Kiedy przestał czuć dotyk palców na skórze swojej głowy, zadarł ją do góry i spojrzał na chłopaka. Usta miał ściśnięte w wąską linię, nieudolnie próbował wygiąć ją w uśmiech, ale nie udało mu się to.
Nie chciał go stąd wypuszczać. Nie chciał, żeby Laurent wrócił do tego domu, oglądał to, jak słońce powoli wschodzi nad New Forest i zdał sobie sprawę z tego, że już nie potrafi kochać tego, co tam zbudował. Nastrój poranka budował wokół miejsc dziwną atmosferę, jakby były nawiedzone. Pamiętał, jak chłopak mówi o tym, że już mu na tym miejscu tak nie zależy, Crow jednak nie do końca w to wierzył.
Znów przekręcił głowę w bok. Roztrzepane loki nieposłusznie przysłoniły mu widok, ale to już nieważne. Chciał jedynie spleść ze sobą ich dłonie i zaprowadzić go do pokoju.
To był pokój ich syna.
Kolorowy, przytulny. Pełen miłości. Z łóżkiem, zapewne dziecięcym, teraz rozciągniętym za pomocą transmutacji, żeby móc ugościć na nim kogoś potrzebującego odpoczynku.
Opatulając go pierzyną podczas siedzenia na krawędzi materaca, pokiwał głową. I wstał, wciąż bez słowa, trzymając się za (jak dopiero teraz spostrzegł), spocony, goły brzuch. Znów ten nastrój. Kompletne odrealnienie przypominające człowiekowi, że śmiał się z ćmy przypalającej się o płomień świecy, a sam nie był lepszy od niej. Normalny człowiek rozumiejący trafność tego porównania być może przewartościowałby wszystko wokół siebie. Crow dostrzegał w tym głównie to, że ćmie przed śmiercią było bardzo ciepło. Wrócił ze szklanką i usiadł na krawędzi materaca jeszcze raz. Znów myślał o tej nalewce. Żałował tego, że nie napił się jej w międzyczasie, bo może kolejnych klika łyków uczyniłoby ich kolejne spotkanie czymś do zniesienia. Podał mu tę wodę, pochylając się nad nim. Był zbyt blisko na to, aby nic z tego nie wyniknęło i faktycznie - pocałował go jeszcze raz, tym razem w policzek. A później wstał i wyciągnął z kieszeni paczkę papierosów.
- Zaraz wrócę.
Nie mogło stać się inaczej. Zwykle, kiedy palił w nocy, spędzał na dworze długie godziny, ale dzisiaj tak nie będzie. Dzisiaj niebo wyda mu się cholernie puste, przyćmione. Księżyc nie będzie ani trochę wyjątkowy. Najjaśniejsza ze znanych mu gwiazd leżała tutaj.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.