Stanley Andrew Borgin
Mycie zębów nie było, aż taką złą czy męczącą aktywnością. W końcu był to podstawowy zabieg dbania o higienię osobistą jamy ustnej . Dużo gorzej było kiedy nad twoją głową stała Victoria Lestrange, która próbowała cię wykończyć.
Oczywiście było to pewne wyolbrzymienie, którego dokonał Stanley, aby mógł dorobić diabelskie rogi do narzeczonej swojego serdecznego przyjaciela. Sam też lubił Victorię, ale bywały momenty kiedy go po prostu przerażała. Pomyśleć, że to wszystko od czasów szkolnych, aż po dziś dzień - za wiele się nie zmieniło w tej kwestii.
Lestrange pomogła mu, więc i Borgin musiał się odwdzięczyć - nawet wolał to zrobić, niż aby później miał słuchać, że jest dłużnikiem u tej aurorki.
Ze jej słów wynikało, że babka dokonała zakupów u jego rodziny przed laty i teraz próbowali zebrać jakieś informacje o tych zakupach czy jak kto woli - "pamiątkach". Jako, że przybytek dalej pozostawał w rodzinnych rękach, a Stanley współpracował i żył dobrze z własną rodziną, nie pozostawało mu nic innego jak udanie się do sklepu i wypytanie o szczegóły tamtych transakcji. Księgi wieczyste musiały się znajdować gdzieś w lokalu - nawet jeżeli były głęboko pochowane przed niechcianymi gapiami.
Nie czekając na jakieś specjalnie zaproszenie, Borgin ruszył na Nokturn, aby odwiedzić swoich krewniaków. Sam się też nie zapowiedział, wszak liczył na szybką i owocną współpracę - chciał wejść, zapytać i dostać odpowiedź. Całkiem proste? Otóż nie.
- Michael w pracy? - zapytał od wejścia, podając dłoń jednemu z pracowników, który akurat przekładał coś na półkach. Otrzymał kiwnięcie głową, które świadczyło, że poszukiwana osoba, jest akurat obecna. Idealnie cieszył się w głębi duszy.
Stanley od razu przeszedł na zaplecze, aby przejść do rzeczy. Czas to pieniądze i wszyscy to wiedzieli - im szybciej to załatwią, tym szybciej zajmą się swoimi sprawami.
- Witaj - zwrócił się do krewniaka - Nie będę owijać w bawełnę, ani nie będziemy się bawić w jakieś dodatkowe uprzejmości. Przejdźmy od razu do rzeczy - zakomunikował, przedstawiając swój punkt widzenia Michaelowi. Ten się tylko uśmiechnął, wskazując dłonią na fotel, aby jego gość mógł sobie zasiąść.
- Nie dzięki, obejdzie się bez - odparł - Macie gdzieś stare księgi z wypisem transakcji? Jakoś z trzydzieści? Czterdzieści lat temu? - zaczął, wyjmując kartkę z kieszeni płaszcza - Interesują mnie dane odnośnie Elizabeth Parkinson. Parkinson-Crouch lub Crouch - czytał - Chodzi o biżuterię - wytłumaczył, zginając kartkę, która powróciła do swojego poprzedniego miejsca - Wiesz... Zgodnie z Twoją prośbą pomagałem w poszukiwaniu Twojej córki i jej rodziny... Co więcej, jako jedyny ją odnalazłem. I to dopiero początek moich zasług i dowód oddania wobec tej rodziny... - przypomniał starszemu Borginowi. Czy ten zdąrzył zapomnieć? Pewnie nie, ale lepiej było przedstawić jakąś kartę przetargową.
- Pamiętam ale wszystko ma swoją cenę - odparł na słowa Stanleya - Taka księga znajduje się gdzieś. To bardzo ważne słowo. Gdzieś. - Michael odpalił papierosa - Mógłbym ją odszukać... Ale wiesz... Przysługa za przysługę - uśmiechnął się szyderczo, spoglądając na odrobinę zrezygnowanego Stanleya.
Kurwa mać. Idź do diabła przeklinał go w myślach. Michael zdążył podnieść ciśnienie byłemu brygadziście, który liczył jednak na polubowne załatwienie sprawy.
- Rozumiem. Cóż... Co Cię interesuje? - zapytał retorycznie - Wtargnięcie z włamaniem? - zapropnował - Może trzeba kogoś przesłuchać albo pozbyć? Odebrać zaległe pieniądzy czy przypomnieć o spłacie długów? - zapytał - Albo po prostu trzeba z kimś odpowiednio pogadać i nastawić go na odpowiednie tory? Może ktoś zwleka z oddaniem jakiegoś przedmiotu? - wymieniał, chcąc zaoferować coś, co mogłoby zainteresować Michaela na tyle, aby zgodził się odnaleźć potrzebne informacje dla Stanleya.
- Zastanowię się na co mógłbyś mi się przydać i dam niedługo znać - uśmiechnął się zawadiacko pod nosem - Jeżeli to wszystko. Bywaj zdrów i mam nadzieję, że do zobaczenia w krótce - Michael zakończył spotkanie, wracając do swoich spraw.
- Mhm. Do zobaczenia - Stanley skinął głową na pożegnanie i opuścił sklep jego rodziny. Z tego wszystkiego musiał aż zapalić. Nie było to też nic nowego ale nie zmieniało to faktu - Michael rozsierdził odrobinę młodszego Borgina. Tyle wyrzeczeń... I na co to wszystko?
Nie tego się spodziewał po człowieku z którym dzielił wspólną krew i niejako "zainteresowania". Co innego miał zrobić w tej chwili? Nie pozostało mu nic innego jak oddalić się do Głębiny i oczekiwać na dalszy obrót spraw. Na wiadomość od Michaela.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972