Ciężko było mówić o tym, co leżało na sercu. Otworzyć się i dzielić tymi najtrudniejszymi emocjami. Geraldine nie była nigdy szczególnie dobrym mówcą, nie potrafiła formuować swoich myśli w słowa, do tego należała raczej do szorstkich osób. Naprawdę starała się jakoś odnaleźć w tym wszystkim, tyle, że nie do końca jej to wychodziło, a najgorsze było to, że miała tego świadomość. Została wychowana w takiej rodzinie, a nie innej, gdzie nie mówiło się raczej o swoich problemach. Zaciskała zęby i kiedy coś nie szło tak jak powinno robiła wszystko, aby to naprawić. Tyle, że w tej sytuacji, w której się znaleźli to nie mogło się udać. Jak bowiem mieliby naprawić to, co zadziało się w ich życiu? No, nie było takiej opcji.
Ryzyko istniało. Aktualnie dotyczyło ono każego, stapającego po Wielkiej Brytanii czarodzieja. W końcu każdy mógł się pojawić w złym miejscu, o złym czasie. Niestety dotarło to do nich w najbardziej brutalny sposób. Odebrali im jedną z najbliższych osób, Corneliusowi najbliższą. Sama została nieco poturbowana przez śmierciożerców, jeszcze w styczniu, ale jej udało się wyjść z tego w jednym kawałku. Miała więcej szczęścia niż rozumu - jak zawsze. Nie wiedziała dlaczego tak się stało, dlaczego jej się udało, a Amandzie już nie? Kto o tym decydował, przyjaciółka miała po co żyć, miała męża, dziecko, ona aktualnie nie miała niczego. Mogłaby się z nią zamienić miejscem, pewnie nikt by się tym jakoś specjalnie nie przejął. Nie czuła, aby jej egzystencja była równie wartościowa, szczególnie teraz, kiedy chaos ją pochłaniał.
Do tego teraz go zawodziła, nie pojawiła się w ich mieszkaniu, nie była wsparciem, nic nie zrobiła. O to mogła mieć żal tylko i wyłącznie do siebie, wychodziło, jak bardzo egoistycznie się zachowywała. Jej ból nie mógł równać się z tym jego i powinna o tym pamiętać. Na szczęście nieco się obudziła z tego letargu, pojawiła się tutaj dzisiaj, licząc na to, że może jeszcze uda się jej coś zmienić, że nie wszystko było stracone.
Miała świadomość, że nigdy już nie będą mieli tego, co kiedyś, ale może pozostanie jej jakaś namiastka, świadomość, że nie została na tym świecie zupełnie sama, zresztą to samo chciała dać Lestrange'owi, poczucie tego, że nie został sam, że ma jakieś wsparcie, że ma się do kogo zwrócić, nawet jeśli jak do tej pory nie dawała mu tego odczuć. Zamierzała to zmienić, zrobiła pierwszy krok. Musiała jednak najpierw w pełni ogarnąć siebie, aby stać się dla niego tym, czego potrzebował. To wcale nie miało być proste, pewnie zajmie jej trochę czasu, ale ta wizyta nieco zmieniła jej podejście do rzeczywistości.
Nie chciała się tu wpraszać jak intruz, nie była pewna, co działo się z Ambroisem, ale zakładała, że spędzał tutaj sporo czasu, bo przecież powinien być oparciem dla Corio, jak widać tutaj też się myliła. Nieco ją to zaskoczyło, ale może faktycznie te lata, które razem spędzili nie spowodowały, że potrafiła przewidzieć zachowania jej byłego chłopaka. Może w ogóle go nie znała, coraz bardziej skłaniała się ku temu, że żyła w jakiejś dziwnej, wyidealizowanej bańce, która w końcu pękła, zderzenie z rzeczywistością było bardzo bolesne, ale powinna się tego spodziewać. Było zbyt pięknie, aby mogło to być prawdziwe. Żałowała, że nie była ostrożniejsza, że pozwoliła się tak omamić.
Ton jego głosu wskazywał na to, że gadała bez sensu, że irytowało go to, co mówiła. W sumie - prawidłowo. Nie miała pojęcia, jak powinna się zachować. Błądziła, ale przestała już pozwalać sobie na tę przesadzoną ostrożność. Przyjaciele nie zachowywali się w ten sposób. Musiała być z nim szczera, może wtedy on odwdzięczy jej się tym samym. Najgorsza prawda była przecież lepsza od kłamstwa.
- Pozostaje wierzyć w to, że z czasem będzie inaczej. - Nie chciała powiedzieć, że lepiej, bo przecież jak w ogóle mogliby zakładać, że będzie lepiej? To, co najlepsze już stracili. Musieli jakoś dostosować się do tego, co aktualnie działo się w ich życiu, wegetować, przetrwać ten najgorszy czas. Tyle, że ile właściwie będzie to trwało, i czy mieli jeszcze w ogóle nadzieję na jakieś sensowne jutro? Wydawało jej się, że pokłosie tych wydarzeń będzie się za nimi ciągnąć przez resztę życia.
Tak właściwie to było jej zupełnie obojętne to, co Cornelius zamierzał wyciągnąć z barku, ważne, aby chociaż odrobinę ją sponiewierało. Była już na tym etapie, kiedy nie do końca przejmowała się tym, co w siebie wlewała. Sama uzupełniała swoje zapasy w okolicznym sklepie, gdzie spoglądali już na nią oceniająco, bo stała się ich stałą bywalczynią. To też było jej obojętne, nie przejmowała się tym, co myśleli o niej ludzie, nie, żeby kiedyś jakoś bardzo obchodziła ją opinia innych, ale teraz nie dbała o nią zupełnie. Nie pojawiała się na spotkaniach rodzinnych, nie odwiedzała przyjaciół, nie miała ochoty zupełnie na nic. Wybrała samotność, ale to chyba nie była najlepsza opcja. Miała wiele czasu, aby zastanawiać się nad tym, co im się przytrafiło. Obwiniała się o to, co poszło nie tak. Zastanawiała się nad tym, co by było gdyby, a nie mogła przecież żyć mrzonkami.
Spoglądała na przyjaciela, kiedy postawił szklankę na ławie. Chwyciła ją w dłoń, kiedy ją do niej przysunął. Cóż, nie żałował im whisky, co było całkiem dobrym posunięciem. Wiedziała, że mogłaby wypić i całą butelkę, tyle, że właściwie nic jej to już nie dawało. Nie czuła niczego, miała wrażenie, że zaczęła wypełniać ją pustka, której nigdy nie będzie potrafiła się pozbyć. Uniosła kryształ w górę kiwnęła przy tym głową. Cóż, nie spodziewała się, że kiedyś będą wznosić takie toasty. - Tak, za jakieś. - Nie miała pojęcia, co mogła oferować im przyszłość, nie sądziła, że to będzie coś, co ich zadowoli.
Wpatrywała się w przyjaciela, kiedy zaczął jej tłumaczyć swoje odniesienie. Cóż, trochę zabolało. Miała świadomość o tym, jak wyglądała przeszłość Roisa, nigdy mu jej nie wypominała, bo jej też nie była szczególnie poukładana, tyle, że myślała, że się zmienili. Może faktycznie postanowił wrócić do starych nawyków, może się nią znudził? Może wcale nie chciał takiego życia, szkoda, że nie wspomniał jej o tym wcześniej.
- To nie jest coś, o czym nie wiedziałam. - Zrozumiała dlaczego sięgnął po to porówanie, cóż, czy tego chciała, czy nie pasowało do jej byłego chłopaka z którym zamierzała spędzić całe życie. Takie osoby się raczej nie zmieniały. Ona niby się zmieniła, ale nie mogła mieć pewności, że udało jej się zmienić jego. Czuła gorycz, była zła na siebie, że postanowiła brnąć w to, skoro i tak nigdy nie było dla nich żadnej nadziei.
- Nie ma sensu byś wchodził między nas. Bałam się po prostu, że przez to stracę i Ciebie. - Postanowiła być z nim szczera, bo skoro już zaczęli ten temat, to wolała pokazać mu jak ona to widziała.
Nie chciała być intruzem w tym miejscu, wiedziała, jak wygląda ich relacja, nie zamierzała osaczać najlepszego przyjaciela Roisa, dlatego właśnie wolała trzymać się na uboczu. Przyszła, gdy wydawało jej się, że minęła odpowiednia ilość czasu. Źle to rozegrała, to prawda, ale skoro sytuacja tak wyglądała, to nie zamierzała rezygnować z przyjaźni, którą kiedyś mieli.
- Tak, może lepiej skupić się na czymś innym. - Uniosła jeszcze w górę szklankę, kiedy zobaczyła, że chce jej dolać whisky. Cóż, dawno nie piła takiego dobrego alkoholu. - Dobrze wiedzieć, że jesteś. - Tak po prostu, chyba jej nieco ulżyło, kiedy dowiedziała się, że on jej nie skreślił, z początku nie wydawało jej się to wcale takie oczywiste.
Była tak skupiona na ich tragediach, że nie miała pojęcia o czym innym mieliby rozmawiać, kiedyś konwersacje klieły im się samoistnie, teraz? Cóż, nawet to było problemem. - Gdybyś kiedyś czegoś potrzebował, to wiesz, gdzie mnie szukać, latem powinnam być na miejscu, jesienią zamierzam wrócić do starych nawyków i wybrać się gdzieś dalej na polowanie. - Wolała go poinformować, że pewnie wyjedzie z kraju. Ostatnio ograniczała swoje wyprawy, bo na miejscu miała wszystko, czego potrzebowała, w tym roku jednak zamierzała coś z tym zrobić. Czuła, że dłuższy wyjazd dobrze jej zrobi. Nie chciała jednak, żeby znowu poczuł się porzucony, więc wolała mu dać o tym znać.