• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Little Hangleton v
« Wstecz 1 2 3 4 Dalej »
[27.08.72, ranek] Who'd'ya think you're kiddin'

[27.08.72, ranek] Who'd'ya think you're kiddin'
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#31
07.09.2024, 01:08  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.09.2024, 01:11 przez Brenna Longbottom.)  
Brenna miałaby dużo pomysłów, dlaczego warto poczekać: bo zwój mógł być pułapką, mógł być przeklęty, mogły wyrosnąć mu zęby i spróbowałby Atreusowi odgryźć rękę. Ale nic się nie stało, a ona naprawdę nie widziała powodu do wykładów, co stać by się mogło – raz, miała takie dziwne wrażenie, że Bulstrode i tak puściłby je koło uszu, dwa, w tej chwili nie było co dywagować, kiedy chyba oboje chcieli się stąd wydostać. A, i przekonać się, co to za cholerne dźwięki, i czy coś faktycznie się tu na nich czaiło.
– Twój brat też ma na nazwisko Bulstrode, a jest zupełnie normalny – zaprotestowała Brenna, która przywykła raczej uważać, że to Prewettowie są tą rodziną… no dziwniejszą, a do której zarazem miała pewną słabość, pomimo, a może właśnie przez tę dziwność. I wszystkie idące wraz z nią wady oraz zalety, pośród których mieściły się między innymi zamiłowanie do gier hazardowych, złośliwość i pewne skłonności do kłopotów (miał je nawet Basilius, nawet jeżeli bardzo się wypierał).
Może to i dobrze, że nie sugerował teraz możliwości wycofania się. Wypadłoby to co najmniej ironicznie, skoro mogli oboje iść już tylko do przodu i nie było żadnych szans na wrócenie na górę tę samą drogą, którą się przyszło. Ale chyba życie Brenny było dostatecznie dziwne, aby przyjmowała komunikat „rodzina chłopaka, który ci się podoba, trzyma w piwnicach runiczne tory przeszkód zagadkowych i nie wiadomo, co cię spotka, jak źle odpowiesz” bez jakichś przemyśleń większych niż „no, to trzeba stąd wyjść”. Jakby nie patrzeć, ledwo wczoraj dzień zaczęła od położenia Eden Lestrange do łóżka i prawie szczerej rozmowy z tą, potem po przespaniu trzech czy czterech godzin dając śniadanie Millie zgodziła się, by ta zamieszkała w jej nowym domu i nawet obiecała, że tam najpierw z nią zostanie, potem stawiano jej tarota, później poszła sprawdzić, dlaczego jej przyjaciele uciekli z zabawy, a okazało się, że to dlatego, że przyjaciółka powiedziała narzeczonemu, że mają dziecko i to takie wyrośnięte, a wreszcie wyszło na jaw, że jest jeszcze jedno, porwane dziecko i trzeba to odkręcić… Dzisiejszy dzień przebijał to w kategoriach dziwności, ale nie jakoś straszliwie.
– Och – odparła jakże elokwentnie, kiedy Atreus wspomniał, że jest tylko jedna szansa na odpowiedź, a jej oczy otworzyły się trochę szerzej i odruchowo uniosła dłoń do ust, jakby chciała powstrzymać słowa, które już padły: nawet jeśli tym razem były poprawne. Zdała sobie sprawę z tego, że gdyby się pomyliła…
…to właściwie co?
– Hm… sądzisz, że nas nie wiem, poszatkuje albo coś takiego, jak odpowiemy źle? W sensie, twoja ciotka nie jest chyba aż tak dziwna? – spytała, ujmując jego dłoń i rzucając za nim do drugiej sali. Nawet jeżeli w tych podziemiach wciąż czuła się, jakby mieli tu już na wieki pozostać sami (wpływ samotniczek, wciąż nieuświadomiony) i po głowie chodziły jej jakieś myśli o znalezieniu tu po latach ich szkieletów, to panika wygasła. Nie odnotowała tego jednak nawet w pełni, bo już jej uwagę przyciągał kolejny mechanizm. – Też bym wolała nie stracić tu żadnej ręki ani głowy, bo jestem do nich bardzo przywiązana, mnóstwo wspólnych wspomnień i tak dalej – przyznała, spoglądając na alfabet, a potem na płytki, wystające z podłogi. Czasy RPG jeszcze tutaj nie nadeszły, nikt nie słyszał o grach komputerowych, ale Brenna jak niemal każdy widmowidz… uwielbiała opowieści. – Wygląda mi na coś, po czym trzeba się poruszać według jakiegoś hasła. Znaczy się hasła, co pewnie z tym wznoszącym jest jakoś związane. Ale nie mam cholernego pojęcia, kto wzniósł ten eee… przybytek. Mogę w ogóle wypowiedzieć to, co mi przychodzi na myśl na głos, czy sądzisz, że jak przestrzelę już nas coś zabije? – powiedziała, tak trochę zaczynając wracać do zwykłego paplania. Nawet gdy tkwili w podziemiach, w domu mógł być jakiś duch, albo potwór, albo poltergeist, i musieli sobie radzić z zagadkami. – Em… bo twoja rodzina, znaczy się nazwisko, to chyba za duży rozstrzał między literami, o i d, trzeba by za bardzo skakać, G za daleko od startu, to ci wielbiciele wężów odpadają… imię twojej ciotki? Pseudonim? Wiesz, kto to wszystko wybudował? Jestem beznadziejna z historii. Lekcje Binnsa to był w Hogwarcie mój czas na spanie.
Bardzo lubiła opowieści, owszem, dokonania słynnych czarodziejów też, między innymi stąd brała się jej fascynacja kartami z żab (no i chodziło o to, że same żaby były przepyszne), ale Binns zdołał ją zniechęcić do swojego przedmiotu bardzo skutecznie. Brenna na nim drzemała, bo nocami zwykle były ciekawsze rzeczy do roboty, od włóczęg, przez pogawędki z koleżankami, po czytanie.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#32
07.09.2024, 02:21  ✶  
Dobrze, że było ich dwoje to ona mogła się zastanawiać co mogło pójść źle, a on mógł robić dokładnie to, co robił najlepiej czyli robić rzeczy bez zastanowienia. Nawet mu przez myśl nie przeszło, ze ten zwój mógł być jakiś felerny, ale coś było w tym że czuł się tutaj niezwykle pewnie bo znał ten dom. Znał osobę, która wcześniej go zamieszkiwała. Jadł tutaj obiady, i to razem z Florence, praktycznie od dzieciaka. Nawet jeśli coś chyba wpuścili do tego domu, to akurat zagadki których lepiej nie spieprzyć wydawały się najmniejszym zmartwieniem.
- Ma to po babci i nie rozmawiamy o tym przy niedzielnych obiadach - rzucił w odpowiedzi na temat Oriona, bo to była taka czarna owca jego zdaniem. Nawet ich ojciec, który wydawał się poważnym mężczyzną musiał być trochę szalony, biorąc pod uwagę jaką miał żonę i jakiego brata.

- Wiesz... w sumie to nie wiem. Cokolwiek to jest... - machnął ręką w kierunku planszy z jakąś taką niechęcią, bo nawet nie wiedział jak ma to określić. - Nigdy wcześniej nie miałem z czymś takim styczności. I wiesz, ja w sumie nie żartowałem z tym bieganiem do klątwołamacza po utknięciu w zagadkach naszego szanownego szefa Departamentu Tajemnic - był poważny, ale w sumie to już była taka sytuacja kiedy nie wiedział czy śmiać się czy płakać. Chociaż w jego wydaniu to bardziej śmiać się czy coś rozjebać. - Ale nie sądzę, że coś na nas wyskoczy, żeby nam coś poucinać. Znaczy wszystkie ręce i nogi powinny zostać na swoim miejscu. - dobrze powiedziane, powinny. - Zawsze odnosiłem wrażenie, że porażka sama w sobie też miała być formą zagadki. Wiesz, miała czegoś nauczyć ale w taki wyższy sposób niż po prostu żeby znowu nie wtykać palucha tam gdzie się nie powinno - wzruszył ramionami, bo on akurat niekoniecznie uczył się na błędach. Ale teraz, stojąc w tej krainie zagadek, trochę tego żałował.

- Myślę, że raczej nie. To wygląda tak, jakby mechanizm miał się uruchomić po zadziałaniu na platformę? Powiedziałbym stanięciu, ale czy bym chciał sprawdzać czy mam rację? No niekoniecznie bez hasła. W każdym razie nie krępuj się, to chyba nie powinno działać głosowo - bo powtórzenie sztuczki z poprzedniego pokoju byłoby pójściem na łatwiznę, a jak się spodziewał nikt tutaj nie chciał iść nikomu na rękę. - Bulstrode - mruknął, spojrzeniem przeskakując od pola do pola. Plansza była skonstruowana tak, by normalna osoba mogła przeskoczyć co najwyżej o dwa pola, ale nie dalej. Chociaż i te dwie kratki wydawały się trochę naciągane dla kogoś, kto nie był tak sprawny jak on czy ona. - Chwila moment, czemu G? - zmarszczył brwi, ale zaraz dotarła do niego reszta jej głów i że nie chodzi o Gobliny, a o Gauntów. - Imię mojej ciotki to Lavinia. Kto wybudował to nie jestem aż taki pewien, ale gdybym miał strzelać to powiedziałbym, że no moja rodzina. Zarówno ten obrzydliwy loch, jak i sam domek. A przynajmniej brzmi, jakby ktoś chciał się tym pochwalić albo poczuć się bezpiecznie ze swoim WIELKIM EGO - podniósł głos, wygrażając w sumie ścianą, bo niestety ale pani Bulstrode w domu nie było, bo zamiast tego pławiła się w słońcu innego kontynentu.

W odpowiedzi na jego żale, usłyszeli znowu to samo; okropny, przyprawiający o ból zębów zgrzyt, jakby coś ostrzyło pazury albo szurało nimi o kamień. Ale teraz doszło też powarkiwanie. Ciche, bo dobiegające z drugiej strony pokoju, zza drzwi, ale jednocześnie było czymś nowym co zostało dodane do repertuaru dotychczasowych dźwięków.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#33
07.09.2024, 13:07  ✶  
– Lubię Oriona – powiedziała Brenna, choć gdyby nie okoliczności, to byłaby pewnie rozbawiona tym tonem i stwierdzeniem, którym je wygłoszono: jakby ta normalność starszego z braci Bulstrode była największą zbrodnią. A ona właściwie lubiła go za tę rozwagę, obowiązkowość i pewnego rodzaju wewnętrzny spokój, nawet jeżeli niektórym mogłyby wydawać się nudne. Ciekawe, co Atreus powiedziałaby, gdyby się dowiedział, że Orion dokonał nie jednego, a aż dwóch włamań, w imię wprawdzie sprawiedliwości i znalezienia zaginionego, ale… wciąż wbrew prawu.
Słuchała go tak z trochę dziwną miną, a w końcu ostatecznie pokręciła głową, z odrobiną rezygnacji. Czy powinno ją to dziwić? Chyba nie. Wyglądało na to, że właściwie każdy ród czystej krwi miał jakieś swoje… dziwaczne upodobania i zachowania, przekazywane z pokolenia na pokolenie, a Bulstrodowie od lat byli powiązani z Departamentem Tajemnic… Oni trzymali w piwnicach jakieś dziwne tory przeszkód z zagadkami, a Longbottomowie mieli zaklęty loch, z którego nie dało się ot tak wyjść. Norma u czystokrwistych. Nic dziwnego, że w końcu „wyhodowano” coś takiego jak Voldemort.
– Czyli twoja rodzina tworzy tradycyjnie takie zagadki i zamyka z nimi ludzi w piwnicach. Szkoda, że moi krewni to tradycyjnie na widok takiej zagadki próbowali roznieść ją mieczem, jestem marnym materiałem do ich rozwiązywania – przyznała, przesuwając spojrzeniem po literach, próbując ułożyć z nich jakieś słowa, ale co nie przychodziłoby jej do głowy, dzieliło je zbyt duże przerwy. Jasne, lubiła analizować, ale do licha, nie bez powodów trafiła do Gryffindoru, nie do Ravenclawu. Zagadek tego typu to ani trochę nie lubiła. Przydałby się tutaj wuj Morpheus: och, on to byłby zachwycony. – A ja dziś nie spakowałam tego miecza do torebki, cholera. Nic mi nie pasuje. Autor, budowniczy, architekt, przecież nie murarz, wszystko za daleko. Ale w sumie, skoro rąk jednak nie urwie, ja i tak chyba będę musiała iść dziś do klątwołamacza, żadna mi różnica…
To skoro i tak się do takiego wybierała, mogła iść od razu z dwiema klątwami. Jedną ciśniętą nie wiadomo przez kogo, a drugą nałożoną na nią przez ciotkę Atreusa – to dopiero było osiągnięcie, właściwie to poza Orionem nie zdążyła wpaść na nikogo z jego rodziny, a już będzie obrywała od nich klątwami.
– A, chwalenie się i wielkie ego. Jak nic jesteś totalnym wyrodkiem w rodzinie, co? – spytała, nie mogąc sobie darować tym razem, bo te jego żale naprawdę zdołały ją ostatecznie rozbawić, w świetle tego, że on to akurat chwalić się chyba całkiem lubił… ale rozbawienie rozpłynęło się chwilę później jak ręką odjął. Odruchowo zacisnęła palce mocniej na jego dłoni, odrywając spojrzenie od mechanizmów, skupiając wzrok po drugiej stronie sali. – Słyszałeś to? – spytała, gdy wciąż nie dostrzegała żadnej bestii, niczego, co mogłoby takie dźwięki wydawać. Czy jednak faktycznie było tu… coś więcej, czy cioteczka Lavinia zadbała o dodatkowe atrakcje, żeby postraszyć kogoś, kto zbyt długo zastanawiać się nad pozostawionymi przez nią w piwnicach zagadkami?


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#34
07.09.2024, 19:38  ✶  
Wywrócił oczami. Nie kwestionował tego, czy jego brat był lubiany czy nie, ale czasami wydawał mu wręcz do porzygu nudny. Był jakąś dziwną czarną owcą, która zamiast zostać wystawiona za drzwi, została rodzinną maskotką. Był sztywny i podążał za zasadami w dziwaczny dla Atreusa sposób, bo jego młodszy brat zawsze uważał że istnieją pewne odstępstwa od reguł, a Orion natomiast zdawał się zawierzać im do przesady, jakby nawet najbardziej poruszający moment nie mógł go odwieść od regulaminowego postępowania. Szczerze to szkoda, że nie wiedział o tym jak ostatnio jego starszy brat sobie wesoło poczynał. Jak łamie stereotypy, które zdążyły na niego narosnąć przez lata. Może wtedy zyskałby do niego odrobinę więcej podziwu, no i wyprawił mu przyjęcie z wielkim transparentem 'Gratulacje z okazji pierwszego włamania'! Mama pewnie też byłaby zachwycona, tak całkiem nieironicznie.

- Kto wie, może to jakaś rodowa niekompatybilność? Brzmi trochę jakby Rowena i Godryk mieli się niekoniecznie lubić. Ona układała sobie ładnie zagadki, majtając z zadowoleniem nogami na krześle, a on wpadał z mieczem wrzeszcząc Na pohybel zagadkom - rzucił, tym samym dziwnym tonem, odrobinę zbyt sztywnym jak na takie żarty, ale jednocześnie nie mógł się powstrzymać żeby powiedzieć to, co w tym momencie przychodziło mu do głowy. - Aha, czyli mam rozumieć że przez sześć dni na siedem nosisz w torebce miecz? Czy powinienem zawsze zakładać, że masz taki przy sobie? - i wreszcie uśmiechnął się lekko, odrobinie złośliwie, trącając ją przy tym ramieniem w ramię.

- Wypraszam sobie. Moje ego ma się dobrze i dawno nie zostało niepomiernie rozdmuchane - rzucił, już nieco bardziej kwaśno, bo nie przepadał nad zdawaniem sobie sprawy z tego, jak bardzo czasem bywał zarozumiały i egocentryczny. Spoważniał zaraz, kiedy doszedł ich kolejny dźwięk, oddając jej uścisk dłoni. - Słyszałem - ale jakaś jego część zgadzała się chyba z tym, co i jej chodziło po głowie, że może było to tylko coś co miało ich zachęcić do szybszego działania. Zawsze jednak czaiło się przed nimi i Atreus zaczynał mieć podejrzenia, że jeśli coś popsują to po drugiej stronie drzwi wejściowych nie znajdą kolejnego pomieszczenia, a coś gorszego.

- Bulstrode, Gaunt, Lavinia, architekt, autor, budowniczy, nawet ten murarz... - zaczął wyliczać powoli, przeskakując spojrzeniem po zaprezentowanej im planszy. - Żadne konkretne słowo nie wydaje się tak rozstawione, żeby bez problemu przejść w odpowiedniej kolejności po planszy, ale... może o to chodzi? Wszystko co nam przychodzi do głowy nie ma takiego sensu, ale może nie chodzi o kolejność, a o sam fakt że są to bezpieczne litery? - zasugerował wreszcie, pociągając ją do granicy planszy, tam gdzie znajdowała się litera D. - D, U, L, R, O układają się w prostą drogę na drugi koniec i są to litery z nazwiska mojej rodziny, zakładając że faktycznie jeśli nie wybudowali domu to chociaż chodzi o te piwniczkę.

A potem zrobił krok. Mechanizm litery D ledwo zauważalnie ugiął się pod jego ciężarem, ale nic się nie stało. Auror złapał się nawet na tym, ze na moment chyba nawet wstrzymał oddech, czekając na to co może nastąpić, ale wreszcie rozluźnił się nieco i obejrzał na Brennę, gestem głowy wskazując, że idą dalej w takim razie. Każda kolejna płytka w zasugerowanym przez niego układzie witała ich ciszą, aż wreszcie doszli do O i mogli znaleźć się bezpiecznie po drugiej stronie.

Pstryknięcie, migotanie run i drzwi się uchyliły.

Kolejna sala przywitała ich znajomym światłem rozpalonych lamp w rogach sali, kolejnym mignięciem run i zamknięciem się za nimi drzwi. Pośrodku pomieszczenia ustawione było lustro w zdobionej, ołowianej ramie. Znajdowały się na niej jakieś runy, jednak wydawały się nieaktywne, a sama jego tafla była zamglona i odbijały tylko bardzo rozmazany obraz ich sylwetek, co bardziej przypominało kształtem ciemne smugi niż faktyczny kształt człowieka. Na górze ramy znajdował się napis; Ma wielkie oczy, gdy się do umysłu wtoczy, jednak dzielony mniej twą głowę toczy. Brenna miała też wrażenie, że nad kolejnymi drzwiami znajdowało się coś na ścianie, ale co bardziej zwróciło jej uwagę to znajdujące się po obu stronach lustra zdobienia. Rama sama w sobie wyglądała, jakby znajdujące się na niej istoty podtrzymywały całą strukturę. Przypominały ludzi, ale ciężko było powiedzieć, czy faktycznie nimi były, czy może jakimiś nimfami czy innymi magicznymi istotami. Uśmiechały się, trochę smutno, ale przede wszystkim - po obu stronach lustra zostały wystylizowane tak, by wyciągać dłoń w kierunku tego, kto przed nim stał.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#35
07.09.2024, 20:46  ✶  
– Mam wrażenie, że jednak jak idziesz z trzema innymi osobami tworzyć taki wielki projekt, mieszkać w jednym miejscu, a twój kapelusz jeszcze tysiąc lat później śpiewa, jak bardzo byliście sobie bliscy, to chyba trochę musieliście się lubić… to znaczy… no potem Slytherin ponoć zostawił im w szkole jakiegoś potwora, ale to też mu odbiło na stare lata – powiedziała, ale z pewnym roztargnieniem, bardziej skupiona na wyszukiwaniu tych właściwych potencjalnie liter niż dawnej opowieści o założycielach Hogwartu. Brenna zawsze ją lubiła, każdy jej aspekt – i już w Hogwarcie miała wrażenie, że czasem w tej całej domowej rywalizacji niektórzy zapominali o tym najważniejszym elemencie.
Na samym początku cała czwórka przeszła wspólnie drogę, która przywiodła ich do zamku Hogwart.
Uśmiechnęła się, wprawdzie ledwo zauważalnie, ale jednak, gdy trącił ją ramieniem i spytał o ten miecz, a potem oderwała wzrok od mechanizmu, by na moment na niego spojrzeć.
– Nie mówię „tak”, nie mówię „nie”, do pewnych rzeczy nie należy się przyznawać aurorom.
Nie skomentowała już jego kolejnych słów, chwilowo skupiona na tym powarkiwaniu. Nasłuchiwała kolejnych dźwięków w ciemnościach: nic już jednak nie stukało, nie pukało, nie warczało, może dlatego, że minęło już parę chwil, odkąd pili herbatę, a żadne z nich nie zdążyło tej dokończyć, ale Brenna przecież nie miała pojęcia, co znajdowało się w mieszance. Niechętnie puściła jego dłoń, gdy zdecydował, że spróbują z DULRO – brzmiało to bardzo naciąganie, i wstrzymywała aż oddech, pewna, że zaraz walnie ich jakaś klątwa… ale nie mogli tutaj stać dalej i, o dziwo, nic nie zionęło w nich ogniem, nie pojawiły się żadne plamy czerni, w ogóle nie stało się nic poza tym, że otworzyły się przed nimi kolejne drzwi.
I w środku nie było żadnego potwora. Tylko lustro. Brenna najpierw pomyślała o Gabinecie Luster Bletchleyów, potem zastanowiła się, czy to faktycznie więc było „Bulstrode”, czy może do tego miejsca mieliby trafić za złą odpowiedź – i czekała ich owa „nauczka”, mająca czegoś nauczyć po tym, jak rozwiązało się zagadkę błędnie.
– Hm… twoja ciocia… naprawdę ma wyobraźnię – powiedziała powoli, wodząc spojrzeniem po lustrze, ramach, kamiennych, wyciągniętych ku nim rękach: scena, która mogłaby spokojnie znaleźć się w powieści albo filmie grozy. Przez moment miała ochotę dotknąć ramy zwierciadła, ale zmitygowała się: cholera wie, czy te runy nie wypaliłyby jej na przykład śladów na palcach albo coś takiego. – Złowróżbne. I łatwe. Ze łatwe. Sądzisz, że jak odpowiemy, to nie wiem, te nimfy spróbują nas udusić albo coś?
Brenna wpatrywała się w napis, kolejną zagadkę: odpowiedź naprawdę zdawała się jej oczywista, może dlatego, że jej własny stan psychiczny był dziś jakoś kruchy, i że nawet w ponurych podziemiach, gdzie coś na nią warczało i musiała rozwiązywać dziwaczne zagadki, czuła się lepiej niż na tamtych schodach, ponieważ tam była sama. Zastanawiała się jednak, czy więc prawdziwa zagadka – albo jakaś próba – nie będzie ich czekała dopiero, kiedy tej odpowiedzi na pytanie udzielą.
Ale stać tu przecież nie będą, kontemplując własne odbicia… i tak słabo widoczne, że równie dobrze mogłyby należeć do kogoś innego.
– Ale chyba nie ma wyjścia, co? Odpowiedź to strach – rzuciła, nieco podnosząc głos.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#36
07.09.2024, 21:35  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.09.2024, 00:34 przez Atreus Bulstrode.)  
- Kapelusz zawsze może kłamać - w końcu, jakby nie patrzeć, był tylko przedmiotem. Zaklętym bo zaklętym, ale ktoś musiał tchnąć w niego tę magię, a przez to i odpowiednio ukształtować. Atreus jakoś nie do końca ufał magicznym przedmiotom, które potrafiły gadać, odmawiając im wszelkiej autonomii. No miał wrażenie, że tworzyli je przede wszystkim straszne narcyzy.

- Hm, jeśli to nie jest czarnomagiczny miecz, to w sumie nie podchodzi pod mój obszar działań więc wiesz.

Coś było w tym, że w sumie nie wiadomo było czy rozwiązali tę zagadkę poprawnie. Dla Atreusa było ważne że przeszli na drugą stronę cali, nic na nich nie wyskoczyło i drzwi się otworzyli. Pokonali poziom, weszli na następny i tam też nie było widać jakoś wyraźnego zagrożenia.

- Jestem ciekawe czy jak się jej zapytam o co chodzi i czemu nic nie powiedziała to czy da mi jakąś normalną odpowiedź czy się może w szarady będzie bawić - mruknął, a po jego minie było widać której opcji się po tym spodziewał. Dobrze że ani Florence, ani Orion nie wdali się aż tak w całą resztę rodziny bo by stracił rozum już dawno. - W sumie to nie. One wyglądają dla mnie trochę, jakby podawały ręce żeby za nie złapać... - powiedział nieco ostrożnie, przyglądając się ciemnym figurom, które nieruchomo podtrzymywały lustrzaną taflę. Powoli, z pewnym zastanowieniem zaczął obchodzić całą instalację, może się spodziewając że znajdzie coś z tyłu, ale nic tam nie było oprócz kolejnych rzeźbień, już nie tak wymownych w gestach i składających się głównie z kwiatowych form. Zerknął też dalej, w kierunku drzwi wejściowych, gdzie widniał kolejny napis, chociaż trochę taki jakby specjalnie nierzucający się w oczy. W poddaniu zwycięstwo.

Obszedł lustro do końca i spojrzał na Brennę, trochę wyczekująco, kiedy podała odpowiedź. Ale charakterystyczne pstryknięcie się nie rozległo. W sumie to nic się nie zmieniło. Lustro stało jak stało, a nimfy wciąć wyciągały do nich dłonie.
- Jak coś, to mnie odciągnij... - powiedział i nie dając jej czasu na reakcję, złapał za jedną z dłoni. Była zimna, czego można było się spodziewać, ale kiedy jego skóra zetknęła się z rzeźbą, na ramie rozbłysły drobne rzędy run. Zapaliły się jedna po drugiej, począwszy od tych na ręce nimfy, a potem jednocześnie biegnąc w dół i w górę. Światełka jednak zatrzymały swoją podróż w jednym momencie, rozświetliwszy tylko połowę ramy.

- Dobra, żyję... - powiedział ostrożnie, nie wiedząc co w sumie powinien dalej zrobić. - A gdyby tak... - zamknął oczy, krzywiąc się przy tym lekko, w oczekiwaniu na to co może się zdarzyć, a potem puścił. Spodziewał się, że palce nimfy zacisną się na jego dłoni, nie pozwalając mu puścić, ale jedyne czym to poskutkowało to wygaszeniem run.

- Myślisz, że złapanie za obie ręce to bardzo głupi pomysł?
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#37
07.09.2024, 22:10  ✶  
– Pewnie nie mówi całej prawdy – przyznała bez oporów Brenna. – Ale chciałoby ci się wchodzić w taki interes z kimś, kogo nie znosisz? O… na przykład… poszedłbyś zakładać szkołę z… – urwała na moment, szukając kogoś, o kim wiedziała, że Atreus go nie cierpiał. Nie było to takie łatwe, bo miała wrażenie, że chociaż ludzi, których lubił, dało się policzyć dość łatwo, to nie było wcale tak wielu, których by nie cierpiał. Na większość zdawał się raczej nie zwracać uwagi: nie istnieli w jego świecie, szkoda było na nich czasu. - O, z Philipem Nottem?
Pewnie wybrałby raczej Louvaina i Anthony’ego, dlatego bardzo chciała wierzyć, że tamta czwórka umówiła się na coś takiego, bo umieli budować na tym, co ich łączyło, ale i na dzielących ich różnicach. I ehem, Stanleya, ale Brenna wolała nie wyciągać teraz nikogo o nazwisku Borgin. Istniała całkiem spora, że to nazwisko jeszcze między nimi padnie, ale na pewno nie był to odpowiedni moment na takie tematy – gdy oboje byli uwięzieni w podziemiach, a ona miała wrażenie, że coś bardzo miesza jej w głowie.
– Patrząc pod tym, co tutaj zostawiła, to wyśle ci odpowiedź w formie jakiegoś bardzo skomplikowanego rebusa. Nie wiem, czy tej kobiety się bać, podziwiać ją czy pytać, czy nie myśleliście o wysłaniu jej do dobrego terapeuty… – przyznała, spoglądając na wyciągnięte ku nim dłonie, gdy Atreus o tym wspomniał.
Nie miała czasu na reakcję, gdy sięgnął po jedną z tych rąk, ale po prawdzie pewnie nie próbowałaby go nawet powstrzymać, bo pomysł był dobry: skoro strach miał się zmniejszać, kiedy się nim z kimś dzieliłeś, a sama w sobie zagadka faktycznie była za prosta, złapanie nimf za dłonie i być może wtedy udzielenie odpowiedzi mogło przynieść lepszy skutek.
Może tym rozwiązaniem faktycznie było ukojenie strachu nimf.
– Myślę, że ciocia byłaby z ciebie całkiem dumna, że to proponujesz – odparła Brenna. – Chyba żadne z nas nie chce utkwić tu i umrzeć z głodu, więc… i tak musimy spróbować.
Wcale nie była pewna, czy by ich tutaj znaleźli. To znaczy jej pewnie zaczęliby szukać najdalej jutro, ale nikt nie wiedział, że tutaj jest, a z kolei z tego, co mówił on, wynikało, że jego nieobecność mogłaby zaalarmować rodzinę nawet za dwa czy trzy dni, a nie musieli przecież być poinformowani, że wybrał się do Little Hangleton… Atreus nie wyglądał na kogoś, kto z takich wycieczek się spowiada.
Wyciągnęła więc po prostu dłoń i zamknęła palce na dłoni jednej z nimf.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#38
07.09.2024, 23:00  ✶  
Absolutnie nie. Ale nie powiedział tylko na głos. Nie musiał, bo skrzywił się przy tym z obrzydzeniem. Philip Nott absolutnie nie nadawał się na materiał na kogoś z kim robiło się jakiekolwiek interesy i z kim wprowadziło się jakiekolwiek przybytki. Na sam dźwięk jego imienia to go aż mdliło i skręcało gdzieś w środku, ale dzięki temu wręcz dobitnie załapał o co jej chodziło. No tak. Może ci założyciele faktycznie musieli się darzyć jakąkolwiek sympatią, żeby bawić się w coś takiego jak prowadzenie szkoły i ustalanie zasad jej działania.

- Jak wróci kiedyś z wycieczki to możesz ją nawet sama poznać i ocenić wtedy co myślisz o niej po spotkaniu twarzą w twarz - rzucił, bo sam nie wiedział którą z tych opcji sam by wybrał. No, może dołożyłby jeszcze do tej trójki czwartą opcję, gdzie się na nią złości za te wygłupy z torem zagadek.

Fajnie było słyszeć, że ciocia byłaby z niego dumna. Nawet się na te słowa lekko uśmiechnął, ale aktualna sytuacja trochę nie sprzyjała łapczywemu opijaniu się pochwałami. I Atreus tylko wyciągnął rękę, kiedy Brenna postanowiła zrobić to samo, samemu ujmując nimfę za dłoń.

Rama rozbłysła ponownie, kiedy rzędy run podświetliły się, tym razem po obu stronach. Runiczny krąg zamknął się i obydwoje mogli mieć wrażenie, że nimfy ściskają nieco mocniej ich dłonie, na co ich ciało zareagowało samo. Strachem. Delikatnym jego ukłuciem, ale gdyby się bardziej nad tym zastanowic to bardziej sprawiało wrażenie wywołania do tablicy odpowiedniej myśli, niż naturalnej reakcji ciała.

Mogło im przejść przez głowę, że coś było nie tak. Dzwonienie w uszach pojawiło się na moment, a wzrok zafiksował na tafli lustra, kiedy nimfy cofneły dłonie, a potem wskazującymi palcami dotknęły jego powierzchni, która zafalowała. Wyglądało to trochę jak woda, po której rozlały się charakterystyczne kręgi; najpierw osobne, przenikające się i krzyżujące, aż wreszcie zlały w jeden rytm. Atreus i Brenna nie mogli być pewni kiedy dokładnie, ale w pewnym momencie kiedy zaburzenia na tafli lustra zaczęły się uspokajać, uświadomili sobie że nie odbijały się w nim dwie sylwetki, a już jedna.

Plama powiększała się, zbliżała i wyostrzała, aż wreszcie postać w lustrze wyciągnęła do przodu dłoń i złapała za ramę.

Atreus i Brenna zwrócili uwagę na dwie zupełne inne rzeczy, w pierwszym momencie całkowicie poświęcając im swoją uwagę, kiedy wcześniejsze uczucie strachu napęczniało i rozlało się wreszcie po ich ciele. Longbottom właściwie najpierw wyczuła charakterystyczny zapach okopconej, nadpalonej roślinności. Świeżej, nie tak dawno dopiero zebranej i splecionej w wiosenny wieniec, tkwiący na głowie postaci wychodzącej z lustra. Część z kwiatów była nadpalona, ale inne trzymały się jako tako, odrobine tylko zwiędłe, ale przede wszystkim splamione czerwienią.

Bulstrode natomiast widział coś innego, albo raczej na czym innym koncentrował swoją uwagę. Dłoń, która chwyciła za ramę była zakrwawiona i ze zdartymi niemal całkiem knykciami. W pierwszej chwili wzdrygnął się, ale kiedy za ręką ruszyła głowa, zrobił krok w tył czując jak co wewnątrz go mrozi. Nie chodziło o to, że postać miała jego twarz, a bardziej o jej spojrzenie, pełne furii przykrywającej bezradność. Spojrzenie, które znał tak dobrze i którego tak bardzo się wstydził i bał pokazać komukolwiek
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#39
07.09.2024, 23:53  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.09.2024, 00:14 przez Brenna Longbottom.)  
Gdyby Brenna miała tworzyć szkołę – oczywiście po tym, jak kompletnie by oszalała, i ktoś zagroziłby śmiercią jej i jej wszystkim bliskim, jeśli tego nie zrobi – prawdopodobnie szukałaby wsparcia u Morpheusa, Patricka, być może Victorii, ale absolutnie nie u takiego Stanleya Borgina. I tym bardziej lubiła wyobrażać sobie, że Założyciele faktycznie byli nie tylko jednostkami wybitnymi, ale także przyjaciółmi. A sądząc po minie, jaką zrobił Atreus, argument trafił na podatny grunt.
– Nie sądzę, żebym spodobała się komuś, kto konstruuje takie skomplikowane zagadki, za to na pewno doskonale dogadałaby się z moim wujkiem. Byłby zachwycony, gdyby mógł sobie to wszystko obejrzeć. Chociaż nigdy mu o tym nie opowiem, jeszcze zacząłby urządzać takie rzeczy w Warowni…

Kamienne palce zacisnęły się na jej własnych palcach ledwo Bulstrode sięgnął po rękę drugiej nimfy. Brenna się tego spodziewała, a i tak przeszedł ją nieprzyjemny dreszcz i odruchowo spróbowała uwolnić dłoń. Cienie w lustrze zlały się zaraz, przyciągając jej spojrzenie: odruchowo spróbowała sięgnąć wolną ręką po różdżkę i wycelowała, ale nie rzuciła żadnego zaklęcia, gdy zdała sobie sprawę, że z lustra nie wychodzi żaden potwór – nic, co wcześniej powarkiwało i drapało w ściany. To była… postać. Ludzka postać. Brenna w pierwszej chwili nie rozumiała, na co patrzy. I dopiero gdy dłoń oparła się już o ramę, gdy istota opatrzyła zwierciadło, zapach krwi, przypalonych roślin, dymu i kwiaty przywiodły wspomnienie ostatniego Beltane.
Chyba wciąż nie pojmowałaby, co się dzieje, gdyby nie to, że raz już bogin stał się przy niej takim wieńcem. Wtedy nie rozumiała, co się dzieje – teraz chyba wreszcie do niej dotarło. Bała się wszystkiego, co symbolizowało tamto Beltane: własnych błędów, Voldemorta zyskującego moc, bezradności, utraty bliskich i tego, że zawiedzie. Wspomnienie tegorocznego święta miało twarz zapłakanego ducha dziecka, woń krwi Heather, leżącej w jej ramionach i fakturę popiołów, w które zamieniło się ciało wuja. Nawet wianek obracany wtedy w palcach w pewnym momencie lata łączył się z innym lękiem.
Może to wyrzuty sumienia, może natura widmowidza, sprawiały, że to wszystko tkwiło w niej na podobieństwo drobnych drzazg, które weszły pod skórę tak głęboko, że nie mogła ich wyciągnąć.
Prawdziwą próbą było więc nie rozwiązanie zagadki, a spojrzenie w twarz własnego lęku.
Zapewne było to jakieś zaklęcie, forma kontroli umysłu albo halucynacja, i dlatego musieli sięgnąć po te ręce, by lustro mogło odbić strach – ale i tak w pierwszej chwili Brenna, nieświadoma przecież, że oboje widzą coś zupełnie innego, założyła, że to bogin i ot próbował przestraszyć konkretnie ją. Machnęła więc różdżką, usiłując użyć riddikulus, przemienić istotę w zwykły bukiet.

Rzut Z 1d100 - 57
Sukces!

Rzut Z 1d100 - 47
Sukces!


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#40
08.09.2024, 00:56  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.09.2024, 03:03 przez Atreus Bulstrode.)  
Atreus również próbował sięgnąć po różdżkę, ale zatrzymał się jakoś w połowie gest, wyraźnie się wahając i rozważając coś w głowie. Walczył sam ze sobą, stojąc gdzieś na granicy wykonania kolejnego kroku w tył, a rzucenia się w przód z pięściami i błagania jakiś wyższy byt, żeby to dało cokolwiek.

Nigdy nie chciał stawać na przeciwko swoich własnych lęków, żali i wątpliwości. Nigdy też nie chciał, żeby to inni mogli dopatrzyć się wszystkiego, co tak bardzo go trapiło. Nauczył się przez lata aż za dobrze ukrywać w sobie wszystko, co tak strasznie go męczyło i czy nie wypadało się chwalić facetowi w czasach w których żyli. Rozwiązania wątpliwości szukał najczęściej na dnie butelki, w kasynie, albo na twarzy jakiegoś innego typa, kiedy ten spojrzał na niego krzywo i nadszedł czas żeby mu przemeblować oblicze. A Laurent... Laurent zmienił wszystko. Bo nagle Atreus panicznie zaczął się bać, że przestał dostrzegać granicę, którą sobie wcześniej sam wyznaczył. Duchy ze Stonehange tylko potwierdziły te obawy, grając na jego lękach, ale wtedy tylko on widział wzrok Prewetta, a potem Florence.

A jak na kogoś, kto tak bardzo chciał być dostrzegany, wręcz panicznie bał się tego by ludzie widzieli jaki był naprawdę.

Dlatego zamknął oczy.

Brenna rzuciła zaklęcie i wianek zadrżał. Nie był to bogin, a jakaś inna dziwna forma utrapienia, która może faktycznie była karą za źle rozwiązaną zagadkę. Dzwonienie znowu na moment przytkało Brennie uszy, a potem roślinność zaczęła się tlić, kiedy pojawiły się na niej żywe płomienie, a z listków, bardzo powoli, zaczęła się sączyć krew. Chwilę temu, pod wpływem pierwszego wrażenia, ciągnącego za zmysły strachu, koncentrowali się tylko na tym co najbardziej ich przerażało, ale kiedy Brenna rzuciła zaklęcie, częściowo wyrwała sama siebie z tego narzuconego skupienia i do niej też doszło, że wianek tkwi na głowie kogoś z twarzą Atreusa.

Istota wyrwała się z ramy i runęła do przodu, wpadając na swój oryginał i zaciskając mu ręce na szyi. Atreus cofnął się, a potem machinalnie złapał za atakujące go ręce, próbując z całej siły odepchnąć je od siebie.

af
Rzut Z 1d100 - 20
Akcja nieudana

Rzut Z 1d100 - 76
Sukces!


Im mocniej próbował, tym mocniejszy chwyt miał jego przeciwnik, aż w końcu kiedy uderzył go z pięści, dostał w odwecie dokładnie to samo i obydwoje wylądowali na ziemi. I przez moment Longbottom widziała to samo; dwóch siłujących się ze sobą Atreusów, ale na jednym paliła się kwiecista korona, kapała na niego świeża krew, a potem podniósł na nią spojrzenie błękitnych, przekrwionych oczu, świdrując ją nimi przez moment.
- Zostawiłaś mnie. Zostawiłaś i prawie mnie przez ciebie zabili - wyszeptał gorzko, a przez moment kobieta miała wrażenie, że głos mu się załamał, uderzając w wyższe, znajome tony. Przez chwilę nie widziała Atreusa, ale poturbowaną Heather, którą wtedy trzymała w ramionach.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Atreus Bulstrode (16634), Brenna Longbottom (15455)


Strony (6): « Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa