• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[29.08.72 | Księżycowy Staw] Zabiorę twój ból... Jak ocean zabiera brudny piach

[29.08.72 | Księżycowy Staw] Zabiorę twój ból... Jak ocean zabiera brudny piach
Good Boy
I've got a twisted way of making it all seem fine
wiek
30
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Wysoki na metr i dziewięćdziesiąt centymetrów co do milimetra - no więc wysoki, ale za to z drobną budową ciała. Czarne, kręcone włosy i ciemne oczy. Twarz pokryta kilkudniowym zarostem zdradza, że niezbyt dba o siebie.

Thomas Figg
#11
29.10.2024, 05:02  ✶  
- Yyyy, że są na świecie rzeczy o które warto walczyć? Chyba, tak, nie wiem w sumie - zakończył dość mętnie  bo nie był do końca pewny tego co sam chce powiedzieć. Ciężko było odnaleźć się w sytuacji, gdy cały czas żyjesz dla innych i teraz nagle musisz zrobić coś dla siebie. Do tej pory myślał, że zamiast serca ma pustkę, której nic nie zapełni. A teraz?
Nic jej nie zapełni, jesteś dziurawy, wybrakowany i zawsze będziesz
Zignorował głos skupiając się na Millie i wiodąc za nią wzrokiem z zaciekawieniem.
Mina mu nieco zrzedła kiedy podała powód, dla którego żonkile nadal były w wazonie, ale starał nie dać po sobie o tym poznać.
Biedny Thomasek łudził się, ze zatrzymała jej specjalnie? Nie jesteś ważny, daruj sobie
Zamknij się, wiem wszystko znam to powiesz, jesteś nudny - rozmowa ze samym sobą we własnej głowie. Nie mógł prowadzić tej gry, teraz chciał skupić się na Millie, a do tego nie mógł się rozpraszać i prowadzić wewnętrznych dialogów.
Wiedział o niej to i owo, zdążył już w dyskretny sposób wypytać, co prawda tylko Norę i Brennę, bo wiedział, że one nie będą zbyt podejrzliwe, zresztą Nora znała od podszewki "problem uczuciowy" swojego brata - po tym jak wyrzygał jej wszystko co go dręczyło. Może nie znał jej na wskroś, o wielu rzeczach nie wiedział, ale też nie przychodził tu jedynie z wyimaginowanym wyobrażeniem o Moody.
I dobrze, ale spokojnie, przecież cała szkoła wiedział o twoich podbojach przestworzy, ona nie może być wyjątkiem - głos nie dawał za wygraną uderzając tam gdzie miało boleć. Co prawda Thomas ukrywał się pod maskami, opanowując uśmiechniętą wersje siebie do niemal perfekcji.
- Bzdura - wypalił z miejsca, bo wiedział, że to nieprawda. - Gdyby nie ty i twoje pomysły to męczylibyśmy się z poltergeistem przez kilka dni - taka była przecież prawda, bazowali głownie na jej pomysłach wtedy, to ona wzięła na siebie brawurowe zaganianie tego stwora na strych, gdzie mieli go uwięzić.
- Gdyby ktoś faktycznie myślał, że jesteś kretem to myślisz, że by pozwalali ci brać udział w spotkaniach czy znajdowali wymówki, abyś w nich nie brała udziału? - spróbował logiki, co prawda nie miał pojęcia kim jest ten cały Louvian, ale nie pytał, nie chciał wiedzieć. - Niech tylko ktoś zbierze się na odwagę powiedzieć to głośno, będzie musiał przebrnąć przeze mnie - stwierdził twardo, bo choć zazwyczaj nie wtrącał się do sprzeczek innych, tak tutaj nie stałby z boku.
Nie chcesz wiedzieć, bo wiesz, że nie ma dla ciebie tu miejsca i chcesz tylko odwlec nieuniknione
Przymknął oczy zbierając się w sobie, może gdyby nie był tak popierdolony życie byłoby łatwiejsze? Bo chciał, czuł że musi walczyć, ale z drugiej strony nie potrafił ani trochę rywalizować.
Obserwował jak pozbywa się starych kwiatów. - Oby nikt nie przechodziło pod oknem teraz, bo się mocno zdziwi czym pada - rzucił nieco rozbawiony, bo wyobraził sobie, jak ktoś z Zakonu przechodzi akurat tam na dole pod oknem Millie.
Czy chciał się napić? To dobre pytanie, nie zakładał tego, chciał z nią porozmawiać z możliwie jak najczystszym umysłem, ale może to też była odpowiedź, zamiast na siłę szukać odpowiedzi po prostu popłynąć i pozwolić sobie swobodnie odkrywać łączącą ich relację?
Znowu wszystko będzie jedynie wymysłem twojej pijanej wyobraźni, nic się nie stanie naprawdę!
- Tak chętnie - powiedział  ignorując słowa w swojej głowie i podnosząc się z podłogi.- Karmelówkę? Oh tak, a potem zaśpiewamy, że chuj z nimi po świt - rzucił nie precyzując o kogo mu chodziło dokładnie. Z zaciekawieniem podszedł do drugiego łóżka widząc na nim stertę niedokończonych obrazów i szkiców. - Mogę rzucić okiem? - zadał jeszcze pytanie zatrzymując się, zanim zacznie w nich grzebać i patrząc na Millie, wszak nie zamierzał grzebać w jej rzeczach bez pozwolenia.
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#12
06.11.2024, 00:06  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 06.11.2024, 00:06 przez Millie Moody.)  
Czuła się dziwacznie i niezręcznie.

Czuła się nie na miejscu.

Przed chwilą na dole coś mocno zjebała, oskarżenia Heather wciąż świdrowały jej mózg, a teraz Thomas przyszedł tu ewidentnie pod wpływem i napierdalał coś o uczuciach. Pojebało go.

Chciała tak myśleć, gdy zamykała okno. Powinna go wyprosić. Miał tak maślane oczęta, że możnaby na nich usmażyć całkiem niezłą jajecznicę.

Kurwa mać

– Jest całkiem spoko. Pomaga na mózg lepiej niż fajki, bo w pewnym momencie, rzeczywiście przestaje się myśleć. Wiesz.. bez jakiś głupich halucynacji, tylko zdrowe najebanie się.

Przecież chwalił ją już wcześniej, wtedy gdy jeszcze nie przyćpali. Dlaczego jednak tak trudno było jej to przyjąć? Nienawidziła litości. Może Bazyliszek go nasłał, po rozmowie w kuchni? Bo pomyślał, że jest samotna, czy coś? Znaczy była w chuj samotna, ale to nie był powód... Nie powinien być.

Skinęła głową, gdy zapytał o obrazy i przysiadła z butelką na swoim łóżku, gdy zaczął przeglądać kanwy. Były to różne pomysły, poszukiwania raczej drogi do ekspresji. Znajdowały się tam zarówno szkice konceptualnych przestrzeni czy ulicy, ale też kościste, niedokończone akwarele, akty pociągnięte węglem, coś przypominającego autoportret, niepokojące sylwetki, czy w końcu pasmo szarych figur wpatrzonych pustymi oczyma w widza.

– Muszę przewieźć tu resztę mojej pracowni z Londynu. – powiedziała nagle, dziwnie głucho, bezosobowo, nie patrząc na niego, tylko na jeden z obrazów. Wszystkie były w bieli, czerni i szarości. Próżno było szukać w nich kolorów. I życia. – Dałbyś radę mi w tym pomóc? Dogadałbyś się z... – słowa ugrzęzły jej w gardle, oczy i tak pewnie były już czerwone jak u królika – Pogadałbyś z Alastorem? Nie chcę tam jechać. Nie chcę się z nim widzieć.
Good Boy
I've got a twisted way of making it all seem fine
wiek
30
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Wysoki na metr i dziewięćdziesiąt centymetrów co do milimetra - no więc wysoki, ale za to z drobną budową ciała. Czarne, kręcone włosy i ciemne oczy. Twarz pokryta kilkudniowym zarostem zdradza, że niezbyt dba o siebie.

Thomas Figg
#13
07.11.2024, 03:56  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.11.2024, 04:08 przez Thomas Figg.)  
Westchnął, przeklinając w duchu samego siebie, że nie dopytał Nory o konkretniejszą poradę. Jak miał płynąć z prądem, skoro jedyne co potrafił to tonąć w pustce? Rozmawianie o uczuciach to jedne problem, ale ich zrozumienie było kolejnym orzechem do zgryzienia dla niego.

Przeszkadza jej to. Nie chce cię tu... Pewnie by wolała, żeby tamten wieczór nigdy się nie wydarzył

Zerknął na nią badawczo usilnie ignorując głos, który chciał go wystraszyć, żeby znów uciekł... Przyszedł tutaj nie z litości, nie dlatego, ze ktoś mu powiedział, żeby za nią poszedł. Nawet to nie poczucie obowiązku po złożonej obietnicy. Choć nie chciał tego do końca przyznać nawet przed samym sobą głównym powodem była chęć bycia obok. I to go przerażało, że pierwszy raz pragnął bardziej czyjejś obecności niż bycia samemu ze sobą.
Zapewne byłoby łatwiej gdyby oboje, albo choć jedno z nich potrafiło rozmawiać...

Zostaniesz sam, jak zawsze...

- Tak, to prawda. Czyści go z myśli chyba najskuteczniej ze wszystkiego. Napijmy się zatem... - potwierdził odzywając się bardziej, zęby zagłuszyć natrętny głos, ale jednocześnie może to było to co powinien zrobić - przestać myśleć tak bardzo. Już przecież nie starał się nawet na powrót przywdziewać maski, którą nosił na codzień, a która opadła zanim tu wszedł do pokoju Millie. Przez chwilę wpatrywał się w nią jakby spojrzeniem starał się wyczytać z niej odpowiedź na pytanie, które zdał w momencie odwracania się ku jej pracom. - Ża-żałujesz tamtych "halucynacji"? - w myślach zrugał sam siebie, że głos mu zadrżał, ale nic na to nie potrafił poradzić. Musiał znać odpowiedź na to pytanie nie ważne jak bardzo mogła rozerwać go od środka.

W oczekiwaniu na odpowiedź przeglądał prace. Uderzało go jak bardzo były podobne do tego co sam widział w samotnych chwilach, kiedy był tylko on i jego myśli. Może nie potrafił rysować i malować, jednak nie były mu obce te widoki. Zupełnie jakby wyciągała to z jego umysłu i przelewała to w sztukę. Uderzyło go jak dużo może swoich myśli zobrazować za pomocą jej obrazów, szkiców... Jak wiele każda z prac mogła wykrzyczeć w jej imieniu, ukryty w obrazach niemy krzyk. Czy liczyła, że ktoś dostrzeże w niej uczucia? On mógł zrozumieć rzeczy, które ją bolą, przecież nie różniły się tak bardzo od jego własnych.

Jej by się przydał ktoś kto będzie jej ostoją, zbroją, a nie tykającą bombą jak ty. Chcesz być jej bohaterem a sam potrzebujesz być uratowany

Kpił z niego głos i Thomas wiedział, że nie jest on tak daleki od prawdy, miał spieprzony umysł i nic tego nie ukryje. Odłożył delikatnie trzymany w dłoniach zapewne autoportret Millie i dopiero teraz odważył się na nią spojrzeć.
- Zamierzasz tu zamieszkać na stałe? - zapytał nim odpowiedział na prośbę o pomoc w przenoszeniu wszystkich jej rzeczy tutaj. To było raczej jasne, naprawdę nie musiał zadawać tak idiotycznych pytań, zaraz sobie pomyśli, że jest jakiś opóźniony w rozwoju. Ale to by znaczyło, że będą się często widzieć, obiecał Brennie prace nad zabezpieczaniami Stawu. - Oczywiście - wypalił bez najmniejszego zawahania powoli podchodząc do niej. - Możesz na mnie liczyć, zajmę się tym… I nim... No rozmową - zakończył nieco niezgrabnie, ale poważnie i nie myśląc zbyt wiele, a raczej wcale, opadł na łóżko obok Moody i otoczył ją ramieniem, żeby mogła poczuć faktycznie jego wsparcie a nie tylko słyszeć puste słowa, że nie jest sama.
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#14
12.11.2024, 11:24  ✶  
Odpowiedziało mu milczenie, to charakterystyczne, wwiercające się w plecy. Mildred już piła, nie czekała na to, aż się odwróci, nie czekała na to by wznieść toast.

Nie czuła się komfortowo, odbijając niczym Lustro obawy Thomasa o to jaki sens jest tej rozmowy. Co prawda nie wiedziała co chodzi mu po głowie, nie wiedziała ile kościotrupów pływa na dnie tego stawu. Co wiedziała, to fakt, że była tykającą bombą zegarową. Niestabilną, chwiejną.

Jej dramatyczne wyjście z dyskusji było tak w chuj dojrzałe, że powinni na powrót wysłać ją do Hogwartu. Zbulwersowane okrzyki Rudej że pieprzy się ze śmierciożercami kołatały echem w jej sercu, przekonanie, że kto z kim przystaje, takim się staje, więc ona, ona mogła okazać się słabym ogniwem organizacji, chwiejnym, zbyt łatwym do złamania. Oddanie ciała Louvianowi, oddanie serca Eden, nawet nie miała pojęcia o tym, że z kumplem Brenny z czasów szkolnych jest tak źle. Powinna poddawać w wątpliwość wszystkich którym ufa, powinna być czujna jak uczył ją brat i co? Ile by poświęciła żeby uratować Peregrinusa, jej Złocistego Chłopca, jej bratnią duszę? A jednak, w jego zapadniętych oczach dostrzegała mrok, w ruchach, w pochudłej twarzy, cieniach kładących się na coraz bardziej wyrazistych pod papierową skórą kościach. Palił... Może już był nekromantą, a ona się nie zorientowała? Może kolejnej nocy, którą spędzi w jego domu nie doczeka już poranka?

Chciała listy tych z którymi może rozmawiać, chciała prostych instrukcji, prostych odpowiedzi. Dziecinnych. Nie rozumiała świata, z trudem przychodziło jej wciąż odróżnienie jawy od snu, co znajdowało ujście w posępnych wysyconych szarością obrazach.
– Tak, chcę tu zamieszkać. Tu nikomu nie zrobię krzywdy swoim pojebaństwem – odpowiedziała gorzko, bo to był jeden z wielu powodów, ale całkiem solidny patrząc na niefortunny przebieg minionego przed momentem spotkania. Odetchnęła ciężko, wyciągając szklankę z karmelówką w jego stronę.

– Ty mi odpowiedz na to pytanie. To wcześniejsze, o zwidach w mule i krzakach. – złociste oczy śledziły go czujnie, zaszczute, zagrożone, nieszczęśliwe i samotne. – Jesteśmy kumplami. Chcesz to zjebać? Chcesz zaryzykować coś co działa, na rzecz czegoś co może sprawić, że nie będziemy mogli potem na siebie patrzeć. Tego chcesz? – rzucała mu wyzwanie, słowa wypadały przez zaciśnięte usta, jej ramiona były ściągnięte ku górze obronnie. Trudno jednak było ocenić jakiej odpowiedzi oczekiwała. – Skoczyć z klifu i rozbić się o skały? Ten jeden raz tepnąć się za późno?
Good Boy
I've got a twisted way of making it all seem fine
wiek
30
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Wysoki na metr i dziewięćdziesiąt centymetrów co do milimetra - no więc wysoki, ale za to z drobną budową ciała. Czarne, kręcone włosy i ciemne oczy. Twarz pokryta kilkudniowym zarostem zdradza, że niezbyt dba o siebie.

Thomas Figg
#15
12.11.2024, 19:11  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.11.2024, 19:12 przez Thomas Figg.)  
Milczy bo nie chce z tobą rozmawiać... Wyjdź, uciekaj chłopcze.

Thomas nie miał takich rozterek jak ona nad swoimi znajomymi, ale wynikało to raczej z prostej różnicy, że miał ich tak mało, że niemal wszyscy byli związani z Zakonem Feniksa, albo ząb czasu nadgryzł ich relację czynią je bardziej wątłymi. Przebywając w innych krajach łatwiej było się odsunąć od innych jednocześnie unikając niezręcznych spotkań na Pokątnej co kilka dni. Głównym zmartwieniem Figga było to czy jego przyjaciele są bezpieczni, choć w chwili obecnej jego umysł zaprzątała jedynie drobna kobieta siedząca na łóżku.

- A sobie? - zapytał przyglądając się jej uważnie, bez tego znienawidzonego przez nich obojga wyrazu twarzy wyrażającego litowanie się nad drugą osobą. Nie chciał być cudownym zbawcą, który przyjdzie z magicznym rozwiązanie. Nie potrafił tak, to czego chciał to dać jej oparcie, wątłe bo wątłe ze swojej strony, ale jednak oparcie, pozwalające jej stać pewnie na nogach, stawiać czoła zawirowaniom życia. Obmywać swoimi wodami, pozwalając odżyć i zapewniając bezpieczeństwo przed pożarem tego świata. Przyjął szklankę i spróbował karmelowi, słodycz alkoholu spłynęła mu w dół po gardle. Mikstura odwagi, co? Szkoda, że taka nie istniała naprawdę. Ale do licha skoro mierzył się z klątwami i czarnoksiężnikami... Jednak to wydawały się być błachostki w porównaniu z mówieniem o swoich uczuciach.

- Nie, ani trochę nie żałuję - odpowiedział natychmiast, bez choćby chwili zawahania. Choć od tamtego momentu czuł się dziwnie bo kiełkowało nim coś nowego, jakby zasadziła w jego głębinach nasiono, które mimo mroku i braku gleby zdołało się rozwijać. Od pamiętnego czasu wypełnionego krzakami i mułem miał wrażenie, jakby ich rozłączając się każde z nich zabrało cząstkę duszy drugiego. Czy to było możliwe? Cholerą, skąd miał wiedzieć.
Zaraz jednak drgnął nie będąc w stanie odpowiedzieć od razu na jej pytanie, bo czy faktycznie był w stanie zaryzykować? Czy nie lepiej było zostać w tym co jest? Oczy jakby mu pociemniały gdy nieco zwiesił głowę, jakby przez okno jego duszy zaczęła wyzierać bezdenna pustka, która trawiła go od dawna. Czy w tej niepewnej przyszłości warto jest ryzykować, co jeżeli faktycznie powinie się noga i stoczy się jak syzyfowy głaz nim osiągnie swój cel? Tylko w przeciwieństwie do mitycznego bohatera on nie będzie mógł zaczynać co i raz od nowa. Thomas nie był przykładem człowieka, który podejmuje ryzyko, żeby znaleźć szczęście, akceptował świat takim jakim był, bojąc się wyciągnąć rękę i spróbować sięgnąć po coś dla samego siebie, zawsze stawiał szczęście innych ponad swoim.

Bądź dalej tchórzem, ucieknij, przecież wiesz, że nic z tego nie będzie

Czy potrafił? Czy zdoła przestać udawać i będzie w stanie podjąć walkę? Gdyby chodziło o jej szczęście to nie wahałby się ani chwili, jednak musiał wykazywać się egoizmem w tej sprawie i decydować dla siebie. Nie był na tyle silny... A może? Przypomniał sobie jedną z obietnic, którą składam sam sobie, kiedy dźwigał się z dna po raz kolejny, że nie chce znów żałować że czegoś nie zrobił, że skoro i tak ma cierpieć to lepiej żałować końca niż tego, że się czegoś nie zrobiło. Całe życie nie podejmował ryzyka, a teraz? Chciał! Podniósł wzrok, a mrok czający się w jego oczach zniknął, przegoniony falą odwagi.
- Nie chce tego zjebać - zaczął powoli niczym górski potok, leniwie sunący w dół. Głos miał cichy, jakby sam siebie musiał przekonać do wypowiadania tych słów, ale z każdym kolejnym opuszczającym jego usta, jak rzeka nabierająca wartkiego nurtu, mocy. Czy miał wybierać słuszne odpowiedzi, kluczyć między nimi? Nie był w stanie, nie chciał się wykręcać, nie tu, nie teraz, nie przy niej. - Nie tego chcę, ale, kurwa, czuję, że jeśli nie zaryzykuje to będę tego żałował bardziej niż nieudanego upadku. Przestaliśmy być kumplami tam nad stawem, utopiliśmy to i pogrzebaliśmy w trawie. Nie czujesz tego? - zapytał ale nie przystanął, poczuł przypływ nowych sił, jakby przytrzymywane wody znalazły ujście przy ustawione zapory i wylewały się po całym jego umyśle - nie był w stanie myśleć trzeźwo, ale jednocześnie nie miał nigdy czystszego umysłu. Nigdy nie miał poetyckiej duszy, zawsze miał się za człowieka, który nad wyraz twardo stąpa po ziemi, a przy niej? - Mam wrażenie jakbyś tam zabrała część mojej duszy i dała kawałek swoje w zamian. Nigdy nie spotkałem kogoś kto mówiłby w języku mojego wnętrza... A teraz jesteś ty, mówiąca nim tak płynnie... - czy znowu zaczynał bredzić? Bardzo możliwe. Ale nie był dobry w przemowach, jeszcze gorzej mu szło kiedy miał mówić prosto z serca, całe życie tłumił swoje emocje i teraz miał się ot tak otworzyć. Bo jak miał użyć słów, by opisać coś czego nie rozumiał. To tak jakby chciał niewidomemu opisać kolory kwiatów na łące,  a głuchemu piękno ptasiego celu letnim popołudniem. Przygryzł nerwowo wargę. - I to przeraża mnie, poddawanie się temu, bo nie mam pojęcia co robię, ale jednocześnie w jakiś sposób cały czas wiem dokładnie dlaczego muszę to robić... - Urwał przymykając oczy na chwilę, ale kiedy je otworzył jedyne co nich było to determinacja, choć w głębi bał się jak diabli. Ale ten jeden jedyny raz... Nawet jeśli trwać to by miało krótko.
- Bez wahania. Bo wiem, że czas spędzony w trakcie lotu byłby jednym z najlepszych jakie wydarzyły się w życiu. Nieistotne jak krótki by nie był, warty by był wszystkiego - zakończył i napił się karmelowi ze szklanki, zaraz stąd wyleci na zbity pysk i powie mu, że nie chce go znać. Nie potrafił utrzymać języka za zębami i teraz zniszczył wszystko. Zaprzepaścił to co mieli, bo egoistycznie chciał pochwycić coś więcej.
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#16
19.11.2024, 13:18  ✶  
Mówił dużo, a ona w końcu spojrzała się na niego. Złote ślepia, zastraszone, gniewne, wrażliwe, tak do bólu wrażliwe na zranienie. Jej blade policzki lekko różowiły się wypitym już alkoholem, podobnie jak oczy szkliły parującym, wgryzającym się w śluzówkę bimbrem.

Patrzyła na niego i pozwoliła mu mówić. Paplać. Gadać. Pozwoliła mu widzieć swoją reakcję lęk, nadzieję ale i niezgodę na to, co się właśnie działo, jak w kalejdoskopie, mięśnie twarzy drgały, przybierając różne układy, dając wyraz kłębiących się w niej emocji.

Gdy skończył, milczała przez chwilę oddychając płytko, po czym dźwignęła się z łóżka, dziwnie spokojna w porównaniu z ucieczką którą zaserwowała mu, im ledwie chwile temu.

– Serio?– zapytała kpiąco, otwierając wychudłymi palcami szufladę w nocnej szafce. – Mówię językiem Twojego wnętrza? – pytanie wybrzmiało, między drgającym kącikiem ust, choć jej oczy nie uśmiechały się wcale. – Kurwa, to masz srogo przejebane w takim razie – Jej palce finalnie oplotły rękojeść noża. W poprzek dla poklasku, wzdłuż dla efektu.

– Thomas... ja pierdole, nie możesz od jednego ćpuńskiego rajdu uzależniać całego swojego jebanego życia od osoby, o której gówno wiesz. – Znów spojrzała na Figga, wesołość zniknęła z jej głosu, próżno było szukać sarkazmu. Został tylko ból i gniew, gniew i ból mieszające się ze sobą w odwiecznym tańcu tożsamości, która nie miała okazji okrzepnąć.

– Chcesz się ruchać? Spoko! Ale przestań pierdolić, jaka jestem zajebista, bo nie jestem. Nic o mnie kurwa nie wiesz. Jestem chujowa. Chujowa w robocie, gdzie od kilkunastu lat robię, jako krawężnik, a jak już się zaczął ostry rozpierdol, to mnie wyjebało z palącej się polany zanim w ogóle miałam szansę walczyć z którymkolwiek ze śmierciożerców. Chujowa po pracy, tu w naszym sekretnym kółeczku. Siedzę na ławce rezerwowych, bo nie mamy opcji "wyjebania" z klubu innego niż śmierć. Jestem pojebana, nie umiem odróżnić rzeczywistości od jebanych koszmarów, nie umiem powiedzieć, czy moi przyjaciele czy moja rodzina spoza naszego kręgu są Śmierciożercami, czy nie. Nie mam krwi ultra szlachetnych na wejście Longbottomów, tylko pierdolniętych jedną nogą w zaświatach Trelawneyów, kto wie, może Heather miała kurwa rację i ruchałam się ze sługusami Voldemorta, bo był taki czas, że w dupie miałam przekonania jak w grę wchodziło ostre jebanie. Może mój ulubiony kuzyn jest śmierciuchem, może moja kuzynka co pracuje na Nokturnie? Nie wiem tego kurwa, nigdy nawet nie wpadłam na pomysł, żeby to sprawdzić, może powiedziałam im jakieś super tajne informacje, bo jestem pojebana, może sami je sobie wyciągnęli z głowy, bo nie ogarniam co w niej jest, co jest poza nią. Jestem kurwa nie-sta-bil-na i tę-pa. – właściwie już krzyczała, zupełnie jakby wolumenem miała jakąkolwiek szansę dotrzeć do tego zakutego łba, który widział ją jako jakieś ucieleśnienie boskości. Debil! – Dlatego Harper nigdy nie pozwoliła na mój awans, dlatego Brenna nigdy nie da mi poważniejszego zadania niż zamiatanie podłogi w tym jebanym domu. I dobrze kurwa, bo przeze mnie wszyscy mogliby zginąć czułam ich pogardliwe spojrzenia na swoich plecach czułam że chcą się mnie pozbyć bo jedyne co potrafię to niszczyć i psuć jestem negatywem swojego brata jestem wszystkim tym czym on nie jest i wszyscy o tym wiedzą jestem tu tylko dlatego że on tu jest inaczej nikt nawet nie spojrzałby w moim kierunku jestem nikim! – Gwałtownie wyminęła Thomasa i rzuciła się do swoich obrazów, zatapiając ostrze w płótnie tnąc je na pasy w chaosie, we wściekłości w żalu, szukając siebie, rozmazanych kobiecych konturów echa tego kim mogłaby być, kim chciała by być i kim nigdy z pewnością nie będzie. Złapała za ramę jednego z nich i z wściekłością cisnęła ją za siebie, trafiając w wazon z żonkilami, który upadł na ziemię z łoskotem i rozbił się.
Good Boy
I've got a twisted way of making it all seem fine
wiek
30
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Wysoki na metr i dziewięćdziesiąt centymetrów co do milimetra - no więc wysoki, ale za to z drobną budową ciała. Czarne, kręcone włosy i ciemne oczy. Twarz pokryta kilkudniowym zarostem zdradza, że niezbyt dba o siebie.

Thomas Figg
#17
19.11.2024, 16:52  ✶  
Wpatrywał się w nią z niepokojem, czyżby zbierała się w sobie, żeby go wyrzucić za próg i wykonać w diabły? Nie miał tej swojej zwykłej maski wesołości i beztroski. Zdjął ją wchodząc do jej pokoju jako on, prawdziwy Thomas, nieobracający wszystkiego w żart i szczery.

Widok noża w dłoni Millie wywołał wspomnienia, ale wtedy to jego dłoń dzierżyła ostrze. I tylko zbieg okoliczności sprawił, że siedział tu teraz, a nie był kolejnym nazwiskiem na zimnej płycie kamienia. Wtedy wyklinał to, a teraz? Sam już nie wiedział, co miał dla niego świat, czy coś więcej poza cierpieniem? Badawczo spojrzał na kobietę, nieświadomie będąc odbiciem tego co czuła, niczym tafla jeziora. Jak miał jej odpowiedzieć na tamto, sam tego nie rozumiał, wielka dziura, którą miał zamiast serca nie była dla niego zrozumiała, wszelkie uczucia które w sobie miał spoczywały na dnie tej bezkresnej ciemności, jak miał je znać i rozumieć.

Jesteś nikim, nie ma dla ciebie nadziei

- Mogę jeśli wcześniej nie miałem życia - odpowiedział cicho, nie był silny, nie potrafił walczyć, a teraz? Musiał stawić jej czoła, odnaleźć w sobie siłę, żeby nie uciec z podkulonym ogonem. Choć na jego obliczu dobrze widoczny był strach i ból. tutaj nie musiał udawać, nie musił zgrywać kogoś kim nie był - a Figg był słabym człowiekiem.

Nie powstrzymywał jej, kiedy dawała upust swojej złości? Wiedział dobrze jak tłumiąc emocje rani się samego siebie, zostawiajac mentalne blizny na swojej duszy. Niemal czuł jak jej uczucia wylewają się z niej wraz ze słowami, jak wypełniają pomieszczenie i sprawiają, że ma trudności z oddychaniem. A jednocześnie chciał wstać i przygarnąć ją do siebie, zatopić w ramionach tylko co powie, jak będzie w stanie cokolwiek powiedzieć? "Będzie dobrze", pusty frazes rzucany w przestrzeń kiedy nie wiesz jak odpowiedzieć, jebać takich pocieszycieli, niech ich chuj strzeli.

Nic jej nie zaoferujesz, przynosisz jedynie cierpienie i ból, zobacz do czego ją doprowadziłeś

Obserwował ją, czując jak wylewająca się zn niej gorycz leci na niego, jak oblepiają go uczucia płynące od Millie. Czuł, że musi zareagować, jej ból sprawiał, że rozdzierało go od środka, nie chciał żeby cierpiała, ale w jaki sposób mógł zabrać jej ból, na to nie istniało żadne zaklęcie, a nawet jeśli, czy to był sposób? Przygryzł wnętrze policzka tak mocno z bezsilności aż poczuł metaliczny posmak w ustach. Nie miał prawa jej oceniać, a nawet jeśli to czy śmiałby? Sam nie był święty w poszukiwaniu sposobu by poczuć, że żyje.

Taaak, uciekaj, rozdrap czyjeś rany i zniknij

- Może i masz rację, może i nie powinienem bo tak mało o tobie wiem - zaczął nie będąc pewny, czy słyszy go podczas niszczenia swoich prac, a głos w głowie uparcie nie dawał mu chwili wytchnienia. Całkowicie puszczają mimo uszu pytanie o seks, nie zamierzał kłamać, że o tym nie myślał, ale w obecnej sytuacji nie było to coś zaprzątające jego umysł. Nie był tym typem, który teraz by rzucał "skończ dramaty i będziemy się ruchać", jeszcze tylko lśniącej zbroi mu brakowało.

Nie ruszył się jednak ani o milimetr w stronę wyjścia, jedni by powiedzieli że był zaślepiony uczuciami, inni, ze pewnie nadal jest naćpany. Prawda była jednak wiele prostsza i mniej skomplikowana - akceptował to jaka byłą Millie, nie widział jej w wyidealizowanym świetle, no może trochę, jednak był świadom, może nie wszystkiego co wykrzyczała, ale był i nie odrzucało go to.
- Ale wiem o tym, nic nie przeraża mnie bardziej niż to, że mógłbym pozwolić temu wysmyknąć się między palcami - pozwolił, aby reszta alkoholu ze szklanki przelała się mu przez gardło. Obserwował jak rama leci przez pokój, jak uderza w wazon, przepowiednia? Omen co go czeka? Jak dobre, że nie był przesądny. Podniósł się, nie z nową siłą, nie. żując przypływ mocy. Ale nie mógł siedzieć na łóżku i patrzeć na to beznamiętnie.
- Wiem, że nie ma ciebie bez twojego szaleństwa, że nie mogę mieć ciebie bez niego. - wyznał w końcu z każdym słowem mówiąc coraz głośniej robiąc powolne kroki ku niej. - Ale tak samo ja nie mogę ci ofiarować siebie bez mojego mroku. Ale gdy nasze demony będą tańczyć nie musi to oznaczać większej ciemności. Nikt nie jest bez skazy. Wiem, że masz ciernie, ale ja nie boję się krwawić - podniósł dłoń kładąc ją na ramieniu Millie.
- Nie jesteś nikim, nawet będąc w ciemnym miejscu, dla innych możesz być całym światem, jasnym punktem, który rozwiewa otaczający ich mrok - kontynuował. Co miał mówić? Że to nieprawda? Że podejmowała dobre decyzje? Że nigdy nie widziałem jej przez pryzmat jej brata? Zaprzeczać każdemu jej oskarżeniu które kierowała przeciwko sobie? Równie dobrze mógł jej by mówić, że powinna się cześciej uśmiechać i jakoś to będzie. Dlatego kontynuował, choć głos podszeptywał mu jak bardzo bezcelowe są jego wysiłki.
- Jesteśmy złamani przez życie, przez innych, ale czy to oznacza, że nie możemy szukać dla siebie czegoś więcej? - i choć pozwalał odpocząć umysłowi i mówił używając swojej duszy, pierwszy raz nie bojąc się oceniania, to lęk odrzucenia oplatał go niczym bluszcz opuszczony dom. - Znalazłem coś czego nie szukałem, coś nowego, czego nigdy nie znałem. Nie chcę tego odrzucać - cały czas trzymał dłoń na jej ramieniu jeżeli się nie wyrwała, prosty gest, że nie wybierał się nigdzie.
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#18
20.11.2024, 14:08  ✶  
Stała.

Rozgorączkowana, wściekła, rozżalona, nieszczęśliwa.

Stała z nożem w ręku, który upadł z głuchym walnięciem o podłogę.

Stała mokra od potu, gwałtownego wyrzucenia z siebie tych wszystkich słów.

Jego słowa docierały do niej tak trzy po trzy. Trochę słabo, że strzępił sobie na nią język. Ale było w tym coś... obrzydliwie ociekającego hipokryzją.

Odwróciła się do niego i wyciągnęła nieco drżące ręce ku górze, żeby złapać go za twarz i ściągnąć ją ku sobie. Żeby mógł przejrzeć się w złocistym jadzie, w zatrutym miodzie jej gniewnych oczu. Złapała go, ale nie było w tym delikatności, zrozumienia, nie było w tym uczuć, które chciałby z niej wydobyć, na światło dzienne. Stała przed nim w szorstkości, w surowości i szaleństwie trawiącym jej dusze nie od czasów Beltane a dużo, dużo wcześniej.

Złapała go za twarz i wycedziła przez zęby

– Jeśli rzeczywiście mówię głosem Twojego wewnętrznego głosu, to idź, stań przed lustrem i powiedz sobie to co mówisz teraz mi. Powiedz to sobie, tak uczciwie, tak z ręką na sercu zadaj sobie pytanie czy to cokolwiek zmieniło. Jakkolwiek naprawiło. Mamy tych samych przyjaciół Thomas. Oni używają tych samych słów. I co? Jesteś światłem dla innych, a sam siedzisz w jebanym mroku i myślisz o tym, co by było, żeby skoczyć z tej pierdolonej latarni i rozwalić sobie głupi ryj. Jesteś dla innych, nie jesteś dla siebie. Świetna strategia. Taka zajebiście rozwojowa – szydziła z niego, szydziła z siebie. Może i byli podobni, ale jak to jakkolwiek miało im pomóc? Może nie byli podobni wcale, a Thomas tak rozpaczliwie chciał się poczuć zrozumiany, że po ćpuńskim rajdzie przylepił jej się do tyłka.

Tylko po to, żeby pociągnęła go za sobą na dno. Pieprzony samobójca.
Good Boy
I've got a twisted way of making it all seem fine
wiek
30
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Klątwołamacz
Wysoki na metr i dziewięćdziesiąt centymetrów co do milimetra - no więc wysoki, ale za to z drobną budową ciała. Czarne, kręcone włosy i ciemne oczy. Twarz pokryta kilkudniowym zarostem zdradza, że niezbyt dba o siebie.

Thomas Figg
#19
20.11.2024, 19:28  ✶  
Nie opierał się, niczym bezwolna lalka dał się prowadzić jej dłoniom.

Palące niczym promienie słońca oczy wpatrywały się w niego, napotykając bezkresną głębię jego brązowych tęczówek. Ziała z nich pustka i rozpacz, ale tam gdzie na dnie, czyżby tliły się jeszcze jakieś iskry nadziei, a może to odbicie jej własnych oczu, tak rozpalonych od gniewu, że aż uosabiały to czego się tak bała.

- To tak nie działa, wiesz o tym. Nie chodzi o słowa, ale kto je wypowiada - powiedział bez sił, zupełnie jakby jej żar i wybuch wypalił w nim wszystko i nie był w stanie wykrzesać z siebie woli do walki. Dotyk który czuł nie był delikatny, był szorstki i pełen gniewu jak jej słowa, ale sprawił, że jego głos w jego głowie zamilkł, nie szydził, nie był w stanie przebić się do do jego świadomości - zagłuszyła go. Ale czy to było obopólne? A może to tylko jego potrzebo akceptacji, pragnienie, aby znaleźć cel w życiu, to głęboko pogrzebane i dawno zapomniane wciąż się tliło i tamtym jednym wieczorem naiwnie wyciągnął to z głębi swojego mroku?

- To całe moje życie, stawianie potrzeb innych nad swoje własne. Bo gdzieś w trakcie drogi przekonałem samego siebie, że tylko tak mogę dowieść, że jestem czegoś wart i gdybym faktycznie był w tak mrocznym miejscu to ktoś by to zauważył, a tak nie znaczy to nic i nie jest ważne. Więc przyjmujesz mrok i stawiasz siebie na samym końcu - powoli wracały mu siły, jak kolejne fale przypłīwu, nie był już pustą skorupą. Uniósł dłonie kładąc je na dłoniach Millie w delikatnym uścisku, zupełnie jak staw wzburzony przez wrzucenie tam kolejnego kościotrupa obmywa brzegi. Tym razem jego spojrzenie było zapalczywe, skrzące się od uczucia, którego ich właściciel nie był świadom, jednak czy ona je zrozumie?
- Skoro siedzisz w mroku, skąd wiesz czy jesteś sama, czy tuż obok ciebie nie jest ktoś inny? Kto jest w stanie zrozumieć twoje uczucia. Z kim mrok nie będzie taki straszny i nie będziesz czuć się samotnie, że przestaniesz myśleć tylko o tym jak skończyć to cierpienie - nie miał pojęcia jak to wszystko się potoczy. Czy nie okaże się słońcem dla jego ikarowych skrzydeł? I wszystko skończy się jego spektakularnym upadkiem? Być może tak, ale był to ryzyko, które był w stanie podjąć. Ten jeden jedyny raz w życiu, znajdował powód do życia, zamiast odrzucania go.
constant extreme
when sister and brother stand shoulder to shoulder,
who stands a chance against us?
wiek
29
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
snowidz
zawód
Brygadzistka na chorobowym
Drobna (157cm, niedowaga), blada i czarnowłosa, o oczach złotych jak miód.

Millie Moody
#20
22.11.2024, 15:17  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.11.2024, 01:31 przez Millie Moody.)  
Thomas mówił. Thomas otwierał przed nią serce i to nie było tak, że nie była tego świadoma. Owszem, była i to aż nadto. Dobre, zagubione chłopie. Wjebał się w jej sytuacje teraz z subtelnością wielkiej świni wskakującej w ulubione błotko, nie mogła go winić - skąd miał wiedzieć, jak bardzo jej serce jest poszarpane sytuacją ledwie sprzed kilku dni, gdy Alastor i Eden sądząc, że nikt ich nie widzi, nie podejrzewając działania głupiego drinka gwarantującego wątpliwej jakości ale jednak niewidzialność... To nie był jeden sztylet, to było stado sztyletów, konkretnie dziesięć orających jej plecy przyobleczone czerwienią. Umierała z zazdrości już zeszłym razem, teraz to nawet nie była śmierć. To było odrętwienie.

Jej stan psychofizyczny nie pomagał. Narastające oblepianie koszmarami, wizjami, cudzymi lękami i marzeniami doprowadzało ją na skraj szaleństwa, zupełnie tak jakby chciało jej udowodnić, że gówno wiedziała na temat bycia szalonym. Moody była zmęczona. Moody potrzebowała odpoczynku.

– Tak, tak... bla bla bla, jak Ci to raz powie odpowiednia osoba to wszystko stanie się super. Wyjdź na spacer, dotknij trawy, wyluzuj trochę, ogarnij dupę i idź do pracy. – mówiła jakby przedrzeźniając go, choć to wcale nie były jego słowa. Z drugiej strony napięcie trochę zeszło, uleciało wraz z ciśniętym nożem w pozostałe obrazy. Jebało ją to, że ktoś mógłby się zaciąć próbując robić porządek. Jego problem, ze wszedł do jej pokoju i grzebał w jej rzeczach. Zamiast tego chwyciła za różdżkę i w kilku ruchach (głównie dlatego, że pierwsza próba zakończyła się totalnym pierdem magicznym, trzęsącymi się kółkami na których wisiały zasłony i niczym więcej) przesłoniła wszelkie źródła światła. Trzeba było przyznać, że w pokoju zrobiło się ciemno jak w bezksiężycową noc.

Translokacja III, zasłonięcie wszelkich źródeł światła
Rzut Z 1d100 - 9
Akcja nieudana

Rzut Z 1d100 - 89
Sukces!


– Nie chcesz się ruchać, ja nie chcę więcej pierdolenia ok? Jak się zajebiesz, to wezwę moją kuzynkę egzorcystkę, ona Cię wywoła do tablicy i skopie Ci eteryczne dupsko. Ja dostałam zakaz umierania, Ty też proszę dostajesz zakaz ode mnie. – W ciemności mógł poczuć rękę zaciskającą się na jego koszuli. Pociągnęła go za sobą do łóżka, pod butami chrzęściło im szkło z rozbitego wazonu. Jeśli mężczyzna próbowałby cokolwiek powiedzieć, Millie uprzejmie (warcząc przez zaciśnięte zęby) poinformowała go o nowej zasadzie:
– Stul dziób, albo wystawie Cię za drzwi. Chcesz posiedzieć sobie z kimś w mroku, to trzymaj mordę na kłódkę, dość już dzisiaj namieszałeś.

Zaraz potem znalazł się na łóżku, pośród skołtunionej pościeli, książek, pędzli, szkicowników i innych śmieci. Zaraz potem jego głowa znalazła się na kościstym udzie, gdy Mildred usiadła sobie opierając się plecami o ścianę, jego zmuszając do leżącej pozycji. Zaraz potem jej chude palce delikatnie łapały loczek za loczkiem drapiąc lekko skórę i pociągając włosy tak, jakby przez nie chciała wyciągnąć wszystkie zjebane myśli. Mimo lęku, mimo bólu, wzajemnego niezrozumienia, mimo alkoholu krążącego w żyłach, nie było ani ruchania, ani dalszego pierdolenia. W milczeniu eksplorowała jego głowę tak długo, jak oboje zasnęli, pozwalając w końcu myślom rozpłynąć się w zmęczeniu.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Millie Moody (3457), Thomas Figg (5673)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa