adnotacja moderatora
Rozliczono - Florence Bulstrode - osiągnięcie Pierwsze koty za płoty
Florence Bulstrode zazwyczaj była obsesyjnie wręcz punktualna. Na wszelkich umówionych spotkaniach pojawiała się ze zdumiewającą dokładnością równo pięć minut przed wyznaczonym czasem. Chyba że chodziło o dyżury w pracy - na te zwykle przychodziła od pół godziny do kwadrans wcześniej. Tym razem jednak do restauracji na Pokątnej weszła równo o czasie. Przyczyną takiego stanu rzeczy był młody chłopak, który omal jej nie przewrócił i wytrącił jej torebkę z ręki.
Florence była z tego powodu trochę zirytowana. Nie dość, że omal się nie spóźniła, to jeszcze torebka ubrudziła się w błocie, a choć uzdrowicielka wyczyściła ją za pomocą różdżki bardzo starannie (zaklęcia sprzątające i czyszczące miała opanowane tylko trochę słabiej niż te leczące), zerkała jednak wciąż na nią trochę nerwowo, jakby w obawie, że skóra wciąż jest zawilgocona. Tuż przed progiem po raz ostatni upewniła się, że tak, zaklęcie na pewno podziałało, i nie, nie ubrudziła sobie przy okazji niebieskiej, długiej spódnicy ani ciemnego płaszcza
Ktoś mógłby pomyśleć, że taka dbałość o wygląd zwiastuje bardzo ważne spotkanie biznesowe albo wyczekiwaną randkę. Tymczasem chodziło tylko o przyjacielski posiłek ze znajomym, a wszystko, co Florence robiła, było odruchem, tak głęboko w niej zakorzenionym, że chyba nawet nie zdawała sobie z tego sprawy.
- Rezerwacja stolika na szesnastą, na nazwisko Bulstrode – poinformowała jednego z pracowników, rozglądając się z ciekawością. W środku pełno było roślin, a bezpośrednio na jednej ze ścian namalowano malunek, przedstawiający włoskie, nadmorskie miasteczko: pełne kolorowych domów nad brzegiem morza, pośród których roiły się ruchome, ludzkie sylwetki. Restauracja została otwarta niedawno, przy Pokątnej, i zajmowała parter oraz pierwsze piętro budynku. Specjalnie na jej potrzeby na piętrze dobudowano nawet taras, gdzie również wystawiono stoliki, dogrzewane specjalnymi zaklęciami. Z tego, co słyszała, właściciel był Włochem, podobnież jak spora częśc personelu.
Po części dlatego wybrała to miejsce. Mieszkając na Horyzontalnej wszystkie inne knajpy, bary i restauracje w ulicy znała na pamięć i to mimo tego, że rzadko w nich bywała.
Pozwoliła, by pracownik zabrał płaszcz, strzepnęła niewidzialny pyłek z rękawa granatowej koszuli i ruszyła do wskazanego stolika. Nie była pewna, czy William już się pojawił, ale nie byłaby zaskoczona, jeżeli jeszcze go nie było. Prawdopodobnie Florence nie zdenerwowałaby się nawet specjalnie, gdyby Lestrange całkiem zapomniał o spotkaniu – w latach szkolnych miała okazję wyrobić sobie o nim zdanie i była absolutnie pewna, że jakiś ważny eksperyment mógłby go pochłonąć na tyle, aby pomylił godziny, dni, a kto wie, czy nawet nie miesiące.