Pokiwał ze zrozumieniem. Jak to powiadają, jeśli masz miękkie serce, to musisz mieć twardy tyłek. W przypadku Nory dochodziła jeszcze całkiem dobrze rozwinięta umiejętność walczenia o swoje i niedawania sobie w kaszę dmuchać. Już nawet w szkole całkiem ją to wyróżniało na tle rówieśniczek, gdyż pomimo dobrego serduszka, nie wpasowywała się w stereotyp szarej myszki, która jakimś cudem unikała uwagi innych i dawała sobą pomiatać. Panna Figg nigdy w życiu nie pozwoliłaby sobie, żeby ktoś ją tak traktował! I bardzo dobrze.
— Jeśli naprawdę chcesz zacząć tę rozmowę, to będę potrzebował dużo więcej tych kolorów drinków — zastrzegł Erik i aż się wzdrygnął na samo brzmienie słowa zwolennicy. Określenie "sojusznicy" brzmiało o wiele lepiej.
Wszyscy najwidoczniej widzieli go jako idealnego kandydata na to stanowisko. Jeszcze trochę i dojdzie do tego, że obecnie im tam panująca Ministra Magii sama zrzeknie się stanowiska na jego rzecz. Jego ciałem ponownie wstrząsnęły dreszcze. Jeszcze takiego koszmaru na jawie mu brakowało pośród tego wszystkiego. Pokręcił gwałtownie głową, jak gdyby gest ten mógł wygnać wszelkie niepotrzebne myśli spod jego czupryny i wyrzucić na wycieraczkę przed lokalem.
— To się nazywa duch walki. Najpierw wypad do baru, teraz karaoke, jeszcze trochę i pójdziesz ze mną na spotkanie klubu pojedynków. Mogłabyś opłacić ludzi, żeby przychodzili na Twoje walki z transparentami reklamującymi kawiarnię — Wyszczerzył się do blondynki, prowadząc ją w kierunku podwyższenia.
[a]Cieszył się, że Nora nawet się nie zająknęła, co by nie rzucić nawet najmniejszym słowem sprzeciwu wobec ich planów. Może jego naturalna charyzma w tym przypadku zadziałała? Kto wie. W ciągu tak długiej znajomości wyczuwali już siebie na tyle dobrze, że wiedzieli, na co mogą sobie pozwolić, a kiedy najlepiej jest po prostu poddać pojedynek.
Czasami były też takie chwile, gdy zachęcenie do czegoś drugiej strony wydawało się tylko względnie niemożliwe. Niczym wejście do salonu Gryffindoru skryte za obrazem Grubej Damy. O ile nie znało się hasła, można było zapomnieć o wejściu do środka. Ale jeśli człowiek znał parę sztuczek... Wtedy mógł nieco pokombinować.
Jak na przykład teraz, pomyślał, spoglądając z przestrachem na kolejne litery. Chyba tylko uścisk ze strony przyjaciółki sprawił, że po prostu nie zamilkł, ryzykując, że zwrócą na siebie jeszcze większą uwagę. Skoro już się zgłosili i zaczęli śpiewać, to mimowolnie niektórzy ku nim zerkali. Gdyby przestali zauważono by to.
— I met girl crazy for me — kontynuował, przedłużając niektóre słowa, zgodnie ze wskazówkami magicznego telepromptera w formie zawieszonego w powietrzu tekstu w piosenki. Pozwolił Norze zaśpiewać jej linijkę, po czym zaśpiewali w duecie: — Summer days driftin away tu uh-oh those summer nights.
Jeśli do tej pory mieli jakiekolwiek problemy z pełnym zaangażowaniem się w tę dosyć nietypową jak na nich rozrywkę, to atmosfera panująca w barze, alkohol krążący w żyłach lub po prostu euforia z dobrej zabawy na scenie sprawiła, że się rozkręcili. Czy śpiewali idealnie i przy barze czekał już na nich agent chcący podpisać umowę na tournée po całej Europie?
Absolutnie nie, jednak poświęcenie się fałszowaniu i podkreślanie podczas karaoke co drugiego słowa z całą pewnością pozwoliło im zapomnieć o tych problemach. Gdy w lokalu rozbrzmiały ostatnie dźwięki piosenki, Erik wraz z Norą zeszli z podwyższenia, a po odebraniu krótkich i mało intensywnych owacji, zaszyli się z powrotem przy swoim stoliku, który oddali w ręce innych gości dopiero późną nocą.
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞