Decyzja, którą podjęła wydawała jej się być całkiem racjonalna. Mieli drugiego łowcę w piwnicy, szkoda było nie skorzystać z jego obecności, nawet jeśli nie znajdował się aktualnie w najlepszej formie. W sytuacji, jak ta wypadało sięgać po wszystkie możliwości. Nie mieli ich zbyt wielu, więc nie zastanawiała się nad tym zbyt długo.
Wiele razy zdarzało jej się polować, tropić z bratem. Jedno z tych wyjść zakończyło się jego śmiercią, co nadal ciążyło Yaxleyównie, ale sądziła, że będzie dobrze wrócić do tego, co kiedyś mieli. Nie był to może najlepszy moment, bo Roth powinien najpierw ogarnąć się do końca z tym swoim drobnym uzależnieniem od eliksirów, ale wydawało jej się, że dobrze zrobi mu takie wyjście. Poczuje się przydatny, chociaż przez chwilę. Wiedziała, że ostatnio z tym u niego trudno i trochę brała to na siebie. Odusnęła go latem od swoich problemów, bo nie chciała, aby ponownie stała mu się krzywda, przez nią. Nie miała pojęcia, czy podjęła dobrą decyzję, ale miała dobre intencje, chociaż jak wiadomo dobrymi chęciami jest piekło wybrukowane.
Poszła więc po brata, do tej nieszczęsnej piwnicy, w której go zamknęli. Wypuściła go, informując po krótce dlaczego to robi. Nie miała przy sobie eliksirów, które zapewne aktualnie by go uszczęśliwiły. Nie do końca była w stanie przewidzieć, jak się zachowa, czy potraktuje sprawę poważnie, czy uzależnienie będzie wpływało na niego zbyt mocno. Gdyby coś poszło nie tak... jakoś sobie poradzi. Zdarzało jej się już przecież go pacyfikować, nie obawiała się tego, że może zrobić jej krzywde. W oczach Yaxley Astaroth zawsze był tylko i wyłącznie jej młodszym bratem, nigdy nie był bestią, nawet wtedy gdy zmienił się w wampira. Może było w tym nieco hipokryzji, bo przecież od najmłodszych lat była uczona, aby polować na podobne stworzenia, jednak gdy chodziło o jej rodzinę, to miała nieco inne standardy.
Mieli zacząć przeczesywać las, szukać śladów, znaleźć zaginionych. Nie brzmiało to szczególnie skomplikowanie, robili to wiele razy, wspólnie. Brakowało jej ich współpracy, może był to dobry moment na to, aby do tego wrócić. Starała się jakoś wyczuć jego emocje, nastawienie, nie była jednak do końca pewna, czego powinna się spodziewać. Miała świadomość, że mógł grać, mógł ją oszukiwać, uzależnieni robili naprawdę dziwne rzeczy, aby osiągnąć to, na czym im zależało. Musiała być czujna, aby zareagować, jeśli pojawi się taka potrzeba.
Księżyć oświetlał im drogę, w okolicy było cicho, co jakiś czas mogli usłyszeć krakanie wron, czy innych ptaków, które przerywało tę nie do końca wygodną ciszę. Szli przed siebie, całkiem żwawym krokiem. Nie mogli marnować czasu, bo i tak stracili go zbyt wiele.
- Szukamy dwóch osób, kobiety i mężczyzny. - Wymruczała cicho, chciała przypomnieć mu po co się tutaj znaleźli. - Teleportowali się wbrew swojej woli, nie do końca wiadomo gdzie, to może być ten las. - Ale nie musiał, wolała jednak myśleć, że faktycznie dobrze połączyli kropki i uda im się znaleźć zagubionych, nie powinna nastawiać się na sukces, zważając na czynniki, które się pojawiły, ale czy był sens w poszukiwaniach, jeśli nie miało się chociaż odrobiny nadziei?
- Jak się czujesz? - Spojrzała na brata próbując wyczytać cokolwiek z jego spojrzenia. Musiała o to zapytać, w końcu spędził w piwnicy kilka dni, nie miała pojęcia, jak do końca mogło to na niego wpłynąć. Nie wiedziała, czy będzie z nią szczery, ale miała w sobie odrobinę empatii.