18.09.2024, 14:55 ✶
– Zgadnij – powiedziała Brenna, spoglądając na Thomasa, lekko unosząc przy tym brwi i bardzo, bardzo starając się nie uśmiechnąć. Po tym paskudnym dniu, dniach, tygodniach, dobrze było spędzić z nim trochę czasu: nawet jeżeli rozmawiali de facto o sprawach służbowych. Brenna pomyślała teraz nagle, że przy nim dało się trochę odetchnąć – nie do końca, bo też był jedną z tych osób, za których czuła się odpowiedzialna właśnie dlatego, że jej zaufali, i którym bardzo nie chciała pokazać, gdy cokolwiek jest nie tak… Ale Thomas zawsze zdawał się tak pogodny i tak unikający dramatów, że o niego nie musiała się martwić.
I to mimo tego, że była świadoma, że praca jako łamacz klątw, zwłaszcza gdy wykonywał zlecenia zagraniczne, nie jest wcale prosta i że z pewnością był wystawiony na zagrożenia związane z czarną magią. Dwojakie: bo chodziło i o to, że ta mogła go skrzywdzić, i że bywała kusząca. Nawet dla niej, kusząc nie potęgą, nie władzą, nie nieśmiertelnością, których Brenna nigdy nie pragnęła, a możliwością dokonania zemsty.
– No chyba właśnie ustaliliśmy, że czytam w myślach, tak? – stwierdziła, odruchowo poprawiając rozczochrane włosy, chociaż rzecz jasna były w takim stanie, że teraz to pomogłaby im tylko wizyta u fryzjera. Nie żeby Brenna zdawała się tym szczególnie przejęta. – Pułapki, mechanizmy, pieczęcie, rozproszenie, klątwy, ciekawostki, o których nikt nigdy nie słyszał, szybka teleportacja i rozpoznawanie rodzaju ciastek po węchu – stwierdziła, a po jej twarzy przemknął uśmiech, gdy wskazała Thomasa palcem. – Ale po znaczenia run już do Morpheusa. Niezłe kształtowanie, ale jesteś trochę za wolny, żeby cię wysyłać na pierwszą linię – powiedziała, a uśmiech stał się odrobinę przepraszający, musiała jednak zdawać sobie sprawę z takich faktów. Cóż, ona z kolei potrafiła szybko reagować, za to na pułapkach, mechanizmach, pieczęciach i klątwach nie znała się ani trochę. I na pewno nie byłaby w stanie sama zabezpieczyć Księżycowego Stawu.
– Sam się wiele nie nauczysz. W klubie pojedynków też nie ani nawet w Srebrnych Różdżkach. Prawdziwy pojedynek nie ma honorowych zasad – mruknęła Brenna, dalej szarpiąc kosmyk włosów. – Też o tym myślałam, chociaż tu trudno ustalić grafiki, ćwiczyłam sporo z Mav, trochę z Heather i Dorą, ale przydałoby się to organizować regularnie. Chodzi ci ogólnie o reagowanie w pojedynkach, czy jakąś konkretną dziedzinę magii? Jeśli nie planujesz zabierać się za tę kłódkę teraz, możemy poćwiczyć tutaj choćby dzisiaj.
Nie była na to przygotowana, ale przecież mniej więcej o to chodziło. Nigdy nie byli przygotowani. A cóż, mogła przy okazji sama poćwiczyć parę dziedzin magii, w których kulała.
– Mogłabym spróbować z tymi zaklęciami, które mi nie wychodzą. Przeklęte zauroczenie – westchnęła, półżartem, półserio, bo z tym faktycznie radziła sobie słabiej niż z innymi dziedzinami magii. – O c z y w i ś ci e, że bym się dowiedziała. Mam swoje sposoby – zapewniła i dźgnęła go lekko łokciem w bok. Na przykład po tym, że wiedziałby, że tu jest. A poza tym mogła sprawdzić widmowidzeniem. Nie żeby naprawdę zamierzała to zrobić czy spodziewała się, że Thomas faktycznie ustawi taki system alarmowy…
Cóż… wzmianka o urodzie wynikała z tego, że Pandora była Turczynką. Zwracała uwagę swoim egzotycznym pięknem, poza tym po części na pewno to ta uroda zapewniła jej pozycję numer jeden w rankingu. Brenna wiedziała, że swoje zrobiły także nazwisko, wpływy i że dziewczyna była wesoła, miła oraz inteligentna, ale nie łudziła się, że prasę to by interesowało, gdyby nie była aż tak oszałamiająca – no chyba że jej ojciec kupił ten tytuł, to wtedy może i ta uroda nie miałaby znaczenia. Teraz nie ciągnęła już jednak tematu, ani myśląc wspominać wprost o tym nieszczęsnym rankingu, całkiem zadowolona, że Figga uwadze zwyczajnie ten umknął.
Spojrzała na niego trochę zaskoczona. Nie zakłopotana – Brennę rzadko kłopotało mówienie o emocjach, i nigdy nie miała problemów z mówieniem, że jej na kimś zależy. Ot raczej nie spodziewała się, że Thomas powie coś takiego tutaj.
– Wiem, Tommy – zapewniła miękko, unosząc dłonie, by na moment położyć mu je na ramionach. Wiedziała, i tego trochę się bała: że naprawdę zostanie aż do końca. – I nawzajem. Wszystko w porządku? – zapytała, bo może jednak się myliła: może w życiu Thomasa jednak też ostatnio były obecne jakieś dramaty i potrzebował wsparcia, a ona durna to przegapiła.
I to mimo tego, że była świadoma, że praca jako łamacz klątw, zwłaszcza gdy wykonywał zlecenia zagraniczne, nie jest wcale prosta i że z pewnością był wystawiony na zagrożenia związane z czarną magią. Dwojakie: bo chodziło i o to, że ta mogła go skrzywdzić, i że bywała kusząca. Nawet dla niej, kusząc nie potęgą, nie władzą, nie nieśmiertelnością, których Brenna nigdy nie pragnęła, a możliwością dokonania zemsty.
– No chyba właśnie ustaliliśmy, że czytam w myślach, tak? – stwierdziła, odruchowo poprawiając rozczochrane włosy, chociaż rzecz jasna były w takim stanie, że teraz to pomogłaby im tylko wizyta u fryzjera. Nie żeby Brenna zdawała się tym szczególnie przejęta. – Pułapki, mechanizmy, pieczęcie, rozproszenie, klątwy, ciekawostki, o których nikt nigdy nie słyszał, szybka teleportacja i rozpoznawanie rodzaju ciastek po węchu – stwierdziła, a po jej twarzy przemknął uśmiech, gdy wskazała Thomasa palcem. – Ale po znaczenia run już do Morpheusa. Niezłe kształtowanie, ale jesteś trochę za wolny, żeby cię wysyłać na pierwszą linię – powiedziała, a uśmiech stał się odrobinę przepraszający, musiała jednak zdawać sobie sprawę z takich faktów. Cóż, ona z kolei potrafiła szybko reagować, za to na pułapkach, mechanizmach, pieczęciach i klątwach nie znała się ani trochę. I na pewno nie byłaby w stanie sama zabezpieczyć Księżycowego Stawu.
– Sam się wiele nie nauczysz. W klubie pojedynków też nie ani nawet w Srebrnych Różdżkach. Prawdziwy pojedynek nie ma honorowych zasad – mruknęła Brenna, dalej szarpiąc kosmyk włosów. – Też o tym myślałam, chociaż tu trudno ustalić grafiki, ćwiczyłam sporo z Mav, trochę z Heather i Dorą, ale przydałoby się to organizować regularnie. Chodzi ci ogólnie o reagowanie w pojedynkach, czy jakąś konkretną dziedzinę magii? Jeśli nie planujesz zabierać się za tę kłódkę teraz, możemy poćwiczyć tutaj choćby dzisiaj.
Nie była na to przygotowana, ale przecież mniej więcej o to chodziło. Nigdy nie byli przygotowani. A cóż, mogła przy okazji sama poćwiczyć parę dziedzin magii, w których kulała.
– Mogłabym spróbować z tymi zaklęciami, które mi nie wychodzą. Przeklęte zauroczenie – westchnęła, półżartem, półserio, bo z tym faktycznie radziła sobie słabiej niż z innymi dziedzinami magii. – O c z y w i ś ci e, że bym się dowiedziała. Mam swoje sposoby – zapewniła i dźgnęła go lekko łokciem w bok. Na przykład po tym, że wiedziałby, że tu jest. A poza tym mogła sprawdzić widmowidzeniem. Nie żeby naprawdę zamierzała to zrobić czy spodziewała się, że Thomas faktycznie ustawi taki system alarmowy…
Cóż… wzmianka o urodzie wynikała z tego, że Pandora była Turczynką. Zwracała uwagę swoim egzotycznym pięknem, poza tym po części na pewno to ta uroda zapewniła jej pozycję numer jeden w rankingu. Brenna wiedziała, że swoje zrobiły także nazwisko, wpływy i że dziewczyna była wesoła, miła oraz inteligentna, ale nie łudziła się, że prasę to by interesowało, gdyby nie była aż tak oszałamiająca – no chyba że jej ojciec kupił ten tytuł, to wtedy może i ta uroda nie miałaby znaczenia. Teraz nie ciągnęła już jednak tematu, ani myśląc wspominać wprost o tym nieszczęsnym rankingu, całkiem zadowolona, że Figga uwadze zwyczajnie ten umknął.
Spojrzała na niego trochę zaskoczona. Nie zakłopotana – Brennę rzadko kłopotało mówienie o emocjach, i nigdy nie miała problemów z mówieniem, że jej na kimś zależy. Ot raczej nie spodziewała się, że Thomas powie coś takiego tutaj.
– Wiem, Tommy – zapewniła miękko, unosząc dłonie, by na moment położyć mu je na ramionach. Wiedziała, i tego trochę się bała: że naprawdę zostanie aż do końca. – I nawzajem. Wszystko w porządku? – zapytała, bo może jednak się myliła: może w życiu Thomasa jednak też ostatnio były obecne jakieś dramaty i potrzebował wsparcia, a ona durna to przegapiła.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.