• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Inne części Anglii v
« Wstecz 1 2 3 4 5 6
[09.04.1972] Stacja widmo

[09.04.1972] Stacja widmo
Widmo
It's getting dark in this
little heart of mine
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Alanna Carrow
#11
01.02.2023, 23:16  ✶  
Bariery ze ścian, odcinające od świata zewnętrznego dawały odrobinę poczucia bezpieczeństwa. Odrobinę – bo skoro zostawiła swoje-nie-swoje ciało poza obszarem tego hotelu, to w teorii nie powinno było wyskoczyć z pierwszego lepszego kąta. Znienacka, bez ostrzeżenia.
  W teorii.
  Kroczyła dość powoli, rozglądając się uważnie. Tapety, dzwonek, warstewka kurzu. Cienka. Czyli cokolwiek tu się stało, to nie miało miejsca bardzo, bardzo dawno temu, choć przeczyłby temu obraz, jaki malował się tam, na zewnątrz. Chyba że…
  … ktoś tu w międzyczasie był? I też odszedł, lecz całkiem niedawno… chyba że źle oceniała grubość warstwy kurzu? Raczej w to wątpiła, niemniej kusiło, żeby przesunąć palcem po blacie, zostawić ślad czystości, dokonać weryfikacji.
  Choć może lepiej jednak nie wiedzieć, nie dokładać sobie kolejnej cegiełki, nad którą będzie musiała się zastanowić. A może to nie miało znaczenia, może i tak spędzi naprawdę wiele czasu nad analizą tego, co widziała i słyszała. Może nawet powinna była rozważyć ściągnięcie tu przedstawicieli Ministerstwa Magii, żeby dogłębnie zbadali sprawę. Osobiście nie miała ku temu kompetencji – wszak zajmowała się sprzątaniem, nie rozwikływaniem zagadek.
  Krok za krokiem, niczym dzieci w bajce o fleciście z Hameln, zupełnie jakby była urzeczona melodią. Może i faktycznie była, zdrowy rozsądek przecież kazał uciekać, gdzie pieprz rośnie, zamiast szukać źródła.
  I tych blond włosów.
  Zatrzymała się, gdy dostrzegła rozlewającą się po podłodze wodę. Nie było jej specjalnie wiele – choć to oczywiście pojęcie względne – w każdym razie, póki co, nie groziło rodzenie w niej po kostki, po kolana, nie dało się w niej położyć i obserwować, jak tafla wody się zamyka. Ale i tyle wystarczyło, by zmrozić aż do kości, by bicie serca przyspieszyło, by pojawiły się szpilki paniki. Zwłaszcza że i tak ogólnie nie miała szczególnych powodów do zachowywania spokoju, wręcz przeciwnie – musiała stale mieć się na baczności; w końcu wrażenie bycia obserwowaną okazało się nie być jedynie wrażeniem.
  Zdecydowała się jednak postąpić krok. Dwa.
  I wtedy to zobaczyła.
  Zakryła usta dłonią, może po to, żeby odruchowo nie krzyknąć. Stella, jej mała siostrzyczka. Więc to tak było – o ile doświadczała prawdy? Więc to na nią właśnie spadł ciężar odkrycia, iż zbyt wcześnie odeszła z tego świata? Na nią? Stellę?
  Ciemne oczy zaszły łzami, gdzieś wewnątrz wezbrał szloch. Lecz ten tak naprawdę nie miał szansy wybrzmieć, tak samo jak nie otrzymała szansy, żeby pogrążyć się w żalu. Nawet jeśli tak naprawdę nie służyło to niczemu, zwłaszcza że czasu cofnąć nie mogła, ani – tym bardziej – odmienić biegu wydarzeń.
  Cokolwiek czaiło się w tm zapomnianym przez Matkę miasteczku, najwyraźniej znalazło inną drogę niż drzwi, przez które weszła. Ewentualnie to nawet nie była kwestia przemieszczania się na nie-martwych nogach – ale to znów coś, nad czym nie bardzo miała czas się dziwić. Ani zastanawiać.
  Zostało tylko – zwłaszcza że Stella i tak się rozmyła – odwrócić się i wziąć nogi za pas, tak szybko, jak się tylko dało. Zmierzała do wyjścia, dochodząc do wniosku, że na zewnątrz powinna mieć przynajmniej więcej możliwości; tu, wewnątrz budynku, łatwo było zagonić się w jakiś kozi róg.
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Norvel Twonk to czarodziej nieznanego statusu krwi, który poświęcił własne życie, aby ocalić mugolskie dziecko przed mantykorą. Za ten czyn odznaczono go pośmiertnie Orderem Merlina I Klasy.

Norvel Twonk
#12
03.02.2023, 18:18  ✶  
  Ale powrót wyglądał zupełnie inaczej niż wejście tutaj. Już wypadając z pokoju, Alanna dostrzegła, że korytarz hotelu nie przypominał tego, co wcześniej. Teraz ze ścian odłaziła płatami stara tapeta, część lamp zwisała smętnie, część leżała na ziemi (powyrywana przez kogoś siłą i porozbijana). Podłoga była dziurawa, trzeszcząca. Zniknął zupełnie miękki dywan. Drzwi do innych pokoi – pozamykane, gdy szła - teraz otwierały się same, gdy je mijała uciekając. Gdy biegła, w uszach narastał jej ogłuszający ryk.
  Zejście głównymi schodami stało się zupełnie niemożliwe. Zastawiono je meblami z kilku pokoi dla gości - a zrobiono to tak bardzo skutecznie, że choćby Alanna próbowała się po nich wspinać, nie miała, jak przedostać się tamtędy w dół.
  Na jej szczęście, ścigające ją martwe ciało Clare z prawdziwą śmierciożerczynią w środku, nie poruszało się szybko. Być może nawet ciągle tkwiło w wannie, szamocząc się bezładnie i dopiero próbując wydostać.
  Nie było rady, mogła tkwić na korytarzu i czekać aż jej zabójczyni ją dopadnie albo musiała wbiec do któregoś z pokoi na piętrze i próbować wydostać się przez okno. Ale któregokolwiek pokoju nie wybrała, zaraz po przestąpieniu progu, drzwi się za nią zamknęły z hukiem.
  I znowu zapanowała cisza.
  Alanna znalazła się w dziwnie znajomym miejscu. Było tam ciemno i parno. W oknach wisiały żaluzje. Biała firana była pożółkła od brudu i dymu tytoniowego. Stało tu biurko. Na nim znajdowało się sporo papierów, metaliczne, zdobione pudełeczko z tuszem i pióra. Na podłodze rozsypano jakieś dokumenty. Jeśli kiedykolwiek widziała pismo swojego męża, Martina, rozpoznała, że wszystkie zostały napisane jego ręką. Był tu też czarny fotel. Książki. Zdechły, bo nie podlewany od dawna i już zasuszony kwiatek. Na ścianie wisiał obraz przedstawiający upiornie wyglądającą wiedźmę.
  Coś poruszyło się pod biurkiem i jeśli tylko Alanna pochyliła się i spojrzała w tamtym kierunku, spostrzegła siedzącego Martina. Mężczyzna obejmował rękami kolana, a gdy ich spojrzenia na moment się spotkały, wskazał na coś co znajdowało się za plecami czarownicy.
  Pokój znowu uległ zmianie. Teraz przypominał piwnicę, w której ktoś musiał zrobić coś bardzo, bardzo złego. Zamiast pod biurko, Alanna zaglądała pod pordzewiały, pokrwawiony stół. Crouch rozpłynął się, pozostawiając po sobie tylko zaschniętą, ciemną plamę. W powietrzu unosił się obrzydliwy zapach rozkładającego się mięsa i szaleństwa. Na ścianach wisiały przedmioty, które w innym miejscu, mogły wyglądać niewinnie (piłka do metalu, obcęgi, młotek, lina), tu jednak niewinne nie były. Pod jedną ze ścian stał zestaw alchemiczny, leżało trochę ziół i czaszka jakiegoś małego zwierzęcia. Znajomy hałas powrócił, narastając w głowie czarownicy.
  Najwyżej dwa metry od niej znowu znalazło się ciało Clare. Tym razem przebrane w strój upiornej wiedźmy z obrazu. Uśmiechało się coraz szerzej, wreszcie szczęśliwe, że zdołało ją dopaść.
  Ale nie zdążyło.
  Najpierw usłyszała cichy, znajomy, męski szept: nigdy nie wyszedł z tej piwnicy, a potem Alanna poczuła na mgnienie oka rękę na swoim ramieniu.
  I znowu wszystko ucichło.
  Była sama. Stała na zapuszczonej stacji widmo. Jej walizka spoczywała tuż obok niej. Jeszcze słyszała dźwięki oddalającego się pociągu, z którego niepotrzebnie wysiadła.
Widmo
It's getting dark in this
little heart of mine
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Alanna Carrow
#13
04.02.2023, 21:00  ✶  
Wszystko w tym miejscu było nie tak, od samego początku. A teraz? Jeszcze bardziej nie tak; budynek nie powinien był się zmieniać jak za pstryknięciem palców. To, co przed chwilą wyglądało jak porzucone całkiem niedawno, teraz nabrało takiego wyglądu, jak i cała reszta. Paskudnego, obdrapanego, zapomnianego od wielu, wielu lat.
  Szczęście w nieszczęściu, że martwe ciało miało dość ograniczoną sprawność, tyle że… zapewne się nie męczyło, jak podejrzewała Clare. A ciało Alanny nie szczyciło się najlepszą kondycją, swą figurę zawdzięczało chyba tylko podwyższonemu metabolizmowi czy jakkolwiek to nazwać. Co, swoją drogą, nie było takie fajne chociażby w momencie, gdy głowa pękała, a zwyczajowa dawka środków najzwyczajniej w świecie nie była w stanie zadziałać.
  Co nie pomagało w momencie, w którym nagle się okazywało, że droga przestała istnieć. Musiała znaleźć inną, tyle że… spodziewała się raczej pokoju, z którego przy odrobinie szczęścia dało się przejść gdzie indziej. Albo, w najgorszym razie, mogła spróbować wypełznąć przez okno, co wydawało się być o wiele lepszą opcją niż wpadnięcie w ręce martwej siebie.
  Nie tego. I nie swojego męża. A już na pewno nie kolejnej zmiany, która przyprawiła o narastającą gulę w gardle. Jeśli szaleństwo miało zapach, to była całkiem pewna, że byłaby to woń, którą właśnie odczuwała. Dodając do tego kolejne szczegóły, jak krew, obcęgi, młotek i inne, którym się przyglądała szeroko otwartymi oczyma, usiłując zrozumieć. Dodać dwa do dwóch.
  Więc dlatego…?
  Przebłysk zrozumienia, a także i żalu. Za życia nie lubiła Croucha, choć prawdopodobnie po prostu skrupiło się na nim wszystko, co czuła w związku z utratą marzeń, z przekreśleniem wszystkich planów. Teraz… teraz chyba mu współczuła?
  Ale nad tym nie miała szansy się zastanowić; znowu pojawiła się istota, przed którą musiała uciekać. Nawet nie zdążyła rzucić się w tył, by zwiększyć dystans, a potem spróbować znaleźć wyjście z tego przeklętego miejsca. Dotyk, szept.
  Stacja.
  Wszystko minęło, jak za pstryknięciem palcami.
  Oszołomiona wpatrywała się przez dobrą chwilę w stronę, w którą odjeżdżał pociąg, próbując dojść do tego, co właśnie się wydarzyło.
  Cóż, może nigdy nie pozna odpowiedzi na to pytanie.
  Lekko drżące palce zacisnęły się na różdżce.

Koniec sesji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alanna Carrow (3002), Norvel Twonk (2377)


Strony (2): « Wstecz 1 2


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa