03.02.2023, 19:53 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.02.2023, 20:08 przez Cody Brandon.)
Dochodziła godzina dwudziesta pierwsza kiedy przyorbitował pod redakcję Proroka Codziennego. Nie znalazł Alice w jej domu; został odesłany z kwitkiem przez jej faceta. Nie od dziś mówił jej, że ten typ to mu się w ogóle nie podoba (pamięta, że mówiła, że to w sumie dobrze bo to nie on jest z nim w związku), ogólnie panoszy się wszędzie i nosi jak władca świata. Musiał też wysłuchać porady przychodzenia w ciągu dnia a nie późnym wieczorem. Zirytował się na niego a i zastanowił też na ile będzie Alice zła jeśli go dziabnie do nieprzytomności. Uznał jednak, że chyba nigdy mu tego nie wybaczy. Uch, szkoda. Kupił w klubokawiarni Nory kubek gorącego cappuccino bez cukru oraz pączka z nadzieniem o smaku toffi i wszedł "jak do siebie" do redakcji. O tej godzinie panowały tu istne pustki i ciemności więc nie miał większego problemu aby przejść korytarzem do stanowiska Alice. Minął lewitującą miotłę do zamiatania, która to sprzątała okruchy z podłogi. Zerknął z uniesionymi brwiami na mlaskający kosz na śmieci, który najwyraźniej został naprawiony po jego ostatniej wizycie.
"Halooo, wampir zamierza zajść cię od tyłu…!" wysłał falę myśli w kierunku Alice, której jeszcze nie widział ale wiedział już, że tam jest. Poczuł jak fala telepatii napotkała odbiór. Wyminął ciasno ustawione biurka zapełnione toną pergaminów, którym nie poświęcił żadnej uwagi. Nie miał pojęcia czemu stanowisko Alice jest na samym końcu tej dużej sali.
"Twój Mam Zadarty Nos dał mi trochę swojej krwi… HAHAHA, żartuję. Wygonił mnie.", zażartował sobie wiedząc, że przyjaciółka prawdopodobnie poderwie się na równe nogi na takie wieści. To okrutne zagranie jednak musiał jakoś okazać swoje zirytowanie tym jegomościem. W końcu dotarł do blondynki i wyciągnął przed sobą prosto ręce, w których trzymał niczym trofeum kubek a w drugiej papierowe opakowanie z pączkiem.
- Cappuccino i pączek na znak pojednania.- wyszczerzył się i wręczył jej/postawił na biurku podarunek.
- Ogrzewałem je swoją radością na widok tego twojego koleżki.- przysunął sobie cudze krzesło i usiadł naprzeciwko Alice. Wyglądał nieźle - zdecydowanie lepiej niż podczas ich ostatniego spotkania. Zasługi przypisać należy świeżo wypitej krwi… szpitalnej, z paskudnego woreczka bo wszystkie kubki były już po niej brudne. Dzięki temu nawet i temperatura jego ciała była znośna. Nie był też tak upiornie blady choć i tak w porównaniu do normalnego życia wyglądał jak anemik. A może jego świetność to po prostu aparycja i odzienek w ciemnych odcieniach?
Oparł buta o kolano drugiej nogi a ręce zawiesił na swoim karku.
- Słowo "pracoholizm" coś ci mówi?- zagadnął z półuśmiechem na gębie.
"Halooo, wampir zamierza zajść cię od tyłu…!" wysłał falę myśli w kierunku Alice, której jeszcze nie widział ale wiedział już, że tam jest. Poczuł jak fala telepatii napotkała odbiór. Wyminął ciasno ustawione biurka zapełnione toną pergaminów, którym nie poświęcił żadnej uwagi. Nie miał pojęcia czemu stanowisko Alice jest na samym końcu tej dużej sali.
"Twój Mam Zadarty Nos dał mi trochę swojej krwi… HAHAHA, żartuję. Wygonił mnie.", zażartował sobie wiedząc, że przyjaciółka prawdopodobnie poderwie się na równe nogi na takie wieści. To okrutne zagranie jednak musiał jakoś okazać swoje zirytowanie tym jegomościem. W końcu dotarł do blondynki i wyciągnął przed sobą prosto ręce, w których trzymał niczym trofeum kubek a w drugiej papierowe opakowanie z pączkiem.
- Cappuccino i pączek na znak pojednania.- wyszczerzył się i wręczył jej/postawił na biurku podarunek.
- Ogrzewałem je swoją radością na widok tego twojego koleżki.- przysunął sobie cudze krzesło i usiadł naprzeciwko Alice. Wyglądał nieźle - zdecydowanie lepiej niż podczas ich ostatniego spotkania. Zasługi przypisać należy świeżo wypitej krwi… szpitalnej, z paskudnego woreczka bo wszystkie kubki były już po niej brudne. Dzięki temu nawet i temperatura jego ciała była znośna. Nie był też tak upiornie blady choć i tak w porównaniu do normalnego życia wyglądał jak anemik. A może jego świetność to po prostu aparycja i odzienek w ciemnych odcieniach?
Oparł buta o kolano drugiej nogi a ręce zawiesił na swoim karku.
- Słowo "pracoholizm" coś ci mówi?- zagadnął z półuśmiechem na gębie.