28.10.2024, 16:25 ✶
Charles słuchał jej słów i wdzięczny był za to, że odważyła się podzielić swoimi doświadczeniami z wizjami. Potrafił zrozumieć, że to, co jej się przytrafia, nie jest miłe i musiał przypomnieć sobie, że dopiero co się poznali i nie wypada przygarnąć jej do piersi w geście wsparcia.
- Przykro mi, że musisz to przeżywać. - Powiedział zamiast tego. - Jeśli... jeśli dzielenie się tymi wizjami z kimś mogłoby ci pomóc, to jestem tutaj, żeby słuchać. - Szybko złapał się na naiwności swoich słów. - Dopiero się poznaliśmy, ale mogę ci obiecać, że twoje opowieści są ze mną bezpieczne. - Uśmiechnął się lekko. Nie miał komu ich opowiadać: ojca chwilowo trzymał na dystans, a ani Leo, ani Scarlett, ani nawet Rolph nie byliby zainteresowani słuchaniem o jakichś niezbyt sprecyzowanych wróżbach młodej Scylli. - Jeśli pani Annaleigh pozwoli, zawsze tu będę, żeby cię wysłuchać.
Oferta mogła wydać się wielkoduszna, ale tak naprawdę była niczym. Charliemu przyda się towarzystwo, Scylla mogła zrzucić z siebie ciężar przepowiedni, jeśli chciała i uzna to za właściwe. I to w tym ostatnim leżał problem.
- Ale tylko jeśli tego chcesz. - Podkreślił. - Nie chcę... ech, Scyllo. Wyszedłem przed szereg, tak to się mówi? - Zmieszał się odrobinę, nie wycofując się ze swoich słów, ale łapiąc na zbytniej nachalności. - Nie powinienem tak cię o to wypytywać i prosić o szczegóły, ale moja propozycja ciągle tu jest. - Dodał. Nie chciał wyjść na nieuprzejmego, a czy nie właśnie to zrobił, sugerując, że powinna mu się zwierzać?
Poklepanie dłoni odebrał jako jasny przekaz - było miło, ale powinien zabierać łapy, dlatego też to zrobił, powoli cofając ramię.
- Traktuję cię na równi, Scyllo. - Podkreślił po raz kolejny. - Nie zatrzymałem cię tutaj zbyt długo, prawda? - Zapytał, dopiero zdając sobie sprawę z tego, od jak długiego czasu rozmawiają. - Przepraszam, nie chciałem postawić cię w niezręcznej sytuacji. Ale ciągle chcesz wyjść ze mną na obiad? - Wbił w nią ciemne spojrzenie, mając nadzieję, że jego paplanina i nachalność nie zmieniła jej decyzji. Odruchowo złapał na krawędź blatu stołu i zacisnął na niej palce. - Zrozumiem, jeśli zmieniłaś zdanie. Czasem powinienem pomyśleć dwa razy zanim otworzę usta.
- Przykro mi, że musisz to przeżywać. - Powiedział zamiast tego. - Jeśli... jeśli dzielenie się tymi wizjami z kimś mogłoby ci pomóc, to jestem tutaj, żeby słuchać. - Szybko złapał się na naiwności swoich słów. - Dopiero się poznaliśmy, ale mogę ci obiecać, że twoje opowieści są ze mną bezpieczne. - Uśmiechnął się lekko. Nie miał komu ich opowiadać: ojca chwilowo trzymał na dystans, a ani Leo, ani Scarlett, ani nawet Rolph nie byliby zainteresowani słuchaniem o jakichś niezbyt sprecyzowanych wróżbach młodej Scylli. - Jeśli pani Annaleigh pozwoli, zawsze tu będę, żeby cię wysłuchać.
Oferta mogła wydać się wielkoduszna, ale tak naprawdę była niczym. Charliemu przyda się towarzystwo, Scylla mogła zrzucić z siebie ciężar przepowiedni, jeśli chciała i uzna to za właściwe. I to w tym ostatnim leżał problem.
- Ale tylko jeśli tego chcesz. - Podkreślił. - Nie chcę... ech, Scyllo. Wyszedłem przed szereg, tak to się mówi? - Zmieszał się odrobinę, nie wycofując się ze swoich słów, ale łapiąc na zbytniej nachalności. - Nie powinienem tak cię o to wypytywać i prosić o szczegóły, ale moja propozycja ciągle tu jest. - Dodał. Nie chciał wyjść na nieuprzejmego, a czy nie właśnie to zrobił, sugerując, że powinna mu się zwierzać?
Poklepanie dłoni odebrał jako jasny przekaz - było miło, ale powinien zabierać łapy, dlatego też to zrobił, powoli cofając ramię.
- Traktuję cię na równi, Scyllo. - Podkreślił po raz kolejny. - Nie zatrzymałem cię tutaj zbyt długo, prawda? - Zapytał, dopiero zdając sobie sprawę z tego, od jak długiego czasu rozmawiają. - Przepraszam, nie chciałem postawić cię w niezręcznej sytuacji. Ale ciągle chcesz wyjść ze mną na obiad? - Wbił w nią ciemne spojrzenie, mając nadzieję, że jego paplanina i nachalność nie zmieniła jej decyzji. Odruchowo złapał na krawędź blatu stołu i zacisnął na niej palce. - Zrozumiem, jeśli zmieniłaś zdanie. Czasem powinienem pomyśleć dwa razy zanim otworzę usta.