26.01.2023, 15:19 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.01.2023, 15:20 przez Patrick Steward.)
Patrick opierał się plecami o drzewo i obserwował znajdujący się niedaleko domek na bagnach. W domku paliło się światło i mieszkająca w środku Nanette Wood (tylko przez nazwisko mogła być kojarzona z TYMI Woodami) przygotowywała pewnie kolację dla dwójki swoich dzieci.
Steward miał na sobie ciemną bluzę i kaptur na głowie. Z daleka doskonale stapiał się z drzewem, przy którym stał. Nadciągająca szybkimi krokami noc, choć równie dobrze robiła dla jego maskowania się, miała sprowadzić na mieszkającą w środku rodzinę niebezpieczeństwo, któremu jako członek Zakonu Feniksa, chciał zapobiec. I chociaż jakaś część Patricka zdawała sobie sprawę, że najprościej byłoby przyjść do Nanette za dnia i porozmawiać z nią, druga sądziła, że nie powinien się bezpośrednio zaangażować w całe zadanie. I dlatego posłał po innego członka Zakonu Feniksa, Lucy Longbottom.
Cała sprawa wyglądała następująco. Nanette Wood była szlamą, która wyszła za mąż za czarodzieja pół krwi. Szczęśliwie dochowali się całej trójki dzieci, z których najstarsze miało już prawie czternaście lat i obecnie przebywało w Hogwarcie a pozostała dwójka była jeszcze zbyt mała na naukę – ale już zdradzała oznaki, że i w ich żyłach drzemała magia. Mieszkali sobie szczęśliwie na niemal zupełnym odludziu, w drewnianym domku, w pobliżu mglistych mokradeł, trochę drogi od Little Hangleton. Nanette zajmowała się domem. Jej mąż był sprzedawcą w jednym ze sklepów na ulicy Pokątnej.
Mieli tylko jednego pecha. Ich sąsiadem był czarodziej z bocznej linii Carrowów. Mężczyzna niemal od początku dawał się im we znaki – a to wykłócał się o spadłe na jego ziemię jesienią jabłka, a to wyzywał Nanette od szlamowatych dziwek a jej dzieci (z niewiadomych względów) od głośnych bękartów.
Mimo to nic nie zapowiadało, by poza upierdliwym sąsiadem, miało ich w rodzinnym życiu czekać cokolwiek więcej niż kilka przypadkowych kłótni w miesiącu.
Ale potem nadeszło wystąpienie Lorda Voldemorta i to wystąpienie zmieniło wszystko. Carrow zdziwaczał jeszcze bardziej. Już wcześniej lubił zaglądać do kieliszka, teraz zaczął bywać w podejrzanym towarzystwie. Coraz częściej też i bardziej agresywnie zaczepiał Nanette, wreszcie zaczął grozić jej śmiercią. Początkowo nie przyjmowała jego słów na poważnie – w końcu traktowała go jak starego, obleśnego dziada, któremu z samotności i od alkoholu, pomieszało się w głowie. Potem Carrow zaczął opowiadać coś o jakimś Czarnym Panu, który zrobi porządek z takimi śmieciami jak Woodowie aż wreszcie, zaatakowano wychodzącego z pracy męża Nanette. Ostatecznie, metodą poczty pantoflowej, przesiadywania do późna w pubach i podsłuchanych ukradkiem strzępków rozmów, jeden z sympatyków Zakonu Feniksa dowiedział się, że dzisiejszej nocy Carrow wspólnie z innym naśladowcą zaatakują gospodarstwo Nanette.
Patrick posłał po Lucy z myślą o tym, że kobieta pójdzie do domu Wood i pomoże w ewakuacji kobiety i jej dzieci. On sam zaś w tym czasie będzie monitorował wszystko z boku – a w razie potrzeby, jeśli przyjdzie mu zmierzyć się z jakimś naśladowcą (albo i samym Carrowem), będzie się starał zrobić to ukradkiem, bardziej asekurował całą akcję niż brał w niej bezpośredni udział.
Steward miał na sobie ciemną bluzę i kaptur na głowie. Z daleka doskonale stapiał się z drzewem, przy którym stał. Nadciągająca szybkimi krokami noc, choć równie dobrze robiła dla jego maskowania się, miała sprowadzić na mieszkającą w środku rodzinę niebezpieczeństwo, któremu jako członek Zakonu Feniksa, chciał zapobiec. I chociaż jakaś część Patricka zdawała sobie sprawę, że najprościej byłoby przyjść do Nanette za dnia i porozmawiać z nią, druga sądziła, że nie powinien się bezpośrednio zaangażować w całe zadanie. I dlatego posłał po innego członka Zakonu Feniksa, Lucy Longbottom.
Cała sprawa wyglądała następująco. Nanette Wood była szlamą, która wyszła za mąż za czarodzieja pół krwi. Szczęśliwie dochowali się całej trójki dzieci, z których najstarsze miało już prawie czternaście lat i obecnie przebywało w Hogwarcie a pozostała dwójka była jeszcze zbyt mała na naukę – ale już zdradzała oznaki, że i w ich żyłach drzemała magia. Mieszkali sobie szczęśliwie na niemal zupełnym odludziu, w drewnianym domku, w pobliżu mglistych mokradeł, trochę drogi od Little Hangleton. Nanette zajmowała się domem. Jej mąż był sprzedawcą w jednym ze sklepów na ulicy Pokątnej.
Mieli tylko jednego pecha. Ich sąsiadem był czarodziej z bocznej linii Carrowów. Mężczyzna niemal od początku dawał się im we znaki – a to wykłócał się o spadłe na jego ziemię jesienią jabłka, a to wyzywał Nanette od szlamowatych dziwek a jej dzieci (z niewiadomych względów) od głośnych bękartów.
Mimo to nic nie zapowiadało, by poza upierdliwym sąsiadem, miało ich w rodzinnym życiu czekać cokolwiek więcej niż kilka przypadkowych kłótni w miesiącu.
Ale potem nadeszło wystąpienie Lorda Voldemorta i to wystąpienie zmieniło wszystko. Carrow zdziwaczał jeszcze bardziej. Już wcześniej lubił zaglądać do kieliszka, teraz zaczął bywać w podejrzanym towarzystwie. Coraz częściej też i bardziej agresywnie zaczepiał Nanette, wreszcie zaczął grozić jej śmiercią. Początkowo nie przyjmowała jego słów na poważnie – w końcu traktowała go jak starego, obleśnego dziada, któremu z samotności i od alkoholu, pomieszało się w głowie. Potem Carrow zaczął opowiadać coś o jakimś Czarnym Panu, który zrobi porządek z takimi śmieciami jak Woodowie aż wreszcie, zaatakowano wychodzącego z pracy męża Nanette. Ostatecznie, metodą poczty pantoflowej, przesiadywania do późna w pubach i podsłuchanych ukradkiem strzępków rozmów, jeden z sympatyków Zakonu Feniksa dowiedział się, że dzisiejszej nocy Carrow wspólnie z innym naśladowcą zaatakują gospodarstwo Nanette.
Patrick posłał po Lucy z myślą o tym, że kobieta pójdzie do domu Wood i pomoże w ewakuacji kobiety i jej dzieci. On sam zaś w tym czasie będzie monitorował wszystko z boku – a w razie potrzeby, jeśli przyjdzie mu zmierzyć się z jakimś naśladowcą (albo i samym Carrowem), będzie się starał zrobić to ukradkiem, bardziej asekurował całą akcję niż brał w niej bezpośredni udział.