• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 9 Dalej »
[08.09.1972] Wszystkie drogi prowadzą do Nory | Nora & Erik

[08.09.1972] Wszystkie drogi prowadzą do Nory | Nora & Erik
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#1
07.05.2025, 18:53  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.07.2025, 16:01 przez Baba Jaga.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Erik Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic III
08.09.1972, Nora Nory, wieczór

Figgówna wpadła w wir pracy. Wiedziała, że nie może siedzieć bezczynnie, kiedy na zewnątrz działa się taka tragedia. Biegała między kuchnią, a główną salą, przynosząc ludziom to - czego potrzebowali. Co chwilę parzyła herbatę, napary uspokajające, przynosiła ciastka i inne słodkości, aby chociaż w ten drobny sposób pocieszyć ludzi. Nie za bardzo miała inny wybór. Wiedziała, że musi ich wesprzeć w tym trudnym dla nich czasie. Nie przejmowała się swoim samopoczuciem, bo ono było nieważne. Musiała działać. Tylko to się liczyło. Czuła, że jej przyjaciele mogą potrzebować miejsca, w którym będą mogli udzielić pomocy potrzebującym, jako, że cukiernia znajdowała się na Pokątnej, to nadawała się do tego idealnie.

Postanowiła więc się nieco bardziej przygotować na każdą ewentualność. Zebrała wszystkie koce, które miała w domu, poduszki, chciała, żeby Ci którzy się tutaj znajdą mieli chociaż odrobinę wygody. Miała przygotowane sporo wypieków - mogła więc ich nakarmić, oczywiście nie tworzyła kolejnych słodkości, bo nie miała na to teraz czasu.

Co chwilę podchodziła do ludzi, którzy zostali w cukierni, bo bali się wyjść na zewnątrz i pytała o to, czy czegoś nie potrzebują. Łapała się na tym, że zastanawiała się, jak miewają się jej najbliżsi, przyjaciele, ci którzy wybrali taką samą drogę jak ona - chcieli pomagać niewinnym. Zdawała sobie sprawę z tego, że większość z nich jest aktualnie na ulicach Londynu i walczy z pożarami, to wzbudzało w niej niepokój i lęk, obawiała się, że komuś z nich stanie się krzywda. Właśnie przez te myśli, wolała zajmować ręce parzeniem kolejnych porcji herbaty, i rozdawaniem ciastek. Wtedy przynajmniej nie dała się pochłaniać tym czarnym myślom.

Wszyscy Zakonnicy wiedzieli, gdzie znajduje się jej cukiernia, na pewno mieli świadomość tego, że przyjmie ich pod swoim dachem, gdy pojawi się taka potrzeba, musiała więc być gotowa na każdą ewentualność. Czekała, aż w końcu ktoś się tutaj pojawi.

Usłyszała dźwięk dzwonka, który zwiastował to, że ktoś wszedł do klubokawiarni. Uniosła głowę, żeby zobaczyć, czy przypadkiem nie postanowił ich nawiedzić ktoś z tej drugiej strony barykady, bo przecież nie mogła mieć pewności, że nie postanowią zniszczyć i tego miejsca, ale dostrzegła w progu Erika, co spowodowało, że postawiła dzbanek z herbatą na najbliższym stoliku i rzuciła się biegiem przed siebie. Ulżyło jej, okropnie jej ulżyło, gdy zobaczyła, że jest w jednym kawałku. Zależało jej na nim okropnie i na pewno nie zniosłaby myśli, że coś mu się stało. Figgówna przemknęła więc między stolikami i rzuciła się na swojego przyjaciela - zupełnie nie przejmując się tym, że był wysmarowany w popiele, musiała się do niego przytulić. - Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że Cię widzę. - Musiała mu to powiedzieć.

viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#2
23.05.2025, 23:33  ✶  
Miotał się. Po prostu nie potrafił znaleźć dla siebie miejsca. Kiedy w końcu udało mu się opuścić Manchester i przenieść się do stolicy, spodziewał się, że wyląduje w jakiejś bocznej uliczce, a po mieście będą przechadzać się co najwyżej grupki młodych ludzi spragnionych wieczornych rozrywek. Bądź co bądź, o tej porze trudno było o wolny stolik w najpopularniejszych lokalach. W najśmielszych snach nie podejrzewał, że aportuje się pod zrujnowaną kamienicą, a chwilę później dobiegną go upiorne krzyki dobiegające... Z sąsiednich budynków? Sąsiednich ulic?

Czuł się, jakby trafił w samy środek koszmaru. Upiornego snu, którego preludium były drobne pożary, jakie widział u sąsiadów przed opuszczeniem Doliny Godryka. Zawsze starał się myśleć pozytywnie i chociaż toczący się konflikt między Zakonem Feniksa a Śmierciożercami zatruł nieco jego perspektywę, tak starał się zachować na co dzień, chociaż cień swojego słynnego optymizmu. Nie był jednak głupi. Nie po Beltane. Dwa pożary w dwóch głównych ośrodkach społecznych czarodziejów? To nie mógł być przypadek. To musiało być celowe. Pytanie tylko, czy łatkę podpalaczy można było w tym przypadku od razu przypiąć Śmierciożercom?

Kogo ty oszukujesz?, skomentował bezgłośnie Longbottom, popychając drzwi wejściowe do klubokawiarni Nory. Przecież to musieli być oni. Nie pierwszy raz podnosili pięść na społeczeństwo czarodziejów. Nie pierwszy raz uderzyli w ważne kulturowo miejsce. Sam przecież określił ich mianem terrorystów tuż po ataku na Polanę Ognisk. Czemu zaprószenie ognia w centrum Londynu czy wiosce czarodziejów miałoby nagle przestać pasować do ich profilu działania? Bijąc się z myślami, Erik wodził wzrokiem po wnętrzu lokalu, a nim zdołał jakkolwiek zareagować dopadła go panna Figg.

— Okoliczności mogłyby być lepsze — skomentował cierpko, obejmując ją mocno; jedną dłoń kładąc w okolicy jej prawej łopatki, a drugą na ramieniu. — Jak sytuacja... Jak sytuacja tutaj? — Chrząknął, starając się powstrzymać drobne drżenie głosu. — Widziałem... część Pokątnej. Albo Horyzontalnej. Nie jestem pewny, gdzie najpierw wylądowałem, ale to... To czysty koszmar. Och Nora, tak bardzo mi przykro.

Bądź co bądź, kobieta nierozerwalnie połączyła się z magicznym Londynem, kiedy zdecydowała się na wykupienie tutaj lokalu. To musiał być cios w samo serce. Zburzenie starannie wznoszonych murów bezpieczeństwa - zarówno wokół siebie, jak i małej córki. Czy to samo poczuje, kiedy wróci do Doliny Godryka i zobaczy, że jeszcze więcej domostw sąsiadów zajęło się ogniem, podczas gdy Warownia dalej będzie stała pomimo wszelkich tragedii? Erikowi aż zakręciło się w głowie na tę myśl.

— Brenna już u ciebie była? — rzucił niepewnym głosem, odsuwając się minimalnie od blondynki. — Chciałem ją znaleźć, ale w tym wszystkim... Nawet nie wiedziałem, gdzie zacząć, a w Ministerstwie Magii na pewno jest jeden wielki sajgon. — Rozejrzał się ponownie na prawo i lewo. — Potrzebujesz jakiejś pomocy? Mogę z czymś pomóc, dopóki to wszystko jakoś...

Nie pójdzie dalej, dokończył bez słów. Nie wiedział, na co dokładnie czekał. Przybycie Brenny? Millie z Alastorem? Morfeusza? Anthony'ego, do którego mogły już dojść wieści o pożarze? Hardwicka, który być może miał minimalne pojęcie o tym, jakie działania planował Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów? Longbottom mimowolnie wbił spojrzenie w podłogę; po raz kolejny doświadczał dylematu między lojalnością wobec Zakonu Feniksa a służbą w Brygadzie Uderzeniowej. Co miało być tej nocy istotniejsze?


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#3
26.05.2025, 11:27  ✶  

Ulżyło jej, kiedy zobaczyła Erika całego i zdrowego. Nie mogła w końcu zakładać, że nic mu się nie stało, bo na zewnątrz było naprawdę niebezpiecznie. Trudno było się z kimkolwiek skontaktować, sowy nie miały za bardzo jak się aktualnie przemieszczać, zresztą nie wydawało jej się, żeby w ogóle ktoś miał teraz czas na ich wypatrywanie. Wszyscy musieli działać, pomagać ludziom, którzy potrzebowali pomocy, walczyć o siebie samych, bo przecież ogień mógł zaatakować każdego. Nie miała pojęcia jak daleko sięgały te pożary, czy dotyczyły tylko Londynu, czy też innych miejsc.

- Tutaj? Tutaj nie jest źle. - Patrząc na to, jak wyglądała okolica, to sytuacja cukierni była całkiem niezła. Jeszcze stała, płomienie może nieco ją dotknęły, ale nie spaliły jej dorobku życia doszczętnie, podejrzewała, że niewiele osób miało tyle szczęścia w tym wszystkim co ona.

- Najwyraźniej całe miasto płonie. Masz jakieś wieści spoza Londynu? Jak to wygląda gdzie indziej? - Póki co nie doszły do niej żadne informacje. Nie miała pojęcia, gdzie był Longbottom, kiedy to wszystko się zaczęło. Podejrzewała, że może mieć większą wiedzę od niej, bo Figgówna tak naprawdę obserwowała tylko to, co działo się wokół cukierni. Nie wychodziła poza Pokątną, musiała pilnować swojego dobytku.

- To nie Tobie powinno być przykro. - Powiedziała dość chłodnym tonem jak na siebie samą. Nie było w tym przecież ani grama winy Longbottoma, to nie on spowodował, że stolica zajęła się ogniem, to nie mu zależało na tym, aby wprowadzić jakieś swoje postulaty nie patrząc na to, czy komuś stanie się krzywda.

- Nie, jeszcze jej nie było. Podejrzewam, że jest na ulicach, i walczy z żywiołem. - Na tyle na ile znała przyjaciółkę, a znała ją od dziecka - wiedziała, że Brenna nie będzie w stanie przejść obojętnie wobec krzywdy innych, a tak się składało, że aktualnie pewnie większość mieszkańców Londynu potrzebowała pomocy, co sugerowało, że Longbottomówna szybko się tutaj nie pojawi. Miała w tej chwili inne priorytety i Norka jak najbardziej to rozumiała. Gdyby była nieco bardziej wprawioną w boju czarownicą, zapewne i ona sama ruszyłaby między ludzi, aby im pomóc. Niestety, wiedziała, że to w jej przypadku może się źle skończyć dlatego właśnie skupiła się na tym, aby przygotować schronienie dla wszystkich tych, którzy będą go potrzebowali - czuła, że może to być całkiem spore grono ludzi. Nie wątpiła w to, że jej towarzysze z Zakonu Feniksa wiedzieli dokąd mogą ich przyprowadzić.

- Próbuję zrobić tutaj jak najwięcej miejsca dla ludzi, którzy mogą potrzebować pomocy. Sporo osób, które były w cukierni jak to się zaczęło zostało w środku, ale sądzę, że pojawią się kolejni. Dobrze by było przygotować dla nich jak najwięcej miejsca, nie wiadomo w jakim stanie będą. - Jej lokal znajdował się w samym centrum Londynu, wiedziała, co to oznacza. Była gotowa wspomóc potrzebujących.

- Możemy poodsuwać stoły, przygotowałam już koce, napary, coś jeszcze może się przydać. - Tak naprawdę to nawet nie wiedziała od czego zacząć, ale zdawała sobie sprawę, że musi być gotowa na wszystko.

Nie tak łatwo było jej się odnaleźć w tej sytuacji, no bo nigdy wcześniej nie spotkało jej coś podobnego, zresztą pewnie jak wszystkich innych. Zdawała sobie jednak sprawę, że musi być opanowana i jakoś sobie z tym poradzić. Skoro mogła pomóc potrzebującym to zamierzała to zrobić. Taka już była jej natura.

viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#4
31.05.2025, 21:34  ✶  
— Powiedzmy, że cię wierzę — stwierdził ulegle Erik, rozglądając się jednak wymownie po wnętrzu lokalu. — Nawet jeśli zazwyczaj o tej porze pracowałabyś raczej nad listą wypieków na następny dzień lub obsługiwała klientów zza kasy, zamiast... Robić za szpital polowy. Albo przechowalnię lokalnej społeczności.

Ugh, może lepiej było siedzieć cicho? Pożar na taką skalę i tak musiał ją mocno wystraszyć. Kto wie, może od początku tego koszmaru Nora próbowała zbudować sobie jakikolwiek azyl w swojej własnej głowie, żeby jakoś przejść do porządku dziennego z tym co się działo na zewnątrz. A on teraz to bezczelnie próbował zburzyć, sprowadzając ją brutalnie na ziemię. Ugh, po prostu świetnie.

— Nie za wiele. W Dolinie Godryka pojawiło się parę pożarów, ale nie wiem jak rozwinęła się sytuacja — przyznał zgodnie z prawdą. — Kiedy zauważyłem, że coś jest nie tak poszedłem sprawdzić, co się dzieje u naszych wspólnych znajomych. Na szczęście na ich dom nie padło, ale wolałem sprawdzić ich drugą chatę w Manchesterze. Tam nic nie zauważyłem, więc od razu teleportowałem się do Londynu.

Może to był błąd? Może trzeba było wrócić do wioski, zachodził w głowę, starając się nie panikować bardziej niż to konieczne. Sytuacja w Dolinie wydawała się dużo lepsza niż w Londynie, ale przecież wszystko mogło się od tamtej pory zmienić, prawda? Z drugiej strony, rezydencja Longbottomów została stworzona właśnie po to, aby móc przetrwać takie kryzysy.  Nie zdziwiłby się, jakby reszta familii teraz zbierała sąsiadów w salonie, próbując im pomóc, jak tylko są w stanie.

— Nie powinno? — powtórzył z krzywą miną, krzyżując ręce na piersi. — Bo szczerze mówiąc już teraz czuję, że sprawa jest przegrana. A jeszcze nawet nie znam za dobrze sytuacji. To się znowu dzieje. Tak jak na Beltane. Znowu reagujemy na zagrożenie, zamiast jakoś mu zapobiec. I to byłoby na tyle, jeśli chodzi o jakiekolwiek działania Brygady Uderzeniowej i Ministerstwa Magii.

Może skrycia lubił być uciskany? Może lubił nosić ciężar czyichś trosk i problemów na swoich barkach? Może lubił te momenty, gdy ktoś wymuszał na nim konfrontację z otaczającą go przykrą rzeczywistością. A może tego wszystkiego było dla niego za dużo, nawet jeśli był jednym z bardziej uzdolnionych pracowników Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów. Przy Beltane przynajmniej mieli jakiś plan. Karkołomny i taki, który koniec końców nie do końca się sprawdził, ale przynajmniej jakiś. A teraz?

Nie miał pojęcia, gdzie była reszta bojówki Zakonu Feniksa. Równie dobrze mogli być teraz wszyscy rozsiani po całym kraju, mniej lub bardziej świadomi sytuacji w stolicy. Nie miał bladego pojęcia, co się działo z siłami porządkowymi Ministerstwa Magii. Czy główna kwatera magicznego rządu też się zmagała z tymi samymi problemami co magiczne dzielnice? Czy tam też wybuchł pożar, który uniemożliwił pracownikom opuszczenie podziemnych sali? Działali z tak wieloma niewiadomymi... Może zbyt wieloma.

— A więc... Wszystko pod okna, żeby zwolnić jak najwięcej miejsca w centrum? — upewnił się Longbottom, kiwając jedynie głową na wzmiankę o Brennie. Szukanie jej w tym chaosie byłoby czystym samobójstwem, a próba przesłania jakiejkolwiek wiadomości: mało efektywna. Musiał poczekać aż sama się tutaj zjawi. Albo przyjdzie tu ktoś, kto wiedział, gdzie jest.

Trzeba było uczyć się Fal na szkoleniach do Brygady Uderzeniowej, skomentował bezgłośnie Erik, chwytając za krawędzie pobliskiego stołu, próbując oszacować jego ciężar. Wprawdzie zawsze mógł się wspomóc magią, ale zwykły stolik raczej nie powinien stanowić dla niego problemu, prawda? Fale, magiczne bariery chroniące myśli, dbanie o tężyznę fizyczną, wiedzę o świecie, a przy okazji jeszcze dobrze panować nad głównymi dziedzinami magii. Musiałby być człowiekiem orkiestrą, żeby to wszystko ogarnąć. A co cyrku Bellów to nie należał.


(Aktywność Fizyczna) Jak dobrze Erik przestawia stoły? x1
Rzut W 1d100 - 38
Sukces!


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#5
02.06.2025, 16:43  ✶  

Norka wzruszyła jedynie ramionami. Nie miała w zwyczaju narzekać. Sytuacja nie była najlepsza, jednak dużo osób miało gorzej. Wiele budynków znajdujących się przy Pokątnej zajęło się ogniem, a cukiernia stała. Może liznęły ją płomienie, ale nic się takiego nie wydarzyło. Miała sporo szczęścia, przynajmniej jak na razie. Nie mogła być może pewna, że tak już zostanie, bo przecież noc była jeszcze młoda, ale póki co - naprawdę nie było źle.

- Ktoś musi im pomóc, tutaj jest bezpiecznie, przynajmniej jak na razie. Nie mogłam zrobić nic innego. - To było całkiem oczywiste, przynajmniej dla panny Figg. Ktoś musiał wyciągnąć pomocną dłoń do potrzebujących, padło na nią, miała już taką naturę. Wiedziała zresztą, że jej przyjaciołom z Zakonu Feniksa może przydać się miejsce w sercu Londynu, gdzie będą mogli się spotkać, czy przyprowadzić osoby, którym stała się krzywda. Nie zastanawiała się nawet chwili nad tym, czy reaguje właściwie, to była jedyna, możliwa opcja.

Fakt, Norka z początku nieco się wystraszyła, ale to było chwilowe. Dość szybko zaczęła działać, nie mogła przecież stanąć w miejscu i spoglądać bezczynnie na to, co działo się wokół niej. Robiła to co potrafiła najlepiej. Dbała o ludzi, którzy potrzebowali pomocy. Może nie wybiegła na ulice, aby gasić pożar, ale doskonale umiała znaleźć sobie odpowiednie dla siebie zajęcie, określić swoje miejsce w tej tragedii.

- Te pożary dotknęły całe nasze społeczeństwo. - Nie było to szczególnie odkrywcze spostrzeżenie, ale postanowiła się nim podzielić. Nie spodziewała się, że pożary dotrą do Doliny, wydawało jej się bowiem, że to działo się tylko w Londynie, jak widać jednak śmierciożercy postanowili dokonać ataku na dużo większą skalę. To było dość przerażające. Jeszcze nigdy nie byli aż tak bezczelni w swoich poczynaniach, zaczęli się coraz bardziej panoszyć i sięgać po coraz więcej.

- Jak niby mogłeś na to zareagować, no weź pomyśl Erik... - Dlaczego to akurat jemu miałoby być przykro? Był tylko jednostką, tak jak i ona. - Nie mogłeś tego przewidzieć, nie jesteś jasnowidzem. - Jego wuj był, ale też chyba nie do końca umiał określić co się wydarzy i kiedy się wydarzy, nikt nie mógł tego zrobić. Voldemort robił to na co miał ochotę i oni nie mieli na to wpływu.

- Nie możesz mówić, że sprawa jest przegrana, bo jaki sens ma wtedy walka? - Takie nastawienie zdecydowanie nie było wskazane, miała świadomość, że to wszystko nie wyglądało kolorowo, ale powinni jeszcze mieć nadzieję na to, że będzie lepiej. - Ministerstwo od samego początku podchodzić do tego opieszale. - Dodała jeszcze od siebie trzy grosze, bo nawet ktoś taki jak ona widział to, co się działo. Nie robili nic konkretnego, aby zapobiec podobnym wydarzeniom, dzisiaj? Działali na oślep, przynajmniej z tego, co widziała zza szyby swojej cukierni.

Przez to jej przyjaciele musieli ryzykować własnym życiem chroniąc niewinnych, to nie tak powinno wyglądać. Ktoś w końcu powinien wziąć sprawy w swoje ręce, ale nie, nieudolnie spoglądali na wszystko z boku, zamiast tego zwyczajni ludzie, jak oni musieli dźwigać cały ten ciężar na swoich barkach...

Nie miała pojęcia, gdzie są inni członkowie Zakonu Feniksa, wiedziała, że jeśli nadejdzie taka potrzeba, to się tutaj pojawią, właśnie przez to wolała się przygotować na wszystkie możliwości. Zaczęła przemieniać cukiernię w azyl dla pokrzywdzonych. Miała ku temu odpowiednie środki, mogła nakarmić sporo osób, do tego przygotować coś ciepłego do picia, przynieść im chwilowe poczucie bezpieczeństwa.

- Tak, stoły pod okna, wtedy będzie więcej miejsca. Wezmę krzesła. - Do tego jedynie się nadawała, sama raczej nie była w stanie przesunąć stołu bez pomocy magii, Norka nie należała do szczególnie sprawnych fizycznie osób w przeciwieństwie do swojego przyjaciela, który zrobił to bez najmniejszego wysiłku. Nie da się ukryć, że Erik ostatnio był w wyśmienitej formie.



// gotowanie, lojalność organizacji
viscount of empathy
show me the most damaged
parts of your soul,
and I will show you
how it still shines like gold
wiek
30
sława
VI
krew
czysta
genetyka
wilkołak
zawód
detektyw w BUM
wiecznie zamyślony wyraz twarzy; złote obwódki wokół źrenic; zielone oczy; ciemnobrązowe włosy; gęste brwi; parodniowy zarost; słuszny wzrost 192 cm; wyraźnie zarysowana muskulatura; blizna na lewym boku po oparzeniu; dźwięczny głos; dobra dykcja; praworęczny

Erik Longbottom
#6
02.06.2025, 21:12  ✶  
Nie mogła? A może po prostu nie byłaby w stanie się do tego zmusić? Czy gdyby musiała wybrać między ratowaniem postronnych, obcych ludzi, a zapewnieniem bezpieczeństwa Mabel, to byłaby w stanie w ogóle wybrać? Która część jej natury zwyciężyłaby tę walkę? A może po prostu zdałaby się na los? Erik pokręcił głową. Wolał o tym teraz nie myśleć.

— Ale mógłbym być — skontrował głupio-mądrze argument Nory. — Gdyby nie wilkołak, to teraz może byłbym w stanie jakoś pomóc. A zamiast tego mamy, o, tyle!

Rozłożył ręce, wydając z siebie ciężkie westchnienie. Nie było ono wywołane zmęczeniem fizycznym. O to się nie martwił; długie lata pracy w Brygadzie Uderzeniowej sprawiły, że przywykł do tego rodzaju obciążeń organizmu. Już bardziej się obawiał tego, jak ta noc wpłynie na niego emocjonalnie. No bo właśnie... Mógł się starać, ale koniec końców na co komu był teraz byle osiłek, który po prostu umiał ładnie mówić i się uśmiechnąć w odpowiedniej chwili?

Kto wie, może gdyby w tamto gorące lato nie został ofiarą ataku wilkołaka, to teraz jego życie wyglądało nieco inaczej? Może w końcu przebudziłoby się w nim Trzecie Oko? Bądź co bądź, patrząc po tym, jak trafili inni Longbottomowie, to szanse na to były całkiem wysokie. Wuj Morfeusz z umiejętnością jasnowidzenia i siostra Brenna potrafiąca zerkać w przeszłość przy pomocy widmowidzenia. Brakowało jeszcze tylko kogoś, kto skupiłby się na teraźniejszości, pomyślał przelotnie. Ale czy magia w ogóle dopuszczała coś takiego?

— Ale nie jesteśmy teraz w Dolinie Godryka. I nie jest to też Stonehenge. Ile stąd jest do Ministerstwa Magii? Dziesięć minut piechotę? Piętnaście? Dwadzieścia? — rzucił Longbottom, kurczowo łapiąc się tych myśli. — A mam wrażenie, że widzę na ulicach więcej przypadkowych przechodniów niż jakiekolwiek służby porządkowe.

Na Beltane mieli wymówkę w postaci rozrzucenia całego Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów po całym kraju, próbując być przygotowanym na wszystko. A jak wyszło? Że praktycznie na nic nie byli przygotowani. I to też poniekąd moja wina, skomentował bezgłośnie Erik. Kolejny dylemat. Ale przecież, gdyby chociaż zająknął się szefostwu, że wie coś więcej na temat nadchodzących wydarzeń, to kto wie, czy nie pogorszyłby sprawy? Mógł wystąpić przeciek. Opóźnienie ataku. Zmiana celu. Zmiana wszystkiego. Więc mogliśmy tylko patrzeć i reagować na bieżąco, kontynuował w myślach.

— Mhmm, biorę się za to — rzucił do Nory, mocując się z kolejnymi stołami.

Z tyłu głowy zaczął układać mu się jakiś mniej lub bardziej złożony plan zabezpieczenia lokalu. Najpierw zamierzał zsunąć stoły pod ściany, żeby zrobić miejsce na środku izby. A kiedy już nieco tutaj uprzątną, to może pomyśli nad tym, czy nie ustawić na nich czegoś dodatkowego, żeby wzmocnić całą konstrukcję? Wprawdzie pożary zdawały się trzymać górnych kondygnacji podpalonych budynków, jednak prędzej czy później chaos przeniesie się także i na ulice. A wtedy wypadałoby jakoś ochronić najbardziej narażone elementy wnętrza. Na przykład okna. Czy klubokawiarnia była jakoś zabezpieczona przez uszkodzeniami z zewnątrz? Wzmocnione szyby? Zaklęcia wplecione w strukturę kamienicy? Wtedy pewnie mało kto o tym myślał, stwierdził Erik, po prostu biorąc się do pracy. Najpierw stoły, potem pomyśli o zastawieniu reszty wystawy.


(Aktywność Fizyczna) Jak dobrze Erik przestawia stoły vol.2 x1
Rzut W 1d100 - 98
Sukces!


the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.
❞
Landrynka
She could make hell feel just like home.
wiek
26
sława
V
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Cukierniczka/Twórczyni eliksirów i kadzideł
Można ją przeoczyć. Mierzy 152 centymetry wzrostu, waży niecałe pięćdziesiąt kilo. Spoglądając na nią z tyłu... można myśleć, że ma się do czynienia z dzieckiem. Buzię ma okrągłą, wiecznie uśmiechnięte usta często muśnięte błyszczykiem, bystre zielone oczy. Nos obsypany piegami, które latem zwracają na siebie uwagę. Włosy w kolorze słomy, opadają jej na ramiona, kiedy słońce intensywniej świeci pojawiają się na nich jasne pasemka. Ubiera się w kolorowe rzeczy, nie znosi nudy i szarości. Głos ma przyjemny dla ucha, melodyjny. Pachnie pączkami i domem.

Nora Figg
#7
03.06.2025, 14:00  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.06.2025, 14:00 przez Nora Figg.)  

Erik czepiał się szczegółów. Nic wielkiego się nie stało. Nie ucierpieli za bardzo, więc sprawa była raczej jasna. Skoro miała ku temu możliwości, to zamierzała zapewnić bezpieczeństwo wszystkim potrzebującym, chociaż tyle mogła zrobić, skoro nie nadawała się do tego, żeby wyjść na ulice.

- Czy naprawdę sądzisz, że gdyby nie to ugryzienie, to byłbyś w stanie przewidzieć coś takiego? Jasne, pewnie miałbyś jakiś dar, jak reszta Twojej rodziny, ale to nie jest chyba odpowiedni moment na to, żeby wracać do przeżywania tego, że kiedyś, ktoś postanowił Cię ugryźć. Myślałam, że mamy to za sobą. - Longbottom stał się wilkołakiem wiele lat temu, myślała, że mają już przerobiony ten temat, jak widać jednak nie do końca tak było. Figgówna westchnęła ciężko, bo nie spodziewała się, że będą teraz musieli do tego wracać, jakby nie mieli świeższych i bardziej palących problemów.

- Jakoś mnie to nie dziwi. Nikt nie był gotowy na taki kataklizm. - Ministerstwo działało jak działało, a raczej nie działało wcale, ale nie uważała, że jest odpowiednią osobą do wydawania osądów. Jeszcze tego brakowała, żeby zaczęła prowadzić jakąś kampanię przeciwko tym, którzy dzierżyli władzę nad czarodziejskim światem, jakby nie miała na głowie wystarczającej ilości problemów.

Sabat faktycznie był pierwszym momentem, kiedy okazało się, że Ministerstwo nie potrafi sobie radzić w dramatycznych sytuacjach, mieli wtedy swoje argumenty, którymi próbowali wybielić swoje działania. Teraz wszystko malowało się dużo gorzej, bo zaczynało im ich brakować. - Weź może się tym zajmij, na pewno znasz się na tym lepiej niż ja, zasiej ziarno, niech ono rośnie, może uda się coś zmienić. - Erik był do tego odpowiednią osobą, miał spore wpływy, jego twarz była znana nie tylko dla lokalnej społeczności, kojarzyli go praktycznie wszyscy czarodzieje w magicznym świecie, kto jeśli nie on nadawał się do tego jeszcze bardziej? No nikt, a nuż uda się coś zmienić. Naprawdę wierzyła, że z koneksjami jego rodziny było to możliwe. Oczywiście, że będzie go wspierać, jeśli postanowi coś zrobić, mogłaby nieco podburzyć lokalne społeczeństwo, to zawsze coś.


- Dzięki! - Rzuciła jeszcze do przyjaciela i sama wzięła się do pracy.

Poprzenosiła krzesła, wydzieliła kilka różnych stref, aby jakoś umiejscowić ludzi w miejscach, w których mogliby znaleźć odpowiednie wsparcie. Wiadomo, że mogliby się tutaj znaleźć poszkodowani w różny sposób. Dobrze byłoby ich jakoś przegrupować. Poszła po koce, które zostawiła na jednym ze stołów. Poprosiła klientów, którzy znajdowali się w środku od rozpoczęcia wydarzeń o zajęcie miejsca przy jednym ze stołów, bo właściwie nic im nie dolegało poza tym, że się bali tego, co działo się na zewnątrz. Przyniosła im zaparzony przed chwilą napar na uspokojenie, wiedziała, że ta herbatka może zdziałać cuda, oczywiście dostarczyła im również czekoladowe ciastka, bo jak wiadomo, czekolada była lekarstwem na wszystkie możliwe troski.

W końcu znowu znalazła się przy Eriku, otaksowała przy tym wzrokiem całe pomieszczenie. Najwyraźniej byli gotowi, aby przyjąć tu jak najwięcej osób. - Myślę, że to będzie działać. - Powiedziała jeszcze cicho do Longbottoma. Wiedziała, że nie może zostać tu zbyt długo, więc przytuliła go jeszcze na odchodne, życzyła mu powodzenia. - Wróć tu nad ranem, podejrzewam, że wszyscy się spotkamy. - Rzuciła jeszcze kiedy odprowadzała go do drzwi.



Koniec sesji

//skrzat półkrwi, gotowanie, tworzenie eliksirów i maści, lojalnośc organizacji
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Erik Longbottom (1624), Nora Figg (2128)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa