08.09.2024, 01:17 ✶
Wianek zapłonął, krew popłynęła z płatków i przez moment czuła się prawie, jakby znów tkwiła na polanie ognisk, gdy pył i dym dostawały się w oczy, w uszach rozbrzmiewały krzyki uciekających, a zasłona między światami rozdzierała się. Dłoń zadrżała jej na różdżce, ale wracała na tę polanę w snach tak często – czasem w koszmarach, w których wszystko rozgrywało się inaczej, czasem w zadziwiająco dokładnych projekcjach, tak wiernych wspomnieniom, że mogły być w istocie wizjami widmowidza – że to właściwie nie była żadna nowość. Panika kłuła ją lodowatymi szpileczkami, ta zadzierzgnięta przez pył samotniczek, i ta zrodzona z magii lustra, ale spróbowała rzucić zaklęcie.
To nie był bogin. Brenna wciąż nie wiedziała, co to jest, ale już – już miała zamiar spróbować z innym zaklęciem, tym razem rozpraszającym… gdy istota spojrzała na nich oczyma Atreusa. Czarownica zamarła, bo ze wszystkiego, co mogłaby tu zobaczyć, nie spodziewałaby się właśnie jego. Dlaczego miałaby się bać właśnie jego? Nie miała pojęcia, że widok nie podchodził od niej. Że był to jego strach, tkwiący gdzieś pod maską pewności siebie – może lęk przed tym, czym mógł się stać, a może przed tym, co już w nim tkwiło i mogło wyrwać się na wolność. Co czasem się wyrywało. I w tym krótkim momencie zawahania, kiedy Brenna nie była pewna, czy faktycznie ma z tym walczyć, czy nie, i czy to faktycznie projekcja ich lęków, czy odbicie właśnie, stworzenie rzuciło się na prawdziwego Bulstrode’a, próbując zacisnąć dłonie na jego szyi.
To by było na tyle, jeżeli chodzi o przygotowywanie nieszkodliwych zagadek.
Być może gdyby Lavinia Bulstrode wróciła do kraju, Brenna raczej powinna ją od razu aresztować niż zastanawiać się, czy ją podziwia, czy boi się jej umysłu.
Nie zdążyła zareagować nim się przewrócili, a potem znów na nią patrzył, najpierw Atreus, potem Heather, wieczne wyrzuty, bo nie, nie powinna wtedy biec dalej, durnie zakładając, że zabrany świstoklik to różdżka, i nigdy nie powinna mówić Heather, żeby została z nimi na polanie.
Ale wyrzuty sumienia nigdy jeszcze nie powstrzymały jej przed działaniem.
Nie próbowała rzucać czarów. Może byłoby to skuteczniejsze, ale ciskanie zaklęć w osoby walczące w zwarciu bardzo łatwo mogłoby skończyć się trafieniem tej niewłaściwej. Być może zresztą Brenna powinna zająć się raczej lustrem, ale tak jakby w tej chwili bazowała bardziej na odruchach niż czymkolwiek innym. I spróbowała strzelić fałszywemu Atreusowi w wianku pięścią w twarz.
To nie był bogin. Brenna wciąż nie wiedziała, co to jest, ale już – już miała zamiar spróbować z innym zaklęciem, tym razem rozpraszającym… gdy istota spojrzała na nich oczyma Atreusa. Czarownica zamarła, bo ze wszystkiego, co mogłaby tu zobaczyć, nie spodziewałaby się właśnie jego. Dlaczego miałaby się bać właśnie jego? Nie miała pojęcia, że widok nie podchodził od niej. Że był to jego strach, tkwiący gdzieś pod maską pewności siebie – może lęk przed tym, czym mógł się stać, a może przed tym, co już w nim tkwiło i mogło wyrwać się na wolność. Co czasem się wyrywało. I w tym krótkim momencie zawahania, kiedy Brenna nie była pewna, czy faktycznie ma z tym walczyć, czy nie, i czy to faktycznie projekcja ich lęków, czy odbicie właśnie, stworzenie rzuciło się na prawdziwego Bulstrode’a, próbując zacisnąć dłonie na jego szyi.
To by było na tyle, jeżeli chodzi o przygotowywanie nieszkodliwych zagadek.
Być może gdyby Lavinia Bulstrode wróciła do kraju, Brenna raczej powinna ją od razu aresztować niż zastanawiać się, czy ją podziwia, czy boi się jej umysłu.
Nie zdążyła zareagować nim się przewrócili, a potem znów na nią patrzył, najpierw Atreus, potem Heather, wieczne wyrzuty, bo nie, nie powinna wtedy biec dalej, durnie zakładając, że zabrany świstoklik to różdżka, i nigdy nie powinna mówić Heather, żeby została z nimi na polanie.
Ale wyrzuty sumienia nigdy jeszcze nie powstrzymały jej przed działaniem.
Nie próbowała rzucać czarów. Może byłoby to skuteczniejsze, ale ciskanie zaklęć w osoby walczące w zwarciu bardzo łatwo mogłoby skończyć się trafieniem tej niewłaściwej. Być może zresztą Brenna powinna zająć się raczej lustrem, ale tak jakby w tej chwili bazowała bardziej na odruchach niż czymkolwiek innym. I spróbowała strzelić fałszywemu Atreusowi w wianku pięścią w twarz.
Rzut PO 1d100 - 66
Sukces!
Sukces!
Rzut PO 1d100 - 89
Sukces!
Sukces!
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.