• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Anglia Dolina Godryka v
1 2 3 4 5 6 Dalej »
[Jesień 72, 15.09 | Nikolai & Samuel] Niedźwiedzie poznaje się w biedzie

[Jesień 72, 15.09 | Nikolai & Samuel] Niedźwiedzie poznaje się w biedzie
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#1
28.10.2025, 21:51  ✶  
15.09.1972

Dolina Godryka
Sapnął.

Świt przychodził coraz później, ale on był przyzwyczajony, żeby budzić się o tej samej porze. Nawet teraz. Nawet gdy był niedźwiedziem.

Nos zatopiony był głęboko w futrze. W cudzym futrze. Swojskim futrze. Ciche sapnięcie poruszyło ciepłą kołdrą, która tak na prawdę była cudzą łapą. Robiła za poduszkę najpewniej przez pół nocy i Samuel odzwierzęcym nawykiem polizał kilkukrotnie tą przestrzeń, aby zabrać z niej własną ślinę pozostawioną przez rozchylone chrapy. Oddech drugiego miśka był jeszcze spotkojny. Przyjemny. Zachęcał do leniuchowania, ale oni nie mogli sobie pozwolić na leniuchowanie. Dzisiaj mieli zajrzeć do Lovegoodów. Pomóc w uprzątnięciu do końcu targowiska i postawić kilka bud tak, żeby mugole nie zauważyli.

Ziewnął, rozdziwaiając gigantyczną paszczą w bardzo niegroźnym geście niedźwiedziego rozespania. Pysk na moment położył na barku drugiego niedźwiedzia, potem na łbie. Potem podgryzł mu łagodnie ucho. Potem przeciągnął całe swoje niemal trzymetrowe cielsko. Niebezpieczny ruch, podłoga zaskrzypiała ostrzegawczo.

Pokój Nikolaia był piękny i miał łóżko, ale po co używać łóżka, skoro nic tak nie koiło nerwów jak niedźwiedzia drzemka w towarzystwie drugiego niedźwiedzia. Generowane ciepło i aura stada jakiejś sensownej i stałej grupy dwóch podobnych do siebie osobników, dawała Samuelowi niesamowity komfort.

Kiedyś spał jako krogulec u Lizzy, ale nigdy nie zamieniłby się znów na drążek w stodole, gdy mógł mieć takie towarzystwo. Łapą podrapał się po brodzie, próując niewielkim w sumie niedźwiedzim móżdżkiem ogarnąć logistykę dzisiejszego dnia. Podniesiona głowa była jednak taka ciężka. Nie potrzeba było wiele, by opadła znów na kłęb ciemniejszego i bardziej krępego misia, który chyba... tak zdawało mu się, że się budzi.

Tymczasem zmarszczył nos i poczuł, że z dołu dociera doń zapach smażonego boczku i jajek. Pracowali za złoto. Pracowali za barter. W gruncie rzeczy hodowla hipogryfów nigdy nie miała się lepiej. Po spalonej nocy rzemieśłnicy robiący w drewnie i to robiący dobrze w drewnie, byli niemal tak cenni jak lekarze. Sapnął, kichnął łapą potarł znów pysk i podgryzł ucho Nikolaia po raz drugi. Oczywiście mógł się przemienić od razu. Tylko po co...
Medved'
This house no longer feels like home
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Nikolai jest młodym chłopakiem o wzroście 176 cm, ciemnobrązowych, krótkich włosach i zielonych oczach, pod którymi miejsce swoje znalazły dwa pieprzyki. Nie jest przesadnie umięśniony, jednak codzienne ćwiczenia ukształtowały u niego przyjemną dla oka muskulaturę. Preferuje swobodę, gdy dobiera garderobę. Mówi z twardym, typowo słowiańskim akcentem.

Nikolai Petrov
#2
01.11.2025, 12:52  ✶  

Jego pokój nie był może przesadnie duży, ale nie był na tyle mały, by nie zmieściły się w nim dwa miśki. Była w nim szafa, była w nim komoda i było w nim łóżko z pościelą, które z pewnością byłoby wygodniejszym miejscem do spania, ale nie zmieściłyby się na nim dwie osoby, a tym bardziej dwa niedźwiedzie. Podłoga okazała się nie być tak niewygodna, jak do tej pory się Nikolaiowi wydawało. A może spowodowane to było samą postacią? Niedźwiedzie cielsko układało się inaczej, niż ludzkie, a i futro świetnie zastępowało kołdrę.

Powoli zaczynał się rozbudzać, ale nie otwierał oczu. Nie ruszał łapami, chcąc przedłużyć ten moment, w którym nie dobudził się jeszcze do końca. Czuł ruchy drugiego miśka - jego język, jego głowę na własnym barku, potem na swojej głowie. Potem jego zęby, delikatnie naciskające na jego ucho. Sapnął sennie i zwinął się w ciaśniejszy kłębek. Jeszcze pięć minut.
Do jego uszu odtarło skrzypnięcie podłogi - Sam musiał się znowu poruszyć.

W gruncie rzeczy powinni uważać się za szczęściarzy, bo w obliczu tragedii, jaką spotkał Londyn zaledwie kilka dni temu, oni wyszli z pożaru z minimalnymi szkodami. Dom stał cały, im samym nic się nie stało, a i hodowla nie ucierpiała. Oczywiście, były drobne szkody, a hipogryfy najadły się stresu, ale nie było to nic, z czym nie byli w stanie sobie poradzić.
Kiedy Sam pojawił się pod ich drzwiami, nie wahali się nawet przez ułamek sekundy, by go do siebie przyjąć. Nikolai był gotowy oddać mu swój pokój, z łóżkiem, szafą, kaktusem od Brenny na parapecie i skrzypcami, wiszącymi na ścianie, ale ostatecznie spali tam obaj, na podłodze, dwa niedźwiedzie, i sumie spało mu się lepiej, niż do tej pory.
Jego ojciec i brat chyba by padli, gdyby to zobaczyli.

Nozdrza poruszyły się, gdy dotarł do nich zapach przygotowywanego na dole jedzenia. Ziewnął przeciągle, mlasnął dwa razy i wreszcie otworzył ślepia. Ziewnął drugi raz. Co oni mieli...? Ach, tak, robota o Lovegoodów. Chciałoby się jeszcze leżeć i spać, ale robota musiała być zrobiona.
Trącił nosem drugiego miśka i jego głowa znowu opadła na podłogę.

Obudziłem się. I co teraz?
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#3
05.11.2025, 16:24  ✶  
Praca była życiem. Praca była sposobem ucieczki. Praca była…

…miękkim futrem, w które znów można było skłonić łeb, zatopić się w znajomej, bezpiecznej woni, w uczuciu, którego tak szalenie brakowało mu od lat.

Zamiast na gwałt podrywać się, poprawił ułożenie obejmującej drugiego misia łapy, zagarnął go bardziej, mocniej, choć nie było w tym ani agresji ani łapczywości, z którą wgryzali się sobie wzajem w skóry gdy pierwszy raz przyszło im ze sobą spotkać się w zupełnie odmiennym zwarciu.

Dobrze, że jesteś.

Nie mruczał, bo przecież niedźwiedzie nie mruczą. Zamiast tego otarł się żuchwą o drugiego raz i drugi. Może gdyby nie byli na piętrze, gdyby podłoga pod ich cielskami nie skrzypiała co jakiś czas ostrzegawczo… Może powinien jakoś wzmocnić transmutacją stropowe belki oddzielające ich od nieszczęsnej głowy Vlada. Może powinien.

- Ghraaaa… - wyartykułował z siebie zaspany niedźwiedź, rozdziawiając paszczę w ziewnięciu. Choć umysł w tym ogromnym cielsku stawał się coraz bardziej i bardziej ludzki. Może powinni brać złoto? Ale przecież i tak nie był w stanie odmówić potrzebującym, pochylić się nad tymi których wystawiono za drzwi. Szczególnie teraz, szczególnie gdy jego spotkało to samo i to dwukrotnie. W końcu pochylił głowę gnany dziwnym smutkiem, minionym wspomnieniem. Pochylił łeb i wcisnął go między siebie a Nikolaia, zupełnie jakby drążył w tym futrze tunel pod pachę drugiego miśka i tam zamierzał ukryć się przed osamotnieniem, które pozostawił na wycieraczce domu Vlada. Tydzień temu. Tydzień…

Dlaczego nie czuł się winny, że to co robił teraz zdawało mu się o tyle lepsze od wszystkiego co spotkało go po przymusowym przesiedleniu?
Medved'
This house no longer feels like home
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Nikolai jest młodym chłopakiem o wzroście 176 cm, ciemnobrązowych, krótkich włosach i zielonych oczach, pod którymi miejsce swoje znalazły dwa pieprzyki. Nie jest przesadnie umięśniony, jednak codzienne ćwiczenia ukształtowały u niego przyjemną dla oka muskulaturę. Preferuje swobodę, gdy dobiera garderobę. Mówi z twardym, typowo słowiańskim akcentem.

Nikolai Petrov
#4
09.11.2025, 20:45  ✶  
Ludzki mózg niejednokrotnie przypominał, że strop domu nie był wykonany z najtwardszego surowca i może przydałoby się go jakoś wzmocnić, jeżeli miał wytrzymać ciężar dwóch miśków, które nie ograniczały swoich ruchów tylko do ułożenia się na podłodze. Niedźwiedzi mózg powtarzał: Blah, blah, blah, strop, blah, blah, blah, ciężkie misie, Ziew!

Było ciepło, było leniwie, było futrzasto i gdzieś tam zaczęła przebijać się ta ludzka część świadomości, upominająca się, że powinni w sumie się podnieść, zejść na dół, zjeść coś i wziąć się do pracy. Mieli zadania, a zadania należy wykonać. Ale jak niby mieli wstać, skoro Sam go tak do siebie zgarniał i wciskał łeb pod jego łapę, drążąc nosem w ciemniejszym futrze?

Kiedy ogień dotarł do Doliny Godryka, wszystko nabrało tempa, za którym mało kto mógł nadążyć. Trzeba było ratować siebie, ratować domy, ratować swój dobytek. Ludzie dookoła panikowali. Większość wyciągała różdżki i walczyła z ogniem, ale inni po prostu uciekali. Ostatecznie udało im się przeżyć noc i trzeba było wrócić do normalności, mimo wszechobecnego smrodu spalenizny, lepiącej się do wszystkiego czerni i spojrzeń, które mówiły więcej, niż słowa. Udało im się uratować dom. Udało im się uratować hodowlę - ogień wystraszył hipogryfy, ale oprócz kilku spalonych piór i niespokojnej nocy nie stało się im nic złego, Matce niech będą dzięki.

Kiedy Sam pojawił się w progu ich drzwi, olbrzymi kamień spadł z jego serca. Mieli iść go szukać, ale Sam ich uprzedził i oczywiście, że został przyjęty. Vlad powiedział mu kiedyś, że drzwi ich domu zawsze będą dla niego otwarte i chociaż okoliczności były okropne, starszy Petrov cieszył się, że to do nich przyszedł McGonagall.

Ziewną, rozdziawiając szeroko szczęki, po czym wyciągnął kark, by odnaleźć i przygryźć lekko ucho drugiego niedźwiedzia, tak jak on wcześniej podgryzał jego.

Cieszę się, że tu jesteś. Mam nadzieję, że wciąż tu będziesz.

-Chłopaki, śniadanie gotowe! - zawołał do nich z dołu Vlad.

Powinni zejść. Zjeść śniadanie i zabrać się do pracy. Może powinni zejść tak, jak byli teraz? Otarł się policzkiem o łeb drugiego i sapnął krótko, zachęcając do wstania.
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#5
12.11.2025, 12:25  ✶  
-Auć przestań! Hahaha, no już, już…! - Moment który Nikolai wybrał na oddanie niedźwiedziej przysługi okazał się tym, gdy Samuel postanowił wreszcie zrzucić słodkie rozleniwienie z barków na rzecz czekającego na nich śniadania. Niedźwiedzie kły szczęśliwie nie wyrządziły krzywdy całkiem ludzkiemu uchu, ale też dla obojga mogło być sporym zaskoczeniem ta zmiana układu sił, gdy nagle niemal tonowe cielsko leżało w jakimś dziwacznym preclowatym ułożeniu z patykowatym mężczyzną o włosach jasnych jak rżnięty łan zboża. Obecnie ów mężczyzna zaśmiewał się od łaskoczącego oddechu drugiego miśka, nieco mniejszego, ale bardziej przysadzistego, którego wilgotny nos ukrwiony był w okolicach skroni. Palce tonęły w futrze, gdy Sam się śmiał próbując - początkowo bezskutecznie - odsunąć go od siebie, zaraz potem obejmując go wokół zdecydowanie przerośniętej szyi i drapiąc za uchem. Wciąż się uśmiechał przy tym, wciąż chłonął spokój, wciąż czerpał z bliskości, którą otrzymywał bez większych w sumie zasług ze swojej strony.

Przeżycie było małą chlubą choć zwłoki tych, którzy nie dali rady żywiołowi byłī już uprzątnięte i pochowane.

- Chodź, wczoraj nie mogłem zasnąć i wymyśliłem kilka usrapwnień, które pozwolą zaoszczędzić nam materiały. Musiałbym porozmawiać z moim - szwagrem - utknęło mu w gardle. Nieaktualne. Już nie szwagrem. Już nie. - Znajomym, który zna się na pieczętowaniu. Część zabezpieczeń można byłoby założyć na złożone segmenty, nie tylko pojedyncze stragany. Może też wymyślił coś lepszego na ogień? Lovegoodzi mogliby być tym zainteresowani co Niko? Co o tym myślisz druchu? - potarmosił go znów i cóż, być może był jedyną osobą, która z podobną swobodą tarmosiłaby niedźwiadka, jak i człowieka. Czuł jednak w sercu dziwny spokój, czuł się inaczej niż wtedy gdy jego świat skończył się po raz pierwszy z odejściem rodziców i drugi, gdy widma przepędziły go z Kniei. Teraz stracił wiele, pręż moment miał poczucie że stracił niemal wszystko. Ale Niko trzymał go mocno i nie puszczał, całą swoją obecnością zdając się mruczeć niedźwiedzim bebzunem kojące zapewnienia.

Nie poświętał temu jednak za dużo myśli. Gdy w końcu obaj byli ludzcy zgarnął notes i wysłużoną torbę narzędziową. Pognali na dół napełnić brzuchy, przemyć twarz w lodowatej wodze z miedzy i ruszać w świat. Stado. Chciał przed miesiącem wierzyć, że było w Londynie, ale któż lepiej zrozumie niedźwiedzia jak drugi niedźwiedź?

- Projekt więźby dla Longbottomów niemal skończony. Bee ma mi zapewnić drewno, ale boje się, że nie będzie odpowiednio sezonowane. Niektórych procesów nie da się przyspieszyć magią. I jeszcze pan Garlick. Źle się czuję, że opuściłem nauki, trudno jednak robić różdżki gdy ludzie nie mają dachów i okien w domach. - opowiadał Vladowi ustami wypełnionymi jedzeniem.
Medved'
This house no longer feels like home
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Nikolai jest młodym chłopakiem o wzroście 176 cm, ciemnobrązowych, krótkich włosach i zielonych oczach, pod którymi miejsce swoje znalazły dwa pieprzyki. Nie jest przesadnie umięśniony, jednak codzienne ćwiczenia ukształtowały u niego przyjemną dla oka muskulaturę. Preferuje swobodę, gdy dobiera garderobę. Mówi z twardym, typowo słowiańskim akcentem.

Nikolai Petrov
#6
30.11.2025, 17:15  ✶  
Kły miały trafić na niedźwiedzie ucho, psotnie się na nim zacisnąć, nie robiąc mu przy tym krzywdy, ale trafiły na delikatniejsze, ludzkie ucho. Niedźwiedź cofnął łeb sekundę po tym, jak zęby trafiły na ludzką skórę i zostały wypowiedziane pierwsze słowa - a właściwie okrzyk - w ludzkiej mowie. Niedźwiedź patrzył przez krótką chwilę na Sama, trochę zaskoczony tak szybką przemianą, po czym zaczął go trącać mokrym nosem, nie chcąc jeszcze przerywać zabawy, której koniec byłby momentem, w którym trzeba będzie się wreszcie ruszyć.
Wyciągnął się wygodniej na podłodze i przymknął ślepia, pochylając łeb, by Samowi łatwiej było drapać go za uchem. Niby powinni już wstać, zjeść śniadanie i zabrać się do pracy, ale Samuel sam przeciągał chwilę lenistwa, zamiast go poganiać.
Samuel zaczął mówić o usprawnieniach, o pieczętowaniu, o znajomym i zabezpieczeniach, i niedźwiedzi móżdżek zaczął powoli przetwarzać słowo po słowie, próbując ułożyć z nich cały sens. Ziewną przeciągle, odwracając łeb i wytarmoszony, przekręcił się całym cielskiem na plecy, zanim niedźwiedzia postać zmalała i zrzuciła futro, pozostawiając na podłodze mniejsze ciało nastoletniego jeszcze chłopaka, rozłożonego jak krzyż i wgapionego w sufit.
Usprawnienia, pieczętowanie, znajomy, zabezpieczenia. Ziewną kolejny raz już ludzkimi ustami - po dobrym śnie zawsze dużo ziewał, a od kiedy Sam był z nimi, spało mu się coraz lepiej - i z ociężali podniósł się do pozycji siedzącej.
-Hm... - mruknął, tarmosząc sobie włosy. -Myślę, że po tym pożarze mało kto nie byłby zainteresowany zabezpieczeniami przed ogniem. Lovegoodzi z pewnością będą chcieli, żeby ich stragany były lepiej zabezpieczone, niż do tej pory. Nigdy nie wiadomo, kiedy znowu coś się wydarzy - to ostatnie powiedział już szeptem, jakby wypowiedzenie ich na głos sprawiło, że następnego dnia dojdzie do kolejnej tragedii.
Vlad czekał na nich w kuchni, z kubkiem kawy przy ustach i gazetą w drugiej dłoni i kiedy niedźwiedzi chłopcy zleźli wreszcie z pokoju na dół, skinął im głową na stół, gdzie czekało na nich śniadanie.
-Myślę, że akurat jej możesz zaufać, że zapewni ci odpowiedni materiał - powiedział. -I wierzę, że pan Garric zrozumie, że opuszczasz naukę nie z powodu lenistwa, tylko dlatego, że próbujesz pomóc tym, którzy ucierpieli podczas pożaru. Nie zamartwiaj się tym na zapas. Nikki, widzę to!
Tym, co Vlad widział, był Nikolai, próbujący wykorzystać moment, w którym Sam i Vlad rozmawiali między sobą, i wyciągnąć paczkę papierosów, którą Vlad schował kilka dni temu.
Nikolai nie był już co prawda małym dzieckiem, ale Vlad dzielił, niestety, kilka cech ze swoim bratem - jedną z nich była ta, przez którą ograniczał bratankowi dostęp do fajek. Nie lubił, kiedy ktoś palił przy nim, a tym bardziej w domu, i próbował oduczyć tego Nikolaia, z takim skutkiem, że młodego Petrova zaczynało nosić, dopóki nie udało mu się znaleźć jakiejś paczki i zapalić chociaż jednego papierosa. Nie tak łatwo było wyjść z nałogu.
-A pisałeś do pana Olivandera, że nie będziesz do niego na razie przychodził? - Nikolai zwrócił się do Sama i schował paczkę papierosów do kieszeni swoich spodni, kiedy stryj odwrócił się do drugiego animaga.
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#7
09.12.2025, 21:43  ✶  
Zszedł na dół. Jakoś mu lekko było. Niby świat zawalił się na głowę tydzień temu, ale praca... w pracy odnajdywał swoją ucieczkę. I w obecności ludzi, którzy przyjmowali go takim jakim był, prostym chłopakiem z dłutem w ręku, który nienawidził Londynu.

– Tak, tak... dałem znać. No musiałem, nie chciałem, żeby pan Ollivander bał się, że coś mi się stało. Nocami czasem i tak długie w rzeczach dla niego. Przygotowuje klocki, ćwiczę rzeźbienie bo... bo ludzie lubią jak różdżka jest nie tylko skuteczna, ale też łada. Z resztą... różdżki chyba też to lubią. – nie był pewien. Zamiast tego zatapiał zębiska w śniadaniu wiedząc, że będzie musiało wystarczyć na długie, długie godziny. Praca. Jedzenie. Dach nad głową. Czy mógł chcieć coś więcej? Strasznie tęsknił za Mabel. Do tego stopnia, że na moment zeszkliły mu się oczy, ale zaraz potem przetarł nos rękawem od koszuli i jadł dalej.

– Dzisiaj w nocy w ogóle śniło mi się, że zima przyszła i Ci wszyscy biedacy zostali bez dachu nad głową. Teraz jakieś namioty... to przecież nie jest rozwiązanie, a wiadomo, że w tym roku raczej będą takie mrozy, że przymarznie cap do kozy. A to nie dobrze. Ani dla rogacizny, ani dla nas. – Czy się urabiał po barki? Bardzo możliwe. Czas jednak nieubłaganie parł do przodu a było tylu potrzebujących a on... on nie potrafił odmówić. Cieszył się, że Nikolai go w tym wspiera, cieszył się, że Vlad zdawał się człowiekiem, który nie zaglądał do jego nie za wielkiej sakiewki. Miał problem żeby tracić pieniądze, oni w końcu stracili wszystko, a zima zbliżała się wielkimi krokami.

– Tylko drwa brak. Taki problem. Belki, stropy, dachy... opóźnienia opóźnienia opóźnienia. Ale Lovegoodzi nie mają tego problemu. Ciężko by było, żeby to był problem kupców. – zauważył, bo już wiedizał nieco więcej o świecie niż pół roku temu gdy wygoniono go z Kniei.

Zawada: skrzat półkrwi
Medved'
This house no longer feels like home
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Nikolai jest młodym chłopakiem o wzroście 176 cm, ciemnobrązowych, krótkich włosach i zielonych oczach, pod którymi miejsce swoje znalazły dwa pieprzyki. Nie jest przesadnie umięśniony, jednak codzienne ćwiczenia ukształtowały u niego przyjemną dla oka muskulaturę. Preferuje swobodę, gdy dobiera garderobę. Mówi z twardym, typowo słowiańskim akcentem.

Nikolai Petrov
#8
18.12.2025, 12:23  ✶  
Ludzie różnie reagowali na tragedię. Byli tacy, którzy poddawali się rozpaczy - zamykali się w sobie, odpychali od siebie każdego, kto próbował się do nich zbliżyć i pomóc, topili się we własnym smutku, własnej rozpaczy i rozmyślaniu "A co gdybym...?", przez co niejednokrotnie robili coś głupiego. Byli tacy, którzy zupełnie odcinali się od smutku, jakby ich to wszystko nie dotyczyło. Śmiali się, próbowali zarażać wszystkich dookoła swoją pozytywną energią, swoją radością, chociaż najczęściej radość ta była po prostu wymuszona.
Byli również tacy, którzy zamiast siedzieć i użalać się nad sobą, albo na siłę szukać radości, woleli zająć czymś ręce. Woleli działać i swoim działaniem pomóc tym, którzy nie byli w stanie sami stanąć na nogi. Na szczęście to do tej grupy należał Sam, na co Vlad i Nikolai mogli odetchnąć z ulgą. Sami różnie trawili wspomnienie pożaru i chociaż szczęśliwie udało im się przeżyć tamtą noc z niewielkimi szkodami, tak musieli również borykać się z nieprzychylnymi spojrzeniami niektórych sąsiadów, którzy stracili więcej i nie mogli pogodzić się z tym, że to ktoś inny, a nie oni, miał szczęście.
-Dobrze... Bardzo dobrze - powiedział Vlad, powoli obracając w dłoniach kubek ze swoją kawą. -Z tego, co wiem, różdżki lubią być zadbane. A zapewnienie jej odpowiedniej prezencji również jest sposobem dbania o nią.
-Vlad za dziecka chciał robić różdżki - wtrącił się Nikolai, sięgając po trzecią kanapkę. [/b] -Podobno mówił wszystkim, że jak dorośnie, to będzie jak Mykew Gregorowicz.
- A ty niby skąd to wiesz?
-Ciocia Anja mi opowiadała.

Sen Sama nie napawał optymizmem, na szczęście był to jedynie sen i chociaż wielu straciło życie lub dobytek w pożarze, to z tego, co się orientowali, bezdomność nie wzrosła po ósmym września.
-Na szczęście to był tylko sen - powiedział mu Nikolai. -Ludzie znaleźli schronienie, a zwierzęta... Zwierzęta zawsze znajdą sposób, żeby przetrwać.
Instynkt przetrwania nie pozwoli zwierzętom poddać się srogiej pogodzie, a człowiek również znalazłby sposób, by pomóc rogaciźnie przetrwać.
Brak drewna na opał był większym problemem - nie wszystko dało się przyśpieszyć magią, jak Sam sam zauważył, a przecież w czasie zimy trzeba było czymś się ogrzewać, ale dużo drewna było potrzebne na budowy. Czy Voldemort nie mógł przeprowadzić tego swojego ataku latem? Czemu akurat przed samą zimą?
przybłęda z lasu
The way to get started is to quit talking and begin doing.
wiek
26
sława
II
krew
półkrwi
genetyka
klątwa żywiołów
zawód
stolarz
Jasne jak zboże włosy, jasnobłękitne oczy. 183 cm wzrostu, szczupła ale dobrze zbudowana sylwetka. Ubiera się prosto, choć jego rysy zdradzają arystokratyczne pochodzenie. Ma spracowane ręce i co najmniej kilkudniowy zarost.

Samuel McGonagall
#9
14.01.2026, 19:35  ✶  
Pokiwał głową z wdzięcznością za pocieszające słowa. Nie znał Gregorowiczów, ale też i popatrzył na Vlada inaczej, gdy padła ta informacja. Z szacunkiem.
– Ja... ja nigdy nie planowałem robić różdżek. Po prostu lubię drewno. Ono ma... coś w sobie, w swojej fakturze, w swoim istnieniu, co sprawia, że... zdaje mi się, że czuję energię, która w nim jest. Może to przez bło... znaczy... klątwa. Klątwa żywiołów. – Odetchnął, po czym zapchał sobie usta jedzeniem. Nie chciał już o tym mówić, wolał słuchać głosów, spokojnych rozmów, uczucia, że należy do jakiejś niewielkiej rodziny, do miejsca, przez które nie przepływają niezliczone rzesze dusz. Do jamy. Bezpiecznej, ciepłej jamy.

W końcu jednak trzeba było wyjść i na plac Lovegoodów dotarli o dziwo - na czas.

Zrobili rekonesans, rozłożyli narzędzia, przejrzeli dostarczone przez rodzinę materiały. Nie było tego wiele, musiało wystarczyć. Sam zamyślił się.

– Rozwiązania prowizoryczne... na to się to wszystko nadaje. Martwię się, że tym biednym ludziom deski posypią się na głowę. – Palcami dotknął desek. Były wilgotne, drzewo nie było dobrze leżakowane. Skrzywił się na ten wniosek, nie lubił papudractwa.

– Zobacz Niko, z tego nic nie będzie, muszę porozma... po... – przygryzł wargę zniechęcony, pocierając nerwowo jasną czuprynę i rozglądając się za jakimś Lovegoodem w zasięgu. Takim ważnym, decyzyjnym, czy powinien mieć on złoty łańcuch? Całość umowy była dogadywana korespondencyjnie, a jemu wciąż mieszały się imiona i nazwiska w głowie. Był w stanie bardzo precyzyjnie z pamięci wyrecytować łacińskie nazwy wszystkiego co żywe w Kniei, ale ludzie Doliny... umykali mu. Może gdyby nosili łacińskie nazwy byłoby łatwiej? – Orientujesz się, który jest przywódcą stada? – zapytał Nikolaia pochylając się ku niemu, szorstkimi od roboty palcami skubiąc nerwowo mankiet kraciastej koszuli.
Medved'
This house no longer feels like home
wiek
sława
krew
genetyka
zawód
Nikolai jest młodym chłopakiem o wzroście 176 cm, ciemnobrązowych, krótkich włosach i zielonych oczach, pod którymi miejsce swoje znalazły dwa pieprzyki. Nie jest przesadnie umięśniony, jednak codzienne ćwiczenia ukształtowały u niego przyjemną dla oka muskulaturę. Preferuje swobodę, gdy dobiera garderobę. Mówi z twardym, typowo słowiańskim akcentem.

Nikolai Petrov
#10
11.02.2026, 10:14  ✶  
Obaj - Vlad i Niko - pokiwali powoli głowami, gdy Sam mówił. Dobrze, że Sam mówił. Bardzo dobrze.
-Bardzo możliwe - powiedział Vlad, dolewając sobie kawy. -Albo to dlatego, że żyłeś w Kniei i po prostu stałeś się wyczulony na tę energię. Jakikolwiek jest tego powód, to bardzo dobra cecha, Sammy. Złym ludziom natura nie odpowiada.
Lubili, kiedy Sam do nich mówił, ale nie chcieli na niego naciskać, kiedy mówić nie chciał. Szczególnie nie teraz, gdy Sam zdawał się łatwiej odnajdować słowa.

Kiedy wychodzili, Vlad życzył im owocnej pracy, a zza zagrody wyjrzeli Susie i Arlo, kręcąc z zaciekawieniem głowami i machając ogonami.

Niko poczuł nadchodzący ucisk w żołądku, kiedy szykowali się do pracy. Wciąż uczył się rzemiosła i chociaż starał się odwzorowywać wszystko to, co Sam robił tak sprawnie, wciąż miał w głowie tę niepokojącą myśl, że zrobi coś źle i jedynie będzie swojemu bratu przeszkadzał. Do tej pory, na szczęście, nie udało mu się nigdzie kompletnie zawalić roboty, ale niepokój jednak pozostał.

-Możemy spróbować je chociaż trochę osuszyć magią, ale byłoby to tylko chwilowe rozwiązanie - westchnął.

Jak Sam kiedyś mu powiedział, niektórych procesów nie dało się przyśpieszyć magią. Jeśli robota miała być wykonana dobrze, surowce powinny być odpowiednio przygotowane, i nawet magia nie zawsze była w stanie poprawić to, co zrobić powinna natura.

Przywódca stada... Niko przygryzł dolną wargę i rozejrzał się za którymś z Lovegoodów, który albo mógłby okazać się osobą tutaj decyzyjną, albo mógłby im wskazać, do kogo powinni się udać.
-Chodź, zapytamy - poklepał lekko Sama po ramieniu i ruszył do pierwszej osoby, która pojawiła się w zasięgu jego wzroku. -Dzień dobry, szukamy-
-Hm? Ach, wy musicie być Sam i Niko, zgadza się? - mężczyzna wyszedł im naprzeciw z szerokim uśmiechem i wyciągnął rękę, by uścisnąć im dłonie. -Cieszymy się, że tutaj jesteście. Po tym pożarze jest tyle roboty ze wszystkim. Dobrze, że w Dolinie jest ktoś, kto potrafi naprawić te zniszczenia. Ach, szukacie kogoś decyzyjnego? Chodźcie, zaprowadzę was do mojego brata.

Nie, to nie był koniec jego przemówienia, bo kiedy prowadził niedźwiedzich braci do swojego brata, cały czas mówił.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Nikolai Petrov (1900), Samuel McGonagall (1851)


Strony (2): 1 2 Dalej »


  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa