• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 12 13 14 15 16 Dalej »
[wiosna 1971, Aleja Horyzontalna] Cześć, sąsiedzie

[wiosna 1971, Aleja Horyzontalna] Cześć, sąsiedzie
Miotlara
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Jasne włosy, niebieskie oczy, niezbyt wysoki wzrost - około 166 cm, szczupła, wysportowana sylwetka. Mówi niezbyt głośno, rzadko patrzy komuś w oczy, a w tłumie nie mówi za wiele.

Mackenzie Greengrass
#11
24.01.2023, 11:41  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.01.2023, 14:24 przez Mackenzie Greengrass.)  
To że plotki do niego nie dotarły, niezbyt ją dziwiło. Uczniowie Hogwartu lubili plotkować, owszem, ale ona przyciągała uwagę głównie na boisku: dlatego opowieści dziwnej treści na temat Mackenzie na ogół przybierały na siłę, jeśli Ślizgoni przegrali mecz, by potem bardzo szybko wygasnąć.
- Ani trochę - skłamała bez oporów, bo owszem, była ciekawa i to na tyle, że kiedyś obejrzała ją sobie z góry, z miotły. Z dużej odległości, oczywiście, tak, by magia ochronna spowijająca dom Greengrassów nie wykryła jej obecności. Zdarzyło się jej też wpaść na sabat tylko po to, by powłóczyć się po Kniei Godryka.
Nie było to jednak coś, do czego zamierzała ot tak się przyznać szkolnemu koledze, którego nie widziała dwa lata. Prawdę mówiąc, nie przyznała się do tego absolutnie nikomu.
- Ususzyłeś kaktusa? - powtórzyła ze zdumieniem, z wrażenia omal nie strącając kwiatka z parapetu. Złapała go na całe szczęście, nim zakończył tragicznie swój żywot. - Jak ty to zrobiłeś? Przecież one mogą przeżyć bez podlewania nawet trzy miesiące - wyrwało się jej. Dla niej dbanie o odpowiednią porcję wody dla roślin było po prostu... naturalne. A gdy czekał ją dłuższy wypad na mecz wyjazdowy, w przypadku bardziej wymagających kwiatków stosowała zaklęcie zraszające.
Poza tym mieszkanie bez roślin?
Tak się w ogóle dało żyć?
Tak, w pogłoskach na temat Lovegoodów jednak musiało coś być.
- Nigdy o tym nie słyszałam - odparła, już z powrotem na stopniach. Kompletnie nieświadoma niecnych planów Theodore'a w kwestii urobienia jej, by nie narzekała na wieczorne koncerty. - To znaczy, jest roślina, która próbuje cię udusić, jeżeli nie puszczasz jej regularnie muzyki, ale tej nie hoduję. Trzeba na to specjalnej zgody, poza tym jest trochę problematyczna...
"Trochę" było niedomówieniem, ale gdyby Mackenzie nie poświęcała tyle czasu na quidditch, może i nawet by spróbowała.
Tymczasem wydobyła z kieszeni monety i wręczyła umówioną sumę sklepikarzowi, którego poprosiła o doglądanie swoich cennych roślinek. Obie torby z rzeczami przewiesiła sobie przez ramię, do ręki zgarnęła szałwię, a kolejną doniczkę znów wprawiła w ruch różdżką, zostawiając Theodorowi do przeniesienia dwie inne.
W ten sposób pierwszy etap przeprowadzki miał stać się kompletny. O kolejnych etapach - czyli uzupełnianiu mebli, zastawy i innych drobiazgach - Mackenzie wolała w tej chwili nie myśleć.
Lekkoduch
Wszystko jest możliwe, kiedy kłamiesz.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Theodore Lovegood
#12
26.01.2023, 18:25  ✶  
Wzruszył ramionami, jakby śmierć roślinki nie było jego winą. Lovegood by fanem interakcji, których mało jaka roślina potrafiła podołać. Poległy kaktus nie należał do jednej z nich. Kiedy chłopak opowiadał na głos o tym, co mu się wydarzyło w ciągu dnia, pustynny przyjaciel nie odpowiadał. Kiedy grał na gitarze, jego podopieczny nie reagował tak jak dusząca roślinka-meloman. Cokolwiek by nie zrobił, nigdy nie było żadnej reakcji. Ta znajomość nie należała do zdrowych, Theodore niczego nie żałował. Skoro kaktus wszystko ignorował i na koniec go opuścił, to najwyraźniej nie był im pisany happy end.
- Sam nie wiem. Miałem dużo na głowie, a on schował mi się za zasłonką i tak jakoś wyszło – wyjaśnił – o zgrozo – bez żadnego poczucia winy. Zapomniał o kaktusie, bo ten nie spełniał jego podstawowych potrzeb. To zabójstwo było więc jego winą, a nie Lovegooda. Tak więc, zamiast przeprosić zmarłego, a następnie wszystkie zebrane roślinki za to, że musiały słuchać tej strasznej historii, aktor uśmiechnął się infantylnie, nie rozumiejąc, skąd w ogóle zdumienie w tonie Greengrass. Większość ludzi w jego sytuacji zapomniałaby o wyjątkowo kiepskim współlokatorze, nie miał więc sobie nic do zarzucenia.
- Pewnie gdy mieliśmy to na zajęciach, byłaś w skrzydle szpitalnym po nieudanym meczu. Większość nie potrzebuje muzyki tak rozpaczliwie, by zaczynać dusić swoich właścicieli, ale mimo wszystko to bardzo ważna część ich rozwoju – brnął dalej w kłamstwa i, będąc kompletnie szczerym, brodząc przez nie, czuł się niczym ryba w wodzie. Był to dla niego naturalny habitat. Mówił z takim spokojem i pewnością siebie, jakby naprawdę miał mocno wyryte w pamięci jak w trakcie lekcji zielarstwa notował w zeszycie te informacje. Pewność swojej zielarskiej wiedzy trochę kontrastowała z jego wcześniejszą opowieścią o niezadbanym kaktusie, ale Theodore nie przejmował się takimi szczegółami.
Na chodniku zostały ostatnie pędowate towarzyszki blondynki. Podniósł donice i zerknął surowo na sklepikarza, który zamiast za darmo pomóc nowej sąsiadce, wziął pieniądze za drobną przysługę. To było bardzo niemiłe z jego strony! Nie odezwał się, pozwalając, by Greengrass załatwiła to po swojemu, ale już zaplanował, że przy następnej okazji wstąpi do sklepiku i powie właścicielowi, co sądzi o jego braku życzliwości.
- Wiesz, mogę ci pomóc. Brzdąkam trochę na gitarze, mogę więc zapewnić im to, czego ich dusze łakną. Jaką muzykę lubisz? Mogę się dostosować do twoich gustów, zobaczymy, czy twoje roślinki je podzielają – wyłożył w końcu kawę na ławę i zaproponował to, o co mu przez cały czas chodziło. Uśmiechnął się do niej zachęcająco, ściskając w dłoniach jej trujące roślinki.
Miotlara
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Jasne włosy, niebieskie oczy, niezbyt wysoki wzrost - około 166 cm, szczupła, wysportowana sylwetka. Mówi niezbyt głośno, rzadko patrzy komuś w oczy, a w tłumie nie mówi za wiele.

Mackenzie Greengrass
#13
27.01.2023, 12:18  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.01.2023, 12:19 przez Mackenzie Greengrass.)  
- Sam schował się za zasłonką? – spytała Mackenzie, nie mając pojęcia, czy w tej chwili mówił w sensie metaforycznym i powinna być bardzo oburzona dlatego, że Theo schował kwiatka potrzebującego słońca na zasłoną, czy raczej mówił dosłownie, i powinna być bardzo oburzona, bo bez śladu wyrzutów sumienia zamordował przedstawiciela rzadkiego gatunku wędrujących kaktusów. Co za szczęście, że sam twierdził, że nie ma innych roślin, które mogłyby zostać tak brutalnie potraktowane!
– Nie miewałam nieudanych meczów. I w skrzydle szpitalnym najdłużej byłam trzy dni. Z tobą w dodatku – stwierdziła Mackenzie, marszcząc brwi. Może i dałaby się nabrać na to kłamstwo, mimo jego kompletnej nielogiczności, bo chłopak był po prostu bardzo wprawiony w kłamaniu, a w dodatku miał jakąś Lovegoodowską aurę, która sprawiała, że nieprawdopodobne opowieści zdawały się trochę mniej nieprawdopodobne, gdyby nie wspomniał o tym nieudanym meczu.
Była za uparta, aby przyznać, że w powietrzu cokolwiek kiedykolwiek jej nie wyszło. Mogła przyznać się do błędu na ziemi, ale nie podczas meczu.
– Nie mam ulubionej muzyki – odparła automatycznie, gdy zadał jej pytanie. Jeżeli tej słuchała, to tylko kiedy zdarzyło się, że wymknęła się do jakiegoś baru i nie miała wtedy żadnego wpływu na repertuar. Jej wiedza o muzyce ograniczała się do możliwości stwierdzenia, że coś jest „ładne” albo „mój Merlinie, wyłączcie to zaraz, bębenki pękają”. Obrzuciła Lovegooda spojrzeniem, które było może i neutralne, ale przez głowę Mackenzie przeszła myśl, co on takiego knuje. Po tym, jak bestialsko potraktował nieszczęsnego kaktusa, dlaczego miałby troszczyć się o jej roślinki? – Dziękuję, ale nie musisz się tak… ehem, poświęcać. Moje roślinki doskonale poradzą sobie bez tego – zapewniła. Ustawiła kolejne donice, na razie prowizorycznie obok mioteł, bo ich część miała trafić do dwóch pozostałych pomieszczeń, by wnieść do nich trochę życia (omal się nie wzdrygnęła na myśl o pokojach w sąsiednim mieszkaniu, tak bardzo pozbawionych obecności roślin!), a potem zrzuciła na podłogę z ramienia torbę z ubraniami.
– Dziękuję za pomoc. Wiszę ci przysługę – powiedziała rzeczowo, rozglądając się po swoim nowym lokum z pewnym namysłem. Planowanie, jeśli nie szło o strategie quidditcha, nie szło jej najlepiej, a wyglądało na to, że musi wreszcie zrobić listę zakupów.
Lekkoduch
Wszystko jest możliwe, kiedy kłamiesz.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Theodore Lovegood
#14
28.01.2023, 15:35  ✶  
- Zastanawiałem się nad tym i wydaje mi się, że ktoś musiał mi go zaczarować, bo innego wyjaśnienia tego, jak się tam znalazł, to ja nie widzę – stwierdził po ledwo zauważalnej chwili wahania bardzo poważnym tonem, jakby w głowie już układał listę podejrzanych. Jednakże w pamięci miał wyraźne wspomnienie tego, jak odstawił kaktusa za zasłonkę, a później w roztargnieniu zapomniał podstawić go z powrotem na słońce. Nie mógł się jednak tak po prostu przyznać. Czuł, że nie był to najlepszy pomysł.
- A tak, kojarzę ten mecz. Pamiętasz, kto wygrał, swoją drogą? - spytał się, wędrując z kwiatkami w dłoniach. Wspomnienia z pobytu w szpitalu nie były dla niego bolesne, bo samego upadku nigdy sobie nie przypomniał. Za to pamiętał dokładnie, że dzięki temu zdarzeniu mógł oddać zadanie domowe z eliksirów dużo później niż reszta klasy.
- Czyli po prostu byłaś na tamtych zajęciach, ale na nich nie uważałaś. No ładnie – podsumował i uśmiechnął się szeroko, jakby przyłapał ją na czymś wstydliwym. Pokiwał głową, udając dezaprobatę. Skoro to nie przez Quidditch, to musiała być to jej wina. Był jeszcze daleko od poddania się i przyznania, że wszystko zmyślił.
- A więc spróbujemy wszystkiego po trochu – obiecał tak, jakby już wszystko było ustalone. Odmowa, choć niemile go zaskoczyła, ani trochę nie wybiła go z rytmu. Nie sztuką było przekonać osobę do zrobienia czegoś, na co sama miała ochotę. Sztuką było wymanewrować słownie kogoś, komu twój pomysł ani trochę nie odpowiadał!
- Naprawdę nalegam. Chcę być świetnym sąsiadem, takim najlepszym, jak ze snów. Pozwól sobie pomóc. Poza tym muszę się jakoś zrehabilitować za śmierć mojego kaktusa. Gdyby żył i miał jakiekolwiek myśli, to jestem pewien, że chciałby, bym grał twoim kwiatkom – powiedział żarliwym tonem nawróconego, byłego roślino-mordercy. Żałował, że wcześniej przyznał się do braku wyrzutów sumienia z powodu kaktusa, bo teraz musiał krążyć wokół tego tematu i udawać, że nagle, w ciągu kilkunastu sekund, zrobiło się mu go szkoda. Próbował ukryć brak logiki w swoim zachowaniu z namaszczeniem oraz dbałością odstawiając rośliny Mackenzie obok pozostałych donic i na moment ukrywając swój uśmiech pod skruszonym wyrazem twarzy.
- Żaden problem – odparł swobodnie, zadowolony, że mimo ilości roślin całość poszła im dosyć sprawnie. A przysługa się przyda. Jeśli dziewczyna nie da się przekonać do muzyki, to w ostateczności będzie mógł ją wykorzystać do tego, by grać na gitarze mimo wszystko.
Miotlara
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Jasne włosy, niebieskie oczy, niezbyt wysoki wzrost - około 166 cm, szczupła, wysportowana sylwetka. Mówi niezbyt głośno, rzadko patrzy komuś w oczy, a w tłumie nie mówi za wiele.

Mackenzie Greengrass
#15
29.01.2023, 22:15  ✶  
- Ktoś wszedł do twojego mieszkania. I zaczarował kaktusa - powtórzyła Mackenzie. Jej ton brzmiał niby neutralnie, ale można było się domyśleć, że chociaż Greengrass dawała się wkręcić w niektóre kłamstwa Lovegooda, który w łganiu naprawdę był niezły, to jednak nawet jej łatwowierność ma swoje granice.
Te kończyły się właśnie na historii biednego, ususzonego kaktusa.
- Jeśli dobrze pamiętam, Cecily Lupin złapała znicza - powiedziała, bo tak, oczywiście, że pamiętała wynik nieomal każdego meczu z Hogwartu. I do tej pory niesamowicie cieszyła się, że mecze pozaszkolne wyglądały inaczej: tutaj bardziej liczył się wynik ścigających, nie tylko szukającego. Grała w drużynie sześć lat, a raptem w sześciu meczach w jej karierze w Gryffindorze to nie złapanie znicza zdecydowało.
W tym w jednym z tych meczów stało się tak dlatego, że pałkarze zwalili obu szukających z mioteł i wystawiono zamienników, którzy nie mogli złapać znicza przez trzy godziny.
Mackenzie miło wspominała tamten mecz. Zdążyła wbić bardzo dużo punktów.
- To niezmiernie miło z twojej strony, ale jestem pewna, że moje roślinki doskonale obejdą się bez muzyki - zapewniła w iście oślim uporze. Dalej nie odgadła, o co tak naprawdę chodziło o Theodorowi, ale przecież robiła SUMA z zielarstwa, a nawet gdyby tak nie było... to matka puszczałaby muzykę roślinkom na okrągło. Greengrass w efekcie zaczęła wietrzyć jakiś podstęp, choć nie była w stanie przejrzeć prawdziwych intencji chłopaka. - Kto wie? Może twój kaktus schował się za tą zasłonką, bo miał dość muzyki? - dodała jeszcze. Mogło się wydawać, że mówiła poważnie, choć tak naprawdę był to żart. - I tak dziękuję. Wybacz, nie zaproponuję nic do picia, bo chwilowo nie mam jeszcze nawet żadnego kubka - stwierdziła, pochylając się, by otworzyć swoją torbę. To znaczy: miała kubek, dokładnie jeden, ulubiony, w miotły, ale pewnie leżał pod ubraniami i kocami. Kolejne musiała dopiero dokupić.
Lekkoduch
Wszystko jest możliwe, kiedy kłamiesz.
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Theodore Lovegood
#16
31.01.2023, 12:48  ✶  
Theodore, mimo swojej charyzmy, koniec końców był tylko człowiekiem. Gadatliwym i przekonującym, ale, dla równowagi, nieposiadającym ogromnej inteligencji. Jego rozum nie zawsze nadążał za chęciami chłopaka do wymanewrowywania rozmówców. Może tak było nawet lepiej: gdyby nie to, dużo trudniej byłoby połapać w jego kłamstwach.
- Po świecie chodzą różni szaleńcy. Znam na przykład człowieka, który dobiera swoje ubrania nie na podstawie pogody, ale na podstawie tego, co zobaczy w kryształowej kuli. Kto wie, może mam jakiegoś arcywroga, któremu strzeliło coś pokręconego do głowy i odebrał mi mojego jedynego towarzysza? – wzruszył niewinnie ramionami, z pozoru nie przejmując się zupełnie wątpliwościami czarownicy. Wewnątrz jednak był smutny – tak bardzo się starał, a ona dalej zdawała się mu nie wierzyć. Uparcie ponowił swoje próby, tym razem serwując nowy stos bzdur, poczynając od wymyślenia niepokornego miłośnika wróżb, a kończąc na zmyślonym arcywrogu.
- Jakbyś usłyszała jak gram, to nie przyszłoby ci do głowy sugerować coś takiego. Rośliny kochają moją muzykę, zapewniam – odparł, zaśmiał się jednak zaraz potem uprzejmie, doceniając jej żart. O ile to był żart, bo nie był na sto procent pewny. Nie znał Mackenzie bardzo dobrze, nie mógł być więc pewien swojego osądu, ale wydawało mu się, że rzadko kiedy śmieszkowała. Widział jednak wyraźnie, że w temacie muzyki była nieugięta póki co, postanowił więc wyciągnąć swojego asa z rękawa.
- Wciąż wisisz mi jedną przysługę i zamierzam użyć jej tak, by jednak pomóc ci z twoimi roślinkami. Taki już ze mnie dobry sąsiad – wzruszył niewinnie ramionami, z równie niewinnym uśmiechem na twarzy, udając kogoś, kto zupełnie niczego nie kombinował i kto na sto procent nie miał żadnych ukrytych motywów.
- Nie szkodzi. I tak muszę już iść. Mam zakupy do zrobienia – stwierdził i pomachał jej na koniec na pożegnanie. Nie chciał się zasiedzieć i nadwyrężać jej gościnności. Wyszedł bardzo zadowolony z faktu, że będzie miał okazję odnowić dawną znajomość ze szkoły. I pograć na gitarze dla publiczności.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek:
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Mackenzie Greengrass (3476), Theodore Lovegood (3434)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa