21.11.2024, 04:19 ✶
Ledwie niedawno jeszcze był w Hogwarcie i cieszył się z ostatniego początku lata w zamku i na jego błoniach, spędzając beztroski czas ze znajomymi ze szkoły. A teraz? Zakończył edukację i rozpoczynał nowy etap swojego życia. Do początku sierpnia miał sporo czasu jeszcze, a wtedy miał zacząć staż w Ministerstwie Magii. Strasznie nie podobało mu się to, ze musiał przejść najpierw przez inne departamenty, zanim będzie mógł podjąć pracę w Departamencie tajemnic, chciał od samego początku pracować z mamą i chrzestnym w tym samym miejscu. Głupie wymogi Ministerstwa jednak nie dawały mu na to opcji.
Dlatego też nie zamierzał marnować czasu. Czuł mocną motywację do tego, aby jak naszybciej przemknąć przez obowiązkowy staż i rozpocząć faktyczną pracę jako niewymowny. Wiedział, że do tego będzie potrzebował naukowych publikacji, a czasami jednak przejawiał ogromne pokłady ambicji i pracowitości (szczególnie jeśli jedną z nagród były pochwały płynące z usta Charlotte). Dlatego też nie narzekał i spędzał dużo czasu nad pisaniem artykułów i esejów związanych z przepowiedniami - wykorzystywanie własnego daru jako bazy do pisania naukowych treści było może i pójściem na łatwiznę, jednak od czegoś trzeba było zacząć prawda?
Nic nie wskazywało zresztą, że ten dzień będzie inny od reszty. Zrobił sobie właśnie przerwę i posegregował notatki na biurku, aby móc przetrzeć oczy. Wypadałoby zrobić przerwę, nie mógł przecież ślęczeć nad pisaniem całego dnia, bo wychodziła mu wtedy niezrozumiała papka zamiast słów. Pisanie takich artykułów różniło się od pisania prac domowych w Hogwarcie i nadal się na to przestawiał.
Przeciągnął się ziewając i wstając od biurka wygładził koszulkę, którą miał na sobie. Podszedł do okna zdając sobie sprawę, że jest zamknięte, a odrobina świeżego powietrza dobrze mu zrobi. I właśnie wtedy, otwierając okno zauważył coś niezwykle dziwnego. Nie żeby na Alejach Horyzontalnych ktoś latający na miotle stanowił niecodzienny widok. To co jednak zobaczył sprawiło, że zmarszczył brwi. Do sąsiedniego mieszkania ktoś próbował dostać się przez okno, prosto z miotły. Włamywacz? Tam mieszkała starsza kobieta, pani Houghton, czy jakoś tak. Nie mógł przecież nie zareagować, że ktoś włamuje się do tej poczciwej kobiety.
- Ej, co ty sobie myślisz tak w biały dzień włamywać się do czyjegoś domu?! - krzyknął otwierając na oścież okno i wystawiając głowę poza framugę. Nie żeby włamywanie się pod osłona nocy było już w porządku, jednak to te w ciagu dnia były bardziej zuchwałe.
Dlatego też nie zamierzał marnować czasu. Czuł mocną motywację do tego, aby jak naszybciej przemknąć przez obowiązkowy staż i rozpocząć faktyczną pracę jako niewymowny. Wiedział, że do tego będzie potrzebował naukowych publikacji, a czasami jednak przejawiał ogromne pokłady ambicji i pracowitości (szczególnie jeśli jedną z nagród były pochwały płynące z usta Charlotte). Dlatego też nie narzekał i spędzał dużo czasu nad pisaniem artykułów i esejów związanych z przepowiedniami - wykorzystywanie własnego daru jako bazy do pisania naukowych treści było może i pójściem na łatwiznę, jednak od czegoś trzeba było zacząć prawda?
Nic nie wskazywało zresztą, że ten dzień będzie inny od reszty. Zrobił sobie właśnie przerwę i posegregował notatki na biurku, aby móc przetrzeć oczy. Wypadałoby zrobić przerwę, nie mógł przecież ślęczeć nad pisaniem całego dnia, bo wychodziła mu wtedy niezrozumiała papka zamiast słów. Pisanie takich artykułów różniło się od pisania prac domowych w Hogwarcie i nadal się na to przestawiał.
Przeciągnął się ziewając i wstając od biurka wygładził koszulkę, którą miał na sobie. Podszedł do okna zdając sobie sprawę, że jest zamknięte, a odrobina świeżego powietrza dobrze mu zrobi. I właśnie wtedy, otwierając okno zauważył coś niezwykle dziwnego. Nie żeby na Alejach Horyzontalnych ktoś latający na miotle stanowił niecodzienny widok. To co jednak zobaczył sprawiło, że zmarszczył brwi. Do sąsiedniego mieszkania ktoś próbował dostać się przez okno, prosto z miotły. Włamywacz? Tam mieszkała starsza kobieta, pani Houghton, czy jakoś tak. Nie mógł przecież nie zareagować, że ktoś włamuje się do tej poczciwej kobiety.
- Ej, co ty sobie myślisz tak w biały dzień włamywać się do czyjegoś domu?! - krzyknął otwierając na oścież okno i wystawiając głowę poza framugę. Nie żeby włamywanie się pod osłona nocy było już w porządku, jednak to te w ciagu dnia były bardziej zuchwałe.