• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 … 5 6 7 8 9 Dalej »
[10.04.72] Proszę dopisać do rachunku - Florence i William

[10.04.72] Proszę dopisać do rachunku - Florence i William
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#1
20.01.2023, 21:10  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.04.2024, 21:56 przez Morrigan.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Florence Bulstrode - osiągnięcie Pierwsze koty za płoty

Florence Bulstrode zazwyczaj była obsesyjnie wręcz punktualna. Na wszelkich umówionych spotkaniach pojawiała się ze zdumiewającą dokładnością równo pięć minut przed wyznaczonym czasem. Chyba że chodziło o dyżury w pracy - na te zwykle przychodziła od pół godziny do kwadrans wcześniej. Tym razem jednak do restauracji na Pokątnej weszła równo o czasie. Przyczyną takiego stanu rzeczy był młody chłopak, który omal jej nie przewrócił i wytrącił jej torebkę z ręki.
Florence była z tego powodu trochę zirytowana. Nie dość, że omal się nie spóźniła, to jeszcze torebka ubrudziła się w błocie, a choć uzdrowicielka wyczyściła ją za pomocą różdżki bardzo starannie (zaklęcia sprzątające i czyszczące miała opanowane tylko trochę słabiej niż te leczące), zerkała jednak wciąż na nią trochę nerwowo, jakby w obawie, że skóra wciąż jest zawilgocona. Tuż przed progiem po raz ostatni upewniła się, że tak, zaklęcie na pewno podziałało, i nie, nie ubrudziła sobie przy okazji niebieskiej, długiej spódnicy ani ciemnego płaszcza
Ktoś mógłby pomyśleć, że taka dbałość o wygląd zwiastuje bardzo ważne spotkanie biznesowe albo wyczekiwaną randkę. Tymczasem chodziło tylko o przyjacielski posiłek ze znajomym, a wszystko, co Florence robiła, było odruchem, tak głęboko w niej zakorzenionym, że chyba nawet nie zdawała sobie z tego sprawy.
- Rezerwacja stolika na szesnastą, na nazwisko Bulstrode – poinformowała jednego z pracowników, rozglądając się z ciekawością. W środku pełno było roślin, a bezpośrednio na jednej ze ścian namalowano malunek, przedstawiający włoskie, nadmorskie miasteczko: pełne kolorowych domów nad brzegiem morza, pośród których roiły się ruchome, ludzkie sylwetki. Restauracja została otwarta niedawno, przy Pokątnej, i zajmowała parter oraz pierwsze piętro budynku. Specjalnie na jej potrzeby na piętrze dobudowano nawet taras, gdzie również wystawiono stoliki, dogrzewane specjalnymi zaklęciami. Z tego, co słyszała, właściciel był Włochem, podobnież jak spora częśc personelu.
Po części dlatego wybrała to miejsce. Mieszkając na Horyzontalnej wszystkie inne knajpy, bary i restauracje w ulicy znała na pamięć i to mimo tego, że rzadko w nich bywała.
Pozwoliła, by pracownik zabrał płaszcz, strzepnęła niewidzialny pyłek z rękawa granatowej koszuli i ruszyła do wskazanego stolika. Nie była pewna, czy William już się pojawił, ale nie byłaby zaskoczona, jeżeli jeszcze go nie było. Prawdopodobnie Florence nie zdenerwowałaby się nawet specjalnie, gdyby Lestrange całkiem zapomniał o spotkaniu – w latach szkolnych miała okazję wyrobić sobie o nim zdanie i była absolutnie pewna, że jakiś ważny eksperyment mógłby go pochłonąć na tyle, aby pomylił godziny, dni, a kto wie, czy nawet nie miesiące.
The Alchemistake
—I am a brain—
The rest of me is a mere appendix
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Naukowiec/Antropolog MM
William zdaje się mieć głowę w obłokach przy swoich 185 centymetrach wzrostu i wiecznie nieobecnym spojrzeniu. Burza kręconych, czarnych włosów wydaje się niezdatna do zaczesania, zazwyczaj towarzyszy jej też lekkie zmarszczenie brwi; w zamyśle, skoncentrowaniu. Skrępowany w towarzystwie mówi zbyt wiele lub za mało. Często zapomina o skarpetkach (czasami nawet o butach) czy jak wiąże sie krawat, nierzadko zapina nierówno koszule (myli guziki). Mówi dość szybko, więc czasami trudno zrozumieć zlewające się ze sobą słowa, ewentualnie nie kończy myśli, więc trzeba go ciągnąć za język.

William Lestrange
#2
21.01.2023, 07:37  ✶  
Bardzo nie chciał się spóźnić.
Dla niego czas nie miał większego znaczenia. Pięć minut w jedną czy drugą, na pewno nie zirytowałby się nawet, gdyby umówiona z nim osoba kazała mu czekać trzydzieści. Zazwyczaj zabierał ze sobą książkę, albo był w stanie zająć się swoimi własnymi myślami na tak intensywnym poziomie, że spóźniona osoba musiała pstrykać mu przed oczyma, aby wybudzać z transu. Nie raz, gdy wychodził jeszcze z Eden lub z ludźmi z konferencji zapisywał ważniejsze myśli na serwetkach, jeżeli akurat nie wziął ze sobą notesu - a to zdarzało się raczej często, bo był osobą mało zorganizowaną i zapominalską. Miał w głowie o wiele większe myśli niż potrzebę zabrania ze sobą czegoś z kartkami lub dopilnowanie czasu wyjścia.
Tym jednak razem to on zaproponował Florence wspólne wyjście, wiedział też, że Bulstrode przykłada do takich rzeczy wagę, więc nie chciał wyjść na niegrzecznego czy ignoranta. Niestety, los bywa złośliwy i tak, jak był gotowy na czas - założył marynarkę w kratę na materiał golfu, który potraktował zaklęciem, aby materiał nie wyglądał na wygnieciony - tak nie mógł nigdzie znaleźć swojej różdżki. Poświecił szukaniu jej więcej czasu, niż sobie tego życzył, bo 'magicznego kijka' nie było nigdzie; w laboratorium, w sypialni, w jadalni, w łazience, w korytarzu, nawet sprawdził w ogrodzie i bibliotece! Ostatecznie skorzystał z sieci Fiuu i po prostu nie wziął różdżki ze sobą, co innego miał zrobić? Wysłać sowę, że nie przyjdzie? To by było gorsze od spóźnienia.
Wszedł do restauracji w widocznym zdenerwowaniu, chociaż były dopiero cztery minuty po godzinie szesnastej. Miał na nosie okrągłe okulary, który zaczynały cisnąć go w uszy, zwłaszcza w jego z nich, ale zignorował to uczucie, uważając uratowanie sytuacji i nie wychodzenie poza pięć minut spóźnienia za ważniejsze. Schował zegarek kieszonkowy do wnętrza marynarki, łańcuszek odpiął mu się od kieszonki, westchnął, ale to też po prostu zignorował, później się tym zajmie.
- A przepraszam, tak, stolik na nazwisko Bulstrode? - zapytał, bo wolał, aby wskazano mu drogę. Jeszcze tego brakowało, aby miotał się pomiędzy stolikami. Wiedział jak Florence wygląda, ale w taki stresie, w jakim aktualnie był wolał nie ufać żadnym ze swoich zmysłów. Podziękował kelnerowi, który wskazał mu kierunek obrzucając go zdziwionym spojrzeniem. William nie zwrócił na to większej uwagi, był przyzwyczajony do zdziwienia skierowanego w swoją stronę lub innych, mniej przychylnych wyrazów. Zaraz był przy stoliku, zmarszczył brwi w przepraszającym geście.
- Naprawdę chciałem być na czas, ale, nie uwierzysz, nigdzie nie mogłem znaleźć różdżki? Będę musiał kupić nową, prawie przekopałem cały ogród, na Merlina. Dobrze, że można użyć jeszcze sieci Fiuu, bo wysyłałbym Ci tu sowę, że się nie pojawię. Mówię, ze nie przejmuję się tym, co o mnie mówią, ale jakbyś się na mnie obraziła to myślę, że bym się przejął, wiesz. No i tak, naprawdę, nie zmyślam. Byłem gotowy na czas - tłumaczył się trochę jak uczeń, który właśnie mówił nauczycielce, że pies zjadł mu pracę domową i zamiast napisać nową starał się ją wydobyć z odmętów żołądka zwierzęcia.
Nie zwrócił uwagi na wystrój restauracji, na obsługę, na nic. Zbyt był przejęty spóźnieniem.


Sometimes, I wonder if I should be medicated;
If I would feel better just lightly sedated
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#3
21.01.2023, 19:01  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.01.2023, 22:52 przez Florence Bulstrode.)  
Florence rzeczywiście zwracała uwagę na punktualność. Przynajmniej własną. Kiedy zbliżała się godzina spotkania, a ona nie była na miejscu, czuła trudny do pokonania niepokój. Jeżeli szło o punktualność osób, z którymi się spotykała… W szpitalu i w przypadku spotkań biznesowych prawdopodobnie spóźnienie by ją zirytowało. Na szczęście dla Williama, raczej dłuższe niż kwadrans, poza tym wobec krewnych i znajomych była trochę bardziej miękka niż dla stażystów albo współpracowników.
Zastał ją pochyloną nad swoją torebką, w której usiłowała ułożyć rzeczy według własnych, wyśrubowanych wymagań. Na blacie leżały już dwie sztuki karty dań, jedna z nich otworzona na daniach wegetariańskich. Florence nie wyglądała na szczególnie rozzłoszczoną tymi pięcioma minutami, a irytacja, jaką odczuwała z powodu wypadku przed knajpą, powoli już ustępowała.
- Dobry wieczór – powiedziała, unosząc głowę znad torby, kiedy się pojawił. Jej wargi drgnęły w mimowolnym uśmiechu, wywołanym głównie tłumaczeniami, które bardzo przypominały jej pewnego studenta, usiłującego wyjaśnić, dlaczego nie pojawił się na teście. – Spokojnie, Williamie, nie czekam długo. Sama dopiero przyszłam, jakiś chłopak wytrącił mi przed restauracją torebkę i pozbieranie rzeczy trochę mi zajęło. Czyżbyś rozmawiał z moimi stażystami i dotarły do ciebie plotki, że za spóźnienie karam szybko i okrutnie?
To nawet była prawda. Acz dotyczyła głównie wykładów. I nieodmiennie praktyk, bo o ile mogła jeszcze podarować jednorazowe spóźnienie na wykład, o tyle na zajęcia praktyczne, gdzie czekał pacjent, już absolutnie nie.
Zlustrowała go uważnym spojrzeniem, na chwilę zatrzymując spojrzenie na uchu.
- Gdybyś faktycznie musiał ją kupować, mogłoby to być trochę problematyczne, słyszałam, że ktoś włamał się do Ollivanderów i zniszczył mnóstwo produktów – stwierdziła. Sama mieszkała tuż za rogiem, na Horyzontalnej, nawet więc jeżeli nie bratała się jakoś szczególnie z sąsiadami, to gdy robiła zakupy albo szła do pracy, niektóre plotki docierały do jej uszu. Na całe szczęście, Williama nie czekała wyprawa do zakładu. – Masz różdżkę za uchem – uświadomiła go, chyba niezbyt tym zaskoczona.
Odłożyła torebkę obok siebie i kiedy Lestrange usiadł, przyciągnęła do siebie kartę dań. Królowały oczywiście makarony, chociaż nie brakowało też sałatek, także o tajemniczo brzmiących nazwach, być może zawierających typowo włoskie, magiczne rośliny, znalazła się też pizza, kluski gnocchi, zupa minestrone czy ryżowe kulki z nadzieniem. Oraz – rzecz jasna – mnóstwo win.
-  Muszę przyznać, że nazwy większości tych dań nic mi nie mówią – dorzuciła jeszcze, odwracając głowę do kelnera i ostatecznie zamawiając sałatkę. Uznała ją za stosunkowo bezpieczny wybór, bo zazwyczaj unikała mięsa, zarówno ze względów zdrowotnych, jak i dlatego, że ot niezbyt za nim przepadała, odkąd ojciec zabrał ją na farmę, gdy miała dziesięć lat i odkryła, że królik na talerzu to ten sam królik, który biega po podwórku…
The Alchemistake
—I am a brain—
The rest of me is a mere appendix
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Naukowiec/Antropolog MM
William zdaje się mieć głowę w obłokach przy swoich 185 centymetrach wzrostu i wiecznie nieobecnym spojrzeniu. Burza kręconych, czarnych włosów wydaje się niezdatna do zaczesania, zazwyczaj towarzyszy jej też lekkie zmarszczenie brwi; w zamyśle, skoncentrowaniu. Skrępowany w towarzystwie mówi zbyt wiele lub za mało. Często zapomina o skarpetkach (czasami nawet o butach) czy jak wiąże sie krawat, nierzadko zapina nierówno koszule (myli guziki). Mówi dość szybko, więc czasami trudno zrozumieć zlewające się ze sobą słowa, ewentualnie nie kończy myśli, więc trzeba go ciągnąć za język.

William Lestrange
#4
26.01.2023, 22:02  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.01.2023, 22:04 przez William Lestrange.)  
Z tego wszystkiego zapomniał się nawet przywitać, ale nic straconego, przecież zawsze może to nadrobić, prawda? Pozwolił sobie na chwilę odpoczynku nim dopadł do karty dań, chociaż jego towarzyszka już ją przeglądała. Zapewne w spokojnym lustrowaniu opcji pomagał jej fakt, że nie biegała przez ostatnie pół godziny albo i czterdzieści minut jak kurczak bez głowy starając się znaleźć jeden z najważniejszych przedmiotów codziennego użytku.
- Dobry wieczór - odparł, przymykając oczy i siląc się na spokojny ton. Wypuścił przy tym powietrze, głównie dlatego że był niesamowicie zmachany, dopiero teraz zaczynało do niego dochodzić jak mocno płoną mu policzki oraz jak ciepło zrobiło mu się w nałożonych ubraniach. Rozpiął marynarkę pozwalając materiałowi ułożyć się po bokach tułowia.
- Mam ją za... ? - nie dokończył tylko poczęstował oczy Bulstrode kwaśnym, zawstydzonym grymasem. Pomimo takiej reakcji nie wyglądał na zaskoczonego, wymsknęło mu się kolejne westchnienie - To dlatego tak bardzo uwierały mnie okulary - mruknął, chyb bardziej do siebie sięgając po wspomnianą różdżkę i ściągając też szkła korekcyjne, rozmasował skronie marszcząc przy tym lekko brwi i kładąc ściągnięte z siebie przedmioty na stole.
Kiedyś zgubi głowę. Albo rękę. Będzie robił eksperyment, w którym sprawdzi, czy ta może funkcjonować bez reszty jego ciała i dłoń po prostu ucieknie, był tego pewien - tak, być stąd właśnie wzięła się znana ręka Addamsów.
- No co ty mówisz? Nikt nie ucierpiał? Znajomy z Ravenclawu pracuje w sklepie, Fergus. Nie wiem czy go kojarzysz, zaczynał Hogwart, wtedy gdy ty kończyłaś - odparł nagle, zupełnie jakby normalnym dla niego było pamietanie imion ludzi, ich zawodów i miejsc pracy. Zachował się przy tym tak naturalnie, że wydawało się to podejrzane, ale w prawdzie po prostu miał dobrą pamięć do ludzi, z którymi spędził trochę więcej czasu, a nie było ich znowu tak dużo.
Nie zdążył nawet podnieść karty da, a kelner pojawił się przy ich stoliku.
- Eee, tak, już, tak - podniósł menu chaotycznie, nie zwracając uwagi, że jest do góry nogami, bo nawet nie miał zamiaru go czytać. Wrócił spojrzeniem na kelnera - Carbobare i duży kieliszek Cabernet Sauvignon ... - dopiero teraz ogarnął restaurację spojrzeniem, zatrzymując się na wąsatym mężczyźnie, który odbierał zamówienie. Tak, definitywnie byli we włoskim miejscu, nie wypadało prosić o francuskie wino - Toskańskiego, dziękuję. - zakończył i odłożył kartę, niby nigdy nic.
Jak na człowieka, który poświęcał się w pełni nauce i swoje dnie spędzał w pracowni bardzo dobrze znał się na winach. Wiedzę poszerzył mu fakt, że magisterium uzdrowicielskie odebrał we Francji i też tam odbył swój miesiąc miodowy. Przebywanie z Eden poszerzyło mu gamę znajomości różnych alkoholów i dań, bo siłą rzeczy widział je w kartach dań. Fakt, zapamiętał tylko pare, te które najbardziej mu smakowały.
Poczekał aż kelner odejdzie, odprowadził go nawet wzrokiem.
- Trzeba było mu powiedzieć, że potrzebujesz jeszcze chwili, może udałoby mi się coś polecić - odparł jeszcze, trochę niepewnie, jakby nie wiedząc, czy powinien się w ogóle do tego wtrącać - Europejska strona morza śródziemnego, jeżeli mówimy o południu Francji i Włoszech ma dość ciekawe opcje, chociaż żeby faktycznie poczuć różnicę trzeba by było faktycznie tam pojechać, byłaś kiedyś? - zagadnął, bo był to jeden z niewielu tematów, który nie był związany z praca, o którym mógł powiedzieć pare słów.


Sometimes, I wonder if I should be medicated;
If I would feel better just lightly sedated
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#5
27.01.2023, 16:21  ✶  
- Tak, to mógł być powód – przyznała Florence lekko, nie okazując ani trochę zaskoczenia. Może byłaby zdumiona takim stanem rzeczy, gdyby nie pamiętała Williama ze szkoły. Nie był zresztą jedynym znanym jej Krukonem, który sprawiał wrażenie, jakby mógł wybiec z domu bez głowy, gdyby tylko ktoś wymyślił sposób na to, aby stało się to możliwe.
- Nie znam szczegółów, ale chyba do zdarzenia doszło nocą, więc wątpię, żeby ktoś został ranny. Hm… nie, chyba go nie kojarzę. – Florence zamyśliła się na moment, robiąc przegląd znanych sobie Krukonów. Kojarzyła właściwie każdego, kto był w Ravenclawie dwa – trzy lata wyżej i dwa – trzy lata niżej, ale już ci, którzy przyszli do szkoły, kiedy sama była na szóstym lub siódmym roku, zlewali się w jej pamięci w bezimienną masę dzieciaków. Skupiała się wtedy na nauce jeszcze bardziej niż wcześniej i nie zwracała na nich wielkiej uwagi, póki jakiś nie utknął pod Pokojem Wspólnym. – Obecną różdżkę kupowałam, zdaje się, od jego ojca albo wuja. Notabene właśnie z włosem jednorożca, a ponoć tych najwięcej zniszczono.
Nie miała pojęcia, że w celu kradzieży tych właśnie różdżek. Ot dotarła do niej plotka od sąsiadki, która chciała kupić dziecku nową różdżkę. Sama Florence miałaby pewnie problem, bo jakoś uparcie te z włóknem ze smoczego serca nie chciały zbytnio na nią reagować.
I to mimo tego, że kiedyś ktoś podrzucił jej do gabinetu rysunek jej samej jako smoczycy.
(Autor mógłby się bardzo zdziwić, że starannie oprawiona ilustracja trafiła do jej pokoju. Florence doceniała sztukę, a ktoś miał prawdziwy talent.)
- Hm? Ach, nie, nie o to nawet chodzi. Po prostu raczej unikam mięsa – przyznała. Dlatego wybrała pozycję, która wnioskując po opisie na pewno go nie zawierała. Nie chciała ryzykować, że do jakiegoś makaronu dorzucą jej kurczaka albo o zgrozo, wołowinę. – Póki go nie ma, jestem raczej mało wybredna, a ta brzmi całkiem dobrze. We Włoszech nie byłam nigdy, we Francji kilka miesięcy. Robiłam część stażu w tamtejszym szpitalu. Może nawet rozważyłabym zostanie, ale francuski to koszmarny język.
Pokonał ją z kretesem, a Florence niechętnie uznawała porażkę. Chociaż tak naprawdę pewnie nie wytrzymałaby we Francji na stałe. Paryż pod wieloma względami wydawał się jej ciekawszy niż Londyn, ale tęskniłaby za braćmi.
- Dobrze kojarzę, że twoja rodzina ma tam korzenie? – dopytała jeszcze, bo jedna z jej ciotek poślubiła Lestrange’a, a potem ich córka wyjechała edukować się właśnie we Francji. Jak wyjaśniała ciotka, po części ze względu na rodzinne tradycje. – Przemyślałeś sprawę asystenta? – dorzuciła jeszcze, trochę faktycznie ciekawa, jak dalej potoczą się prace Williama nad eliksirem, trochę z grzeczności.
The Alchemistake
—I am a brain—
The rest of me is a mere appendix
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Naukowiec/Antropolog MM
William zdaje się mieć głowę w obłokach przy swoich 185 centymetrach wzrostu i wiecznie nieobecnym spojrzeniu. Burza kręconych, czarnych włosów wydaje się niezdatna do zaczesania, zazwyczaj towarzyszy jej też lekkie zmarszczenie brwi; w zamyśle, skoncentrowaniu. Skrępowany w towarzystwie mówi zbyt wiele lub za mało. Często zapomina o skarpetkach (czasami nawet o butach) czy jak wiąże sie krawat, nierzadko zapina nierówno koszule (myli guziki). Mówi dość szybko, więc czasami trudno zrozumieć zlewające się ze sobą słowa, ewentualnie nie kończy myśli, więc trzeba go ciągnąć za język.

William Lestrange
#6
03.02.2023, 01:04  ✶  
Zmarszczył niejako brwi, słysząc jakie przedmioty w większości ucierpiały. Od razu pomyślał o właściwościach, jakie posiadał wymieniony przez Florence rdzeń, ale właściwie bardzo szybko uciął tę myśl. Nie był ekspertem, więc też nie było sensu nad tym aż tak głęboko się zastanawiać.
- To ciekawe, że akurat te - wyznał jedynie - umysł każe mi się zastanawiać, co mogło być tego powodem, ale mam za malo faktów i wiem niewystarczająco dużo o różdżkach, aby był sens nad tym dywagować - przyznał, bez ogródek. William nie uważał się za eksperta, właściwie, w niczym. W swojej dziedzinie wiedział dużo, być może więcej niż inni eliksirotwórcy, ale nigdy nie połasiłby się na stwierdzenie, że wiedza w jednym zakresie czyni go alfą i omegą w każdej innej. Jego mózg działał sprawnie, z tego zdawał sobię sprawę, ale stwierdzenie 'nie wiem' było mu chyba o wiele bardziej znajome niż 'tak, doskonale się na tym znam'. Uważał pewność siebie w takich kwestiach za pewien rodzaj zuchwałości, takiej, która mogła prowadzić do łatwego potknięcia się na faktach, których przez zbyt wysokie unoszenie podbródka się nie zauważyło. Zdawanie sobie sprawy ze swojej niewiedzy mogło prowadzić do pięknych efektów, do sięgnięcia po książkę lub inne źródła i rozwinięcie tematu, zainteresowanie się nim. Postawę, w której ktos chciał być widziany jako 'wiedzący wszystko' uważał za najwyższy przejaw głupoty.
- Jest trochę opcji pasty bez mięsa - wyznał, ale nie zamierzał kontynuować tematu. Zaraz przyniesiono im napoje, jakie zamówili.
- Jest dość skomplikowany, to fakt, mało instynktowny i niezbyt logiczny. Angielski bardzo dużo zawdzięcza francuskiemu, ale jednak poszedł w wiele uproszczeń, których osobiście jestem fanem. Po używaniu francuskiego przez pięć lat zdążyłem się jednak przyzwyczaić - przysunął do siebie kieliszek z winem, ale jeszcze się go nie napił, jedynie przytrzymał podstawkę palcami, jakby musiał coś zrobić z rękoma.
- I tak, uczyli mnie w domu francuskiego, dlatego magisterium we Francji nie bylo jakimś wielkim wyzwaniem. W sensie, że językowo, nie że ogólnie - uniósł jeden kącik ust, w lekkim zakłopotaniu. Gdyby studia nie były dla niego jakimkolwiek wyzwaniem, to w ogóle by na nie nie poszedł. Głównie dlatego wybrał zagraniczną szkołę, która stała o wiele lepiej w rankingach i opiniach niż te, które mieli w Anglii - chociaż tym też nie mógł odmówić profesjonalizmu, ostatecznie.
- Emm...- zaczął i chyba nawet nie musiał kończyć, bo z wydanego przez niego dźwięku na pewno dało się wywnioskować, że niezbyt skupił się na tej sprawie - będąc szczerym, nie, niezbyt. Mam pewne obawy, ze wyniknęłoby z tego więcej problemów. Pracuję w domu, Eden musi mieć wszystko poustawiane w odpowiedni sposób, już o gosposie mieliśmy pewne spory, bo to obca osoba w tak prywatnym miejscu, a no. Ja nie przepadam za wyzyskiwaniem skrzatów domowych, nie uważam, że jakiekolwiek stworzenie istnieje, aby służyć komuś innemu, ale no, do rzeczy, em, nie. Nie jestem pewien co do tego asystenta - wyrzucił z siebie bardzo dużo informacji, w bardzo chaotycznej wypowiedzi, a w jego spojrzeniu dało się dostrzec cień skrepowania. Nigdy nie był dobry w myśleniu nad tym, jak sklecić wypowiedź, więc często słowa wylatujące z jego ust brzmiały niesamowicie pokracznie, jakby chciał podzielić się sporą ilością faktów, ale jednocześnie nie do końca chciał w ogóle o tym mówić.
Chciał o coś zapytać Florence, ale aktualnie wyleciało mu to z głowy. Wbił spojrzenie w srebrną zastawę, starając się sobie przypomnieć, o co takiego mogło chodzić.


Sometimes, I wonder if I should be medicated;
If I would feel better just lightly sedated
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#7
04.02.2023, 13:56  ✶  
- Myślę, że jest to coś, nad czym zastanawiają się teraz Brygadziści – odparła Florence, bo sama faktycznie nawet nie próbowała dywagować na temat powodów. Ostatecznie, to nie była jej sprawa i za mało wiedziała, więc w tej kwestii podchodziła do tego podobnie do Williama. Chociaż w innych miewała skłonności do nieco nadmiernej pewności i pewnie w dziedzinie łamania klątw byłaby skłonna oświadczyć „tak, doskonale się na tym znam”.
Pośród grzechów głównych pycha zdecydowanie była jej najbliższym.
- Dobrze to ująłeś. Mogłabym wybaczyć mu, że jest mało instynktowny, ale już nie ten brak logiki. Mam wrażenie, że ludzie tworzący ten język skupiali się głównie na tym, żeby jak najładniej brzmiał, a nie służył do przekazywania komunikatów – stwierdziła Florence, beztrosko ignorując choćby fakt, że właściwie ilość akcentów i gwar sprawiała, że czasem ktoś z jednej części Anglii za nic nie mógł zrozumieć kogoś z innej. Co poradzić – miała osobisty uraz do języka francuskiego, ponieważ nie zdołała go opanować.
Sięgnęła po przyniesiony kieliszek, by upić łyk wina. Nie była specjalnym znawcą, mogła jednak ocenić je jako „dobre”. Czasem podejrzewała, że ilość kawy, wypijanej przez i po dyżurach, upośledziła jej na dobre zmysł smaku.
- Pozostaje więc pewnie faktycznie jakaś współpraca z kimś z zewnątrz – podsumowała jego wywód, bo może i był chaotyczny, ale wyłonienie z niego rdzenia czyli „asystent to obcy człowiek w domu i to może być kłopotliwe” nie okazało się specjalnie problematyczne. I nawet mogła to zrozumieć, bo prawdopodobnie gdyby przyszło jej zatrudnić sprzątaczkę, potem irytowałaby się, że nic nie jest zrobione należycie. – Wiesz, w przypadku skrzatów, musiałbyś najpierw przekonać nie innych czarodziejów, ale je, że nie istnieją, żeby służyć. Podejrzewam, że większość byłaby oburzona. One chyba są nieszczęśliwe, jeżeli nie mają panów?
Florence nigdy nie poświęcała skrzatom wiele myśli. Na pewno nie chciałaby, żeby jakikolwiek przytrzaskiwał sobie uszy za pomocą drzwiczek piekarnika z jej powodu, ale nie wpadłaby też na to, aby walczyć o ich prawa. Jeśli zastanowiłaby się nad tym głębiej, mogłaby nawet uznać ideę ich uprawnienia za nieco przerażającą, bo zasadniczo większość skrzatów była potężniejsza niż czarodzieje.
Ich ograniczenie stanowiła zwykle sama magia, wiążąca posłuszeństwem i sprawiająca, że same pragnęły pracować.
W tej chwili jednak jeszcze nie doszła do takich wniosków – pomyślała tylko, że pomijając sprzeciw czystokrwistych wobec idei Williama, największymi opozycjonistami wobec takiego stwierdzenia byłyby same skrzaty.
Kelner pojawił się znowu, tym razem przynosząc zamówiony posiłek. Sałatka Florence wyglądała całkiem apetycznie i zawierała między innymi jarmuż oraz brukselki. Bulstrode sięgnęła po widelec, ale zanim nabrała warzyw, zmarszczyła czoło, tknięta nagłą myślą: gdy William przyszedł, kończyła porządkować rzeczy w swojej torebce…
…zaraz, czy czegoś tam nie brakowało…
The Alchemistake
—I am a brain—
The rest of me is a mere appendix
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Naukowiec/Antropolog MM
William zdaje się mieć głowę w obłokach przy swoich 185 centymetrach wzrostu i wiecznie nieobecnym spojrzeniu. Burza kręconych, czarnych włosów wydaje się niezdatna do zaczesania, zazwyczaj towarzyszy jej też lekkie zmarszczenie brwi; w zamyśle, skoncentrowaniu. Skrępowany w towarzystwie mówi zbyt wiele lub za mało. Często zapomina o skarpetkach (czasami nawet o butach) czy jak wiąże sie krawat, nierzadko zapina nierówno koszule (myli guziki). Mówi dość szybko, więc czasami trudno zrozumieć zlewające się ze sobą słowa, ewentualnie nie kończy myśli, więc trzeba go ciągnąć za język.

William Lestrange
#8
12.02.2023, 03:55  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.02.2023, 03:56 przez William Lestrange.)  
Miał kompletny bałagan w głowie, jeżeli chodziło o zatrudnianie kogokolwiek jako asystenta. Szczerze nie wyobrażał sobie swojej współpracy z kimkolwiek, chyba, że dana osoba byłaby tak samo oddana nauce, aby mogli się zrozumieć. Z Castielem definitywnie mogłby pracować, może i by mieli sprzeczki od czasu do czasu, ale przynajmniej zależałoby im na osiagnięciu wspólnego calu. A szukać nieznajomej osoby, przeprowadzać rozmowę 'o pracę'? Nawet wizja tego przedsięwzięcia przyprawiała go o dreszcze.
Wydawało mu się też, że kompletnie zapomiał po co jest mu ten asystent. Mógł wyłowić jakieś pokłosie wspomnień z balu, gdy rozmawiali o tym z Florence, wpierw popijając wino, a potem tańcząc. Chyba chodziło o kwestię eliksiru - jego sprzedaży, oraz ogólnej organizacji pracy.
Podrapał się po policzku, w widocznym skrępowaniu świdrując spojrzeniem srebrne sztućce.
- Na to wychodzi - nie chciał marudzić, chociaż pierwszą myślą jaka przyszła mu do głowy była 'to by znaczyło, że musiałbym wychodzić częściej z domu lub nie zapominać o datach, co za męczący proces'; zatrzymał ją dla siebie, woląc nie myśleć nad tym, jaką odpowiedzią obdarzyłaby go Bulstrode.
- Chyba, ym, wypadałoby popytać znajomych lub współpracowników. Mogę zapytać Perseusa, albo kogoś z ministerstwa, kontaktują się czasami ze mną, jak chcą żebym spojrzał na ciała - wyjaśnił po krótce - Ktoś z polecenia chyba zawsze będzie lepszy niż strzał w ciemno. No i, w międzyczasie, postaram się napisać do Lupinów, mówiłaś, że ta dziewczyna, Klotylda? Nie, nie, to było na 'C', Celina? Carolina? Cecylia? Znalazłem niektóre z jej artykułów naukowych, mam wrażenie, że poza samym eliksirem na nocną marę, moglibyśmy sie dogadać w innych kwestiach - wyłożył swoje myśli, znów dość chaotycznie, ale zorientował się już, że ten fakt nie był dla rozmówczyni nazbyt trudny do zgryzienia, więc po prostu przestał się zastanawiać nad formą tego, co z siebie wyrzuca.
Pomyślał przez chwilę nad jej wypowiedzią o skrzatach domowych. Faktycznie, zazwyczaj nie wypadało pomagać tym, ktorzy tej pomocy nie chcieli, ba, nawet nie dało się pomóc tym, którzy pomoc odrzucali. Westchnął pod nosem, wyraźnie zmartwiony swoim własnym tokiem myślowym, bo temat skrzatow domowych był dla niego istotny, tak samo jak dłuzej skupił się na rebelii goblinów czy, chociażby kontaktach czarodziejów z centaurami, jak jeszcze był w Hogwarcie i 'liznął' te tematy. Od zawsze panowała w nich jedna tendencja - przede wszystkim czystokrwiste rody, chciałby podporządkować sobie wszystko i wszystkich, bez wyjątku. Aktualna sytuacja, głośny artykuł o Voldemorcie z zeszłego roku, to wszystko jakoś sie ze sobą zazębiało w głowie Willa, po prostu nie był jeszcze pewien do jakiego wniosku nalezało dość.
- Niby nie da się pomoc komuś, kto tej pomocy nie chce, ale wydaje mi się, że to ten sam dylemat, co przy ptakach wychowanych w niewoli. Nie wiedzą nawet jak piękna może być wolność i lot pośrod natury, bo całe życie spędzają w klatkach, karmione i doglądane. Nie znaczy to, że taka kolej rzeczy jest poprawna - wyjaśnił swój punkt widzenia i co mierzi go w całej sytuacji, a raczej postarał sie, bo w jego głowie obrazy układały się płynnie z myślami, gdy mówił słowa były nieposłuszne, plątały się ze sobą i nie brzmiały tak dobrze, jak powinny.
Przerwali dyskusje, aby pozwolić kelnerowi ułożyć potrawy na stole. Makaron parował przyjemnie, a gdy jego zapach dotarł do nozdrzy Williama, ten uświadomił sobie, że jest to pierwszy posiłek, który będzie dziś konsumował. Cóż, wrócił myślami do zatrudnienia asystenta, bo burczący żołądek definitywnie się tego domagał. Zanim jednak zdążył dobrze zająć się swoją potrawą, jego towarzyszka skupiła się na wnętrzu swojej torebki, a Lestrange'owi rzuciły się w oczy zielone warzywa, przypominające kształtem małe, kuliste zawiniątka na jej talerzu. Utkwił w nich spojrzenie, nagle czując się nieswojo. Przełknął ślinę, przesunąwszy kieliszek z winą w swoją stronę, jakby brokuły miały wstać z talerza, podejść do naczynia i próbować wypić jego zawartość.
Na bladą twarz wpłynął grymas, gdy mężczyznę oblał zimny pot - irracjonalny strach. Co jeżeli brukselki doszły już do tego punktu w rozwoju, że były świadome swojej sytuacji? Tego, że ktoś się zaraz w nie wgryzie i dokończą żywota w sokach trawiennych? Okropna śmierć.
Poruszył się niespokojnie, jakby chciał wstać od stołu, ale ostatecznie po prostu podniosł kieliszek do ust zwilżając je winem - wziął spore dwa łyki, czując gorzkość czerwonego alkoholu na podniebieniu.
- C-czy te brokuły są ugotowane? - zapytał, trochę lękliwie, jakby od tego miało zależeć ich życie. Jeżeli ktoś zafundował warzywom gorącą kąpiel, prawdopodobieństwo, że były świadome, było raczej małe. Przez to wszystko musiał trochę bardziej się spiąć, aby nie dać staremu nawykowi zająkiwania się na początku wypowiedzi, wpłynąć na kolejne słowa.
Przez to wszystko, nie zapytał nawet Bulstrode, dlaczego ta tak bardzo skupiła się na zawartości swojej torebki. Zresztą, nawet jeżeli nie czułby się niekomfortowo przez zielone, kuliste warzywa zagłady, to i tak nie wydało by mu się to aż tak istotne, w końcu mogła tam szukać wszystkiego - od lusterka, szminki, przez różdżkę po notatnik.


Sometimes, I wonder if I should be medicated;
If I would feel better just lightly sedated
Dama z Lumos
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Kasztanowe włosy zwykle ma ciasno spięte, odsłaniając bladą, trochę piegowatą twarz. Oczy ma jasne, o uważnym spojrzeniu. Około metr sześćdziesiąt dziewięć wzrostu.

Florence Bulstrode
#9
12.02.2023, 11:44  ✶  
Florence nie potrafiła odczytać myśli Williama. Gdyby było inaczej, może uznałaby, że jego problem polega na tym, że z jednej strony ma ogromne ambicje – do przeprowadzania projektów, których nie jest w stanie udźwignąć jedna osoba, a z drugiej – absolutnie nie umie pracować w grupie. Niestety, nawet ktoś tak zadaniowo nastawiony do życia jak ona, nie miał żadnej podpowiedzi, jak zaradzić na ten stan rzeczy. Poza współpracą z apteką, którą już zasugerowała, ale i tu nie była pewna, czy to dobry pomysł.
- Zdaje się, że Cecily – sprostowała, ani trochę nie zaskoczona, że Lestrange nie zapamiętał imienia, za to artykuły już owszem. – Tu ciężko mi odpowiedzieć, jak wspominałam, lepiej znam jej braci, bo obaj pracują w Mungu. Ale skoro to ich rodzina wynalazła eliksir tojadowy, pewnie tematów wam nie zabraknie, mają też doświadczenie.
I prawdopodobnie umieli współpracować, przynajmniej w obrębie własnej rodziny.
- Czy w takim razie zamiast rezygnować z pomocy skrzata, nie powinieneś postąpić wręcz odwrotnie? – spytała Florence z zastanowieniem, kiedy mężczyzna wyjaśnił swoje poglądy. Nie, nie do końca popierała to, co myślał William na temat skrzatów. Ostatecznie była rezultatem wielu pokoleń starannego chowu i wychowania czystokrwistych, nawet jeśli po II wojnie – w obu światach – pewne rzeczy zaczęły się zmieniać i jej zachowania oraz decyzje i tak nieraz szokowały babkę, ale to nie oznaczało, że stała się rewolucjonistką.
Nawet jednak jeśli wątpiła, by Lestrange miał rację, była skłonna potraktować go poważnie, bo ostatecznie – kto wie. Przeszło jej przez myśl, że pewnie kiedyś biali ludzie też sądzili, że ci czarni są stworzeni do niewoli, a przecież ciężko o większą bzdurę.
- Mam na myśli próbę oferowania skrzatom zatrudnienia w zamian za wynagrodzenie i jakiś dzień wolny, dopóki któryś nie przyjmie oferty – dodała, sięgając po talerz i nabierając warzyw na widelec. Brała niewielkie kęsy, głównie po to, by móc w miarę szybko je przełknąć, co nie uniemożliwiało rozmowy. – Czy skrzat pracujący w ramach takiej umowy nie byłby większą zmianą niż niezatrudnianie skrzatów? Ostatecznie co miałyby ze sobą zrobić, gdyby nagle czarodzieje już ich nie chcieli, a one chcą pracować? Dodatkowa zaleta sytuacji jest taka, że jeśli by się to udało, twojej żony nie denerwowałaby już gosposia.
Oczywiście, podejrzewała, że znalezienie takiego skrzata było przedsięwzięciem trudniejszym niż wprowadzenie na rynek eliksiru na nocną marę i zajmie lata. Trzeba było spróbować albo znaleźć skrzata zwolnionego ze służby, zanim zrobią to inni i jeszcze przekonać go, że przyjęcie pieniędzy to nie wstyd (albo że praca u tak zacnej rodziny przewyższy ten wstyd). Albo spróbować zabrać go wcześnie z hodowli i od początku namawiać na przyjęcie zapłaty… Taka idea nigdy nie przyszłaby jej do głowy sama z siebie, gdyby nie słowa Lestrange'a o niewoli.
Zamyślona nad tym zagadnieniem, nad zawartością torebki i skupiona na talerzu, nie od razu zauważyła, że z Williamem coś jest nie tak.
- Hm? Tak, oczywiście. Bardzo smaczna – zapewniła, unosząc na niego wzrok. – Wszystko w porządku, Williamie? Może chcesz wyjść na powietrze? – zapytała, kiedy wprawne oko uzdrowicielki wychwyciło objawy wskazujące na to, że jest mu trochę słabo.
A potem jej też zrobiło się trochę słabo, bo nagle poskładała sobie w głowie, dlaczego ciągle miała wrażenie, że w torebce ułożyła coś nie tak.
- Och – wymamrotała, zamierając z widelcem. Odłożyła go i znowu zajrzała do torebki. – Do licha. Zanim tu przyszłam, ktoś wytrącił mi torebkę z ręki… i albo ukradł sakiewkę, albo jej nie podniosłam z ulicy.


The Alchemistake
—I am a brain—
The rest of me is a mere appendix
wiek
30
sława
IV
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Naukowiec/Antropolog MM
William zdaje się mieć głowę w obłokach przy swoich 185 centymetrach wzrostu i wiecznie nieobecnym spojrzeniu. Burza kręconych, czarnych włosów wydaje się niezdatna do zaczesania, zazwyczaj towarzyszy jej też lekkie zmarszczenie brwi; w zamyśle, skoncentrowaniu. Skrępowany w towarzystwie mówi zbyt wiele lub za mało. Często zapomina o skarpetkach (czasami nawet o butach) czy jak wiąże sie krawat, nierzadko zapina nierówno koszule (myli guziki). Mówi dość szybko, więc czasami trudno zrozumieć zlewające się ze sobą słowa, ewentualnie nie kończy myśli, więc trzeba go ciągnąć za język.

William Lestrange
#10
12.02.2023, 19:47  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.02.2023, 19:49 przez William Lestrange.)  
Musiał przyznać, że na tyle bulwersowała go kwestia zniewolenia skrzatów, ba fakt, że większość czarodziejów uważała, iż ich powinnością w życiu jest służyć, że nawet nie zastanowił się nad logiczniejszym rozwiązaniem. Głównie, dlatego że ostatnie lata spędził na zażartych kłótniach (głownie z żoną), że tych stworzeń nie powinno się w tak bestialski sposób wykorzystywać.
- Nie udało mi się dojść do takich wniosków, aczkolwiek - zaznaczył, a nawet podkreślił, jakby sam przed sobą potrzebował się usprawiedliwić, dlaczego tak proste rozwiazanie przeleciało mu obok głowy - muszę przyznać, że z powodu wszystkich batalii, które odbyłem z Eden na temat nie posiadania skrzata, aby go nie wyzyskiwać oczywiście, ostatecznie po prostu osiadłem na laurach ciesząc się, że mamy gosposię. Teraz jak o tym wspominasz, to chyba przekonanie jej, Eden, nie gosposi, że moglibyśmy skrzatowi płacić zajęłoby kolejne pięć lat i na samą myśl aż mnie mrozi - wypowiedział to wszystko bez przefiltrowania słów, które, zaraz wróciły i uderzyły w niego rykoszetem.
Właściwie dlaczego zwierzał się komukolwiek w taki sposób ze swojego życia małżeńskiego? Przecież nie chciał pokazywać żony w złym świetle... ale czy mówienie o jej zdaniu na temat skrzatów było negatywne, a nie po prostu neutralne? Był skonfundowany swoją reakcją na własną wypowiedź. Zazwyczaj nie miał problemu z przedstawianiem faktów, takimi, jakimi były, dlaczego teraz czuł, że wypowiedziane zdania na temat blondynki były podszyte niechęcią, wręcz prześmiewczością? Nigdy nie potrzebował wbijać nikomu jadowitych szpil, definitywnie nie za jego plecami. Uświadomił sobie w tym momencie jedną, bardzo istotną kwestię - co jeżeli Eden rozmawiała o nim w ten sposób od tygodni? miesięcy? Nie, na pewno nie. Przecież chciała, aby ich małżeństwo wychodziło na idealne. Za rzadko wychodził do ludzi, aby wiedzieć jak z nimi rozmawiać oraz, co komu może powiedzieć. Acz, czy Florence naprawdę byłaby osobą zamierzającą plotkować o życiu małżeńskich państwa Lestrange? Szczerze w to wątpił, a przynajmniej miał nadzieję, że tak się nie stanie. Nie był też pewien dlaczego tak bardzo uderzyły go własne słowa, co było złego w tym, że się żalił? Eden by się to nie spodobało? Mogła o tym pomyśleć zanim zwymyślała go na balu, a potem tańczyła z pierwszym, lepszym chłopem. Cóż, William nie wiedział, że uczucie, które nim kierowało nazywało się zazdrość, że skierowane do Florence słowa, pod płachtą tematu skrzatów, dowodzą temu, że zależy mu na relacji z żoną, ale jest w niej zagubiony i nie wie w jaki sposób pogodzić bycie sobą oraz dobrym mężem dla byłej Panny Malfoy, w jednym.
Spojrzał na swój makaron, zniechęcony do jedzenia, bo przez skonfundowanie i zbyt dużą ilość emocji towarzyszącym tematowi skrzata czy małżeństwa żołądek mu się ścisnął, odwrócił na pięcie i odwrócił o sto osiemdziesiąt stopni uznając, że woli dzisiejszego dnia zostać pusty.
- Nie żeby się nam jakoś źle układało - skłamał i poczuł się jeszcze gorzej, było to po nim widać - ot, po prostu wolę czekać na jej zgodę niż podejmować samemu decyzję, a są kwestie, w których nie lubię kompromisów - było ich stosunkowo mało, głównie dlatego się przy nich upierał.
Poczuł, że tymi słowami jako-tako załagodził wyrzuty sumienia, jakie sobie zafundował przez negatywniejszą opinię na temat żony, więc wziął w dłoń srebrny widelec oraz łyżkę, zaczynajac zakręcać makaron obtoczony w jajeczno-serowym sosie. Po wzięciu pierwszego kęsa i zmuszeniu żołądka, aby chociaż na chwilę z nim współpracował popił słony smak podsmażanej szynki włoskiej, toskańskim winem.
- Tak, tak, w porządku - przyznał i dało się zauważyć, że odetchnął z ulgą - To dobrze, że są ugotowane, jakby nie były to nie byłoby tak dobrze i nie, chyba nie, w sensie, nie, nie chce, jest dobrze - mimo, że się trochę zamotał to wolał nie wchodzić w szczegóły dlaczego rozmowa o skrzatach, Eden i cały chaos jaki temu towarzyszył wystarczająco go zestresowały - prawie, że czuł jak mokre kropelki potu ściekają mu po karku znikając w materiale; dlatego nie wychodził z domu, nie spotykał się z ludźmi, wszystko zaczynało się dobrze, aby po chwili schodzić stopniami coraz niżej i niżej.
Spojrzał na ich do połowy pełne talerze, a potem na Bulstrode z bardzo głupawym wyrazem twarzy. Policzki miał delikatnie zaczerwienione, z powodu wcześniejszego zabiegania oraz stresu, jaki sobie zafundował sekundy temu, oczy, skupione na twarzy Florence nie wyrażały niczego więcej jak absolutnej pustki, w której można by zobaczyć przelatującą kulkę z westernu jeżeli by się przypatrzyło, a usta miał odrobinę otwarte.
- Jakby ci upadła to byś usłyszała - zauważył, bo było takie prawdopodobieństwo - prędzej ktoś wykorzystał moment i ci ją po prostu zawinął. Mam nadzieję, ze nie miałaś tam jakoś dużo galeonów? - dopytał, właściwie z nadzieją. Odchrzaknął też, chcąc odpokutować za wcześniejszy, nierozumny wyraz twarzy - ja zapłacę, nie przejmuj się. Potem powinnaś zgłosić chyba to gdzieś, do brygady? Ktoś na ciebie wpadł? szarpał się, czy cokolwiek? Widziałaś coś dziwnego? - zasypał ją pytaniami, bo te były pierwszym, co przyszło mu do głowy.
Zaraz też sprawdził kieszenie spodni, w których odnalazł jedynie złożony na osiem pergamin. Wyciągnął go na chwilę, tylko po to, aby zaraz wcisnąć z powrotem. Przeszedł do marynarki, w której miał różdżkę, okulary, niewielki notatnik, papierek, Merlin wie po czym, jakieś monety, nawet nie brytyjskie, prawdopodobnie jeszcze po pobycie we Francji. Szybko zauważył, że nie wziął ze sobą portfela.
- Cóż - zacisnął usta - muszę przyznać, że wyszło dość krępująco, być może ironicznie zabawnie, ale... nie mam przy sobie portfela, pewnie cie to nawet nie dziwi. Za to mam pióro samopiszące i zatyczkę do próbówki. Myślisz, że jak dam im obrączkę to będzie przepłacenie? - zaśmiał się, trochę nerwowo, ale faktycznie odrobinę go sytuacja bawiła.


Sometimes, I wonder if I should be medicated;
If I would feel better just lightly sedated
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Florence Bulstrode (3013), William Lestrange (3325)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa