• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic Ministerstwo Magii v
« Wstecz 1 2 3
[03/03/72] b.longbottom & i.moody - ministerstwo magii

[03/03/72] b.longbottom & i.moody - ministerstwo magii
Furia
you and i
both know
this ends in blood
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ciemny kolor włosów. Miodowe tęczówki przyćmione są czarną zasłoną, sygnalizującą dla wprawionego obserwatora genetyczną chorobę — harpie skrzydło. Pachnie mentolowymi papierosami i żywicą. Ma twardy, żołnierski krok, smukłą sylwetkę skrywa pod luźnymi ubraniami. Roztacza dookoła siebie chaos zamknięty w zmarszczonych z dezaprobatą brwiach i 170 centymetrach wzrostu.

Ida Moody
#1
21.10.2022, 10:46  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.06.2023, 19:36 przez Morgana le Fay.)  
adnotacja moderatora
Rozliczono - Brenna Longbottom - osiągnięcie Badacz Tajemnic

03.03.72
b.longbottom & i.moody / ministerstwo magii


To jeden z tych powolnych poranków. Ciągnących się w nieskończoność z mozołem i rezygnacją, z jaką Ida wpatrywała się w skapującą wprost z zaczarowanego dzbanka do jej kubka kawę. Nieszczególnie dba o przynależność obiektów kuchennych, toteż w Biurze zdążyła sobie zasłużyć na niechlubne miano gastronomicznego złodzieja.  Tym razem ofiarą padł czyjś prezent na wieczór panieński, bo lekko już zatarty napis dumnie czytał: BIERZ MNIE, PÓKI JESTEM GORĄCA.
Musiał ten krajobraz wyglądać bardzo idowato, bo tańczące litery w niczym nie naśladowały entuzjazmu swojej nowej właścicielki, ubranej w szarą marynarkę o męskim kroju i ciemne, rozkloszowane ku podłodze jeansy. Stopy czarownicy obute w czarne botki wystukiwały prosty rytm na posadzce, a długie włosy splątała w niedbały warkocz, zarzucając go na swoje ramię.
Kobieta przytknęła nos do zawartości naczynia, lekko go marszcząc gdy zmysły otulił znajomy zapach taniej, przepłukanej kawy. Tak zawsze pachniał ojciec, wracając po nocnej zmianie z pracy, kiedy jeszcze matka miała się przesiadywać w kuchni, czy salonie, a nie tylko na skrawku ich łóżka małżeńskiego. Minęło za dużo czasu od jego zaginięcia, by mowa było o tęsknocie, ale co jakiś czas, Moody orientowała się w przytłaczającej świadomości, że w Biurze Aurorów absolutnie wszystko naznaczone było nie tylko zębem czasu, ale też wspomnieniem jego niegdysiejszej obecności.
Z szafki wyciągnęła zapakowaną w papier kanapkę, by wreszcie zająć standardowe miejsce przy stoliku usadowionym w kącie pomieszczenia.
Powiedzieć, że nie spała dobrze, to nie powiedzieć nic, wobec stanu, z jakiego musiała doprowadzać się rano do porządku. Obudziła się na przemokniętym od potu prześcieradle, z lodowatymi dłońmi, które drżały w panice prorockiego snu. Nawet, teraz gdy smukłe palce sięgały po mentolowego papierosa, uważniejszy obserwator potrafiłby dostrzec ledwo widzialne poruszenia w ich czubkach. Wspomnienia mrożącego krew w żyłach strachu o kogoś, kogo nawet jeszcze nie poznała. Można by pomyśleć, że wraz z biegiem lat powinna przyzwyczaić się do swojego daru, spoglądając wdzięcznie na swoje przodkinie, aż po historyczną Cassandrę Trelawney. Mistycyzm przepowiedni zapewniał wyróżnienie pośród tych mogących żyć zaledwie i aż teraźniejszością, ale dla Idy stanowił też nieustanne ostrzeżenie przed utratą kontroli. Przed bezbronnością, której brzydziła się najbardziej na świecie.
Przetarła wierzchem dłoni oko, odpalając papierosa gdy na horyzoncie pojawiła się znajoma twarz. Skinęła głową na powitanie Brenny, minimalnie przesuwając swoje rzeczy ze stolika, na znak, że miejsca wystarczy dla ich dwójki. O stosunkowo wczesnej godzinie porannej, niewiele osób zdecydowało się już skorzystać ze swojej przerwy, toteż prócz kilku innych pracowników Biura Koronera zajętych rozmową przy ławce na drugiej stronie sali, były w prowizorycznej kuchnio-jadalni same.



give me a bitter glory.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#2
21.10.2022, 11:02  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.10.2022, 11:11 przez Brenna Longbottom.)  
Brenna, jak każdy człowiek, miewała dni, gdy była zniechęcona, zmęczona, miała ochotę wszystkich zabić albo położyć się spać i nie wstawać aż do kolejnego roku.
To jednak nie był jeden z tych dni. I to mimo tego, że spała mało, bo po pracy zabrała tę pracę właśnie do domu, a potem pół nocy robiła listy dotyczące najnowszej inicjatywy rodzinnej.
Do pomieszczenia wpadła, bo chyba było to najlepsze określenie: Longbottom rzadko poruszała się inaczej niż szybko, zarówno z powodu energiczności, jak i wzrostu, który pozwalał jej stawiać długie kroki. Włosy, ścięte mniej więcej na linii szyi, miała rozczochrane - rzadko kłopotała się ich starannym fryzowaniem, głównie wtedy, gdy czekało ją ważne spotkanie, na twarzy, raczej sympatycznej niż uderzająco pięknej, nie było śladu makijażu. Kolejna rzecz, którą kłopotała się tylko w specjalnych wypadkach, inaczej szkoda było na to czasu. Marynarkę musiała zostawić przy biurku, ale poza tym miała na sobie przepisowe umundurowanie, szarą koszulę, spodnie i ciemne buty, broń Merlinie żadne obcasy, które mogłyby sprawić, że przemieszczenie z punktu A do punktu B zajmie jej milisekundę dłużej. Pod pachą zaś trzymała torbę, z której wystawało coś... co wyglądało jak książeczki dla dzieci? Tak, pierwsze pięć minut przerwy Brenna wykorzystała na szybką teleportację tam i z powrotem, aby odebrać z Esów i Floresów zamówienie. Nie lubiła marnować czasu.
W nozdrza uderzył zapach kawy i dymu papierosowego, dwie wonie, które towarzyszyły stale wszystkim pracownikom Brygady i aurorom, nieważne, czy sami palili i kawę pili, czy nie. Tak znajome, że nos już nie powinien zwracać na nie uwagi, ale Brenna, może przez wilka, tkwiącego gdzieś pod jej skórą, zawsze zwracała na niego uwagę. Po drodze do stolika zgarnęła z szafki pudełko ze swoim jedzeniem.
- Cześć! - oświadczyła radośnie, siadając na przeciwko Zeneidy. Być może brygadzistka zrobiła jej miejsce tylko z grzeczności, ale jeżeli tak postąpiła, to sama była sobie winna i teraz będzie musiała ją znosić. Czego się po Brennie spodziewać przecież musiała wiedzieć, były na jednym roku w Hogwarcie, a potem pracowały w jednym Departamencie na tyle długo, że ciężko byłoby nie odgadnąć.
Zmierzyła ją spojrzeniem. Wychwytywała oznaki, świadczące albo o niewyspaniu, albo o tym, że ten dzień nie był jednym z najlepszych w życiu panny Moody. Nijak jednak tego nie skomentowała. "Wyglądasz okropnie" raczej nie było tym, co Zeneida pragnęłaby usłyszeć, a z kolei pytanie "Ciężka noc?" zdawało się Brennie wybitnie głupie, gdy wszystkie znaki na niebie, ziemi i twarzy przyszłej aurorki wskazywały na to, że i owszem, noc była ciężka.
- Ciasteczko? - spytała zamiast tego, otwierając pudełko. Brenna jadła sporo i chętnie, więc faktycznie, poza sałatką z kurczakiem, podwójną porcją wyraźnie, w jednej przegródce, w drugiej znajdowały się także ciasteczka. - Potrzebuję cukru. I kofeiny, najlepiej dożylnie. Albo wybielacza, tak na mózg. Dostałam do sprawdzenia raport jednego z nowych i to czysta poezja, czyli nic z niego nie rozumiem. Zastanawiam się, jakim cudem wypuszczono go z Hogwartu. Ciekawe, czy moja nowa partnerka będzie umiała pisać, właśnie mi ją przydzielono. A co u ciebie?


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Furia
you and i
both know
this ends in blood
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ciemny kolor włosów. Miodowe tęczówki przyćmione są czarną zasłoną, sygnalizującą dla wprawionego obserwatora genetyczną chorobę — harpie skrzydło. Pachnie mentolowymi papierosami i żywicą. Ma twardy, żołnierski krok, smukłą sylwetkę skrywa pod luźnymi ubraniami. Roztacza dookoła siebie chaos zamknięty w zmarszczonych z dezaprobatą brwiach i 170 centymetrach wzrostu.

Ida Moody
#3
21.10.2022, 11:51  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.10.2022, 16:24 przez Ida Moody.)  
Jeśli kiedykolwiek istniał naprawdę pierwowzór do powiedzenia “dobry glina” i “zły glina”, to obie modelki musiały być właśnie jeść teraz śniadanie w Departamencie Przestrzegania Praw Czarodziejów. Pod nogami Moody leżała niedbale rzucona skórzana torba, podobnie jak w przypadku jej towarzyszki, wypełniona, ale czymś zupełnie innym niż małe książeczki. Dokumenty spraw, nieposegregowane, chaotycznie wciśnięte po nocnym ich przeglądaniu wylewały się z kieszeni w dramatycznej próbie ucieczki na wolność. Na niektórych z nich dało się nawet zauważyć ślady mało profesjonalnego użytkowania w otoczeniu domowym, o czym świadczyła plama z dżemu na pojedynczym zeznaniu świadków. Wzorem swoich przodków, Ida nie potrafiła oddzielić życia prywatnego od kariery, co być może też samo w sobie doprowadziło do tego, że pierwszego nie miała prawie wcale, z własnego wyboru. Być może, również z tego względu jej wygląd należał do tych urodą wyjątkowo surowych. Można sobie wyobrazić, że chociaż nie pożądana piękność z urodzenia, Moody miała w sobie naturalne zacięcie, zdolne wywołać w innych różnorakie emocje. Długie rzęsy wytuszowała na czarno, a notoryczne ich pocieranie, uzupełnione lekkim czarnym cieniem doprowadziło do oszczędnego makijażu oczu, podkreślającego ich wyjątkowy kształt i lekko opadające powieki.
— Hej. — Przywitała się, czysta barwa głosu o przyjemnym tonie, lekko tylko zachrypnięta była ze zmęczenia. Mówiła płynnie, ale bez zbędnego pośpiechu, bardziej niż akcentując słowa, tańczyły one wraz z tokiem rozmowy. Kojący, doskonały do przesłuchań dźwięk. W niczym nie przypominał radosnego powitania Brenny i na pierwszy rzut oka, wyglądało na to, że Zeneida nie zamierzała kontynuować rozmowy. Strzepała popiół z papierosa na mały talerzyk, prezentując nieelegancko obdarty, czarny lakier na krótkich paznokciach, a następnie zerknęła na zawartość swojego papierowego opakowania. Nie wyglądało to obiecująco, szczególnie iż przez brak czasu, zdążyła wygrzebać ze spiżarki w zasadzie tylko podejrzanie wyglądający ser i suchą kromkę.
— Dzięki. — Przetarła palce o serwetkę i chwyciła ciastko, odgryzając pierwszą jego połowę prawie natychmiastowo. Tylko ciche westchnienie mogło świadczyć o tym, że faktycznie na samej kawie i papierosach nawet magiczna ludzka istota nie wyżyje. Kobieta przymknęła na ułamek sekundy powieki, w ciszy przeżuwając wyborny kęs, a przy tym z ulgą wsłuchując się uważnie w słowa Longbottom. Wszystko, byleby nie zostać samej ze swoimi myślami, dzisiaj akurat los zesłał na nią doskonałą receptę. O samej detektyw, prezentującej pilnie zapakowaną sałatkę z kurczaka ciężko było nie słyszeć. Charytatywne zbiórki Longbottomów cieszyły się dużym zainteresowaniem w wyższych sferach, a zasługi dla wymiaru sprawiedliwości Moodych sprawiły, że okazjonalnie również i Zeneidzie znane jednostki znajdywały miejsce na jednym z wystawnych balów. Z zamyślenia wyrwało czarownicę skierowane do niej pytanie. Założyła nogę na nogę, napinając materiał jeansów w udawanym zastanowieniu. Co u niej?
Cóż… Moja matka umarła kiedy byłam dzieckiem, ojciec zaginął na misji aurorskiej, brat jest chyba wysoko funkcjonującym alkoholikiem, a mi samej śnią się ludzkie zwłoki. Poza tym wszystko w porządku.
Myśli układały się w proste linie, ale zamiast tego usta wygięły się tylko w zgorzkniałym uśmiechu, a ramiona uniosły w górę w geście obojętności.
— Jakoś leci, kiepsko spałam. — Upiła łyka kawy, a napis ponownie zafalował w radosnym ruchu. — To te raporty? — Zapytała lekko żartobliwie, kiwając głową ku zawartości torby detektyw. Kiedyś dostała jedną z takich książeczek na urodziny, ale zanim doczytała do końca, zdążyła z Alastorem pospierać się o jakąś drobnostkę, co doprowadziło do kilku siniaków po obu stronach barykady i wyrwanych stronach z zakończeniem.



give me a bitter glory.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#4
21.10.2022, 13:08  ✶  
Brenna prawdopodobnie nie była „dobrym gliną”, tak jak Zeneida nie była „złym gliną”. Ale być może ktoś widząc je teraz razem mógłby tak pomyśleć. Pod pewnymi względami faktycznie stanowiły swoje przeciwieństwa. Brenna wyglądała po prostu sympatycznie. Zeneida przyciągała spojrzenia. Ta pierwsza miała szczęśliwą, majętną rodzinę, ta druga całą masę rodzinnych problemów – o zniknięciu jej ojca ciężko było nie słyszeć, śmierć matki obiła się Brennie o uszy już w Hogwarcie, a o alkoholizmie Alastora wprawdzie wiedzieć nie mogła, ale Moody nigdy nie wydawał się jej człowiekiem pełnym miłości i wsparcia wobec innych. Nie wspominając już nawet o zachowaniu, sposobie bycia i wypowiadania.
Nawet ich moce, z jednej strony pokrewne, z drugiej: rozchodziły się w dwie strony, tak bardzo, jak tylko się dało. Moody patrzyła w przyszłość. Brenna nocami śniła o przeszłości. I chociaż było to czasem uciążliwe, miała ten komfort, że nie mogła niczego zmienić. Jej zdolności mogły co najwyżej pomóc w śledztwie, i przez spojrzenie wstecz w ten sposób wpłynąć na to, co będzie.
Można by pomyśleć, że Brenna zagarnęła w życiu cały fart, który miał trafić do nich obu. Z drugiej strony, zazwyczaj takie osoby jak ona w książkach były postaciami pobocznymi, przewijającymi w tle historii prawdziwych bohaterek.
- Częstuj się śmiało, zapakowałam ich z przyzwyczajenia jak dla oddziału wojska. Zapomniałam, że dzisiaj Erik ma służbę w innych godzinach – zachęciła, sama zabierając się do jedzenia sałatki. Może i ten posiłek był zdrowy, ale Brenna już zdążyła dziś zjeść śniadanie, a na kolację planowała jeszcze dopaść mugolskie fast foody. Nie toczyła się chyba jeszcze tylko dlatego, że miała dobrą przemianę materii i cały czas pozostawała w ruchu.
- Złe sny czy za dużo myśli, nie pozwalających zasnąć? – rzuciła niezobowiązująco. Nie zamierzała naciskać ani próbować wypytywać. Niewyspanie Idy ją martwiło, ale mogło wynikać po prostu ze zwykłego koszmaru, nie z tego, że przydarzyło się coś złego. A nawet jeżeli nie, to Zeneida niekoniecznie musiała mieć ochotę o tym rozmawiać.
– To? A skąd. To są bardzo poważne i doskonale napisane dzieła, jeśli porównać je z tym, co dostarczył na moje biurko Terry – oświadczyła z powagą, by wyciągnąć dwie książeczki i zaprezentować je rozmówczyni. Jedna z nich najwyraźniej opowiadała o przygodach małej księżniczki, którą zamknięto w wieży, pilnowanej przez smoka. Później zaprzyjaźniła się z tymże smokiem i wspólnie ruszyli zwiedzać świat. Druga była ilustrowaną książeczką o dwóch młodych czarodziejach i najwyraźniej pod pretekstem przygody w magicznym lesie przemycała wiedzę o czarodziejskich stworzeniach. Obrazki w obu poruszały się, a po otwarciu dało się czuć nawet zapach. Po naciśnięciu odpowiednich fragmentów partie tekstu mogły zostać nawet odczytane na głos. Brenna wiedziała, że jeżeli przyniesie bez okazji zabawki, usłyszy, że nadmiernie rozpuszcza chrześnicę, ale przecież książki były edukacją, prawda? – Może zanim je oddam, powiem, żeby poczytał i czegoś się nauczył? – zastanowiła się na głos.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Furia
you and i
both know
this ends in blood
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ciemny kolor włosów. Miodowe tęczówki przyćmione są czarną zasłoną, sygnalizującą dla wprawionego obserwatora genetyczną chorobę — harpie skrzydło. Pachnie mentolowymi papierosami i żywicą. Ma twardy, żołnierski krok, smukłą sylwetkę skrywa pod luźnymi ubraniami. Roztacza dookoła siebie chaos zamknięty w zmarszczonych z dezaprobatą brwiach i 170 centymetrach wzrostu.

Ida Moody
#5
22.10.2022, 11:58  ✶  
Słodkie ciastko szybko wypełniło zwinięty na supeł żołądek i chociaż uczucie sytości przyniosło chwilową ulgę spiętym mięśniom, to kolejny łyk kawy szybko usunął wszelkie wrażenie uspokojenia. Moody przez chwilę biegła palcem po krawędzi kubka, obserwując, jak resztki fusów osiadają na dnie naczynia.
— Na Merlina, robisz mu jedzenie? — Wymamrotała, przełykając ostatni kęs. Ciężko przychodziło Moody pojęcie, że niektóre rodzeństwa obdarowywały się autentyczną i nieskrępowaną miłością rodzinną, zamiast umiarkowanymi skinięciami głowy. W ich domu jawne okazywanie uczuć nie miało miejsca nawet w najbardziej wzruszających momentach, nie przez wzgląd na emocjonalność, ale zwyczajny brak jej poczucia. To matka odpowiedzialna była za delikatność z całej ich czwórki, a po jej wczesnym odejściu, pamięć po łagodności dotyku i ciepłych słowach znikała z głowy Idy w zastraszającym tempie. Doprowadziło to do naturalnej dla natury, niestety dużo mniej dla człowieka, ewolucji, gdzie okazywanie czegokolwiek na twarzy, czy w sercu stało się dla kobiety zbędne. Niezręczne, wywołujące na policzkach rumieniec irytacji na własną nieporadność.
Podniosła wzrok na Longbottom, przez chwilę trawiąc słowa brunetki i rozważając odpowiedź na nie. Wiedziała o darze Brenny, oczywiście, że tak. Gdyby sytuacja nie ciążyłaby tak na duchu Moody, zaśmiałaby się nawet z ironii ich wzajemnej styczności. Tak bardzo różne, a jednak pod pewnymi względami takie same.
— To nie to samo? — Westchnęła, zaciągając się mentolowym papierosem. Intensywny zapach przeniknął do płuc, a następnie wrócił ponownie na zewnątrz pod postacią okrągłego kłębu dymu, jaki wypuściła z ust. — Jakie to uczucie? — Spytała wreszcie, powoli artykułując słowa. Wolna dłoń powędrowała do przegubu nadgarstka zaopatrzonego w stary zegarek. — Kiedy widzisz tylko wspomnienia. Wiesz już, że nic z tym nie zrobisz. Że jest za późno i to się już po prostu wydarzyło? Nie czujesz… Rezygnacji? — Zeneida, chociaż bolesne, miała jeszcze wyjścia. Szansę na zmianę tego co się stanie, a przynajmniej marne pocieszenie w nadziei. Dla tego co widziała Brenna, było już za późno. Musiało to w pewnym sensie oznaczać spokój, ale też kojarzyło się aurorce z bezradnością, jakiej nie byłaby w stanie udźwignąć.
Zerknęła bez emocji na książeczki, nieszczególnie zainteresowana tym do kogo mogły należeć. W obecności dzieci przybierała dziwną, sztywną postawę obronną. Nierzadko to właśnie najmłodsi dostrzegali najmniej oczywiste szczegóły, a przy tym w swojej rozbrajającej szczerości doskonale demaskowali słabości innych.
— Ale to nie dla… Twoich dzieci, co nie? — Zawahała się przez sekundę, zestawiając na szybko fakty z życia prywatnego Longbottom, które były jej znane. Nie należała do osób wścibskich, toteż prócz rzadkich wyjątków, większość znajomości z Biura pozostawiała na czysto koleżeńskiej i obojętnej dla obu stron stopie.



give me a bitter glory.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#6
22.10.2022, 20:29  ✶  
- Czasem - przyznała Brenna. Nie spędzała w kuchni wiele czasu, bo po prostu była na to zbyt zajęta, ale gdy już to robiła, często gotowała nie tylko dla siebie. Było to dla niej równie naturalne, co oddychanie, do tego stopnia, że nie znając dokładnie relacji w rodzinie Moodych, nawet nie podejrzewała, jakie mogły być powody pytania. Mogła co najwyżej uznać, że zdaniem Zeneidy Erik mając trzydziestkę na karku, powinien gotować sobie sam. Na to Brenna jednak nie mogła pozwolić. Za bardzo lubiła ich dom, aby ryzykować jego wysadzenie w powietrze.
- Skoro już robię coś sobie, mogę wrzucić od razu poczwórną porcję.
Poczwórną, bo ona jadła za dwie, a Erik za wysokiego i aktywnego mężczyznę.
- Hm...
Zamarła na moment, z kawałkiem kurczaka na widelcu. Nie dlatego, że pytanie było jej nie w smak. Raczej musiała zastanowić się, jak ubrać myśli w słowa. Jeżeli ktoś mógł zrozumieć, to chyba tylko Zeneida, obarczona podobnym darem i przekleństwem, ale pewne rzeczy ciężko było przekazać. Nawet komuś tak rozgadanemu, jak Brenna. Poza tym widzenie przyszłości... oznaczało chyba coś więcej. Brenna nie chciała nawet się zastanawiać, jakim musi być obciążeniem oglądanie cudzej, złej przyszłości i myślenie, czy możesz ją zmienić.
- Kiedy byłam mała, nie miałam pojęcia, że mam taką magię. Często śnił mi się pewien chłopiec. Mówili mi, że to tylko sny, ale ja wierzyłam, że jest prawdziwy. Chyba go polubiłam, jak głupio by to nie brzmiało - powiedziała w zamyśleniu. To było głupie, ale nie wydawało się takim, kiedy miała dziesięć lat i w jej snach od dawna pełno było jego twarzy i głosu. - Wierzyłam, że pewnego dnia znajdę chłopca ze snów. I cóż, w końcu znalazłam. Wyśniłam jego śmierć, jako młodego mężczyzny, i tego samego dnia zobaczyłam jego zdjęcie w rodzinnym albumie. Zmarł przed moim urodzeniem i kiedyś mieszkał w moim pokoju.
Używała nawet jego biurka, jego skrzyni, jako niemowlę sypiała w kołysce,  którą wystrugano dla niego, a koń na biegunach, zniesiony jej przez ojca ze strychu, był tym samym, którego chłopiec używał, będąc dzieckiem. Na stronie tytułowej zaczytanego egzemplarza Baśni barda Beedle, który trzymała przy łóżku, zapisał kiedyś swoje imię. Siadała na parapecie, jak on, patrząc na ten sam dąb, na którym regularnie wieszano nowe huśtawki dla kolejnych pokoleń rodziny, kiedyś dla niego, potem dla niej. Może te przedmioty, pełne wspomnień, może wspólna krew, a może podobieństwo, stały się wyzwalaczem, nieświadomym jeszcze przebudzeniem magii. Pewnie wszystko na raz. Widma przeszłości przodka, który dorósł i zmarł dawno temu, przesączyły się do jej snów.
Tak oto dowiedziała się, jaki ma potencjał.
- Także tak, czasem, rezygnację i inne rzeczy- dodała, odpowiadając na pytanie kobiety. Może błędnie, ta historia zdawała się jej jednak lepszym wyjaśnieniem niż mówienie o tym, co czuła, gdy zanurzała się we wspomnienie, bierny świadek, który nic nie może już zrobić. O emocjach, wiążących się z obserwowaniem życia i śmierci kogoś, kogo nigdy nie miała okazji poznać. - Ale mogę tego używać, żeby wpływać na przyszłość. Znaleźć winnego choćby. Przynajmniej w BUM, więc pocieszam się, że nie jestem aż tak bezradna, jak można by się wydawać.
Owszem, rodzinna tradycja i zamiłowanie Longbottomów do prawa i sprawiedliwości, były ważnym powodem, dla którego Brenna wybrała BUM. Ale ten był drugim. Tu jej trzecie oko faktycznie się przydawało, teraz, gdy umiała poprawnie korzystać z widmowidzenia za pomocą transu i świec. W końcu zajmowali się patrolami, obstawianiem imprez, ale też szukaniem winnych. A to wymagało grzebania w przeszłości, by zmienić przyszłość.
- A co do książki, to dla mojej córki, ale tylko chrzestnej, nie ukrywam żadnych dzieci w piwnicy - dorzuciła, już znacznie weselej, bo historia była tylko historią, oplakaną dawno temu i teraz Brenna mogła posłać Zeneidzie pogodny uśmiech. - Jej matka otwiera właśnie kawiarnię na Pokątnej, więc się tu sprowadzili i to mały prezent powitalny.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Furia
you and i
both know
this ends in blood
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ciemny kolor włosów. Miodowe tęczówki przyćmione są czarną zasłoną, sygnalizującą dla wprawionego obserwatora genetyczną chorobę — harpie skrzydło. Pachnie mentolowymi papierosami i żywicą. Ma twardy, żołnierski krok, smukłą sylwetkę skrywa pod luźnymi ubraniami. Roztacza dookoła siebie chaos zamknięty w zmarszczonych z dezaprobatą brwiach i 170 centymetrach wzrostu.

Ida Moody
#7
23.10.2022, 12:34  ✶  
Ida pokręciła głową, nie w kpinie, a prędzej jakiegoś rodzaju niedowierzaniem. Z ust wypłynął kolejny obłok zręcznie ukręconej chmury dymu. - Cóż, może nie wspominaj o tym Alastorowi, bo jeszcze mu się w głowie poprzewraca. - Jeśli miałaby cokolwiek ugotować kiedyś dla brata, istniało ryzyko, że mimowolnie doprowadziłaby sama do przedwczesnego zgonu mężczyzny. Wyprostowała się nieco na krześle, strzyknięcie w kręgosłupie i nieprzyjemne uwieranie łopatki przypominało dobitnie, że nie powinna długo siedzieć w jednej pozycji. Historia Brenny jak każda wypowiedź detektyw, miała absolutny sens i pewnego rodzaju morał, który naprawdę dawał nadzieję, a przynajmniej powinien. Longbottom zdawała się mieć talent, do podchodzenia do problemów od rzeczowej i wyrozumiałej strony, coś, czego Ida nigdy nie zdołała opanować.
- Ha. - Z gardła wydobył się gardłowy, krótki śmiech. Nawet przeszłością można było wpływać na wydarzenia jeszcze nieodbyte, zatem co ona sama mogła powiedzieć o sobie? Że proroctwa przynajmniej w jej przypadku nigdy nie przypominały podręcznikowych opisów? Że z powodu swych naiwnych emocji przeżywała znaki, tak jakby dotyczyły jej samej, a potem musiała zmuszeniem budzić się z odmętów szaleństwa. Granica była bardzo cienka, Zeneida wiedziała o tym doskonale, balansowała bowiem na niej od lat.
- Widziałam coś... Tak, coś. Nie wiem nawet w zasadzie, czym mogło to być, ale na pewno była tam śmierć. - Zmiażdżyła niedopałek na podstawce od kawy. Nigdy nie uważała się za osobę idealną. Zapewne wad miała w sobie nawet więcej niż zalet i tak jak nigdy nie stanowiło to dla Idy problemu, na jednym mogła polegać od zawsze. Intuicji.
- Po prostu mam wrażenie, że będzie się dziać coś innego. Powietrze jest ciężkie, znaki zapytania większe, a głos w głowie donośniejszy. - Zniżyła głos, nachylając się lekko nad stolikiem. - Zakon Feniksa jest wciąż na początku swojej drogi, to doskonały moment, żeby ktoś chciał nas zdusić w zarodku. - Ze splotu warkocza wysunęło się kilka kosmyków, które okalały owalny kształt twarzy Idy. Z poważnym jej wyrazem, pełnymi ustami i zmarszczonymi w niepokoju brwiami musiała wyglądać, jakby jej zależało. Taka zresztą chyba była prawda. Mogła to okazywać na różne sposoby, często nie zgadzać się z zachowaniami innych, ale na swój sposób traktowała członków Zakonu, jako jednych z nielicznych, którym mogła ufać. Chociażby do pewnego stopnia.
Westchnęła głęboko, ledwo dając Brennie czas na reakcję. Dłonie powędrowały do góry, a stawy strzyknęły w napięciu.
- A tak, coś kojarzę. Figg, prawda? Co to będzie? Piekarnia?



give me a bitter glory.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#8
23.10.2022, 14:08  ✶  
- Będę milczeć jak grób - obiecała. Przy jej rozgadaniu mogło to brzmieć wręcz śmiesznie. Może nawet celowo tak to ujęła.
Brenna nie była pewna, ile sensu ma jej historia. Niekoniecznie też miała morał. Ale dość dobrze pokazywała, że widmowidzenie czasem mogło być obciążeniem i wywoływał rezygnację. Wtedy, jako mała dziewczynka, która wyśniła sobie przyjaciela i dowiedziała się, że zmarł, nim go poznała, była przytłoczona. Oddałaby wiele, aby moc, jaką odziedziczyła przeskokiem, pokazywała przyszłość, nie przeszłość.
Teraz jednak nie żałowała. Zwłaszcza obserwując Moody.
Zdążyła zjeść większość swojej sałatki i może dobrze, bo kiedy ta zaczęła mówić, Brenna odłożyła widelec, całą swoją uwagę skupiając na rozmówczyni. Pochyliła się lekko w jej kierunku, aby ta nie musiała podnosić głosu, bo z jednej strony była to prywatna sprawa, a z drugiej mogło zboczyć na tematy, których nie powinien podsłuchać nikt niepowołany.
"Coś". Opis mógłby sfrustrować kogoś, kto nie miał nigdy do czynienia z wizjami. Brenna jednak tylko przygryzła wargę, bo miała mniej więcej pojęcie, że wyraźny obraz, to coś, czego możesz oczekiwać w mugolskiej telewizji, a przecież i tam nie ma koloru... Czasem widziałeś wszystko ze zdumiewającą precyzją, czasem były tylko dźwięki i mgliste obrazy, czasem samo uczucie. A czasem magia płatała ci figla i na moment wpadałeś w panikę, bo dosłownie ślepłeś.
- Kawiarnię, piętnastego otwarcie, zapraszamy - rzuciła, dość nieuważnie, najpierw odpowiedź na ostatnie pytanie, choć jej myśli krążyły teraz wokół tego, o czym wspomniała Zeneida. Nic dziwnego, że sprawiała wrażenie niewyspanej i zmęczonej, skoro sny przynosiły ze sobą paskudne przeczucia, a przebudzenie świadomość, że koszmar nie był tylko koszmarem.
- To było tylko przeczucie, czy może jakiś obraz, dźwięk, cokolwiek, co sugerowałoby czas, miejsce, osobę? - spytała powoli, bo niby nie chciała być natrętna, ale ciężko było nie zadać takiego pytania. Jeśli dotyczyło to Zakonu Feniksa jako ogółu, to tutaj nie potrzebowali nawet jasnowidzów, by wiedzieć, że grozi im niebezpieczeństwo: pisali się na ryzykowanie głową i to nawet pogodną zwykle Brennę napełniało pewną ponurą świadomością nieuchronności.
Niezbyt dziwiło ją jednak, jeżeli Zeneida nie mogła powiedzieć niczego więcej. Talent do jasnowidzenia zawsze zdawał się Brennie bardziej kapryśny niż inne odmiany Trzeciego Oka.


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
Furia
you and i
both know
this ends in blood
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Ciemny kolor włosów. Miodowe tęczówki przyćmione są czarną zasłoną, sygnalizującą dla wprawionego obserwatora genetyczną chorobę — harpie skrzydło. Pachnie mentolowymi papierosami i żywicą. Ma twardy, żołnierski krok, smukłą sylwetkę skrywa pod luźnymi ubraniami. Roztacza dookoła siebie chaos zamknięty w zmarszczonych z dezaprobatą brwiach i 170 centymetrach wzrostu.

Ida Moody
#9
22.12.2022, 13:06  ✶  
Nie czuła się wyjątkowa. Rzadko, w zasadzie nigdy i przywykła już nawet, do swojej zwyczajnej szarości. Jej odcienie wybrzmiewały znajomo, nie budziły lęku ani niepokoju, a wręcz przeciwnie. To te nagłe zmiany wybudzały w jej sercu tembr nieznajomości.
- Może wpadnę, chociaż kawiarnie to nie do końca scena, w której się odnajduję. - Pomyślała o ostatnim razie, gdy w kawiarni pobyła dłużej niż na pięć sekund, by odebrać zamówienie czarnej jak noc kawy. Chyba było to dobre kilka lat temu, jeszcze na długo przed awansem, kiedy jedna z koleżanek ze hogwardzkiej ławy zaaranżowała dla Idy randkę w ciemno. Nie skończyło się to dobrze dla biednego absztyfikanta, który liczył chyba na romantyczny wieczór, a w paczce niespodziance otrzymał grube włosy spięte w niedbały kucyk, przygaszonego obcasem papierosa i kilka fuknięć w odpowiedzi, że Moody ładnie wyglądałaby w sukience. Jak ma kogoś gonić w sukience? Zawsze powinno się być ubranym tak, żeby można było kogoś z łatwością gonić.
- Nie wiem. - Odparła w końcu, gasząc niedopałek o powleczony warstwą ochronną papierek po bletce. - To jest właśnie problem,  w tym całym cholernym babraniu się w przyszłości. Niczego nie wiem, póki się nie stanie, a potem jest już najczęściej za późno. Zostaje się samemu z konsekwencjami i żalem. - Szczególnie tego ostatniego wolała uniknąć, gdyż nie miała w swoim rozumie, ani wyjątkowo mało pojemnym sercu, miejsca na wyrzuty sumienia. Nie chciała wręcz go mieć. W linii pracy jaką wybrały wraz z Longbottom, wrażliwość stanowiła obosieczne ostrze, które równie wysoko wznosiło ich w potrzebie świadczenia pomocy, co potem podcinało skrzydła po nieuniknionych porażkach. Zdjęła nogę z nogi, leniwie rozciągając ją pod małym stołem, aż obie usłyszały strzyk stawów układających się do ruchu.
- Dobrze, myślę, że tyle zwierzeń wystarczy na jeden dzień. - Dodała, wstając z krzesła i zbierając naczynia do zlewu. - Jeszcze broń Merlina pomyślisz, że mam uczucia. A tego byśmy przecież nie chciały. - Mały uśmieszek przemknął szybko przez jej usta, po czym, wyciągnąwszy różdżkę, szybko zmyła zabrudzony od kawy kubek, ustawiając go na stojaku. Mógł teraz w spokoju czekać na kolejną czarownicę, która poczuwała się do bycia “gorącą”, tytuł jaki Ida z chęcią odda kolejnemu spragnionemu taniego płynu zwanego w tych ścianach, dość szczodrze zresztą, kawą.



give me a bitter glory.
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#10
22.12.2022, 20:02  ✶  
- Potrafisz przełykać i przeżuwać? – upewniła się Brenna, takim tonem, jakby na poważnie chciała wiedzieć, czy Ida posiada te arcyważne umiejętności. – Jeżeli tak, to myślę, że świetnie się odnajdziesz, bo to są podstawowe wymagania. A, przydaje się jeszcze silna wola, taka, która pozwala ograniczyć się tylko do jednego ciasteczka, nie dziesięciu, ale nie jest obowiązkowa. Gdyby była, nie wpuszczono by mnie za próg.
Chociaż Zeneidzie pewnie powstrzymanie się pod tym względem miało przyjść dużo łatwiej niż samej Brennie. Moody była tą, którą widywało się z kubkiem kawy w jednym ręku, i z papierosem w drugiej. Longbottom za to dość wrzucała sobie do ust kawałki czekolady, w szufladzie biurka trzymała lizaki na „smutny dzień” dla siebie i współpracowników, a w kubku na jej biurku częściej gościła herbata.
- Cokolwiek się stanie, to nie twoja wina, Ida – powiedziała, tym razem już naprawdę poważnie. To nie tak, że zupełnie nie rozumiała. Zdarzało się, że bardzo, bardzo chciała zobaczyć konkretny obraz. Jak wtedy, gdy Patrick zabrał ją do domu Hillów i okazało się, że dziecko prawdopodobnie żyje. Że tylko, że aż je porwano, bo taką scenę zobaczyła w kręgu.
Kiedy kolejne widma nie przychodziły, gdy tajemnicze koperty strzegły swoich sekretów, Brenna była bliska szaleństwa. I wściekła nie tylko na porywaczy, ale też na siebie, że zobaczyła za mało.
- Jasne. Daj znać, gdyby przypadkiem przyszłość postanowiła być bardziej… konkretna – odparła Brenna, wsuwając do ust ostatni kęs sałatki. Idąc w ślady Idy Brygadzistka oczyściła także swój kubek, po czym dźwignęła się z miejsca. Moody dość jasno dała znać, że chce skończyć rozmowę, a Brenna po pierwsze nie zamierzała nalegać, po drugie: na nie obie czekała cała masa obowiązków, obejmująca prawdopodobnie przynajmniej jedną stertę papierów. Te jakimś cudem nigdy się nie kończyły. (Brenna miała nawet teorię, dotyczącą ich tajemniczego mnożenia się na skutek czarnej magii.)
Po chwili obie opuściły pomieszczenie, wypełnione zapachem kawy.

Koniec sesji


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (2245), Ida Moody (2152)




  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa