• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 Dalej »
Zaplecze Redakcji | Koniec kwietnia 1972 | Cody & Alice

Zaplecze Redakcji | Koniec kwietnia 1972 | Cody & Alice
Narwany Wampir
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
W oczy rzuca się soczyście rudy kolor włosów. Bardzo łatwo o jego wybuch śmiechu. Mówi głośno, śmieje się donośnym tembrem. Można wyczuć od niego metaliczny zapach rdzy lub krwi który stara się zatrzeć wodą kolońską. Mierzy około metra osiemdziesiąt centymetrów wzrostu zaś ubranie skrywa wyraźnie zarysowane mięśnie ramion i nóg. Szybko się porusza, szybko biega, rzadko siedzi nieruchomo w miejscu. Gdy czuje palący głód to blednie, zapadają się jego policzki, skóra staje się przezroczysta, oczy podkrążone, a usta sine. Zazwyczaj w tym czasie zmywa się z towarzystwa, nawet w połowie spotkania. Nie wyjaśnia przyczyny.

Cody Brandon
#1
03.02.2023, 19:53  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.02.2023, 20:08 przez Cody Brandon.)  
Dochodziła godzina dwudziesta pierwsza kiedy przyorbitował pod redakcję Proroka Codziennego. Nie znalazł Alice w jej domu; został odesłany z kwitkiem przez jej faceta. Nie od dziś mówił jej, że ten typ to mu się w ogóle nie podoba (pamięta, że mówiła, że to w sumie dobrze bo to nie on jest z nim w związku), ogólnie panoszy się wszędzie i nosi jak władca świata. Musiał też wysłuchać porady przychodzenia w ciągu dnia a nie późnym wieczorem. Zirytował się na niego a i zastanowił też na ile będzie Alice zła jeśli go dziabnie do nieprzytomności. Uznał jednak, że chyba nigdy mu tego nie wybaczy. Uch, szkoda.  Kupił w klubokawiarni Nory kubek gorącego cappuccino bez cukru oraz pączka z nadzieniem o smaku toffi i wszedł "jak do siebie" do redakcji. O tej godzinie panowały tu istne pustki i ciemności więc nie miał większego problemu aby przejść korytarzem do stanowiska Alice. Minął lewitującą miotłę do zamiatania, która to sprzątała okruchy z podłogi. Zerknął z uniesionymi brwiami na mlaskający kosz na śmieci, który najwyraźniej został naprawiony po jego ostatniej wizycie.
"Halooo, wampir zamierza zajść cię od tyłu…!" wysłał falę myśli w kierunku Alice, której jeszcze nie widział ale wiedział już, że tam jest. Poczuł jak fala telepatii napotkała odbiór. Wyminął ciasno ustawione biurka zapełnione toną pergaminów, którym nie poświęcił żadnej uwagi. Nie miał pojęcia czemu stanowisko Alice jest na samym końcu tej dużej sali.
"Twój Mam Zadarty Nos dał mi trochę swojej krwi… HAHAHA, żartuję. Wygonił mnie.", zażartował sobie wiedząc, że przyjaciółka prawdopodobnie poderwie się na równe nogi na takie wieści. To okrutne zagranie jednak musiał jakoś okazać swoje zirytowanie tym jegomościem. W końcu dotarł do blondynki i wyciągnął przed sobą prosto ręce, w których trzymał niczym trofeum kubek a w drugiej papierowe opakowanie z pączkiem.
- Cappuccino i pączek na znak pojednania.- wyszczerzył się i wręczył jej/postawił na biurku podarunek.
- Ogrzewałem je swoją radością na widok tego twojego koleżki.- przysunął sobie cudze krzesło i usiadł naprzeciwko Alice. Wyglądał nieźle - zdecydowanie lepiej niż podczas ich ostatniego spotkania. Zasługi przypisać należy świeżo wypitej krwi… szpitalnej, z paskudnego woreczka bo wszystkie kubki były już po niej brudne. Dzięki temu nawet i temperatura jego ciała była znośna. Nie był też tak upiornie blady choć i tak w porównaniu do normalnego życia wyglądał jak anemik. A może jego świetność to po prostu aparycja i odzienek w ciemnych odcieniach?
Oparł buta o kolano drugiej nogi a ręce zawiesił na swoim karku.
- Słowo "pracoholizm" coś ci mówi?- zagadnął z półuśmiechem na gębie.
Dziennikarka
let me tell you a story...
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Alice zdecydowanie wyróżnia się z tłumu swoją aparycją. Jej karnacja jest jaśniejsza niż większości czarodziejów, dodatkowo jej czoło zdobi biała plama, umiejscowiona tuż u nasady włosów. We włosach ma białe pasmo, które bez względu na użyte zaklęcia transmutacyjne, zawsze pozostaje w tym kolorze. Jest szczupła, niektórzy mogą wręcz powiedzieć, że za szczupła. Raczej spokojna i unikająca konfliktów. Ponadto, jest pół wilą

Alice Jackson
#2
03.02.2023, 20:31  ✶  
Beletane zbliżało się wielkimi krokami. W powietrzu czuć było radosną atmosferę oczekiwania. Czarodzieje prześcigali się w pomysłach na to, co tym razem może się wydarzyć na obchodach tego święta. Zewsząd do redakcji docierały plotki, przecieki i w ogóle jakieś dziwne informacje. Na biuro Alice co niedługo trafiały nowe rewelacje, które "koniecznie musi uwzględnić w swoim artykule, bo to niezwykle ważne!: Takich niezwykle ważnych wiadomości, tylko dzisiaj dostała przynajmniej siedem. Każdą z nich należało dokładnie zweryfikować. Dotrzeć do źródła informacji (co samo w sobie stanowiło ogromny problem), poprosić źródło o rozmowę (co było jeszcze większym problemem) no i oczywiście skłonić do udzielenia lub potwierdzenia zasłyszanych przez kogoś informacji (co stanowiło niemalże cud)... Oczywiście to Alice musiała dokonać tych cudów, przez co cały dzień latała po Londynie w tę i z powrotem z miernymi rezultatami. Nawet jej urok półwili niewiele w tym zakresie pomagał. Nie miała czas na pisanie, a niestety deadline zbliżał się wielkimi krokami.
O tej godzinie w redakcji nie było już nikogo, z czego półwila poniekąd się cieszyła. Cisza i spokój od zawsze były jej przyjaciółmi w chwilach takich jak te. Mogła się skupić na tym, co faktycznie miała do zrobienia. Siedziała przy biurku boso. Pod stopami wyczarowała sobie niewielki kawałek trawy. Uwielbiała przyrodę i choćby tak mały kontakt z naturą pozwalał jej się skupić na tym, co najważniejsze. Czyli na pisaniu. Słowa same spływały z jej pióra na pergamin. Palcami stóp majtała pomiędzy źdźbłami trawy. Skupiona tylko na tym, co faktycznie miała zrobić. Cicha, klasyczna muzyka grała z pobliskiego gramofonu, towarzysząc jej tego wieczoru.
Nie spodziewała się fali, która dotarła do jej umysłu. Raptownie podniosła głowę, rozglądając się za nadawcą wiadomości. Nim dostrzegła go, już widziała, kto do niej mówił.
"Gdybyś chciał mnie zaskoczyć, to byś się nie anonsował." Przewróciła oczami i uśmiechnęła się pod nosem. Choć nie miała czasu na rozmowy, to obecność Cody'ego poprawiła jej nastrój. Nic nie mogła na to poradzić, że chłopak działał na nią w ten sposób. Wróciła do przerwanego na chwilę zajęcia jednak od razu zrobiła ogromnego kleksa, słysząc jego kolejne "słowa".
- Wiesz, że on ma imię - przypomniała głośno, gdy chłopak był już na tyle blisko, aby móc ją normalnie usłyszeć. Pisała dalej zawzięcie, bo brakowało jej zaledwie kilku zdań do zakończenia tego akapitu. Westchnęła głośno, widząc kleksa, którego przez przypadek zrobiła. Pokręciła głową i wetknęła biały kosmyk włosów za ucho.
- Chłopaka - poprawiła go automatycznie Alice, nie podnosząc dalej wzroku. Znów zamoczyła pióro w kałamarzu i nakreśliła jeszcze kilka słów. Potem podniosła w końcu głowę. Musiała mocno się pilnować, aby nie uśmiechnąć się na jego widok bardziej, niż wypadało.
- To nie jest pracoholizm. Po prostu muszę to skończyć na po jutrze, a jeszcze sporo mi zostało. - Alice próbowała mu wyjaśnić swój punkt widzenia świadoma, że prawdopodobnie i tak poniesie pod ty względem klęskę. Dlatego chwyciła przyniesiony przez niego kubek kawy i pociągnęła z niego zdrowo. Jeszcze ciepła wspaniale rozgrzała jej przełyk a potem żołądek. - Ty mnie chyba trochę lubisz - stwierdziła, z zadowoleniem przymykając powieki.
Narwany Wampir
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
W oczy rzuca się soczyście rudy kolor włosów. Bardzo łatwo o jego wybuch śmiechu. Mówi głośno, śmieje się donośnym tembrem. Można wyczuć od niego metaliczny zapach rdzy lub krwi który stara się zatrzeć wodą kolońską. Mierzy około metra osiemdziesiąt centymetrów wzrostu zaś ubranie skrywa wyraźnie zarysowane mięśnie ramion i nóg. Szybko się porusza, szybko biega, rzadko siedzi nieruchomo w miejscu. Gdy czuje palący głód to blednie, zapadają się jego policzki, skóra staje się przezroczysta, oczy podkrążone, a usta sine. Zazwyczaj w tym czasie zmywa się z towarzystwa, nawet w połowie spotkania. Nie wyjaśnia przyczyny.

Cody Brandon
#3
03.02.2023, 20:51  ✶  
Muzykę usłyszał dopiero po pewnej chwili. Nie była zbyt głośna, a i skupiał się na telepatii więc nie zwracał uwagi na tak prozaiczne rzeczy jak tło muzyczne. Nie dziś. Nie odpowiadał już umysłem bo mieli zaraz się zobaczyć. Myślał, że poderwie się i go ofuka za takie teksty jednak zapomniał, że to nie Rhea. Czyżby aż tak ufała, że byłby w stanie się opanować? Nie powinna bo on sobie nie ufał. Każde spotkanie z nim stanowiło ryzyko, a mimo wszystko nie potrafił zamknąć się w sobie i zostać pustelnikiem. Potrzebował towarzystwa od zawsze i na zawsze.
- Co chwila to imię wypada mi z pamięci. No hej, gdzie tu wybuch entuzjazmu na mój widok?- dopytywał bo napotkał oazę spokoju i opanowania. Zajmowała się pisaniem już drugą minutę a on tu siedział i oczekiwał chociażby spojrzenia. "Puk puk, przeszkadzam?" pytał w myślach, domagając się od niej pełnej uwagi. Zerknął na pergaminy i duży kleks na samym środku kartki. Była przy tym taka skupiona, że przez chwilę miał wyrzuty sumienia. Na szczęście usiadł i po chwili mu minęły. Uff. Kiedy uzyskał oczekiwaną atencję to również się uśmiechnął ale przy tym nie musiał się w żaden sposób ograniczać.
- Jutrzejsza wydajność spadnie jeśli zarwiesz noc.- uniósł brew wskazując jej zależność teraźniejszej pracy i jutrzejszego niewyspania.
- Uzupełnij cukier. Przyniosłem to z bardzo fajnej klubokawiarni, jest tu niedaleko. - posłał papierowej torebce pełne zazdrości spojrzenie. Tęsknił za pączkami, b a r d z o.
- Po czym wnioskujesz te podejrzenie?- zapytał z zadowoleniem, że tymczasowo stał się ważniejszy od pergaminów. Rozumiał potrzebę pracy ale przerwa była zawsze wskazana.
Dziennikarka
let me tell you a story...
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Alice zdecydowanie wyróżnia się z tłumu swoją aparycją. Jej karnacja jest jaśniejsza niż większości czarodziejów, dodatkowo jej czoło zdobi biała plama, umiejscowiona tuż u nasady włosów. We włosach ma białe pasmo, które bez względu na użyte zaklęcia transmutacyjne, zawsze pozostaje w tym kolorze. Jest szczupła, niektórzy mogą wręcz powiedzieć, że za szczupła. Raczej spokojna i unikająca konfliktów. Ponadto, jest pół wilą

Alice Jackson
#4
03.02.2023, 21:23  ✶  
Nie było wspomnianego przez Cody'ego wybuchu entuzjazmu z jednego, bardzo prostego powodu; Alice była naprawdę skupiona na pracy, bo zależało jej na tym, aby to, co wyjdzie spod jej pióra było jak zwykle najlepszej jakości. Nie brała pod uwagę innego rozwiązania. Stosowała wiele metod, które pozwalały jej zapomnieć o ewentualnych rozpraszaczach, czy osobach, które nagle znajdowały się w jej przestrzeni. Praktykowała to od wielu lat. Toteż Cody musiał poczekać na swój moment, czy tego chciał, czy nie.
W końcu wyciągnęła się na krześle mocno wyrzucając ramiona za swoją głowę, aby rozciągnąć zgarbione dotychczas w niewygodnej pozycji plecy. Ziewnęła przeokrutnie, zachowując przy tym swój naturalny urok, którego wielu ludzi jej pozazdrościło. Dopiero wtedy chwyciła przyniesiony przez niego kubek kawy i upiła sporo z jego zawartości.
- Nie spadnie, nie znasz się. - Wzruszyła delikatnie ramionami, jakby dla potwierdzenia, że nie zamierzała przejmować się jego słowami za bardzo. Doskonale wiedziała, co może robić, a czego raczej powinna unikać.
Nie potrzebowała drugiej zachęty, aby chwycić pączka. Wyjęła go z papierowej torebki i wgryzła się łapczywie. Dopiero teraz przypomniała sobie jak wiele godzin minęło od kiedy po raz ostatni coś jadła. Cody ratował jej życie, musiała to przyznać.
- Dalej nie możesz jeść takich rzeczy? - zapytała, kiedy przełknęła już pierwsze kęsy pączka. Cały czas nie mogła się przyzwyczaić do tego, że jej przyjaciel stał się wampirem. Dalej nie do końca to wszystko rozumiała. To było tak nowe i nieoczywiste. Wiedziała, że z czasem na pewno będzie lepiej to wszystko pojąć, jednak teraz, wiele pytań pozostawało bez odpowiedzi. - Wyglądasz lepiej niż ostatnio - powiedziała w końcu, uważnie przyglądając się chłopakowi. Ponownie wgryzła się w pączka, pilnując, aby owocowe nadzienie nie ubrudziło jej twarzy.
Wciąż nie mogła przywyknąć do nienaturalnie chorobliwego wręcz kolorytu przyjaciela. Miała wrażenie, jakby jego skóra zbyt mocno kontrastowała z ognistymi włosami. Tyle że to nie było nic, na co ktokolwiek z nich mógłby cokolwiek poradzić. Chyba po prostu powinni przywyknąć.
- Jak to po czym? Karmisz mnie i poisz, choć podejrzewam, że masz w tym swój ukryty cel. Ale i tak się łudzę - zaśmiała się dźwięcznie z własnych słów, bo była niemal bardziej, niż pewna, że faktycznie tak było.
Narwany Wampir
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
W oczy rzuca się soczyście rudy kolor włosów. Bardzo łatwo o jego wybuch śmiechu. Mówi głośno, śmieje się donośnym tembrem. Można wyczuć od niego metaliczny zapach rdzy lub krwi który stara się zatrzeć wodą kolońską. Mierzy około metra osiemdziesiąt centymetrów wzrostu zaś ubranie skrywa wyraźnie zarysowane mięśnie ramion i nóg. Szybko się porusza, szybko biega, rzadko siedzi nieruchomo w miejscu. Gdy czuje palący głód to blednie, zapadają się jego policzki, skóra staje się przezroczysta, oczy podkrążone, a usta sine. Zazwyczaj w tym czasie zmywa się z towarzystwa, nawet w połowie spotkania. Nie wyjaśnia przyczyny.

Cody Brandon
#5
03.02.2023, 21:50  ✶  
Kiedy się przeciągnęła prezentując się przy tym niczym z okładki Czarownicy spostrzegł kątem oka coś zielonego w okolicach jej stóp.
- Siedzisz boso? Wyrosłaś sobie tu trawę? Wow, fantastyczny pomysł. Czemu w szkole tego nie robiłem?- zachwycił się pomysłowością urozmaicenia tak prozaicznej czynności jakim jest siedzenie przy biurku. Uniósł ręce w geście poddania kiedy zapewniała, że jakość jej tekstów nigdy nie spadnie. Dla spokoju się zgodził.
- Nie będę pytał o czym piszesz bo wiem, że nie możesz mówić. Ale przedłużyłem prenumeratę Proroka Codziennego żeby widzieć co tam tworzysz. Ten artykuł o wzmożonej obecności testrali w Dolinie Godryka był wciągający. Ej, ciekawe czy teraz bym je zobaczył.- tak, czytał wiernie każdy jej artykuł. Nie wiedziała o tym ale wszystkie chował do kufra na pamiątkę. Kiedyś mile ją zaskoczy. Dla Rhei za to wymyśli coś osobnego, gdy się z nią spotka to z pewnością zostanie zainspirowany.
- Ja już nigdy nie będę mógł jeść tych cudów.- pożalił się ze szczerą trwogą na twarzy. - Ilekroć tam jestem to moja dusza cierpi. Próbowałem zjeść coś normalnego ale faktura jakiegokolwiek jedzenia mnie odrzuca. Alkohol też nie działa.- oczywiście, że to sprawdził lecz dopiero niedawno. Nie czuł się dobrze w martwym ciele. Nie potrafił tego opisać.
- Bo nie chce mi się pić. Najlepiej wyglądam do czterech godzin po... Mam nawet ciepłą skórę, zobacz.- wyciągnął do niej rękę i ułożył palce na jej nadgarstku aby zobaczyła, że faktycznie nie był już taki chłodny. Zmienił pozycję i odwrócił krzesło, siadając na nim okrakiem tak, aby przedramiona położyć na drewnianym oparciu.
Zmrużył oczy gdy tak ekspresyjnie wgryzała się w pączka. Patrzył na nią zadziornie, jakby go właśnie uraziła swoją radością na słodki smak. Nie komentował jednak na głos, niech się cieszy ze smaku. Niektórzy nie mogą!
- A to nie mogę bezinteresownie przyjść do przyjaciółki i przynieść coś słodkiego? Chyba ostatnio dużo siedziałaś z Rheą.- wywrócił oczyma. Rozmasował kciukiem kącik ust aby przestać się uśmiechać bo oczywiście wywęszyła, że spotkanie ma drugie dno.
- Przegrałem w kasynie.- wykrzywił się na wspomnienie porażki. Niemal mu się udało, był bardzo blisko zwycięstwa… brakowało mu dwóch cyfr. Uch, następnym razem zastosuje innej metody szacowania możliwych kombinacji. Za którymś razem się uda.
- A wyrzucili mnie z pracy. Nie chcą w Komitecie wampira. Za to jedna torebka krwi kosztuje osiemnaście galeonów a żeby czuć się dobrze muszę mieć przynajmniej trzy na dzień. Nie wiem też jak długo będą mi je sprzedawać. Wczoraj krzywili się, że bardzo mocno uszczuplam zasoby…- co było typowe dla nowo stworzonych wampirów. Dosyć dużo wyciągnął od Williama ale w końcu musiał przestać, zostawiając go na skrajnie awaryjne sytuacje, że naprawdę nie będzie miał czym się pożywić.
Nie wiem co robić. Nie mogę pić mniej bo wtedy byle jakie cudze skaleczenie mnie rozstraja…, dodał już w myślach. Oparł brodę o swoje dłonie i tak spoglądał na Alice. Wiedział, że coś razem wymyślą. Wszystko było po to aby nie musiał sięgać po krew bezpośrednio z cudzej żyły. Bronił się przed tym rękami i nogami.
Dziennikarka
let me tell you a story...
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Alice zdecydowanie wyróżnia się z tłumu swoją aparycją. Jej karnacja jest jaśniejsza niż większości czarodziejów, dodatkowo jej czoło zdobi biała plama, umiejscowiona tuż u nasady włosów. We włosach ma białe pasmo, które bez względu na użyte zaklęcia transmutacyjne, zawsze pozostaje w tym kolorze. Jest szczupła, niektórzy mogą wręcz powiedzieć, że za szczupła. Raczej spokojna i unikająca konfliktów. Ponadto, jest pół wilą

Alice Jackson
#6
28.02.2023, 18:42  ✶  
Instynktownie powiodła wzrokiem za jego spojrzeniem, które skierował wprost na jej stopy. Sama niemalże zapomniała, że pod swoimi stopami wyczarowała sobie niewielką połać trawy, która miała jej pomóc ukoić nerwy i spokojnie pracować. Zaśmiała się dźwięcznie na jego słowa uznania, bo jednak zawsze miło było, gdy ktoś doceniał twoje pomysły mimo tego, że dla niektórych mogły one wydawać się irracjonalne.
Założyła nogę na nogę i kiwnęła lekko głową w ramach podziękowania za słowa uznania skierowane w jej stronę. Mimo, że zdawała sobie sprawę z jakości napisanego artykułu, to i tak zawsze
- Cieszę się, że Ci się podobał. Szczerze mówiąc to nie byłam go taka pewna, gdy oddawałam go do redaktora - powiedziała Alice. I nie bawiła się w tym momencie w jakąś udawaną skromność, tylko mówiła tak, jak fatycznie było. Nauczona doświadczeniem wiedziała, że nawet jeśli coś było jej zdaniem bardzo dobre, to mimo wszystko mogło znaleźć się przynajmniej kilka osób, których zdanie będzie zgoła odmiennym od jej własnego.
Wgryzła się znów łapczywie w pączka i od razu poczuła się z tego powodu głupio, gdy Cody zaczął wyjaśniać, jak wiele zostało mu odebrane wraz ze śmiertelnością. Alice nie zastanawiała się nad tym nigdy wcześniej, jednak wydawało się to być całkiem oczywiste.
- Um... Przepraszam. Teraz mi głupio, że tak się opycham w twoim towarzystwie - powiedziała w końcu, mocno skruszonym tonem. Odłożyła pączka na bok, gotowa całkowicie skupić się na rozmowie, którą dotychczas prowadzili.
Cody zmieniał tematy tak szybko, że sama Alice nie była w stanie za nim nadążyć. Nim zdążyła cokolwiek powiedzieć, to już demonstrował jej, że jego skóra faktycznie pod względem temperatury mocno przypominała skórę normalnego człowieka. Zaskoczona półwila nawet uniosła brwi ku górze.
- To jest naprawdę ciekawe - przyznała w końcu, z uznaniem kiwając głową. Dotychczas nie zdawała sobie sprawy z tego jak wielkie znacznie dla wampira może mieć ludzka krew. Tutaj miała żywy dowód na to, że dzięki temu był w stanie przetrwać.
Czekała na to, jak w końcu dobrnie do tematu, który faktycznie chciał poruszyć. Na szczęście, nie musiała na to czekać długo. Jęknęła głośno słysząc, że Cody znów coś przegrał. Pokręciła z dezaprobatą głową i demonstracyjnie ponownie chwyciła w dłoń pióro, gotowa kontynuować przerwaną pracę. Udawała, że nie słucha jego kolejnych słów, choć słyszała je bardzo dobrze.
Co za kretyn oznajmiła w myślach, doskonale wiedząc, że i tak ją usłyszy.
- A mnie to ma ruszać, ponieważ...? - zerknęła na niego kątem oka, ciekawa jakie tym razem cudowne wytłumaczenie uda jej się usłyszeć. To nie tak, że nie przejmowała się tym, iż jej przyjaciel stracił pracę. To było dla niej bardzo istotne! Tylko że nawet gdy ją miał, to cały czas popadał w długi przez swój nałóg. Odłożyła pióro z powrotem na blat i wlepiła w niego swoje mocne spojrzenie. - Merlinie drogi, Cody... Jesteś gorszy niż małe dziecko. Owszem, krew kosztuje, ale twoje długi to zdecydowanie większy problem jak dla mnie.
Narwany Wampir
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
W oczy rzuca się soczyście rudy kolor włosów. Bardzo łatwo o jego wybuch śmiechu. Mówi głośno, śmieje się donośnym tembrem. Można wyczuć od niego metaliczny zapach rdzy lub krwi który stara się zatrzeć wodą kolońską. Mierzy około metra osiemdziesiąt centymetrów wzrostu zaś ubranie skrywa wyraźnie zarysowane mięśnie ramion i nóg. Szybko się porusza, szybko biega, rzadko siedzi nieruchomo w miejscu. Gdy czuje palący głód to blednie, zapadają się jego policzki, skóra staje się przezroczysta, oczy podkrążone, a usta sine. Zazwyczaj w tym czasie zmywa się z towarzystwa, nawet w połowie spotkania. Nie wyjaśnia przyczyny.

Cody Brandon
#7
03.03.2023, 07:34  ✶  
Zapewniał, że artykuł był super, ujął go, przekonał do racji… powiedziałby tak o każdym. Czyta je, czasami zastanowi się nad nim całe kilka minut i ostatecznie uznaje, że cokolwiek wyszło spod pióra Alice to jest najlepsze. Od tego są przyjaciele, co nie? Oczywiście gdyby wypisywała bzdury to nie omieszkałby cytować jej co ciekawszych zdań lecz na szczęście mógł pozostać miły, nie znajdując nic szalonego w jej artykułach.
- Zjedz to za nas dwoje. - wywrócił oczami bo gdyby oczekiwał solidarności to nie mogłaby jeść nic poza sączeniem krwi. Użalał się ale bez głębokiego smutku. Mówił dla samego mówienia, dla słuchania ich wzajemnego głosu.
- Ten kretyn ma bardzo ładne imię.- zbulwersował się. - Bo dzielę się swoim problemem z przyjaciółką. Rhea mnie opierdzieli dlatego najpierw przyszedłem do ciebie po jakiś łagodniejszy werdykt i pomysł rozwiązania problemu zanim problem będzie ale ze mną. - domagał się bardziej okazałej reakcji i współdzielenia uczuć przy przegranych w kasynie. Nie potrafił przyjąć do zrozumienia, że jest uzależniony od gier. Co wpadała większa suma galeonów - a pojawiało się to coraz rzadziej - przegrywał to w kasynie. Gdyby nie ciągnął od Williama "kieszonkowego" to spałby pod mostem.
- Nie chcesz żebym zachowywał się jak dziecko. Długami się nie przejmuj, spłacę je gdy tylko będę nad sobą panował i znajdę nocną pracę. Według Williama potrzebuję minimum sześć miesięcy żeby się z tym ogarnąć. - wyjaśniał, że nie jest tak czarno jak myślała. Może powinienem zaproponować w redakcji rubrykę pracowania dla mnie w postaci krwiodawstwa… ale nie, muszę zarabiać żeby płacić za regularne żywienie. Myślał sobie o tym otwarcie więc mogła zajrzeć do tej treści i reagować na swoje sposoby.
- Będę chodził na treningi magiczne z Heather. Pamiętasz ją? Była kapitanem drużyny Gryffindoru. I jeśli się skaleczy czy coś to powiedziała, że sobie poradzi z pacyfikacją mnie gdybym zaniemógł. Więc będę mógł trenować też samokontrolę. Fajnie, co nie?- zapytał i zdjął buty, skarpetki i wcisnął swoje chłodne, nagie stopy na miękką trawę pod stolikiem. Nie obyło się bez nieuniknionego muśnięcia palcami jej stóp, a wszystko po to aby zrobić sobie miejsce w tym jej zakątku. Jakoś tak jego myśli od razu zamilkły.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Alice Jackson (1340), Cody Brandon (1531)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa