Naprawdę sądziła, że wizyta u Florence może coś zmienić, że nieco rozjaśni im to, co się między nimi działo, bo zdecydowanie coś się działo, coś na co nie mieli wpływu, z czym nie do końca potrafili sobie poradzić. To nie było proste, męczyło ich od lat, nie potrafili tego kontrolować. Kiedy stali po tej samej stronie im to służyło, powodowało, że byli razem silniejsi, umieli współpracować i razem sobie radzić z problemami. Bywały jednak takie momenty, szczególnie po tym, gdy poszli każde w swoją stronę, gdzie to uczucie zaczynało być duszące, nie do końca im służyło, kiedy nie wiedzieli, jak powinni sobie z tym radzić. Stąd w ogóle rozważanie, czy to nie było klątwą. Najwyraźniej jednak Florence jako specjalistka umiała stwierdzić, że żadne zaklęcie nie mieszało w ich życiu, tak po prostu mieli. Yaxleyówna się tego spodziewała, nie wiedzieć czemu, czuła, że to coś zupełnie innego.
- Ach, nie spodziewałam się, że tamto łamanie klątwy niszczyło wszystkie możliwe. - Nie wpadła na to. Faktycznie była u przyjaciółki kilka tygodni wcześniej z problemem, który pojawił się w jej życiu przez rytuał, który połączył ją z jej przyjacielem podczas Beltane. W tamtym wypadku czuła, że to uczucie było niezdrowe, niszczyło ją od środka. Zareagowała jednak odpowiednio szybko, nie zdążyło za bardzo namieszać w tym, co się u niej działo.
- Musimy się chyba pogodzić z tym, że tak już mamy. - Nie zamierzała korzystać z hipnozy, jej zdanie na temat mieszania w głowie było bardzo jasno określone, nie zamierzała nikogo dobrowolnie dopuszczać do swojego umysłu, nie po tym, jak w jej życiu pojawił się demon, który zabawiał się magią mentalną. Nie było szansy na to, aby dopuściła kogoś do swojej głowy, już nigdy więcej, na pewno nie świadomie.
Nie spotkała się chyba nigdy z pojęciem anam cara, to było dla niej coś nowego i zamierzała nadrobić braki z tym związane. Może to była jakaś wskazówka.[/b]
[a]Nie wydawało jej się, aby był sens, aby dłużej tutaj siedzieli. Florence nie da im żadnych innych odpowiedzi, a chyba jedno i drugie czuło się trochę niezręcznie kiedy przyszło im się mierzyć z taką oczywistą oczywistością. Złapała w końcu Ambroisa pewnie za rękę, chyba czas się stąd ulotnić, póki jeszcze mieli jakąkolwiek godność, czy już im jej zaczęło brakować? Cóż, nie jej było to oceniać. - Dzięki Flo, wyślij mi rachunek pocztą za tę usługę. - Oczywiście, że zamierzała go uregulować, nawet jeśli nie było żadnej klątwy do złamania.
- Chyba już pójdziemy... - Mruknęła cicho w eter i podniosła tyłek, czas się zbierać. Wzieła Roisa ze sobą za rękę, najlepiej by było, jakby jak najszybciej się stąd ulotnili, na szczęście bardzo dobrze wiedziała, gdzie są drzwi. - Dzięki za wszystko, jesteś niesamowita Flo. - Krzyknęła jeszcze, kiedy opuszczali pomieszczenie.