• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Little Hangleton v
« Wstecz 1 2 3 4 Dalej »
[27.08.72, ranek] Who'd'ya think you're kiddin'

[27.08.72, ranek] Who'd'ya think you're kiddin'
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#11
14.08.2024, 16:10  ✶  
– To byłoby trochę opóźnione działanie, nie sądzisz? Tak o jakąś dekadę.
W głowę to im obojgu dała magia Beltane i Macmillanów, i Brenna do tej pory zastanawiała się, co się tam do cholery stało, i czy Departament Tajemnic próbował zgłębić tę sprawę – a raczej jak wiele odkrył i ile na ten temat ukrywa. Zwalała chętnie winę na Voldemorta, ale Sarah Macmillan twierdziła przecież, że to nie mogli być śmierciożercy. Ale chociaż wyrzucała sobie udział w tym rytuale jakieś trzysta razy w maju i latem, to teraz wcale nie mogła powiedzieć, że żałuje. Byłoby to paskudne kłamstwo, a nie ładnie okłamywać tak samego siebie.
– Gdzie można zaprosić znajomych, których nie chce się pokazać wścibskim braciom i… miałam powiedzieć coś o urządzaniu nielegalnych wieczorków hazardowych za plecami rodziców, ale pewnie matka by cię zabiła, że jej na taki nie zaprosiłeś? – Nie znała może Enidy inaczej niż jako siostrę Vincenta, migającą czasem gdzieś w tle na jakimś przyjęciu (trochę niepewnie nagle się poczuła, jak sobie przypomniała, że na jednym albo dwóch przyjęciach to widziała ją u boku własnej matki), ale i to Prewett coś tam o niej wspomniał, i to co teraz Atreus mówił o przegrywaniu domu ciotki w karty, budowało bardzo konkretny obrazek. – Warownia jest ogromna, moglibyśmy tam sprowadzić kilka osób i nikt by tego nie zauważył… w sumie mój ojciec chyba dopiero dwa miesiące po tym, jak przyprowadziłam Thomasa zorientował się, że on u nas mieszka… ale Morpheus chyba czuje, że potrzebuje przestrzeni dla siebie.
Czy tego żałowała? Bardzo. Czy rozumiała? Oczywiście, że tak. Zwłaszcza że Morpheus był najmłodszym z braci, a jednocześnie człowiekiem już po czterdziestce i może zapragnął osiąść w domu, który będzie należał tylko do niego: nie do ojca, i najstarszego brata – dziedzica. Martwiło ją to jednak: Little Hangleton było ponurym miejscem pełnym czarnej magii, i ona zastanawiała się, co tutejsze aura, nie korespondująca z aurą Atreusa, wniesie do snów jasnowidza. Czy nie zasnuje jego umysłu? Czy nie sprawi, że Morpheus, syn swojej matki, zacznie oddalać się coraz bardziej od ludzi, znikając pośród wizji i koszmarów?
– Drzewa w Kniei gadają do Greengrassów, a te tutaj okazyjnie powtarzają „zabij mnie, zabij” – powiedziała, spoglądając na niego, i teraz w głos wkradła się odrobina powagi, bo mogła żartować sobie z tą całą wycieczką krajoznawczą, ale wspomnienie twarzy w Zagajniku Zaklętych Drzew, ich szeptów i Apolla, którego pochłaniała kora, nie należało do najprzyjemniejszych. – Pamiętasz, co serwują w kafeterii? Nie wiem, co musiałbyś podać, żeby było gorsze, błoto? – zapytała jednak zaraz, i znowu się uśmiechnęła. Nie uraziła jej i uwaga o miotłach: miała ten komfort, że takie komentarze nie mogły naruszyć jej równowagi. Gdyby nie mogła całe lata awansować na Detektywa albo nie miała szans zostać aurorem, a o tym marzyła, pewnie by ją zabolało – ale Brenna nigdy nie była szczególnie ambitna, Detektywem została lata temu, a o aurorach nawet nie myślała.
Trochę było z tym jak z ubraniem. Bolało, kiedy ktoś wyśmiewał wytarte jeansy, gdy nie stać było cię na lepsze. Rozbawiało, kiedy mógłbyś kupić sobie kupić całą ich fabrykę.
– Tylko proszę, niczego, co zamieni mnie w kapibarę – mruknęła jeszcze i dała mu lekkiego kuksańca w bok. – Poczekaj, opiszę twoją miotłę wszystkim ludziom na szkoleniu, i każę zwracać szczególną uwagę, jak jest zaparkowana.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#12
14.08.2024, 22:09  ✶  
- Niezbadane są porywy serca - rzucił z emfazą, teatralnie wczuwając się w to zdanie, ale jednocześnie nie mogąc powstrzymać się od troszkę złośliwego uśmieszku. Może gdyby był tylko odrobinę bardziej arogancki i nieco bardziej niezadowolony z tego jak rozegrało się Beltane, rozbawienie gdzieś by uciekło i byłby gotów głosić takie głupoty z największym przekonaniem, ale na całe szczęście życie aż tak go nie pokarało. Sam już przestał zastanawiać się nad tym, czy Departament Tajemnic poczynił jakieś postępy w kontekście badania powstałych więzi, aczkolwiek nie wątpił że pracownicy Komnaty Miłości z chęcią się na ten fenomen rzucili. Co jednak z tego, kiedy opinia publiczna nie wiedziała na ten temat wiele więcej poza paroma artykułami w gazetach i to raczej tych plotkarskich i opisujących ogólne życie w kraju - nic naukowego, co mogłoby pomóc zagadkę rozwijać. Ale tak chyba było zawsze. Największe tajemnice, nawet takie które męczyły połowę kraju, niewymowni z ochotą chowali w swoich archiwach i pewnie zaśmiewali się z nieświadomości ludzkiej.

- Biorąc pod uwagę ile Orion spędza czasu przy biurku w Ministerstwie to jakoś niekoniecznie martwię się o to, kogo on zobaczy przyprowadzonego do domu. Otóż nikogo, bo go częściej nie ma jak jest. Z resztą, nasza kamienica ma tyle przejść, że nie trzeba się nawet bardzo starać, żeby móc się mijać z całą rodziną nawet i przez miesiąc - kiedyś tego próbował, ale niestety skrzat był zdradziecki i szybko go znaleźli. - Nielegalne wieczorki hazardowe? Nie znam. Aczkolwiek myślę, że moja matka zbyt pysznie bawi się w swoim towarzystwie by aż tak bolało ją w serce, że dobrze się bawię bez niej. Wystarczy jej świadomość, że może mnie ograć w karty przy obiedzie - najgorsze było w tym wszystkim to, że robiła to z łatwością. Krew Prewettów była w niej gęsta, jakby całkowicie wypierając tę, którą musiała przelać w nią jej własna matka, bo Enida sztukę blefu i kontrolowania swoich emocji opanowała chyba do perfekcji. W tym był właśnie największy problem, że kiedy brała do rozgrywki na poważnie, ciężko było wyłapać nawet z jej aury to jak leżą jej karty.

- Hardwick u was mieszka? Czemu? - uniósł lekko brwi, zaintrygowany tą rewelacją. Nawet jeśli odnosił wrażenie, że Longbottomowie wyglądali na takich, przez których dom przewijało się mnóstwo najróżniejszych ludzi, to już fakt że ktoś tam u nich mieszkał nie należąc do rodziny, wydawał się nieco osobliwy. Może gdyby odrobinę interesował się sprawami dotyczącymi pracowników departamentu prawa, albo brygadzistami, to odpowiedź przyszłaby do niego sama, ale podobne incydenty obchodziły go tyle co zeszłoroczny śnieg. Napaść na mugolaka w jego domu? Brzmiało mało interesująco.

- Urocze. Myślisz, że gdyby zrobić z nich meble, gadałyby w ten sam sposób? Można by zrobić z tego jakiś dobry biznes, albo przynajmniej żart stulecia - zagadnął, niby to nie podłapując w pełni tej odrobiny powagi, która zakradła się na jej twarz gdy o tym mówiła. - W sumie ciekawe, czy ktoś próbował je wyegzorcyzmować, albo zrobić cokolwiek, żeby skończyć ich nieszczęśliwą egzystencję. Czy może wszyscy uznali, ze to taki urok okolicy - skrzywił się lekko, nieco bardziej wpasowując się tonem do poważniejszej tematyki. Ale nie trwało to długo, bo zaraz znowu się uśmiechnął złośliwie.
- O przepraszam bardzo. Niedawno sprawili nowy ekspres do kawy i przez cały tydzień była ona całkiem znośna. Więc to zależy gdzie stawiamy poprzeczkę; przy aktualnym stanie wyposażenia parzącego kawę i herbatę czy może przy okresie jego świetności. Chociaż ostrzegam, że jak tak to ujmujesz to brzmi niemal jak wyzwanie, a błota tutaj akurat wcale nie brakuje - machnął ręką, jakby oczekując że w pobliżu znajdzie się przynajmniej jedna błotna kałuża.

Całe szczęście, że jej ta uwaga o brygadzistach i aurorach nie uraziła, bo tego typu żarty były jednymi z najważniejszych w asortymencie Atreusa i składały się w dużej mierze na jego osobowość. Z pasją zamęczał nimi niegdyś Borgina i nie zamierzał przestawać rzucać ich, nawet jeśli ten przepadł gdzieś pod ziemią, usuwając się z jego życia. Musiał tylko znaleźć sobie ku temu nowy cel. Brenna może nie nadawała się do tego idealnie, ale aktualnie była zwyczajnie pod ręką.
- Wiesz, ja nawet nie wiem co to jest ta kapibara, ale zakładam że chodzi ci o tego przerośniętego chomika w którego zmienił mnie drink na weselu Perseusa i Vespery - wzdrygnął się na samo wspomnienie momentu, kiedy zaczęła go porastać ta szczecina. I kiedy Sauriel boopnął go w nosek. Do tej pory żałował, że Bella wyczarowała tę tarczę i nie dał rady wbić się w Rookowooda i przestawić mu rzepek w kolanach. - No dobra, to ale skoro nie kapibarę to czym być ewentualnie chciała zostać. Tylko nie wilkiem, bo to już możesz sobie zrobić w każdej chwili. I ej, po co aż takie drastyczne kroki, co? Przynajmniej nie dawaj tego opisu Hadesowi, bo mam wrażenie że po Lammas trochę mnie nienawidzi.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#13
14.08.2024, 22:38  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.08.2024, 22:42 przez Brenna Longbottom.)  
– Jakoś to pasuje do twojego wuja. To znaczy tajemne przejścia. Niektóre otwierają się pewnie tylko na zagadki? – Brzmiało to trochę jak raj dla dzieciaków, a Brenna zawsze dotąd zakładała, że wychowywanie się w Londynie musiało być dużo nudniejsze niż w Dolinie, gdzie mogłeś na przykład zwiać spod opieki wujka prosto do Kniei Godryka, albo biegać po ruinach, udając, że to fort, którego trzeba bronić przed nikczemnymi najeźdźcami. – Nie był bezpieczny we własnym mieszkaniu, więc go niecnie porwałam, a on jest za miły, żeby uciekać – wyjaśniła pokrótce, w stu procentach zgodnie z prawdą, ale nie wdając się i w szczegóły. Sam atak na Thomasa nie był żadną tajemnicą, bo i musieli wezwać wtedy wsparcie, Brenna jednak wątpiła, czy chciałby, aby opowiadała komuś o tym wszystkim ze szczegółami. Wciąż gniewało ją i jednocześnie łamało serce samo wspomnienie tamtego ranka, i spojrzenia Hardwicka, gdy złudzenie bezpieczeństwa rozsypało się w proch.
– Tak szczerze to nie mam pojęcia. Próbowałam tam wrócić z klątwołamaczem, ale nie znaleźliśmy już drogi, jakby nie to, że byliśmy we troje, to chyba uwierzyłabym, że mi się to wszystko śniło… Chociaż egzorcysta byłby może lepszym pomysłem, Sebastian na pewno bardzo by się ucieszył, gdybym go spytała, czy chce ze mną szukać przeklętych... albo nawiedzonych drzew w Lesie Wisielców.
Kąciki ust uniosły się jej mimowolnie, gdy wyobraziła sobie samą minę Macmillana na taką propozycję. Chociaż ten miał opuścić Ministerstwo Magii i raz na zawsze uwolnić się od tych męczących wezwań ze strony Brenny.
To było niedorzeczne, ale poczuła się znowu bardzo samotna, jak o tym wszystkim pomyślała – i o Thomasie, który nie mógł mieszkać we własnym domu, i o Sebastianie, który opuszczał Ministerstwo. Pokręciła głową, jakby mogła strzepnąć w ten sposób z siebie to paskudne uczucie.
– Taaaak, mówię o weselu Blacków – przytaknęła, bo z pewnych względów zainteresowała się nim bliżej, dowiedziała co nieco o tych drinkach i innych rzeczach, i wszystko, co docierało do jej uszu sprawiało, że otwierała oczy szerzej ze zdumienia, w kompletnym niezrozumieniu. – A nie mogłabym po prostu pozostać sobą? Bo ja już chyba wolę to błoto od takich transmutacji. Chociaż jeśli już musisz mnie w coś zamieniać, to może być… o niedźwiedź na przykład. Mam jednego znajomego niedźwiedzia. – Zresztą widział go na pewno, jak pędził po plaży, z Norą na grzbiecie. A i mógł go zobaczyć na potańcówce, parę tygodni wcześniej, chociaż Brenna tańcząca wtedy z Vincentem ten element przedstawienia opuściła. – Hades? A co zrobiłeś Hadesowi? Zabrałeś mu klopsiki? Podchodzi do nich bardzo poważnie. Czy jemu też walnąłeś jakąś świeczką? To tutaj? – spytała, zwracając spojrzenie pełne namysłu na dom, przed którym się zatrzymali, chociaż po prawdzie to nie sam jego widok wprawił ją w zamyślenie. Wahała się przez moment, aż w końcu wystrzeliła pytanie, które przyszło jej na myśl, gdy rozmowa zeszła na te całe niedźwiedzie. – Słuchaj, może zabrzmi to bardzo głupio, ale hm, czy Niedźwiedź z Erlenwaldu brzmi ci jakoś znajomo?


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#14
14.08.2024, 23:44  ✶  
- Żeby tylko wujka. Rodzina to fanatycy zagadek. Pół mieszkania zajebane nimi, najgorzej. Średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżące na ziemi logiczne ustrojstwo, które jak raz cię złapie to nie puści póki go nie rozwiążesz i trzeba to rozbrajać u klątwołamacza jak nie ma nikogo innego pod ręką. W swoim życiu już z dziesięć razy byłem na takim zabiegu, a to nie licząc tych momentów kiedy Florence albo Basilius byli pod ręką. Tydzień temu jak poszedłem na jakieś losowe badania, to pani z recepcji jak mnie tylko zobaczyła, to z miejsca podała numer zabiegowego na Wypadkach Przedmiotowych, bo myślała że znowu coś mnie złapało. Druga połowa zawalona "Zagadkami Londynu", "Horyzontem Zaklęć" i "Astrolabium" - westchnął, trochę chyba zrezygnowany. Gregory, oczywiście, bawił się w tym wszystkim najlepiej i czasem miał wrażenie, jak słyszy jego szeptanie zagadek gdzieś w ścianach. - Ale ogólnie tak, niektóre działają tak jak drzwi do pokoju wspólnego Ravenclawu. Mam wrażenie, że niektóre już bardzo, ale to bardzo dawna pozostają nieotwarte. Ale! Przynajmniej było gdzie chować Basiliusa i Laurenta za młodu, jestem pewien że bawili się świetnie w tym labiryncie - raz nawet Atreus próbował wykorzystać te przejścia, kiedy obrażony na coś za dzieciaka oznajmił że ucieka z domu. Oczywiście, nigdzie nie uciekł tylko przeszedł przez drzwiczki w tylnej ścianie kominka, bunkrując się w ścianach i było mu bardzo przykro, gdy szybko nie zaczęli szukać. Aczkolwiek mogła to być wina tego, że ktoś zezował na niego 3 okiem i wiedział gdzie jest. - W każdym razie, mam nadzieję że dobrze się u sam bawi - skomentował jeszcze tylko sprawę Thomasa, nie będąc pewnym jak właściwie powinien ugryźć tę rewelację. Nic mu nie było, mieszkał sobie u Longbottomów, gdzie teraz nic mu nie zagrażała, więc nie było co się nad nim roztkliwiać przesadnie.

- Słyszałem w sumie, że ciężko w tym lesie się jakoś konkretnie połapać. I że mieszka tam Szeptucha? Ta dziwna kobieta co chodzi po sabatach i szepcze przepowiednie. Może ona myli drogę w tym lesie, bo co kto o tym wspomni to mówi, że nie da się do niej dostać.  W sumie to odniosłem takie wrażenie, że Macmillan jakoś niekoniecznie cieszy się na twój czy tam wasz widok. Jakby miał pełno złych doświadczeń. W sumie go nie znam, ale jakoś wydaje mi się że lekko dramatyzuje - no bo jak źle mogło być? Co, kazali mu coś wyegzorcyzmować? Tak jak było zapisane w jego umowie o pracę? Atreus o wiele za często zapominał zwyczajnie, że normalni ludzie mogli nie uważać gonienia za nieumarłymi czy czarnoksiężnikami i ich przeklętymi artefaktami za dobrą zabawę.

- Brzmisz, jakbyś mi łaskę robiła tym niedźwiedziem, tak to nie chcę - wywrócił na nią oczami, krzywiąc się przy tym lekko. - Tego samego który biegał po plaży, prawda? Basilius wydawał się nim trochę przejęty. Musiał go nieźle nastraszyć - ale chyba co tak dokładnie między nimi zaszło to już nie wnikał, wpisując to do tabelki; magia windermere. Cokolwiek się tam stało to nie byli oni, a aura tamtego miejsca. - Ooo, nie wiesz? Ty nie wiesz - ni to się uśmiechnął, ni to skrzywił, bo sam nie wiedział czy to był już ten moment, kiedy tamta sytuacja go bawiła, czy może jeszcze pozostawała po sobie charakterystyczny niesmak. - Hades postanowił odpierdolić podczas Lammas i pobić Mulcibera, więc w ramach interwencji próbowałem go teleportować do Ministerstwa. Tak się typ szarpnął, że nas pięknie rozszczepiło i się prawie wykrwawił na posadzce w Atrium. Zdarło mu całe stopy i zgubił buty - pokręcił głowa, w tym momencie trochę bardziej poważny niż wcześniej. Ale jednocześnie myślał, że bardzo dobrze temu McKinnonowi tak było. Mógł nie robić idioty z siebie i munduru, to by tak nie skończył.

Kiwnął głową, wdrapując się po trzech schodkach, które elegancko prowadziły do starego domku. Puścił ją, dłońmi przyklepując kieszenie w poszukiwaniu kluczy, jednocześnie zastanawiając się nad tym co powiedziała i na moment zerkając na nią, troszkę zaskoczony że to przywołała. To było coś z jego snu, prawda?
- Cóż... kiedy byliśmy na plaży, miałem taki dziwny sen. Byliśmy w zamku na jakimś przyjęciu i było tam pełno ludzi, których znam. I ty też tam byłaś. I ten twój znajomy niedźwiedź z plaży był właśnie Niedźwiedziem z Erlenwaldu. To jakaś nazwa własna czy zaraz mi powiesz że czytasz mój pamiętnik? - zaśmiał się, ale trochę tak niepewnie, ze ściągniętymi brwiami przyglądając się jej jeszcze przez moment, zanim klucz w zamku zgrzytnął i drzwi stanęły otworem.

Elewacja budynku pociągnięta była białawą farbą, która jednak przez upływ czasu łuszczyła się w niektórych miejscach i była zabrudzona. Nic specjalnego, tym bardziej że estetyką budynek wpisywał się w krajobraz Little Hangleton. W środku natomiast było odrobinę więcej bałaganu, który wskazywał jasno na właśnie trwający remont, o którym wcześniej wspominał auror. Meble które uchroniły się od wyrzucenia zostały chociażby w salonie przesunięte na środek pokoju i nakryte, żeby nie ulec zniszczeniu przy działaniu ekipy remontowej. Kuchnia natomiast, zgodnie z obietnicą, prezentowała się o wiele lepiej; większość szafek była zawieszona na swoich miejscach, blaty odkurzone i nawet został ustawiony już stół z krzesłami.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#15
15.08.2024, 00:51  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.08.2024, 00:53 przez Brenna Longbottom.)  
Na moment niemal zapomniała o tym o wiszącym nad nią smutku, o niedawnej panice, o chłodzie, przypatrując się Atreusowi z pewnym oszołomieniem, a potem niemalże z podziwem. Obojętnie, czy uznać to za zaletę, czy za okropną wadę, ale Brennę było przygadać okropnie trudno, nie mówiąc już o tym, aby oddała komuś pola gdy szło o snucie absolutnie absurdalnych historii, a jemu chyba trochę się udało. I roześmiała się w końcu po prostu, a potem ścisnęła jego rękę, trochę rozbawiona całą tą wizją, i myślą o tym, ile w tym mogło być prawdy, a ile wyolbrzymienia, a trochę wdzięczna po prostu. Może Atreus miał opinię drania, ale naprawdę potrafił zachować się przyzwoicie, jeśli miał ochotę. I mogła być tylko wdzięczna, że tym razem chciał.
– Nieotwarte, tajemne przejścia? Dobrze, że u nas takich nie ma, bo chyba jak miałam te kilkanaście lat, to rozwaliłaby ściany, żeby się do nich dostać. I Basilius dał ci się tak uwięzić? – zdziwiła się, bo w Laurenta, w podobnym wieku do niego, była w stanie uwierzyć, ale Basilius… nie, zaraz, jak się tak zastanowiła, to w zasadzie mogła sobie wyobrazić, że wszedł z kuzynem do labiryntu tajnych przejść… – Dobra. Nie było pytania – zreflektowała się. Samego Atreusa, jako chłopca wrabiającego w ten sposób kuzynów, jakoś mogła sobie wyobrazić bez trudu. – Tak szczerze, to nie wiem. Nie próbował uciekać, więc chyba na razie nas znosi.
Thomas był za dobrym człowiekiem, aby cokolwiek powiedzieć, ale zakładała jednak, że gdyby miał szczerze dość, już dawno by się wyniósł. Wiedziała, że to nastąpi pewnego dnia – może wyprowadzi się do dziewczyny, może odłoży pieniądze na jakieś własne, dobrze zabezpieczone mieszkanie, gdy zapragnie ciszy i spokoju – ale na razie cieszyła się tym, że był obok i że nie musieli się martwić, czy nie znajdą go martwego w lokalu, nad którym zawiśnie Mroczny Znak.
– Widziałam ją parę razy, ale nigdy do mnie nie podeszła i nie powiedziałabym, że mi za tym tęskno… Zresztą od dziwnych przepowiedni mam wujka. – I nawet kilka jej ostatnio dał, a pośród nich znalazły się pies – najlepszy przyjaciel, szkielet, bardzo trafiony i gitara na dodatek. Nie wspominając o kole fortuny i paziu kielichów, na wspomnienie którego i towarzyszącego mu pytania, gdyby była chociaż trochę bardziej skłonna do zawstydzenia, pewnie zapiekłyby ją teraz uszy. - A w Lesie Wisielców widziałam już takie rzeczy, że chyba totalnie nic mnie tu nie zdziwi… i hm… Sebastian… Sebastian chyba ma mi ciągle za złe jedno podwójnie opętanie. Albo sto pudełek z duchami – powiedziała, uśmiechając się tak jakby absolutnie nic złego nie zrobiła i to w ogóle było zupełnie normalne. – Uch, brzmi jak Hades. Sprawdzaliśmy jeden grobowiec, po prostu do niego wbiegł, uruchomił pułapkę i wylądowaliśmy pod ziemią… – Ale nie wydawała się ani trochę przejęta, może dlatego, że nie znała całej otoczki: tego że miał na sobie mundur, że był podpity, z jaką zaciekłością przeprowadzał atak. W tej chwili zakładała, że to była sytuacja trochę podobna do tej Notta i Atreusa.
Gdy wszedł na stopnie, jakoś odruchowo objęła się ramionami. Nie zawiał wiatr, a mogłaby przysiąc, że zrobiło się jej zimno – i pomyślała, że chyba jednak będzie musiała iść szukać w Mungu klątwołamacza, jeśli tak dalej pójdzie. Albo do Lecznicy Dusz, jeśli żadnej klątwy nie ma, bo to by znaczyło, że chyba odbiło jej do końca.
I nie była pewna, czy powinna się cieszyć, czy zmartwić, że miał ten sam sen. Przez ułamek sekundy nawiedziła ją myśl, że może w sumie najlepiej byłoby zrobić w tył zwrot i stąd uciec, ale sama poruszyła temat tej plaży, a poza tym Gryfonom nie wypadało być tchórzami, weszła więc do domu, rozglądając się – co dawało chwilę na zebranie myśli, zanim udzieliła odpowiedzi.
– Mhm, przyłapałeś mnie. Zaszantażowałam Oriona, żeby mnie wpuścił i pozwolił go przeczytać. Wyczytałam tam na przykład o paniczu Louvainie, co tłukł pana Notta świecznikiem, jak królewna Nora rozwalała salę bankietową… – powiedziała w końcu, odwracając się do Atreusa i uważnie przyglądając się jego twarzy. – Wreszcie ogarniam, skąd ta Maeve i kanapka. Basilius pytający o daty czy Ger mogli spokojnie iść ode mnie, ale tego to mój umysł by chyba tego nie wymyślił.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#16
29.08.2024, 02:45  ✶  
Było coś z ulgi w tym, jak uśmiechnął się do niej wesoło, kiedy roześmiała się w głos. Bo mógł robić te swoje głupie, wyliczone miny które trąciły przede wszystkim cwaniactwem i szelmowskim zacięciem, jakby wszystko to było małym przedstawieniem które odgrywał, albo droczył się nawet nie z nią, ale nieustannie z całym światem, ale wbrew pozorom zwyczajnie mu zależało. Mógł udawać, że ludzkie emocje, nawet jeśli dostrzegał je w większości jak na dłoni, przepływały obok niego wcale go niemal nie poruszając, ale prawda była taka że te iskrzące barwy wpływały na niego bardziej niż chciałby się przyznać. Stanowiły podstawę jego jestestwa i zbudował na nich praktycznie całą swoją osobowość. Dlatego gadał - więcej jak zwykle, kiedy stawał w obliczu rozżalenia, przygnębienia czy smutku. Gadał, ale nie tylko dlatego że halo otaczające Brennę nie pozostawało przez niego niezauważone, a dlatego że należało do niej.

- Nie dało się rozwalić ścian, bo za dużo jasnowidzów w domu. Próbowałem. Drzwi niestety nie da się rozwalić, bo takie specjalne przekładnie uniemożliwiają ich pokonanie - a dzięki nim Prewett pozostawał nieznaleziony przez naprawdę długi kawał czasu. - Cóż, rozumiał że to wszystko w imię zaprawiania go w boju - uśmiechnął się. - Biedny i schorowany był za młodu to trzeba było go hartować już od najmłodszych lat. Szczerze, to Laurent by się prędzej nie dał uwięzić. Jak był dzieciakiem to wcale nie był aż taki milutki - pokiwał głową, jakby w ten sposób chciał tylko umocnić swoją wersję wydarzeń. Laurent może wydawał się delikatny i wrażliwy, ale potrafił to czasem odpowiednio wykorzystywać i momentami byli siebie warci z Atreusem. Niemniej jednak, Bulstrode był świadomy, że niewielu wierzył w te wersję wydarzeń i to był krzyż, który musiał nieść do końca swojego życia.

- Do mnie w sumie też chyba się nigdy nie przyczepiła. W sumie ciekawi mnie, czy jakieś jej bajdurzenie faktycznie się spełniło, czy może gada co jej ślina na język przyniesie i to tylko taka plotka że przewiduje przyszłość... - bo w sumie to chyba nie był pewien. Szeptucha zwykle robiła dokładnie to, od czego została przechrzczona, czyli szeptała ludziom na uszko to co rzekomo miało ich czekać. Czy to się natomiast spełniało, to już było dla niego niewiadomą, ale zakładał że jej aura dziwaczności i tajemniczości działała tutaj na jej korzyść. Z resztą, dokładnie tak jak w przypadku Longbottom, od przepowiedni miał kogoś innego. - Przepowiednie. Podobno czeka nas jesień w ogniu - rzucił, spoglądają już nie na nią, ale na chodnik, przez moment zastanawiając z kim Florence podzieliła się otrzymaną przepowiednią. - I podwójne opętanie i sto pudełek z duchami nie wydaje się niczym, co egzorcysta powinien mieć za złe - zaryzykował stwierdzenie, ale zdążył już zauważyć, że Macmillan należał do specyficznego rodzaju ludzi, którzy chyba uważali że cały świat sprzeniewierzył się przeciwko nim i każdy, ale to każdy gotowy był im zrobić na złość. Na komentarz o Hadesie westchnął tylko ciężko, bo to tylko utwierdzało go w przekonaniu, że typ się do roboty nie nadawał, nawet jeśli od tego stwierdzenia śmierdziało hipokryzją, bo przecież on sam też miał tendencję do robienia rzeczy zbyt szybko no i bicia ludzi.

Drzwi skrzypnęły cichutko, a zamek szczęknął, kiedy zamknął je za nimi, samemu rozglądając się po wnętrzu z pewnym zaciekawieniem. Nie miał czasu oglądać tego miejsca codziennie i teraz nadrabiał wszelkie braki w doinformowaniu, ale szybko też dał sobie spokój, dochodząc do wniosku że może weźmie się za to na poważnie, kiedy już nie będzie miał gościa.
- Ah, panicz Louvain był gwiazdą tamtego wieczoru. Ale wiesz co jeszcze? Maeve napychająca sobie kieszenie sztućcami z niezrównaną wytrwałością - prychnął rozbawiony, nie do końca pewien jak inaczej powinien na tę całą sytuację zareagować. Ktoś im namieszał w głowach, usypiając i pozwalając śnić przedziwny sen, ale z jakiegoś powodu nie był o to jakoś bardzo zły. - Szczerze to początkowo myślałem, że nie wiem, wczułaś się w cały klimat bycia klątwą i łapania się w swój własny zasięg niechcący i to była twoja sprawka? Ale teraz zgaduję, że to raczej było to losowe wydarzenie czarodziejskiego świata. Znaczy że mamy na wolności domorosłego barda, który usypia ludzi, żeby zachęcić ich do przeczytania książki, snutą przez siebie historią. Chociaż to wciąż lepiej jak ten psychol ze snów - wzruszył ramionami, po wejściu do kuchni machnąwszy różdżką i nastawiając wodę na herbatę. Wyciągnął też dwa kubki, a potem otworzył szafkę, zapatrując się przez moment na jej wnętrze. - Jakieś preferencje? Mam oszałamiający wybór; pozycja numer jeden to czarna, pozycja numer dwa to mieszanka na sen, trzy to na trawienie, a cztery jest... czymś niepodpisanym, ale pachnie jak herbata.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#17
29.08.2024, 09:55  ✶  
– Jestem prawie pewna… że Basilius też znalazł sposób, żeby ci się za to uwięzienie jakoś tak pięknie odwdzięczyć. W iście prewettowskim stylu.
Z Laurenta niezłe ziółko bywało także w Hogwarcie, gdy czasem zdawał się celowo prowokować pewne sytuacje, by potem udawać niewiniątko. Ale tak ogólnie to chłopak wzbudzał w Brennie instynktu opiekuńcze, chociaż przecież był młodszy od niej o ledwo kilka miesięcy. Za to Basilius? Chociaż był Krukonem, i wydawał się taki rozważny i odpowiedzialny, to Brenna czasem widywała w jego oczach złośliwe błyski, a w sposobie, w jaki niekiedy się uśmiechał, cień uśmiechu, który gościł nieraz na ustach choćby Vincenta, gdy coś knuł albo się wyzłośliwiał.
Poważny, rozważny uzdrowiciel Basilius nie był tylko rolą, ale z pewnością stanowił zaledwie jedno z oblicz Prewetta. Ten mechanizm Brenna doskonale rozumiała.
– Hm… myślę, że… – zawahała się na moment. Młotek. Dzięki jej przestrodze Patrick zdecydował się na zniszczenie kamienia w Limbo, gdy nie wiedział, co robić i przerwał Voldemortowi czerpanie mocy z kręgu życia i śmierci. Ale czy była to faktyczna przepowiednia, czy może tylko przypadek? – Faktycznie ma jakieś dziwaczne możliwości. Wiesz, że potrafi używać fal także na osobach, które nie umieją z nich korzystać? Albo czegoś podobnego. Ale pewnie widzi tylko fragmenty, które wiele nie dają, zwykle tak jest z przepowiedniami…
I tak było jej zimno, ale nowy chłód wypełnił ciało, kiedy Atreus wspomniał o jesieni w ogniu. W jego rodzinie wielu było jasnowidzów, a ona już dostała przestrogę w tym temacie: to jednak, że więcej osób doświadczyło wizji świadczyło o tym, że… zjawisko będzie na większą skalę. Że wcale nie dotyczyło tylko Doliny, że wuj nie doznał proroctwa, bo dotyczyło go osobiście.
Zawahała się na moment, krótki jak trzepot skrzydeł motyla.
– Ktoś widział Dolinę w ogniu, i mroczny znak nad naszym domem – przyznała, choć do tej pory z nikim poza mieszkańcami i Patrickiem się tym nie dzieliła. Było to coś, o czym nie zapominała od początku sierpnia, coś na co próbowała się przygotować – rozważała na przykład zaproponowanie Crawleyom, zwłaszcza Vincentowi… jesiennej wycieczki gdzieś poza Anglię. Może przekonanie mamy i ojca, aby przenieśli się na jakiś czas do Księżycowego Stawu, chociaż wątpiła, by któregokolwiek się na to zgodziło.
Wizja śmierci z rąk śmierciożerców nie była dla niej niczym nowym. Od wielu miesięcy tkwiło w Brennie przekonanie, że nie dożyje końca tej wojny – że zginie w powodzi zielonego światła. Ale pierwszy raz w życiu Brenna czuła, że Warownia, dom i twierdza w jednym, przestała być bezpieczna.
Nie napawało ją to do tej pory taką paniką, jak powinno, ale teraz jakoś ciężej było panować nad emocjami i z każdą sekundą upewniała się, że do licha: walnęła ją jakaś klątwą. Powinna pewnie iść do szpitala, ale bardzo, bardzo nie chciała zostać sama. Nie było to racjonalne odczucie, normalnie nawet ze swoim lekceważeniem dla własnego zdrowia, poprosiłaby o możliwość skorzystania z kominka, ale w Mungu mogłaby skończyć w tłumie obcych ludzi. I przerażało ją to, chociaż przecież bywało, że – nie będąc nigdy sama w pracy czy w domu, gdy w którymś z pokoi zawsze ktoś był – szukała od czasu do czas samotności czy w ciszy wrzosowisk, czy pośród drzew Kniei, czy w anonimowym tłumie Londynu.
– Obawiam się, że przegapiłam ten moment kradzenia sztućców. To pewnie było wtedy, kiedy meble zaczęły wokół latać – powiedziała, z bladym uśmiechem. Sama nie wiedziała, co myśleć o tym przedziwnym śnie. Nie był traumatyczny jak ten na statku, nie był nawet straszny, raczej namieszał w głowie i to głównie z uwagi na obecność w nim Atre, ale jednak… po co ktoś tak ich urządził? – Widziałeś, jak Gerry okładała pięściami przypadkowe osoby? To też było niezłe, zwłaszcza jak ogłuszyła Tommy'ego, a potem rzuciła się go cucić. Ten grajek też tam był, chodził pod koniec po przewracanych stołach… nie znam go, ale we śnie zdawał mi się znajomy i znałam jego imię. Jaskier – dodała, jakby z pewnym wahaniem, ale zaraz uśmiechnęła się już całkiem szczerze. Odgoniła myśli o ogniu: o mrocznym znaku. Nie chciała teraz myśleć o zbliżającej się jesieni, o płomieniach i o, być może, rychłej śmierci.
Może właśnie dlatego, że ta mogła niedługo nastąpić, wolała skupić się na teraźniejszości.
– Masz naprawdę strasznie wysokie mniemanie o moich zdolnościach, wiesz? Teleportuję ludzi na Nokturn, usypiam i tkam sny, co jeszcze potrafię? Może jak odkryję wszystkie te umiejętności, to pokonam Voldemorta na pstryknięcie palców – oświadczyła i faktycznie pstryknęła palcami, ale jakoś nic się nie stało. – Wszystko jedno. Byleby było ciepłe. Nawet woda. Chociaż… może lepiej nie mieszanka na sen, bo tu ci zasnę. – Zwłaszcza, że to nie tak, że sypiała ostatnio dużo, więc mogłaby szybko ją pokonać.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#18
29.08.2024, 22:47  ✶  
Uśmiechnął się tylko do niej, nie chcąc wyraźnie brnąć akurat w tę stronę tej historii. Ale prawda była taka, że z Basiliusem byli siebie warci, prześcigając się w głupich pomysłach na to jak podejść drugiego. Kuzyn był Prewettem w pełnym tego słowa znaczeniu, ale Atreus miał w sobie chyba więcej z rodziny matki niż ojca, więc często szli ramię w ramię jeśli chodziło sprawianie problemów. Nie zliczył też razów, kiedy Laurent prowokował różne sytuacje, a potem chował się za jego plecami, jakby Atreus był jakimś jego osobistym ochroniarzem. On jednak w większości poruszał miękkie serca, Basilius trochę też bo był chory, oprócz tego ze na głowę, to jeszcze na serce.

- O. Ciekawe. Ciekawe tez, czy skoro tak to może się dobić do kogoś z oklumencją - mruknął, nieco zamyślony, bo akurat ta informacja wydawała się całkiem przydatna i Atreus trochę zaczął się zastanawiać, czy jakby teraz spróbował się dobić do Szeptuchy to by mu się udało, ale nie poddał się ciekawości w pełni i nie spróbował.

Nie sądził, że wspomnienie o przepowiedniach może mieć jakiekolwiek znaczenie. Dla niego wszystko zaczęło się w ogniu więc i w ogniu powinno się skończyć. Logiczne. Nie brał też tego ognia aż tak bardzo dosłownie, bo ten mógł oznaczać wiele. Zbyt wiele. Ale najbliżej było temu do narastającego, palącego niebezpieczeństwa, które gotowe było strawić wszystko na swojej drodze i poddusić trującym dymem. Martwiło go to, co widziała Florence, ale najbardziej nie samo miasto czy rozwrzeszczane dzieci. Martwiło go to, że w postaci kobiety z wizji widział tę samą istotę, która przywitała go w Limbo. Widział w tym ponowną chęć wdarcia się do środka i zabrania tego, co wcześniej rozprysło się na kawałki pod postacią runicznego kamienia napełnionego energią krzewu.

Ale kiedy zerknął na Brennę uświadomił sobie, że jego słowa, niby bez znaczenia, wyraźnie ją dotknęły. Jej aura zadrgała, jakby nagle omieciona wszystkim tym co teraz starała się uspokoić, ale też nową falą niepokoju. No tak, martwiła się. Jak mogła się nie martwić. Każdy, kto widział kiedykolwiek mroczny znak wiedział, że powinien. Że zwiastuje on ból i cierpienie. Czyjąś śmierć.

Sięgnął do jej dłoni, na moment splatając z nią palce, tym drobnym gestem chcąc na nowo nieco ją uspokoić. Zapewnianie jej, że to nic takiego nie miało sensu, w szczególności że on sam w to nie wierzył. Nie miał jednak w zwyczaju martwić się na zapas - do Samhain było tak daleko. Tym dalej, że teraz stali w Little Hangleton i mieli na głowie inne problemy. Na przykład jej samotność.

- Oj tam, te latające meble to w sumie wydawały się najmniej dziwną rzeczą w tym wszystkim. Patrick oświadczył się mojej siostrze. Niby nie powinno mnie to dziwić, ale hm, ciekawe czy to jakiś profetyczny sen. A tak, Jaskier. Dziwne imię. A może pseudonim sceniczny? - zamyślił się na moment, ale po chwili doszedł do wniosku, że nawet jeśli miał co do grajka podobne odczucia, to nie kojarzył jego twarzy. A przynajmniej nie przypominał sobie, żeby go kiedyś spotkał na żywo.
- Jak tak wymieniasz, to już całkiem pokaźna ta lista. Nie zapominaj o ustawianiu losowania, żeby wylosować moja osobę. Hm... skazujesz ludzi na swoje towarzystwo, utykając z nimi niby przypadkowo w różnych miejscach. Ten felerny świstoklik to pewnie też twoja wina była. Zepsuta winda też.... Jakby się postarać, to ta lista by się ciągnęła i ciągnęła. Może po prostu potrafisz zaginać rzeczywistość do swojej woli, ale jeszcze nie opanowałaś tego w pełni, dlatego pstrykanie nie działa - wrzucił tajemniczą mieszankę do kubka, a potem zalał ją wodą. Sobie dał to samo. - Wiesz, czasem mi się wydaje, że w ogóle nie sypiasz, więc może by ci to nawet dobrze zrobiło. Ale w sumie to może to jest to. Może jesteś też jakimś typem nieumarłego, skoro nie musisz spać?
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#19
29.08.2024, 23:16  ✶  
Wizja Morpheusa była zaskakująco precyzyjna, przynajmniej pod niektórymi względami. Nie było w niej tylko ognia, ciemności i śmierci – był też dym, spowijający Dolinę, wirujące liście, wskazujące na jesień i chmury układające się w mroczny znak. Był on sam, usiłujący dotrzeć do domu, zanim będzie za późno. Proroctwo zdawało się zapowiadać atak śmierciożerców na Dolinę Godryka: atak na Warownię.
Mroczny Znak pojawiał się tam, gdzie kogoś zabito.
W Dolinie mieszkało wielu ludzi, których kochała, a posiadłość porośnięta bluszczem, otoczona przez owocowe drzewa, zawsze zdawała się bezpiecznym schronieniem. Stracili już Derwina: jasne było, że teraz znów kogoś stracą.
Ale to nie tak, że to było zaskoczenie, prawda?
Od dawna wiedziała, że to nie tak, że wszyscy przeżyją tę wojnę, a wszystko, co robiła, realizowała nie z myślą o własnym, szczęśliwym zakończeniu. Nie wpadała więc w panikę ani gdy Morpheus podzielił się z nią błyskającym srebrem wspomnieniem, pełnym dymu i ognia – ani teraz, kiedy okazywało się, że nie był jedyny. A raczej nie wpadałaby w nią, gdyby złowroga aura Little Hangleton nie działała dziś na nią w przedziwny sposób, sprawiając, że czuła się po prostu źle, nawet jeżeli teraz, kiedy on był obok, było jakoś lepiej, i chętnie ścisnęła wyciągniętą ku niej dłoń.
– Gdyby to był sen profetyczny, w którejś z tych szafek powinieneś znaleźć dżem porzeczkowy, taki wiesz, w koniecznie w ciężkim słoiku – stwierdziła chwilę później, kiedy szykował tajemniczą mieszankę, a ona usiadła na jednym z kuchennych krzeseł. Swoją drogą, spodziewała się raczej, że wybierze jednak czarną herbatę: odważny człowiek, skoro w obliczu tych wszystkich wyliczeń, jakie przedstawiał, zdecydował się sięgnąć po to, co pachnie jak herbata, ale w sumie to nie wiadomo, co to jest. Może to był dom jego ciotki, ale jednak, kobieta mieszkała w Little Hangleton. Musiała być trochę dziwna. – Poważnie, jak tak to przedstawiasz, to jestem jak nic najpotężniejszą czarownicą na świecie. Ale tak mam wrażenie, że jednak wolałabym wtedy nie utykać w środku nocy w dziwnym domu, gdzie lało mi się z dachu na głowę – powiedziała, z odrobiną rozbawienia, które mieszało się z nieprzyjemnym uczuciem chłodu gdzieś w środku: nie tylko tym sprawiającym, że było jej po prostu zimno, ale rozlewającym się także jakby po duszy od chwili, gdy znalazła tego dzieciaka. – Hej, w tej wersji wydarzeń to ja napuściłam na ciebie Flosie – dodała, przyjmując kubek z potencjalnie podejrzaną zawartością. Był gorący i dobrze, bo dłonie jakoś jej kostniały, i gdy upiła łyk, nie przejmowała się, że poparzyła sobie wargę. Ważne, że był ciepły. Że przez chwilę było jej ciepło. – Muszę, cholera, opanować lepiej te umiejętności, żeby jednak w Little Hangleton nie trafiały mnie jakieś dziwaczne czary. Jak zaraz nie przejdzie, chyba będę musiała wpaść do Thomasa albo Basiliusa – powiedziała, bo nie chciała pokazywać, jak jest spanikowana, ale cóż, i tak zachowywała się już jak wariatka, a poza tym zdążyła się przyznać, że dziś wioska coś dziwnie na nią działa. Sądziła, że przeszło zupełnie, ale gdy się od siebie odsunęli i zaczęli omawiać wizje pełne śmierci i ognia było przez chwilę gorzej – teraz znów zdawało się jej, że jest lepiej, ale nie była pewna, czy to znaczyło, że wszystko mija, czy przez tę gorącą mieszankę i efekt zaraz minie. – Nie wiem, o co wam wszystkim chodzi, ja naprawdę sypiam, ot w dziwnych porach, ale w naszej robocie to przecież normalne.
Czasem. I raczej rzadko więcej niż cztery godziny dziennie. Ale spała całkiem sporo na statku, jak płynęły do Afryki, więc się liczyło – odespała wtedy!


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#20
30.08.2024, 00:19  ✶  
- Dżem? A czym niby sobie zasłużyłem na ten dżem? - zmarszczył brwi, niby to nagle oburzony jej sugestiami, ale mimo tego w kącikach ust czaił się zaczepny uśmiech. Z tego co zrozumiał ze snu, co wtedy czuł, owocowe dżemy latały głównie wtedy, coś mocno poszło nie tak, a tym razem był przykładnym obywatelem pomagającym damie w opresji depresji.

To było chyba piękno Atreusa, to jak łatwo był w stanie przejść nad pewnymi niedogodnościami i potknięciami. Podobno szaleństwem było robienie cały czas dokładnie tych samych rzeczy i oczekiwanie różnych skutków, ale Bulstrode chyba zwyczajnie nie pamiętał w pełni tego uczucia które do niego przychodziło, kiedy coś szło nie tak. Tajemnicza herbatka? Nie ma absolutnego problemu - pachniała dobrze, bezpiecznie, więc nie było się czym przejmować. Z resztą, nie spodziewał się że jego droga cioteczka zostawi w szafce coś wybitnie podejrzanego. Może i była ekscentryczną kobietą, ale bez przesady. Chociaż kiedy miało się w domu wujka w ścianach, to pojęcie dziwności przesuwało się trochę na ogólnym spektrum normalności.

- Coś za coś. Nie wiesz, że wielka moc to wielka odpowiedzialność? Chociaż może w twoim przypadku to raczej wielka karmiczna czkawka, bo tymi swoimi wybrykami naruszasz pewnie osnowę magicznego wszechświata - ustawił na stole kubki z herbatą i sam zajął miejsce na krześle obok niej, opierając się łokciem o blat, a jedną stopę opierając o poprzeczkę między nogami jej krzesła. Ale potem uśmiechnął się jeszcze krzywo, bo mu przyszło do głowy, że powinien teraz powiedzieć że przynajmniej tutaj może i dziwny dom, ale z dachu się nie leje i jak chce to może zostać na noc. Ale w tej kwestii nie powiedział nic, zamiast tego zmieniając nieco wyraz twarzy na bardziej zaczepny, kiedy wspomniała Flosie. - W tej wersji wydarzeń? To przepraszam bardzo, była jakaś inna wersja wydarzeń? Gorsza? Lepsza? Czy w którejś z nich nie okazała się zadziwiająco materialnym duchem? - rzucił z pewną podejrzliwością w głosie, samemu nie rzucając się na swoją herbatę od razu, dając jej chociaż trochę przestygnąć. - Może się czymś zaraziłaś? Skoro ci zimno to może jakieś przeziębienie cię łapie? - zasugerował, chociaż jakby sam nie był pewien, czy była to sensowna opcja. - Mogę ci dać jakiś koc, jak chcesz, skoro ci jakoś bardzo zimno - kusiłoby ją wtedy zawinąć jak naleśnika, tak żeby nie mogła się uwolnić, jak to często robił z Basiliusem albo Laurentem. Śmiesznie się wtedy wili jak robaki, nie mogąc wyciągnąć rąk. A jak się jeszcze ten koc skleiło zaklęciem albo na nich przysiadło? Poezja.

- Wiesz, większość albo nie może spać, albo robi wszystko żeby spać. Ty wydajesz się w jakimś dziwnym punkcie gdzie możesz spać, ale nie chcesz - rozłożył ręce, zaraz sięgając do swojej herbaty i upijając parę łyków. Była nie taka zła, wydawała się odrobinę zwietrzała, z jakimś przytłumionym smakiem, ale ogólnie dawała owocami. - Wiesz... - zaczął trochę powoli, ostawiając kubek jakby dokładnie, z namysłem próbując umieścić go na wilgotnym okręgu, który zostawił na blacie. - Widzę, że coś jest nie do końca tak. Ta dziewczyna to jedyne co się dzisiaj stało? Nic więcej? - bo ciężko było zignorować te wahania. Panikę, raz narastającą, raz słabnącą, ale wciąż obecną w charakterystycznej dla niej czerwieni.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Atreus Bulstrode (16634), Brenna Longbottom (15455)


Strony (6): « Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa