• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Aleja horyzontalna v
« Wstecz 1 … 7 8 9 10 11 Dalej »
[Wiosna 1972, 26 kwietnia] Włamanie, Cisza przed burzą

[Wiosna 1972, 26 kwietnia] Włamanie, Cisza przed burzą
Czarodziejska legenda
Wilderness is not a luxury but a necessity of the human spirit.
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Czarodzieje dążą do zatarcia granicy pomiędzy jaźnią i resztą natury, wchodząc tym samym na wyższe poziomy świadomości. Część z nich korzysta do tego z grzybów, a część przeżywa głębokie poczucie spokoju i połączenia podczas religijnych obrzędów i rytuałów. Ostatecznie jednak ciężko opisać najgłębsze wewnętrzne doświadczenia i uznaje się, że każdy z czarodziejów odczuwa je na swój sposób. Zjawisko to nazywane jest eutierrią.

Eutierria
#1
19.01.2023, 00:41  ✶  
26 kwietnia, poranek
cisza przed burzą

Sprawa włamania do domostwa rodziny Shafiq nie zdążyła jeszcze wypłynąć do gazet. Byłyście jednymi z pierwszych osób, które dowiedziały się o całym zajściu - z samego rana wasz przełożony poinformował was, że doszło do incydentu w posiadłości jednej z bogatszych londyńskich rodzin czarodziejskich i zgłosili oni kradzież artefaktu, którego nie potrafiono dokładnie wycenić ze względu na małą wiedzę dotyczącą jego możliwości. Miałyście udać się na miejsce, przesłuchać świadków zdarzenia, a także zbadać budynek i poszukać śladów mogących rzucić na sprawę nieco więcej światła.

Kiedy pojawiłyście się na miejscu, waszym oczom ukazała się zadbana kamienica, za którą znajdował się ogrodzony wysokim murem pozornie niewielki, ale na tę okolicę naprawdę pokaźnych rozmiarów ogródek. Mając na uwadze panujący tu ścisk architektoniczny, było to z pewnością świadectwo wysokiej zamożności. Drzwi otworzył wam zestresowany lokaj, który co chwilę ocierał spocone czoło haftowaną chusteczką. To właśnie on przeprowadził was przez przydługi korytarz ozdobiony szeregiem rzeźb z przeróżnych materiałów, wprost do pomieszczenia przywodzącego na myśl salę muzealną. Tam, wśród wysokich gablot, w milczeniu stał pan domu - niski, zgarbiony mężczyzna o pucołowatych policzkach i skórze zniszczonej nie tylko od starości, ale i od nadmiaru słońca. Milczał. Nie przywitał się z wami. Dopiero po dłuższym momencie odwrócił się w waszym kierunku i zmierzył was zmęczonym spojrzeniem.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#2
19.01.2023, 13:44  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.01.2023, 13:45 przez Brenna Longbottom.)  
Takie wyzwania do siedzib rodów czystej krwi nie zdarzały się często, a przynajmniej nie zdarzały się Brennie. Rodziny takie jak Shafiq zwykle miały dość pieniędzy, aby zadbać o ochronę swoich skarbów i już samo to w jej oczach wskazywało na to, że albo złodziej był naprawdę utalentowany, albo miał wiele szczęścia, albo... powiązania z samą rodziną.
Intrygowało ją też, czy złodziejaszek przypadkiem nie wiedział o kamieniu więcej niż sami Shafiqowie, skoro połasił się właśnie na niego, a sama rodzina nie była pewna, jakie dokładnie miał właściwości. Na razie Brenna nie robiła jednak zbyt wielu założeń. I nawet w jej umyśle, wiecznie doszukującym się najczarniejszych scenariuszy, nie powstała ani jedna myśl o powiązaniu tej kradzieży z nadchodzącym Beltaine. Przed wyjściem za to zapakowała do przepastnej kieszeni płaszcza pudełeczko świec.
Cenny artefakt to raz. Dwa, chodziło o wpływowy ród. Brenna zawsze się starała w takich przypadkach, ale w tym wiedziała, że jeżeli zawalą, dowództwo je obwiesi. Już to, że na miejsce posyłano widmowidzkę i brygadzistkę ze słynnym nosem Bonesów wiele mówiło

Gdy zbliżyła się do posiadłości, nie od razu popędziła do drzwi. Najpierw przyjrzała się murowi, sprawdzając, czy istniały łatwe drogi jego pokonania inaczej niż za pomocą magii. Zerknęła na sąsiednie budynki i dom na przeciwko, pod kątem tego, z których okien dało się obserwować jeśli nie dom Shafiqów, to mury posiadłości. Same okna posiadłości rodu też stały się przedmiotem jej uwagi, podobnie jak balkony i same drzwi.
Nie zarzucała na razie Mavelle swoimi przemyśleniami. Przywitała lokaja i ruszyła za nim na spotkanie z panem domu.
- Panie Shafiq. Brenna Longbottom, Detektyw Brygady, Mavelle Bones, Brygadzistka - przedstawiła je obie uprzejmie. W takich sytuacjach nie mogła występować w swojej ulubionej roli dużo gadającego pajaca. - Przysłano nas, żebyśmy obejrzały miejsce kradzieży oraz z państwem porozmawiały.
Miała całą listę pytań, którą chciała mu zadać, a na przód wybijało się pięć. Powstrzymała się jednak, bo nie wypadało wyskakiwać z nimi tak na wejściu, zanim pan domu choćby się odezwał.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
broom broom
Throw me to the wolves and
I'll return leading the pack
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Mavelle Bones
#3
19.01.2023, 22:01  ✶  
Teoretycznie sprawa, jakich wiele. Ot, coś skradziono, więc trzeba wypytać, zrobić rozeznanie, sprawdzić, czy nie ma jakichś śladów, sporządzić stosowny raport, przeprowadzić dochodzenie i tak dalej, i tak dalej. Nie pierwsza, nie ostatnia sprawa tego rodzaju.
  Tyle że spośród wszystkich, jakie przerobiła dotychczas w swojej karierze, wyróżniała się tym, iż przestępstwo miało miejsce w domenie skądinąd bogatej rodziny; jakkolwiek by nie patrzeć, Shafiqowie musieli mieć wszelkie zabezpieczenia w małym palcu, biorąc pod uwagę, z czego byli znani, czym się zajmowali. Zapewne z powodzeniem mogliby swoimi zbiorami wypełnić kilka konkretnej wielkości muzeów, stąd też nie podejrzewała ich o lekkomyślność w zakresie zabezpieczania tych wszystkich artefaktów. Przecież taka skarbnica z pewnością musiała przyciągać uwagę chociażby kolekcjonerów, którzy również cenili sobie takie rzeczy…
  Stąd też cała sprawa, mimo że typowa, jednocześnie nie nadawała się do upchnięcia w szufladkę opatrzoną naklejką z napisem „pospolite złodziejstwo”. Zwłaszcza że, czego nie dało się nie zauważyć, do jej zbadania oddelegowano widmowidza i psi nos. W ten ostatni nieszczególnie pokładała teraz wiarę; być może upłynęło już zbyt wiele czasu, by dało się cokolwiek wyczuć, być może przez miejsce przestępstwa przewinęło się już zbyt wiele osób, by móc wyłowić z tygla zapachów coś konkretnego.
  Cóż, nie było co gdybać, okaże się na miejscu.
  Wstępne rozeznanie terenu to coś, co warto było zrobić – tak że sama dała znać Brennie, żeby chwilę na nią poczekała, po czym przeszła się wzdłuż muru, uważnie wąchając i łącząc to oczywiście z przyglądaniem się w poszukiwaniu detali sugerujących, że przekroczenie tej bariery nastąpiło w konkretnym miejscu. Nie liczyła na wiele, niemniej a nuż gdzieś pozostała jakaś nuta, którą skojarzy po ujrzeniu właściwego miejsca przestępstwa?
  Z lokajem się przywitała i posłała mu lekki, krzepiący – a przynajmniej taką miała nadzieję – uśmiech. Zdążył zniknąć z twarzy kobiety, zanim stanęły przed obliczem pana domu, którego przywitała uprzejmym skinięciem głowy. Pałeczkę przejęła Brenna, toteż pozwoliła jej mówić – nie było sensu wchodzić kuzynce w słowo, zwłaszcza że w zasadzie na ten moment niewiele byłaby w stanie dodać, o ile w ogóle cokolwiek.
  Pomijając pewne pytania, niemniej tak jakby nie wypadało od razu nimi zasypywać…


343
Czarodziejska legenda
Wilderness is not a luxury but a necessity of the human spirit.
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Czarodzieje dążą do zatarcia granicy pomiędzy jaźnią i resztą natury, wchodząc tym samym na wyższe poziomy świadomości. Część z nich korzysta do tego z grzybów, a część przeżywa głębokie poczucie spokoju i połączenia podczas religijnych obrzędów i rytuałów. Ostatecznie jednak ciężko opisać najgłębsze wewnętrzne doświadczenia i uznaje się, że każdy z czarodziejów odczuwa je na swój sposób. Zjawisko to nazywane jest eutierrią.

Eutierria
#4
21.01.2023, 02:15  ✶  
Jeśli byś się uparła, Brenno, można by się na ten mur wspiąć. Gdyby coś pod niego podstawić, to by się na niego weszło bez większego wysiłku. Można też było zeskoczyć na niego bezpośrednio z okna kamienicy obok. Ustawienie kamienic na Alei Horyzontalnej było naprawdę ciasne. Budynki przylegały do siebie, tworząc wiele dobrych punktów obserwacyjnych na okna. Te jednak były zaklęte - nie widziałaś nic, co znajdowało się w środku.

Mavelle, twoje uważne spojrzenie zbadało mur i nie dostrzegło żadnych nieprawidłowości.

Pan Shafiq wyglądał na kogoś naprawdę zawiedzionego i rozczarowanego. Zrobił kilka kroków w kierunku jednej z gablot, po czym zaczął gładzić palcami swój gęsty, zakręcony na końcach wąs.

- Witam was, panie Longbottom i Bones... - zamilkł na moment, jakby się nad czymś głęboko zastanawiał. - Oto i miejsce zbrodni. - Powiedział, nie ruszając się z miejsca. Wspomniana wcześniej gablota naprzeciwko niego nie była pusta, nie była zniszczona. Na czerwonej poduszce leżał szereg niby to zwyczajnych kamieni z wyrytymi na nich runami. Zdawały się tworzyć jakiś wzór, ale brakowało jednego. Bazując na tym, jak równe były odstępy, w których ułożono resztę, ten musiał być największy. Absolutny brak widocznych śladów włamania. Było tak, jakby ktoś otworzył srebrną kłódkę (teraz zamkniętą, zabezpieczającą gablotę przed otwarciem) i po prostu wyciągnął na zewnątrz to, co chciał zabrać. - Osobiście wyciągnąłem je z ziemi kilka kilometrów na wschód od Stonehenge. W wakacje, bo wtedy jeszcze pracowałem w Hogwarcie. Wiele, wiele lat temu, pewnie sporo lat przed tym, kiedy wy młode panie chodziłyście do szkoły..
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#5
21.01.2023, 11:45  ✶  
Rozczarowanie mężczyzny mogło wynikać z wielu rzeczy. Równie dobrze z kradzieży, jak i tego, że na miejsce przysłano mu dwie kobiety, z których w dodatku żadna nie była jeszcze siwa i pomarszczona. Brenna na informację, z której gabloty znikł kamień, podeszła do niej, choć niczego nie dotykała.
Spojrzenie Brygadzistki na moment przebiegło po innych rzeczach. Skoro sala przypominała salę muzealną, mogła chyba wykluczyć chęć wzbogacenia się jako motywację kradzieży… Potem spojrzała na drzwi, jakby oceniając ich solidność i w stronę okien, jeżeli tu były: czy wyglądały na zabezpieczone zaklęciami? Ponoć nie było śladów włamania, co sugerowało, że takich nie zdjęto…
- Na początek mam kilka pytań, proszę pana – powiedziała uprzejmie, wyciągając z jednej z licznych kieszeni notes oraz ołówek. Zazwyczaj mówiła szybko, ale zadając pytania starała się robić to wolno, wyraźnie, by rozmówca na pewno zrozumiał i nie miał problemy z wyłapaniem dokładnych informacji ze słowotoku.
– Kiedy dokładnie ktoś z państwa ostatni raz widział artefakt? – Słyszała, że do kradzieży doszło w nocy, ale jeżeli nikt z nich nie był tu poprzedniego wieczorem, to już trzeba było to potwierdzić. – Kto ma dostęp do tego pomieszczenia? Konsultowali państwo z kimś sprawę kamieni? Zwłaszcza ostatnio, skoro były tutaj już od wielu lat, a znikły dopiero teraz. Czy wiele osób wiedziało w ogóle o jego istnieniu i znalezieniu?
Nie miała czasu zrobić badań na ten temat. Wysłano je tu natychmiast po zgłoszeniu. Niestety, temat kamieni tego typu nigdy jej nie interesował. Shafiqowie mogli więc równie dobrze pilnie strzec sekretu kamieni, jak zamieścić ich zdjęcia w prasie. (Oby nie, bo to drugie zwiększyłoby im krąg podejrzanych do nieprawdopodobnych rozmiarów. Choć od czasu Hogwartu, niestety, nestor rodu pewnie zdążył pokazać te kamienie setkom ludzi.) Sprawa stawała się nieco niepokojąca głównie z dwóch powodów.
Przez lata nikt nie zainteresował się kamieniami, a teraz znikł jeden z nich, choć w tym domu na pewno była masa innych, cennych rzeczy…
- Jakich umiejętności w pańskiej ocenie potrzeba, by przełamać zabezpieczenia domu i gabloty?
Ostatnie pytanie starała się sformułować dyplomatycznie. Zapytanie o to, jakie dokładnie są zabezpieczenia mogłoby być źle widziane, w końcu mieli tu wiele cennych rzeczy. Ale jeśli były jakieś specjalne zamki, klątwy i tym podobne, to mogło sugerować albo co potrafił włamywacz… albo że wcale nie musiał się włamywać. Znalazł jakiś inny sposób na wejście do środka.
Oczywiście, Brenna nie zamierzała tego mówić na głos. Ale tak na dzień dobry na szczycie podejrzanych stali: członkowie rodziny, współpracownicy rodziny oraz ewentualnie „przyjaciele”.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
broom broom
Throw me to the wolves and
I'll return leading the pack
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Mavelle Bones
#6
21.01.2023, 22:27  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.01.2023, 23:00 przez Morgana le Fay.)  
Z czegokolwiek wynikało rozczarowanie ich przewodnika – miała to serdecznie w głębokim poważaniu. Nie znajdowała się tu po to, by spełniać czyjekolwiek oczekiwania, tylko po to, by zbadać sprawę, pochwycić trop i dojść po nitce do kłębka.
  O ile to w ogóle było możliwe, w co w pierwszej chwili zwątpiła, gdy ujrzała gablotę zdającą się być całkowicie nietkniętą. Z drugiej strony… brak jakichkolwiek zniszczeń ukierunkowywał myśli na pewne tropy. Chyba że…?
  - Zastaliście gablotę dokładnie w takim stanie, w jakim jest teraz? To znaczy, czy kłódka była zamknięta, tak jak i gablota czy może ktoś z państwa zamknął? Jeśli była zamknięta – gdzie są przechowywane klucze do niej i kto ma do nich dostęp? – dorzuciła swoje pytanie, okrążając gablotę i uważnie lustrując każdy jej detal. Skupiała się też na zapachach – być może jakaś woń mogłaby zwrócić uwagę Mavelle? Co nie było równoznaczne, oczywiście, iż oznaczało to, że dokładnie ten zapach miałby Bonesównę doprowadzić do celu. Ot, po prostu wstępne rozeznanie, zresztą, mając taki nos? Na dobrą sprawę trudno było ignorować wszystkie nuty „wiszące” w pobliżu, a z zatkanym przecież chodzić nie będzie. To niemalże jak ucięcie sobie ręki.
  Ten element stanowił jedynie uzupełnienie; za wcześnie wszak, by w pełni się na nim opierać.
  - Czy do tego pomieszczenia jest jakieś inne wejście? – kolejne pytanie. Oczywiście nie miała na myśli okien – o ile w ogóle się znajdowały w tej konkretnej sali – które na dobrą sprawę też znajdowały się na prywatnej liście Mav jako „do sprawdzenia”.
  - I czy któraś z osób wiedzących o ich istnieniu mogłaby być na tyle nimi zainteresowana, żeby posunąć się do kradzieży? – uzupełniła pytanie Brenny. Och, szkoda, że wedle informacji, jakie miała, Shafiqowie sami niezbyt wiedzieli, co dokładnie mają w swoich zbiorach. To na dobrą sprawę też mogłoby dać jakieś konkretne wskazówki – znając przeznaczenie kamieni, być może dałoby się odgadnąć cel, jaki mógł przyświecać kradzieży jednego z nich.

309/652
Czarodziejska legenda
Wilderness is not a luxury but a necessity of the human spirit.
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Czarodzieje dążą do zatarcia granicy pomiędzy jaźnią i resztą natury, wchodząc tym samym na wyższe poziomy świadomości. Część z nich korzysta do tego z grzybów, a część przeżywa głębokie poczucie spokoju i połączenia podczas religijnych obrzędów i rytuałów. Ostatecznie jednak ciężko opisać najgłębsze wewnętrzne doświadczenia i uznaje się, że każdy z czarodziejów odczuwa je na swój sposób. Zjawisko to nazywane jest eutierrią.

Eutierria
#7
29.01.2023, 03:17  ✶  
Uważne oczy pani detektyw nie odnajdywały niczego, co mogłoby wydać się podejrzane. Przestrzenna sala nie posiadała widocznych zabezpieczeń, ale można było domyślić się, że takie zaklęcia często pozostawały po prostu niewidoczne.

- Oczywiście, proszę pytać - powiedział, przenosząc spojrzenie na Brennę. Kiedy zaczęłaś mówić, wpierw uśmiechnął się szeroko, następnie dodał: jest pani naprawdę rozgadana…

Nim zaczął odpowiadać, wziął głęboki wdech.

- Jakie było pierwsze pytanie…?

Niepewność w jego głosie zawierała również jakąś nutę nieśmiałości.

- Ah tak, kiedy go ostatnio widzieliśmy… Wczoraj, pani Longbottom. Codziennie wieczorem gabloty są czyszczone i nikt nie doniósł mi o żadnej nieprawidłowości. Co do konsultacji… domyśla się pewnie pani, że najwięksi specjaliści zamieszkują to domostwo, więc nie było tych osób zbyt wiele, ale tak - znalazło się w dawnych czasach kilkoro doświadczonych czarodziejów zainteresowanych ich historią, jednakże żaden z nich nie zawiesił na nich oczu zbyt długo - zainteresowanie innymi przedmiotami było o wiele większe. Wielu wiedziało o kamieniach, są przecież częścią tutejszej wystawy. Ostatnio jednak: nic - pustka. Była to sytuacja zupełnie niespodziewana.

Raz jeszcze potarł dłonią swoje wąsy.

- Niezwykłych - przyznał, odpowiadając na pytanie dotyczące umiejętności, jakie musiał posiadać włamywacz. - Ani to zwykłe szkło, ani to zwyczajna kłódka. Ani to zwyczajne drzwi, ani zwyczajne okna. Mógłbym się naprawdę długo rozwodzić nad ilością tutejszych zabezpieczeń, ale czy to ważne w świetle tego, że żadne z nich nie zostało nawet dotknięte? Wygląda pani na mądrą osobę. Pewnie wie już pani, do czego dążę… - I wtedy znów posmętniał.

- Tak, nikt jej nie dotykał… A klucze do gablot znajdują się w moim gabinecie. Teraz jednak - pęk przypięty do jego spodni zabrzęczał głośno, kiedy przerzucił ciężar z jednej nogi na drugą - mam je przy sobie.

Ponownie odetchnął. Widać było, że nie czuł się komfortowo mówiąc aż tyle. Od odpowiadania na pytania zaschło mu w ustach. Pan Shafiq był stary. Tak stary, że jego dłonie drżały bez powodu, kiedy podpierał się o laskę.

- Dwie pary drzwi, z których oba prowadzą do korytarzy. Pierwszy prowadzi do wyjścia z budynku, drugi do sieci innych pomieszczeń.

Słysząc ostatnie z pytań, zmarszczył brwi.

- Nie wiem, pani Bones. O tych kamieniach wie wiele osób, od moich uczniów, przez znajomych, po moje dzieci, wnuków i prawnuków. Ich istnienie nie było sekretem, sekretem było zaś ich zastosowanie. To chyba najbardziej irytujące, że ktoś zrozumiał je lepiej niż ja.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#8
29.01.2023, 17:02  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.01.2023, 17:10 przez Brenna Longbottom.)  
Brenna uśmiechnęła się tylko lekko na podsumowanie, że jest bardzo rozgadana. Mężczyzna nie miał okazji widzieć jej w trybie "prawdziwego" rozgadania: w tej chwili starała się mówić bez ozdobników, wolniej niż zwykle i zadawać wyłącznie ważne pytania. Ba, kiedy skończył odpowiadać, milczała długą chwilę, układając sobie fakty, i jeszcze notując w notatniku.
- Kto czyści gabloty, panie Shafiq? - spytała. Od razu przyszło jej do głowy, że skoro "nie doniesiono mu o nieprawidłowościach", to niekoniecznie oznaczało, że tych nie było. - I kto ewentualnie miałby możliwość dostać się bez większego problemu do pańskiego gabinetu?
Nie skomentowała jego słów, co do tego, do czego dąży. Bo najwyraźniej mężczyzna myślał to, co ona: że podejrzanym był ktoś z bliskiego kręgu. Ale rzucenie mu tego w twarz wciąż wydawało się... trochę drastyczne. Zresztą prowadząc śledztwo lepiej było nie dywagować, bo późniejsze dane często stawały całość na głowie.
To, co podejrzewała, było jednak jasne w świetle kolejnych słów.
- Będziemy wdzięczne za dostarczenie Brygadzie listy z nazwiskami wszystkich pracowników i osób, które miały ostatnio tu dostęp - powiedziała, ale i nie jakoś z wielką stanowczością, bo... cóż. Znając rody czystej krwi, nie zdziwiłaby się, gdyby nie chciał ich udzielić.
Skoro ktoś rozumiał pochodzenie czy zastosowanie kamieni, dość oczywiste było niby, że musi się znać na runach. Ale też niekoniecznie ukradł kamień osobiście. Mógł przecież opłacić pracowników.
Rozejrzała się po pomieszczeniu, przechodząc powoli wzdłuż gablot. I zaglądając do tej, gdzie stały kamienie z układu – obojętnie czy zamkniętej czy otwartej. Przyjrzała się i jednym, i drugim drzwiom, zwłaszcza zamkom: czy wyglądały na uszkodzone, czy ktoś miał klucz do tych? Bo zwykła alohomora pewnie nie mogła ich otworzyć. Nie miała zbytniej nadziei, że dostrzeże jakieś ślady, ale musiała spróbować. Powstrzymała chęć wypytywania dalej. Gospodarz był chętny do współpracy… ale też wyraźnie zmęczony.
- Czy można tu używać magii? Oczywiście, nie zagrażającej eksponatom. Nie chcemy nadużywać pańskiej uprzejmości, ale byłybyśmy wdzięczne, jeśli mogłybyśmy zostać tu na kwadrans same. Obiecuję, że niczego nie dotkniemy, ale musimy rzucić parę zaklęć. Cudza obecność może nas rozproszyć.
A przynajmniej ją, kiedy będzie próbowała widmowidzenia. Wiedziała, że szanse są nikłe, musiała jednak spróbować.
- Na razie zaczniemy od tego… - mruknęła, unosząc różdżkę, jeśli mężczyzna nie protestował. I to nie czekając, aż wyszedł, bo z zaklęciem tropiącym mogła spróbować i w jego obecności, a mógł coś zauważyć przydatnego. Wprawdzie bywało tu na pewno mnóstwo osób i zabezpieczeń nie złamano, ale jeżeli udałoby się jej rzucić czar ujawniające ślady niedawnej bytności magicznych stworzeń i osób – to zawsze byłby jakiś początek. Na przykład widząc ślady stóp kogoś idącego do gabloty ich rozmiar albo rodzaj buta już by coś mówił...
- Appare Vestigium.

Odkryj wiadomość pozafabularną
Nie wiem, czy rzucać, czy z góry zakładane będzie coś, ale na wszelki wypadek…
Percepcja:
Rzut Z 1d100 - 76
Sukces!


Kształtowanie:
Rzut PO 1d100 - 76
Sukces!


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
broom broom
Throw me to the wolves and
I'll return leading the pack
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Mavelle Bones
#9
29.01.2023, 22:41  ✶  
Łowiła z uwagą każde słowo, jakie wypowiadał Shafiq. Zabezpieczenia nienaruszone, kłódka zamknięta, wskazywało to raczej na kogoś, kto doskonale znał działające tu przeszkody, mające za zadanie uniemożliwić osobom niepowołanym położenie rąk na artefaktach. I ktoś najwyraźniej musiał mieć dostęp do gabinetu. Chyba że jakimś cudem jednak potrafił wszystko ominąć, przeniknąć niczym duch…
  … tyle że ducha raczej nie podejrzewała o złodziejstwo. Z bardzo prostej przyczyny: jak mógłby utrzymać mocno materialny przedmiot i jednocześnie przenieść go przez fizyczne bariery.
  - Czy nie odnieśliście wrażenia, że w gabinecie jest coś nie tak? Nie mówię nawet o dziś, ogólnie w ostatnim czasie? Klucze, rozumiem, leżały tam, gdzie je zostawiliście? – zadała kolejne pytanie – Rozumiem, że te wejścia również sprawdzaliście i są one nienaruszone – bardziej stwierdziła niż spytała, wierząc, iż przy takiej ilości zabezpieczeń rodzina ta raczej doskonale wiedziała, czego szukać, co sprawdzić. Co nie szkodziło w dopytaniu, bo a nuż ktoś jednak nie pomyślał…? W całej panice wokół zniknięcia artefaktu łatwo było zapomnieć o pewnych detalach – W każdym razie, będę chciała je obejrzeć – zaznaczyła – I klucze też, jeśli pan pozwoli. Czy ktoś poza panem dziś ich dotykał? – wprawdzie miała myśl, iż ktoś po prostu klucze dorobił, ale równie dobrze złodziej mógł wykazać się nadzwyczajną uprzejmością i odłożyć je na miejsce. Choćby po to, żeby opóźnić moment odkrycia kradzieży.
  Rzecz jasna, prowadziło to do jednego: przede wszystkim obwąchania, czy przypadkiem nie przylepiła się do nich jakaś woń. Dopiero potem chciała je obejrzeć, tknięta kolejną myślą – może stanowiły podróbkę? Może coś w nich na to wskazywało…?
  - Będę też potrzebowała spotkać się z osobami, które tu ostatnio wchodziły – nie prosiła o przynależące do nich przedmioty, nie chcąc ryzykować, że dostanie takie, które okażą się bezwartościowe pod kątem zapachu. A też dziwnie było prosić o niewyprane koszule czy spodnie...
  Prawdziwe wąchanie dopiero miało się zacząć – dopiero po tym, gdy – jeśli – mężczyzna raczył je zostawić same, zgodnie z życzeniem Brenny. Zaczęła od okien, następnie skupiając się na wejściach do pomieszczenia. Każdą wyłapaną woń starała się dokładnie zapamiętać, żeby móc zestawić ją z wszystkimi potencjalnymi delikwentami, o ile Shafiq zgodzi się spełnić prośbę Bones.

345/997
Czarodziejska legenda
Wilderness is not a luxury but a necessity of the human spirit.
wiek
sława
—
krew
—
genetyka
—
zawód
Czarodzieje dążą do zatarcia granicy pomiędzy jaźnią i resztą natury, wchodząc tym samym na wyższe poziomy świadomości. Część z nich korzysta do tego z grzybów, a część przeżywa głębokie poczucie spokoju i połączenia podczas religijnych obrzędów i rytuałów. Ostatecznie jednak ciężko opisać najgłębsze wewnętrzne doświadczenia i uznaje się, że każdy z czarodziejów odczuwa je na swój sposób. Zjawisko to nazywane jest eutierrią.

Eutierria
#10
03.02.2023, 10:23  ✶  
Im więcej pytań zadawałyście, tym bardziej zmartwiony wydawał się pan Shafiq. Oczywiście nic o dyskomforcie nie wspomniał, nie zaproponował też, abyście usiadły. Po prostu stał w bezruchu i wyglądał tak, jakby do niego powoli docierało to, co musiało wydarzyć się w tej sali. A być może wiedział już wcześniej, tylko teraz, kiedy go zalałyście gradobiciem pytań, odnalazł w waszej postawie potwierdzenie swoich obaw.

- Służba, panno Longbottom. Zatrudniamy czarodziejów i charłaków. Sporządzimy wam tę listę, oczywiście. Ale chcę zauważyć jedną, ważną rzecz, zanim ktokolwiek pomyśli, że jestem pewny o ich winie i o wadze ich winy...

Ruszył się wreszcie. Wykonał kilka kroków po sali.

- Spójrzcie. Oto gobelin, który wart jest więcej niż cokolwiek, co wskażecie palcem wokół niego. Razem wzięte. A jednak tu wisi. Wszystko wisi nietknięte. Moi synowie od rana robili tutaj remanent, aktualnie znajdują się w piwnicach i tam też - brak zmian, drogie panie. Ktoś ukradł rzecz niepozorną, zagadkową. Próbuję wierzyć w to, że zrobił to z czystej ciekawości. Tak sobie myślę, że to naprawdę jeden z moich byłych studentów. Może ktoś, z mojej przeszłości... - Ale kto? Nie wiedział. Lub też nie chciał się tą myślą podzielić.

- Niech jej pani używa z rozsądkiem, panno Longbottom. Jeżeli rzuci panna czymkolwiek w pobliżu eksponatu, niezdjęte zaklęcia zostaną wycelowane w rzucającego nawet szybciej, niż można się tego spodziewać.

Nim odpowiedział Mavelle, Shafiq zastanowił się dłużej.

- Nie tak? Gdzieżby. Niezwykłego? Też nie sądzę. To miejsce zawsze było pełne ludzi i ich opowieści i teraz też było. Pani Malkin, wiecie pewnie, szwagierka właścicielki tegoż sklepu nieopodal, jedna z osób zatrudnionych do opieki nad naszymi eksponatami, zarządza tymi kluczami zwykle. Ostatnio miała je w większości ona, zwłaszcza że pani Bings od niedawna spodziewa się dziecka i godziny jej pracy, ograniczone są... no wiecie, same jesteście kobietami. A wejścia, no tak, oczywiście, one również zostały sprawdzone. Sprawa wygląda tak, panno Bones, że zbudowaliśmy tutaj fortecę, aby chronić tych przedmiotów.

Pan Shafiq przeszedł się w stronę wyjścia z pomieszczenia, gestem zapraszając Mavelle ze sobą. Uznał bowiem, że skoro Longbottom chciała tu zostać, a Bones porozmawiać z jego pracownikami, to przyjdzie im się tu rozdzielić. Stanął w drzwiach, gotów do dalszej drogi, trzymając w suchej dłoni ten wcześniej wspomniany pęk kluczy. Być może nie chciał też, aby kobiety zostały tu same. Z kluczami i z eksponatami. Ewidentnie wierzył w to, że dało się wydobyć je ze skrytek, jedynie zdejmując kłódki z zawiasów.

Nim zniknęli za drzwiami, rzucił okiem na zaklęcie Longbottom. Tam, w złotym pyle kształtowały się już ślady ludzi i nieludzi. Kroki różnych osób - panien z dobrych domów wśród odcisków psich łap. Tylko dwa mogły przyciągnąć uwagę. Postać, której złoty pył nie potrafił do końca ukształtować, jakby nie dało się stworzyć nawet zarysu obuwia, w zamian prezentował złote plamy w miejscu, gdzie stanęła jego noga.

Wśród tych mniej i bardziej ciekawych obserwacji, mogłaś wyłapać Brenno pracowników zatrudnionych przez pana Shafiq. Odciski pantofli przy każdej z gablot po kolei. Na tyle blisko, aby bez problemu sięgnąć je ręką, o ile szklana pokrywa byłaby otwarta.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (1476), Eutierria (1356), Mavelle Bones (1573)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa