Nie płacz już... Chciał to powiedzieć, a jednocześnie wcale nie chciał. Bo takich rzeczy się nie mówi. Tak samo jak nie mówi się, żebyś się uspokoił. Myśląc nad tym teraz był pewien, że kiedy mówił to wtedy to tak naprawdę bardziej niż do Flynna - chyba kierował to do siebie. Nie chciał teraz, żeby płakał, ale był pewien, że jeśli się odezwie to będzie to nerwowy warkot. Ten smutek, który teraz go pochłaniał pod siebie przez to, w jakim stanie był Flynn, zamieniał się w tajfun, który nim wstrząsał. Nie rozumiał, jak to się działo, że nadal mógł oddychać, nawet jeśli po prostu intensywniej. Ani że sam się nie trząsł jak osika na wietrze. Nie rozumiał, czemu nagle chciał poustawiać Flynna jak ustawia się meble w domu. Tak, żeby były na swoim miejscu, a myśl o sprzeciwie, albo zrobieniu czegoś nie tak, kończyłaby się chyba tym, co ruch w celu zatrzymaniu go przed obgryzaniem paznokci. Jak dobrze, że po prostu przestał... Przecież sam musiałeś się powstrzymać, żeby nie zacząć... Robić tu krzywdy temu ciału. Samemu sobie. Jakby ten bolący nos to było za mało.
Objął go tymi ramionami i zacisnął je na początku mocno. Chciał go udusić. Te emocje były tak silne i sprzeczne, że aż zadrżały mu ręce w niepewnej samokontroli, żeby nie zacząć zaciskać tych rąk z całej siły. Wcale nie chciał go skrzywdzić, ale..! Tak mówią, tak? Tak słodki, że chciało się go udusić. Teraz nie o słodycz chodziło. Tajfun ryczał, chciał kochać, chciał nienawidzić i chciał walczyć. Pochłaniać wszystko na swojej drodze.
Nawet gdyby nie pojawiła się ta dłoń - nie miał nagle niczego do powiedzenia. Nic nie mogło się przebić przez tę walkę wyjętą jak z koszmaru. Pożarłby go, gdyby mógł. Nie swoje ciało - jego duszę. Z potrzeby, by była jego, z nacisku, zazdrości i pragnienia zapętlenia się z nim na wieczność w miłości. Żeby nadal o niego dbał. Żeby zabierał go w różne miejsca i przynosił kwiaty, których kolorów nie mógł rozpoznać. Żeby mógł dotykać go lodowato zimnymi ustami, które potem stawały się tak gorące, że aż parzyły.
Więc kwiaty leżały obok - biel i żółć. Szarość i szarość.
- Chcesz zobaczyć inne kolory? - Nakrył jego dłonie swoimi. Albo swoje jego dłońmi? Zgrozo, jakie to było inne, jakie... Powinno być nienaturalne - sposób, w jaki nagle przyszło mu zadbać o Flynna. - Rozumiem. Naprawdę rozumiem. - Przeniósł dłoń na Poloczek Flynna, by go pogłaskać.