• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6 Dalej »
[17.08.1972] Baby | The Edge & Laurent

[17.08.1972] Baby | The Edge & Laurent
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#21
24.11.2024, 17:37  ✶  

Przerywanie Flynnowi nie wchodziło w grę. Człowiekowi łatwo sobie rzeczy dopowiedzieć - dobrze to wiemy. Łatwo to przychodziło Flynnowi, ale Laurentowi też. Jak poczucie winy. Jak wmawianie sobie, że jest się niewystarczająco dobrym. Jak starania, które nie miały żadnego odbicia w rzeczywistości. Dlaczego? Perła w koronie królów. Jedno pytanie, które wyrażało tyle wątpliwości. Nieporozumień. Niesprawiedliwości. Świat był łatwiejszy dla tych, którzy nie generowali nieporozumień, ale czy to w ogóle było możliwe? Łatwiejszy dla osób, które posiadły cud (dar!) przekazania w pigułce wszystkiego, co chciały. Był świadom tego, że jego słowa były dosadne - przywykł do bezdusznej dosadności tylko w pracy. Nie lubił jej stosować wobec bliskich, bo przecież angielski był takim pięknym językiem - było w nich tyle słów do opisania rzeczy, myśli, emocji. Nie używał ich, żeby wtrącić się w te urywane słowa - kolejne - które płynęły z ust.

Przyniosłem pierścionek, żebyś mówił, że użyłbym tego noża... Czy to w ogóle był ciąg jednej myśli? Czy dwie osobne? Razem nie brzmiały zbyt dobrze i chociaż nie wzbudzały strachu to jednak stawiały umysł w jakiś stan gotowości. Małe wykrzyknienie - uważaj, co może zostać powiedziane, albo zrobione. Chciał w sobie odnaleźć więcej energii, żeby naprawdę mówić o walce i szarpaninie, ale jej po prostu nie miał.

Z zaskoczeniem objął jego szyję, a drugą złapał koc, który pociągnął za sobą i dał się podnieść - i posadzić na łóżko. Sam podciągnął swoje spodnie, zapiął je, chociaż i tak musiał iść się umyć. Zamiast wstać, ruszyć do łazienki - poczekał. Spojrzał na Flynna, który czegoś szukał. Pierścionka? Tego, który kazał mu zabrać i nie zwracać go? Który zagroził, że jak przyniesie, to wyrzuci go do morza? I tak by zrobił - ale pierścionek się nigdzie nie pojawił. Próby przewidzenia, co tym razem Wrona wymyśliła mijało się z celem, mimo to ciekawość łatwo było zbudować. Podbudowana wątpliwościami i zwątpieniem bardzo skutecznie potrafiła zachęcić, żeby jednak wstać i zobaczyć, co ten Edge tym razem wyprawia. Siedział dalej. Stukot pazurów Dumy przerwał szelest materiału i grzechot różnych pierdół, które mężczyzna chował po kieszeniach. Jarczuk minął czarnowłosego i wszedł do sypialni, żeby wyłożyć się obok łóżka i prosząco ułożyć łeb na materacu tuż obok uda Laurenta. Uśmiechnął się lekko. Doprawdy... czym niby twoje spojrzenie różni się od spojrzenia tego mężczyzny. Wyciągnął do niego dłoń, ale wzrok powędrował szybko z powrotem do Edga.

Dopiero teraz odkrył, że Flynn nauczył go czegoś zupełnie nowego. Milczenia. Długiego i swobodnego milczenia.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#22
24.11.2024, 18:22  ✶  
To co robił wyglądało na bardzo chaotyczne i takim też było. Normalnie wyciągał rzeczy ze wsiąkiewki bez żadnego wysiłku, grzebał w niej na ślepo, teraz nie potrafił. Jako pierwszy przestrzeń powiększonej kieszeni opuścił bukiet kwiatów. Tak, to był identyczny bukiet, kwiat to kwiatu taki, jaki chciał przynieść mu w zębach wcześniej, ale stchórzył i wywalił go do śmietnika przed teleportacją do New Forest. Odłożył go na krzesło. Następnie rzeczy mniej ładne - łańcuch, drut, kombinerki. Połączone ze sobą dwa lusterka dwukierunkowe. Czekoladowe pralinki roztopione na słońcu, które posypały się na podłogę. Po chwili wszystko prócz tych kwiatów wciskał tak z powrotem, bo wciśnięte pomiędzy strony swojego dziennika znalazł to, czego szukał - maleńką fiolkę, zarysowaną z jednej strony. Fiolkę znaną Laurentowi z pierwszego lipca. Crow wciąż nosił przy sobie Veritaserum.

Stał tak jeszcze chwilę w bezruchu, wpatrując się w to co leżało na jego otwartej dłoni.

- On też mi mówił takie rzeczy - powiedział, głęboko zdziwiony tym, że to akurat on przerywał ciszę pomiędzy nimi. Przyzwyczaił się do tego, że było zupełnie na odwrót. - Że nic nie sprawi, że przestanę cię chcieć, możesz powiedzieć mi o wszystkim - naśladował Alexandra i ku jeszcze głębszemu zdziwieniu zauważył jak podobnie zabrzmiał do niego. Na moment nie był jego karykaturą tylko... Kopią. - Już w to nie wierzę. - Bo dlaczego miałby? Skoro każda sensowna relacja w jego życiu była zbudowana na pewnych niedopowiedzeniach?

Pokręcił głową i odwrócił się w jego kierunku. Na moment zawiesił spojrzenie na psie, ale szybko wrócił nim do Laurenta. Trzymając w lewej dłoni ten przeciągnięty przez kieszeń bukiet, w prawej fiolkę najsilniejszego eliksiru prawdy, ruszył w jego kierunku. Znów chciał przed nim klęknąć i zrobił to, ale z większą niechęcią - przez pysk jarczuka nie mógł ułożyć łokci na jego udach, a chciał zdominować tę przestrzeń swoją osobą. Jeżeli ktokolwiek spodziewałby się po nim, że zraniony tymi słowami ucieknie, najzwyczajniej w świecie go nie znał.

- Chciałem przynieść ci tylko kwiaty - to mówiąc uniósł je wyżej, ale wcale nie poświęcał im teraz większej uwagi. Jeżeli Prewett nie wyciągnął ich z jego ręki, to zwyczajnie rzucił je na łóżko za jego plecy. Fiolka, którą wcisnął mu pomiędzy palce była o wiele istotniejsza. - Oto co rozkleja mi usta. Tylko nie ględź, że nie chcesz z tego korzystać bo to nie jest to samo. Jest. Bo daję ci to w zaufaniu. - Którego ty najwyraźniej wobec mnie nie posiadasz. Prawdziwie smutną prawdą było mówienie komuś o swojej wielkiej miłości i dawaniu mu szans, przy jednoczesnym uważaniu go za kogoś zdolnego do zadawania sobie krzywdy.

Zmusił go do zaciśnięcia dłoni, ukrywając swoją twarz patrzeniem w dół, tak żeby Laurent nie mógł dostrzec go zza burzy loków.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#23
25.11.2024, 01:44  ✶  

Kłamstwem byłoby powiedzenie, że śledzenie tych ruchów było niesatysfakcjonujące. Było smutne, że tak znowu go nosiło, ale w głowie Laurenta zakodowało się coś, czego robić pewnie nie powinien. Czyli chęć zbierania bukietów, żeby z zarumienionymi policzkami patrzeć na ten gest destrukcji. Nie powinno mu się to podobać, och nie. Tak samo jak nie powinno mu się podobać to, jak Atreus dał w ryj Philipowi. A jednak. Mała mieszanka tego połechtania swojej osoby ładnie wkomponowywała się we wspomnianą już otoczkę emocji, które łatwo określić jako negatywne. Siedział więc w tej mieszance, grzecznie cichy, grzecznie się nie ruszając, naciągając tylko koc na ramiona, lepko-brudny, a z tą myślą postanowił w końcu przetrzeć się tym kocem. Więc go złożył i zrzucił na ziemię. A skoro było mu zimno, to zgarnął pościel z łóżka i się nią nakrył częściowo na plecach. Ten człowiek lubił kontrolę, a bardzo chciał przylgnąć do kogoś, kto był chodzącym chaosem emocji i myśli. Chaos, który wyciągał właśnie kwiaty, na widok których Laurent otworzył szerzej oczy.

Czy Flynn szybko mógł przestać być zagadką? Znudzić się? Nie. Tam zawsze będzie to samo pytanie: co wymyśli TYM RAZEM... Co czuje? Co czuł? I co dopiero czuć będzie.

- Ja... ja nie chcę ci składać fałszywych obietnic... - Nie chciał być tak zrozumiany. Lekkie zaskoczenie przemieszane z łagodnością dominowały w jego głosie. Klarownym, wkraczającym gdzieś na śpiewny. Błękit i brąz spotykały się w tym samym punkcie, ale nie przecinały swoich dróg. Skierowane były na zawartość rąk Flynna. - Nie da się tworzyć związku i mówić o wielkiej miłości, kiedy nie znasz drugiej osoby! - Zmarszczył brwi i spojrzał na Flynna. To nie był krzyk. O zgrozo, czy ktoś kiedykolwiek słyszał, żeby młody Prewett krzyczał? Natomiast jego głos nabrał większej mocy. - To ci ciągle próbuję powiedzieć, że związek muszą tworzyć dwie osoby, wspólnymi siłami, ale to potrzebuje czasu na zbudowanie jak... dom... Chciałbym go z tobą budować. - Miałby go okłamywać? Już trochę powiedział za mocne słowa kocham cię, bo w zasadzie w tamtej chwili liczył na sposobność do wbicia szpilki za gorycz doświadczonych dni.

Każdy krok Flynna niósł ze sobą tajfun, który mieszał w Twoim sercu. Zbliżał się. Krok za krokiem. I z każdym krokiem rosły twoje oczy, coraz szerzej otwierane - może teraz sam zacząłeś wyglądać jak takie szczenię? Łania obserwowana przez pryzmat oczu Kruka? Zwiastuna stada wilków, bo przecież te stworzenia nie raz ze sobą współpracowały. Co zostanie pożarte? Nadzieje? Czy może niepewność? Zaufanie to drogi towar, nie warto go trwonić nierozważnie.

Wyciągnął po te kwiaty dłonie jak po przedmiot uświęcony. Tajfun dotarł do niego w pełni. Porwał serce w wir i zeszklił oczy w poruszeniu. We wzruszeniu. Ta fiolka veritaserum była taka... nieistotna w tym wszystkim. Pociągnął nosem - jakże elegancko i złapał tchu, chociaż wcale nie wstydził się zbierających łez. Zacisnął palce na fiolce i przyjął ją bez żadnego słowa. Może to ta cisza, w jaką potrafił teraz wpadać, była najbardziej wymowna. Albo to, że mimo wszystkich prób i tylu słów nadal nie potrafił rzeczy ujmować tak, jakby sobie tego życzył.

- Tak, Crow. Jesteś kochany. - Bo zdaje się, że nie odpowiedział wtedy na to pytanie. Przytulił jednym ramieniem ten bukiet do siebie i wsunął w niego nos, a Crow mógł poczuć bardzo wyraźnie, jak się spina - ale tylko na chwilę. Na moment tego intensywnego przytulenia kwiatów, które były już tak wytarmoszone. Duma zamruczał po psiemu i jeszcze mocniej wepchnął pysk w udo Laurenta i jednocześnie pod rękę Flynna. Zazdrośnik. Zaś Laurent dopiero potem spojrzał na tę fiolkę. Przesunął palcem po tym nadruku na niej. - To nie jest to samo. - Magiczny płyn niedozwolony w wielu miejscach. - Bo to trochę wykracza poza zwykłe zaufanie. - Przynajmniej w mniemaniu Laurenta. Ufał wielu osobom - ale czy dałby im wykorzystać veritaserum na sobie? Florence, Victorii... a Flynn? Nie podobało mu się połączenie tego eliksiru z nim, bo wspomnienia z tamtego dnia były naprawdę złe. Opuścił rękę z tym veritaserum i przeniósł wzrok na czarne loki, które przysłaniały dwa okna na świat. Albo chwilowo większość świata. - Dziękuję. - Magiczny kluczyk do wszystkiego, co mogło zaspokoić ciekawość, a Laurent miał ochotę to wylać przed jego oczami. Albo wypić samemu. - Chciałbyś, żebym tego użył? Tu i teraz?



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#24
25.11.2024, 13:55  ✶  
- To dotrzymaj tych, które dałeś. Z-zapytałem się ciebie w tym łóżku czy mógłbyś mnie kochać, a ty powiedziałeś tak. A teraz... Mówisz mi o tym jak się mnie boisz, ile jest w tobie wątpliwości... Jakby to było takie oczywiste, nie znaczyło nic... - Głos mu przy tym zadrżał. Bo każdego dnia bał się tych samych rzeczy - że zostanie sam. Nienawidził być sam. Nie wiedział, co ze sobą robić kiedy był sam. Nie miał nic. Żadnych włości, żadnej prawdziwej pracy, żadnych ambicji, chęci do życia, perspektyw, własnych pomysłów na to jak spędzić dzień inaczej niż w pubie lub klubie. Tracenie ludzi było... przerażające. - Twoje słowa to nie jest potok, to jest rwąca rzeka. Mówisz, mówisz i mówisz, a ja pamiętam najwyraźniej to, co... boli. - A w tym co mówił Laurent, było naprawdę wiele rzeczy, do których chciał się od razu przypierdolić. Niestety, ale nie był wyśnionym rycerzem, tylko kompletnym szaleńcem. Szaleńcem, któremu Laurent właśnie mówił o powolnym budowaniu relacji wspólnymi siłami. - Nie w-wartościuję was, nie robię żadnego... rankingu.

Jeszcze nie zauważył, że budowanie tego nie może potrzebować czasu? Dom był już zbudowany i ktoś zaczął się w nim rządzić. Decydować o tym co miało prawo stać w twoim własnym salonie, a co zasługiwało na zostanie wypierdolonym poza zasięg widzenia. Czekać na ciebie jak u siebie. Naznaczać przestrzeń swoim momentami obrzydliwym jestestwem - tworzyć wspomnienia pełne rozkoszy, ale i takie pełne grozy, wracające do człowieka kiedy próbował napuścić wodę do własnej wanny. Za moment będzie tu wszędzie. Trzeba go było wypchnąć nogą i szybko zamknąć drzwi, inaczej...

Było za późno!

A może już było za późno, bo on niekoniecznie chciał dać się tą nogą wypchnąć. Walczyłby tak samo jak przy tym przeklętym aucie ze swoimi rodzicami.

Spojrzał na tego kundla nieco pogardliwie, bo wcale nie chciał go dotykać. Może jednak nie lubił zwierząt? Albo zwyczajnie nie zdążył się do niego przywiązać. Nie wiedział nawet, co to jest za pies, zasłyszał jego imię, ale miał je gdzieś.

Ta fiolka zawierała w sobie okropności przekraczające ludzkie pojmowanie. Historie o odrzuceniu przez każdą osobę, na której polegałeś bezgranicznie. Samotnym tułaniu się po brudnym mieście i wyrywaniu innym z rąk jedzenia, żeby przeżyć. Zmowie milczenia zawartej samemu ze sobą. Pracy odkąd byłeś dzieckiem, fizycznej roboty na jebanej arenie cyrkowej kiedy twoi rówieśnicy chodzili do szkoły i ich największym zmartwieniem było odkrywanie siebie. Marzenie o Londynie przeradzające się w uczynienie go człowiekiem niegodziwym. Toksyczność relacji dających mu nadzieję na lepsze życie. Morderstwa, tajemnice osób wysoko postawionych, które miały nigdy nie opuścić jego ust. A jednak mu ją dał. Bo ta fiolka zawierała też nadzieję, że te okropności nie wykraczały poza nienasyconą żądzę Laurenta do posiadania kogoś takiego jak on.

- Chciałbym, żebyś zamiast wiem, że uciekniesz, powiedział chodź tu i pocałuj mnie ty przerażająca ohydo.

Nie zadarł głowy do góry, zamiast tego przytulił się do jego brzucha.

- Zwykłe zaufanie w ogóle ci do mnie pasuje?


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#25
25.11.2024, 17:05  ✶  

Jakby to było takie oczywiste... nie jest? To jedno zdanie sprawiło, że zrodziło się pytanie nieprzeznaczone dla uszu Flynna. Nie teraz przynajmniej. Mieli stado wyjątkowo upierdliwych pcheł, które podgryzały ich skórę i wesoło skakały do nieznanego nikomu rytmu. Dobrze się bawiły - oni dość kiepsko. Taka to właśnie słaba reprezentacja wątpliwości kosiła ich w poziomie. Jedna z tych najbardziej upierdliwych pcheł podszczypnęła go na tyle mocno, żeby przejrzeć pamięć o ich spotkaniach i zastanowić się, czy kiedykolwiek padła z jego ust ta sama wątpliwość. Nie wierzył, że o tym nie myślał. Nie mówienie o tym pomagało? Nie raniło drugiej strony, to na pewno. Może on nie chciał o tym słuchać? Może sam potrzebował uwierzyć, że jest w stanie funkcjonować inaczej? Albo Flynn tylko grał i znowu próbował manipulacji, żeby po prostu wyszło na jego. Zaufanie. Laurent przyłapał samego siebie na tym, jak bardzo niewiele go ma. I chyba nigdy nie miał go wystarczająco dużo, skoro milczenie na temat niektórych spraw i udawanie od startu kogoś innego wychodziło mu lepiej od prawdy. Piękne Kłamstwo.

- Ja już... po prostu... - Chciał pogłaskać go po tej głowie, ale trzymał jedną bukiet. Drugą fiolkę. A on się przytulał. Łasił jak kot, który nie zwraca uwagę na to, czy jest ci zimno, gorąco - po prostu chciał się przytulić. - ... och, rozumiem... - Być może w tym tkwił problem i wszystko biegłoby inaczej w każdej relacji, gdyby tylko był mądrzejszy i jednak tak nie mącił, był bardziej konkretny, mniej mówił, a może lepiej się w ogóle nie odzywać i spełniać w jednej roli. Nie uważałeś jednak, żeby cisza cokolwiek ratowała. Nawet jeśli część rzeczy warto było zachować dla siebie.

Chyba nigdy nie było za późno, żeby wyrzucić psa za drzwi. Ale Laurent nie chciał tego robić. Chyba czyniło go to szalonym.

- Nie będę cię tak nazywał... - Aż się zapowietrzył w pierwszej chwili i znów zmarszczył brwi. Odłożył na tę chwilę ten bukiet. Widok od góry dawał tak piękny wgląd na wymiany spojrzeń Flynna i Dumy, że prosiło się to o zrobienie zdjęcia, by to uwiecznić. Jarczuk zabuczał i znów słychać było stukot jego pazurów, kiedy się poprawił, ale zaraz złote ślepia czarnej bestii znów były na Laurencie. Za to w górę nie spoglądała ciągle Wrona. Ufam ci... ale? Odłożył ten bukiet, żeby móc w końcu przesunąć palcami po miękkiej skórze i twardych mięśniach. Zahaczyć o pojedyncze loczki na karku, kiedy wsunął na niego dłoń. - Ufam Ci, Flynn. Jesteś piękny jak głęboka toń oceanu, w której się zawsze chowam... I to nie jest metafora. - Ostatnie zdanie dodał po małej pauzie. - Chcę, żebyś mnie całował. - Opuścił rękę z fiolką w dół, podparł się na niej na łóżku. - Coś się we mnie popsuło, wiesz? Z wiarą w ludzi. We wszystkich. Już tak uwierzyłem w ten pusty stół, że przesiąknął mnie pesymizm. I ta resztka nadziei i zaufania... to jesteś ty. Nic mi więcej nie zostało. Wiem, że jest mizerna i nacechowana tymi złymi słowami... Ale nie mam wiele więcej. Ja po prostu zgasłem gdzieś po drodze. A wystarczyło kilka twoich słów, żebym znowu zaczął błyszczeć. - Nie ma winy obu stron, ale Laurent poczuł się tutaj winny. - Daj mi siebie więcej, bo bardzo tego pragnę. I bardzo tego potrzebuję.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#26
25.11.2024, 18:53  ✶  
Rozumiał to?

Nie, Crow był całkowicie przekonany, że Laurent nie rozumiał tego ani trochę. Jednocześnie skrzyło się w nim przekonanie, że niekoniecznie musiał rozumieć. On mu to przecież mógł podsuwać tak, żeby blondyn brał to za swoje własne przemyślenia. Wystarczyło mu bycie chcianym. Zakochał się w delikatnym dotyku, komplementach, słodkim uśmiechu, chichocie brzmiącym w jego uszach jak chór maleńkich, rozbawionych wszystkim chochlików. Chciał żeby ten śliczny chłopak dał porwać się kłębkowi chaosu, jakim był on. Żeby to ucieleśnienie marzeń sennych każdego człowieka utonęło w nim jakby nie znalazł go w rynsztoku. Desperacko wręcz wyszarpał sobie pozwolenie na to, żeby znaleźć się między jego nogami - szeregi obelg, kuszenia, sugerowania, że to właśnie tego chciał i o to się prosił. Wzięcie sobie później tego o co tak zawzięcie wtedy walczył smakowało jak najlepsze zwycięstwo, ale takie zwycięstwa miały jeden problem. Chciałeś ich więcej. Niby pokazał mu, że tak naprawdę jedynym co musiał zrobić żeby to dostać było zsunięcie jego majtek, ale... Tam pojawiło się coś jeszcze. Coś tak istotnego, żeby uczynić widzenie jego smutnej miny czymś absolutnie nie do zniesienia. Obsesja. Ale jaka piękna obsesja. Dotyczyła kogoś jasnego i nieosiągalnego jak wiosenne chmury...

Pocałował go w ten brzuch. Kilka razy. Sunął tymi pocałunkami od niego po klatkę piersiową, następnie obojczyk, szyję. Oczywiście, że nie ubrał się w koszulę, ani nie owinął się tym kocem - Crow zdążył już to wszystko ubrudzić i porzucić na podłodze. To czyste łóżko i pierzyna jaką się otulał również mogły stać się brudne. Barłóg był tak pięknym śladem po tym, że przewinął się przez to miejsce...

Gdyby dał mu ten eliksir, dowiedziałby się nieco o tym, że wcale nie powinien mu ufać. Nie znaczyło to oczywiście, że Crow tego od niego nie oczekiwał. Oczekiwał od niego tego i wielu innych rzeczy. Z niektórych swoich oczekiwań nawet nie zdawał sobie sprawy, chociaż były bardzo ważne i wybrzmiewały w jego zachowaniu i słowach.

- Okej - powiedział. I później nie było wiele więcej - to okej musiało wystarczyć, bo realizował chcę wciśnięte mu do ust. Te pocałunki nie ustawały. Pojawiały się na jego szyi, za uchem, na barkach. Uciszył ich oboje łącząc ich usta na dłużej, mocniej, intensywniej. A kiedy to przerwał, kwiaty i fiolka też leżały na podłodze, a on pchał Laurenta do tyłu. Wcisnął kolano między jego nogi, zawisł nad nim, ale tylko na chwilę. Podciągnął go bowiem na materacu razem z pościelą, ostatecznie oddzielając ich od psa, po czym posadził go na sobie okrakiem. - Oh, mogę sprawić, że już nie zgaśniesz. I tym razem nie mówię o tym, co zrobię z tobą w tym łóżku. Mów mi o swoich pragnieniach, chcę żeby moja księżniczka była szczęśliwa. - I oczywiście, że powiedział to żartobliwym tonem, ale żeby ten żartobliwy ton mógł się pojawić, na jego twarzy musiała zajść przemiana. Kładąc się na plecach i układając Laurenta nad sobą, Crow nie uśmiechał się wcale. Dopiero widząc go w tej pozycji przygryzł zgięty w połowie palec i wyszczerzył zęby. A później mówił i ten palec już do tych ust nie wrócił, zamiast tego uniósł biodra do góry i przesunął dłonią od jego uda do barku. - Chciałeś pokazać mi ten budynek, tak...?


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#27
25.11.2024, 20:09  ✶  

Było coś bardzo brzydkiego w tym przejrzystym płynie, który stoczył się po białej pościeli na dół. Brzydkiego, jak brzydkie i odstręczające powinny być lata malujące się na jego skórze. W zmarszczkach, siwiźnie i sińcach pod oczami. Brzydki był nawet bukiet kwiatów, bo wcale nie jaśniał dotykiem jutrzenki. Był pomięty, pogubił parę płatków i poniewierał się gdzieś między rzeczami potrzebnymi bardziej i mniej temu człowiekowi. Zapewne to był cały dobytek, jaki posiadał. Brzydkie byłyby słowa, które wypowiedziałby pod wpływem brzydkiego veritaserum. Pomyślał, że to wcale nie było sprawiedliwe - zdobyć czyjeś zaufanie za pomocą tego płynu, ale wcale nie przekreślił możliwości użycia go. Nie padła odpowiedź wprost: że naprawdę nie chcę, żebyś go używał, albo żeby go użył. Za to znowu wróciło to do tego, że chciał być kochany. Laurent miał wrażenie, że to nawet nie jest do końca sprawiedliwe, że mówi mu właśnie te rzeczy, ale nie dlatego, że były one nadmiernie przekłamane, albo że na nie nie zasługiwał. To wszystko znowu wpadało pod jakąś taflę wody. Nie, to było NAD taflą wody. Tylko on zanurzał się pod nią. Widziany w tym obrazie Flynn nie był brzydki, a jego słowa były kochane i rozczulające. Veritaserum już leżało na ziemi, z nimi kwiaty, jakby nie stanowiły żadnej wartości. Mimo to oglądasz się za nimi i wyciągasz dłoń po bukiet, ale pozycja się zaraz zmienia. Duma wydał z piersi dudniący dźwięk, jakim było zatrzymane szczeknięcie. Podniósł ten łeb z pościeli - po prostu patrzył. Głupie zwierzę? Albo głupi ludzie.

Naprawdę? Możesz? Powiedziałbyś to samo z veritaserum? Teraz już może zawsze to pytanie będzie dodawane gdzieś obok. Zrobiłbyś komuś taki prezent, gdybyś chciał go przekonać do siebie. To byłby znów zakład - użyje tego? Pewnie nie. Ilu osobom już wręczył właśnie taki podarunek? I siedział tak na kolanach, błagając o atencję i próbując przerzucić winę? Obsypany tymi pocałunkami, przesunięty po pościeli, siedząc na jego nogach finalnie wyciągnął ręce w górę, żeby się przeciągnąć. Była melancholia w tym uśmiechu wywołanym przyjemnością z brzmienia tych słów. Veritaserum było przecięciem bajki. Jej zakończeniem. Ufasz temu człowiekowi bardziej, niż powinieneś, ale to nie zaufanie dyktowało niechęć do posłużenia się tym eliksirem. Jesteś tym człowiekiem, który rozpala bardziej zaognioną ranę i przeklina za to sól. Kogo winić? Siebie? Jego? Wiele rzeczy odpływało w niebyt i nie miało znaczenia, skoro można było poczuć tak blisko ciało czarnowłosego. Prezentował się perfekcyjnie na tej bieli. Z tymi kruczymi puklami, z tym palcem przy własnych ustach. Powoli osiadasz na nim i opierasz się dłońmi na żebrach. W końcu serce się uspokoiło. Były takie rzeczy, których nie dało się oszukiwać. A przynajmniej było ciężko - jednym z nich było serce.

- Możesz to nazwać chęciami. Ja to wobec ciebie uznaję za obowiązek. - Miałeś ochotę powiercić się na jego nogach, przesunąć parę razy na wysokości krocza. Zawsze była w tobie taka złośliwość, czy po prostu ona zgasła na jakiś czas? Te przeklęte czasy szkolne... przecież tam to było. I kiedy jeszcze? Dante... Ach tak, Dante. Tej drobnej złośliwości (albo pieszczoty?) nie było - pochyliłeś się, żeby odwdzięczyć mu się kilkoma całusami. I bardziej intensywnym na jego szyi, na którym zostawił po sobie czerwony ślad. Dopiero wtedy z zadowoleniem zsunąłeś się z jego nóg na ziemię. - Przede wszystkim proszę nie rzucać tak moim cennym bukietem. - Mruknął, podnosząc go i otrzepując, jakby miał się o cokolwiek zabrudzić. I znów opatulił go ramionami. A potem podniósł znów to veritaserum i spojrzał na nie pod światło - wyciągając je w stronę dużego okna wychodzącego na taras. Przechylił fiolkę na jedną, drugą stronę. A potem zniknęła między jego palcami. - Ciekawe... brałeś pod uwagę, że kiedyś wkropię ci je do herbaty? - Zapytał z ciekawością. Bo nie zamierzał tego oddać. Ale wręczył mu to z zaufaniem. Czy to zaufanie się kończyło gdzieś? - I muszę kolejny wazon znaleźć... - Z jednej strony brzmiało jakby się skarżył, kiedy stawiał kroki z powrotem do salonu, ale zdecydowanie za mocno zabrzmiało tam zadowolenie, żeby uwierzyć, że to skargi. - Do nogi. - Duma poderwał się z miejsca i machając ogonem pogonił za Laurentem spoglądając na niego z dołu. Kiedy wyszedł do salonu to Migotek właśnie zbierał resztki wazonu i kwiatów.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#28
25.11.2024, 23:23  ✶  
Tak. Miał nadzieję, że wyglądał słodko. Tak słodko, jakby miał rozpuścić się w jego ustach. Bo tę nieprzyjemną rozmowę sprzed chwili trzeba było utopić w przypomnieniu Laurentowi, jak niewiele znaczenia miało wszystko inne poza przyciąganiem, które ściskało ich ze sobą. Zamierzał pokazać mu to dokładnie tyle razy ile trzeba, żeby ten widok wyrył mu się w głowie już na zawsze. Chciał karmić innych facetów takim spojrzeniem jak tego Mulcibera? Inne kobiety? Proszę bardzo, ale nie bez ucisku pierścionka na palcu i głupka walczącego o uwagę z twoim własnym psem. Czy to było sztuczne? Nawet jeżeli, to odrobina manipulacji przecież nie zaszkodzi, prawda? Szczególnie jeżeli efektem miało być ich wspólne szczęście.

Tylko że z Laurentem niektóre jego sztuczki nie wychodziły.

Wcale nie chciał stąd wstawać. Uknuł już sobie we łbie... jak to trochę go nakręci, może trochę im włosów powyrywa, to później powie mu wygodną półprawdę o tym, kim Bletchley właściwie dla niego był. Bratnią duszą, prawda? Tylko i aż. Ale jeżeli pociągniesz za odpowiednie struny, jeżeli naprawdę mocno skupisz się na tym co chcesz powiedzieć, jeżeli nadejdzie ten odpowiedni moment, nie zawiódłby sam siebie. Był tego pewny!

Ale do tej wspaniałej okazji uspokojenia go na temat tego drugiego nigdy nie doszło.

To dobrze, czy źle?

Nie wiedział, za to obdarzył go poszerzeniem tego uśmiechu, kiedy tak słodko zaakcentował słowo obowiązek.

- Nie - zaprzeczył od razu. Kolejna rzecz, nad którą nie musiał myśleć dłużej niż sekundę. - Zmarnowałbyś je, bo nie lubię herbaty. - I to wcale nie był żart. Pił ją z chęcią tylko kiedy nie było w niej czuć nic poza absurdalną ilością miodu. Mógłby to powiedzieć. Więc czemu nie powiedział? Nic nie blokowało go przed zdradzaniem swoich kulinarnych preferencji, ale tam w mieszkaniu Waughy'ego blondyn zdążył przyznać się do analizy jego nawyków żywieniowych, a on uznał to za durną, ale ciekawą zabawę.

Leżał na tym łóżku jeszcze chwilkę dłużej. Z lenistwa, z wygody. Lubił się wylegiwać, to przyrównanie go do kota było pod tym względem trafne - bo naturalnym środowiskiem, w którym dało się spotkać Crowa po opuszczeniu Ścieżek były drzewa, dachy, poduszki i uda właściciela. Ostatecznie jednak podniósł się i poszedł za nim do tego salonu, z o wiele mniejszą energią niż jego pies, ale nie było w tym niechęci. To był po prostu on.

- Wypierdolę każdy następny jeżeli będą w nich kwiaty od jakiegoś debila, więc uprzedź mnie jeżeli jakiś bukiet da ci babcia z okazji sabatu. - Nastały dwie długie sekundy ciszy. - Innego niż ja.

Rozejrzał się wokół, tym razem uważniej od poprzedniego razu, kiedy wszedł tu tylko zrobić niezbędne porządki.

- Myślisz, że dałem ci to żeby cię przetestować czy w ogóle mi to wleee-

Znów cisza. Krótka, ale znacząca.

- EJ.

Wrzasnął i chyba nigdy tak szybko nie otworzył żadnych drzwi, a zawsze był tym idiotą otwierającym je bez pomyślunku i dostającym w twarz odblokowaną w ten sposób pułapką. Jeżeli Laurent odwrócił się w kierunku szyby, mógł zobaczyć, jak Crow unosi ręce w kierunku skrzata domowego niemogącego zacisnąć paluszków na ceramicznych odłamkach. Był wyraźnie sfrustrowany.

- Jezu kurwa Chryste - powiedział tym samym tonem co John, zbierając te szczątki zaklęciem i szukając wzrokiem śmietnika. - Nie mów mi, że chciałeś to posklejać ty mały, durny... eh. - Dodał do tego bardzo ciche i krótkie nic ci nie jest?


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#29
26.11.2024, 00:16  ✶  

Och tak, nijak nie było trudno zgadnąć, czego by Flynn chciał. Od tego konkretnego "chcę" dzieliło go naprawdę bardzo, bardzo niewiele. Mianowicie - jedno, malutkie... O. Czyli to jedno wielkie "O", które wymuszało na Wronie snucie niecnych planów i układanie sobie w głowie wydarzenia rzeczywistości na zapas.

I wszystko poza tym łóżkiem i jego barłogiem, wszystko poza tym "o" i razem w nim, wszystko poza westchnieniami i uniesieniami miało wielkie znaczenie. Przyciąganie? Och tak, to ono sprawiało, że Laurent był zakochany, zauroczony i chciał doświadczyć. Spróbować z drugą szansą, zastanawiając się ciągle, gdzie zaczynał się akt aktorstwa, a kończył i zaczynało się to oszalałe z miłości i strachu serce, które telepało się w klatce piersiowej Flynna jak koliber. Ciężko było przewidzieć, że ten Wroni Koliberek snuł aż tak daleko posunięte plany, ale od tej strony poznać się jeszcze blondynowi nie dał. Albo raczej... nie dał się poznać z aż tak poukładanych scenariuszy. Bo to, że jakieś układał (a potem ktoś je psuł) już pokazał. Tak samo jak to, że był naprawdę inteligentną bestią. Na całe szczęście - nawet z poprzednią miłością do ludzi Laurent mógł zaprosić do łóżka kogoś, kto dobrze wyglądał, ale nie mógł zatrzymać na nim swojego zainteresowania, jeśli niczego sobą nie reprezentował. Niekiedy zdarzało się, że pewne osoby tworzyły tylko dobre złudzenie.

- Zaraz... co wtedy proponowałeś mi w tej przyczepie... - Zatrzymał się i wygiął biodro w jedną stronę, przechylając głowę. Ujmując ten bukiet na zgięciu łokcia - oczywiście, że to było pozowanie. Pomylił drogi - powinien był od początku dołączyć do cyrku Bellów i by się tam sprawdził gwiazdorząc na prawo i lewo. - Sok? Sok... ach, no tak, co innego, jeśli nie słodkie... W takim razie - do soku. - Ruszył dalej. Fiolkę schował do kieszeni spodni - wcale nie zamierzał się z nią rozstawać. A to, czy ją wykorzysta, czy nie... tutaj było bardzo dużo czynników, które mogły na to wpłynąć. Za to mógł jej nie używać na Flynnie - w końcu trzeba było dalej szukać sposobu na dostanie się do Dantego. Trzeba go zabić. - Kiedy przestały mnie tak dręczyć wyrzuty sumienia odnalazłem przyjemność w tym akcie zniszczenia. - Odparł na tę obietnice wyrzucenia następnego bukietu, jaki się tu pojawi i prychnął cicho, przysłaniając odruchowo usta palcami. - Dziękuję za wniesienie tej poprawki do swojego dumnego obwieszczenia. Instrukcja jest bardzo klarowna: bukietami od Crowa nie rzucamy, bukietami od "każdego innego głupca" już tak. - Debila. Ale nawet to słowo mu nie leżało na ustach. Pani Black zajmowała specjalne miejsce w jego sercu. - Niektóre bukiety są tu jednak mile widziane... - Te od babci też by były miło widziane, gdyby nie był solą w oku babki.

Z lekkim niezadowoleniem przyszło mu za to odkryć, że będzie musiał kupić nowe wazony. Może od razu kilka...naście..? Było coś kompletnie infantylnego w tej zabawie, ale to chyba będzie akurat mu się już zawsze bardzo dobrze kojarzyło. Jako coś wyzwalającego. Coś, czego sam nie potrafił zrobić, ale Flynn to robił ot tak, od ręki. Tak jak nie potrafił krzyczeć, a Flynn po prostu biegł przed siebie i... darł się. Włożył kwiaty do wazonu, zaczął im nalewać wodę, chciał już zapytać, co tam Crow chciał dopowiedzieć, kiedy pojawił się dziki bieg do ogrodu. Na tyle dziki, że Laurent zostawił te kwiaty chwilowo w kuchni i z dekoncentracją wyjrzał za Szaleńcem w Kruczych Piórach.

- Och, och..! - Skrzat zgarbił się, kiedy czar zabrał szczątki, ale nie protestował. Położył po sobie mocniej długie uszy, kierując zaraz jedno oko na Flynna. Na drugim nosił opatrunek. Wielkie, okrągłe oko spoglądało ze skołowaniem na większego czarodzieja. - Migotek chciał posklejać, taki ładny wazon i bukiet, a Panicz tak lubi bukiety... - Jego wzrok przewędrował do drzwi tarasowych, w których stanął teraz sam Laurent i nadal z niezrozumieniem patrzył na tę scenę. Ale zaraz wzrokiem wrócił na czarnowłosego. - Pan może zobaczyć, Migotkowi nic nie jest. - Uniósł swoje malutkie dłonie, żeby pokazać, że nie miał żadnego zadrapania. - Migotek wie, że musi bardzo uważać. - Pokłonił się i ruszył w kierunku tego śmietnika. Najwyraźniej zamierzając tam nurkować za wyrzuconymi częściami.

- Migotku, co ty robisz! Hej, przestań, zostaw ten kosz..! - Skrzat zatrzymał się - ewidentnie znowu skołowany. - Niczego nie musisz sklejać. Nie podobał mi się ten bukiet. Ani ten wazon. - Dodał zaraz, orientując się, że to przecież on był tu głównym bohaterem małej tragedii.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
Architekt Ścieżek
Up, below, so far
Nothing happens in the dark

Are you still afraid?
wiek
32
sława
IV
krew
mugolak
genetyka
—
zawód
akrobata cyrkowy, wynalazca
Wyzywająco ubrany mugolak, od razu sprawiający wrażenie ekscentrycznego (w wyraźnie prowokatywny sposób) lub wywodzącego się z nizin społecznych. Ma 176 centymetrów wzrostu. Ciemnobrązowe oczy. Włosy czarne, kręcone - w gorsze dni chodzi roztrzepany i skołtuniony, w lepsze, po zastosowaniu Ulizanny na mokre strąki, wygląda tak bajecznie, że masz ochotę zatopić palce w puszystych loczkach. Ma przebite uszy i wiele tatuaży. Najbardziej charakterystyczne z nich znajdują się na plecach (wielkie, anielskie skrzydła) i kroczu (długi, chiński smok oplatający jego przyrodzenie i uda). Do tego ma wiele blizn od ran kłutych i zaklęć, a także samookaleczeń. Sporo z nich to ślady po przypalaniu papierosami. Ze względu na daltonizm monochromatyczny ubiera się wyłącznie na czarno. Przy pasku nosi sznurki, łańcuchy, noże, czasami kombinerki i inne narzędzia, których używa do pracy. Jest człowiekiem bardzo wysportowanym, jego ciało jest wyrzeźbione, ale nigdy nie skupiał się na budowaniu masy i siły mięśniowej. Ma 32 lata, ale uzależnienie od substancji odurzających i alkoholu sprawia, że jest wizualnie o kilka lat starszy.

The Edge
#30
27.11.2024, 23:18  ✶  
On też nie pojmował wszystkiego. Nie rozumiał informacji, które Laurent przekazywał słowami tak trudnymi, że gdyby trafił na to zdanie w książce, musiałby poświęcić mu dobrych kilka minut na uchwycenie ich sensu. Nie potrafiłby wypowiadać się tak w płynnej konwersacji, użyłby wulgaryzmów, podobnych sobie sformułowań - jak zawsze. Umiejętność mówienia wierszem była zaskakująca i godna podziwu, szkoda tylko, że momentami tak niezmiernie go irytowała.

Mówił mu to wcześniej. Teraz już nie chciał.

Im więcej czasu razem spędzali, tym mocniej rozumiał, jak cholernie smutnym blondyn był człowiekiem. Dobiłaby go i informacja o tym, kim był dla niego Cain jak i opinia Crowa o jego paniczykowej erudycji. Znów została wybrana cisza. Dla wyższego, większego dobra, bo przecież wiedział, jak uczynić go szczęśliwym i faktycznie chciał uczynić go szczęśliwym. I bezpiecznym. Jeżeli to zabezpieczenie okaże się badziewne, to je poprawi. Jeżeli uzna je za niewystarczające, stworzy coś więcej.

Uśmiechnął się na wspomnienie o tym soku. Ten uśmiech pobladł kiedy słowa stawały się dla niego niezrozumiałe i nie wrócił już na jego usta aż do chwili, w której Migotek... był Migotkiem. Cóż, niewiele osób spodziewało się tego, że akurat on miał dobrze dogadywać się z dziećmi, a czasami nawet być ich ulubieńcem, ale to była prawda - i nie wynikało to z przypadku ani nie było jednostronne, a teraz Flynn musiał odkryć, że skrzaty domowe odrobinę te dzieci przypominały. I złapał się na tym, że tak właśnie się do niego uśmiechnął - jak do dziecka, które zrobiło durnoctwo, dopiero głos Laurenta jak sól trzeźwiąca doprowadziła go do porządku i zdał sobie sprawę z głębokiego absurdu sytuacji. Żadne to było dziecko tylko kreatura, oczywiście ludzka, ale wciąż kreatura w łachmanach. Tak bardzo nie pasowała do New Forest, do tego domku pełnego przepychu kojarzącego mu się momentami ze złym gustem i instynktownie chciał to od razu wytknąć. Otworzył usta, napiął się, ale przetrawił to wszystko nieco szybciej, niż zebrał w sobie odwagę na pogrzebanie przemyśleń, do których dopiero co dojrzał i... Chciał powiedzieć: kurwa, on ci służy, tak cię uwielbia, a nic za to nie dostaje, chodzi w podartych... - tak, wtedy zakrył usta dłonią, przesunął nią po twarzy.

To nie mogła być rzeczywistość. Pewnie po wszystkim zasnęli i jeszcze się nie obudził.

- Wybacz za nazwanie cię durnym mały pierdolcu. Miałem ciężkie dzieciństwo.

Kucając przy Migotku pozwolił sobie na głębokie westchnienie. Pozwolił rozwiązać tę sytuację Prewettowi, samemu nie do końca potrafiąc przetrawić to, że od dwudziestu lat zachowywał się jak skrzat domowy.

- Spacer? Obiad? - Zapytał, prostując nogi i przenosząc spojrzenie na blondyna. Oczywiście zdawał sobie sprawę z tego, że pierwszym co usłyszy będzie prysznic.


Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.

My mind is a hall of mirrors.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Laurent Prewett (25148), The Edge (21523)


Strony (9): « Wstecz 1 2 3 4 5 … 9 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa