11.01.2023, 23:38 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.04.2023, 19:57 przez Morgana le Fay.)
Rozliczono - Patrick Steward - Bajarz
Barda prowadził: Patrick Steward/Daisy Lockhart
STACJA WIDMO
Podróżowałeś pociągiem i zagapiłeś się - przejechałeś swoją stację. Postanowiłeś wysiąść na następnej z nich i złapać inny środek transportu, którym pojedziesz do miejsca docelowego. Obładowany pakunkami wysiadłeś na stacji widmo - w miejscu, które nie istnieje na żadnej mapie i nie mieszka tutaj nic. Opuszczone, nieistniejące miasto, do którego już nigdy nie uda ci się wrócić i na której podobno twój pociąg nigdy się nie zatrzymał. Nikt nie uwierzy ci w tę historię, nawet jeżeli pokażesz im zdjęcia opusczonych, niszczejących budynków. Co się tutaj stało…?
Podróżowałeś pociągiem i zagapiłeś się - przejechałeś swoją stację. Postanowiłeś wysiąść na następnej z nich i złapać inny środek transportu, którym pojedziesz do miejsca docelowego. Obładowany pakunkami wysiadłeś na stacji widmo - w miejscu, które nie istnieje na żadnej mapie i nie mieszka tutaj nic. Opuszczone, nieistniejące miasto, do którego już nigdy nie uda ci się wrócić i na której podobno twój pociąg nigdy się nie zatrzymał. Nikt nie uwierzy ci w tę historię, nawet jeżeli pokażesz im zdjęcia opusczonych, niszczejących budynków. Co się tutaj stało…?
09.04.1792
Jednostajny stukot kół niemalże usypiał. Zapatrzyła się gdzieś za okno; patrzyła, ale nie widziała, co się za nim znajdowało. Napływały wspomnienia.
Pierwsza podróż do Hogwartu.
Pierwszy powrót, na zimowe ferie, do domu.
Kolejne podróże, których nie spędzała przecież sama – jeśli to był Ekspres, to bardzo szybko przestała istnieć jakakolwiek możliwość, że znajdzie się w przedziale mając u boku kogoś innego niż jego. Patricka.
Ale teraz była sama, nie licząc własnych myśli.
Fu, czczcz, fu, czczcz, fu, czczcz, krople deszczu spływające po szybie, tuk-tuk, tuk-tuk, tuk-tuk…
Wkrótce minie rok od chwili, gdy ponownie zaczęła kroczyć pośród żywych. Rok, podczas którego musiała nauczyć się bardzo wiele, bardzo szybko, żeby tylko nie ujawnić prawdziwej tożsamości.
Rok spędzony z dala od niego, choć jednocześnie zdawał się być na wyciągnięcie ręki. Tak blisko, tak daleko, na Matkę i Merlina, dlaczego musiała trafić do ciała ś m i e r c i o ż e r c z y n i?! Nie dość już się wycierpiała, jeszcze coś takiego musiało się przytrafić?!
A najgorsza w tym wszystkim była świadomość, że wcale a wcale nie musiało tak być. Mogła pójść na wojnę z rodzicami. Mogła faktycznie uciec z domu, byleby tylko postawić na swoim, nie skończyć na ślubnym kobiercu z Crouchem.
Zmarnowała życie i pół biedy, gdyby uczyniła to tylko ze swoim – ale to były dwa życia, nie jedno, jej własne. Gula urosła w gardle, poczucie winy, trzymające się wiecznie w pobliżu, mocniej zaciążyło.
Wśród wszystkich rozmyślań – tych i innych – nawet nie zauważyła, jak stacja, na której miała wysiąść, usunęła się z pola widzenia i – gdyby tylko się podniosła i wystawiła głowę przez okno – rozmyła gdzieś. Zaklęła pod nosem, gdy się w końcu ocknęła i zorientowała w sytuacji – cóż, nie było rady, należało wysiąść na pierwszej napotkanej stacji i stamtąd złapać kolejny pociąg, który będzie jechał w odpowiednim kierunku.
Nie zwróciła uwagi – choć być może powinna – że nikt poza nią nie wysiadł. Było tu zbyt cicho, zbyt pusto, z czego zdała sobie sprawę, gdy zrzuciła swoje toboły na peron, aby złapać oddech i rozejrzeć się dokładniej w poszukiwaniu miejsca, gdzie dało się przysiąść, sprawdzić rozkład jazdy, może nawet kupić bilety?
Poczuła ukłucie niepokoju; ta cisza, ta pustka, to nie wydawało się naturalne. Kilka… może raczej kilkanaście minut krążenia po stacji wystarczyło, żeby się upewnić, iż ten przystanek jest w zasadzie zamknięty i nie wiadomo właściwie, dlaczego pociąg się tu zatrzymał. Westchnęła ciężko, narzuciła torbę na ramię, w drugą dłoń złapała walizkę i ruszyła w stronę miasta – bo co innego pozostawało? Może akurat uda się złapać inny transport…
405