03.09.2024, 15:15 ✶
Jonathan roześmiał się na to zdanie, zupełnie nieświadomy tego, że przecież to całowanie się miałoby jakiś sens, a gdy oparła o niego głowę po prostu objął ją ramieniem, uśmiechając się przy tym.
– Oczywiście, możesz sobie tak mówić, ale prawda jest taka, że to ja mam rację – powiedział wciąż próbując zachować luźny ton głosu. A może gwiazdy po prostu dziwnie reagowały, bo widziały los tej dwójki, młodych wspaniałych czarodziejów, którzy wraz z resztą przyjaciół mieli zdobyć cały świat, a ich dusze świeciły jaśniej, niż Londyn nocą, i widziały, że ich rodziny wtłaczały ich w ramy, a których nie chcieli się znajdować. Małżeństwo... Ugh... To znaczy. Małżeństwo brzmiało miło. Budzić się codziennie przy kimś, komu się ufało, kogo miało się za przyjaciółkę... Ale nie w taki sposób. Było za wcześnie. No i nie z Lottie. Za bardzo ją na to kochał.
Na jej pytanie wzruszyłby ramionami, gdyby nie to, że właśnie się o niego opierała.
– Myślę, że niektórzy się po prostu zakochują i chcą mieć tego dowód, wiesz? Śluby są ładne, tak jak i prawdziwa miłość. A inni... Sam nie wiem. To chyba kwestia rodziny i presji. Albo ciąży i presji. – Zazwyczaj był znacznie większym romantykiem w tych sprawach, ale dzisiaj jakoś nie w głowie były mu romanse i wielkie deklaracje miłości. – Ale chyba nie dziwię się Nedowi, bo... – Zaraz. Zaraz, zaraz, zaraz. – Ned ci się oświadczył!?
I nie poprosił go o pomoc? Na Merlina czemu życie tak go karało? Charlotte miała już na koncie dwa oświadczyny, na które mógł jakoś wpłynąć i żadne nie były godne jej osoby! Jemu nawet nie kazali klękać, a jedynie oświadczyli, że są od teraz zaręczenia, a Ned... Ned z pewnością był romantyczny, ale mógł rozegrać to lepiej, bo na pewno nie załatwił Charlotte żadnego chóru, chociaż może to i lepiej, skoro nie wiedziała co odpowiedzieć.
Skierował spojrzenie na lśniące na jej zgrabnych palcach pierścionki.
– Zaczekałbym na twoim miejscu na prezenty ślubne. Wtedy nie musiałabyś się dłużej martwić wydatkami. Niektórzy pewnie dostarczą je na chwilę przed ślubem, tak by przygotować je do wielkiego otwierania podczas wesela – powiedział wzdychając ciężko, bo była to piękna myśl, ale przecież chyba nie możliwa. – No i to na pewno jeszcze bardziej zdenerwowałoby twoją matkę.
– Oczywiście, możesz sobie tak mówić, ale prawda jest taka, że to ja mam rację – powiedział wciąż próbując zachować luźny ton głosu. A może gwiazdy po prostu dziwnie reagowały, bo widziały los tej dwójki, młodych wspaniałych czarodziejów, którzy wraz z resztą przyjaciół mieli zdobyć cały świat, a ich dusze świeciły jaśniej, niż Londyn nocą, i widziały, że ich rodziny wtłaczały ich w ramy, a których nie chcieli się znajdować. Małżeństwo... Ugh... To znaczy. Małżeństwo brzmiało miło. Budzić się codziennie przy kimś, komu się ufało, kogo miało się za przyjaciółkę... Ale nie w taki sposób. Było za wcześnie. No i nie z Lottie. Za bardzo ją na to kochał.
Na jej pytanie wzruszyłby ramionami, gdyby nie to, że właśnie się o niego opierała.
– Myślę, że niektórzy się po prostu zakochują i chcą mieć tego dowód, wiesz? Śluby są ładne, tak jak i prawdziwa miłość. A inni... Sam nie wiem. To chyba kwestia rodziny i presji. Albo ciąży i presji. – Zazwyczaj był znacznie większym romantykiem w tych sprawach, ale dzisiaj jakoś nie w głowie były mu romanse i wielkie deklaracje miłości. – Ale chyba nie dziwię się Nedowi, bo... – Zaraz. Zaraz, zaraz, zaraz. – Ned ci się oświadczył!?
I nie poprosił go o pomoc? Na Merlina czemu życie tak go karało? Charlotte miała już na koncie dwa oświadczyny, na które mógł jakoś wpłynąć i żadne nie były godne jej osoby! Jemu nawet nie kazali klękać, a jedynie oświadczyli, że są od teraz zaręczenia, a Ned... Ned z pewnością był romantyczny, ale mógł rozegrać to lepiej, bo na pewno nie załatwił Charlotte żadnego chóru, chociaż może to i lepiej, skoro nie wiedziała co odpowiedzieć.
Skierował spojrzenie na lśniące na jej zgrabnych palcach pierścionki.
– Zaczekałbym na twoim miejscu na prezenty ślubne. Wtedy nie musiałabyś się dłużej martwić wydatkami. Niektórzy pewnie dostarczą je na chwilę przed ślubem, tak by przygotować je do wielkiego otwierania podczas wesela – powiedział wzdychając ciężko, bo była to piękna myśl, ale przecież chyba nie możliwa. – No i to na pewno jeszcze bardziej zdenerwowałoby twoją matkę.