• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
lato 1972, 11 sierpnia // je te promets le sel au baiser de ma bouche

lato 1972, 11 sierpnia // je te promets le sel au baiser de ma bouche
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#21
13.11.2024, 23:36  ✶  
Nie miał nic złego na myśli? Właśnie mówił o... swoich morderstwach. O samobójstwie. O uzależnieniach. O braku potrzeby czucia strachu, chociaż uderzył go już nie raz i Laurent raczej nie miał powodów do sądzenia, że nie zrobi tego znowu kiedy tylko puszczą mu nerwy, a przecież te nerwy puszczały mu ciągle. Dziwny dobór słów, ale przecież już kilka razy doszedł dzisiaj do wniosku, że słowa były narzędziem bardzo ubogim i prowadziły do konfliktów.

Przymilał się do jego dłoni jakby to wszystko nie miało większego znaczenia. Robił się na to chyba troszkę za stary - to był schyłek jego dobrej formy, a on zachowywał się jak dzieciak, Crow absolutnie nie potrafił tego powstrzymać. Tam gdzie w innych budził się głos rozsądku, on po zażartej walce z własną psychiką i tak decydował się na robienie rzeczy, które mu pasowały, a nie rzeczy jakich od niego oczekiwano. Niby mówił, co pewnie było jakimś krokiem w stronę wzajemnego zrozumienia, ale też stracił nieco czaru - przestał wstrzymywać się przed niektórymi gestami, zakupując złudzenie o przyjacielskości tego co robił. Pokierował tym tak, żeby smukłe palce zsunęły się z jego włosów i opadły na policzek, którym przesunął wzdłuż wierzchu dłoni. Ale to nie był koniec - Crow dążył do kolejnych pocałunków wzdłuż knykci, rozważał złapanie ich zębami, ale nie zrobił tego. Dźwięki rozkładanych na stole talerzy były zbyt wyraźne, żeby mógł je zignorować.

- Cóż - pomijając fakt, że Laurent w swoich najgorszych momentach wyglądał o stokroć lepiej niż większość znanych mu ludzi w swoich najlepszych - mogę odstawić cię tam gdzie chcesz się znaleźć, ale nie wypada nie przywitać się z ludźmi, w których mieszkaniu spałeś. Chciałem zaproponować, że pomasuję ci-

Urwał, bo zgodnie z jego oczekiwaniem po pokoju rozległ się dźwięk pukania. Nikt nie czekał szczególnie długo przed naciśnięciem klamki. Crow odwrócił głowę w kierunku otwartych drzwi, w których stał wysoki, szczupły mężczyzna ubrany bardzo podobnie do Laurenta. W długich włosach zawiązanych niedbale na czubku głowy znajdował się pojedynczy kwiatek z bibuły, wyraźnie zrobiony przez dziecko. Jeżeli chłopak miał pamięć do twarzy musiał rozpoznać w nim barmana, któremu przekazał ostatnio wiadomość.

- Słyszałem to i naprawdę nie chciałem poznać zakończenia, więc wjebałem się tu na siłę. Wstawajcie bo ten dureń nie dopierze spodni. - Mężczyzna nie wyglądał na złego - bardziej rozbawionego, szczególnie tym jak Crow wywrócił oczami podnosząc się z podłogi.

- Chodź - wystawił do Laurenta rękę, chociaż ten pewnie nie potrzebował już pomocy żeby wstać. Mimo wszystko wolał mieć w tym całkowitą pewność. Nie zamierzał ścielić łóżka ani niczego tutaj sprzątać - zwyczajnie wyprowadził blondyna do kuchni, a konkretniej mówiąc do stołu przy którym siedział wczoraj. Dzisiaj wydawał się o wiele bardziej żywy - po jednej jego stronie zasiadał wspomniany wcześniej barman, po drugiej jego synowie. Na oparciu krzesła nie znajdował się już fartuch pielęgniarki, nie przewidziano też dodatkowego talerza - Cory najwyraźniej już tutaj nie było.

Zapewne wypadało ich sobie przedstawić, ale on tego nie zrobił. Mężczyzna sam podniósł się z miejsca na którym usiadł, kiedy Crow i Laurent zbierali się z sypialni i wyciągnął przed siebie otwartą dłoń.

- John. - Jego uścisk należał do tych zdecydowanych i chłodnych, jednak w oczach błyszczały mu iskry ciepła. - A to są Alfred i Joseph.

To jak bardzo musiał iść do toalety zdecydowanie nie pasowało do prezentowanego, znudzonego wyrazu twarzy. Potrzeba zapalenia była jednak silniejsza - w tym właśnie momencie spojrzał to na Laurenta, to sugestywnie w kierunku łazienki. O co dokładnie próbował zapytać go spojrzeniem, chociaż wzajemne zrozumienie wychodziło im koszmarnie, tego pewnie nie wiedział nawet on.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#22
14.11.2024, 00:21  ✶  

Miał w końcu wszystko złe na myśli. Miał to w myślach - widział to w jego oczach. Trzymał więc to na ustach - wisienka z drinka, słodka rozkosz po ostrej brandy. Ostre było imię, które sobie wybrał, nóż, który schował w spodniach, zamiary, kiedy palec wskazał mu cel. Myśleć więc o czym - żeby uciekać? Tu i teraz, jak przed wściekłym zwierzęciem? Wiara w to, jak dużą władzę ma się nad jednostką ludzką musiała się gdzieś kończyć, ale Laurent nie znał tego limitu. Rozważanie tej granicy nie było mu w smak, nie było w jego sile. Przesypywało się między palcami - klepsydra czasu potrafiła być bardzo okrutna i nie zawsze działała kojąco. Poranek miał być lepszy. Spokojniejszy. Tymczasem był jaki? Blondyn nie widział, żeby zmieniło się cokolwiek. Było w zasadzie gorzej. Mógł niby klarowniej myśleć, nie mdlał, grawitacja nie była takim wrogiem, ale nic nie stało się prostsze. Było cięższe. Ten nowy poranek mówił tylko o tym, że znowu trzeba stanąć na wysokości zadania i sprostać wszystkim wyzwaniom, a Laurent nie był nawet gotowy na to, żeby podjąć wyzwanie o imieniu The Edge. Na to pewnie nikt nie był gotowy.

Chwilami potrafił się unosić pożądaniem boskości - potrzebą wznoszenia się do Boga, skoro ten zostawił swojego anioła na tym łez padole. Teraz, czując ten dotyk i wargi Flynna na swojej skórze boskość była błazeństwem i wszystkim tym, czego nie mógł osiągnąć. Błotnisty deszcz, który barwił pergamin skóry swoją niedoskonałością. Winny nie był Flynn i to nie o niego chodziło. Tak jak centrum strachu nie stanowiła jego osoba, a ledwo wspomnienia dnia wczorajszego. Tylko? Aż? Nie potrafił tego ustalić, tak jak nie potrafił ustalić, czy jego emocje względem tego człowieka, tu i teraz, to tylko wiązanka tych doznań z ostatnich 48 godzin, czy jednak wszystko, co ich razem łączyło i dzieliło zarazem? Czuł, jakby musiał mu coś wynagrodzić, a przez to wrażenie czuł się brudny. Znowu zaczął drżeć.

Chyba nigdy wcześniej nie czuł się tak wdzięczny i jednocześnie zażenowany wtargnięciem do pokoju bez żadnego pukania. Resztki godności nakazały mu unieść głowę i jej nie opuszczać, zamiast uciekać wzrokiem jak nadobna panienka w kąt pokoju. Strzelił oczami od jednego do drugiego, kiedy Crow zaczął się podnosić i zaproponował pomoc. Skorzystał z niej. Skorzystał więcej, niż chętnie, a kiedy tylko stanął na nogach to w pierwszej chwili i tak podparł się na jego ramionach przy chwilowym zawrocie głowy. Ale po tym już błędnik przestał szaleć.

Zrobił dwa kroki w kierunku lustra, stając przed nim. Przesunął palcami kilka razy po rozczochranych włosach, ustawiając je chociaż trochę na swoje miejsce, przesunął założoną bluzę, podciągnął spodnie. Wziął kilka oddechów, głębszych i niespokojnych, kiedy spoglądał na samego siebie... po czym wyprostował się, oddech bardziej uspokoił i uniósł podbródek. Kiedy skierował się do kuchni szedł prawie tak, jakby nic nigdy złego się nie wydarzyło, a on był odpowiednią osobą na odpowiednim miejscu i w całkowicie odpowiednim stroju. Ale jego kroki wcale nie były takie pewne i gładkie, jak znał je Flynn.

- Dzień dobry. - Uśmiechnął się ciepło, starając się jak najbardziej zapanować nad własnym głosem i wyciągnął dłoń w kierunku gospodarza, a dopiero potem skinął synom mężczyzny. - Laurent Prewett, bardzo miło mi poznać pana i pańską rodzinę. Miałem okazję już podziękować pańskiej... - niby to przesunął tylko spojrzeniem z mężczyzny po kuchni, a potem z powrotem na niego, ale w gruncie rzeczy szukał pierścionka na dłoni - żonie za opiekę. Jestem zobowiązany. - Ple, ple, ple... Laurent mógłby tak nawijać długo. Miał to tak zautomatyzowane, że nawet nie do końca się zastanawiał nad tym, co mówi. Mówiłby dalej, gdyby nie wzrok Flynna. Wzrok, który bardzo chciał mu przekazać, a umysł Laurenta działał jak w spowolnionym tempie. - Dziękuję za zaproszenie do stołu, pozwoli Pan, że się tylko odświeżę... Flynn... - zawahał się na moment przy doborze imienia. - Będziesz tak miły i mnie zaprowadzisz? - Albo siebie samego? Zupełnie nie miał pojęcia, jakie tu panują zwyczaje i potrzeby, ale o potrzebie zapalenia pamiętał. Więc wolnym krokiem, dumnym, przeszedł przez korytarz. I niekoniecznie zamierzał się zatrzymać przy łazience, chociaż pytająco spoglądał na Edga.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#23
14.11.2024, 01:06  ✶  
W oczach Laurenta bycie pełnym klasy i uprzejmym było zapewne podstawą egzystencji. Crow nie uprzedził go w żaden sposób, że w tej przestrzeni nie musiał się tam zachowywać i odrobinę tego pożałował, bo jego przyjaciel nieświadomie jaką szkodę mógł tym wyrządzić zaśmiał się lekko.

- Jezu Chryste... Nie wiem gdzie Crow cię wyrwał, dostał się kanałami do Pałacu Buckingham czy co? Zgubiłeś się przy śmietniku i cię znalazł? Gdybym wiedział, że coś tu przyprowadzi, to bym wyciągnął z komody szkło po prababce.

Crow cmoknął ustami z dezaprobatą.

- Nie słuchaj tego starego komucha, dla niego jeansy to ubiór wyjściowy do Ritza - burknął, a później dał się Laurentowi chwycić wygodnej swojego ramienia i znowu przekazał coś spojrzeniem - ale tym razem skierował je do Johna. Kłócili się niemo, żywo gestykulując przy tym rękoma, zupełnie jakby wymieniali się argumentami. Ostatecznie John rozłożył ręce bezradnie, a jeden z jego synów, ten starszy, parsknął głośno. Ewidentnie nikt nie zwrócił uwagi na to, że Laurent prawdopodobnie nie miał pojęcia kim był mesjasz mugolskiej religii, co to znaczy „komuch”, że niewiele musiała dla niego znaczyć królowa Wielkiej Brytanii.

Stanął z nim pod tą łazienką i... Czekał. Minęło kilka naprawdę długich sekund nim zamrugał i zapytał:

- Nie wchodzisz?

Czyli nie udało mu się zgrabnie, jak na adoratora damy przystało, zapytać „dyskretnie” czy nie chciała przypudrować noska po tym jak wychlała szklankę wody niczym człowiek zaginiony od doby na pustyni? Jeszcze raz dzisiaj wywrócił oczami.

- To se poczekasz.

I to on zniknął za drzwiami łazienki. Był już przy drzwiach i chyba nawet musnął palcem klamkę, ale wtedy cofnął się do zlewu i umył ręce.

Kiedy wrócili, John majstrował coś przy adapterze, na co Crow pobudził się lekko i zaczął wydawać dźwięki, jakby sobie o czymś nagle przypomniał, ale nie do końca, miał to na końcu języka...

- Ej, a masz... - zwrócił się do niego, ale bardzo szybko przekierował wzrok na Laurenta - najnowszą płytę Bowiego? - Odpowiedział mu inny dźwięk, znów żadne słowo, krótkie mmmm wyrażające głębokie zrozumienie.

- Masz dobry gust Laurencie Prewettcie - rzucił w ich kierunku, kompletnie nieświadomy tego, że Crow chciał pokazać mu przy okazji piosenkę, którą nucił na tegorocznym Lammas. Mężczyzna musiał założyć coś innego, jakąś wspólną niewypowiedzianą historię związaną albumem, który powoli podbijał cały Londyn. - Nawet nie próbujcie się wykręcić, muszę się dowiedzieć skąd wziął się pseudonim Flynn.

Podprowadził go pod krzesło. Nim sam usiadł, pomógł mu je zająć i bezwiednie przejechał palcami nieopodal miejsca ugryzionego przez wampira.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#24
14.11.2024, 01:41  ✶  

Starał się zachować pełną klasę, ale oczy i tak szerzej mu się otwierały, kiedy słyszał każde kolejne słowo. Zagubiony przy śmietniku? Kanały? Coś ? Mało dawała świadomość, która przychodzi po fakcie, że ten człowiek na pewno nie miał niczego złego na myśli, skoro teraz zetknięcie się z tym było jak kubeł zimnej wody. Laurent przesunął swoje ręce za plecy, żeby tam nerwowo zacisnąć palce, wbić paznokcie w skórę i odnowić przygasły na moment uśmiech. Czego nie mógł jednak ukryć to braku zrozumienia dla słów, jakie tutaj padały. A słowa Flynna wcale tego nie poprawiły. Zrozumiał tylko pierwszą część wypowiedzi - żeby go nie słuchać. Chciał powiedzieć, że to przecież kolejny nonsens - nie słuchać gospodarza... Ale coś mu zdążyło podpowiedzieć, że to nie będzie najlepsze do powiedzenia.

Pożałował jeszcze bardziej, że jednak nie kazał się od razu zaprowadzić do domu, kiedy nastała ta dyskomfortowa wymiana... Zdań. Gestów? Niemy h zdań za pomocą gestów. Ten dyskomfort rozregulował jego oddech, chociaż starał się jak najbardziej nie dać po sobie poznać, że cokolwiek się dzieje. Był tu tak bardzo niepasującym elementem, jak tylko się dało. Być może dokładnie tak samo jak Flynn na weselu Perseusza.

- Och... - O tym nie pomyślał wcale. Że Flynn pomyślał w tej kategorii dla niego. Na szczęście, albo nieszczęście, myślał za wolno, żeby się przedrzeźniać o to. - Nie chcesz zapalić..? - Zapytał, kiedy Flynn wyszedł z łazienki i zanim sam się do niej na chwilę wsunął. Bo naprawdę sądził, że to o to chodzi, a cała reszta jest tylko pretekstem.

Potem Laurent obrał taktykę większego milczenia. Głównie po to, żeby spróbować się chociaż dostosować, dopasować, żeby wyczuć to miejsce i jego mieszkańców. Uśmiechnął się ślicznie do dwójki ciekawskich dzieci, które co rusz na niego zerkały, ale dopiero pytanie Flynna sprawiło, że jego mimika zyskała kilka gram autentyczności. Ożywienie. Tak, tak jak ożywił się Flynn, tak jakąś iskra nadziei zapaliła się w końcu w zmatowiałych od obudzenia oczach Laurenta.

- Mam taką ambicję, by nauczyć się śpiewać jedną z piosenek. - Bardzo wątpił w kwestię dobrego gustu, ale nie zamierzał tego podważać i wchodzić w dyskusję - bo nie miał pojęcia nawet, czego się spodziewać. I jakoś wątpił, by jego umiłowanie do opery było tutaj... Punktem zbieżnym.

Usiadł na krześle i napiął się od dotyku na wrażliwej skórze - z nerwowości, nie bólu. Spojrzał na moment na Flynna, nim przeniósł spojrzenie znów na gospodarza. Gospodarza, którego nie rozpoznał, bo to nie on zanosił wiadomość. Zaniósł ją w jego imieniu Alexander.

- Muzyka jest waszym wspólnym mianownikiem..? - Spróbował postawić malutki krok w celu jakiegokolwiek podtrzymania rozmowy.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#25
14.11.2024, 02:33  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.11.2024, 02:35 przez The Edge.)  
Przecież nie będę palił w kiblu.

Te słowa musiały do Laurenta wrócić dokładnie w tym momencie, w którym po kuchni poniósł się dźwięk pierwszych nut The Rise and Fall of Ziggy Stardust and the Spiders from Mars, a Crow usiadł na krześle i wyciągnął paczkę papierosów. W ogóle nie krępował się z tym, żeby odpalić fajkę w pomieszczeniu, chociaż tuż obok siedziała dwójka dzieci. John zmierzył go spojrzeniem, po czym powiedział:

- Cora nienawidzi kiedy ktoś pali w kuchni.

Ale te słowa najwyraźniej nie miały żadnego znaczenia, bo od razu sięgnął do trzymanej przez Crowa paczki i poczęstował się jednym. Kiedy siadał przy stole, końcówka papierosa rozbłysła snopem iskier. Najpewniej rozpalił go właśnie Crow, ale wyszło im to tak płynnie, że komuś kto nie znał jego możliwości, prawdopodobnie trudno byłoby ocenić co właściwie się stało. Zaciągnął się dymem, dmuchnął nim w sufit, a później wstał jak oparzony bo sobie o czymś przypomniał. Otworzył szeroko zamknięte okna, po czym przeszedł się jeszcze raz do komody z adapterem i wyciągnął z niej plik listów i zeszyt. Nim wrócił na swoje miejsce, rzucił je przed cyrkowcem na blat, ten zaś westchnął i zaczął otwierać je nożem. Dla kogoś o niskiej percepcji, zdawał się kompletnie niezainteresowany tocząca się rozmową - czytał jakieś tajemnicze wiadomości powoli dokopując się do tej, którą Laurent wysłał mu kilka dni temu. W rzeczywistości cały czas czuwał. Zerkał na nich co kilka zdań, gotowy do przerwania im albo złapania Laurenta za nogę, gdyby znowu zaczął się trząść. Poza tym najwyraźniej dał przyzwolenie na tę wymianę informacji chociaż John wydawał się być straszliwym paplą.

Jeden z jego synów chwycił pociętą kopertę i zaczął po niej rysować.

- Sorry, zapomniałem ci je dać ostatnio, jak wyłeś za tym tępym chujem - mówił, wciąż zaciągając się dymem. Odpowiedziała mu cisza, po której bardzo chętnie i z zaciekawieniem przysunął się w kierunku Laurenta. W przeciwieństwie do swojego przyjaciela nie był kimś nachalnym w kontekście naruszania jego przestrzeni osobistej, nie kokietował go spojrzeniem. Mimo wszystko budował wokół siebie wrażenie kompletnego błazna, w dodatku przesuwał spojrzeniem pomiędzy dwójką mężczyzn, jakby chciał wyłapać wszystkie, nawet najdrobniejsze reakcje. Niewątpliwie analizował to co ich łączyło. - Muzyka? Nie, ciągle kłócimy się o muzykę, bo jemu się wydaje, że jak coś leci w radiu to z góry jest chujowe. A was? Będziesz mu śpiewał nowe piosenki Bowiego? - Czy to było dla niego zabawne, czy zawsze się tak uśmiechał? Czy zawsze tak żywo gestykulował rękoma, opierał się łokciem o stół? - Nasz wspólny mianownik to to, że oprócz niego nikt nie może znieść tego ile pierdolę, a oprócz mnie nikt nie może znieść co on pierdoli. Zawsze uważałem to za sekret głębokiej przyjaźni. Nie to ile was łączy i jak magicznie się rozumiecie, tylko to czy jesteś w stanie wytrzymać czyjeś najbardziej wkurwiające momenty. - Widać było, że mówi to celowo. Oglądał jego twarz, reakcje, drgnięcia ust, ucieczki oczami w bok. Nie męczył go jednak bez końca i chwili wytchnienia - podsunął mu prostą ucieczkę, mianowicie talerz z jedzeniem. - Jak się żeście poznali?

- Zgubił się przy śmietniku, nie pamiętasz? Minęła minuta.

- Dla ciebie też jest taki niemiły?


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#26
14.11.2024, 10:26  ✶  

Przy wielkich stołach dżentelmeni palili cygara i było to więcej niż wskazane. Kultura obycia podczas prowadzonych rozmów zapraszała do załączenia tego cygara do szklaneczki whiskey. Flynn wymienił to na papierosy - te preferowane były zazwyczaj przez damy, które wkładały je w metalowe rączki, albo wyciągały cygaretki. Palono na ulicy Pokątnej i przy muzeach. Teraz palono w kuchni osoby, która nienawidziła, kiedy pali się w domu. I żaden z panów nie miał nic przeciwko, a nawet więcej - wydawali się zadowoleni z faktu, że mogli to zrobić. Mężczyźni często sie zachowywali jak dzieci, chociaż Laurentowi trudno było zrozumieć ten fenomen. Co było takiego fajnego w tym paleniu w kuchni, skoro gospodyni tego nie lubiła? Przecież sprawiali jej przykrość - musieli sobie zdawać z tego sprawę. Być może, tylko niekoniecznie świadomie. Ważniejsze było samozadowolenie. Robienie czegoś względnie zakazanego potrafiło całkiem nieźle stymulować mózg.

Tymczasem sam wyciągnął dłoń po papierosa, bo wcześniej bardzo liczył na to, że wyjdą na dwór i zapalą. Na dworze - nie w kiblu.

- Tępym chujem? - Nie lubił przeklinać, to nie leżało na jego ustach, nie pasowało do wizerunku, który budował przed światem i samym sobą. Nie lubił dźwięku tych brzydkich słów, kiedy było tyle piękniejszych, którymi możliwe było opatrzenie rzeczywistości. Już i tak ponurej samej w sobie. To mogło nie być dobre pytanie ze względu na obecność Flynna, ale nie sądził, że było rzucone przypadkowo. Nie rzuca się przypadkowo takimi hasłami, kiedy myślisz, że osoby może COŚ łączyć. Cokolwiek by to nie było - a ten mężczyzna zdawał się bardzo dobrze Crowa znać. Zresztą zaraz miał usłyszeć tego potwierdzenie. - Mój głos nie leci w radiu, więc chyba mam jakieś szansę bycia pozytywnie odbieranym. - Nie lubił papierosów, nie lubił ich smrodu, ale palił kiedyś - kiedy się poznali u Fontaine. Nikotyna była lepsza od smrodu Nokturnu. Dzisiaj też mu się zdarzało przy sytuacjach na tyle nerwowych, że zajęcie dłoni i zmysłów tym wypalaczem stawało się dobrym pomysłem. Postarał się o delikatny uśmiech dopasowany do tych słów. - Za to mogę zagwarantować, że mój głos połączyłby umiłowaniem do muzyki wielbicieli każdego gatunku. - Było tych kilka rzeczy, których Laurent był niezachwianie pewny. To była jedna z nich. I jednocześnie to było też maksymalne skupianie się z jego strony na rozmowie, by poprowadzić ją w najbardziej satysfakcjonujący sposób. Na przykład - nie odpowiadać bezpośrednio, bo nie był pewien, co powinien powiedzieć i jaka odpowiedź byłaby tu odpowiednia. Przy obcym człowieku z obcego świata. - Być może wystarczą jedynie chęci i pragnienie, żeby druga strona mogła być sobą. - Choć z tymi pragnieniami różnie bywa. - Zazdroszczę Panu. Mimo moich starań i pragnień wyborem Flynna jest zazwyczaj milczenie. - Zupełnie jakby go tu nie było, a był. Och, to było trochę złośliwe z jego strony, choć nie dał tego po sobie poznać. To ten paskudny nastrój. Ta gorycz. Drapało go to ubranie, było mu niewygodnie, musiał tutaj siedzieć i bardzo wysilać swój połamany umysł, a chciał zatopić się w nieistnieniu we własnym, obrzydliwym domu. I dopiero kiedy te odczucia na niego nacisnęły falą to rozpierzchły się na bok, bo uświadomił sobie, że przecież... czy to nie jest możliwość na poznanie tego czarnowłosego psiaka? O ile w ogóle był sens poznawania go. Wsunął dłonie pod stół, żeby znowu zacząć je zaciskać.

- Powiedziałbym, że stara się być najlepszą wersją siebie. - Uniósł na krótką chwilę kąciki ust ku górze. Kiedyś był niemiły, prowokujący, obrażający. Ale ostatnio..? W zasadzie kiedy i czemu się to zmieniło? - Zawsze uważałem to za sekret głębokiej przyjaźni. Nie ważne, ile was dzieli i jakie rosną nieporozumienia, to staracie się je odnaleźć i zmieniacie siebie wzajem na lepsze. - To chyba był szczyt jego sprytu na ten dzień, bo niemal czuł fizyczne kucie w mózg.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#27
15.11.2024, 14:58  ✶  
Przez pięć sekund trwała pomiędzy nimi cisza. To miało znaczenie, bo John był jednym z tych ludzi, którzy od razu wyrwali się do odpowiedzi i jeszcze kiedy kończyłeś ostatnie zdanie, w jego oczach już błyszczało, unosił wargi, coś cisnęło mu się na usta. Teraz - nic. Po tych pięciu sekundach kopnął pod stołem nogę Crowa. Ten westchnął.

- Alexander. Nie, to je jest sekret.

Tak naprawdę to nie pamiętał czy Laurent poznał imię zarządcy cyrku czy nie. Podał mu papierosa, wyraźnie zdziwiony, ale również go odpalił. Nie zamierzał przypominać mu moralizatorskiej gadaniny sprzed chwili, ale kiedyś pewnie wykorzysta to do tego, żeby go uszczypnąć.

- Cóż. Może gdybyś powiedział o nim kiedykolwiek coś dobrego to nie ukrywałbym go za tym pseudonimem.

- Czy możemy nie?

Nie mówić o tym, przestać go dźgać przypomnieniem, że od dwóch tygodni spał na podłodze i zastanawiał się czy w Fantasmagorii jest dla niego jeszcze miejsce. Nie zamierzał robić z tego swojego wielkiej tajemnicy, ale mówienie o czymkolwiek nie przychodziło mu ze szczególną łatwością, a to... Zmotywowało go do utonięcia w tych listach z jeszcze większym zaangażowaniem. W rzeczywistości żaden z tych które przeczytał nie były nawet minimalnie interesujące. Wszyscy odpowiadali mu pokrętnie albo nic nie wiedzieli.

- Oooh, zaczynam dostrzegać to co on w tobie widzi - sam jednak wydawał się mieć do jego osoby jakiś dystans. Rozmawiali otwarcie, mężczyzna żywo gestykulował i nie dawał Laurentowi wrażenia, że jest w tej rozmowie niemile widziany - wręcz przeciwnie - oboje wykorzystywali to do zbierania danych i szybkiego zorientowania się w sytuacji drugiej strony, więc dało się wyczuć w tym zaangażowanie. Tylko nie było w tym chemii. Motywacją obojga musiał być Crow. Pomiędzy nimi samymi nie iskrzyło, nic nie wzniecało pożaru, a jakiś cień szeptał do ucha, że mimo znania się mniej niż kwadrans w Johnie istniała już jakaś blokada, bariera. Wyglądali na siebie zza muru. - Ale spostrzegawczy to ty nie jesteś, co? - Przełożył papieros do drugiej ręki i oparł się łokciem o blat stołu, wyginając lekko plecy do tyłu. - Jak miałem z osiemnaście lat to do Londynu przyjechali ci Niemcy organizujący jarmark świąteczny i moja babcia nas tam zabrała. - Zrobił kolejną przerwę na zaciągnięcie się papierosem i strzepanie popiołu do pustej szklanki stojącej przy talerzu Flynna. - Nie odezwał się do nas cały dzień. Biedaczka myślała, że mój kolega jest niemową, ale kiedy pod koniec dnia kupiła mu te takie cholernie słodkie, twarde ciastka z lukrem, nagle powiedział jej, że to najlepszy prezent świąteczny jaki dostał w życiu. Myślałem, że dostanie zawału.

- Były zajebiście dobre.

- Poprzeczka i tak nie była postawiona wysoko, bo na minione święta dziewczyna kupiła mu perfumy. Pewnie do dzisiaj nosi je w kieszeni bo nie wierzę że je zużył.

Pierwszy raz dzisiaj Crow się zaśmiał.

- Zostawiłem je na półce w jej sypialni. Pewnie stoją tam od piętnastu lat. Jeżeli kiedyś mnie zabije to może zrobić z nich horkruksa. - A później się wyłączył, bo w jego ręce trafiła ostatnia z przesyłek. Kartkował zeszyt z zaciekawieniem, w czym towarzyszył mu młodszy z synów Johna, który na tym etapie zszedł ze swojego krzesła i wtulił się w jego bok, chcąc mieć lepszy widok na wykonane ilustracje.

- Jesteś jakimś śpiewakiem operowym?

John wskazał na grający adapter i wyraźnie chciał zadać jakieś pytanie, ale o dziwo Crow był szybszy. Odwrócił się w jego kierunku, pokazując otrzymany dziennik.

- Czemu? - A może nie powinien teraz? Ale zadał to pytanie, głośno i wyraźnie. Starszy z synów z zaciekawieniem obserwował ich przeżuwając zdecydowanie za duży jak na niego kęs frittaty.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#28
15.11.2024, 15:45  ✶  

Nie musiał znać tego imienia, żeby pierwszą osobą w jego wyobraźni był właśnie on - osoba, która dwa razy prawie jebnęła go w twarz. Za pierwszym razem się powstrzymał, bo zbyt wiele ludzi było wokół. Za drugim razem się nie powstrzymał - zatrzymał go Flynn. Z perspektywy czasu zdał sobie sprawę, jakie to było głupie, a usprawiedliwianie siebie samego tym, że już się odrobinę wypiło (przy bardzo słabej głowie) i rozpaczliwą potrzebą pomocy wydawało mu się żałosne. Tak jak zresztą wiele rzeczy. Tylko czy to na pewno był pan Alexander? Równie dobrze mogli mówić o jakimkolwiek innym mężczyźnie, nawet by to bardziej pasowało - w końcu Flynn... ach, nie, no właśnie. Flynn. Ten "skąd-ten-pseudonim", z którym to zdaniem Laurent nie wiedział, co zrobić, więc je jakże nieelegancko pominął, wybrał przecież Fontaine na swoją miłość. Może taki po prostu miał być jego świat.

Nie okazał zdziwienia, chociaż zaświeciło się ono leciutko w jego wnętrzu, kiedy padły te słowa - chyba komplement. Bo do czego się odnosiły? Do głosu? Do tego "popisu" słowem? Do wyglądu? Przesunął palcami po włosach odruchowo, jakby chwila tego naprawdę wymagała. Chyba powinien sobie zdawać jednak sprawę z tego, że w tej sytuacji już niewiele mogło pomóc i zmienić percepcję nieznajomej osoby względem aparycji. Diabełek z ramienia mógłby podpowiedzieć, że to człowiek znający Edga - pewnie znający go w najgorszych chwilach zniszczenia, raczej mało rzeczy mogło go zaskoczyć. Fakt był jednak z obu stron, że tu nie można było mówić o szukaniu wspólnej nici, która zwiąże paluszki. Laurent też jej nie szukał. Mur był w końcu bezpiecznym miejscem, by wyglądać zza niego na obcy i nieznany świat, nawet jeśli ciekawość blondyna zbyt często zwyciężała i zsuwała z półki (na wzór kociego nawyku) przedmiot opisany "instynkt samozachowawczy".

Bardzo mocno skupił się na tym, by nie dać po sobie poznać, jak kolejne słowa znowu uderzyły w czuły punkt. Niezbyt bystry. Uśmiechnął się za to, chcąc dla zewnętrznej gawiedzi przyjąć to za żart. Drżenie dłoni trzymającej papierosa w tym momencie mogło być zepchnięte na karby czegokolwiek, prawda? Prawda? Pod stołem zaciskał palce z całych sił na materiale spodni. Materiale, który kuł, przeszkadzał, uwierał, ale kręcenie się na krześle i nadmierne poprawianie przecież byłoby niegrzeczne.

- Na to, żeby podtykać mu naleśniki na śniadanie zamiast boczku, już wpadłem. - Chciał zażartować, że ponieważ zbyt bystry nie jest to chyba potrzebowałby jaśniejszego opisu sytuacji, ale nie przeszło mu to przez gardło. Wiedział, że nie chodzi tutaj o kwestie jedzenia, wiedział, że Flynn przeżywał mnóstwo rzeczy - ale wewnątrz. I wiedział też, że nie powinien wymagać zbyt wiele, w zasadzie to niczego nie powinien wymagać. Dowiedział się też tego, że mógł być jednak oszczędniejszy i uważniejszy w słowach. Wydawało się to, szczególnie teraz, takie trudne... Tym nie mniej - żart. To miał być delikatny żart. - Nie jestem. Choć sugerowano mi tę karierę. To hobby. - Jedno z niewielu, albo właśnie wielu. Kiedyś usłyszał, że tylko bogaczy stać na hobby. Nie do końca wiedział, co o tym myśleć. - Najwyraźniej ta dama zapomniała dodać do prezentu groźbę, że jeśli je zwróci to wyleje je na jego oczach. - Zastanawiał się w zasadzie, dlaczego to tę dwójkę bawiło, dlaczego bawiło Flynna, bo jemu wydawało się smutne. Chciał o to zapytać, ale teraz? Nie, zdecydowanie nie... na tym obcym terenie i... - Hm? - Obrócił głowę w stronę czarnowłosego i opuścił wzrok na dziennik. I znów uniósł te dwa szkiełka, w których zaklęto morze, na niego. - Czemu ci go dałem? Czemu go zrobiłem? Czemu go wysłałem? Czemu nie dokończyłem? - Podsunął pytania, bo za jednym "czemu" mogło się bardzo wiele kryć, a szczególnie u Flynna. Pewnie nawet nie był w stanie wymyśleć, co za "czemu" jego dotyczyło w tym momencie. Poczuł się zażenowany. Rozczarowany? Taki był właśnie kraniec tej istotności, jego nijakość w życiu tego człowieka, a przecież przeczyło to wielu gestom, które u Flynna znaczyły więcej niż słowa. Znowu poczuł się diabelnie zmęczony, kiedy przeniósł wzrok na tego papierosa. Paskudnie niedobrego i śmierdzącego papierosa.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#29
16.11.2024, 00:11  ✶  
John musiał zauważać te rzeczy. Pęknięcia na prezentowanej mu fasadzie, drżenie ukrytych pod blatem dłoni. Nie komentował tego w żaden sposób i nie był nachalny, ale w połączeniu ze zbudowanym nie wiadomo kiedy dystansem miało prawo to nieco człowieka zmrozić. Był bardzo, ale to bardzo uważny i budował wokół siebie wrażenie kogoś, kto dobrze czytał ludzi i pamiętał ich wcześniejsze słowa.

- I co takiego było ważniejsze od łączenia głosem wielbicieli każdego gatunku muzyki? - Pytanie nie zahaczało w żaden sposób o Crowa, a jednak wydawał się być tym zaciekawiony.

- Jakbym je nosił w kieszeni, to flakon by pękł - dodał gdzieś pomiędzy wierszami, po prychnięciu na dźwięk słowa dama wypowiedzianego w celu opisania Madame Fontaine.

Ale to prychnięcie nie odbijało się teraz w jego twarzy. Znów ścisnął spierzchnięte wargi i obserwował Laurenta. Teraz kiedy jego uwaga była skupiona na blondynie, błyszczące oczy przejechały po całej jego sylwetce, również po zaciśniętych na sobie dłoniach i zmarszczył brwi, nieco nachalnie wciskając rękę pomiędzy jego, żeby to na nim testował możliwości swoich paznokci.

- Czemu coś od ciebie dostałem. - Powiedział to o wiele ciszej niż mówił wcześniej, powracając tym samym do tonu głosu, który towarzyszył im w sypialni. John milczał. Przesuwał spojrzeniem od jednego do drugiego przez kilka długich sekund, po czym nieco nerwowo podniósł się z miejsca.

- Ah kurwa, nie wytrzymam tego. Chłopaki, idziemy się przebrać, zanim babcia po was przyjedzie. - A oni się go posłuchali. Najwyraźniej również poczuli bijące od swojego wujka napięcie. To, od którego on sam czuł się tak, jakby świat na moment zwolnił. Nawet nie zauważył momentu, w którym Alfie zgarnął z blatu kilka swoich bohomazów, chociaż te były rozrysowane na tyłach kopert zawierających dane nadawców.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#30
16.11.2024, 00:40  ✶  

Spotykał się już z różnymi ludźmi przy okazji prowadzenia rezerwatu i hodowli. Chamskimi, niemiłymi. Spotykał się z obelgami i krzywymi spojrzeniami zarówno kiedy wciskano mu pieniądze w ręce, jak i wtedy, kiedy to on chciał te pieniądze uśmiechając się ślicznie pomiędzy kaszmirowymi firankami złotych salonów. Traktował mężczyznę przed sobą dokładnie tak samo, jak każdego innego ze świata, w którym fason był wszystkim. Były takie osoby, przy których nie pilnował tego niemal wcale. Jedna taka osoba siedziała obok niego. Ale naprzeciwko niego siedział obcy człowiek z jeszcze bardziej obcego środowiska, a jego nie potrafiło opuścić uczucie, że czegoś chciał. Czegoś oczekiwał. Przeweryfikował dokładnie w tym momencie cel wspomnienia o Alexandrze i to, jak mogli razem wyglądać w jego oczach. To, że był tylko kolejną osobą do... czegoś. Po coś? Nie. W zasadzie to sugestia sprzed chwili mówiła o czymś innym. Tylko jak miał to oceniać? Czepiać się jak zwykle swojej beznadziejnej nadziei?

- Miriady zobowiązań, nadziei i ambicji. - Każdą z tych rzeczy mógł nazwać, policzyć, wymienić, ale było ich bardzo wiele. Prawda była taka, że nawet nie brał pod uwagi tego, że mógłby obrać taką drogę. Jego cel był jasny, zresztą jego ton zabrzmiał nad wyraz stanowczo, kiedy o tym powiedział. Trochę jak ton, który przyjmował, kiedy oddzielał towarzyskie pogawędki od interesów. To nie było celowe tak do końca, ale kreśliło granicę, której nie zamierzał przekraczać z gospodarzem. Jego własne życie było jego własną porażką, bo po tylu latach starań okazywało się, że i tak był zawodem dla swojego ojca. Bardzo wiele rzeczy zaczynało tracić sens, kiedy to, co cię definiowało, okazywało się nagle nie definiować cię wcale. Mężczyzna. Może do tego ograniczał się problem, że był za mało męski. - Pokaleczyłbyś palce do krwi. Żadna miłość nie pozostawia ogrodu różanego bez kropli krwi na palcu. - Kiedy to powiedział odkrył, że mógł się jednak zamknąć. I wybrać to, co często wybierał Crow. Ciszę. I jak cholernie docenił ten moment, kiedy mógł zacisnąć swoją dłoń na dłoni Flynna. Sam ten gest był ulgą, która osadziła go nieco pewniej w tej niby gościnnej, a jednak coraz bardziej wrogiej przestrzeni. Nie było mowy o tym, żeby jego paznokcie miały uronić tę kroplę krwi, nie miał takiej siły. A jemu tym bardziej nie chciał ich wbijać w naskórek. I nie musiał.

W jedną chwilę zrobiło się tutaj pusto, a Laurent złapał tak głęboki wdech, jakby przez cały ten czas się dusił. Przechylił się na ten stół, podparł o niego przedramieniem, przestał prostować. Uścisk dłoni tylko przez chwilę jeszcze był taki intensywny.

- Żeby było ci miło, Crow. Żeby sprawić ci przyjemność.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Laurent Prewett (14780), The Edge (14290)


Strony (6): « Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa