• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[17.08.1972] Baby | The Edge & Laurent

[17.08.1972] Baby | The Edge & Laurent
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#11
23.11.2024, 15:02  ✶  

- Eeej... - To miało zabrzmieć zdecydowanie bardziej... miało być napełnione większym oburzeniem, protestem. Tymczasem stało się najbardziej delikatniutkim i ciepłym "ej" na tym świecie. Cichym i spokojnym. Ukojonym - dokładnie w ten sam sposób, w jaki on czuł się ukojony. Nie był w stanie odnaleźć sobie jakiegokolwiek płomyka, żeby wyrzucać wycieranie się jego koszulą. Tym bardziej, kiedy zaraz został przyciągnięty i mógł przylgnąć do niego tak, jakby sam został zamieniony w pierzynkę dla Flynna. - Jak miło i ciepło... - Czasami nie trzeba widzieć czyjejś twarzy, żeby słyszeć jego uśmiech. Zaśmiał się cicho czując pocałunki na szyi i jeszcze się nadstawił. Teraz tutaj. I jeszcze tu...

- Chciałbyś, żebym tak do ciebie mówił? - Nie był pewien, czy by potrafił. Musiałby spoglądać na niego dokładnie tak samo, jak spoglądał na tamtego mężczyznę - nie jak na człowieka, wobec którego odczuwasz empatię, a jak na człowieka, który ma się dopasować do twoich potrzeb i zostawić cię potem w spokoju. Możecie zjeść kolację, wymienić się uprzejmościami, ale szczególnie w ostatnich miesiącach stawało się to dla niego coraz bardziej żmudne i wyczerpujące. Nie potrafił znaleźć do tego równoważni. Chyba... w zasadzie tak spoglądał przecież na Flynna kiedyś. Dawno temu, kiedy spotkali się u Fontaine. Bo na nią też tak patrzył. Różnica była taka, że tam jego robotą było kusić i zabawiać, żeby dostać to, co chciał. - Bardzo mocno oddzielam pracę od wszystkiego, co poza nią. - Jak bardzo musiał to wyjaśniać? Czy Flynn potrafił sobie wyobrazić ilość oczekiwań, kiedy stawał przed innym człowiekiem, który widział go jako być-może-dziedzica-Prewett? Osobę, która widziała go jako jedynego syna Edwarda Prewetta, młodą, ambitną osobę, "człowieka sukcesu", cokolwiek miałoby to znaczyć. A dla Flynna był... po prostu Laurentem? Aż Laurentem? - Wyjątkowy czuję się przy tobie. - Wyjątkowość padała tam, gdzie coś odbiegało od norm. Dla Flynna z całą pewnością świadectwa tamtej rozmowy było wyjątkowe, chociaż jej przedsmak widział już na Lammas. Dla Laurenta wyjątkowe było chociażby to, że pierwszy raz miał w myślach, że się wstydził tego, co dzieje się w sypialni. To nie był "po prostu seks". Nawet jeśli tego nie rozumiał dosadnie. - Uznam to za komplement. Pozwalam sobie tylko przy tobie. - Bo tylko przy nim miało to takie wyzwalające brzmienie i znaczenie. Czyli znaczyło... nic. Było ledwo smakiem. I te wszystkie złe doświadczenia zamieniały się w sięganie pamięcią do tych wszystkich rzeczy, które widział, albo których doświadczył bezpośrednio, w Rose Noire i przywodziły ciekawość, jak czułby się z tym teraz. Z Crowem. Z Flynnem. - Mam ci się pokazać? Hmm... całe szczęście... mam tyle fatałszków do ubrania, w których nie pokazałem się jeszcze nikomu. - Bo to wynosiło ten poziom zboczenia, na który większość ludzi zdecydowanie nie była gotowa, albo on nie był gotów na to, co mogliby o nim pomyśleć. W zasadzie tylko Victorria znała skłonności Laurenta to ubierania dziwnych rzeczy - z zachwytem sukienkami włącznie. - Rano przychodzi moja kuzynka, żeby za twoją mądrą radą zamontować zabezpieczenie na moje drzwi. Więc jeśli nie chcesz jej poznać sugeruję znalezienie sobie jakiegoś zajęcia. - I nie miał przez to na myśli, że by go nie przedstawił. W żadnym wypadku. - Z chęcią cię przedstawię, rzecz jasna, jeśli tylko masz ochotę. - Bo nie widział żadnych przeciwskazań do tego.

- Statek utonął. - Powiedział to takim tonem, jakby mówił, że aaach, mam ochotę właśnie na herbatę. Wpatrzony we Flynna, z tym palcem na ustach... i kiedy sobie uzmysłowił, że powiedział to w tym ciągle rozanielonym i spokojnym tonie to prychnął śmiechem. Już od jakiegoś czasu widział, że coś dziwnego się działo z jego umysłem, ale to już chyba było przekroczenie nad kryzysem. Bardzo mocny stopień wyparcia, żeby w ogóle żyć. Nie było mu z tym źle. Wszystko było mniej... męczące. - Przepraszam. Nie powinienem się śmiać... - Powiedział jeszcze przez śmiech. - To wcale nie było śmieszne. Było straszne. - Co nadal wcale nie brzmiało w jego głosie.

- Chciałbym przyjść pooglądać. Lubię oglądać jak tańczysz. Wyglądasz pięknie. - O ile akrobacje w cyrku też można nazwać tańcem, ale Laurent zupełnie się na tym nie znał. Pierwszy raz w życiu był w cyrku tamtego dnia z Elaine, a większa część występu i tak zmroziła go strachem przez wspomnienia. Kiedy jednak usłyszał następne słowa to nieco się uniósł, żeby spojrzeć na jego twarz. Szukał tam smutku. Może nawet czegoś więcej niż smutku. Ale jakoś... Flynn wcale nie wydawał się zrozpaczony. Trwała chwila ciszy, zanim się odezwał: - Jego strata. - Brakowało tylko wzruszenia ramion, ale to się nie pojawiło. Podciągnął się kawałek wyżej, żeby musnąć jego wargi swoimi. - Obawiam się, że już żadna wyryta linia cię w takim razie przede mną nie uratuje. - Powiedział to całkiem poważnie, ale zaraz się łagodnie uśmiechnął, przeczesując palcami jego włosy. - Przykro mi tylko, że cię zranił. Możesz mi o tym opowiedzieć. Bardzo chciałbym cię poznać. Wysłuchać. Ale nie musisz, jeśli nie czujesz się z tym komfortowo. Nie zrobisz mi tym zawodu. - Miał wrażenie, że musiał takie rzeczy tłumaczyć Flynnowi, jakoś zrobił to instynktownie.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#12
23.11.2024, 16:27  ✶  
Kolejny kontrast. Czasami wręcz szokowało to jak dwójka ludzi mogła się od siebie różnić. Już któryś raz z kolei Laurent cieszył się ciepłem, kiedy on w środku zimy chodził w jesiennej kurtce, bo w zimowej kurtce wyglądało się... źle. Wracanie do domu zmarzniętym było niską ceną za komfort, jaki mu to dawało. Jak bardzo inaczej dało się odczuwać pewne rzeczy? Bletchley już uciekłby od niego pod prysznic, a na widok koca mającego przykryć mu plecy zmiażdżyłby go pozornie niewiele mówiącym spojrzeniem.

- Żebyś mną manipulował? No niezbyt. - Nie uśmiechnął się. Powiedział to takim tonem, jakby to co właśnie przekazał, było jedną z najszczerszych rzeczy, jakie kiedykolwiek opuściły usta w towarzystwie Laurenta, ale nie była to do końca prawda - nie chciał mieć złamanego serca, za to gry, gierki - żadna to przecież nowość zrozumieć jak bardzo go to przyciągało. Poprawił lekko ich ułożenie, przyjmując do wiadomości rozdzielanie pracy od wszystkiego, co poza nią. Potrafił pojąć koncepcję takiego działania, ale nigdy nie była mu ani trochę bliska - odkąd sięgał pamięcią miłość, praca, rodzina, znajomi - wszystko to było jednością, budowało strukturę jego świata. Cyrk czy Ścieżki - w obu miejscach funkcjonował podobnie. - Jeżeli mają być tak ładne jak sukienka, w której siedziałeś na tej plaży, to masz moje zainteresowanie. - Pewnie nie powinien do tego wracać, ale przywrócenie ich do tamtego tygodnia i tak rozmyło się pod naporem kolejnych słów.

Poznanie kogoś z jego rodziny. Tutaj również pojawiały się pytania. O której? Dlaczego? Jakie to było zabezpieczenie? Czy zdajesz sobie sprawę z tego, że zrobiłbym trzy razy lepsze? Na pewno się mnie nie wstydzisz? Jako kogo mnie przedstawisz? Jako Flynna Bella, czy jako Crowa? A może jako Edga? Jego cyrkowe imię stało się na przestrzeni ostatniego miesiąca popularniejsze, niż jakiekolwiek inne. Jako swojego znajomego? Przyjaciela? Kogokolwiek bliskiego sercu? Nabrał powietrza, jakby chciał zapytać o to wszystko na jednym wdechu, ale jedynym co opuściło jego usta, było krótkie i mało precyzyjne:

- Rano...?

Rano rozumiane przez normalnych ludzi oznaczało dla niego zwykle środek nocy. Dzień w dzień budził się około czternastej, a przynajmniej o tej godzinie doprowadzał się do stanu jakiejkolwiek przytomności. Prewett miał już tego przedsmak - raz obudził się w tym łóżku widząc go samotnego na tarasie po tym jak wylegiwał się tu o wiele godzin za dużo. Może myślał, że to jednostkowa sytuacja?

Tak dużo znaków zapytania... A to na ilość pytań zadawanych przez Laurenta narzekał ostatnio! To, co mu wtedy powiedział, doprawiało go chyba dodatkową szczyptą wstydu, przez którą nie mógł się przemóc i dusił to wszystko w sobie.

Zatonął.

Nie poprawił go na głos.

- Przyniosę ci słoik. Będziesz wrzucał do niego knuta za każdym razem kiedy powiesz przepraszam. Może wtedy zauważysz, jak często to mówisz. - Czy chciał dowiedzieć się o tym zdarzeniu więcej? Tak. Niewątpliwie. Generalnie wbrew temu co bredził, naprawdę lubił Laurenta słuchać. Nie pociągnął tego dalej tylko przez własne tchórzostwo. Objął go szczelniej, pocałował w czubek głowy i trwał tak. Zegar w jego głowie tykał, a żadne sensowne słowa nie przychodziły. Cieszę się, że wyszedłeś z tego cało nie brzmiało dobrze. Głównie przez irytację związaną z jego nieobecnością w tym zdarzeniu. Jak to statek zatonął? Czy nie dało się nic z tym zrobić? Czy on nie dałby rady nic z tym zrobić?

- Laurent, pamiętasz, że... - wciąż nie jestem sam. Był ten drugi. I Laurent czy pamiętasz, że wina w takich historiach nigdy nie leży po obu stronach, nawet gdyby zawziąć się z całej siły w wiarę w narrację o złym i niedobrym Alexandrze rujnującym ich związek? - Eh. - Wszystko, co mógłby o tym powiedzieć, wciąż brzmiało tak... dziwnie. Jakby nigdy nie powinno być wypowiadane na głos, a łamanie tej zasady nie było mile widziane. Nie lubił tej ciszy, kiedy mówił coś dłuższego i wszyscy się na niego gapili. Tego... skupienia.

Pokręcił głową. Za trzeźwy na cokolwiek głębszego niż leniwe westchnienie.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#13
23.11.2024, 18:26  ✶  

Plaża. To powinno być złe doświadczenie dla nich obu. Czy Flynn lękał się śmierci? Czy inaczej patrzył teraz na fale, w których miał zatonąć? Jasne - to nie było dobre wspomnienie. Jeszcze chwila i będzie miał bardzo dużo złych wspomnień związanych z morzem.

- Czerwień zazwyczaj odradzają osobom o niebieskich oczach, ale co oni wiedzą... wszystko jest kwestią odpowiednich odcieni. - Żył w ciągłej niewiedzy tego, że Flynn nie znał kolorów. Przesuwał teraz palcami po pościeli przykrywającej nogi Flynna, poprawiał ją, delikatnie miął, głaskał go po skórze przez materiał. Leniwe ruchy nie miały tu erotycznego podszycia. Zaczął się zastanawiać, czy naprawdę były tak samo ładne? A może nie? Ta sukienka nawet nie należała do niego... do tamtego dnia, kiedy została mu wręczona właśnie przez wspomnianą Victorię, kiedy został zamieniony w kobietę na soczyste 24 godziny. Część tych godzin przyszło mu spędzić z Flynnem. Ważne było to, czy dla samego Crowa więc będą "tak samo" ładne, czy może nawet "bardziej". A może jednak okażą się brzydsze? To byłby ogromny zawód. Teraz będzie myślał o tym pewnie jak opętany. - Pewnie po 8. - Rano to... rano. Laurent miał zwyczaj wczesnego wstawania z bardzo prostych przyczyn - konie zazwyczaj wypuszczało się o 5 na pastwisko. Oczywiście miał od tego pracowników, nie robił tego osobiście, tak i nie zrywał się już o godzinie 5, ale pewne nawyki z dawnych lat zostały. Ludzie lubili się umawiać na spotkania po 8, bo tak wypadały godziny pracy. I tak dalej, i tak dalej...

- Staram się ograniczyć to słowo. Ale to przecież niepoprawne, że śmieję się z dramatu, w którym... - tutaj się zaciął. Te obrazy wcale nie były wyszarzałe - one były bardzo żywe. Ludzie, którzy się topili. Którym nie dało się pomóc. Był po ludzku wdzięczny, że nie widział na własne oczy nic o wiele bardziej drastycznego, tak jak w Windermere, ale nie miał wątpliwości, że to się tam działo. - zginęli ludzie. - Nie chciał tego kończyć. Lepiej brzmiałoby zakończenie: [i]I poza tym prędzej galeony - knuty nie zawsze mam pod ręką". Tak dla żartu. Niestety przestało mu być na moment do śmiechu.

Dobrze wiedział, że wina nie leżała po jednej stronie i dobrze widział już, jaki Crow potrafił być. Nie wybielał go. Nie zmieniało to tego, że nie podobało mu się to, co słyszał o Alexandrze (przynajmniej już łączył to imię do CHYBA odpowiedniej osoby) i nie podobało mu się to, jak sam Alexander zachowywał się do niego samego. I koniec końców dla niego w tej historii najważniejszy był Flynn. Nie potrafił z czystym sumieniem powiedzieć do niego, że bardzo mu żal i że ma nadzieję, że się zejdą.

- O..? - O czym miał pamiętać? Miał poczucie, że nie powinien o to dopytywać. Że to było bardziej smutne niż historia Emperora za jego plecami. Że się spodziewał, co usłyszy. - W porządku. To poleżę jeszcze chwilę na tobie jak kocyk. Tylko jestem mniej miękki. - I rzeczywiście wyłożył się na Flynnie, prawie na niego zresztą włażąc. - Strasznie mi widać już kości. Muszę się za siebie zabrać... - Odetchnął. - Ale wracając do tańca to musisz ze mną zatańczyć. Kiedyś. Na razie mogę cię zająć innym tematem, chcesz? - Tak żeby... nie musiał skupiać się na tym, o czym mówić nie chciał. - Na stole w salonie stoi nowy bukiet. Ten jest od Dante.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#14
23.11.2024, 19:15  ✶  
Taaak, czerwień coś tam coś tam... Nie miał zielonego pojęcia, o czym Laurent mówił - dla niego to była przecież ciemna sukienka kontrastująca z jasną skórą i niemalże białymi włosami. Było jednak w świecie pewne przyzwolenie na to, żeby mężczyźni się na tym zupełnie nie znali. Moda, kolory, dekoracje, tworzenie z domu przytulnego miejsca - Crow nie musiał się nawet starać, bo społeczeństwo całkowicie akceptowało to, że jako mężczyzna może tego nie potrafić. Cień uśmiechu, jakim skwitował tę wypowiedź, był więc bardzo bezpieczną ucieczką do prawdy zatajanej przed każdym, kto nie zdążył zorientować się sam. Zresztą, nawet gdyby to przykuło jego uwagę - o wiele istotniejszą wydawała się sprawa godziny ósmej. Tak, to był ranek normalnych ludzi, nie ranek Crowa, którego rytm dobowy rozpadł się dawno, dawno temu, kiedy większość czasu spędzał pod ziemią, a w Fantasmagorii nikt nie miał odwagi ani chęci zaprotestowania jego destrukcyjnym nawykom bardziej niż wciskając mu coś do jedzenia.

- Wiesz... nie jestem typem rannego ptaszka. - Próbował ugryźć to dyplomatycznie, zgrabnie omijając szczegóły takie jak to, że miał tę jego kuzynkę w głębokim poważaniu i właściwie to nieco bał się kłótni z jego rodziną jeszcze zanim sami rozumieli, co między nimi było.

Przesunął spojrzeniem po drzwiach od tarasu.

- Na te drzwi? - To chyba było oczywiste? Zastanawiał się więc nad tym gdzie mógłby się na ten czas zaszyć. Mógłby zwyczajnie opuścić New Forest na kilka godzin, ale mógłby też przebiec się po okolicy i rozumieć lepiej otoczenie, w jakim się teraz znajdował. Nie był tylko pewny czy mógł?

Na dźwięk słowa niepoprawne Crow wywrócił oczyma. Wpierw chcąc to skomentować, ugryzł się w język i podziękował sobie za to - bo chciał przypomnieć mu o tym, że ludzie śmiali się w najgorszych momentach swojego życia, bo to ratowało ich dusze przed kompletnym zagubieniem się w rozpaczy. Ale na jakich przykładach mógłby mu to opowiedzieć? Na przykładach ofiar wojen i niegodziwości opowiadających żarty z oprawcy. Na przykładach wrogów Fontaine widzących czarną postać zbliżającą się do nich powoli i witających ją jak dobrego przyjaciela, bo docierało do nich, że śmierć była ostateczna, a oni nie mogli nic z tym zrobić. To... niekoniecznie coś, z czym chcesz, żeby twoja dziunia kojarzyła cię, leżąc na tobie i dotykając cię dłonią po torsie.

Wreszcie, po zastanowieniu, ostatecznie ubrał to w jakieś słowa.

- Chuj mnie obchodzi, co jest poprawne, a co nie. Nikt oprócz mnie się teraz na ciebie nie patrzy, a ty nie nabijasz się z czyjejś śmierci, tylko przeżywasz na swój sposób coś, co cię dotknęło. - Zrobiłoby się nieco niezręcznie gdyby Laurent powiedział teraz, że to on ich utopił...

Może nie powinien pytać o takie rzeczy? Może rozgrzebywanie tego było błędem pogłębiającym takie rany na ciele? Bo czuł się z tym gorzej. Z tym jak blondyn stracił na moment swój blask, przestał się tak pięknie iskrzyć i zamiast tego odpłynął gdzieś... gdzie? Myślami do tych okropnych scen z przeszłości niszczących mu nastrój. Tak jak jemu niszczyła teraz nastrój jego własna niedoskonałość.

O... tym wszystkim...

O...

Chciałby to jakoś odgonić. Uciekł spojrzeniem w bok, jednocześnie nie mogąc uciec od jego bliskości. Od nazywania się kocem, bo owszem - otulał go jak ta świeża pierzyna. Mógłby powiedzieć, że był lepszy niż koc, ale najpierw trzeba było odpowiedzieć na O. Mógłby mu powiedzieć, że jest prześliczny, idealny, pragnął go w każdej formie, jaką zechciałby przybrać. Ale wtedy również - musiałby odpowiedzieć na O. Oczywiście, że by z nim zatańczył, nawet jeżeli nie cierpiał tańca towarzyskiego, a to z nim go kojarzył, tylko to O nadal dźwięczało mu w głowie. Czar pryskał, wszystko zdawało się wymykać mu spomiędzy palców. Zwieńczenie karuzeli, jaką były odczuwane przez niego emocje, okazało się imię, którego nie lubił słyszeć, ale w tym kontekście nazbierało w nim tyle gniewu, że zacisnął oczy i aż zadrżał. To drżenie było jedynym dowodem tego, że Crow w ogóle słyszał to, co się do niego mówiło.

Słyszał, on zawsze słyszał, zwyczajnie...

Rozwiązaniem tej sytuacji była rozmowa, tylko zdobycie się na rozmowę wcale nie było w jego przypadku proste.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#15
24.11.2024, 01:41  ✶  

Zainteresowania łączące dwójkę ludzi wcale nie musiały się pokrywać doskonale, żeby mówić o relacjach. Nigdy by nie powiedział, że moda interesowała Flynna. Nie znaczyło to, że nie mógłby mu o niej nadawać - tylko dlatego, że powiedział to jedno zdanie (na samego siebie rzucił klątwę), że lubi, kiedy mówił. Inna sprawa, że niekoniecznie lubił słuchać. Albo rozumieć, co się mówi. Równie dobrze mógł śpiewać.

- Taak, na te drzwi. - I na tamte zresztą też. Te jednak były najbardziej newralgiczne. - Mogę cię zamknąć w sypialni. Albo obudzić, zanim przyjdzie... albo możemy się przenieść do pokoju gościnnego. Jak wolisz. - Bo miał pokój gościnny - mały, bo większego nie potrzebował. I tak gości, którzy sypiali tutaj POZA jego łóżkiem raczej nie miewał. Każdy wolał wrócić do swojego domu - miał w końcu sieć fiuu paręset metrów dalej - bo przy samych budynkach rezerwatów. Wiec nie było to oszałamiająco daleko, żeby wrócić do wygodnych czterech ścian. Uśmiechnął się lekko. Właśnie rozprawiali na temat ukrywania się przed Florence. To dopiero było ciekawe. Czy mogło to wprawić w jakieś nieprzyjemne nastroje? Gdyby przedstawił Flynna? No właśnie - jako kogo miał go przedstawić?

Różne dozy brzydoty mogły się pojawić tam, gdzie była mowa o śmierci. Różne słowa mogły paść od Flynna. Ale on w całej swojej ordynarności i prostocie potrafił ująć rzecz tak jak nikt inny. I to było uwalniające. Ożywiające. Tak jakby ktoś ci powiedział: tak, możesz być sobą. To nie jest grzech nad czymś płakać i żaden grzech nie płakać. Te proste zdania wsunęły go w objęcia szoku. Aż poczuł dreszcz na ciele. Tak jak zachodziło słońce, tka jak rodził się granat, tak Sirius na niebie coraz mocniej jaśniał. Na moment przygasł - Flynn rozjaśnił go z powrotem. Laurent aż przesunął głową po jego klatce piersiowej jak kot, zacisnął na nim ręce mocniej, poruszył się tak, jakby prawie próbował się każdą komórką ciała scalić z Flynnem.

- Jesteś kochany. - Na pewno była granica ciepła, jaka może płynąć z głosu, ale ta mieszanka ciepła, ulgi i wdzięczności (i zakochania) tych limitów chyba nie miała. Flynn robił bardzo dużo rzeczy, które miały sens tylko wtedy, jeśli chciałeś się nad tym zastanowić. Małych gestów, które łatwe były do przegapienia, złego zrozumienia. Laurentowi daleko było od byciem specjalistą w jego słowniku, ale się starał. I zaczynał dostrzegać coraz więcej. Jak ten człowiek mający takie problemy z wysławianiem się potrafił skleić i wyprodukować z siebie coś takiego. A oskarżał go o to, że miał jakiś dziwny żart na końcu języka, przed którym się powstrzymał. Trochę rozminął się z prawdą w podejrzeniach - zgadzało się za to gryzienie w język.

Działo się bardzo dużo złych rzeczy. W głowie tego człowieka, w tym, jak nagle chmurzyło się jego czoło, te zmarszczki (pierwsze) stawały się bardziej widoczne, jak w końcu zamknął powieki, jak mocno napinały się jego mięśnie. Opuścił głowę na jego klatkę piersiową i słyszał, jak przyśpiesza serce.

- Ktoś mądry mi powiedział, że nikt teraz na ciebie nie patrzy oprócz mnie. I to w porządku przeżywać wszystko. - Odezwał się łagodnie, nie patrząc dalej na niego. Przeszło mu przez myśl, że może powinien wstać i dać mu przestrzeń, ale nie był pewien, czy to byłby dobry wybór. Więc trzymał się chwilowo tego - co znał - że Flynn dotyk lubił. Więc głaskał go uspokajająco, miarowo, delikatnie.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#16
24.11.2024, 02:44  ✶  
- Nie wiem, czy wolę cokolwiek. Wolałbym na pewno... nie spierdolić nic niewyparzoną gębą... - Przygryzł wargę. Cóż, w gruncie rzeczy Laurent mógł zapomnieć, w jaki sposób odnosił się do ludzi przez siebie nielubianych. Takich, na których mu zwyczajnie nie zależało i nie zamierzał budować z nimi żadnych relacji. Ręce oplatające go teraz czule były rękoma kogoś, kto potrafił bezlitośnie nimi uderzyć. Nogi, po których jeszcze chwilę temu sunął swoimi smukłymi palcami, kopały z całych swoich sił i jego ciało to pamiętało. A język? Niewyparzony, jak to u sierot - przynajmniej tak mu od zawsze mówiono. - Jestem? - W takich chwilach łatwo było zwątpić w bycie kochanym, chociaż mogła to być też zwyczajna potrzeba usłyszenia tego jeszcze raz? Ciężko było ukryć to jak szybko się zaczerwienił.

A ta reszta, cóż... Widać było, jak się powoli zbiera do czegokolwiek. To przymykał oczy, to rozglądał się po pomieszczeniu. Wyglądał dziwnie.

- Tak, to jest mój problem - przyznał nagle, nie patrząc na blondyna, tylko na te przeklęte drzwi od tarasu - pierdoli mnie co myślą o mnie inni. - Niewypowiedzianą na głos kontynuacją było to, że nie pierdoliło go to, co myślał o nim Laurent. Już wcześniej nie, ale teraz mając przed sobą perspektywę chwycenia dłonią czegoś więcej niż kilku nocy pełnych pożądania, kompletnie przy nim wariował. Zdawał sobie sprawę z tego jak potwornego robił z siebie idiotę i jak błądził po korytarzach znanych mu od dziecka. Przecież można było kłamać. Łgał na prawo i lewo, dlaczego teraz miało być inaczej? On też potrafił robić z ludzi idiotów, dla niego też faceci potrafili paść na kolana i wierzyć w jakieś kompletne brednie. Nawet kiedy posypały się tak, że nie było już czego zbierać, udawali wiarę w nie, żeby przedłużyć to o przynajmniej kilka chwil. Alexander go bił, a Laurent był jego wielkim wybawcą. Cain to tylko jego bratnia dusza, przecież nie trzeba być zazdrosnym o przyjaciół. Nawet Perseus mógł stać się jedynie dawnym znajomym.

Nie miał pojęcia, dlaczego w ogóle spróbował.

- Nie chcę... żyć w świecie, w którym... - Powiedział to zbyt wiele razy komuś innemu i teraz źle mu się kojarzyło. Odrzucił to na bok. - Nie lubię... - Tak wielu kurwa rzeczy... - Mówić - dodał po absurdalnie długiej chwili na oddech. Następnie przeniósł spojrzenie na Laurenta. - Mówić rzeczy, które są jak...

Nie wytrzymał. Odkleił dłoń od chłopaka, żeby plasnąć nią głośno o czoło i westchnął. Ewidentnie w siebie zwątpił. Trwał w takim zawieszeniu, nie reagując na nic i dopiero kiedy odłożył tę rękę na podłogę i wykręcił się tak, żeby spoglądać w sufit, można było zrozumieć, co robił. Ułożył to wszystko w głowie słowo po słowie i zamierzał opowiedzieć to jak bajkę. Jak teksty na podryw układane późną porą, do wykorzystania dnia następnego. Jak kontry do kłótni wymyślane pod prysznicem.

- Jakbyśmy jechali na koniach przez las, kierowali swoje rumaki w kierunku płonącego miasta, którego mieszkańców trzeba było uratować. Tkwili głęboko w tej fantazji swojej rycerskości, czuli się już przyszłymi bohaterami, ale... Oczywiście, że wtedy Crow krzyczy: „przecież to nie są kurwa konie, to są rowery”. I jedni gapią się na mnie z pobłażliwością, inni są zwyczajnie wkurwieni. A ja albo uciekam do domu z płaczem, albo w gniewie wkładam wszystkim kij pomiędzy szprychy.

Zabawne, że skorzystał z tej właśnie metafory, skoro nigdy nie miał takiego dzieciństwa.

- Zabijam tę fantazję, jakakolwiek by ona nie była.

Łatwiej było to robić kiedy ci nie zależało.

- Zadajesz mi pytania... a wszystko we mnie mówi, że odpowiedź będzie brzmiała jak... - jak to psucie zabawy. Nie potrafił opisać tego uczucia normalnie, ono... było zbyt skomplikowane. Ale potrafił przywołać scenę, w której by je czuł.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#17
24.11.2024, 10:55  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.11.2024, 13:50 przez Laurent Prewett.)  

Spotkania rodzinne bywały różne - Flynn również to wiedział. W jego rodzinie rzucanie kurwami na prawo i lewo pewnie nie było takie dziwne, nikt nie wymagał tam manier i nie mordował cię wzrokiem za wybranie złego widelca. Laurent takich rzeczy od Flynna nie oczekiwał, nie myślał nawet o przedstawianiu go rodzinie, rodzicom. Florence po prostu przychodziła, a on był miło zaskoczony, że Flynn chciał zostać na noc i nie miał, jak to ujął... już nie byli razem. Na niektóre rzeczy należało jednak spoglądać rozsądnie. Bardzo rozsądnie. Przydałoby się tak... skupić na tym, jakie wrażenie w ogóle Flynn by zrobił. I przecież... no tak, przecież nie tylko ona pewnie tutaj wpadnie po tym artykule.

- Bardziej komfortowo będzie nie wejść jej w drogę. - Uśmiechnął się lekko pod nosem. - Chociaż to bardzo wyrozumiała osoba... - Ma do mnie słabość. Jak sporo zresztą ludzi. I kochał ich za to. Że byli wyrozumiali dla jego głupstw, że stanowili przeciwwagę dla Edwarda, że... po prostu dla niego byli. - Aach... - Odetchnął. - Jutro może być ogólne zamieszanie z niezapowiedzianymi gośćmi. Pewnie jutro w prasie pojawi się artykuł i jeśli padnie tam moje imię to... - To będzie zamieszanie. To będą goście, tego przynajmniej się spodziewał. Czego się za to NIE spodziewał to tego, że nikogo to nie obejdzie. A niemal dokładnie tak będzie.

Takie podejście, że nie obchodzi cię, co myślą inni... Laurent szybko to przewartościował - to względem tego, co Flynn powiedział jemu, to, jakie on miał do tego podejście. Kontrast. Chyba? Blondyna bardzo obchodziło, co sobie Flynn pomyśli, ale nie tak, jak obchodziła go opinia otoczenia. To było w nim wbite wraz z wychowaniem. Flynn wychowywał się właściwie sam, a później miał wspaniały autorytet w postaci Fontaine.

- Na pewno? Przecież ty też nosisz na zewnątrz swoją maskę. - I ta maska istniała z wielu powodów, nie miał wątpliwości. Chociażby dlatego, żeby nikt nie wykorzystał tego, że Crow był naprawdę wrażliwy. Więc nie chciał, żeby ludzie o nim myśleli, że jest wrażliwy. Skoro nie chciał, żeby ludzie tak myśleli, to znaczy, że... jednak przejmował się tym, co ludzie powiedzą. Tylko w zupełnie odwrotny do Laurenta sposób. Chciał odtrącać, kiedy Laurent chciał przyciągać. I nie stopował się ze słowami ani ich doborem. Laurent wypowiedział te słowa cicho i delikatnie. To nie był przytyk. Potem już milczał i czekał, aż czarnowłosy zbierze myśli. Te nieposkładane, te porozrzucane jak drewniane klocki do układania przez dziecko. Wznosił z nich wieżę, ale kompulsywnie zaraz ją burzył. To nie ten kolor, to nie ten kształt, nie tak miał wyglądać dach tej wieży. Wszystko od nowa. Nic nie było wystarczająco ładne, zadowalające. W końcu człowiek, który nie lubił metafor, sam sięgnął po jedną wielką metaforę. Po bajkę. Ale do tego była długa droga. Długa droga ciszy, która nie przeszkadzała Laurentowi, więc czekał. Budował swoją cierpliwość, chociaż był tak bardzo ciekaw wszystkich słów, jakie uznał za niewystarczające, głupie, albo nie był z nich zadowolony. Drogę do zbudowania bajki i dlaczego się na nią zdecydował. Czy szukał kolejnych kłamstw, albo odtrąceń pytań, które robił na Lammas i wcześniejszych spotkaniach. Czekał. A skoro czekał, mógł znów z samym sobą zabawić się w hazard. Nie skłamie. Gdyby miał już by złożył tę słodycz na jego usta - to mu przychodziło naturalnie. Tymczasem tu prężył się i dumał, myślał i bił z tymi myślami. Mógł poczekać.

Zachichotał cicho, krótko, kiedy pojawiła się w tej historii wstawka o rowerach.

- To bardzo smutny morał. - Każda bajka miała morał - na szczęście Flynn wyciągnął ten, który chciał przekazać. Fantazja. Zabijał Fantazję... czy to był przypadkowy dobór słów? - Na szczęście ja jestem tym dzieckiem, które zaśmiałoby się z roweru i zapytało, czy to nas nie czyni bardziej rycerskimi. - Zmienił swoje ułożenie tak, by teraz móc ciągle patrzeć na głowę Flynna. Wymagało to obrócenia się, nieco odsunięcia od niego. Chciał mu też dać miejsce do poprawienia się, żeby nie tkwił za długo w zbyt dziwnej, pogiętej pozycji. Zaczął palcem miziać jego obojczyk. - To żadna sztuka być wyimaginowanym rycerzem na wyimaginowanym koniu. - Do czego tutaj dążymy, skoro morał był o niszczeniu zabawy... - Moją Fantazją jest to, że jesteś prawdziwym człowiekiem z krwi i kości z całym dobytkiem swoich emocji, doświadczeń i problemów. Boleśnie utkwionym w rzeczywistości. Czasami w relacjach sprawia się komuś smutek, albo złości się kogoś. To jest w porządku. To normalne. Nie żyję bajką, w której myślę, że przyszedłeś tutaj, teraz już nigdzie nie znikniesz, nie zapijesz się, zaczniesz jadać ze srebrnego talerzyka, albo nie pójdziesz do drugiego ze swoich miłości. Albo trzeciego. Że z tego noża pod poduszką nie robisz użytku. - Położył całą dłoń na jego klatce piersiowej, jakby chciał nią nakryć serce pod bezpiecznym kloszem własnych palców. - Ja nie chcę powierzchni Crowa czy Edga. Chcę słyszeć i poznać ciebie całego. Flynna Bella. - Pogłaskał go czule na wysokości serca. - Jesteśmy mistrzami kłamstw i manipulacji. Czy nasza bajka nie zaczyna się w punkcie, w którym inni ludzie uważają, że fantazja została zniszczona? W tym najbardziej boleśnie prawdziwym punkcie, gdzie można być po prostu sobą.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#18
24.11.2024, 13:03  ✶  
Komfortowo dla niego? Dobrze, mógł to zrobić, to wreszcie był jakiś wybór, do którego potrafił się dostosować - wcześniej błądził w tym po omacku wśród masy niewiadomych i nie miał pojęcia co mógłby zrobić i jakie to przyniesie efekty.

- Czy wybrałem zły dzień...? Musisz tu być? Chcesz tu być?

Chryste, tych kilka minut temu, kiedy leżeli przyciśnięci do siebie świeżo po seksie, czuł się jakby był z waty. Wszystko było delikatne i jasne. Teraz - czy to wracała smutna i ponura rzeczywistość? Znów się napinał, znów wracał ból, napełniały go nieprzyjemne myśli. Życie od którego uciekł w objęcia blondyna wracało z całą swoją mocą, a on znowu stawał się tym człowiekiem bez żadnej wartości, snującym się bez własnego celu od rąk do rąk.

- To część mnie - zauważył, kręcąc przy tym głową. Nigdy nie lubił wstawać z łóżka, ale dlaczego podnosząc się z tej podłogi musieli robić to tak... Drastycznie?

Laurent był słodki. Był słodyczą o konsystencji bitej śmietany, albo... Ciasta na jej bazie. Mówił mu równie słodkie rzeczy i Crow naprawdę próbował to docenić - próby podjęcia rozmowy, wyciągnięcia go ze skorupy. Rozumiał ile w tym było troski, tylko Laurent... No właśnie - Laurent nie rozumiał. Nie potrafił wybierać rzeczy spomiędzy jego wierszy. Wziął to tak dosłownie jak tylko mógł to zrobić, a on chciał tym przekazać coś więcej, coś czego nie potrafił nigdy przekazywać słowami. Gdyby ktoś dał mu teraz planszę z namalowanymi na niej buźkami i kazał wybrać tę najbardziej pasującą do siebie, przegrałby w zadaniu zaprojektowanym dla przedszkolaków. Oh, nigdy ich nie lubił. Łatwiej mu było liczyć całki niż mówić o emocjach, szczególnie kiedy wchodziło się w sferę kłamstw i manipulacji. Takich gdzie kocham cię mogło znaczyć wszystko i nic.

Uciekał tym wzrokiem gdziekolwiek mógł, żeby tylko nie spojrzeć w oczy Laurenta. Niby poprawił swoje ułożenie, ale zdążył już zesztywnieć, nawet nie wyciągnięty lecz... Wyszarpany ze swojej strefy komfortu.

- Nie... - Co nie? Dlaczego znowu nie? Zacisnął oczy i ponownie złapał się ręką za głowę. Tym razem z mniejszym wyczuciem - zacisnął palce na włosach tak mocno, że musiało to sprawić mu fizyczny ból. I to właśnie pomogło mu się uspokoić, żeby jakkolwiek zebrać myśli. Sprowadzić na ziemię swój pokręcony umysł niepotrafiący na chwilę skupić się na tym, że Prewett tu był i wodził rękoma po jego ciele, bo odleciał w kierunku bliżej nieokreślonej przyszłości pozbawionej tego ciepła.

Odetchnął głęboko.

- Nie chodzi o fantazję, chodzi o - nie dokończył, brzmiał trochę jakby zadławił się słowem i zeszkliły mu się oczy, ale puścił te włosy i zastukał się w klatkę piersiową. Dokładnie tam, gdzie miał serce. Serce bijące teraz jak oszalałe, kiedy jego znowu przytłaczało to wszystko co działo się z jego ciałem. Nie dodał nic o tym, że najpewniej był na coś chory. Albo coś w nim było od urodzenia zwyczajnie zepsute. Zamiast tego przeczesał włosy palcami tak, żeby się za nimi dobrze schować, bo zeszkliły mu się oczy.

Bo chodziło o emocje. Chodziło o uczucie odrzucenia, kiedy wszyscy niezależnie od reakcji wracają do zabawy, a ty pozostajesz sam na sam ze swoimi myślami i świadomością, że w sumie to mogłeś się bawić z nimi, gdybyś tylko nie powiedział nic głupiego. Jeżeli ci na nich nie zależało to nie miało większego znaczenia, ale jeżeli to byli wcześniej twoi przyjaciele... Pojawiało się to... A on zapominał jak się oddycha. Ileż razy wyłączył się wtedy i zaczął ryczeć. Ileż razy darł się jeszcze mocniej niż normalnie, próbując zatrzymać kogoś w miejscu na siłę.

Kłamstwa i manipulacje były obiektywnie lepsze, łatwiejsze, stabilniejsze. Kilkanaście lat z Fontaine. Trzy lata z Alexandrem. Kolejne lata z Cainem z przerwą na bycie idiotą. Pojedyncze spotkania i drobniejsze miłostki - wszystko budował na oszustwach lub niedopowiedzeniach. Alexander też mu tak mówił. Że chce go poznać, że będzie kochał go każdego i... Gdzie teraz byli? Gdzie była ich wielka, nieskończona miłość? Skończyła się dokładnie w miejscu, w którym prawda o jego paskudztwach wyszła na jaw.

- Jak mam ci... O czy-ymkolwiek powiedzieć kiedy ty... Zachowujesz się jakby moje zniknięcie miało być... Najłatwiejszą rzeczą na świecie. - Jakby wcale nie chciał o niego walczyć, jakby mu nie zależało. Obnażyć się przed kimś, kto nie chciał zaciskać na tobie rąk z całej siły - to dopiero odległa mu koncepcja - ani grama w tym było obsesji. To właśnie była powierzchowność.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#19
24.11.2024, 15:25  ✶  

Nie chciał sprawiać mu żadnego zawodu, ale z drugiej strony czy kosztem jego samego miał sprawiać problemy innym? Zawód? Na czyje potrzeby miał odpowiedzieć? Może na swoje własne - tak najlepiej. Padło to najważniejsze pytanie, jakże proste - a Ty? Czego chcesz TY? Pozwalał sobie czasem na nieodpowiedzialne zachowania. Nieodpowiedzialne względem wyznaczonych standardów, które przy Flynnie miały małe znaczenie. Mimo poczucia wyzwolenia nie przestawał być tym Laurentem spoza tej sfery, w jakiej się znaleźli.

- Wiesz... nie chcę. - Właściwie... nie chciał. Nie chciał tu siedzieć i ze zmęczeniem i rosnącą irytacją przyjmować kolejnego gościa. Miał też swoją pracę, miał swoje zajęcia, a jutro i tak pewnie nikt by mu nie dał ich wykonać. - Lubisz zwierzęta? - Elaine zamieniała się w lisa - wiedział, że bardzo mu zależy na siostrze, ale to nie zwierzę. W cyrku mieli zwierzęta, ale ich obecność nie oznaczała lubienia. I w końcu... - Chciałbyś się przejść po rezerwacie? - Sprecyzował swoje pytanie, bo też spacer po lesie wcale nie znaczył konieczności obcowania z magicznymi stworzeniami. I tymi niemagicznymi.

Chciałby mieć taki podręcznik, który pomagałby mu reagować na wszystko, co się działo. Nie chciał reagować nadmiernie mocno, ale z drugiej strony jeśli wybierze pasywność przez cały czas to nie dowie się, co jest najlepszą z opcji. Nie chciał go zostawić, ale nie wiedział, czy obecność przy nim pomagała. I może wystarczy zapytać? Ale nie teraz. Ten tajfun... Myśl błądziła po "zrobiłem coś nie tak", ale to nie była prawda. Tak samo nie było prawdą, że Flynn robił coś nie tak. Dopasowywane do siebie buźki z rysunków się ze sobą nie zgadzały, a to nie było złe. To było inne. Praca w cyrku wydawała się odcisnąć gdzieś piętno we wnętrzu tego człowieka - sam stawał się cyrkową atrakcją, kuriozum dla ludzi lubiących się nazywać "normalnymi".

Ponieważ tak uciekał spojrzeniem, jakby szukał przestrzeni dla siebie, to Laurent obrócił swój wzrok, ale tylko na chwilę. Wyciągnął dłoń do tej pięści ściskającej włosy z całej siły... chciał wsunąć swoje palce w ten uścisk, ale zrezygnował. Więc tylko oparł palca na tej pięści. Drugiej dłoni nie zsuwał z jego serca. Zbroja cierpliwości, wytrwałości, spokoju. Nie, spokoju tutaj nie było. Było zmartwienie, niepokój jego stanem.

Następne słowa były jednak naprawdę bolesne. Nieoczekiwane. Niespodziewane. Puścił jego dłoń, odsunął powoli rękę i uniósł się nieco, by spojrzeć na niego z góry.

- Ponieważ możesz zniknąć w każdej chwili. - To była obnażona prawda. - Już mi to udowodniłeś. - Mówił o tym spokojnie, ale bardzo się starał mówić... wprost. Bez domysłów, metafor. Starał się. - Udowodniłeś mi też, że potrafisz się zmienić i starać. - Nawet bardzo. BARDZO starać. - Opuściłeś mnie, kiedy bardzo cię potrzebowałem, bo byłem twoim... trzecim wyborem? Którym? Nawet się nie zainteresowałeś. Nie chciałeś się zainteresować. - Cokolwiek się działo w jego życiu - przecież każdy miał jakieś problemy. I Laurent to zrozumiał. Ale on nawet nie odebrał tej pieprzonej poczty. - Kiedy ci mówiłem, że będę się o ciebie starał to mnie odtrącałeś. - I to bardzo mocno i wyraźnie. - Mimo to widzę w tobie coś więcej i bardzo się staram... ale jeśli oczekujesz, że będę za tobą biegał jak oszalały, a ty będziesz mnie traktował tak samo jak przedtem to wyprowadzę cię z błędu. Tak nie będzie. - Już mu mówił coś podobnego przy tamtym samochodzie. - I to nie jest takie łatwe. Ale jestem już przyzwyczajony do bycia drugim wyborem. Jesteś dla mnie wyjątkowy, ale chciałbym, żebyś był szczęśliwy. Nawet jeśli tego szczęścia nie odnajdziesz... tutaj. Pochodzimy z tak różnych światów, że nawet ze względu na to rozumiem, jak bardzo niekomfortowo mógłbyś się czuć. Chcę cię poznawać, zrozumieć jak mogę ci pomóc w chwilach takich ja przed chwilą i w każdej innej sytuacji. Nauczyć się twojej ciszy i posłuchać wszystkich słów, których boisz się wypowiadać i tych, które mówisz z całą stanowczością. Nie chcę, żebyś odszedł. Ale nie będę cię trzymał siłą... Chcę cię potraktować najlepiej, jak potrafię, żebyś sam wrócił. Będąc sobą. - Nie szukał z nim kontaktu wzrokowego. Teraz sam spoglądał w sufit. - Chcę, żebyś mnie traktował najlepiej, jak potrafisz. Będąc sobą.- Chciałbym chcieć nabierało tutaj zupełnie nowego znaczenia.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#20
24.11.2024, 17:13  ✶  
- Jeżeli nic cię tutaj nie trzyma, to możemy gdzieś razem iść - zaproponował, chociaż nie był tego pewny. No ale jeżeli co chwilę ktoś miałby tu przychodzić i zakłócać spokój, jaki zapewne oboje chcieli utkać... równie dobrze mogli spędzić czas w innym miejscu. Chciał iść tańczyć, więc mogli iść tańczyć. Tylko cóż - ktokolwiek by tu przyszedł, pocałowałby klamkę - Crow nie był pewny, czy ten rezultat faktycznie mu odpowiadał. Na pytanie o zwierzęta wzruszył ramionami. Coś w tym jak to zrobił szeptało jednak, że niekoniecznie chodziło o obojętność względem zwierzaków, a zwyczajny fakt braku głębszych przemyśleń na ten temat. - Ok. - Wcale nie potrzebował namyślenia, żeby się na to zgodzić.

Byłoby miło gdyby na tym krótkim ok rozmowa się skończyła.

Gdyby poza tą prostą zgodą, nie było już żadnej kontynuacji drażniącej każdą komórkę jego ciała. Tak, każde kolejne słowo było jak swędzenie, którego nie dało się pozbyć. Cierpiał. Czy można było kilka spotkań na przestrzeni miesiąca mierzyć w ten sposób? Czy można było mówić na poważnie o ucieczkach i odtrąceniu, kiedy był jeszcze w innej relacji i bardzo intensywnie walczył o to, żeby jakkolwiek poukładać to w głowie? Tak szczerze to nie wiedział. Z jednej strony bardzo mierziła go myśl, jakoby do stania się kimś zaufanym musiałby rzucić dla niego wszystko, a przecież nawet jeżeli ten płomień przygasł, to znaczył dla niego wiele i niezrozumiałym byłoby nawet nie próbować o niego walczyć. Z drugiej - faktycznie czuł poczucie winy, że tego nie zrobił. Co było tutaj prawdą? Czy w ogóle mogła istnieć jedna, obiektywna prawda?

I do tego ten pouczający wydźwięk.

Crow nastroszył pióra, napiął się mocniej, zapowietrzył. Cóż, to niestety była ta wersja jego, która chciała na Laurenta fuknąć.

- Upewniłem się, że to koniec, zanim znowu pokazałem ci się... takim - Wydusił przez zaciśnięte zęby i... - Przyniosłem ci ten pierścionek i... - Przesiąknięty goryczą jednak to urwał, po czym zazgrzytał zębami i położył rękę na jego udzie.

Tak, dokładnie to uczucie próbował opisać tą idiotyczną metaforą, a teraz próbował jakkolwiek przywrócić się do porządku, żeby nie być chłopcem, który na złość wkłada komuś kij w szprychy.

- ...żebyś mówił, że użyłbym tego noża...

To nie była miłość, to był strach.

Wziął jeszcze dwa bardzo głębokie wdechy, a później nie dając żadnej pieprzonej łzie spłynąć po swoim policzku, wsunął rękę pod jego kolana, drugą mocno obejmując go w pasie. W tej sposób wstał. Zapewne nie bez użycia jakiejkolwiek magii, bo to było już fizycznie niemożliwe, ale wstał - po to, żeby posadzić go na łóżku i przesunąć dłonią po swoim brzuchu. Zapiął rozporek spodni, odwrócił się od niego bez słowa i wyszedł do tego wspomnianego wcześniej salonu, w którym być może znajdował się ten wazon z kwiatami. Zrobił z nim dokładnie to samo co ostatnio. Chwycił go mocno, podszedł do drzwi tarasowych i z całej siły rzucił przed siebie, z głęboką satysfakcją obserwując, jak roztrzaskuje się na kawałki. Zaraz po tym przetarł palcami zmęczoną twarz.

- Poczekaj - powiedział spokojnie, nieco błagalnie, kierując się do krzesła, przez które przewiesił swoją kurtkę. Zaczął maniakalnie szukać czegoś w wewnętrznej kieszeni.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Laurent Prewett (25148), The Edge (21523)


Strony (9): « Wstecz 1 2 3 4 5 … 9 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa