19.10.2025, 22:43 ✶
Kiedy zapiał kur, rąbało go w głowie jak nigdy wcześniej w życiu. Było mu twardo i niewygodnie, ale to dopiero skonstatował po chwili jakiegoś dziwacznego zawieszenia, jakby ciało z opóźnieniem zrozumiało że już nie śpi i nagle uderzyło w rzeczywistość. Przez moment też zastanawiał się kim jest i gdzie się znajduje - to pierwsze przyszło szybko i łatwo, ale drugie? Jebało jak w oborze, wszystko dookoła było sklecone z dech, no i ten piekielny kogut, który rozdarł po raz już kolejny, popędzając do pobudki.
- Wypierdalaj - chciał krzyknąć, ale było to raczej wymęczone mruknięcie, ograniczone dodatkowo nieprzyjemną suchością w gardle. Spionizował się jednak, oczywiście z trudem, siadając na początek i przecierając oczy. Zgubił gdzieś wierzch szaty, w której bawił się poprzedniego dnia, zostając w koszuli i spodniach. Trudno, bo interesowało go teraz zupełnie co innego - ręce zaczęły oklepywać spodnie w poszukiwaniu różdżki i papierosów. Obie te rzeczy znalazł, bardzo szybko przechodząc do zapalenia i odetchnięcia. Od razu mu się lepiej myślało.
Cokolwiek stało się poprzedniej nocy, nie było niczym dobrym. Nic takim być nie mogło, skoro jak się okazywało, faktycznie znajdował się w jakiejś stodole czy innej oborze. Nie był nawet do końca pewien jaka nazwa była właściwa, bo tego ty chyba nawet nie uczyli na opiece nad magicznymi stworzeniami. Wiedział jednak, że towarzyszyło mu jakieś poruszone chrumkanie, a kiedy się rozejrzał - również zwłoki Brenny. Przez moment siedział, zaciągając się papierosem i przyglądając rozłożonej na oborniku kobiecie, myśląc że to się nie działo naprawdę i że to dalej był sen. Całkiem popierdolony sen, warto było dodać. Ale w snach tak okropnie nie bolała głowa. Chyba.
- Brenna, chyba umarliśmy.
- Wypierdalaj - chciał krzyknąć, ale było to raczej wymęczone mruknięcie, ograniczone dodatkowo nieprzyjemną suchością w gardle. Spionizował się jednak, oczywiście z trudem, siadając na początek i przecierając oczy. Zgubił gdzieś wierzch szaty, w której bawił się poprzedniego dnia, zostając w koszuli i spodniach. Trudno, bo interesowało go teraz zupełnie co innego - ręce zaczęły oklepywać spodnie w poszukiwaniu różdżki i papierosów. Obie te rzeczy znalazł, bardzo szybko przechodząc do zapalenia i odetchnięcia. Od razu mu się lepiej myślało.
Cokolwiek stało się poprzedniej nocy, nie było niczym dobrym. Nic takim być nie mogło, skoro jak się okazywało, faktycznie znajdował się w jakiejś stodole czy innej oborze. Nie był nawet do końca pewien jaka nazwa była właściwa, bo tego ty chyba nawet nie uczyli na opiece nad magicznymi stworzeniami. Wiedział jednak, że towarzyszyło mu jakieś poruszone chrumkanie, a kiedy się rozejrzał - również zwłoki Brenny. Przez moment siedział, zaciągając się papierosem i przyglądając rozłożonej na oborniku kobiecie, myśląc że to się nie działo naprawdę i że to dalej był sen. Całkiem popierdolony sen, warto było dodać. Ale w snach tak okropnie nie bolała głowa. Chyba.
- Brenna, chyba umarliśmy.