22.08.2024, 08:57 ✶
– Nie sądzę, żeby kapłanki kowenu same to wiedziały. Kapłani nie wbiegają sobie do Limbo i nie potrafią go zobaczyć. A gdyby Morpheus coś wiedział, to byśmy coś z niego wyciągnęli – stwierdziła, obdarzając go uśmiechem.
Po prawdzie sama… doskonale rozumiała Departament Tajemnic. Gdyby ona obstawiała tamtego dnia teren, też nie wpuściłaby tam Laurenta, Geraldine ani nikogo innego spoza Ministerstwa. Nic nie wiązało Prewetta ani Yaxley, mogliby o swoich historiach opowiedzieć krewnym, przyjaciołom, prasie, połowie świata. Nie wpuszczasz przypadkowych osób do miejsca, w którym drzewo z Limbo przebiło się do świata żywych, zresztą co łowczyni potworów i specjalista od magicznych zwierząt mógłby tam odkryć, czego nie odnaleźli Niewymowni?
Sama chętnie dowiedziałaby, co działo się na polanie, ale doskonale rozumiała, że ci, którzy ją badają, nie podzielą się tymi informacjami z przypadkową pracownicą z Brygady. Ona też mogłaby wypełnić tę kamienicę rzeczami, o których wiedziała, o których chętnie dowiedziałoby się Ministerstwo Magii, a o których nie mówiła. Nawet Erik przecież pewne rzeczy ukrywał przed innymi, chociaż zwykle Brenna miała wrażenie, że jej brat jest nieco zbyt otwarty.
– Mówiąc szczerze, nie wiem, co tam się stało. Moody wiedziała, że mogą być kłopoty, a jednak nie skierowała na miejsce więcej ludzi. Może Ministra na to nie pozwoliła albo naprawdę… działo się wtedy coś o czym nie wiemy? – Twarz ściągnęła się jej na moment, ale zaraz Brenna rozluźniła mięśnie, odwracając się znów do brata. Nie podobały się jej opcje: bo Ministerstwo Mogło przed nimi ukrywać informacje, ale Harper nie powinna, a i istniała szansa, że… że kobieta gdy zaginął Greyback po prostu nie myślała o takich rzeczach.
Niestabilne ogniwo Zakonu i Ministerstwa?
– Knieję obstawia Brygada, braciszku, a Departament Tajemnic robi swoje czary mary na Polanie Ogni. Niewymowni to w większości naukowcy. Zastanów się, na kogo postawiłbyś w pojedynku z naszej rodziny i w jakiej kolejności? Jak daleko znalazłby się w tym rankingu Morpheus? Jest geniuszem, ale nie wojownikiem.
Jasne, mógł walczyć. Byłby w tym lepszy niż przeciętny czarodziej, w to Brenna nie wątpiła. Ale nie uważała, aby wymaganie stawiania na pierwszej linii od kogoś, kto zajmował się teorią, doprowadziłoby do czegoś poza większymi stratami.
– Na razie mają naprawić dach, zerknąć na rury, wymienić okna w mieszkaniach na piętrze i zająć się piecem w piwnicy. Jeśli to piętro będzie się nadawało do użytku, parter i wyższe można przygotować z czasem – zgodziła się, choć do tej pory myślała raczej o braku czasu. – Może uda mi się znaleźć renowatora… który mógłby wejść do sieci – dodała jeszcze z westchnieniem. Magią szło by to znacznie szybciej, i Brenna z pewnym namysłem spoglądała na Pandorę. Doskonale wiedziała, że potrzebują nie tylko czarodziei do bojówki, ale też pamiętała, co mówił Dumbledore: musieli być ostrożniejsi i sprawdzać otoczenie czarodzieja, nie tylko jego samego. Przypadek Greybacka nie mógł się powtórzyć.
– To co? Lecimy po te drożdżówki przed dyżurem?
Po prawdzie sama… doskonale rozumiała Departament Tajemnic. Gdyby ona obstawiała tamtego dnia teren, też nie wpuściłaby tam Laurenta, Geraldine ani nikogo innego spoza Ministerstwa. Nic nie wiązało Prewetta ani Yaxley, mogliby o swoich historiach opowiedzieć krewnym, przyjaciołom, prasie, połowie świata. Nie wpuszczasz przypadkowych osób do miejsca, w którym drzewo z Limbo przebiło się do świata żywych, zresztą co łowczyni potworów i specjalista od magicznych zwierząt mógłby tam odkryć, czego nie odnaleźli Niewymowni?
Sama chętnie dowiedziałaby, co działo się na polanie, ale doskonale rozumiała, że ci, którzy ją badają, nie podzielą się tymi informacjami z przypadkową pracownicą z Brygady. Ona też mogłaby wypełnić tę kamienicę rzeczami, o których wiedziała, o których chętnie dowiedziałoby się Ministerstwo Magii, a o których nie mówiła. Nawet Erik przecież pewne rzeczy ukrywał przed innymi, chociaż zwykle Brenna miała wrażenie, że jej brat jest nieco zbyt otwarty.
– Mówiąc szczerze, nie wiem, co tam się stało. Moody wiedziała, że mogą być kłopoty, a jednak nie skierowała na miejsce więcej ludzi. Może Ministra na to nie pozwoliła albo naprawdę… działo się wtedy coś o czym nie wiemy? – Twarz ściągnęła się jej na moment, ale zaraz Brenna rozluźniła mięśnie, odwracając się znów do brata. Nie podobały się jej opcje: bo Ministerstwo Mogło przed nimi ukrywać informacje, ale Harper nie powinna, a i istniała szansa, że… że kobieta gdy zaginął Greyback po prostu nie myślała o takich rzeczach.
Niestabilne ogniwo Zakonu i Ministerstwa?
– Knieję obstawia Brygada, braciszku, a Departament Tajemnic robi swoje czary mary na Polanie Ogni. Niewymowni to w większości naukowcy. Zastanów się, na kogo postawiłbyś w pojedynku z naszej rodziny i w jakiej kolejności? Jak daleko znalazłby się w tym rankingu Morpheus? Jest geniuszem, ale nie wojownikiem.
Jasne, mógł walczyć. Byłby w tym lepszy niż przeciętny czarodziej, w to Brenna nie wątpiła. Ale nie uważała, aby wymaganie stawiania na pierwszej linii od kogoś, kto zajmował się teorią, doprowadziłoby do czegoś poza większymi stratami.
– Na razie mają naprawić dach, zerknąć na rury, wymienić okna w mieszkaniach na piętrze i zająć się piecem w piwnicy. Jeśli to piętro będzie się nadawało do użytku, parter i wyższe można przygotować z czasem – zgodziła się, choć do tej pory myślała raczej o braku czasu. – Może uda mi się znaleźć renowatora… który mógłby wejść do sieci – dodała jeszcze z westchnieniem. Magią szło by to znacznie szybciej, i Brenna z pewnym namysłem spoglądała na Pandorę. Doskonale wiedziała, że potrzebują nie tylko czarodziei do bojówki, ale też pamiętała, co mówił Dumbledore: musieli być ostrożniejsi i sprawdzać otoczenie czarodzieja, nie tylko jego samego. Przypadek Greybacka nie mógł się powtórzyć.
– To co? Lecimy po te drożdżówki przed dyżurem?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.