• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 4 5 6 7 8 … 16 Dalej »
[Maj 1948] There are other ways | Charlotte & Jonathan

[Maj 1948] There are other ways | Charlotte & Jonathan
Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#11
03.09.2024, 15:15  ✶  
Jonathan roześmiał się na to zdanie, zupełnie nieświadomy tego, że przecież to całowanie się miałoby jakiś sens, a gdy oparła o niego głowę po prostu objął ją ramieniem, uśmiechając się przy tym.
– Oczywiście, możesz sobie tak mówić, ale prawda jest taka, że to ja mam rację – powiedział wciąż próbując zachować luźny ton głosu. A może gwiazdy po prostu dziwnie reagowały, bo widziały los tej dwójki, młodych wspaniałych czarodziejów, którzy wraz z resztą przyjaciół mieli zdobyć cały świat, a ich dusze świeciły jaśniej, niż Londyn nocą, i widziały, że ich rodziny wtłaczały ich w ramy, a których nie chcieli się znajdować. Małżeństwo... Ugh... To znaczy. Małżeństwo brzmiało miło. Budzić się codziennie przy kimś, komu się ufało, kogo miało się za przyjaciółkę... Ale nie w taki sposób. Było za wcześnie. No i nie z Lottie. Za bardzo ją na to kochał.
Na jej pytanie wzruszyłby ramionami, gdyby nie to, że właśnie się o niego opierała.
– Myślę, że niektórzy się po prostu zakochują i chcą mieć tego dowód, wiesz? Śluby są ładne, tak jak i prawdziwa miłość. A inni... Sam nie wiem. To chyba kwestia rodziny i presji. Albo ciąży i presji. – Zazwyczaj był znacznie większym romantykiem w tych sprawach, ale dzisiaj jakoś nie w głowie były mu romanse i wielkie deklaracje miłości. – Ale chyba nie dziwię się Nedowi, bo... – Zaraz. Zaraz, zaraz, zaraz. – Ned ci się oświadczył!?
I nie poprosił go o pomoc? Na Merlina czemu życie tak go karało? Charlotte miała już na koncie dwa oświadczyny, na które mógł jakoś wpłynąć i żadne nie były godne jej osoby! Jemu nawet nie kazali klękać, a jedynie oświadczyli, że są od teraz zaręczenia, a Ned... Ned z pewnością był romantyczny, ale mógł rozegrać to lepiej, bo na pewno nie załatwił Charlotte żadnego chóru, chociaż może to i lepiej, skoro nie wiedziała co odpowiedzieć.
Skierował spojrzenie na lśniące na jej zgrabnych palcach pierścionki.
– Zaczekałbym na twoim miejscu na prezenty ślubne. Wtedy nie musiałabyś się dłużej martwić wydatkami. Niektórzy pewnie dostarczą je na chwilę przed ślubem, tak by przygotować je do wielkiego otwierania podczas wesela – powiedział wzdychając ciężko, bo była to piękna myśl, ale przecież chyba nie możliwa. – No i to na pewno jeszcze bardziej zdenerwowałoby twoją matkę.
Evil Queen
Kill them with success and bury them with a smile
wiek
sława
V
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
Niewymowna
Ma jasne włosy, jasne oczy i 177 centymetrów wzrostu. Chętnie chodzi w butach na obcasach, mimo wysokiego wzrostu. Potrafi uśmiechać się bardzo pięknie i ciepło, ale zwykle uśmiech ten jest absolutnie fałszywy.

Charlotte Kelly
#12
04.09.2024, 07:50  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.09.2024, 07:52 przez Charlotte Kelly.)  
- Och, doprawdy, wiem, że do was, Gryfonów, trzeba głośno i wyraźnie, ale żebyś do tej pory nie wbił sobie do głowy, że ja zawsze mam rację? - spytała Charlotte, nawet przy tak poważnej dyskusji nie mogąc podarować sobie kolejnej odsłony tej przekomarzanki, ciągnącej się przecież od lat.
Jestem najładniejszy/a.
Wiem najlepiej.
Mam najładniejsze ubrania.
Oni wszyscy patrzą na mnie.
- Pewnie, ale dlaczego tak s z y b k o? - westchnęła z odrobiną irytacji, jedyna z ich czwórki, której faktycznie było pisane wyjść za mąż szybko i jeszcze do tego stosunkowo szybko mieć dzieci. - Nic dziwnego, że potem wszyscy są tacy zgorzkniali, skoro od razu musieli pędzić przed oblicze kapłana, zawód wybierać na siódmym roku Hogwartu i nigdy nie mieli czasu nad niczym się zastanowić.
Rzeczywiście, nie było chórku. Nie było nawet kluczenia. Romantyzmu za knuta, ale gdy porównywało się to z ich rodzicami, mówiącymi, żeby usiedli i oświadczającymi, że są zaręczeni, to i tak w rankingu Charlotte z dwiema, oszałamiającymi pozycjami, brało pierwsze miejsce.
- Powiedział, że zamiast wychodzić za ciebie, powinnam wyjść za niego i że powinniśmy od razu iść do kapłana - powiedziała, bardzo rzeczowym tonem. A ona nie wiedziała, co odpowiedzieć, bo była pewna, że jak powie tak, to go zabiją. Nie wspominając już o tym, że zdawało się jej, że kocha Neda, nie chciała się z nim rozstawać, ale czy na pewno będzie go kochać i za dwadzieścia lat? Była kobietą zdecydowaną, owszem, ale nie lubiła nadmiernego pośpiechu przy podejmowaniu decyzji.
Ale kiedy Jonathan wspomniał o tych prezentach, wyprostowała się nagle, unosząc spojrzenie znad pierścionków. Jakaś myśl powstała jej w głowie.
Bo była pewna jednego: za dwadzieścia lat matka ciągle będzie chciała ją kontrolować, a ona kontrolowana być nie będzie chciała.
I że największą przeszkodą na drodze do wolności były wpływy Crouchów oraz brak pieniędzy.
- Hm, jakbym tak jeszcze wcześniej zażądała pieniędzy na wydatki podczas podróży poślubnej i zabrała resztę biżuterii... - powiedziała z pewnym namysłem. - Jak sądzisz, gdybyś został tragicznym narzeczonym, którego porzucono przed ołtarzem, ludzie by ci współczuli, czy wyśmiewali?
Bo nawet jeśli ten szalony plan zaczynał się jej podobać, to do licha, nie chciała realizować go kosztem najlepszego przyjaciela.
Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#13
06.09.2024, 19:36  ✶  
– Wybacz mi Lottie, ale jako Gryfon naturalnie jestem głuchy na takie zaprzeczenia oczywistej prawdy – odparł szczerząc zęby, bo może I jeśli coś się działo, to Charlotte była idealna osobą do proszenia o pomoc w radzeniu sobie z kłopotami, ale jednak w tym małym aspekcie to on zawsze, ale to zawsze miał rację. I to nie tak, że Charlotte nie była idealna. On był po prostu muzyką płynącą z pianina geniusza muzyki, a ona tą wypływającą spod palców jego najlepszego ucznia, który może i nigdy nie przerośnie mistrza, ale był z nim niemal na równi.
– A może to też właśnie chodzi o to, by zeswatać szybko dzieci i by stały się nieszczęśliwe? Nieszczęśliwymi dziećmi się chyba trochę łatwiej manipuluje, nie sądzisz? — powiedział, uznając że jeśli kiedykolwiek będzie miał dzieci, to absolutnie nie będzie ich zmuszał do jakichkolwiek szybkich ślubów. – Wiesz... Myślę też, że moi rodzice... Oni chyba się martwią. To znaczy... Wojna chyba wbiła im do głowy, że teraz czarodziejskie społeczeństwo potrzebuje szybko stabilizacji i powrotu do tradycji. Tak mi się przynajmniej wydaje, że taką mają logikę, bo wcześniej raczej tacy nie byli. – Nie że była to logika słuszna. Absolutnie nie. – Klęknął chociaż na jedno kolano?
Ned... Ned był sympatyczny, ale mógł jednak czasem nieco się bardziej postarać.
Przekrzywił głowę, aby spojrzeć na nią zaciekawiony. Rodziny na pewno dałyby im pieniądze na udaną podróż podróż poślubną, zwłaszcza jeśli miałoby to nieco bardziej zachęcić młodych do wspólnej przyszłości.
– Lottie, proszę cię, po pierwsze to cała Europa by wiwatowała, że wciąż jestem singlem i wciąż mają u mnie szanse, a po drugie cokolwiek planujesz, chcę brać w tym aktywny udział. Odmawiam roli smutnego narzeczonego. Niech nie myślą, że złamałaś mi serce!
Evil Queen
Kill them with success and bury them with a smile
wiek
sława
V
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
Niewymowna
Ma jasne włosy, jasne oczy i 177 centymetrów wzrostu. Chętnie chodzi w butach na obcasach, mimo wysokiego wzrostu. Potrafi uśmiechać się bardzo pięknie i ciepło, ale zwykle uśmiech ten jest absolutnie fałszywy.

Charlotte Kelly
#14
06.09.2024, 22:49  ✶  
– Głuchy na pewne rzeczy jesteś z pewnością. Ślepy w dodatku też – odparła Charlotte nieco kapryśnym tonem, bo oczywiście, że Jonathan był wspaniały, ale miał jedną, niewątpliwą wadę: uparcie nie dostrzegał, że to ona jest tą ładniejszą i inteligentniejszą. Nie tylko z ich dwójki, ale ogólnie ze wszystkich, którzy znali. I z tych, których nie znali też.
Przynajmniej gdy twierdziła, że jest też najskromniejsza, robiła to tylko w żartach.
– To logika bardzo pasująca do mojej matki – przyznała po chwili zamyślenia. – Chociaż chyba nie chciała przesadzić z obawy, że się zbuntuję, skoro wybrała ciebie. A mogłaby próbować mnie wydać za… sama nie wiem, jakiegoś prawdziwego Mulcibera, a nie tylko takiego udawanego? – zastanowiła się na głos i stuknęła go lekko w ramię. Rodzice zdobyli się na zdumiewający jak na nich rozsądek, wybierając kogoś, kogo Charlotte lubiła – kogo żoną pewnie mogłaby nawet zostać w ramach takiego aranżowanego małżeństwa… gdyby nie Ned i gdyby nie to, jak bardzo nie chciała robić tego, czego życzyła sobie matka. – Twoi rodzice czasem bywają w porządku, moja matka prawdopodobnie dawno kazała sobie usunąć serce. Jeśli je kiedykolwiek posiadała.
Charlotte była jeszcze młoda. I kiedyś, w przyszłości, jej boginem miała być ona sama z siwizną i zmarszczkami: teraz jednak, gdy była właśnie za młoda na lękanie się starości, była nim ona sama, tak podobna do matki, że ledwo możliwa do odróżnienia. Łączyło je sporo, więcej niż Crouchówna chciałaby i potrafiła przyznać, i nie była pewna, czy matka nie zdoła przerobić jej w końcu na swój obraz i podobieństwo.
Chociaż męża do tego wybrała zaiste kiepskiego, bo czego jak czego, ale tego, że Jonathan będzie po jej stronie, była pewna. Udowodnił to zresztą zaraz, tak szybko podchwytując słowa Charlotte. Słowa, co do których nie wiedziała sama, czy rzuca je tylko na wiatr, czy faktycznie snuje już plany – czy to był tylko żart, czy może idea, która miała przerodzić się w działanie?
– Wiesz, że wtedy tu zostałbyś z nimi, i to na ciebie byliby wściekli? – spytała, spoglądając na niego, a postanowienie kiełkowało w jej duszy. – Mogłabym zostawić list, że och, uciekam sprzed ołtarza, bo wyglądałeś lepiej ode mnie w szatach ślubnych. Dla ciebie posunęłabym się do tak oczywistego kłamstwa. Nikt by ci nie współczuł, że złamałam ci serce, jestem pewna.
Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#15
20.09.2024, 00:04  ✶  
– Tylko na zaprzeczanie oczywistej prawdy – powtórzył uparcie, uśmiechając się do niej w ten charakterystyczny sposób, jakby oczekiwał, że zaraz na dach wpadną dziennikarze i zaczną robić mu zdjęcia na pierwsze okładki wszystkich gazet.
Zaśmiał się, a w odpowiedzi na jej sztutchnięcie, teraz to on położył głowę na jej ramieniu.
– A może to po prostu wszyscy inni Mulciberowie są tymi udawanymi, a ja jestem tym przepowiedzianych w legendach dziedzicem, który kiedyś przyniesie temu rodu nową nadzieję, światłość i lepszą przyszłość, a jego wieki ciemne przeminą? – zażartował, szczerząc się jeszcze bardziej. – Naprawdę, myślę, że gdybyśmy nie dopuścili do tego ślubu, moja matka musiałaby chociaż przyznać, że wdałem się w nią.
Bo przecież jakby się nad tym zastanowić z matką łączyło go naprawdę dużo. Rosalie Selwyn, z domu Mulciber, tak samo jak syn miała zdolność widzenia aur i nici, tak samo jak syn była urodzoną aktorką i tak samo jak syn nie lubiła, gdy ktoś jej mówił jak miała żyć. Czy więc naprawdę aż tak się zdziwi, gdy wydarzy się coś, co sprawi, że ślubu nie będzie? Jak już to powinna być z niego dumna!
– Twoja matka nie zasługuje na ciebie Lottie – podsumował i szczerze tak myślał, bo nie rozumiał jak ta chłodna kobieta mogła mieć tak wspanimoże córkę jak jego przyjaciółka, bo jasne, może i Charlotte również nie była... Najsympatyczniejszą istotą na tym świecie, ale jednak Jonathan widział, że troszczyła się o bliskich, a to było coś czego o pani Crouch nie mógł powiedzieć.
Podniósł głowę i spojrzał jej prostu w oczy, a w jego wzroku wyjątkowo malowała się czysta powaga.
– Poradziłbym sobie z nimi. Mówię poważnie Lottie, jeśli chcesz, zrób to. Zróbmy to. – Czymkolwiek było to to, bo przecież jasnego planu na razie jeszcze nie mieli. – Bogowie nie po to sprawili, że zostaliśmy zaręczeni, abyśmy brali ślub! – Zaraz jednak w ciemnych oczach Selwyna, pojawiło się znowu światełko rozbawienia. – Po pierwsze, to oczywiste że wyglądałbym ma naszym ślubie lepiej. Na nocy poślubnej też. Po drugie, o nie, nie, nie. Nie rozumiesz Lottie. Chcę by wiedzieli, że to był nasz plan.
Evil Queen
Kill them with success and bury them with a smile
wiek
sława
V
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
Niewymowna
Ma jasne włosy, jasne oczy i 177 centymetrów wzrostu. Chętnie chodzi w butach na obcasach, mimo wysokiego wzrostu. Potrafi uśmiechać się bardzo pięknie i ciepło, ale zwykle uśmiech ten jest absolutnie fałszywy.

Charlotte Kelly
#16
20.09.2024, 18:59  ✶  
– Jesteś wyrodkiem – powiedziała Charlotte bezlitośnie, zapatrzona na niebo, na gwiazdę, która przemknęła przez nie i zgasła, nim Crouch zdążyła zastanowić się, czego mogłaby sobie zażyczyć. Uwolnienia od matki? Szczęścia z Nedem? Powodzenia dla swoich przyjaciół?
Życzyła sobie tego i jeszcze więcej, ale zamierzała wywalczyć spełnienie każdego z tych życzeń sama, choćby zębami i pazurami. W tej chwili jakoś narastała w niej determinacja.
– I całe szczęście, bo z każdym Mulciberem jest coś nie tak – dodała i przesunęła dłonią po jego ciemnych włosach. Nie żeby przeszkadzał jej konserwatyzm Mulciberów – sama Charlotte, gdyby nie uznała, że w sumie to lubi tego wesołego mugolaka, który cieszył się wszystkim, gdy ją prawie wszystko nudziło, i nie wpadła „złe towarzystwo” Morpheusa i Jonathana, byłaby mizantropem. Raczej ich sposób bycia sprawiał, że unosiła oczy ku niebu, a przynajmniej tak było z każdym z tej rodziny… poza Jonathanem, oczywiście. Ale on na szczęście nie utrzymywał z nimi kontaktów. – Moja matka zasługuje na zrzucenie jej z jakiegoś mostu, ale jest ostrożna i nigdy obok mnie na takim nie stanęła – westchnęła, z odrobiną smuteczku w głosie, jakby faktycznie była gotowa zepchnąć Perspehonę z jakiegoś mostu.
Chyba ta gotowość powoli w niej dojrzewała.
– Hm… zastanowię się nad tym – stwierdziła, a potem podniosła się i wyciągnęła ku Selwynowi dłoń, a na jej twarz zaplątał się uśmiech, trochę psotny, rzadko u Charlotte się pojawiający. Zwykle jeśli się uśmiechała, to albo bardzo miło, ale nieszczerze, albo odrobinę złośliwie, z radością, gdy ktoś na przykład robił z siebie błazna. – Co ty na to, żebyśmy stąd umknęli? Nie mogę nawet mieć do nas pretensji. Och, zaręczeni, tacy zakochani, koniecznie chcieli spędzić trochę czasu we dwójkę, ple ple ple – powiedziała, przewróciła oczyma i to już bardziej pasowało do panny Crouch niż tamten uśmiech. Nie miała najmniejszej ochoty wracać na własne przyjęcie zaręczynowe i nie wątpiła, że Selwyn pod tym względem się z nią zgodzi.
Czarodziej
Some legends are told
Some turn to dust or to gold
But you will remember me
Remember me for centuries
wiek
43
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
Zastępca szefa OMSHM-u
Wysoki (191 cm), szczupły i zawsze zadbany brunet, który ewidentnie poświęca dużo czasu na to, by wyglądać najlepiej jak tylko się da. Najczęściej stroi się w wysokiej jakości szaty, garnitury i koszule. Niemal zawsze uśmiechnięty.

Jonathan Selwyn
#17
20.09.2024, 19:43  ✶  
– Dziękuję kochana. Ty też – odpowiedział, sam wpatrzony teraz w niebo, bo oto rzeczywiście było tak jak mówił i jedna z gwiazd postanowiła zrzucić się w otchłań niebytu na jego widok. Nie powiedział tego jednak na głos, bo całą swoją uwagę skupił na tym czego tak właściwie mógłby sobie życzyć,
Bądźmy w piątkę szczęśliwi na własnych zasadach – pomyślał w końcu, doliczając wyjątkowo Neda do czwórki Jeźdzców, bo i on na to zasługiwał skoro Lottie go kochała. To chyba było dobre życzenie, prawda? Takie, które nie zamykało ich jedynie na jednej ścieżce życiowej, a jednocześnie dawało szanse na dobre życie. Oczywiście zamierzał temu życzeniu pomóc tak bardzo, jak tylko potrafił, a był przecież szalenie zdolny no i trwał w tym specyficznym stanie umysłowym, kiedy zakładał, że wszystkim problemom sprosta i z wszystkim sobie poradzi.
– Przezorna – stwierdził, a potem widząc jej wyraz twarzy i on przybrał bliźniaczy uśmiech. – Znam doskonałe miejsce na plaży, do którego mogę nas przenieść – oznajmił wstając z trawy i otaczającymi Lottie jednym ramieniem. Gdzieś tam na dole dobiegały ich głosy dobrej zabawy, przetykane jedynie od czasu do czasu głośnymi narzekaniami starych ciotek na życie. Na pewno poradzą sobie bez nich. Zresztą jakby nie patrzeć byli trochę gwiazdami tego wieczoru, a o gwiazdach najlepiej się myślało, gdy były daleko, lub też znikały z nieba. – Albo nie, lubię tę szatę. Nie chcę pobrudzić jej piaskiem, o już wiem. Zobaczysz, na pewno ci się spodoba. Lepszej niespodzianki już długo nie będziesz miała.
I z tymi słowami deportowali się w jedynie Jonathanowi znanym kierunku, idealnie na chwilę przed tym, jak na dach weszły panie Crouch i Selwyn, szukając swoich dzieci, aby zeszły na dół na kolejną porcję gości, którzy chcieli pogratulować im zaręczyn.
Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Charlotte Kelly (3004), Jonathan Selwyn (3224)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa