yule – powiedział z pełnymi ustami, a gdy już udało mu się przeżuć i połknąć, uśmiechnął się szeroko zadowolony z tego, że coraz bardziej przekonywała się do poszukiwań lustra. Nie w pełni, bo uzależniła to od losu ich wyścigu, ale i tak uznał to za satysfakcjonującą zmianę.
Miotlara
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Jasne włosy, niebieskie oczy, niezbyt wysoki wzrost - około 166 cm, szczupła, wysportowana sylwetka. Mówi niezbyt głośno, rzadko patrzy komuś w oczy, a w tłumie nie mówi za wiele.

Mackenzie Greengrass
#13
14.01.2023, 18:30  ✶  
- Spędziłam tam każde Yule mojego życia. Mieszkam w Hogsmeade - wyjaśniła Mackenzie lakonicznie. Na początkach Hogwartu próbowała to ukrywać, ale potem sprawa i tak wyszła na jaw, wywołując wśród Gryfonów trochę plotek i sprawiając, że na czwartym roku Kenzie wdała się w kilka bójek. Teraz więc wprawdzie nie przechwalała się tym na prawo i lewo, ale i nie kryła tego jakoś specjalnie. Nie była już aż tak przewrażliwiona pod pewnymi względami, jak te parę lat temu.
Dla niej święta w Hogwarcie właściwie stanowiły odmianę, która nie była tak zła, jak mogłaby się wydawać. Posmak goryczy, jaki odczuwała, nie wynikał przecież wcale z tego, że szczególnie mocno zależało jej na ubieraniu choinki czy siedzeniem z matką przy wigilijnym stole.
- Dlaczego? Jeśli ścigający drugiej drużyny dobrze grają, bardzo dużo zależy od obrońcy. Musi nie tylko sprawnie łapać, ale też wyczuć, w którym momencie i w którą pętlę spróbuje strzelić ścigający. - Mackenzie pod tym względem się nie zgadzała. A że o quidditchu mogła rozmawiać godzinami, to oczywiście nie mogło być tak, że się swoim zdaniem w tej chwili by nie podzieliła. Do kariery obrońcy jednak faktycznie nie odczuwała szczególnego powołania, głównie dlatego, że lubiła latać na miotle szybko i zwrotnie, a w jej ocenie najlepiej pozwalała na to pozycja ścigającego. Chociaż pałkarz też się nadawał...
- Naprawdę? A myślałam, że raczej polega na tym, że mówisz "zobaczyłam w twojej filiżance symbol czarnego psa, to znaczy, że stanie się coś złego", i potem mówisz, że miałeś rację, bo każdemu prędzej czy później coś złego się stanie.
Opinię na temat wróżbiarstwa mieli całkiem podobną. Nie to, że Mackenzie w prorocze wizje zupełnie nie wierzyła (po prostu wątpiła, by zdarzały się często). Ale już w to, że jej przyszłość da się wyczytać z filiżanki fusów? Do tego nie przekonałaby jej żadna siła na niebie i ziemi, chyba że jakiś wróżbita podszedłby i przedstawił bardzo szczegółowe informacje o przebiegu najbliższych paru dni.
Kiwnęła tylko głową w odpowiedzi na jego życzenia. Sama zamilkła, bo skupiła się na przeżuwaniu indyka i frytek ze swojej yulowej kolacji. Dyrektor i gajowy zajęli swoje miejsca, i uczta z okazji Yule w Hogwarcie rozpoczęła się już na dobre.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Mackenzie Greengrass (3410), Theodore Lovegood (3155)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa