• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Little Hangleton v
« Wstecz 1 2 3 4 Dalej »
[27.08.72, ranek] Who'd'ya think you're kiddin'

[27.08.72, ranek] Who'd'ya think you're kiddin'
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#41
08.09.2024, 01:17  ✶  
Wianek zapłonął, krew popłynęła z płatków i przez moment czuła się prawie, jakby znów tkwiła na polanie ognisk, gdy pył i dym dostawały się w oczy, w uszach rozbrzmiewały krzyki uciekających, a zasłona między światami rozdzierała się. Dłoń zadrżała jej na różdżce, ale wracała na tę polanę w snach tak często – czasem w koszmarach, w których wszystko rozgrywało się inaczej, czasem w zadziwiająco dokładnych projekcjach, tak wiernych wspomnieniom, że mogły być w istocie wizjami widmowidza – że to właściwie nie była żadna nowość. Panika kłuła ją lodowatymi szpileczkami, ta zadzierzgnięta przez pył samotniczek, i ta zrodzona z magii lustra, ale spróbowała rzucić zaklęcie.
To nie był bogin. Brenna wciąż nie wiedziała, co to jest, ale już – już miała zamiar spróbować z innym zaklęciem, tym razem rozpraszającym… gdy istota spojrzała na nich oczyma Atreusa. Czarownica zamarła, bo ze wszystkiego, co mogłaby tu zobaczyć, nie spodziewałaby się właśnie jego. Dlaczego miałaby się bać właśnie jego? Nie miała pojęcia, że widok nie podchodził od niej. Że był to jego strach, tkwiący gdzieś pod maską pewności siebie – może lęk przed tym, czym mógł się stać, a może przed tym, co już w nim tkwiło i mogło wyrwać się na wolność. Co czasem się wyrywało. I w tym krótkim momencie zawahania, kiedy Brenna nie była pewna, czy faktycznie ma z tym walczyć, czy nie, i czy to faktycznie projekcja ich lęków, czy odbicie właśnie, stworzenie rzuciło się na prawdziwego Bulstrode’a, próbując zacisnąć dłonie na jego szyi.
To by było na tyle, jeżeli chodzi o przygotowywanie nieszkodliwych zagadek.
Być może gdyby Lavinia Bulstrode wróciła do kraju, Brenna raczej powinna ją od razu aresztować niż zastanawiać się, czy ją podziwia, czy boi się jej umysłu.
Nie zdążyła zareagować nim się przewrócili, a potem znów na nią patrzył, najpierw Atreus, potem Heather, wieczne wyrzuty, bo nie, nie powinna wtedy biec dalej, durnie zakładając, że zabrany świstoklik to różdżka, i nigdy nie powinna mówić Heather, żeby została z nimi na polanie.
Ale wyrzuty sumienia nigdy jeszcze nie powstrzymały jej przed działaniem.
Nie próbowała rzucać czarów. Może byłoby to skuteczniejsze, ale ciskanie zaklęć w osoby walczące w zwarciu bardzo łatwo mogłoby skończyć się trafieniem tej niewłaściwej. Być może zresztą Brenna powinna zająć się raczej lustrem, ale tak jakby w tej chwili bazowała bardziej na odruchach niż czymkolwiek innym. I spróbowała strzelić fałszywemu Atreusowi w wianku pięścią w twarz.

Rzut PO 1d100 - 66
Sukces!

Rzut PO 1d100 - 89
Sukces!


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#42
08.09.2024, 03:21  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 08.09.2024, 03:31 przez Atreus Bulstrode.)  
Lavinia Bulstrode najpewniej miała całe mnóstwo wymówek, którymi usprawiedliwiałaby to miejsce i to dlaczego NIE powinni się tutaj znaleźć. Ani też pić jej tajemniczej herbatki. Głupie to trochę było, ale tak jak Atreus nienawidził w tym momencie tej zagadki i ta złość gdzieś w nim bulgotała pod warstwami strachu, tak nie był w stanie gniewać się poważnie na samą ciotkę. Może było to przyzwyczajenie, krzyczące w nim że gdyby tylko lepiej zrozumiał zagadkę to nic takiego by się nie wydarzyło i że w gruncie rzeczy była to jego wina. A może było to dziwne uczucie, że coś w nim powoli pęka.

Brenna zareagowała wreszcie, otrząsnąwszy się z szoku czy zdziwienia, które wywołały w niej kolejne twarze. Zamachnęła się, celując w istotę już nie zaklęciem, a zwyczajnie pięścią, a wyprowadzone przez nią uderzenie było mocne. Na tyle, że głowa odskoczyła fałszywemu Atreusowi w bok, a kobietę owiał na moment intensywniejszy, niemal mdlący zapach kwiatowego dymu, mieszającego się z żelaznymi nutami krwi i nadpalanych włosów.

Bulstrode natomiast nie rozumiał, dlaczego jego sobowtór miał na głowie wianek, ale też nie zastanawiał się nad tym aż tak przesadnie. Przynajmniej nie do momentu, kiedy zapach wzmógł się na tyle, że musiał zwrócić na niego uwagę. Twarz fałszywki, wykręcona teraz w jakimś smutnym uśmiechu i przede wszystkim potraktowana pięścią Longbottom, zamigotała na moment, a dźwięczenie w uszach na nowo pojawiło się na chwilę. A gdy pękło, nie patrzył już na Atreusa on sam, a Laurent, a potem twarz mignęła znowu, jakby nie mogąc się zdecydować przemknęła przez rysy Florence, osadzając się na samym końcu na tych należących Brenny.

- Zrobisz mi to samo co jemu? Zrobisz mi to samo, co teraz zrobiła mi ona? - zapytała z jakimś smutnym rozczarowaniem. Atreus poczuł, jak żołądek wywraca mu się do góry nogami, kiedy po twarzy fałszywej Brenny pociekła świeża struga krwi, tym razem nie skapniętej z wianka, a z rozciętej teraz wargi.

- Puszczaj mnie, kurwa - syknął, łapiąc istotę znowu za ręce, próbując ją z siebie zrzucić.

Rzut Z 1d100 - 80
Sukces!

Rzut Z 1d100 - 84
Sukces!


Za każdym razem, kiedy próbowali siłą coś zrobić z lustrzanym potworkiem, coś brzęczało im w uszach i tak też stało się tym razem, kiedy zepchnął go z siebie mocno. Fałszywa Brenna sturlała się z niego, obijając o podłogę i dzięki temu Bulstrode podniósł się wreszcie z ziemi.
- Tylko, jeśli ty będziesz w stanie to zrobić - uśmiechnęła się lekko, z jakimś melancholijnym wyrazem i w tym momencie obydwoje z Brenną mieli wrażenie, że to na nich konkretnie kieruje spojrzenie. Podniosła się z ziemi i tym razem coś się zmieniło; wianek zadrżał i błyszczące na nim ogniki żaru rozpaliły się, ale ogień nie oświetlał jej twarzy ciepłym, znajomym światłem, a przybrał chłodny odcień.

- Kto następnym razem będzie czekał na ciebie w płomieniach? Ona? - wskazała palcem na Brennę, kierując swoje słowa do Atreusa, a ubranie zajęło się miejscami ogniem. - A może to na ciebie będzie czekał on? A może ja? - palec na moment powędrował w stronę Atreusa, kiedy tym razem zwróciła się do Longbottom, ale szybko zmienił kierunek, kiedy fałszywa Brenna przestała podszywać się pod brygadzistkę, na moment znowu upodabniając się do Heather.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#43
08.09.2024, 11:53  ✶  
Nie od razu zwróciła uwagę na huczenie w uszach, na brzęk pojawiający się, gdy atakowali, i po którym następowała zmiana – równie dobrze mogła to być przecież adrenalina, chyba jedyne, co jeszcze chroniło Brennę przed atakiem paniki, pochodzącym z dwóch źródeł, bo ta przedziwna zagadka trafiła na najlepszy możliwy moment, by ją pognębić, była ta adrenalina właśnie i rodzący się w niej gniew.
To nie było prawdziwe.
Ale strach był prawdziwy i miał wielkie oczy. Nie dało się po prostu przestać bać, a już na pewno nie z pyłem samotniczek gdzieś w płucach: można było tylko spróbować wypalić ten strach gniewem.
Miała ochotę roznieść tę istotę na kawałki, rozszarpać gołymi rękami za żerowanie na tych lękach, nawet jeżeli jakaś jej część zaczynała wyłapywać, że tarzanie się z nią po ziemi, kolejne uderzenia niewielki przynoszą efekt. Cichy głosik podpowiadał, że przecież nie ma niczego, czego nie dałoby się zabić, a stworzenie miało fizyczną formę, skoro czuła siłę uderzenia, kiedy trafiła je w twarz, skoro zdołało obalić Atreusa. Ale drugi, równie natarczywy szeptał, że jeżeli nie jest to bogin ani żadna istota, że jeśli przybiera twarz lęków, sami mogli być jego źródłem. Że jeśli tylko sięgała po kolejne strachy i zmieniała się, ilekroć została zaatakowana, tak agresywne podejście niewiele pomoże.
– A chrzań się – syknęła, próbując tym razem zaklęciem wytwarzającym niewielki wybuch posłać stworzenie na przeciwną ścianę. Trochę może w nadziei, że magia zadziała lepiej niż pięści, ale chyba bardziej po to, by odsunąć je od nich i zyskać na czasie.
Kto będzie czekał w ogniu? Nie, tym istota nie mogła jej przestraszyć: Brenna bała się śmierci, owszem, ale zwiastując im ją obojgu stwór bez kształtu nie mówił niczego, czego by nie wiedziała, niczego, o czym by już jej nie ostrzegano, niczego, czego nie zobaczyłaby w płomieniach Beltane, wykradających wspomnienia.
Patrzyła na wspomnienie wizji Morpheusa, utkanej z ognia i dymu, a jej sny od dzieciństwa pełne były twarzy i głosów umarłych.
Czy się powiodło, czy nie – spróbowała cofnąć się, nie tyleż w ucieczce, co chcąc zerknąć, co takiego wcześniej mignęło jej nad kolejnymi drzwiami, a co w tym całym swoim dzisiejszym zamroczeniu zignorowała, spojrzeć jak teraz wygląda powierzchnia zaklętego lustra. Musiał być sposób na pozbycie się tego stworzenia, jeśli nie bezpośrednia walka, i jeżeli nie było tu innych wskazówek, to być może zniszczenie lustra, z którego się wyłoniło. Usiłowała zmusić się, by myśleć jasno, ale to wcale nie było łatwe. Czy napis nad lustrem miał być wskazówką? Ale co, gdyby do sali weszła tylko jedna osoba? Wtedy przecież żadne dzielenie nie byłoby możliwe.
Przyznała Atreusowi, że za bardzo to dziś nie myśli, bo głowę miała przecież pełną tych czarnych rzeczy. A teraz, gdy komnata wyciągała najgorsze lęki, przypominała, że może i Brenna w tej chwili wcale nie była sama na świecie, to mogło szybko się zmienić, już chyba tylko złość, na to zaklęcie, na Lavinię Bulstrode, i na siebie chroniła ją przed rozpadnięciem się.
Przeklęte Little Hangleton.
Jednak mieszkali tutaj sami wariaci.


kształtowanie
Rzut W 1d100 - 15
Akcja nieudana

Rzut W 1d100 - 64
Sukces!


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#44
11.09.2024, 06:25  ✶  
Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że to czego doświadczyli nie było prawdziwe; wylazłe z lustra dziwadło splecione było z ich strachów. Ba, nawet nie był to bogin, ale coś równie uciążliwego i grającego na odpowiednich rzeczach w ich głowie, do tego stopnia że on sam miał chyba jeszcze większe trudności, żeby potrząsnąć samym sobą. Bo wiedział, że powinien to zrobić, ale do tego momentu chyba nawet nie zdawał sobie w pełni sprawę z tego, jak bardzo mogły go pewne rzeczy faktycznie dotykać. Może sprawa wyglądałaby inaczej, gdyby istota nie rzuciła się wprost na niego i gdyby nie czuł na sobie jej rąk. Ciężko było się do tego przyznać, ale zaciskające się na gardle ręce wydawały mu się jak najbardziej zasłużone. Laurentowi należało się zadośćuczynienie i jeśli taka jego postać była odpowiednia to, cholera, nie był w stanie z tym poprawnie walczyć.

Troszkę też chyba naiwnie wierzył w to, że wierszyk na lustrze był jasną wskazówką, że nie będzie tak strasznie. Ale zamiast tego miał teraz dwie Brenny; jedną uderzającą w punkty, których się bał, no i drugą, od której wciąż widział panikę, nawet jeśli teraz przykrytą jakimś rodzajem determinacji.

Zaklęcie posłane przez Longbottom zadziałało tak jak sobie życzyła, odpychając z impetem stworzenie na przeciwną ścianę. Wianek zadrżał lekko, ociekając krwią i zapach spalenizny wzmógł się, ale oprócz tego jakoś nie stało się z nim nic więcej. Brenna nie usłyszała też dzwonienie w uszach, co jednak nie dotyczyło już Atreusa, bo brzęczenie na moment znowu się pojawiło, kiedy ich przeciwnik zaczął zbierać się spod ściany, by znowu stanąć na nogach.

- Nie jesteś lepszy od niego, wiesz? To skończy się tak samo, jak miało skończyć się dawno temu - Brenna, odwrócona od całego obrazka, mogła usłyszeć dziecięcy głos, który nawet jeśli słyszany wcześniej całkiem krótko, zapadł jej w głowie bardzo dobrze. Jedno krótkie spojrzenie wystarczyło, a może nawet i bez tego doszła do tego, że słyszy Maddie. Zmarłą dziewczynkę, która towarzyszyła jej na Perle Morza.

Atreusowi zrobiło się niedobrze, bo przecież nie uderzy dzieciaka, nawet jeśli powoli łamał się, żeby przestać się ze sobą cackać i uderzyć potworka wszystkim co w sobie miał. Ale teraz ani nie był w stanie podnieść ręki, ani sięgnąć po różdżkę, zamiast tego robiąc krok w tył.

W poddaniu zwycięstwo, mignęło Brennie na ścianie opalizującym blaskiem. Ona mogła nie trzymać się kurczowo swoich lęków, ale nie trudno było jej zauważyć że Bulstrode'owi z jakiegoś powodu wychodziło to o wiele ciężej. Zafiksowany spojrzeniem na migających twarzach, wahał się wyraźnie, ale nie nad tym by pomóc jej w poszukiwaniach odpowiedzi na to jak się stąd wydostać, tylko nad tym co zrobić, żeby istota zmieniła znowu buźkę na taką, którą mógłby obić.

Napis wiszący nad lustrem tknął ją lekko. Dzielony na dwoje mógł znaczyć tak samo wymuszenie podzielenia się lękami, jeśli do pomieszczenia weszły dwie osoby, jak i potem wskazać im przynajmniej jedno z rozwiązań tej zagadki; bo Bulstrode zachowywał się tak, jakby był w tym pomieszczeniu sam, przez moment zapominając że jest z nim i całkowicie oddając się swoim obawom. Lavinia była szczodra, umieszczając nad drzwiami napis, nawet jeśli Longbottom na niewiele mógł się teraz przydać; nawet jeśli sama się bała, nie dała się temu strachowi w całości przejąć. Rozumiała go, kiedy Atreus wciąż ważył w sobie chęć całkowitego go zniszczenia.

Prawda była taka, że żadna zagadka nie posiadała jednego rozwiązania. Bo jeśli ktoś nie chciał lub nie mógł rozwiązać gordyjskiego węzła, zawsze mógł go przeciąć.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#45
11.09.2024, 14:34  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.09.2024, 14:45 przez Brenna Longbottom.)  
Brenna drgnęła, a coś skręciło się boleśnie w jej wnętrzu, gdy usłyszała znajomy głosik. Pamiętała Maddie: jak mogłaby ją zapomnieć? Widziała ją jako ducha i jako małą dziewczynkę. Dzieciaka, który gdyby zszedł z pokładu tego statku żywy, pewnego dnia trafiłby do Hogwartu i – była pewna – do Gryffindoru, bo ktoś tak odważny nie mógł trafić do innego Domu. Którego życie zakończyła wariatka, bawiąca się życiem i śmiercią, i którego ducha dręczyła przez całe dekady.
Maddie była tam, samotna w ciemnościach, na dnie oceanu, a do Brenny, wciąż tkwiącej we władzy samotniczek, teraz naprawdę dobrze docierało, jak musiała się tam czuć.
Nie miała pojęcia, o kim mówiła istota, nie znała przecież planów tamtej dwójki hazardzistów. Nie rozumiała, o co go oskarżało stworzenie, ale sam głos Maddie, nawet bez spojrzenia na jej twarz – nie, nie chciała na tę patrzeć – wystarczał, aby ją poruszyć.
Napis zalśnił, ale nie zdawał się teraz Brennie wyrazem wspaniałomyślności. Wolała złościć się na Lavinię, niż poddać się strachowi, a ta złość była łatwa – poddanie? Cudowna myśl, zwłaszcza że w tej pierwszej chwili istota usiłowała udusić Atreusa. Gdy jednak duch zdawał się skupiać już nie na niej, a na nim, gdzieś do umysłu, tańczącego wciąż na skraju paniki, dotarło, że wyjścia były w tej chwili dwa. Zniszczyć to cholerne lustro albo spróbować zmusić aurora, aby on też przestał myśleć o tych strachach, wyciągniętych z dna duszy i liczyć, że to podziała.
Było w tym coś zabawnego, że kiedyś, siedząc z Thomasem w kawiarni, wspominała o zniszczeniu drzwi zamiast zdejmowania z nich klątwy – i kojarzyło się jej to z węzłem i mieczem Alexandra, który postanowił, że nie będzie rozplątywał sznura.
Kusiło ją rozwalenie tego lustra. Bardzo chciała coś rozwalić. Ale to mogła zrobić, jeśli druga metoda nie zadziała, a istniała szansa, że tu zwyczajnie utkną, gdy ucieknie się do tak drastycznych metod.
W porządku, a więc najpierw opcja numer dwa.
– Atreus, zostaw to coś. Po prostu zostaw – zażądała, ruszając w jego stronę, mając wielką nadzieję, że sama zaraz nie dostanie w twarz. – Nie jest prawdziwa. – Doskonale wiedziała, że strach był prawdziwy. Dla niej prawdziwe było Beltane, i wszystko co stało się tuż po nim, prochy w aurorskim mundurze, krew Heather na rękach, łzy ducha, któremu szeptała, że musi pójść dalej, szczątki ciał znoszone do namiotu, wuj chwiejący się na nogach naprzeciwko śmierciożercy, walczący z nim do samego końca. Była prawdziwa świadomość, że to się powtórzy: i że nie mogła zrobić z tym niczego, a byli tacy, którzy ufali, że się do tego przygotuje. Dla niego prawdziwe były i jego strachy, cokolwiek widział, o czymkolwiek myślał, kiedy patrzył na te zmieniające się twarze. Naprawdę nie była w stanie, który pozwoliłby na poskładanie tego i dojście do jakichś logicznych wniosków, nawet jeśli w teorii stanowiska detektywa nie dali jej tylko za nazwisko.
W tej chwili myślała, że skoro w poddaniu zwycięstwo - co za absolutna bzdura - to może tutaj trzeba było spróbować za tym pójść.
– Nie wyjdziemy stąd, bijąc się z nią – powiedziała, próbując chwycić go za przedramię, zmusić do tego, by się odwrócił przestał patrzeć na… to coś. Stwora, zaklęcie, dziwaczny wytwór pokręconej Lavinii Bulstrode, która zapewne zainspirowała się boginami.
A boginy żywiły się strachem i dzięki niemu tylko stawały silniejsze.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#46
11.09.2024, 20:33  ✶  
Atreusa świerzbiły ręce, by złapać z coś i rozerwać to w drobny mak, ale gdzieś pod tą zwykła potrzebą wyładowania frustracji i narastających w nim emocji, czuł też potrzebę poczucia satysfakcji. Nie chodziło broń boże o Maddie. Tak samo jak i o Brennę, Florence czy Laurenta. To nie ich twarze chciał oglądać, ale z chęcią rzuciłby się już na kogoś, kogo i tak nie znosił albo kto broniłby się zaciekle. Widok czerwieni na obcej twarzy przyniósłby ukojenie, był tego absolutnie pewien. Tak samo ból, bo kiedy ktoś cierpiał, gdy on przelewał na niego swoje emocje, życie wydawało się o wiele łatwiejsze.

Nie myślał w tym momencie o samym lustrze, ale może roztrzaskanie mglistej tafli było w tym momencie najrozsądniejszym posunięciem. No i najłatwiejszym do zrealizowania.

Ale zamiast rzucić się do przodu, wyciągnął wreszcie różdżkę. Zaklęcie rzucił szybko i może dlatego nie było tak mocne jakby sobie tego życzył, a związane z magii ostrze nie zrobiło zbyt wiele. Raniło tylko istotę w klatkę piersiową i jak można było się spodziewać - nie zmieniło to zbyt dużo, doprowadzając tylko kolejnej przemiany.

Bulstrode jednak odwrócił na moment spojrzenie, kierując je na Brennę, kiedy ta wreszcie się do niego odezwała, wzywając go po imieniu. Zmarszczył brwi, z jakimś rozdrażnieniem, po uszy w jakimś innym świecie i niezrozumieniu, dlaczego miałby ją zostawić w spokoju. Krzywdziła ich, grała na ich niepewnościach i lękach i całe jego wnętrze darło się w niebogłosy, że nie powinien się Longbottom w tym momencie słuchać. Cofnął się krok w bok i odwrócił spojrzenie, tym razem widząc Anthony'ego.

- Czemu los mnie tak pokarał? - zapytał Borgin, powtarzając swoje własne słowa, które adresował do przyjaciela w czerwcu, a w Atreusie wezbrała nowa fala złości. - Miłość mojego życia jest zakochana w moim najlepszym przyjacielu, jak mam być zadowolony? - nie chciał na nowo słuchać tego całego pierdolenia, bo tak jak wcześniej dotknęło go i czuł się z nim źle, zażenowany może jak to wszystko odbiera Tosiek, tak zdążył to już nieco przetrawić i przyjąć nowe stanowisko w tej sprawie. Dlatego podniósł różdżkę, gotowy znowu rzucić zaklęcie i wtedy Brenna złapała go za rękę.

Pociągnął ramię w swoją stronę, znowu patrząc na nią, ale nawet jeśli na początku w tym spojrzeniu kryła się jakaś paląca wściekłość, szukająca tylko szansy na wydostanie się na zewnątrz, tak po chwili złagodniała. Twarz mu się zmieniła, z pewnym ociąganiem, bo fałszywy Anthony wciąż mruczał pod nosem swoją mantrę. Nawet jeśli Brenna twierdzi, że jest niezależna, radzi sobie sama, nikogo nie potrzebuje, pomimo talentu do wplątywania się w kłopoty większe, niż my w Hogwarcie, to przecież... To przecież mogła sobie z nimi poradzić sama, tak samo jak robiła to w tym momencie. Podążył za jej gestem, kiedy próbowała zmusić go do tego, żeby się odwrócił i niechętnie, ale zrobił to, koncentrując na niej swoją uwagę. Tu nawet nie chodziło o to, że to była właśnie ona, chociaż ten fakt niewątpliwie pomagał. Musiał po prostu skupić się na czymś innym, oderwać umysł od koncentrowania się naokoło złości. Magiczne lustro mogło wywołać strach, ale to wściekłość była prawdziwym jego wrogiem, nie pozwalając mu w wielu sytuacjach odpuścić.

Więc Ty musisz być rycerzem stary.

Ale Atreus nie chciał być rycerzem. Zawsze mu się wydawało, że było inaczej, ale jego rycerskość ograniczała się do zbierania poklasku u innych. U ludzi, na których mu nie zależało, a którzy karmili jego ego i ambicje. Był rycerzem dla zbyt wielu kobiet, uznając że taka rola była dla niego najbardziej odpowiednia. Że wpisywała się w obrazek, jaki sam malował. Ale Brenna nie potrzebowała rycerza. Ani teraz i podejrzewał że nigdy się to nie zmieni.

- Nic ci nie jest? - złapał ją nerwowo za przedramię. Mocno, ale nie na tyle by zrobić jej krzywdę. I wtedy usłyszeli pstryknięcie.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#47
11.09.2024, 20:52  ✶  
Przebywaniu w tej sali towarzyszyło dziwne wrażenie nierealności, a Brenna nie wpadła w skrają panikę chyba tylko dlatego, że miała wrażenie, że Atreus albo zaraz wybuchnie z wkurwu, albo rozpadnie się jeszcze szybciej niż ona. Nie była tu sama. Nie zapomniała, w przeciwieństwie do niego, że nie jest sama – bo gdyby zapomniała, chyba ogarnięta mocą Samotniczek usiadłaby na podłodze i w końcu wybuchła płaczem, wylewając wszystkie łzy, które nie polały się przez ostatnie lata. Nie rozumiała wszystkich słów, które wypowiadała istota, zmieniające się twarze mieszały się ze sobą, tym bardziej, że nie chciała patrzeć – nie chciała widzieć, bo wiedziała, jak wiele oblicz stwór mógłby jej pokazać, i każde byłoby kolejną raną. A jednak te słowa jakoś wyłapała i przez ułamek sekundy w te wszystkie uczucia, strach, gniew, determinację i może trochę troski, wdarła się też konsternacja.
– Co on pierdoli? – wyrwało się jej, a potem odetchnęła.
Czuła się źle. Czuła się źle słysząc głos Anthony'ego, bo Borgin zawsze wzbudzał w niej wyrzuty sumienia, gorycz i jakąś tęsknotę za tym prostym światem, jaki istniał kiedyś i jaki mógłby istnieć, gdyby nie było Voldemorta. Światem, którego nie było, a który być może będzie, ale nie dla niej, nie dla jej pokolenia. A teraz jeszcze, mając wrażenie, że została albo zostanie na tym świecie sama, myśl o tym, że go zraniła, była paskudniejsza. Czuła się bardzo, bardzo paskudnie, przy tych pierwszych słowach o miłości życia, ale kiedy zaczął coś o pakowaniu się w kłopoty…
Czy on wyciągnął to z jej głowy…? Nie sądziła, że jej własna głowa jest aż tak dziwnym miejscem. Bo Brenna nawet nie pomyślała, że takie słowa mogły paść naprawdę: a przynajmniej nie w stosunku do niej. Ale gdyby kierował to do niej, było tak wiele innych oskarżeń, które dałoby się wypowiedzieć głosem Anthony’ego, i które trafiłyby na bardziej podatny grunt.
Bo przecież Anthony Borgin nigdy nie mógł jej uratować, być może jednak ona mogła uratować jego. I gdzieś w głębi ducha tlił się wyrzut sumienia, że nie była dość dobrą, dość spostrzegawczą i dość mądrą osobą, aby faktycznie to zrobiła.
– Weź nie przeszkadzaj – warknęła więc na te ostatnie słowa, zwracając na moment wzrok na stworzenie, nim spojrzenie ciemnych oczu skoncentrowało się znów na twarzy Atreusa. – Mam nadzieję, że nie boisz się tego, że ktoś będzie od ciebie wymagał bycia rycerzem, bo jestem wściekle pewna, że radzę sobie z bronią białą dużo lepiej od ciebie. I lepiej od Oriona. Twój brat wspominał, że go kiedyś stłukłam? – spytała, przenosząc dłoń na jego kark, zmuszając się do uśmiechu, i szczerego, i nie, bo naprawdę chciała się uśmiechnąć, i naprawdę było to trudne. Gadała, tak samo, jak gadał wcześniej on, próbując skupić jego uwagę na czymś innym niż strach.
I sama bała się dzięki temu mniej.
To nie tak, że faktycznie była w stanie poradzić sobie ze wszystkimi kłopotami sama. Nawet nie tak, że nie umiała o pomoc prosić czy nie potrafiła być za nią wdzięczną. Miała skłonności do udawania, że wszystko jest w porządku, ale już niekoniecznie do udawadniania, że nie potrzebuje innych ludzi, bo to nie była kwestia dumy. Raczej głęboko zakorzenionego przekonania, że ma dbać o swoje stado. Ale do licha: nie nadawała się na księżniczkę uwięzioną w wieży. Nie potrzebowała, żeby ktoś odgrywał dla niej rycerza. Pomóc mogli jej raczej towarzysze broni niż ktokolwiek, kto miałby robić rzeczy za nią.
– Pewnie nie powinnam tego mówić. Nie przyznawaj się mu, bo nie będzie chciał więcej ze mną ćwiczyć. I będę musiała wtedy dla wyrównania opowiedzieć mu, jak przestawiłam ci nos. A poza tym rycerskie zbroje są na pewno strasznie niewygodne. Twoja ciotka w ogóle twierdzi, że w poddaniu zwycięstwo. Strasznie głupia logika, ale to jej dziwna piwnica, jej dziwna gra i jej dziwne zasady, więc chyba nie powinniśmy zarzucać tego czegoś zaklęciami – plotła, a głos umilkł wreszcie, nic się na nich nie rzucało i…
Pstryknięcie.
Bała się poruszyć i obrócić, znowu spojrzeć ku tej istocie. Sprawdzić, czy te cholerne drzwi się otworzyły.
Ale w tej komnacie chodziło o pokonywanie strachów.
– Nic mi nie jest – powiedziała, cofając rękę i spoglądając ku drzwiom. Miała cholerną nadzieję, że są otwarte, bo inaczej była pewna, że jeżeli dorwie Lavinię Bulstrode, to rzuci na nią jakąś paskudną klątwę.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#48
12.09.2024, 04:00  ✶  
Nie odpowiedział jej, zamiast tego ciskając mocniej szczękę, bo czuł że jeśli znowu skoncentruje się na tym, co powtarzała istota, to wrócą do punktu wyjścia. Z resztą, nie musiał świadomie wsłuchiwać się w powtarzane przez nią słowa, żeby wiedzieć doskonale co padnie jako następne, bo cały występ brzmiał jak odtwarzany z płyty. Oboje czuli wyrzuty sumienia związane z Borginem, bo Bustrode nie ważne jak dobrze udawał, nie był w stanie okłamywać sam siebie, że też nie łamał przyjacielowi serca. Miał jednak wrażenie, że gdyby nie ten głupi liścik, posłany do Stanleya, ta sytuacja nigdy by tak nie eskalowała. Anthony nie skończyłby rozmawiając z Brenną, a potem z nim, nakazując mu dbanie o nią w tych ciężkich czasach.

Ale potem... potem lekko się uśmiechnął, kiedy warknęła w odpowiedzi na ostatnie słowa istoty. Pozwolił jej mówić, bo poczuł jak bardzo potrzebował, żeby zasypała go kolejnymi słowami. Wybijany przez głoski rytm uspokajał, ale przede wszystkim dawał czas, by opanować gniew, strach i resztę bałaganu, który narósł przez ostatnie chwile spędzone w tej zasranej piwnicy. Czując natomiast jej dłoń na karku, na moment przymknął oczy, zmęczony opierając swoje czoło o jej własne. Jeśli przez tę nieuwagę miał teraz zarobić w plecy, to trudno.

Ale pstryknięcie wreszcie rozbrzmiało, niczym najsłodszy dźwięk i wybawienie. Gdyby Brenna jeszcze spojrzała w stronę fałszywki, mogła zobaczyć jak obraz zadrżał, stracił ostrość i przekształcił wreszcie, w coś co przypominało rozmazany obraz bliźniaczo podobny do czegoś co wcześniej majaczyło w lustrze, a potem rozpłynął całkowicie. Ale do samego końca Anthony patrzył na nią ponuro. Drzwi natomiast zaskrzypiały i uchyliły się nieco. Ich starania najwyraźniej zostały wreszcie docenione i nie mieli spędzić w tym miejscu kolejnych paru godzin. Chociaż prawdę powiedziawszy, Atreus nie był pewien czy nie byli w stanie się z tej piwnicy zwyczajnie teleportować.

- W poddaniu zwycięstwo. Chodzi o to, że walcząc z własnym strachem prędzej zniszczysz sam siebie - rzucił z pewną dozą goryczy, bo teraz te słowa wydawały mu się o wiele jaśniejsze. - Chociaż pewnie mogła to zgrabniej ująć - skrzywił się lekko, nie siląc się nawet na rozbawiony ton. Oh, był tak cholernie pewien tego, że był typem człowieka którego tego typu rzeczy nie mogły przekonać do zmiany taktyki. Strach zawsze należało pokonać głową wprzód i największą siłą, najlepiej jednocześnie używając go jako pożywkę do działania. Strach prowadził do złości. Złość do nienawiści, a nienawiść do cierpienia. Własnego lub cudzego. Aż dziw, że on przy tak metodycznym działaniu zatrzymał się dopiero na drugim stopniu.

- Wiesz, jak tak sobie teraz o tym myślę, to chętnie zobaczyłbym, jak tłuczesz mojego brata. Ale to w sumie pokrzepiające, że nie tylko mnie rozbroiłaś. Aczkolwiek, może cię to zmartwi, ale przyznając mu się do przestawienia mi nosa aż tak bardzo go nie zaskoczysz, bo jak wróciłem wtedy do domu to się akurat po nim szlajał i mnie widział - wzruszył ramionami. Florence też go w sumie widziała wtedy, ale miał wrażenie że jej akurat aż tak nie obchodziło kto konkretnie ten nos mu rozkwasił. Ba, wolał żeby nie wiedziała, że była to Brenna, bo znowu by go zaczęła ostrzegać, że ta dziewczyna to same kłopoty.

Mówił trochę wolniej niż zwykle, ale przede wszystkim brakowało tych typowych dla niego, drobnych rzeczy, które wkładał w całego siebie nawet kiedy był absolutnie sponiewierany. Ale to zawsze był swojego rodzaju pokaz, nawet jeśli miał najmarniejszą widownię na świecie, to i tak próbował zachować pozory. Akurat w tym - udawaniu, że wszystko było przynajmniej znośne - byli chyba obydwoje mistrzami.

- Cieszę się, że nic ci nie jest - oznajmił, z pewnym zastanowieniem na twarzy. - Mogę być rycerzem, ale nie dla ciebie. - mruknął, z jakimś takim przepraszającym uśmiechem, poprawiając jej rozwichrzone włosy z jednej strony, tak żeby wsunąć je jej za ucho. - Mam na myśli, że wydajesz mi się doskonale radzić sobie sama. I myślę, że to jedna z tych rzeczy, które mi się w tobie podobają. A skoro jesteś swoim własnym rycerzem, to najlepsze co mogę zrobić to spróbować przypilnować, żebyś w odwrotnej sytuacji nie została sama - ale kiedy tylko to powiedział, skrzywił się z jakimś zażenowanym uśmiechem. - Co pewnie brzmiałoby o wiele lepiej, gdyby nie to przed chwilą. Ale rozumiesz o co chodzi. Dziękuję. I przepraszam. Szczególnie za Borgina. Nie powinnaś była tego słyszeć.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#49
12.09.2024, 09:25  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.09.2024, 13:11 przez Brenna Longbottom.)  
Przez chwilę stała z nim tak po prostu, czoło do czoła, i ogarnęła ją ulga, trochę bo się uspokoił, trochę, bo sama zaczęła się uspokajać, jakby ktoś inny obok naprawdę w magiczny sposób sprawiał, że przestawał toczyć ją lęk, trochę, bo stworzenie nie atakowało, nie odzywało się, a pstryknięcie świadczyło o tym, że tę próbę jakimś cudem przeszli.
– Chyba nie lubię twojej ciotki – powiedziała, kiedy się odsunął, i wyjaśnił, o co mogło chodzić w tym poddaniu. Chociaż jej zdaniem ciągle ciężko było nie walczyć z czymś, co obalało cię na ziemię i próbowało udusić. To było paskudne. Może miało czegoś nauczyć, ale mogło złamać. Nie zostawiało się takich rzeczy w domach, które trafiały do twoich bratanków czy tam dzieci kuzynostwa. – Jestem pewna, że opowiedziałeś wtedy Orionowi jakąś bardzo zgrabną historyjkę – dodała, uśmiechając się do niego, tym razem już szczerzej. To nie tak, że to nią nie wstrząsnęło. I było naprawdę widać, że wstrząsnęło i nim. Nie pytała, czy wszystko w porządku, bo była pewna, że nie do końca i że pewnie niekoniecznie chciałby to przyznać. Ale w tej chwili po prostu cieszyła się, że to za nimi… chociaż zaraz pomyślała z pewną obawą, że cholera wie, co siedzi za kolejnymi drzwiami i co wcześniej „chodziło” po domu.
– Nikt nie radzi sobie ze wszystkim sam – stwierdziła, unosząc rękę, by na chwilę złapać jego dłoń i ją ucisnąć, kiedy poprawił jej włosy. Wobec niego rzadko uciekała się do tych gestów, które były tak naturalne wobec wszystkich innych, może dlatego, że naprawdę jakaś jej część zawsze nadmiernie analizowała, czy powinna je wykonać, ale teraz po prostu uznała, że chrzanić to wszystko, sam wyciągnął rękę pierwszy, a poza tym dalej czuła, że naprawdę, naprawdę nie chce być teraz sama. Chyba wolałaby już, żeby kolejna istota wyszła do niej z lustra, niż nie mieć teraz nikogo obok. Nie, to nie była prawda, że twierdziła, że nikogo nie potrzebuje. Ktoś, kto nie potrzebował absolutnie nikogo, był kłamcą albo kimś bardzo nieszczęśliwym. Ale nigdy nie potrzebowała rycerzy. – I w sumie to ja powinnam dziękować, bo jakkolwiek to nie zabrzmi, już ta piwnica jest lepsza niż siedzenie na tamtych schodach. Ale bardzo nie chciałabym siedzieć w wieży i czekać aż ktoś zabije dla mnie smoka…
Zawiesiła się jednak na moment, na tych przeprosinach. Za Borgina. Nie powinna tego słyszeć? Zaraz.
– Moment. To nie był… wymysł tego czegoś? Myślałam... myślałam, że ono to wszystko jakoś... nie wiem, wymyślało na podstawie naszych lęków? – spytała, naprawdę niepewna, czy śmiać się, płakać, czy złościć. Sądziła, że stwór po prostu tutaj trochę za mocno popłynął!
Jej odczucia wobec Anthony’ego były skomplikowane, i stanowiły mieszankę dawnego sentymentu, wyrzutów sumienia, współczucia, ale też goryczy, rozczarowania i złości, która tylko przybrała na intensywności po tej ostatniej rozmowie. Nie myślała o niej wiele – bo Brenna wbrew pozorom, nawet jeśli często zwracała się ku przeszłości, nie rozpamiętywała i nie analizowała każdego jej szczegółu, gdy nie miał on żadnego znaczenia tu i teraz – ale teraz, gdy głos Borgina przemówił z ust tej istoty, gniew znowu się rozpalił.
Twierdził, że nie miał wyboru, ale to była największa bzdura, jaką można by wypowiedzieć. Żołnierz nie miał wyboru, jak dowódca rzucał go do ataku w beznadziejnej bitwie. Ktoś, kto pomagał temu, kto odpowiadał za atak na Beltane, gdy ożyły wszystkie jej lęki, wybór miał.
Chyba w czerwcu, na fali tamtego gniewu, gdyby usłyszała, że poszedł do Atreusa i plótł takie rzeczy, to poszłaby i mu przywaliła. Nigdy nie pomyślałaby, że Anthony coś takiego zrobi. Skąd mu to w ogóle przyszło do głowy? Nie wiedziała o liście, jaki Atreus posłał kumplowi i jak mocno wiadomość Stanleya namieszała w głowie młodszego Borgina. Dla niej nie miał prawa od nikogo żądać, by był jej rycerzem. Nie miał prawa opowiadać takich rzeczy, które brzmiały najmniej, jakby oświadczyła mu dramatycznie, że go nie chce, bo ma romans z jego kumplem. A przecież wtedy, dopiero na tym statku chyba, zaczęła myśleć, że to może nie tylko magia, że coś tkwi i w jej głowie, a ni cholery nie oczekiwała, że ze strony Bulstroda jest w tym cokolwiek poza ciekawością wywołaną całą otoczką. Nie próbowałaby tak mieszać między nimi i nie pojmowała, czemu był wtedy tak pewny, że ich dwójka jest razem. I potrzeba rycerza?  Powinien znać ją lepiej. Sądziła, że kiedyś znał ją lepiej. Kiedyś byli jeśli nie przyjaciółmi, to czymś całkiem tego bliskim. Być może jednak Anthony zawsze widział w niej to, co chciał zobaczyć.
Ale od czerwca tamtego czasu zmieniło się wiele. Ostatni rok, dwa lata, zmieniały zresztą wszystko z prędkością błyskawicy. Teraz, w sierpniu, Anthony był zakochany w Greengrassównie, wiedziała, że miał na sumieniu gorsze rzeczy niż wbijanie sobie do głowy takich teorii, a ona przecież nie mogła próbować oszukiwać samej siebie, że nie, Atre nic jej nie obchodzi. Postanowiła więc że nie będzie szła przy najbliższej okazji do niego oznajmić mu, że jest idiotą.
Po prostu wyrzuci to, co tutaj usłyszała, z głowy.
– Mam chociaż nadzieję, że był wtedy bardzo pijany i nie opowiadał tego na trzeźwo – stwierdziła z dziwną miną, zanim z jej ust wyrwało się westchnienie. – Trzy zagadki. Trzy pomieszczenia. Trzy to magiczna liczba. Mam nadzieję, że za tymi drzwiami jest wyjście i nie zdołała upchnąć tutaj siedmiu sal.
Dom był spory, ale nie aż tak wielki, a przynajmniej Brenna na to liczyła. Bo siedem też było magiczną liczbą, ale czuła się zbyt zmęczona na kolejne cztery zagadki, a do licha, nie była nawet Krukonką. Wolała raczej siedzieć nad listą podejrzanych niż zastanawiać się, czy pierwsze było jajko, czy kura.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
hold me like a grudge
and what an ugly thing
– to have someone see you.
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
aurowidz
zawód
auror
Stosunkowo wysoki mężczyzna, mierzący sobie 183 centymetry wzrostu. Posiada włosy barwy ciemnego blondu i jasne, błękitne oczy. Budowa jego ciała jest atletyczna, a na twarzy często widnieje lekki, szelmowski uśmieszek. Porusza się z nonszalancją i pewną niedbałością. Jest nienaturalnie zimny w dotyku.

Atreus Bulstrode
#50
13.09.2024, 05:08  ✶  
Prychnął rozbawiony, bo wcale jej się nie dziwił, że Lavinia straciła nieco w jej oczach. Z drugiej jednak strony, on sam jakoś nie mógł się w pełni zebrać do tego, by jednoznacznie ją potępić. Może za dużo czasu spędził w swoim życiu z ludźmi, którzy byli niezwykle oddani rodowej maksymie. Każdy szyfr da się złamać - cholera, w pewien sposób był przekonany, że nawet jego matka podchodziła do gry w karty jak do łamania jakichś szyfrów, szczególnie kiedy była w stanie liczyć karty, na co on chyba nigdy nie miał głowy. - Czy ja wiem czy taką zgrabną? Nawciskałem mu coś o niespodziewanej interwencji. W sumie jakby nie patrzeć, pasowało bardzo - szczególnie ten fragment o niespodziewanej, również się do niej uśmiechając, odrobinę tylko złośliwie. Cóż, przynajmniej było po tym widać, że powoli wracała mu dawna energia i typowe dla niego odruchy. Sam też nie chciał jej pytać teraz czy wszystko było dobrze w innym kontekście niż ten, czy nie była ranna albo nie stała się jej inna krzywda. Głównie dlatego, że tak jak się domyślała, sam nie miał ochoty rozwodzić się nad tym, czego przed chwilą doświadczyli, a w szczególności nad tym co istota pokazywała jemu. Jej wianek wydawał mu się... dziwny, ale domyślał się że cokolwiek symbolizował, łączyło się to z Beltane. Bo przecież od wianka wszystko się zaczęło i on sam za każdym razem kiedy widział podobne kwietne plecionki myślał o rytuale i wszystkim co było po nim. O ogniu, o krzykach, o świetle kamieni spod ziemi. O limbo i wszystkich rannych i martwych.

- Ale niektórzy usilnie próbują to robić.
Nie była to w żaden sposób przygana w jej stronę, bo coś w wyrazie jego twarzy jasno mogło podpowiadać Brennie, że w tym konkretnym momencie bardziej mówił o sobie. Był królem w zaciskaniu zębów i parciu przed siebie, byleby tylko pokazać innym że da radę i udowodnić, że jest samowystarczalny. I nawet jeśli ona sprawiała podobne wrażenie, gdzieś w tym wszystkim Atreus podświadomie chyba pojmował, że nie do końca byli pod tym względem do siebie aż tak podobni. Ta sugestia kryła się gdzieś za rozsyłanymi po biurze babeczkami, pączkami, tym jak chodziła pod rękę z Mavelle po Nokturnie nawet na nocnej służbie, czy jak inni odnosili się do niej. Brenna parła do przodu nie dla siebie samej, a dla innych i ci inni byli dla niej nieustannie, kiedy tylko ich potrzebowała.

W jakiś dziwny sposób miał wrażenie, że gdyby już ją ktoś zamknął w tej wieży i postawił na straży rzeczonego smoka to stała by się jedna z dwóch rzeczy; albo zyskałaby sympatię gadziny i jej przyjaźń, albo zmusiłaby go do ucieczki swoim nieustanny gadaniem, bo nie miałaby się przecież do kogo innego odezwać.

- Nie - odpowiedział powoli, odrobinę też niechętnie. A potem westchnął głęboko. - Miałem taką rozmowę z Anthonym, jeszcze w czerwcu... podobno dałaś mu kosza? - przymknął oczy, z zażenowaniem przywołując tamto wspomnienie. Współczuł Borginowi szczerze, bo uważał go za porządnego chłopaka. Był jego przyjacielem i Atreusowi wydawało się zawsze, że mimo braterskiej miłości, jaką darzył się ze Stanleyem, nie rekompensowało to niczego czego wymagała od niego reszta rodziny Borginów. - Ale tak, był już trochę napity - może to dla niej coś zmieniało, ale Bulstrode widział w tym tylko potwierdzenie tego, jak bardzo to wszystko Tośka bolało. Przecież sam nie raz, nie dwa, szukał na dnie butelki chociaż odrobiny pocieszenia i ukojenia bólu.

- Jakby było tutaj siedem sal, to obawiam się że ten cały kompleks prowadziłby aż pod Las Wisielców - prychnął rozbawiony. Wziął ją za rękę, prowadząc do drzwi, nie oglądając się nawet na moment na lustro, może trochę bojąc się że zobaczy w nim dokładnie to samo co wcześniej z niego wylazło. Kiedy natomiast przeszli przez wyjście, przywitała ich dokładnie ta sama sala do której weszli ze schodów na samym początku. Stare meble, dywany, obrazki, no i kubik gdzie wcześniej znajdowała się zagadka. Runy przy podłodze wygasły, a same schody prowadzące na górę, były teraz oświetlone przez dzienne światło, wpadające przez otwarte drzwi na parterze. - Wygląda na to, że pomyślnie przeszliśmy te... nawet nie wiem co to było. Powiedziałbym też, że skoro to przetrwaliśmy, to teraz powinno być tylko z górki, ale coś tam o wilku z lasu.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Atreus Bulstrode (16634), Brenna Longbottom (15455)


Strony (6): « Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa