Nienawidził tego, jakie to było poetyckie. Takie rzeczy przechodziły mu przez gardło z niebywałym trudem i wyjątkowo nie pasowały mu do paskudnej relacji, jaka łączyła go z tą kobietą. Miłość, różany ogród? Kochał ją tak mocno, ale ona o wiele bardziej niż jego kochała władzę, siłę i wpływy. I zakazaną magię, od której degradowała się dusza. Obróciła wszystko, co było w niej dobre w proch, kiedy on dźwigał ciężar kolejnych okrutnych zadań. Ten flakon perfum był w tej historii absolutnie niczym. Detalem, który nie znaczył nic. Dlatego nie lubił tego typu mądrości - kocopoły rzucane przez ludzi niemających pełnego obrazu sytuacji.
Przez moment myślał, że się zdenerwował, ale kiedy sięgnął w to głębiej, tym co czuł, okazało się... rozczarowanie. Nie wiedział skąd płynęło - rozczarował się nim czy sobą? Sytuacją?
- ...czemu? - Powtórzył to samo. Czemu on to dla niego robił? Nie potrzebował niczego w zamian, nie lubił otrzymywać prezentów, które z nim zostawały. Może dlatego tak spodobały mu się te ciastka - dały mu chwilę, moment warty zapamiętania, nie dawały mu natomiast ciężaru. Bo takie prezenty były ciężkie. Nie wypadało się ich pozbywać, jednocześnie nie miał co z nimi zrobić, nawet jeżeli jakkolwiek mu się podobały. - Laurent, przecież to jest tyle pracy, tyle czasu... - czasu o wiele cenniejszego niż on - ja nawet nie mam pokoju, w którym mógłbym to trzymać. - Powiedział pokoju, bo w gruncie rzeczy nie mierzył wyżej. Nie miał pokoju, nie miał łóżka, mieszkania ani domu. Do niedawna miał półkę na regale Alexandra, dzisiaj tej półki już nie miał, ale przynajmniej nie miał też podbitego oka.
Widać było, że kompletnie nie potrafił przyjmować prezentów. Machał tym zeszytem, nie wiedząc, co z nim zrobić. I zgubił się w tym tak cholernie, aby zacząć coś mamrotać, ale tak niezrozumiałego, aby dało się wyłapać z tego coś o aucie, o schowku. Co dokładnie? To było zbyt niezrozumiałe, jakby mówił sam do siebie.
Znowu się nastroszył, napiął. Jednocześnie coś w nim pękało. Może i Laurent przestał ściskać jego dłoń, ale on jej nie zabrał - splótł razem ich palce, sytuacja, w której opadał na blat stołu, wcale nie go satysfakcjonowała.
- Jeśli chcesz sprawić mi przyjemność, to zjedz te przeklęte ziemniaki. Nie chcę nienawidzić tego upiora jeszcze mocniej.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.